PanSamochodzik.net.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Elizabeth von Arnim
Autor Wiadomość
John Dee 
Moderator
Per divina gratia huomo libero



Pomógł: 100 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 12609
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2019-09-30, 10:31:20   Elizabeth von Arnim

Elizabeth von Arnim (1866-1941)



Światowej sławy angielska autorka posiada w Polsce i tylko w Polsce aż dwa pomniki, w Buku



i w Dobrej.



Dlaczego? Bo była żoną niemieckiego hrabiego Henninga von Arnim i mieszkała wiele lat w jego zamku Nassenheide, dzisiejszych Rzędzinach. Po zamku nie pozostało wiele, jak stwierdził kolego Krzysztof w maju tego roku - https://pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?p=401111#401111 . Został zniszczony w 1944 przez bombowce brytyjskie albo też nieco później przez artylerię rosyjską, albo też jedno i drugie.





Niezwykle ciekawe miejsce dla wszystkich tych, którzy cenią sobie dobrą literaturę. Elizabeth von Arnim, która była wyśmienitą pisarką, o czym miałem w ostatnich dniach okazję się przekonać, nie tylko mieszkała tam wiele lat, ale i opisała te okolice w więcej niż jednej tylko książce.

Ale to jeszcze nie wszystko. E.M. Forster, jeden z najwybitniejszych angielskich autorów XX wieku przebywał tu prawie pół roku ucząc córeczki hrabiny, Dziecko Kwietniowe, Majowe i Czerwcowe, jak je nazywała w jeden ze swoich książek, angielskiego, podczas gdy sam starał się podciągnąć w niemieckim.

Edward Morgan Forster

Znalazło to swoje odzwierciedlenie w jego powieści “Powrót do Howards End”, gdzie będąca w ciąży bohaterka ucieka do Niemiec, do swoich kuzynek, których nazwisko jest Schlegel.

Przebywając w Nassenheide/Rzędzinach Morgan, jak Forstera wszyscy nazywali, nie tylko pracował nad swoimi własnymi dziełami, tu również otrzymał z Anglii potwierdzenie od swojego wydawcy, że jego debiutowa powieść “Where Angels Fear to Tread” zostanie w tym roku wydana. Tę dla każdego pisarza niesłychanie ważną chwilę autor późniejszych klasyków “Pokoju z widokiem” i “Drogi do Indii” przeżył zatem na Pomorzu.

Te wydarzenia, które miały miejsce w 1905 r., pisarz wspominał pięćdziesiąt lat później w audycji radiowej BBC, której transkrypt ukazał się w czasopiśmie BBC “The Listener” (wydanie z 1 stycznia 1959 r.) pod tytułem “Recollections of Nassenheide”. Nie udało mi się na razie do niego dotrzeć, ale będę dalej szukać.

Gdy po pięciu miesiącach E.M. Forster opóścił zamek, jego posadę przejął inny, dzisiaj również bardzo sławny, choć mi zupełnie nieznany pisarz Hugh Walpole.

Co za miejsce, nieprawdaż?
Ostatnio zmieniony przez John Dee 2019-09-30, 23:14, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 44 razy
Wiek: 57
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 9473
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2019-09-30, 17:01:36   

Jestem mocno zaskoczony tymi literackimi koneksjami tych miejscowości. O tym akurat Walpole'u nie słyszałem ani o tym akurat Forsterze, ale oczywiście tytuły "Powrót do Howards End" i "Pokój z widokiem" jak również "Droga do Indii" mówią sporo. O Hugh Walpole'u prosze bardzo:

./redir/pl.wikipedia.org/wiki/Hugh_Walpole

./redir/en.wikipedia.org/wiki/Hugh_Walpole

Ciekawe byłoby dorwać te jego reportaże czy wspomnienia z I wojny.

PS. Aha, byłbym zapomniał: chyba nigdy nie byłem w Dobrej, Buku ani w Rzędzinach, ale bywałem w okolicach, w Lubieszynie.
_________________
Z 24
 
 
John Dee 
Moderator
Per divina gratia huomo libero



Pomógł: 100 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 12609
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2019-09-30, 21:39:45   

O Forsterze, Zecie, porozmawiamy w odrębnym temacie, proponuję, tym bardziej, że Polskę w dzisiejszych granicach odwiedził dwa razy. Zakończyłem właśnie pierwszy zbiór jego opowiadań “The Celestial Omnibus”. Są cudowne.

Co się tyczy Walpole’a, to wydaje się że był niezwykle płodnym pisarzem i trudno będzie się na coś zdecydować - może zaproponowane przez Ciebie reportaże, może jakaś nowela gotycka…

Z24 napisał/a:
PS. Aha, byłbym zapomniał: chyba nigdy nie byłem w Dobrej, Buku ani w Rzędzinach, ale bywałem w okolicach, w Lubieszynie.
To już o rzut beretem. :D Ja też się zastanawiam, czy tamtędy kiedyś nie przemknąłem; pamiętam, że jechałem ze Szczecina przez Police nad zalew, a drogą powrotną wzdłuż granicy chyba, ale ręki sobie uciąć nie dałbym.

Co się tyczy Elisabeth von Arnim to trzeba jeszcze koniecznie wspomnieć, że była kuzynką Katherine Mansfield (obie w rzeczywistości nosiły nazwisko Beauchamp), której opowiadania czytałem mając jakieś 20+ lat. Bardzo mi się podobały, szczególnie jedno zatytułowane “A Cup of Tea”. Proszą, pamiętam do dziś. :)
 
 
Berta von S. 
Administratorka Wspomagająca
nienackofanka



Pomogła: 134 razy
Wiek: 48
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 29355
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2019-10-01, 17:36:48   Re: Elizabeth von Arnim

John Dee napisał/a:


Światowej sławy angielska autorka posiada w Polsce i tylko w Polsce aż dwa pomniki, w Buku i w Dobrej.
Dlaczego? Bo była żoną niemieckiego hrabiego Henninga von Arnim i mieszkała wiele lat w jego zamku Nassenheide, dzisiejszych Rzędzinach. Po zamku nie pozostało wiele, jak stwierdził kolego Krzysztof w maju tego roku - https://pansamochodzik.net.pl

Pomniki Krzysztof też wrzucał - w wersji zimowej jeden był. ;-)
https://pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?p=397367#397367

Przy okazji jeszcze raz polecam jej powieść "Zaczarowany kwiecień". Bardzo pogodna. :)
_________________
 
 
John Dee 
Moderator
Per divina gratia huomo libero



Pomógł: 100 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 12609
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2019-10-01, 18:11:41   

Właśnie tego postu szukałem. :564:
Berta von S. napisał/a:
Przy okazji jeszcze raz polecam jej powieść "Zaczarowany kwiecień". Bardzo pogodna. :)
To chyba najsłynniejsza książka tej autorki. Zastanawiałem się, czy nie zacznę właśnie od niej, ale ostatecznie wziąłem się za jej debiut “Elizabeth i jej ogród”. I chyba dobrze zrobiłem. :)
 
 
John Dee 
Moderator
Per divina gratia huomo libero



Pomógł: 100 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 12609
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2019-10-03, 18:58:09   

Elisabeth von Arnim - “Elizabeth i jej ogród” (1898 r.)



“Jaką ja jestem szczęśliwą kobietą, że żyję w ogrodzie z książkami, dziećmi, ptakami i kwiatami i w takim spokoju, żeby się tym wszystkim rozkoszować… W pobliżu mnie dwie sowy prowadzą ze sobą długą rozmowę, którą delektuję się tak samo jak śpiewem słowika. Pan sowa mówi: (nuty), a jego partnerka ze swego oddalonego nieco drzewa odpowiada: (nuty).” (Autorka była wyszkoloną organistką. ;-) )


“Elizabeth i jej ogród” to debiutancka książka Elisabeth von Arnim, która pojawiła się “jak mała kometa na literackim niebie Londynu” w 1898 roku.
21 wydań w przeciągu 12 miesięcy, krytycy piejący peany: dobra robota Elisabeth! Pytam się jednak, dlaczego Anglia tak ochoczo przyjęła tę książkę, gdyż nawet jeśli jest to naród szalejący na punkcie ogrodnictwa to przecież książek na ten temat tam nie brak?

Ogólnie trzeba stwierdzić, że jest to książka napisana doskonałą angielszczyzną, która musi przekonać każdego jakkolwiek wymagającego krytyka.
Jest również dziełem bardzo humorystycznym, gdyż o ogrodnictwie autorka tak właściwie nie ma zielonego pojęcia; ma wprawdzie dużo pasji, ale zero wiedzy na ten temat. Bardzo zabawnie jest więc czytać, z poczuciem wyższości, a nawet Schadenfreude o jej poczynaniach, błędach, małych i dużych katastrofach hortologicznych. Ale równocześnie w jej opisach tyle jest piękna i niemal poezji!

"Tam gdzie drzewa ścieśniają się przy lesie, ogarnia mnie rozkosz od zapachu wilgotnej ziemi rozrzucanej przez końskie kopyta i woni zbutwiałych liści. Ten zapach kocham szczególnie – obiecuje nieograniczoną dobroć natury, która śmierć i upadek, tak godne pożałowania, nieustannie formuje do nowego życia i nowej radości, wysyłając w górę słodkie zapachy."

Że ogród nie znajduje się na Wyspach Brytyjskich a w egzotycznych niejako Prusach na pewno też pomogło wzbudziło dodatkowe zainteresowanie u angielskiego czytelnika. Kim jest ta Elisabeth, pytali się, jako że książka ukazała się anonimowo.

Odpowiedź na to pytanie oczywiście dzisiaj znamy, żona pruskiego junkra, matka trojga dzieci, wszystko córki. Po pięciu latach małżeństwa spędzonych w Berlinie miała dosyć tego miasta i nakłoniła męża do przeprowadzki do Nassenheide. Tam zakochała się w zdziczałym ogrodzie otaczającym stary zamek, który stał się jej projektem na następne lata. I choć autorka tego bezpośrednio nie tematyzuje można łatwo się domyślić, że problemy małżeńskie grają w tym wszystkim ważną rolę. Męża nazywa przeważnie “Gniewny” (w oryginale: “Man of Wrath”). Córki pozostają również anonimowe, występują jako Dziecko Kwietniowe, Majowe i Czerwcowe Dziecko.

“Czerwcowe Dziecko, niewiele większe niż pół metra, ale ponad swój wiek i wielkość odważne, chwyciło kij, dużo większy niż ono samo, i pobiegło do cieląt, ponieważ pastucha nigdzie nie widzieliśmy. Stanęło przed nimi, wymachując kijem, cielęta ustawiły się w jednym szeregu i wytrzeszczyły oczy w wielkim zdumieniu, a ono trzymało je wszystkie w szachu do czasu, aż z majątku przybył z batem jakiś mężczyzna. On też spuścił lanie pastuchowi, który – jak się okazało – spał słodko w cieniu.”

Powieść traktuje więc nie tylko o próbach rewitalizacji pomorskiego ogrodu, ale i o ludziach, rodzinie autorki, pracownikach zatrudnionych na ich dobrach, jak i o ziemianach z sąsiedztwa. Angielka o Prusakach mało ma przychylnego do powiedzenia, co w jej kraju być może również pomogło wzbudzić zainteresowanie książką. Ponownie - Schadenfreude.

“Sąsiedzi, rzecz jasna, uważają mnie, delikatnie mówiąc, za skrajną ekscentryczkę, ponieważ krążą pogłoski, że spędzam całe dnie z książką na powietrzu i żaden śmiertelnik nie widział mnie przy szyciu czy gotowaniu.”

„Dlaczego nosisz grzywkę?” – pyta i to zmusza mnie do głowienia się, dlaczego rzeczywiście noszę grzywkę oraz dlaczego ona chce to wiedzieć, albo czy ona już wie i tylko chce sprawdzić, czy ja uczciwie odpowiem. „Uwierz mi ciociu, że nie mam pojęcia. – Odpowiedziałam pokornie po intensywnym zastanowieniu się. – Może wie moja pokojówka. Czy mam ją zapytać?”. I wtedy dowiaduję się, że noszę grzywkę by, tak przynajmniej twierdzi ona, zasłonić nieładną zmarszczkę, która znajduje się mniej więcej na środku czoła i wskazuje na skłonność do ospałości i niezadowolenia. Skoro ona wie, czemu jeszcze mnie pyta? Zawsze, kiedy przebywam w towarzystwie ciotek, mają dla mnie taką zagadkę i zamieniają moją egzystencję dosłownie w koszmar.”

“Mają przyjemną, obszerną plebanię i kawałek ładnej ziemi obok cmentarza. Jego poprzednik suszył swoje pranie, wieszając je na nagrobkach, a że ten człowiek zatracił już wszelką przyzwoitość, wreszcie go przeniesiono.”


Muszę jednak stwierdzić, że tak właściwie to ona nikogo nie wydaje się lubić (co potwierdził odwiedzający ją w 1905 r. pisarz E.M. Forster, który o mało nie stracił swojej posady w dniu przybycia do Nassenheide). To tyczy się również dwóch jej przyjaciółek, Angielek Minory i Irais, w towarzystwie których spędza pierwszą zimę na zamku. Zgryźliwa i przesadnie krytyczna, ta Elisabeth, nie ma co gadać.

“– Czy nie ma żadnego angielskiego poematu – powiedziała Irais – „chciałbym być pierwszy, który się kiedyś rzuci...”
– „...w to spokojne morze” – zakończyła pośpiesznie Minora. – Wie pani, nie powinno się tego cytować bez kontekstu.
– Ale ja zupełnie nie miałam takiego zamiaru – odparła łagodnie Irais. – Chciałam tylko złapać oddech. Muszę oddychać, inaczej wyzionęłabym ducha.”



W angielskim tekście pojawia się bardzo dużo niemieckich słów, co w polskim przekładzie z jakiegoś powodu ograniczone zostało do minimum. Dlaczego? Nie mam pojęcia, jest to przecież bardzo zabawne.

and on my protesting that I like it, has murmured, “sehr anspruchslos.”
a na mój protest, że ja to lubię, tylko mruczała: „Bardzo skromna”.

by speaking of him as an alter Esel.
nazywając go starym osłem.

“When it thunders, the April baby says, “There’s lieber Gott scolding those angels again.” (“Kiedy grzmi, Kwietniowe Dziecko pyta: – Czy Pan Bóg znowu beszta anioły?”) They all three speak a wonderful mixture of German and English, adulterating the purity of their native tongue by putting in English words in the middle of a German sentence.”

“Jej pytania o lieber Gott zostały precyzyjnie skatalogowane, ale miałam łatwiej, gdyż zaczęła od aniołów.
– Jakie one noszą ubrania? – zapytała w swojej niemieckiej angielszczyźnie.
– Przecież widziałaś je na obrazach – odpowiedziałam – w pięknych długich sukniach z wielkimi białymi skrzydłami.
– Z piór? – zapytała.
– Tak, przypuszczalnie, i długie suknie, śnieżnobiałe i piękne.
– Czy to są małe dziewczynki?
– Dziewczynki? Hm, tak.
– Czy chłopcy nie idą do Himmel?
– Ależ naturalnie, jeśli są dobrzy.
– A co mają wtedy na sobie?
– No, to samo, co inne anioły, tak przypuszczam.
– Sukieneczki?
Zaczęła chichotać, obserwując mnie z boku, jakby podejrzewała, że żartuję.
– Jaka zabawna mama! – stwierdziła z widocznym rozbawieniem.”



Zamku już nie ma, ale kościół w Buku nadal stoi.



“Prawie spodziewam się usłyszeć angielski dzwon kościelny zwołujący na popołudniowe nabożeństwo. Ale kościół jest oddalony o trzy mile i nie ma dzwonu ani popołudniowych nabożeństw. Raz na dwa tygodnie jeździmy na poranne modlitwy o jedenastej i siadamy na emporze, czyli w prywatnej loży z pomieszczeniem z tyłu, do którego wycofujemy się niepostrzeżenie, gdy kazanie jest za długie albo ciało za słabe, i słuchamy, jak ubrany na czarno pastor modli się za nas…”

“Elizabeth i jej ogród” zauroczyła mnie, jedno z największych literackich odkryć tego roku. :579:
 
 
John Dee 
Moderator
Per divina gratia huomo libero



Pomógł: 100 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 12609
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2019-12-12, 18:20:09   

Elizabeth von Arnim - “Zaczarowany kwiecień” (1922 r.)



Drugi wielki bestseller tejże autorki, stworzony w przeciwieństwie do poprzedniego już nie w granicach dzisiejszej Polski. Panie Lotty Wilkins i Rose Arbuthnot żyjące w dość skromnych warunkach w jeden ze szarych, nieciekawych dzielnic Londynu odkrywają w gazecie ogłoszenie oferujące stary włoski zamek do wynajęcia na miesiąc kwiecień. Mając za sobą długą, ponurą, angielską zimę i niezadowolone ze swoich ról w małżeństwie i życiu społecznym postanawiają pozwolić sobie na tę ekstrawagancję: miesiąc wakacji w słonecznej Italii - bez mężów. Jako że nie dysponują koniecznymi funduszami biorą do spółki jeszcze dwie inne panie: przepiękną Caroline Dester zwaną "Scrap”, oraz znacznie starszą, żyjącą głównie wspomnieniami wdowę Mrs. Fisher. Przełamawszy opór mężów i panikę przed tak niebywałą samodzielnością czwórka urlopowiczek przybywa zatem pewnego dnia do San Salvatore i odkrywa, że miejsce to jest dokładnie takie, jakie je sobie wymarzyły, a nawet lepsze! Zamek, sympatyczni służący, niesamowite widoki i ogród tonący w kwiecistym przepychu, wszystko to po prostu je oszałamia. Jedyne, co teraz mogłoby im jeszcze stanąć w drodze do zasłużonego wypoczynku i wakacyjnej beztroski są one same. Czy będą potrafiły się zaaklimatyzować, zdusić w zarodku kiełkujące animozje i w dwóch wypadkach zapomnieć o mężach pozostawionych w domu, za którymi już poczęły tęsknić?

Książka ma ciekawą i stosunkowo szybką akcję, charaktery są zróżnicowane, główne miejsca akcji, czyli Londyn i San Salvatore, zostały bardzo plastycznie opisane. Konflikty są nieco banalne, ale autorka czyni co potrafi, by zachować zdrowy dystans uciekając się często do humoru i ironii. Nie zawsze jej się to udaje i gdy tylko zaczyna brać swoje protagonistki zanadto poważnie, książka zaczyna trochę nudzić.

Najlepsze jej momenty to organizacja wyprawy, np. gdy poznawszy dostojną panią Fisher zawsze lekko trzepnięta Lotty zaczyna pleść takie głupstwa, że zaniepokojona matrona wyraża chęć zobaczenia jakichś referencji. Na co Lotty, po chwili namysłu: “Przepraszam, ale czy to nie my jako organizatorki powinniśmy zażądania referencji?”
Najzabawniejsza scena to nocna jazda ze stacji kolejowej do zamku. Panie umierają ze strachu przekonane, że woźnica wiezie je gdzieś na rzeź i dlatego co chwila pytają go drżącym głosem: “San Salvatore?”, na co on z wyrozumieniem i niesłabnącą cierpliwością za każdym razem odpowiada: “Si, San Salvatore!”

Neleży również podkreślić, jak doskonale udało się autorce uchwycić wiosenny klimat Italii i czar głównego miejsca akcji; książkę napisała sama przebywając w Castello Brown w Portofino. “Zaczarowany kwiecień” jest mi. z tego powodu doskonałą lekturą na długie zimowe wieczory.

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/2/2a/Portofino_castle.jpg/800px-Portofino_castle.jpg

Negatywnie oceniłbym, że panie nie buntują się tak dalece, jakbym sobie tego życzył. Robią to tylko trochę, jakiś prawdziwy proces emancypacyjny miejsca jednak nie ma. Wnet powrócą do domu, do swoich mężów i będą prowadzić to samo nudne życie, co uprzednio. Miejmy nadzieję, że co najmniej pozostaną przyjaciółkami.

Co się tyczy tego rodzaju powieścideł “Zaczarowany kwiecień” jest z całą pewnością ponadprzeciętnym, choć porównania z uroczym debiutem von Arnim “Elizabeth i jej ogród” nie wytrzymuje.
Ostatnio zmieniony przez John Dee 2019-12-13, 19:12, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Berta von S. 
Administratorka Wspomagająca
nienackofanka



Pomogła: 134 razy
Wiek: 48
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 29355
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2019-12-13, 11:42:53   

John Dee napisał/a:

Negatywnie oceniłbym, że panie nie buntują się tak dalece, jakbym sobie tego życzył. Robią to tylko trochę, jakiś prawdziwy proces emancypacyjny miejsca jednak nie ma. Wnet powrócą do domu, do swoich mężów i będą prowadzić to samo nudne życie, co uprzednio. Miejmy nadzieję, że co najmniej pozostaną przyjaciółkami.

Może Elizabeth (w przeciwieństwie do Ciebie) nie zależało na procesie emancypacyjnym. Kluczowe w tej powieści było raczej to, że bohaterki wyrwały się z marazmu i poukładały sobie relacje w toksycznych do tej pory związkach.

Mi w zupełności wystarcza fakt, że np. Lotty - nieudacznica stłamszona przez męża który ją totalnie przerażał - przeszła drogę od z potykającej się o własne nogi mistrzyni gaf - do uroczej, radosnej kobiety. A jej żywa wyobraźnia nie była już felerem utrudniającym funkcjonowanie w narzuconych przez społeczeństwo rolach, tylko atutem.

Dzięki za zdjęcie zameczku! Nie wiedziałam, że ma swój pierwowzór. :)
_________________
Ostatnio zmieniony przez Berta von S. 2019-12-13, 11:43, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
John Dee 
Moderator
Per divina gratia huomo libero



Pomógł: 100 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 12609
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2019-12-13, 20:02:08   

Berta von S. napisał/a:
Kluczowe w tej powieści było raczej to, że bohaterki wyrwały się z marazmu i poukładały sobie relacje w toksycznych do tej pory związkach.
Tak jak sama autorka, której małżeństwo z jej drugim mężem Johnem Russellem krótko wcześniej się rozpadło.

Co się tyczy czterech bohaterek to każda jedna zdobyła moje serce. Szczególnie Mrs. Fisher przypadła mi do gustu, a zaraz potem nonszalancka “Scrap”. Może masz rację, co one osięgają jest już niemało biorąc pod uwagę, że w 1922 roku żadna z tych pań nie miałaby nawet prawa do głosowania z wyjątkiem pani Fisher, jako że ta była już po 30. Ale czytając równolegle Virginię Woolf i E.M.Forestera postawa bohaterek powieści dotycząca emancypacji wydaje mi się jakoś mało bojowa.
Ostatnio zmieniony przez John Dee 2019-12-13, 21:21, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Berta von S. 
Administratorka Wspomagająca
nienackofanka



Pomogła: 134 razy
Wiek: 48
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 29355
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2019-12-13, 21:39:24   

John Dee napisał/a:
Ale czytając równolegle Virginię Woolf i E.M.Forestera postawa bohaterek powieści dotycząca emancypacji wydaje mi się jakoś mało bojowa.

A czy każda kobieta musi być bojowa i marzyć o emancypacji? :)
_________________
 
 
John Dee 
Moderator
Per divina gratia huomo libero



Pomógł: 100 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 12609
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2019-12-13, 22:12:20   

Berta von S. napisał/a:
A czy każda kobieta musi być bojowa i marzyć o emancypacji? :)
Nie musi, ale w Anglii roku 1922 zdecydowanie powinna była. Kobiety miały prawo do głosowania w wyborach tylko, jeśli ukończyły 30 lat i spełniły jeszcze kilka innych warunków i to też dopiero od czterech lat. Mężczyźni dla porównania mogli głosować bez dalszych ograniczeń ukończywszy lat 21.
Albo to: gdy Virginia Woolf w Cambridge postanowiła udać się do biblioteki bibliotekarz zagrodził jej drogę i rzekł: przykro mi, ale kobietom dostęp dozwolony jest tylko w męskim towarzystwie lub jeśli są w posiadaniu listu polecającego.

No słuchaj, to Ty powinnaś mnie tu przekonywać, a nie ja Ciebie. :)
Ostatnio zmieniony przez John Dee 2019-12-13, 22:56, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 77 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 6065
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2019-12-14, 14:17:38   

John Dee napisał/a:
Nie musi, ale w Anglii roku 1922 zdecydowanie powinna była.
(...)
No słuchaj, to Ty powinnaś mnie tu przekonywać, a nie ja Ciebie. :)

No i mam dylemat: Jeżeli mężczyzna narzuca kobietom że powinny aktywnie walczyć o emancypację, to czy jest to emancypacja czy właśnie odwrotnie? :065:

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...
Zwycięzca rywalizacji rowerowej w 2019 r.

 
 
John Dee 
Moderator
Per divina gratia huomo libero



Pomógł: 100 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 12609
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2019-12-14, 17:52:17   

Kynokephalos napisał/a:
No i mam dylemat: Jeżeli mężczyzna narzuca kobietom że powinny aktywnie walczyć o emancypację, to czy jest to emancypacja czy właśnie odwrotnie? :065:
Hej, ja tu tylko o fajnej książce chciałem kilka słów napisać. :D
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 77 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 6065
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2019-12-15, 01:43:57   

Żadna okazja nie jest niewłaściwa, jeśli można ukuć paradoks. :-)

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...
Zwycięzca rywalizacji rowerowej w 2019 r.

 
 
Berta von S. 
Administratorka Wspomagająca
nienackofanka



Pomogła: 134 razy
Wiek: 48
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 29355
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2019-12-15, 03:10:50   

John Dee napisał/a:
Kobiety miały prawo do głosowania w wyborach tylko, jeśli ukończyły 30 lat i spełniły jeszcze kilka innych warunków (…) gdy Virginia Woolf w Cambridge postanowiła udać się do biblioteki bibliotekarz zagrodził jej drogę i rzekł: przykro mi, ale kobietom dostęp dozwolony jest tylko w męskim towarzystwie

To wspaniale. Nie lubię wyborów (coraz trudniej znaleźć na listach sensownych kandydatów) i nie lubię bibliotek (zawsze zapominam o terminach oddania książek) . ;-)

Kynokephalos napisał/a:

No i mam dylemat: Jeżeli mężczyzna narzuca kobietom że powinny aktywnie walczyć o emancypację, to czy jest to emancypacja czy właśnie odwrotnie? :065:

:D
:564:
_________________
 
 
John Dee 
Moderator
Per divina gratia huomo libero



Pomógł: 100 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 12609
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2019-12-16, 09:26:27   

Kynokephalos napisał/a:
Żadna okazja nie jest niewłaściwa, jeśli można ukuć paradoks. :-)
Nie będę argumentował przeciw. ;-)

Co się zaś tyczy posiadłości Nassenheide, to jeden z potomków byłych właścicieli (Lepel) poświęcił jej obszerną monografię.

https://images-na.ssl-images-amazon.com/images/I/4196DuLE6JL._SX353_BO1,204,203,200_.jpg

Jeszcze jej w rękach nie miałem, ale wiem, że Nassenheide ważną rolę odegrało na przykład w życiu wnuka Goethego Walthera. Był to dla niego niemal dom rodzinny.



Spróbuję zgłębić ten temat.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Reklama:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.

Zapoznaj się również z nasza Polityka Prywatnosci (z dn. 09.08.2019)

  
ROZUMIEM
Strona wygenerowana w 0,23 sekundy. Zapytań do SQL: 12