PanSamochodzik.net.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
"Pisarstwo a działalność społeczna" - wywiad
Autor Wiadomość
Kynokephalos 
Moderator
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 104 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 6313
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2021-05-23, 08:54:08   "Pisarstwo a działalność społeczna" - wywiad

Wywiad był już na forum przytaczany ponad rok temu przez Kozaka (https://pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?t=5300&start=69, https://pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?t=3509&start=174).
Niedawno jedną wypowiedź pisarza wykorzystaliśmy tutaj: https://pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?t=5805&start=11.
Poniżej pełny tekst tej rozmowy.


=======================================================================================
Pisarstwo a działalność społeczna
„Odgłosy”, nr 7/1967, 2.III.1967

. . . Redakcja „Odgłosów” przeprowadziła rozmowę ze Zbigniewem Nienackim, znanym pisarzem i radnym Wojewódzkiej Rady Narodowej w Łodzi.

. . . Zbigniew Nienacki jest autorem powieści „Uroczysko”, „Skarb Atanaryka”, „Pozwolenie na przywóz lwa”, „Wyspa złoczyńców”, „Pan Samochodzik i templariusze”, „Worek judaszów”, „Laseczka i tajemnica”, „Podniesienie”, „Z głębokości”, „Sumienie”. Pisze także scenariusze filmowe oraz sztuki teatralne, z których bardziej znane są: „Styks”, „Termitiera” i „Golem”.




* * *

. . . ODGŁOSY: — Modna jest teza o antynomiach między działalnością społeczną a twórczością pisarską. Pan jest niejako „żywym dowodem”, iż obie te dziedziny działalności mogą iść w parze i to bez szkody dla intensywnej pracy pisarskiej. Jest Pan radnym Wojewódzkiej Rady Narodowej w Łodzi, członkiem Komisji Kultury WRN, a więc działaczem społecznym w pełnym tego słowa znaczeniu. Interesuje nas w jakim stopniu fakt, że jest pan pisarzem, odzwierciedla się w Pana działalności społecznej, i odwrotnie — czy ta działalność ma jakieś znaczenie dla Pana twórczości.

. . . Z. NIENACKI: — Teza o antynomiach między twórczością pisarską a działalnością społeczną, wydaje mi się, bierze się z koncepcji pisarza jako człowieka nieustannie „skłóconego z życiem”. Być może koncepcja ta ma jakieś uzasadnienie, wyznaję jednak, że nigdy się nad tą sprawą poważniej nie zastanawiałem. Jestem zdania, że sekret kryje się w konkretnej osobowości każdego pisarza i w specyfice jego twórczości. Mój temperament, jak również charakter mej twórczości, nie pozwala ograniczać się tylko do pisania. Zresztą nie mitologizujmy tej działalności społecznej. Do czego się w końcu ona sprowadza. Jestem członkiem partii, z tymi samymi prawami i obowiązkami co inni. Jeśli władze proszą mnie o wyrażenie opinii czy ustosunkowanie się do jakiegoś zagadnienia, jestem zobowiązany to zrobić. Tym bardziej, że zawsze chodzi o jakieś bardzo żywotne problemy kultury w województwie. I nie jest chyba źle, jeśli przed rozstrzygnięciem tych spraw zabrzmi czasem głos pisarza. Nie, nie robię tego za „darmo”. W zamian — siłą rzeczy — poznaję wiele istotnych problemów nurtujących działaczy kultury w województwie. Należę do młodszego pokolenia i, oczywiście, krąg moich doświadczeń życiowych pozostaje niewielki. Muszę je więc ciągle poszerzać. W jaki sposób? Byłem ławnikiem w sądzie i tak powstały dwie moje książki: „Z głębokości” i „Sumienie”. Teraz jestem radnym z powiatu skierniewickiego i czy chcę czy nie chcę, muszę stykać się z najróżniejszymi sprawami ludzi na wsiach i w małych miasteczkach. Przyszłość pokaże czy potrafiłem zdobyć nowe doświadczenia dla swej twórczości. Nie wiem, czy jestem dobrym radnym i czy są ze mnie zadowoleni ci, którzy na mnie głosowali podczas wyborów. Wyznaję, że często o tym myślę i drąży mnie zupełnie nieznane dotąd uczucie: współodpowiedzialności za wiele spraw. Jest to ciężkie i bardzo nękające uczucie, ale może zbyt poważnie traktuję i siebie i to co robię? Ale o jednym jestem głęboko przekonany: nie wierzę w trwałość literatury, która nie wyrasta z konkretnej gleby. Nie wierzę w pisarzy, którzy nie mają swojej „małej ojczyzny”. Niech nią będzie jedna ulica, jedna wieś, ale niech będzie. Nie wierzę w książki, które dzieją się wszędzie i nigdzie. Gdy byłem w Leningradzie, pokazywano mi ulice, domy, podwórka, po których chodzili bohaterowie powieści największego pisarza naszych czasów — Dostojewskiego. Czytałem pamiętnik, który posłużył Dostojewskiemu do stworzenia postaci starca Zosimy w „Braciach Karamazow”. W Pradze pokazywano mi ulice, domy, parki i schody, gdzie toczy się akcja „Procesu” Kafki. Pisarstwo tych twórców wyrosło z konkretnej gleby. Nasi post-kafkowcy i post-szulcowcy zdarli tylko naskórek ze swych pierwowzorów, nie sięgnęli głębiej i nie zrozumieli miazgi tamtego pisarstwa. Proszę mnie źle nie zrozumieć. Przenigdy nie ośmieliłbym się porównać do tamtych tytanów. Powołuję się tylko na przykład określonej metody. Nie piszę powieści z kluczem, jak to sugerują niektórzy krytycy, stawiając zarzut, że można pokazać biurko i pokój, w którym pracował bohater „Sumienia”. Po prostu lepię z materiału, który mnie otacza, a tego uczyli mnie wielcy pisarze. Istnieje w województwie łódzkim konkretna wieś, gdzie dzieje się akcja mojego „Podniesienia” i chodzą po niej jeszcze bohaterowie mej powieści. A przecież ta powieść nosi w sobie z całą pewnością wpływ Kafki. Wydaje mi się, że w tej konkretności tkwi sekret, dlaczego niektóre z mych książek znalazły czytelników także i za granicą, bo przecież wielu mych kolegów pisze lepiej ode mnie. Dlatego nie zamierzam odrywać się od tego, co daje siłę moim książkom. Czy pan uwierzy, że nie ma w województwie łódzkim gromady, w której nie byłbym, kiedyś — jako dziennikarz, czy teraz — jako pisarz? I miałbym zrezygnować nagle z tego, co mi pozwala żyć i pisać? Nie, nie ma u mnie żadnej antynomii między tym, co piszę i tym, co robię.

. . . ODGŁOSY: — Jest Pan członkiem Komisji Kultury WRN. Czy jest to funkcja honorowa względnie tytularna — czy też istotnie ma Pan — jako pisarz — możność współkształtowania polityki kulturalnej województwa?

. . . ZNIENACKI: — Wspomniałem przed chwilą o tym nowym dla mnie uczuciu współodpowiedzialności. Bierze się ono właśnie z tej możliwości współkształtowania polityki kulturalnej w naszym województwie. Wyznaję, że to nie ułatwia mi życia. Dawniej jeździłem po naszym województwie jako beztroski pan Z. N. Teraz to się skończyło. Oto znowu widzę tę stojącą na przedmieściu W. — starą ruderę. Czemu ta rudera jeszcze stoi? Przecież lokatorów miano przeprowadzić, a dom rozebrać. Dlaczego to nie zostało zrobione? Ktoś napisał, że gdzieś tam widział zabytkowy dworek, który się niszczy. Ja to też widziałem i przyznaję mu rację. Tylko, że ja wiem jaką sumą pieniędzy dysponuje WRN na ochronę zabytków i znam hierarchię potrzeb. W Skierniewicach nie ma odpowiedniego kina, nie ma Domu Kultury, a przecież mimo wszystko musi tam się rozwijać życie kulturalne. W bieżącej pięciolatce nie ma mowy o budowie Domu Kultury, jak więc znaleźć środki na zaradzenie złu? Pieniądze? O, pieniądze może by się znalazły, ale skąd wziąć „moce przerobowe”. Czy Pan wie, co znaczy to magiczne słowo? W województwie łódzkim tak są pod tym względem napięte plany, że nie znajdzie się żaden wykonawca dla podobnej inwestycji. A przecież w końcu trzeba oddać do użytku budowany przez tyle lat Dom Kultury w Radomsku. Lecz może jednak dałoby się zbudować kino w Skierniewicach?... Mógłbym Panu wyliczać godzinami tysiące podobnych spraw, o których kiedyś nie miałem najmniejszego pojęcia. Pytał Pan o możność współkształtowania polityki kulturalnej w województwie? No, przecież w ostatecznym rachunku to my, radni, opiniujemy projekt budżetu w dziedzinie kultury i zatwierdzamy go, a więc decydujemy o tym, na co przeznaczone zostaną pieniądze. Ten rozdział pieniędzy na różne cele, to jest między innymi wytyczenie kierunków polityki kulturalnej. Jest to zagadnienie bardzo ważne, gdyż sprawy kultury w województwie łódzkim zdobywają coraz wyższą rangę, o czym chyba najlepiej świadczy fakt, że aż trzech posłów z Ziemi Łódzkiej (Tow. Mojkowski, Kaczmarek i Błajszczak) zasiada w sejmowej Komisji Kultury. Nadanie tak wielkiego znaczenia problemom kultury stwarza atmosferę, w której pisarz czuje się pożyteczny i jego głos się liczy. Ja wiem, że określenie „sprzyjająca atmosfera” może się Panu wydać ogólnikowe. Podam więc przykład: w ubiegłym roku z nadwyżek budżetowych WRN przekazano dodatkowo na uzupełnienie księgozbiorów w bibliotekach — ponad milion złotych. Pan chyba zdaje sobie sprawę, że do takiego podziału nadwyżek zbiegają się wszystkie komisje i każdy ciągnie na swoją stronę, a potrzeby w każdej dziedzinie naszego życia są przeogromne. Więc jeśli znaleziono ten milion na książki, to jest to najbardziej wymowne.

. . . ODGŁOSY: — Wspomniał Pan tylko o jednym aspekcie polityki kulturalnej, jaką jest rozdział funduszów na poszczególne dziedziny kultury. Interesują nas inne aspekty i wykładniki tej polityki kulturalnej.

. . . Z. NIENACKI: — Działaczy kultury w Polsce Ludowej obowiązuje realizowanie zasad polityki kulturalnej Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Jak wiadomo, jest to polityka upowszechnienia kultury, zapoznanie najszerszych mas społeczeństwa z największymi wartościami kultury polskiej i światowej. Ale, rzecz jasna, inaczej te zasady trzeba realizować w wielkich skupiskach ludzkich, inaczej w małych, a jeszcze inaczej na wsi, gdzie niekiedy trzeba dobrą książkę po prostu włożyć do rąk rolnika. Jest to szczególnie ważne, gdy zdajemy sobie sprawę z ogromnych zadań podniesienia produkcji rolnej w naszym województwie. To może dziwne, że właśnie ja, pisarz, wspominam o tej sprawie, ale, do licha, i na nas też ciąży obowiązek troski o to, aby w naszym kraju było dosyć chleba i mięsa. W tym kontekście słowo kultura nabiera szerokiego znaczenia. Chcemy mieć rolnika kulturalnego, a to znaczy takiego, który umie obcować z książką beletrystyczną i fachową. Jak to osiągnąć? Jestem w zespole ludzi wykształconych, światłych, znających dobrze to zagadnienie, świadomych swego celu. I to mi sprawia satysfakcję. Oczywiście, ja wiem, co się zaczyna mówić o polityce upowszechnienia. Że w gruncie rzeczy sprowadza się ona do przekazywania szerokim kręgom odbiorców sztuki ułatwionej. Ale ja się pytam: pokażcie mi dokument partyjny, w którym jest powiedziane, że należy upowszechniać np. dzieła Elizy Orzeszkowej, a nie Bruno Schulza, bo ona jest łatwa, a on trudny? Zaręczam Panu, że kiedy myślimy o oddaniu do użytku Domu Kultury w Radomsku, ani nam przez głowę nie przechodzi, że mają się tam odbywać odczyty tylko o romantykach czy pozytywistach, o Konopnickiej czy Sienkiewiczu a nie o współczesnej poezji polskiej, czy o literaturze amerykańskiej lub antypowieści. Zaręczam Panu, że gdy myślimy w jaki sposób zdobyć środki na półki do bibliotek, w których nie mają już gdzie układać książek, to nikt nie twierdzi, że na tych półkach mają stanąć tylko dzieła Kraszewskiego, a nie ma tam być miejsca dla książek Franza Kafki. Ale samo życie reguluje te sprawy. Jeśli piętnastu czytelników codziennie prosi bibliotekarkę o „Placówkę” Prusa, a ona ma tej „Placówki” tylko jeden egzemplarz, to gdy otrzyma pieniądze na zakup, zaręczam wam, że idzie kupić jeszcze kilka egzemplarzy „Placówki”, a nie „Proces”, którego, notabene, też nie można dostać. Lecz upływający czas i tę sprawę ureguluje. Gdyby prześledził Pan dyskusję nad repertuarem np. Teatru Ziemi Łódzkiej, przekonałby się Pan, że z roku na rok wzrastają wymagania wobec tego teatru, nikt nie ośmiela się już go traktować jako przedszkola widza, lecz jako teatr ambitny w pełnym tego słowa znaczeniu. Odbiorca dorasta i to on stawia wymagania. Ale czy to znaczy, że mamy zrezygnować z tych, co jeszcze nie zdążyli się włączyć do procesu, który nazywam „edukacją narodową”?... Jak wspomniałem, w ogromnych rejonach naszego województwa dopiero uczymy ludzi obcowania z książką i z tego zadania nie wolno rezygnować. Ja bardzo lubię literacką kawiarnię, doceniam ją, chętnie będę dyskutować np przykład o mowie pozornie zależnej, ale przecież jednocześnie nie potrafię myśleć, że mamy setki Klubów „Ruchu” na wsiach, które nie spełniają swego zadania, nie są nosicielami kultury w pełnym tego słowa znaczeniu. Czy nie warto też i o tym podyskutować? Kawiarnia literacka tak często powołuje się na przykład amerykańskiej literatury, przeciwstawiając ją polskiej. A jednocześnie ci sami ludzie zżymają się, gdy zachęca się ich do podjęcia tematu związanego z zagadnieniem przemian na wsi. Rozmowa o kółkach rolniczych to niemal nietakt towarzyski. A przecież cała amerykańska literatura nie opowiada o niczym innym, tylko o podobnych sprawach, o przemianach wsi amerykańskiej, o tragediach farmerów, o ich konfliktach. Niestety, żyjemy ciągle w świecie mitów. Skarżył mi się niedawno pewien młody poeta, że nie ma zrozumienia dla współczesnej nowej poezji, bo upowszechnia się sztukę łatwą. Odpowiedziałem mu, że podczas pobytu u bardzo wysoko postawionego działacza partyjnego województwa widziałem na jego biurku pod szkłem wycięty z gazety wiersz jednego z łódzkich pisarzy młodszego pokolenia. Jest to pisarz uważany za niezwykle trudnego. Ten fakt jest również chyba wymowny. Czynniki partyjne w województwie mają duże zrozumienie dla współczesnej literatury, interesują się nią. A te nieustające niemal konkursy urządzane przez województwo dla młodszych poetów? dla nowelistów? Te dwa plenery dla plastyków, zorganizowane w Działoszynie a potem w Skierniewicach? Te usiłowania stworzenia przez większe zakłady pracy w naszym województwie — własnych galerii współczesnej sztuki? Żalił się nam niedawno dyrektor „Prozametu” w Skierniewicach, że tak mało plastyków-rzeźbiarzy brało udział w skierniewickim plenerze. Żelaza, metalu, materiału — nie brakowało, robotnicy ofiarowali społeczną prace przy realizacji zamysłów rzeźbiarzy. Nikt nie żądał od twórców, aby była to rzeźba np. o przodownikach pracy, a nie jakaś nowoczesna forma. To także o czymś świadczy. O czym? Przynajmniej o tym, że pojęcie upowszechnienia kultury rozumiane jest w województwie bardzo szeroko. To wszystko jest również polityką kulturalną. Dodam jeszcze, że województwo łódzkie ma opracowane szczegółowo plany perspektywiczne rozwoju kultury na wiele, wiele lat naprzód. Są to chyba bardzo ambitne plany, trzeba tylko zakasać rękawy i je realizować.

. . . ODGŁOSY: — Mówiąc o zagadnieniach upowszechnienia kultury, nie wspomniał Pan ani słowem o sprawie tak ważnej, jak kształtowanie gustu odbiorców. To chyba bardzo istotne zagadnienie.

. . . Z. NIENACKI: — O tak. Ale pominąłem je celowo. Mam w tej sprawie pogląd, który nie pokrywa się ze zdaniem wielu działaczy kultury i pisarzy, dlatego zrobiłem pewien „unik”. W swych poglądach na tę sprawę jestem raczej osamotniony i nie wiem, czy celowe będzie wytaczać go przed szersze forum. Ale może warto, aby i to zagadnienie stało się przedmiotem dyskusji? Otóż jak się Pan zapewne dobrze orientuje, ogólnie został przyjęty pogląd, że tak zwanej „sztuki nowoczesnej” powinno się odbiorcę uczyć i stopniowo do niej przyzwyczajać. A więc droga do zrozumienia współczesnej sztuki ma przypominać drogę do zdobycia wiedzy w szkole, poprzez jakieś klasy lub, jak to niektórzy mówią: kręgi wtajemniczenia. Innym i słowy, najpierw odbiorcy powinno się dać do czytania Kraszewskiego, potem Prusa, Sienkiewicza, Żeromskiego, potem ewentualnie bardzo ostrożnie coś „nowoczesnego”, aż wreszcie ukoronowaniem tego ma być czytelnik, który na przykład czyta Gombrowicza lub antypowieść francuską. Podobnie w malarstwie. Na środowisko poddane „ukulturalnieniu” trzeba najpierw oddziaływać przy pomocy Matejki, potem ewentualnie impresjonistów, a dopiero — surrealistów, kubistów, dadaistów itd., itd., tak, jak to było w historii sztuki. A więc upowszechnienie kultury można by przedstawić przy pomocy skierowanego ku górze wykresu — od spraw łatwych do trudniejszych. I taka koncepcja wygląda bardzo logicznie i przekonywająco, sam jej niejednokrotnie ulegałem. Ale przecież moje codzienne doświadczenie i spotkania z ludźmi, powiedziały mi coś innego: środowisko przyzwyczajone do Kraszewskiego czy Sienkiewicza z największą niechęcią przyjmuje literaturę tworzoną w zupełnie innej konwencji. Zaryzykowałbym twierdzenie: im bardziej nawykło ono do określonej konwencji literackiej, tym niechętniej przyjmuje inną. To samo tyczy malarstwa: ludzie przyzwyczajeni do oglądania realistów, z największymi oporami przyjmują abstrakcjonistów. Zupełnie inaczej ta sprawa wygląda, gdy ma się do czynienia z elementem zupełnie świeżym i chłonnym. Gotów jest zrozumieć i przyjąć jako własną, każdą konwencję twórczą. Pamiętam spotkanie z gronem nauczycieli, którzy z oburzeniem mówili mi, że książka Andrzejewskiego pt. „Bramy raju” jest napisana jednym zdaniem. „Kto to słyszał, żeby tak pisać. Gdyby uczeń całe wypracowanie napisał jednym zdaniem, to bym mu dał dwójkę. Tak nie wolno” — mówili. A przecież byli to ludzie, którzy przeszli wszystkie szczeble „wtajemniczenia” i zdawałoby się — są dojrzali do odbioru tej konwencji. Innym razem towarzyszyłem pewnemu młodemu poecie, którego wiersze określane bywają przez niektórych jako „intelektualny bełkot”. Byłem z nim na spotkaniu w środowisku wiejskim, gdzie — jestem niemal przekonany — tylko niewielu w ogóle czytało książki. Otóż ci ludzie doskonale zrozumieli o co chodzi w tych wierszach i dyskutowali o nich z największą powagą. A gdy jeszcze miejscowa nauczycielka udowodniła, jak bardzo tamtejsze ludowe piosenki są „surrealistyczne” i jak bardzo przypominają wiersze młodego poety — mój pogląd na wiele spraw zaczął się chwiać. Dziś mógłbym służyć setkami podobnych przykładów, wymieniając konkretne nazwiska, konkretne spotkania i dyskusje. A czyż inaczej ma się sprawa z plastyką? Malarze i rzeźbiarze ludowi sto tysięcy razy bliżsi są współczesnemu malarzowi niż Matejce. Chłop przyzwyczajony do obcowania ze sztuką swojego sąsiada, ludowego artysty, o wiele łatwiej zrozumie nowoczesnego rzeźbiarza i malarza niż środowisko, które już wychowaliśmy na Matejce lub Kossaku. Sformułuję jasno swój pogląd: nie wierzę, aby droga do upowszechnienia nowoczesności prowadziła przez jakieś stopnie, klasy, wtajemniczenia, tak jak to jest w szkole. Droga do upowszechnienia klasyki prowadzi przez upowszechnienie klasyki, a droga do upowszechnienia sztuki nowoczesnej prowadzi przez upowszechnienie sztuki nowoczesnej. A więc te sprawy trzeba robić równocześnie, nie czekając, aż odbiorca „dojrzeje”. Pan jednak chyba zdaje sobie sprawę, że tego rodzaju pogląd jest bardzo odosobniony.

. . . ODGŁOSY: — Jaki jest udział łódzkiego środowiska literackiego w polityce upowszechnienia kultury w województwie?

. . . Z. NIENACKI: — Wydaje mi się, że ogromny. Nie ma chyba literata w Lodzi, który nie odwiedziłby województwa z jakimś odczytem lub spotkaniem autorskim. Niektórzy nawet bardzo polubili te wojaże i odbywają je dość często. Niektórzy czynnie włączają się w najróżniejsze prace z dziedziny kultury i akcje inicjowane przez województwo. Oczywiście, można się zastanawiać, czy udział ten nie mógłby być większy, czy wykorzystaliśmy wszystkie dostępne środki dla pogłębienia tych związków i kontaktów. Jak wspomniałem, istnieje niezwykle korzystny klimat dla spraw kultury i dałem tego kilka przykładów. Wydaje mi się, że warto wykorzystać tę sprzyjającą aurę; wszelka inicjatywa ze strony Związku Literatów na pewno spotka się z życzliwym przyjęciem. Nikt mi o tym nie mówił, ale to się czuje. Zdaje się, że warto też wspólnie pomyśleć o jakimś nowym wielkim konkursie na powieść o tematyce związanej z zagadnieniami województwa łódzkiego.

. . . ODGŁOSY: — A teraz pytanie natury osobistej. Jakie są Pana zamierzenia i plany twórcze?

. . . Z. NIENACKI: — Dla „Naszej Księgarni” napisałem powieść młodzieżową pt. „Księga strachów”. W „Czytelniku” do druku poszedł I tom „Liści dębu”, zaplanowanej przeze mnie epopei obrazującej losy ludzkie na wsi podłódzkiej pod koniec wojny i w pierwszych latach po wyzwoleniu. Obecnie pracuję nad drugim tomem epopei.

. . . Co do mnie, wszcząłem pertraktacje w sprawie kupna nad Wartą w pow. wieluńskim niewielkiego domku, który chcę zaadaptować do swoich potrzeb mieszkalnych. Nie nęci mnie Warszawa. Z Łodzi chcę się wyprowadzić na wieś. Wydaje mi się, że tam będzie mi się lepiej pisało. A w dobie samochodów i tranzystorów, życie na wsi wcale nie jest uciążliwe. Będzie to, jak się mówi, „głucha wieś”, trzynaście kilometrów od najbliższego miasta, kilka kilometrów od stacji kolejowej. Mnie to odpowiada.
=======================================================================================
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 53 razy
Wiek: 58
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 9889
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2021-05-23, 13:30:17   

Świetny wywiad. Widać, że ZN był w uderzeniu. Mnie egoistycznie cieszy to, co mówi o swoje twórczości: że jest osadzona w realiach. Mieliśmy czuja poszukując pewnych rzeczy i doszukując się pewnych rzeczy :D .
No i czuć tu pewien kompleks pokolenia: miał problemy z debiutem nie tylko dlatego, że gdzieś tam komuś podpadł, ale przede wszystkim ze względu na przynależność pokoleniową: inni, starsi, mieli więcej do opowiedzenia... C'est la vie.
No i - mówi wprost - to co podejrzewałem: w latach dziennikarskich tak zjeździł całe województwo, że nie było gromady, w której by go nie oglądano ;-) .
Myślę, że później podróżował raczej tylko wtedy,kiedy nie dało się tego uniknąć. Gdzieś żeśmy dyskutowali na ten temat. Początkowo byłem zdania, że facet, który tak pisał, musiał mieć ten gen koczownika. Ale potem zacząłem wątpić w to.
_________________
Z 24
 
 
John Dee 
Moderator
Epicuri de grege porcus



Pomógł: 110 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 13325
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2021-05-23, 20:01:26   

Też temat sobie wybrali do dyskusji: kulturalne przemiany na polskiej wsi i jaki udział w nich ma WRN. Artykuły w Odgłosach były na ogół ciekawe i dobrze napisane - ta pigułka nasenna ewidentnie do tej kategorii nie należy. :065:
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Reklama:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.

Zapoznaj się również z nasza Polityka Prywatnosci (z dn. 09.08.2019)

  
ROZUMIEM
Strona wygenerowana w 0,15 sekundy. Zapytań do SQL: 11