PanSamochodzik.net.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Otwarty przez: Protoavis
2019-04-03, 18:19
Pierwowzorem Wielkiego Bobra był Czesław Białas spod Piły!
Autor Wiadomość
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 76 razy
Wiek: 52
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 37449
Skąd: Poznań
Wysłany: 2019-07-08, 07:19:43   

Super! :564:
_________________
Nasze forum na facebooku: ./redir/facebook.com/pansamochodzikforum
Nasza forumowa geościeżka keszerska: ./redir/pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?p=240911#240911

 
 
 
MarcinB 
Stały bywalec forum
www.facebook.com/28cali



Pomógł: 8 razy
Wiek: 40
Dołączył: 07 Wrz 2016
Posty: 447
Skąd: Trzcianka

Wysłany: 2019-07-11, 20:04:34   

Parę ciekawostek na temat.

Miło że ktoś zauważył wkład p. Czesława w historię Radolinka:
./redir/bezpiecznyport.trz.pl/index.php/przewodniki/66-przewodnik-dla-osob-niepelnosprawnych-ruchowo-gmina-trzcianka-2018

Tutaj ciekawostka nad ciekawostki !
Czy "nasz" Czesław Białas ma coś wspólnego z legendą o "Elegancie z Mosiny" :065:
./redir/www.gazeta-mosina.pl/2014/elegant-mosiny/

A tu ciekawostka z serii ciekawych zbiegów okoliczności.. Okazuje się że p Stanisław Jędryka znał Czesława Białasa, ale sportowca :-D
./redir/naszahistoria.pl/dwie-matki-kino-i-inne-milosci-stanislawa-jedryki/ar/11658866
_________________


Rowerem po okolicy: www.facebook.com/28cali
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 76 razy
Wiek: 52
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 37449
Skąd: Poznań
Wysłany: 2019-07-11, 21:27:32   

MarcinB napisał/a:
Tutaj ciekawostka nad ciekawostki !
Czy "nasz" Czesław Białas ma coś wspólnego z legendą o "Elegancie z Mosiny" :065:
https://www.gazeta-mosina.pl/2014/elegant-mosiny/


Kyno już to kiedyś wrzucał:
https://pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?p=278688&highlight=elegant++mosiny#278688
:)
_________________
Nasze forum na facebooku: ./redir/facebook.com/pansamochodzikforum
Nasza forumowa geościeżka keszerska: ./redir/pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?p=240911#240911

 
 
 
atram789 
Słyszał o Samochodziku
Muzeum w Trzciance


Pomogła: 5 razy
Wiek: 26
Dołączyła: 12 Sie 2017
Posty: 45
Skąd: Trzcianka
Wysłany: 2019-07-12, 12:48:13   

Cześć wszystkim :) Wrzucam link do pobrania filmiku z otwarcia wystawy: ./redir/wetransfer.com/downloads/f2c882306e4aa57d194ff7503bc469aa20190711211258/2fb2fb38e8c439e111d8a22258f87ace20190711211258/fc2e01

Link będzie aktywny jeszcze 6 dni.

Pozdrawiam :)
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 76 razy
Wiek: 52
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 37449
Skąd: Poznań
Wysłany: 2019-07-12, 13:03:52   

Super niespodzianka i fajna relacja! (Znów "pomogła" się nalezy!) :564:
A czy możemy ten materiał wrzucić na FB, aby także po upływie owych 6 dni, był do obejrzenia? :)
_________________
Nasze forum na facebooku: ./redir/facebook.com/pansamochodzikforum
Nasza forumowa geościeżka keszerska: ./redir/pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?p=240911#240911

 
 
 
atram789 
Słyszał o Samochodziku
Muzeum w Trzciance


Pomogła: 5 razy
Wiek: 26
Dołączyła: 12 Sie 2017
Posty: 45
Skąd: Trzcianka
Wysłany: 2019-07-12, 14:45:40   

Myślę, że tak, oznaczcie tylko naszą lokalną TV ./redir/www.facebook.com/ttukst.ttukst/ :)
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 76 razy
Wiek: 52
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 37449
Skąd: Poznań
Wysłany: 2019-07-12, 19:56:29   

No to już:



TV Trzcianka: https://www.facebook.com/ttukst.ttukst/
_________________
Nasze forum na facebooku: ./redir/facebook.com/pansamochodzikforum
Nasza forumowa geościeżka keszerska: ./redir/pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?p=240911#240911

  
 
 
 
John Dee 
Moderator
Per divina gratia huomo libero



Pomógł: 83 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 10659
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2019-07-13, 08:59:00   

Jakbym sam był przy otwarciu. :)
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 47 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 5345
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2019-07-17, 01:42:45   

John Dee napisał/a:
Trzeba by również zajrzeć do “Gumowych obłoków” Wyrwy-Krzyżanowskiego, bo ciekawe jest jak tenże autor go tam sportretował.
(https://pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?t=3806&start=161)

Tadeusz Wyrwa-Krzyżański (nota bene urodzony w Kuźnicy Czarnkowskiej, a zmarły niecałe dwa miesiące temu) był przede wszystkim artystą - grafikiem, fotografem - i poetą. Jego twórczość prozą jest skromniejsza, i oparta głównie na własnych przeżyciach, na własnym życiorysie. Dominuje w niej temat domu - najwyraźniej bardzo ważny w przemyśleniach człowieka, który dużo przewędrował, z niejednego pieca jadł chleb i niejednego się imał. Marzenie o domu. Kiedy miejsce staje się domem. Dlaczego pragniemy domu. Dlaczego odchodzimy od domu. Jest i temat kobiety - tej, która w domu czeka, tej, dla której buduje się dom.

Ta perspektywa wpłynęła na postrzeganie przez Wyrwę-Krzyżańskiego stosunków między ludźmi i ich poczynań do tego stopnia, że często w opowieści używa porównań takich jak "to czy tamto jest domem, a coś innego - podróżą", "stworzenie sobie domu", "lokator, sublokator, gość, gospodarz" itp. I w tej perspektywie widział i opisał postać Czesława Białasa, z którym miał okazję jakiś czas wędrować.

Poniżej przedstawiam kilka fragmentów z książki, o której wspomniał John Dee, z rozdziału zatytułowanego "Glonowa Anekumena". Może zbliżą nas do atmosfery towarzyszącej wędrówkom Czesława Białasa oraz jego odczytom; może pomogą zrozumieć jego charakter, pragnienia, sposób mówienia - przez przytoczenie kilku migawek i epizodów, w tym jednego dość przykrego.
Trzeba jednak pamiętać, że ta niełatwa, poetycka, subiektywna opowieść człowieka bardzo skoncentrowanego na sobie - w której myśl swobodnie skacze i nawet chronologia nie do końca jest oczywista - mówi przynajmniej tyle o samym autorze ile o jego towarzyszu podróży.

Pozdrawiam,
Kynokephalos

================
....Uśmiech! Musiałem odpowiedzieć na jego uśmiech. Wiem, ucieszył się na mój widok. Uśmiechnąłem się więc bardziej radośnie, niżby wypadało. Zauważył to? Tak naprawdę, to jego nic ani nikt nie mógłby zmylić.
....A jednak siedział pełen godności, wyprostowany, jakby wpatrzony w koński zad, w ogon bijący raz po raz po kłębach. Tak, to był cały on - Senator. Dumny, ogromnego wzrostu starzec, który samotnie, na dwukółce, szukał wolności i swego azylu.
....Wychudł bardzo, poczerniał, oczy mu zmatowiały, ale gdzieś tam, w nim, razem z koniem i dwukółką toczyła się jego racja, idea, której pozostawał wierny. Ucieszyłem się na jego widok, naprawdę, ale i zarazem uświadomiłem sobie swoje położenie. Co ja tu robię, i to akurat z nim? Kaszlał. Raz, drugi, trzeci. Lecz po chwili już mówił mi, że w miasteczku, za wzgórzem, jest jutro jarmark. Zaczął mnie kusić, zarobisz, dołożysz cegłę do wymarzonego domu.
....Na mnie czekała Hanna. A on? Jakby chciał mieć naocznego świadka, kogoś, kto przyda znaczeń temu, co on robi.
....A ja? Co ja tu robię? Myślę: Co ja tu robię? Innego zdania nie umiem znaleźć. (...)
[Tu autor opowiada o swojej samotności.]
....A ten Starzec? Senator! Co tu robi, dokąd zmierza?
[Autor snuje refleksje na temat domu i marzeń o domu, na temat bycia u siebie.]
....Czy Senator znalazł to, czego szukał?
....Czy znalazł gdzieś fundamenty - albo miejsce na ich założenie - by móc na nich oprzeć swą miłość do kogoś i swą nienawiść także do kogoś?
....Chcę być domownikiem takiego miejsca. Mogą w nim być także inni lokatorzy. Każdy zaś może być gościem. Nie muszę wzbudzać uczuć wyższych, a więc w najgorszym wypadku każdy może być u mnie sublokatorem. Lecz ja, w drodze, nie jestem domownikiem. A przecież nikomu nie odmawiam tego tytułu, odchodząc, gdy sobie przypisuję i wmawiam miano sublokatora. Nie odbiera mi to szans powrotu.
....Prawdę mówiąc w powrotach tych jest coś z ponownych odwiedzin. Cień zżycia się, poufałości, stopień zadomowienia. Cień nadziei na to, że będę gościem, a może lokatorem. Nie tyle tych ludzi, co ich spraw, które wciągały mnie i wciągają, i będą wciągały. Czym? Nie wiem.
....I oto teraz - radość. Widzę znowu Senatora. Lecz już wiem, że jest to radość kontrolowana. I wiem, że jego jest taka sama. Coś w nas, od tamtej podróży, wygasło. Senator gadał. Nie tylko o tamtym jarmarku. Gadał o dalszym podróżowaniu. Opowiadał o niesamowitych miejscach, o wolności, o poczuciu zwycięskiej samotności. W końcu tak tę naszą podróż przedstawił, że jawiły się przede mną krainy anarchicznego piękna i dowolności, którym on narzucał swe znaczenia i rangi. Akceptowałem to.
....Jego samotność była perwersyjna. Był jej uosobieniem. Trwała już od kilkudziesięciu lat. Dorobił do niej ideę kaganka oświaty. Zajeżdżał do ludzi, wyciągał swoją dokumentację podróży, przekonywał. Wygłaszał odczyty. Dostawał za nie nocleg, jedzenie. Był znany, ale sam. Wiecznie sam. Za nikim ani za niczym nie tęsknił.
....Ja także lubiłem być sam. Lecz to było coś więcej niż odosobnienie. (...)
[Autor mówi o tym, jak jego odejścia od ukochanej miały w perspektywie zarobek, stabilizację i założenie własnego domu.]
....(...) miałem w kieszeni kilkadziesiąt tysięcy złotych i mogłem myśleć o tym, by po powrocie pozostać w domu. Miałem dwa tygodnie czasu przed sobą albo lepiej - dwa tygodnie przestrzeni. Senator gadał bez przerwy. Łudził. W końcu obiecałem mu, że z nim pojadę. Uległem jego perwersyjnym wizjom.
....Dwukółka kołysze się miarowo, leniwie płyną obok nas drzewa, pola i ptaki. Jestem w niej lokatorem? Gościem?
(...)
....Teraz Senator mówi mi o tym nieziemskim jarmarku, o dalszych miejscach, w których wszystko jest niesłychane. Namawia mnie na perwersyjne osamotnienie, jakby na samotność dla samotności, odosobnienie dla odosobnienia. Taki chyba jest w gruncie rzeczy on. Może to wyczuli w nim kilka lat temu ludzie z Glonowej Anekumeny? On uciekł stamtąd, a ja wróciłem i pracowałem, a później pojechałem do miasta (...) Ale on o tym nie wie. Zresztą celowo o tym nie mówię, bo on, który bez przerwy jedzie, nie wie, co to znaczy - zatrzymać się. Zatrzymać się na dłużej.
....Dwukółka kołysała się miarowo, podskakiwała w koleinach. Skrzypiała, pod kopytami chrzęścił piasek. Muchy osypywały się z końskich kłębów. Na kołach przewijała się wstęga drogi, wolno, jak historia, która nie ma początku ani końca.
....Mężczyzna, który siedział obok mnie, spoglądał nieruchomo przed siebie. Mogło się wydawać, że śpi z zamkniętymi oczyma. Nie spał jednak, źrenicami zdawał się pić równinny pejzaż. W jego oczach pomału znikały przydrożne drzewa, słupy i krzaki, rowy i małe stawki.
....Nie sądziłem, że go kiedykolwiek jeszcze spotkam. Od naszego ostatniego widzenia się minęło kilka lat. Siedzieliśmy obok siebie, inni już. Nie mogliśmy rozmawiać tak jak kiedyś. Swobodnie i płynnie. Teraz musieliśmy z każdego słowa zdrapywać osad, gorzki jak przydrożny piołun.
....Jechaliśmy, jak dawniej, na jednym wozie. Tym razem było to dosłowne. (...) Realnie pod nami skrzypiała dwukółka, obwieszona napisami i tabliczkami. Pordzewiałe gwoździe wysuwały się z poczerniałych desek.
....Powoli przesuwaliśmy się drogą. Las po obu stronach zaczął gęstnieć (...) Gdy wyjedziemy z tego lasu, powinna być wieś. Tak powiedział, gdy rozłożył płachtę posklejanej mapy. Wydawało mi się, że trzyma się jej, tego, co na niej widzi, słów, które wypowiedział - jak klamki.
....Powoli przesuwaliśmy się drogą. Od drzewa do drzewa, od słupa do słupa, od kamienia do kamienia. Między drzewem a drzewem, między słupem a słupem, kamieniem a kamieniem stały dla nas drzwi. Dla innych niewidoczne, nieważne.
....Odepchnąłem te drzwi, szeroko otwarte, od siebie. Miałem nadzieję, że będzie wieś. Stodoła, siano. Gdyby nie to, moglibyśmy skręcić dwukółką między drzewa, między słupy i kamienie. Skręcić i wjechać, jak bramą, do świerkowego lasu. Las był suchy, dobry na noc. Dużo w nim było chrustu na ogień.
....Mieliśmy gary i konserwy, chleb i sól, herbatę. Noże, łyżki. Wszystko, co trzeba. Nic od nikogo nie potrzebowaliśmy. Były koce i brezentowe pałatki. Zresztą dwukółka byłaby szczelniejsza niż dach albo sufit.
....Gniady zad kołysał się miarowo. Był jak wahadło, z którego, niby błyski, zrywały się muchy. Tamten koń, nie Warta, był wrony. Gryzł i kopał. Słuchał tylko jego. Tego dostojnego starca, który teraz pokaszliwał. Wiosną, kilka lat temu nie kaszlał. Wtedy nie myślałem, że mogę znaleźć się w sytuacji, która nam się niespodziewanie przydarzyła. Teraz co innego. Jestem przygotowany na wszystko. Prawie na wszystko. Bo nie na ucieczkę. Tamta odległa historia nauczyła mnie nie uciekać nigdy więcej. Wiedziałem, że można uciekać i - dokądś.
....Nie odzywałem się jednak do tego postarzałego jakby nagle mężczyzny. Wiedzieliśmy swoje. On swoje i ja swoje. Nie chciał, abym był jego sublokatorem!
....Tamta historia nauczyła mnie nie uciekać. Nawet wtedy, kilka lat temu, gdy przeganiano nas ze wsi, jeśli ktoś z nas dwóch uciekał, to na pewno nie ja. Już wtedy zapragnąłem nagle udać się dokądś, byle z dala od tego, co się wtedy wydarzyło.
[Autor wraca do swych zmagań z samotnością, z konkluzją "próba samotności, którą podjąłem w wędrówce ze starcem, nie udała mi się"]
....Między drzewem a drzewem, między słupem a słupem, kamieniem a kamieniem stały dla nas drzwi.
....Powiedziałem o tym siedzącemu obok mnie mężczyźnie.
....Popatrzył mi w oczy, nie odpowiedział nic.
....Dwukółka skręciła w las. Między drzwi drzew.
....Las był świerkowy, ciemny. Spadały na nas płaty mroku pachnące starą żywicą.

(...)
....Mężczyzna, który stracił dla mnie imię i nazwisko, bo tak trzeba, skoro jest pustelnikiem w eremie podróży, który jedzie do swej pustelni, mężczyzna zaczął zbierać chrust na ognisko. Idę w drugą stronę, (...) zbieram inne gałązki chrustu na wspólne ognisko, które choć za chwilę zapłonie, też mogłoby być metaforą.
....Wiem, że nie będziemy mówili o tamtym dniu, wiosennym, pachnącym gnojem, zapachem idącym od pól. Ludzie w tamtej wsi byli samotni zbiorowo. Wieś była samotna. Zaszyta w lasach, broniła się przed słowami tego mężczyzny, który zjeździł dwukółką cały kraj. Broniła się przed jego narzuconymi regułami, przed aparatem projekcyjnym, fotografiami, które były kłamstwem, prawdą nie na ich miarę. Wieś broniła się przed namolnością tego człowieka, przed jego zbytnią pewnością siebie. Ci ludzie, stłoczeni w remizie, gęstej od zapachów, nie byli ciekawi tego, co jest poza widnokręgiem. Po co więc przyszli wtedy ci chłopi pachnący końskim potem, te kobiety przesycone wonią mleka, nie wiem. Może chcieli zobaczyć tylko ludzi spoza horyzontu. Zobaczyć i upokorzyć. Odepchnąć. Przydać sobie ważności?
....Gałązek chyba już wystarczy. Zaczęliśmy rozniecać ognisko. Zadymiło. Dym powlókł się nisko, uderzył w nozdrza. Był łagodny, delikatny jak mgiełka. Przewijał się między drzewami. (...) Posypałem trochę herbaty w blaszane kubki, Czekaliśmy. (...) Piliśmy herbatę małymi, szybkimi łykami. (...)
....Zaczęliśmy mówić po kolacji. Stary wspominał swoje wędrówki sprzed wojny, noclegi na ukraińskich stepach, gościnę we dworkach. Mówił o pisarzach, malarzach. Jak zwykle kręcił, oddalał się od chwil obecnych. Życie innych stało się już od dawna jego życiem.
[Autor powraca do pytania o istotny cel wędrówki Senatora, znów w kontekście domu.]
....Tymczasem on mówił dalej, mówił i mówił, długo i szeroko, jakby w jego słowach stawał się step. Zapatrzony między drzewa, pochylony przed siebie, cały gotowy do drogi. Może nasłuchiwał w dali jakichś głosów, które go niesłyszalne dla mnie wołały.
....W dłoniach obracał pusty, blaszany, pogięty kubek. Kulnął go w stronę wielkiego wora. W tym worze woził ze sobą Gałczyńskiego. Mówił o nim poufale, ciepło, cicho. Teraz mówił o poleskich błotach, mlaskał językiem, jakby podkreślał jakieś dawne smaki, taplał się słowami, jak kiedyś stopami.
....W górze, w ciemności migały jakieś rozbłyski niesłyszalnej burzy. Weszliśmy pod dwukółkę.
....Długo nie mogłem zasnąć.
[Nocne rozmyślania]
....Wstałem bez słowa. Zabrałem się, jak kiedyś, kilka lat temu, do robienia śniadania. Jak kiedyś, jak lokator schroniska tej samej drogi i podróży. Ucieczki czy powrotu?

....Wrony zarżał. Przed nami były jakieś gęste bugaje. Raz po raz zrywały się z nich dzikie kaczki, słychać było ujadanie psów. Za zaroślami musiała być wieś. Koń ruszył raźniej, Jakby wiedział, że ustawią go w stajni, dadzą siana, owsa.
....Mężczyzna, Wiesław Czarnas, jak mi się przedstawił, gdy umościłem się na dwukółce i zapaliliśmy papierosa, też jakby się ożywił. Lubił te momenty. Mówił mi o nich całą drogę. Nazwisko wymówił wyraźnie, głośno. Nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia. Nie oglądałem telewizji. O nim często były w telewizji audycje. I w radio. W prasie artykuły, zdjęcia. Lubił to, to też był on. W opowiadaniach o innych jakby prawdziwszy, żyjący w obcych ludziach, może żyjący innym życiem. A na zdjęciach jakby bardziej rzeczywisty, a już na pewno uchwytny.
....Podjeżdżaliśmy do wsi. (...) Niespodziewanie zaczął rozmowę o literaturze. Mówił o Gałczynie. Kochał go bardzo. Zaczął mówić o nowych książkach, nieznanych mi. O przejęzyczeniach tych książek. Mówił i mówił.
[O trudnościach w opisaniu świata słowami]
....W tej wsi, której nazwy już nie pamiętam, a która nazywać się będzie dla mnie Glonową Anekumeną (...) zapyziali ludzie spoglądali na nas badawczo. Że też od razu nie spostrzegliśmy, że chcą nas wykpić, ośmieszyć, poniżyć. Za nic mieli wartości starego. Nabożeństwo, z jakim stawiał projektor, było już wtedy śmieszne. (...)
....Może słowa, jakich używał stary, były nie takie. Zbyt proste, do obrazów na białym prześcieradle. Może wyczuli to jego stanie obok ekranu zbyt dosłownie, jako stanie obok. Może chcieli słów zawiłych, trudnych, na które by potakiwali ochoczo, które by ich stawiały w naszych oczach wyżej.
....Doczepili się do prześcieradła. To nie było kino, to nie był ekran, to było przescieradło. Co to za prawda na prześcieradle. Wraz z prześcieradłem spadły na ziemię (...) obrazy pięknych katedr, pałaców, świątyń, zamków. Nagle cała ta architektura, wymyślna i rozpasana, jakby nie utrzymała się na prostych słowach starego i runęła w dół, wraz z prześcieradłem, na glinianą ziemię w stodole. Zaraz ktoś rozłączył kable, w ciemności zajarzyły się zapałki i ogniki papierosów, kobiety zaczęły piszczeć, dzieci płakać, mężczyźni klęli. Siano zaczęło chrzęścić, ktoś się w nim przewalał, rozległy się ciche pluski moczu. Wszystko wracało do normy, pojawił się pachnący wódką nauczyciel oraz wioskowa k.u.r.w.a. Reszty spraw nie potrafiłbym już nazwać. Ludzie ci wracali z dalekiej podróży, tak mi się wydawało, tylko tak mogę o tym powiedzieć. Samo pokazanie im możliwości podróży przez nas, którzy byliśmy personifikacją podróży, przeraziło ich i zmęczyło. Sama możliwość, myśl.
(...)
....Już nim zaczęły się mimowolne niby popychania, poszturchiwania (...) stary chciał to mieć za sobą. (...) Chciał być szybko u nauczyciela. Na pewno wtedy nie myślał o swoim ideale literatury, o prozie ideale, o połączeniu Kafki z Iwaszkiewiczem, a przecież tyle razy, milcząco, żeśmy o tym z Senatorem rozmawiali. Nawet nie wiem, jaki miał wtedy wyraz twarzy. Zapewne drgał mu lewy policzek, w oczach zapalały się światełka. Nie znajdował języka, którym byłby się porozumiał z tymi ludźmi, zresztą oni żadnego porozumienia nie pragnęli. Nie wiem, do jakich, ale pamiętam, iż Senator sięgał do różnych argumentów. Mnie one przekonywały, zapalczywie mu potakiwałem, ale pchnięto mnie ku jakimś belkom, poczułem podwojony ból - wywołany pchnięciem i uderzeniem o twarde drewno. Ktoś klepał Wronego, ten jednak zamiast pociągnąć za sobą dwukółkę, gryzł i kopał otaczających go ludzi.
(...)
....Szliśmy przez wieś prowadzeni przez nauczyciela. Noc była gęsta jak smoła. I pachniała jak smoła. Cóż to zresztą za wieś, ledwie kilkanaście domów. Nawet nie było świetlicy, tylko ta stodoła z prześcieradłem zamiast ekranu (...)
....Długo nie mogliśmy zasnąć. Za ścianą ludzie bawili się wesoło. Nie tylko zresztą naszym kosztem, choć do świtu mówiono o Senatorze, o stodole.
....Rano uciekaliśmy. Mgła snuła się między ścianami domów, zielono zapalały się grubo ciosane belki, okiennice, ganki.
....Senator uciekał z tej wsi. Czynił to pośpiesznie, z zażenowaniem. Nie czuł się tu nawet sublokatorem!
(...)
....Zauważyłem jednak, iż dla niego to nie pierwszyzna, ta wczesnoporanna ucieczka. (...) zapamiętałem zażenowanie, a może nawet wstyd Senatora, który widać było w jego szeroko otwartych, roztrzepotanych oczach. (...) Wrony niósł równo. W kroplach rosy pękały pierwsze promienie słońca, rozsypywały się w coraz zieleńszej trawie. Zapalały się kwiaty i woda w kałużach.

....Kaszle. Schudł. Siwa głowa pochyla się dumnie do przodu. Pochyla się, ale dumnie.
....Wracamy. Jeśli uciekamy, to w sobie wiadomą stronę. (...)
....Warta idzie szybko, bije od niej mocny koński zapach. Od gniadego zadu idzie gniady zapach, tak to kojarzę, gdy zamykam oczy. (...) Jaką ja mogę mieć nadzieję będąc z Senatorem? W jego kołysaniu się na dwukółce jest coś z kołysania się dziecka, które jest samo, które nie potrafi uświadomić sobie tęsknoty do kogoś konkretnego. Choroba sieroca? Coś z tego także jest w tych, którzy zawierzyli drodze, wmawiając sobie i innym, że ona jest domem. (...)
....Dał mi mapę. Spojrzałem na żmijki szos, na gruzły miasteczek, na atramenty rzek. Widziałem na mapie te wszystkie miejsca, o których mówił Senator.
....Jakże chciałem być w tych jarach, o których gadał, w tych uroczyskach, jakże chciałem podziwiać tysiącletnie dęby, ruiny zamczysk, które znałem z książek, spoglądać ze wzgórz, z których spoglądali wodzowie na toczące się bitwy. Chciałem to zobaczyć na własne oczy. (...)
....Senator podtrzymywał moje zainteresowanie. Wiedzę, trzeba mu przyznać, miał ogromną. Fakty historyczne okraszał cytatami z literatury. Ten człowiek żył jakby w literaturze, może trafniej byłoby rzec - w piśmiennictwie. Miejsca, ku którym zmierzał, potwierdzały jedynie jego wiedzę. I tak wiedział swoje, ale w tym sensie swoje, że było to wyczytane. W końcu każdy wie tylko swoje, uzupełnia to wiedzą cudzą, u niego było inaczej. On do końca zawierzył temu, co wyczytał. Może dlatego ludzie z osady smolarzy odrzucili jego słowa, może nie chcieli, by opowiadał im o przestrzeniach, których nie znali. Może myśleli, że w tym są kłamstwa, że on zmyśla? (...)
....Stary gada i gada. Mówi coraz więcej, zwraca się bezpośrednio do mnie. (...) Wyciągnął papierosy. Czynił to rzadko, nie palił. (...) Wnet odrzucił papierosa, zaczął się bić po kolanach, nawet wstał nieco i zaczął przytupywać. Tak, jak to niekiedy czynił, gdyśmy po kolacji siedzieli przy ognisku. (...)
....- A ty, co? - pyta z podejrzliwością, maskowaną beztroską.
....- Myślę o tym, co pan mówił. Czy naprawdę tu, niedaleko tej Glonowej Anekumeny, naprawdę pan napotkał dzbanek kamionkowy z nakładkami z Bolesławca?
....- Powiem więcej. Trafiłem kiedyś nawet na wazon z manufaktury w Belwederze. Mówiąc wyraźnie, ja to później rozdaję, ale to też trzyma mnie na szlaku, za dyszlem. Ale to mało ważne. Gdybyś ty kiedyś miał taki kielich, właściwie to się chyba nazywa flet, flet szklany, jaki ja miałem, tobyś ze szczęścia zwariował. Masz taką rzecz i domyślasz się, ile tego jest w ogóle na świecie. Albo wazon fajansowy, który kiedyś dawały Telechany na Polesiu, niby nic, a. Albo, no, na przykład, patrzysz, a tu mają na podwórku jakąś srebrną paterę. Kury z niej sobie dziobią owies. Bywa, że i harfę pedałową się trafi. Stoi gdzieś w spiżarni, oklajstrowana Bóg wie czym. A figurek porcelanowych z Miśni to tu było kiedyś zatrzęsienie. Wiesz, jak to wygląda? Nieważne, na pewno ci jakąś pokażę, jak nie ze trzy albo i więcej. Albo takie menory, te, no, żydowskie świeczniki. Skąd to się tu bierze? A jak już przy tym jestem, to ci powiem, że kandelabrów, oczywiście, najczęściej brązowych, to jest też sporo. Trzeba tylko umieć z tym chłopstwem rozmawiać. A już zupełne cudo to był kufel reliefowy, na pewno z Gdańska. Z drugiej całkiem strony, bo z Wołynia, ściślej mówiąc z Korca, zdobyłem swego czasu koszyczek porcelanowy. Niby nic, ale to są drobiazgi, które mógłbyś sobie zabrać do domu. Nie pytałem o obrazy, ale możemy to teraz zrobić. Meble są na pewno także. Były przecież okazje, by rozkraść te nie istniejące już tu dworki. To by trzeba u kogoś zgromadzić i wrócić po to. Co?
....Zeskoczyłem z dwukółki. Zrobiłem jeszcze kilka kroków obok niej, trzymałem już w ręku plecak, (...) dostrzegłem ciało Senatora odchylone ku tyłowi, ściągające lejcami Wartę. (...) Oczy miał szeroko otwarte, czaił się na ich dnie jakiś gniew. A po chwili, gdy rzekłem: "Ja wracam", dojrzałem nawet przestrach, niedowierzanie. (...)
....- Udusisz się! - krzyknął z rozpaczą, ale zaraz podniósł dumnie głowę, z senatorskim profilem. - Jest też tam coś, o czym ci nie mówiłem.
....To było bezwiedne, naprawdę - zainteresowałem się, nastawiłem uszu. Może dojrzał jakiś błysk w moich oczach?
....Wtedy on rzucił głowę w stronę konia, cmoknął, lejcami uderzył go w zad. Odwrócił się ode mnie i dwukółka ruszyła jakby szybciej niż zwykle przed siebie.
....Może wtedy, gdybym nie pomyślał o zaciskającej się pętli drogi, nie dostrzegłbym, że jego ramiona drżą nieco, że pełen jest wyczekiwania na mój zatrzymujący go okrzyk albo tupot moich, goniących go, nóg.
....Może chciałem, aby mnie nie ujrzał, gdy się odwróci, a może chciałem od zaraz mieć inną szansę - wszedłem między drzewa tak, jak się wchodzi w drzwi.
....Jedno, co nas łączyło, to klaskanie końskich kopyt o bruk.
================
_________________
Wonderful things...

Ostatnio zmieniony przez Kynokephalos 2019-07-18, 00:09, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
John Dee 
Moderator
Per divina gratia huomo libero



Pomógł: 83 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 10659
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2019-07-17, 08:57:39   

Co za tekst… Relacja naocznego świadka, współtowarzysza podróży nawet i powiernika, który udziela nam dużo nowych informacji o Wielkim Podróżniku: nie palił, pasjonował się literaturą, schlebiały mu audycje telewizyjne i artykuły donoszące o jego działalności.
Przede wszystkim jednak dowiadujemy się o smutnej prawdzie, że nie zawsze przyjmowano go z otwartymi rękami, gdy, uzbrojony w projektor i prześcieradło służące mu jako ekran, pojawiał się na swojej dwukołówce we wioskach, osadach, przysiółkach. Nie powiem, bym się tego nie domyślał, a jednak jestem nieco zaskoczony, że zdarzało się to widocznie tak często - jak często, tego dokładnie nie wiemy, tu należy czytać między wierszami -, by ostudzić jego pierwotny misjonarski zapał, przygasić dawny entuzjazm. Widzimy człowieka starzejącego się i być może już nieco zgorzkniałego, w którym nadal jednak tli się jego dawna pasja i który jeszcze się nie poddał.

Ciekawe, co Czesław Białas myślał o swoim portrecie nakreślonym w “Gumowych obłokach”?

Kyno, dziękuję w imieniu własnym i forum za Twój wysiłek. Naciskam oczywiście “pomógł”. :564:
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 47 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 5345
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2019-07-17, 10:35:08   

Widać też, że sama wędrówka i odwiedzanie miejsc już Czesławowi Białasowi, przynajmniej w starszym wieku, nie wystarczały. Miał wielką potrzebę towarzystwa, wymiany myśli - a może raczej potrzebę mówienia i słuchacza. To dlatego malował młodemu człowiekowi uroki włóczęgi, a kiedy poczuł, że ten mu się wymyka - niemal rozpaczliwie obiecywał mu cuda-niewidy z jarmarku, byle tylko zatrzymać kompana ze sobą o kilka dni dłużej.

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...

 
 
John Dee 
Moderator
Per divina gratia huomo libero



Pomógł: 83 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 10659
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2019-07-17, 17:25:25   

Tak mogło być, Kyno. Zastanawiam się również, czy dekadę wcześniej, w pierwszych latach jego wędrówki, generalnie nie było mu łatwiej zaciekawić ludność wiejską prelekcjami i tym swoim projektorem? Taki wieczór spędzony na przysłuchiwaniu się dziwnemu przybyszowi mógł rzeczywiście stanowić mile widziane urozmaicenie szarej codzienności tych ludzi. Dekadę później jednak na pewno i na wsiach przybyło książek, gazet, telewizorów…
Może obawiali się ale po prostu politycznej indoktrynacji i postanowili dać mu odczuć, co o tym sądzą, w roku pańskim 1968? ;-)
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 47 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 5345
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2019-07-18, 00:34:49   

John Dee napisał/a:
Zastanawiam się również, czy dekadę wcześniej, w pierwszych latach jego wędrówki, generalnie nie było mu łatwiej zaciekawić ludność wiejską prelekcjami i tym swoim projektorem? (...) Dekadę później jednak na pewno i na wsiach przybyło książek, gazet, telewizorów…

Skoro ostatnie spotkanie Wyrwy-Krzyżańskiego z Białasem na trasie mogło mieć miejsce najpóźniej w 1968 roku, to zdarzenie w "Glonowej Anekumenie" kilka lat wcześniej - najpóźniej w 1966. Telewizory w tym czasie nie trafiły jeszcze były do każdego polskiego domu, ale być może w świetlicach czy klubokawiarniach nie stanowiły już rzadkości. A na pewno powszechne było pełnowymiarowe kino.
Autor "Gumowych obłoków" wspomina audycje telewizyjne o Czesławie Białasie, o telewizorach mówi też fragment który przytoczę za chwilę. Myślę, że jeśli popełnił anachronizm w książce wydanej w 1987 roku, to niewielki.

Twoja myśl zgadza się z wymową spostrzeżeń narratora: "Nabożeństwo, z jakim stawiał projektor, było już wtedy śmieszne." lub "To nie było kino, to nie był ekran, to było przescieradło. Co to za prawda na prześcieradle."

A mówiąc bardziej ogólnie - widzę tu konflikt między formą a treścią. Ten sam konflikt na innym polu przejawiałby się w sferze języka: "Może słowa, jakich używał stary, były nie takie. Zbyt proste (...). Może chcieli słów zawiłych, trudnych, na które by potakiwali ochoczo, które by ich stawiały w naszych oczach wyżej."
Patrząc z tej perspektywy można by podsumować to tak, że mieszkańcy osady mieli zbyt mało doświadczenia, by wiedzieć, że cenna treść niekoniecznie wymaga wyrafinowanej formy. A czasem nawet w skromnej formie przemawia pełniej. I odrzucili wartościową (zapewne) treść, ponieważ podano im ją w mało imponującej technologii i z użyciem prostych, a nie pretensjonalnych słów.

John Dee napisał/a:
Może obawiali się ale po prostu politycznej indoktrynacji i postanowili dać mu odczuć, co o tym sądzą, w roku pańskim 1968? ;-)

Przytoczę jeszcze jeden akapit, który poprzednio wykropkowałem pomiędzy dwoma innymi. Zaświadcza on, że telewizja była już wtedy powszechnie znana. Ale oprócz tego, zależnie od interpretacji, może zawierać zawoalowaną sugestię zgodną z Twoim domysłem:

....(...) zapyziali ludzie spoglądali na nas badawczo. Że też od razu nie spostrzegliśmy, że chcą nas wykpić, ośmieszyć, poniżyć. Za nic mieli wartości starego. Nabożeństwo, z jakim stawiał projektor, było już wtedy śmieszne.
....Dziś nie wiem, czy były w ich postawach drobinki samodzielności, takie, które kazały im wyłączać w odpowiedniej chwili telewizory, takie, które kazały nie spać na kazaniach w kościele, nie, nie wiem.
....Może słowa, jakich używał stary, były nie takie. Zbyt proste, do obrazów na białym prześcieradle. Może wyczuli to jego stanie obok ekranu zbyt dosłownie, jako stanie obok. (...)

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...

 
 
John Dee 
Moderator
Per divina gratia huomo libero



Pomógł: 83 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 10659
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2019-07-18, 23:47:32   

Wszystko to potwierdza, że formuła Białasa w tym czasie już się wyczerpała, czego on być może nie zauważył, w przeciwieństwie do Wyrwy-Krzyżanowskiego. A może zauważył, ale świadom, że jego wielka przygoda i tak ma się już ku schyłkowi, bo wiek i zdrowie zaczynali przypominać o sobie, powiedział sobie: “Jeszcze jeden sezon!”, “jeszcze jeden - ostatni…”? W ten sposób mógł nadużyć cudzej gościnności, przez co mogło dojść do przykrych sytuacji. Ale czy było ich naprawdę więcej pod koniec jego włóczęgi, tu możemy tylko zgadywać. W każdym bądź razie cała ta jego wędrówka była, mam wrażenie, o wiele bardziej skomplikowana, dramatyczna i przez to ciekawa niż można się było tego spodziewać po tym, jak scharakteryzował ją Nienacki w swoich książkach.
 
 
Kpt Petersen 
Fanatyk Samochodzika
Forumowy Twitterowiec



Pomógł: 10 razy
Dołączył: 22 Sie 2017
Posty: 1248
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2019-07-19, 00:08:03   

Ciekawy tekst.
Technologia się zmienia, a i tak w końcu dowiadujesz się że to co masz do powiedzenia interesuje głównie ciebie. Internet ciągle nam to uświadamia, czego i Czesław Białas doświadczył.
_________________
Ostatnio zmieniony przez Kpt Petersen 2019-07-19, 00:12, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
John Dee 
Moderator
Per divina gratia huomo libero



Pomógł: 83 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 10659
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2019-07-19, 19:55:59   

Jedna sprawa mnie zastanawia… Wyrwa-Krzyżański twierdzi, że Białas, lub Czarnas, jak on w książce go nazywał, “nie znajdował języka, którym byłby się porozumiał z tymi ludźmi…”, dodając: “Trzeba tylko umieć z tym chłopstwem rozmawiać.” A ja zawsze myślałem, że zjednywanie sobie serc ludności było właśnie tym wielkim wrodzonym talentem Wielkiego Bobra? :okulary2:
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 42 razy
Wiek: 56
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 8328
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2019-07-19, 20:17:22   

John Dee napisał/a:
Jedna sprawa mnie zastanawia… Wyrwa-Krzyżański twierdzi, że Białas, lub Czarnas, jak on w książce go nazywał, “nie znajdował języka, którym byłby się porozumiał z tymi ludźmi…”, dodając: “Trzeba tylko umieć z tym chłopstwem rozmawiać.” A ja zawsze myślałem, że zjednywanie sobie serc ludności było właśnie tym wielkim wrodzonym talentem Wielkiego Bobra? :okulary2:


:564:

Poetom i plastykom widać to się udaje lepiej...
_________________
Z 24
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 76 razy
Wiek: 52
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 37449
Skąd: Poznań
Wysłany: 2019-07-19, 21:22:22   

No bez przesady, skoro jeździł 10 lat, to musiał czerpać z tego radość i widzieć pozytywne efekty. Skaperował przecież setki czy nawet tysiące społecznych opiekunów. To jest tylko jedna relacja na ileś tam tysięcy spotkań. Może Białas trafił akurat na środek sobotniej balangi we wsi? :D
A wtedy to wszystko wszystkich śmieszy...
_________________
Nasze forum na facebooku: ./redir/facebook.com/pansamochodzikforum
Nasza forumowa geościeżka keszerska: ./redir/pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?p=240911#240911

 
 
 
MarcinB 
Stały bywalec forum
www.facebook.com/28cali



Pomógł: 8 razy
Wiek: 40
Dołączył: 07 Wrz 2016
Posty: 447
Skąd: Trzcianka

Wysłany: 2019-07-24, 07:10:50   

Zastanawiam się czy p. Białas miał jakąś rodzinę? Może jacyś krewni mają pamiątki po nim? :okulary2:
_________________


Rowerem po okolicy: www.facebook.com/28cali
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 76 razy
Wiek: 52
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 37449
Skąd: Poznań
Wysłany: 2019-07-24, 07:52:36   

Bliskiej rodziny nie miał (przynajmniej takiej z którą by utrzymywał kontakt), skoro cały majątek po nim przejęła gmina.

Muszę się przyznać, że w weekend odwiedziłem Byszewice (naprawdę jest tam pięknie), gdzie miałem okazję po raz pierwszy spotkać się z Pawłem Wojciechowskim i zobaczyć z bliska odnowiony co nieco wózek. Niestety zdjęcie które przy okazji zrobiłem dziwnym trafem nie wyszło...
Okazało się, że pan Paweł nie tylko wie o naszym keszu ale wręcz opiekuje się nim (pilnuje go przez monitoring - ma tam kamerę). :)

Poza tym ponoć Wielki Bóbr spotkał sie z jakimś premierem, Paweł Wojciechowski utrzymywał, że był to Jaroszewicz. Jak sprawdziłem, w okresie podróży Białasa był on co prawda wicepremierem (1952–1970), ale czy to taka różnica: premier czy wicepremier? :)
_________________
Nasze forum na facebooku: ./redir/facebook.com/pansamochodzikforum
Nasza forumowa geościeżka keszerska: ./redir/pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?p=240911#240911

Ostatnio zmieniony przez Szara Sowa 2019-07-24, 08:01, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Reklama:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.

Zapoznaj się również z nasza Polityka Prywatnosci (z dn. 09.08.2019)

  
ROZUMIEM
Strona wygenerowana w 0,39 sekundy. Zapytań do SQL: 12