PanSamochodzik.net.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Kulinaria i trunki
Autor Wiadomość
Szern 
Słyszał o Samochodziku
Szern


Pomógł: 1 raz
Wiek: 55
Dołączył: 24 Paź 2021
Posty: 31
Skąd: Mechowo
Wysłany: 2021-10-26, 11:37:46   Kulinaria i trunki

Kilka słów wstępu do poniższej syntezy. Analizuję książkę "Pozwolenie na przywóz lwa". Skupiam się na tym co i jak główny bohater (a także czasem bohaterowie drugoplanowi) je i pije. Nie utożsamiam bezpośrednio narratora książki z Nowickim, dlatego moje uwagi odnoszą się do postaci literackiej, a nie do autora.

"W Klubie Dziennikarzy sprzedawano wino o pięknej nazwie Samos. Piliśmy je z moim przyjacielem, poetą Robertem."
Najwyraźniej powodziło się dziennikarzom w owych czasach, ponieważ opisywane wino Samos to "znakomite, białe wino, klasy Grand Cru, powstałe na bazie szczepu Muscat, pochodzące z Grecji. Charakteryzuje się złotą barwą, aromatem kwiatów, owoców oraz miodu. W smaku jest słodkie, świeże oraz owocowe. Znakomite do deserów i ciast."
Samos
W tej chwili można je zdobyć poniżej 50 zł za butelkę.

"Mistrz szachowy miał już sześćdziesiąt lat, w dzień spał, a w nocy grywał ze sobą w szachy, sam ze sobą dyskutował i pił wino."
Nieokreślonej marki i raczej niezbyt drogie, biorąc pod uwagę sytuację finansową Mistrza. Mistrz raczej nie dojadał, co w efekcie doprowadziło go do początków gruźlicy.

"Zapytałem go (przyp. mój: Roberta), czy chciałby zjeść ze mną kolację. Kiwnął głową, zaprowadziłem go więc do kuchni, gdzie Kamila, przybrana w malutki, biały fartuszek, krzątała się przy piecu gazowym i smażyła sznycle cielęce."
Nie wiem czy jest to standardowa kolacja bohatera i jego współlokatorów, ale podejrzewam, że to raczej okazja wyjątkowa, być może obliczona na "trafienie przez żołądek do serca" bohatera powieści. Sądzę tak dlatego, że Kamila jako początkująca śpiewaczka operowa nie miała zbyt wiele czasu na gotowanie, cielęcina nie była powszechnie dostępna w sklepach w owych czasach, a lokatorzy mieszkania nie jedli zbyt dobrze ani regularnie (na przykład wspomniany wcześniej Mistrz).
Trudno określić czym dokładnie są wspomniane sznycle cielęce. Mogły to być sznycle po wiedeńsku, podawane zwykle z sałatką ziemniaczaną, lub, co bardziej prawdopodobne, zwykły, panierowany kotlet cielęcy, być może z jajkiem sadzonym, podany po prostu z ziemniaczkami.
Dobrze zrobione danie jest pracochłonne, właściwie trzeba je rozpocząć dzień wcześniej od usunięcia przerostów i rozklepania mięsa. Kamila chyba naprawdę starała się zdobyć względy bohatera, a zaproszenie przez niego Roberta na tą kolację ma zarówno wydźwięk symboliczny jak i jest okazaniem lekceważenia dla wysiłków Kamili.

Jeszcze trochę o Robercie: "Niekiedy widywałem go w Klubie Dziennikarzy, przysiadał się mojego stolika, w milczeniu wypijał filiżankę czarnej kawy lub szklaneczkę soku pomarańczowego - i odchodził."

Po raz pierwszy pojawia się słynna "czarna kawa" - która najwyraźniej jest obowiązującą modą, a nie szczególnym upodobaniem bohatera. Sok pomarańczowy najprawdopodobniej pochodził z puszki, pałęta mi się pod czaszką nazwa Dodoni w małych puszkach, ale to już bardzo luźne skojarzenie. "Szklaneczka" wskazuje, że tego soku nie było dużo i być może moje skojarzenie z małą puszką jest prawidłowe.

Podczas pierwszej wizyty u Szulca: "Przyniósł karafkę z miętową wódką. Wypiliśmy po kieliszku."
Tutaj podejrzewam bimber. Po pierwsze wódka nie była w oryginalnej butelce, a po drugie przelewanie wódki do karafki przed podaniem na wsi polskiej w tych czasach jest bardzo mało prawdopodobne. Skąd miętowy smak wódki? W tamtych czasach cukier nie był powszechnie dostępny. Pojawiały się natomiast w sprzedaży duże, słodkie, miętowe pastylki. Pędzony na nich bimber miał właśnie zauważalnie miętowy posmak.
Acha, żeby nie było, że "po kieliszku".
"Przyniósł jeszcze jeden kieliszek. Dla Kamili. Wypiliśmy, zapaliliśmy papierosy."
"Jedliśmy kolację w towarzystwie żony Szulca. Wypiliśmy jeszcze buteleczkę miętowej wódki." Już nie karafkę...
I jeszcze jedna wskazówka, że to jednak był bimberek: "Padał drobny deszcz, byłem niewyspany, marzyłem o filiżance mocnej czarnej kawy, którą każdego ranka parzyłem sobie w domu."
Przy okazji mamy informację, że bohater codziennie rano w domu zaparza sobie kawę. Bez szczegółów, ale wydaje się prawdopodobne założenie, że jest to "kawa z gruntem" parzona w szklance, na szklanym spodeczku.

Tym razem w knajpie, a nie w Klubie Dziennikarzy: "Robert milczał, jakby obrażony na mnie; tkwił na swoim stołku, ponuro spoglądając w szklankę z sokiem pomarańczowym. Tylko Jerzy W. uśmiechał się do mnie przymilnie. Może dlatego, że od dłuższego już czasu był mi winien sporą sumę pieniędzy; teraz pił bardzo drogi koniak."
Skoro koniak był "bardzo drogi" to wydaje się, że sok pomarańczowy i wino "Samos" takie nie były.

Robert, w przeciwieństwie do bohatera mógłby o sobie powiedzieć: - Proszę pana, ja piję wszystko! W operze: "Rober wypił przy bufecie szklaneczkę oranżady i ruszył w moją stronę, niosąc bukiet tulipanów."
Później, w knajpie: "A ponieważ Robert tańczyć nie umie, Kamila zupełnie się nie bawiła, siedziała smutna i piła wino."

Szulc abstynentem nie był: "Przed kilku laty przy wódce (pan wie jak to bywa) zwierzyłem się jednemu z gospodarzy."

Teraz cytat, który mnie zastrzelił, może potraficie go wyjaśnić? "Odwinąłem z papierka kupioną w sklepie bułeczkę z szynką, zjadłem ją ze smakiem, a papierek wyrzuciłem do ulicznego kosza."
W tamtych czasach kupno szynki w sklepie było wyczynem na miarę spędzenia dwóch dni w kolejce do rzeźnika przed świętami. W sklepach nie sprzedawano gotowych kanapek zawiniętych w papierek. Jedyną podstawą tego cytatu wydaje mi się być wprowadzenie ulicznego kosza na śmieci, ponieważ kolejne zdanie brzmi: "W tym samym koszu znalazł się także konspekt monografii historycznej pułkownika z Ałbazina."
O ile dobrze pamiętam, to posiłkiem, który można było zdobyć w sklepie spożywczym była bułeczka i butelka lub później kubeczek mleka lub kefiru. W wersji luksusowej kawałek pasztetu lub parówka do tego (luzem, w papierku właśnie) albo później serek topiony w sreberku. Bułeczki z szynką jakoś nie mogę sobie w ówczesnych sklepach przypomnieć.

W kawiarni na placu Konstytucji z Robertem: "Zjedliśmy śniadanie w pobliskiej kawiarni, zamówiliśmy potem dodatkowo dwie duże kawy." Brak szczegółów, nawet nie podkreślono, że czarne. Może Robert pił z mlekiem?

W samolocie, z dużym prawdopodobieństwem linii Aerofłot: "Nie smakowały mi kanapki z wędzonym łososiem, zaś kanapki z czarnym kawiorem za bardzo pachniały tranem. Zrezygnowałem z malej szklaneczki wódki, którą częstowała nas nieładna, lecz miła stewardessa."
Ten cytat mówi raczej o gustach bohatera. Zarówno łosoś, jak i kawior w samolotach Aerofłotu były "pierwszej świeżości". Kawior, ze względu na to, że jest rybia ikrą z reguły ma lekki zapach i posmak ryby. Odmowę "stakańcika" wódki tłumaczę sobie tym, że stewardessa nie była w typie bohatera. W brak urody stewardessy na liniach Aerofłotu w tych czasach bardzo trudno mi uwierzyć.
Później w samolocie: ""Demoiselle" odwinęła ze sreberka wielką czekoladę i poczęstowała nią najpierw swego sąsiada, pięknego siwego pana, potem mego zażywnego dyrektora departamentu, a wreszcie i mnie."
Francuzka mogła częstować czekoladą, towarem w "demoludach" unikalnym i pożądanym. Wskazówka: okazjonalnie bohater jadał słodycze.

Moskwa: "Potem poszliśmy na czarną kawę do hotelu "Metropol", gdzie znajdował się duży, włoski ekspress do kawy."
Pierwsza kawa z ekspresu w książce, jak zwykle czarna.
Również w Moskwie: "Śniadanie zjadłem w bufecie hotelowym (...)". Nic o kawie, pewnie to oczywiste, że była duża i czarna...
Na trzydziestym piętrze hotelu "Ukraina": "Podano nam do stolika słabą, niedobrą kawę. Była to kawiarnia tylko z nazwy - jadło się tu kolacje, pieczony drób."
No i wreszcie kawa w swoim hotelu: "Było wpół do dwunastej w nocy. Restaurację hotelową zamykano dopiero o drugiej. Zjechałem na dół windą, wypiłem bulion, zagryzając go jakimś wymyślnym rogalikiem z mięsem, a potem podano mi filiżankę czarnej kawy po turecku."
"Wymyślny rogalik z mięsem" to słynne pielmieni, które można kupić w wielu miejscach Moskwy, również w ulicznych budkach. Nie są wymyślne, z reguły są smaczne i pożywne, czasami nieco czosnkowe i pikantne. To, że dla bohatera jest to "wymyślna" potrawa, świadczy o tym, że na co dzień przywykł do prostej PRL-owskiej kuchni. No i mamy kawę po turecku (nie w szklance!).

Szocik przed podróżą do do Troicko-Siergiejskiej Ławry: "Dyrektor, z którym w kiosku przed dworcem wypiliśmy po sto gramów wódki (...)".

"- Jeszcze przed kilku laty nauczyłem się w Moskwie pić dobrą, mocną herbatę. A teraz? W każdej restauracji, kawiarni, bufecie dają mi herbatę bladą, słabą i niesmaczną. Upada piękna tradycja - poparłem dyrektora."
Wydaje się, że sympatia bohatera do mocnej kawy i herbaty wynika ze zniszczonych kubków smakowych, które muszą dostać potężną dawkę bodźców, aby wyczuć smak, a także z faktu, że jego organizm przyzwyczajony jest do sporych dawek kofeiny.

Bohater gryzł ziarna słonecznika (i być może pluł w monasterze łupinami): "Powędrowaliśmy w stronę monasteru, gryząc pestki."

I znów kawa w hotelu "Metropol": "Przy filiżance czarnej kawy zagłębiłem się w lekturze."

Restauracja w hotelu "Pekin" w Moskwie. O ile bohater mógłby tam wejść, to już Siergieja by tam nie wpuszczono. Zwykli obywatele Związku Radzieckiego nie mieli możliwości przekroczenia progu hotelu. Było tak w kilku miejscach w Moskwie, nie tylko w hotelach, ale np. w sklepach dewizowych "Bieriozka". O ile nawet w drodze wyjątku bohater, jako osoba zagraniczna, mógłby próbować zaprosić Siergieja do hotelu Pekin, to ceny w tamtych restauracjach przekraczały niskobudżetowe możliwości bohatera.
Nie była to restauracja lecz hotel. W hotelu są (nie wiem jak było w czasach w których dzieje się akcja powieści, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy założyć, że wiele się nie zmieniło - poza nazwami) dwie restauracje: w restauracji Manhattan-Grill serwowane są owoce morza i amerykańskie dania mięsne, natomiast restauracja Radio City oferuje połączenie dań kuchni azjatyckiej i szwedzkiej. Na przekąskę i drinka można wybrać się do kawiarni Liberty.
"(...) na obiad wybrałem się z Siergiejem do restauracji "Pekin". Zamówiliśmy sałatkę z meduz, bulion z jaskółczymi gniazdami, jakieś przedziwne danie z pędów młodego bambusa i zieloną mocną herbatę. Smakowała mi tylko herbata i bulion z jaskółczymi gniazdami. Sałatkę z meduz zaledwie dziobnąłem, próbowałem żuć pędy młodego bambusa. Od stołu wstałem głodny."
Generalnie dramat. Sałatka z meduzy to najprawdopodobniej wietnamska klasyczna potrawa z meduzą: Goi Sua Tom Thit (sałatka z meduzy, krewetek, wieprzowiny, wietnamskich ziół i warzyw) lub Goi Sua Kho (sałatka z meduzy i mięsa). O ile smak (a właściwie konsystencja) dania może być dyskusyjny, to w hotelu Pekin z pewnością była to potrawa na najwyższym poziomie kulinarnym. Bulion z jaskółczymi gniazdami to zupa z jaskółczych gniazd – popularna w Chinach zupa o korzennym aromacie przyrządzana na bazie jadalnych gniazd salangan (ptaków z rodziny jerzykowatych). Przedziwne danie z pędów młodego bambusa raczej jest nie do rozszyfrowania. "Przedziwne" jest dlatego, że w niczym nie przypomina schabowego z kapustą ani porządnej zupy. Bohater jest kulinarnym konserwatystą niespecjalnie otwartym na nieznane mu kuchnie i dlatego wstał od stołu jednej z najlepszych restauracji w Moskwie głodny. Czy zielona herbata powinna być "mocna"? To raczej dyskusyjne. Proces parzenia jest nieco skomplikowany. Pozostańmy przy założeniu, że w hotelu "Pekin" podawano dobrą, dobrze zaparzoną zieloną herbatę.

Na statku rzecznym: "- Ej, ty, szaman, chcesz jeść? - zapytał leżącego mężczyzna w watowanej kurtce i długich wojłokowych butach. Przyniósł ze sobą zawinięty w papier chleb i wędlinę. Wyciągnął z kieszeni flaszkę z wódką."

Przymusowe międzylądowanie w górach: "Nanajec miał w torbie trochę chleba i wędzoną rybę. Okazał się gościnny i owego wieczoru wśród dzikich Chorskich Grzbietów nie byłem głodny."
Tym razem wędzona ryba przypadła do gustu bohaterowi. Wydaje się, że lot, spacer po górach i zimna noc wpłynęły na apetyt i dodały atrakcyjności posiłkowi...

Egzotyczny współtowarzysz kulinarny w kolei transsyberyjskiej: "Naprzeciw mnie rozłożyła się tęga kołchoźnica z okolic Świerdłowska. Postawiła ona na stoliczku pod oknem słoik, wypełniony jakąś brunatną cieczą i czymś podobnym do kawałka pieczonego mięsa. Wkrótce wyszło na jaw, że ów słoik z interesującą zawartością jest czymś w rodzaju pasażera-lekarza. Karmiliśmy go herbatą niezbyt słodką i niezbyt gorącą. W zamian za to mieliśmy prawo popijać ze słoika ową brunatną ciecz, która jakoby dobrze działała na wątrobę. Tak więc podróżowaliśmy w piątkę: starsze małżeństwo, kołchoźnica, ja i... japoński grzyb w słoiku."
Jako pasażer na gapę załapała się ostatnio dość modna kombucza (kombucha, grzyb herbaciany). Działanie prozdrowotne jest lekko dyskusyjne, ale zawartość alkoholu dochodzi w tym czymś nawet do 2%, więc nie dziwota, że cały przedział „popijał ze słoika”.
Kombucza

Co można było kupić do zjedzenia na przystanku kolei transsyberyjskiej? "Pociąg stał 12 minut - pod dużym dachem, tuz obok stacji i peronów, odbywał się targ. Sprzedawano podróżnym pieczone kury, kiszone ogórki, gruszki i małe orzeszki, rosnące na drzewach w tajdze."

W tajdze bohater zmuszony był zastąpić poranna kawę herbatą: "Prędziutko umyłem się, wypiłem szklankę gorącej herbaty(...)".

"Kolację jemy u przewodniczącej Sielsowietu, Aleksandry Małachowej. Na kolację oczywiście smaczne i tłuste "pielmieni".
Pielmieni czyli pierogi. Bardzo podobne do tych, które bohater w hotelu "Ukraina" nazwał "wymyślnym rogalikiem z mięsem". Dlaczego teraz były smaczne? Ponieważ w hotelu jadł je pod kawę po turecku, a u Małachowej na sto procent serwowano je pod mocną wódkę i czarną herbatę.

Generalnie wódka poprawia bohaterowi smak wszystkiego. Wędzona ryba, która nie smakowała mu w samolocie, zupełnie inaczej smakuje popijana śniadaniową porcją wódki: "Poszliśmy w czwórkę zjeść śniadanie w wagonie restauracyjnym. Zamówiliśmy ogromny talerz kanapek z wędzoną rybą amurską, wypiliśmy po dwa kieliszki wódki."

Obiad w pociągu: "Jemy obiad: befstrogonow i jakąś zupę. Zamawiamy do przedziału kilka butelek piwa."
Boeuf Stroganow - danie będące kombinacją tradycji kuchni francuskiej (smażona polędwica z sosem) i rosyjskiej (sos jest dodawany do potrawy, a nie osobno). Klasyczny boeuf strogonow opiera się na trzech głównych składnikach: wołowina, pieczarki i cebula. Sos jest śmietanowy z dodatkiem wina, musztardy i koncentratu pomidorowego.
Boeuf Stroganow

W dalszym ciągu herbata zastępuje kawę: "Zbudziliśmy się rześcy i głodni. Golimy się, myjemy, pijemy gorącą herbatę."

Improwizowane śniadanie: "Gdy wracamy, drzwi przedziału są już otwarte, a Anton Antonowicz roześmiany, triumfujący, siedzi przy stoliku, je suchą kiełbasę i popija mocną herbatą."

Jedzenie w pociągu staje się monotonne: "Na kolację znowu nam podano befstrogonow. Jemy go trzy razy dziennie. Klniemy kucharza. Czy on aż do Moskwy zamierza nas karmić befstrogonowem?"

Trzeba więc znaleźć na to sposób: "Znów ten nieszczęsny befstrogonow w restauracyjnym wagonie. Zakrapiamy go wódką."

Aby nie było monotonnie, panowie w przedziale sączą dla odmiany piwo: "Aby go obudzić z zamyślenia, trącam swą szklanką jego szklankę z piwem."
"Nalałem piwa do szklanki Antona Antonowicza. Opróżnił ją jednym dużym haustem."

Nareszcie w Omsku skończył się Boeuf Stroganow, przy okazji zmiana trunku: "Nasz wagon restauracyjny został zaopatrzony w świeże mięso. Na obiad jemy sznycel cielęcy z groszkiem. Wmuszam w Antona szklankę gruzińskiego wina."

Nawet tradycyjna nocna kawa na bezsenność zostaje zastąpiona herbatą, za to z samowara: "Wreszcie złażę z posłania, idę do przewodniczki wagonu i proszę o szklankę mocnej herbaty. przewodniczka uśmiecha się wyrozumiale, dmucha w samowar i nalewa mi herbaty."

I ostatnia butelka wina w książce: "Pewnego dnia Sergiej przyprowadził do mnie swego przyjaciela, dziennikarza. Spędziliśmy we trójkę miły wieczór wypijając butelkę wina."

Podsumowując, bohater „Pozwolenia na przywóz lwa” jest kulinarnym konserwatystą, jego domeną jest wczesna kuchnia PRL-u, nie to, że zła, ale bardzo ograniczona. Wszystko wskazuje na to, że kompletnie nie potrafi gotować, jada w barach i bufetach, a kiedy ktoś zaprosi go na domowe jedzenie - jest to dla niego wielkie święto. Niestety, jego zniszczony zbiorowym żywieniem smak nie pozwala w pełni cieszyć się urokami kuchni. Konserwatyzm kulinarny automatycznie powoduje odrzucenie potraw nieznanych i kuchni odmiennej od stołówkowej.
Duże ilości mocnej kawy i herbaty pozwalają mu wprawdzie funkcjonować na adrenalinie, ale z braku dobrych składników odżywczych i z powodu monotonnej diety, stopniowo osłabiają organizm.
Bohater nie stroni od alkoholu w żadnej postaci, od dwuprocentowej kombuchy, poprzez dowolne piwo, każdy rodzaj wina, aż do bimbru z miętówek. Nieczęsto musi leczyć kaca, więc jego organizm ma już pewną tolerancję na alkohol. Smakoszem czy koneserem trunków jednak byśmy go nie nazwali.

Serdecznie zapraszam do dyskusji!
_________________


(...) skarbem jest pamięć o własnej historii, bezcenne obrazy, meble, stare monety, sztandary z dawnych pól bitewnych. Jest nim także literatura. I ta wielka, i ta prosta, naiwna, serdeczna. To jest także skarb, który należy ratować i nadać mu blask.
Ostatnio zmieniony przez Szern 2021-10-26, 12:02, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 115 razy
Wiek: 54
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 42322
Skąd: Poznań
Wysłany: 2021-10-26, 12:32:03   

No, no, szacuneczek za kawał roboty! Na dobry początek przesyłam "pomógł"! :564:
_________________
Nasze forum na facebooku: ./redir/facebook.com/pansamochodzikforum
Nasza forumowa geościeżka keszerska: ./redir/pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?p=240911#240911

 
 
Szern 
Słyszał o Samochodziku
Szern


Pomógł: 1 raz
Wiek: 55
Dołączył: 24 Paź 2021
Posty: 31
Skąd: Mechowo
Wysłany: 2021-10-26, 13:05:01   

Szara Sowa napisał/a:
No, no, szacuneczek za kawał roboty! Na dobry początek przesyłam "pomógł"! :564:


Dziękuję bardzo serdecznie, ale od kiedy to grzebanie w Samochodzikach to robota? :027: Toż to sama przyjemność! :D

Było bardziej kulinarnie niż się spodziewałem. W drugim rzucie wezmę się za Atanaryka.
_________________


(...) skarbem jest pamięć o własnej historii, bezcenne obrazy, meble, stare monety, sztandary z dawnych pól bitewnych. Jest nim także literatura. I ta wielka, i ta prosta, naiwna, serdeczna. To jest także skarb, który należy ratować i nadać mu blask.
 
 
Czytalski 
Stały bywalec forum



Dołączył: 30 Gru 2019
Posty: 234
Skąd: Elbląg
Wysłany: 2021-10-26, 13:24:34   

Potem już nie ma tak wykwintnie, bo posiłki Tomasza to głównie jakieś gotowe dania ze słoika i puszek.
_________________
 
 
John Dee 
Moderator
Epicuri de grege porcus



Pomógł: 109 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 13289
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2021-10-26, 22:16:18   

Zgadzam się z tym, co piszesz o gustach kulinarnych bohatera. Najwyraźniej nie był smakoszem. Grymasił przy stole, niewybredny był tylko, jeśli chodzi o trunki wyskokowe.

Szern napisał/a:
Nie utożsamiam bezpośrednio narratora książki z Nowickim, dlatego moje uwagi odnoszą się do postaci literackiej, a nie do autora.


“Pozwolenie na przywóz lwa” z wszystkich książek Mistrza jest jedną z najbardziej autobiograficznych, więc w przeciwieństwie do ciebie stawiam znak równości między jej bohaterem a Nienackim. Tym bardziej, że opisy kulinarne w późniejszych książkach też idą w te same pędy. Myślę, że stworzony przez ciebie zestaw wypowiedzi możemy śmiało traktować jako kulinarne credo Mistrza. :)

Dobra robota. :564:
 
 
Berta von S. 
Administratorka Wspomagająca
nienackofanka



Pomogła: 146 razy
Wiek: 49
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 30641
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2021-10-27, 17:39:46   Re: Kulinaria i trunki

Szern napisał/a:
Kilka słów wstępu do poniższej syntezy. Analizuję książkę "Pozwolenie na przywóz lwa". Skupiam się na tym co i jak główny bohater (a także czasem bohaterowie drugoplanowi) je i pije.

O kurcze! Imponująca analiza.
:564:

Muszę to na spokojnie przetrawić. :okulary:
_________________
 
 
Szern 
Słyszał o Samochodziku
Szern


Pomógł: 1 raz
Wiek: 55
Dołączył: 24 Paź 2021
Posty: 31
Skąd: Mechowo
Wysłany: 2021-10-28, 14:36:17   

Serdecznie dziękuję za miłe słowa. :)

John Dee napisał/a:
“Pozwolenie na przywóz lwa” z wszystkich książek Mistrza jest jedną z najbardziej autobiograficznych, więc w przeciwieństwie do ciebie stawiam znak równości między jej bohaterem a Nienackim. Tym bardziej, że opisy kulinarne w późniejszych książkach też idą w te same pędy. Myślę, że stworzony przez ciebie zestaw wypowiedzi możemy śmiało traktować jako kulinarne credo Mistrza. :)


Pozwolę sobie nie zgodzić się z Tobą w tej kwestii. Nowicki miał spory talent do snucia fabuł, co korespondowało z tym, że często i szeroko konfabulował nie tylko w powieściach, ale również w życiu osobistym, publicystyce i wywiadach. Tak naprawdę nie mamy pewności ile motywów w "Pozwoleniu na przywóz lwa" jest związanych z biografią Nowickiego. Czy jest to tylko Moskwa, czy rzeczywiście podróżował koleją transsyberyjską i dalej śmigłowcem?
Teraz siedzę nad "Atanarykiem" i zapewniam Cię, że jego bohater bardzo niewiele ma wspólnego z bohaterem PNPL w zakresie kulinariów i trunków (i to nie tylko ze względu na miejsce akcji).
Moim zdaniem, każdy ma pełną swobodę interpretacji cech bohaterów powieści Nowickiego i przenoszenia ich na autora, ale ja się pod tym nie podpisuję :D
_________________


(...) skarbem jest pamięć o własnej historii, bezcenne obrazy, meble, stare monety, sztandary z dawnych pól bitewnych. Jest nim także literatura. I ta wielka, i ta prosta, naiwna, serdeczna. To jest także skarb, który należy ratować i nadać mu blask.
Ostatnio zmieniony przez Szern 2021-10-28, 14:38, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Chemas 
Forumowy Badacz Naukowy
Kinomaniak wychowany na literaturze młodzieżowej



Pomógł: 8 razy
Wiek: 53
Dołączył: 04 Wrz 2021
Posty: 1685
Skąd: Złocieniec
Wysłany: 2021-10-29, 10:58:45   

Jestem jak większość pod wrażeniem. Niezły elaborat!
Dodam tylko, że już jako PS, Tomasz przestał gustować w takim wykwintnym jadle i najczęściej jadał jajecznicę na śniadanie (patrz ND, ale nie tylko), zwykłe kanapki lub tosty, no i kawa oczywiście kiedy tylko możliwość :)
Najlepiej to chyba tylko jadał w Fantomasie i UFO, z tego co pamiętam, bo za cudze :)

Swoją drogą przygotowuję po trochu analizę jadła PS we wszystkich częściach, ale raczej takiego bardziej biwakowego, czyli własnego, nie knajpianego.
_________________


Sporadyczny turysta, kiedyś bardzo aktywny, serdecznie zaprasza na Pojezierze Drawskie
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 115 razy
Wiek: 54
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 42322
Skąd: Poznań
Wysłany: 2021-10-29, 11:00:35   

Chemas napisał/a:
Najlepiej to chyba tylko jadał w Fantomasie i UFO, bo za cudze


To także w Fantomasie! :)
_________________
Nasze forum na facebooku: ./redir/facebook.com/pansamochodzikforum
Nasza forumowa geościeżka keszerska: ./redir/pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?p=240911#240911

 
 
Chemas 
Forumowy Badacz Naukowy
Kinomaniak wychowany na literaturze młodzieżowej



Pomógł: 8 razy
Wiek: 53
Dołączył: 04 Wrz 2021
Posty: 1685
Skąd: Złocieniec
Wysłany: 2021-10-29, 11:41:38   

Szara Sowa napisał/a:
To także w Fantomasie!


:)
Podejrzewam, że też w TT (raczej w Pradze), ale niestety nie pamiętam. To jest jedyna część kanonu, którą muszę koniecznie odświeżyć.
_________________


Sporadyczny turysta, kiedyś bardzo aktywny, serdecznie zaprasza na Pojezierze Drawskie
 
 
Szern 
Słyszał o Samochodziku
Szern


Pomógł: 1 raz
Wiek: 55
Dołączył: 24 Paź 2021
Posty: 31
Skąd: Mechowo
Wysłany: 2021-10-29, 15:24:51   

Chemas napisał/a:
Dodam tylko, że już jako PS, Tomasz przestał gustować w takim wykwintnym jadle i najczęściej jadał jajecznicę na śniadanie (patrz ND, ale nie tylko)(...)


„- Na dobrą sprawę mogę się żywic jajami - westchnąłem. Nie lubiłem jajek. Tym bardziej kaczych.”
Skarb Atanryka
_________________


(...) skarbem jest pamięć o własnej historii, bezcenne obrazy, meble, stare monety, sztandary z dawnych pól bitewnych. Jest nim także literatura. I ta wielka, i ta prosta, naiwna, serdeczna. To jest także skarb, który należy ratować i nadać mu blask.
 
 
Chemas 
Forumowy Badacz Naukowy
Kinomaniak wychowany na literaturze młodzieżowej



Pomógł: 8 razy
Wiek: 53
Dołączył: 04 Wrz 2021
Posty: 1685
Skąd: Złocieniec
Wysłany: 2021-10-30, 08:44:28   

Szern napisał/a:
„- Na dobrą sprawę mogę się żywic jajami - westchnąłem. Nie lubiłem jajek. Tym bardziej kaczych.”
Skarb Atanryka


Znam ten cytat, mam nawet odnotowany, nawet miałem kiedyś tą kwestię poruszyć, bo jest tu zdecydowana sprzeczność, do kolejnych dzieł. Chyba PS polubił jajecznicę :)
Swoją drogą można podsumować w ilu częściach kanonu i prologu pojawiają się jajka :)
_________________


Sporadyczny turysta, kiedyś bardzo aktywny, serdecznie zaprasza na Pojezierze Drawskie
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 102 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 6300
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2021-10-31, 18:26:47   

Szern napisał/a:
No i wreszcie kawa w swoim hotelu: "Było wpół do dwunastej w nocy. Restaurację hotelową zamykano dopiero o drugiej. Zjechałem na dół windą, wypiłem bulion, zagryzając go jakimś wymyślnym rogalikiem z mięsem, a potem podano mi filiżankę czarnej kawy po turecku."
"Wymyślny rogalik z mięsem" to słynne pielmieni, które można kupić w wielu miejscach Moskwy, również w ulicznych budkach. Nie są wymyślne, z reguły są smaczne i pożywne, czasami nieco czosnkowe i pikantne. To, że dla bohatera jest to "wymyślna" potrawa, świadczy o tym, że na co dzień przywykł do prostej PRL-owskiej kuchni. No i mamy kawę po turecku (nie w szklance!).
(...)
"Kolację jemy u przewodniczącej Sielsowietu, Aleksandry Małachowej. Na kolację oczywiście smaczne i tłuste "pielmieni".
Pielmieni czyli pierogi. Bardzo podobne do tych, które bohater w hotelu "Ukraina" nazwał "wymyślnym rogalikiem z mięsem". Dlaczego teraz były smaczne? Ponieważ w hotelu jadł je pod kawę po turecku, a u Małachowej na sto procent serwowano je pod mocną wódkę i czarną herbatę.

Ja zrozumiałem to inaczej. Za pierwszym razem, w hotelu, widzę tam nie pielmieni lecz rodzaj pasztecika - nie gotowanego lecz pieczonego, w bardziej lub mniej kruchym cieście. Jadano paszteciki jako dodatek do bulionu, tak jak do barszczu. Z opowiadania Antoniego Gołubiewa „W restauracji”, wydanego w 1975 roku:

— Cóż tam słychać, panie Karolu — zapytał gość.
— Fatalnie, proszę pana — odparł kelner. — Byłem wczoraj na meczu, strasznie naszym włoili, cztery do zera, to się nigdy jeszcze nie zdarzyło. — I dalej, bez żadnej przerwy, tym samym poufałym tonem: — Mamy dziś doskonały bulion i paszteciki we francuskim cieście, bardzo dobre.
Gość jakby zawahał się przez chwilę.
— Nie, dzisiaj nie będę jadł zupy. Za gorąco. Ale kawałek dobrego mięsa tobym mimo upału zjadł.
— Mamy świetną polędwicę, radziłbym befsztyczek po angielsku.


Paszteciki w „Ukrainie” mogły być rozmaicie uformowane i nadziewane; wierzę, że na turyście mogły robić wrażenie wymyślnych.

Szern napisał/a:
Teraz cytat, który mnie zastrzelił, może potraficie go wyjaśnić? "Odwinąłem z papierka kupioną w sklepie bułeczkę z szynką, zjadłem ją ze smakiem, a papierek wyrzuciłem do ulicznego kosza."
W tamtych czasach kupno szynki w sklepie było wyczynem na miarę spędzenia dwóch dni w kolejce do rzeźnika przed świętami. W sklepach nie sprzedawano gotowych kanapek zawiniętych w papierek. Jedyną podstawą tego cytatu wydaje mi się być wprowadzenie ulicznego kosza na śmieci, ponieważ kolejne zdanie brzmi: "W tym samym koszu znalazł się także konspekt monografii historycznej pułkownika z Ałbazina."
O ile dobrze pamiętam, to posiłkiem, który można było zdobyć w sklepie spożywczym była bułeczka i butelka lub później kubeczek mleka lub kefiru. W wersji luksusowej kawałek pasztetu lub parówka do tego (luzem, w papierku właśnie) albo później serek topiony w sreberku. Bułeczki z szynką jakoś nie mogę sobie w ówczesnych sklepach przypomnieć.

Do kosza można było wyrzucić papierek od bułki zabranej z domu, czy choćby pustą paczkę po papierosach. Myślę sobie, że Nienacki tej kupionej w sklepie kanapki chyba całkowicie nie zmyślił. Zapamiętałem sytuację w sklepach tak samo jak Ty, próbowałem też podpytywać osoby, które pamiętają lata pięćdziesiąte - ale bez pozytywnego skutku.
Może to nie był zwykły sklep spożywczy lecz garmażeria? Albo barek dworcowy, albo wewnętrzny bufet w zakładzie pracy (sklepiki szkolne, na przykład, niekiedy sprzedawały gotowe kanapki)? Przypuszczam, że autor użył skrótu myślowego.

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...
Zwycięzca rywalizacji rowerowej w 2019 r.

 
 
Szern 
Słyszał o Samochodziku
Szern


Pomógł: 1 raz
Wiek: 55
Dołączył: 24 Paź 2021
Posty: 31
Skąd: Mechowo
Wysłany: 2021-11-01, 07:33:29   

Kynokephalos napisał/a:
Paszteciki w „Ukrainie” mogły być rozmaicie uformowane i nadziewane; wierzę, że na turyście mogły robić wrażenie wymyślnych.


Pełna zgoda. Nie pomyślałem o tym. Do tej pory w Moskwie pełno jest wpływów francuskich, również w kulinariach.

Kynokephalos napisał/a:
Może to nie był zwykły sklep spożywczy lecz garmażeria? Albo barek dworcowy, albo wewnętrzny bufet w zakładzie pracy (sklepiki szkolne, na przykład, niekiedy sprzedawały gotowe kanapki)? Przypuszczam, że autor użył skrótu myślowego.

Szynka jest dla mnie podejrzana - w tych czasach był to rarytas, niemal nie do zdobycia w normalnym obiegu. Bułkę z serem lub pasztetem od biedy bym jeszcze zaakceptował. Bułeczka z szynką wydaje mi się jednak elementem co najmniej propagandowym. No, chyba, że w jakimś bufecie dziennikarskim, tam gdzie polewali Samos'a...
_________________


(...) skarbem jest pamięć o własnej historii, bezcenne obrazy, meble, stare monety, sztandary z dawnych pól bitewnych. Jest nim także literatura. I ta wielka, i ta prosta, naiwna, serdeczna. To jest także skarb, który należy ratować i nadać mu blask.
Ostatnio zmieniony przez Szern 2021-11-01, 07:35, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 102 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 6300
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2021-11-02, 01:48:53   

Szern napisał/a:
Bułeczka z szynką wydaje mi się jednak elementem co najmniej propagandowym. No, chyba, że w jakimś bufecie dziennikarskim, tam gdzie polewali Samos'a...

Masz rację, jedno i drugie jest możliwe.

Wydaje mi się (mogę się mylić), że w latach pięćdziesiątych zaopatrzenie w wędliny było jeszcze odrobinę lepsze, niż później. Co do takich szczegółów można autorowi zostawić wolną rękę, mając na względzie efekt artystyczny. Papierek mógł wylądować w tym samym koszu co konspekt, albo w sąsiednim, albo wcale. Bułka moga być z szynką albo ze zwykłą metką. Teraz już nie dojdziemy. Podobnie z tymi azjatyckimi potrawami, które - pewnie dla dodania swojej opowieści jeszcze odrobiny egzotyki - autor nazywa „przedziwnymi”. Mógł je zamówić, a mógł podpatrzeć w karcie lub u innego gościa. Takie dania w moskiewskich hotelach pewnie podawano, a i szynka w Polsce była (czasami) do kupienia - generalnie tekst mieści się w granicach wiarygodności, choć może podkolorowany.

Z drugiej strony rzeczywiście można zastanowić się nad pewnym rozdźwiękiem. W Polsce, przygotowując „niemożliwą do zrealizowania” wyprawę, bohater powieści wyrzedaje dobytek a nawet zadłuża się na poważne sumy. Natomiast w Moskwie maluje swój pobyt w luksusowym hotelu jako beztroski żywot cudzoziemca, równego statusem tym z twardą walutą w portfelach. Może to element propagandy dobrobytu, może psychologiczna reakcja odprężenia po osiągnięciu celu, a może z powodu jakichś przepisów nie opłacało mu się przywozić zakupionych dewiz z powrotem. Temat otwarty do interpretacji.

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...
Zwycięzca rywalizacji rowerowej w 2019 r.

 
 
Chemas 
Forumowy Badacz Naukowy
Kinomaniak wychowany na literaturze młodzieżowej



Pomógł: 8 razy
Wiek: 53
Dołączył: 04 Wrz 2021
Posty: 1685
Skąd: Złocieniec
Wysłany: 2021-11-02, 10:17:42   

Kynokephalos napisał/a:
Szern napisał/a:
Bułeczka z szynką wydaje mi się jednak elementem co najmniej propagandowym. No, chyba, że w jakimś bufecie dziennikarskim, tam gdzie polewali Samos'a...

Masz rację, jedno i drugie jest możliwe.


Nie zajmę tu głosu, bo po prostu nie wiem. Tylko mam pytanie chodzi o Polskę czy Związek Radziecki? Bo się pogubiłem, a Pozwolenie dopiero mielę :)
Jeśli już to wygląda na poprawność polityczną.

Kynokephalos napisał/a:
Z drugiej strony rzeczywiście można zastanowić się nad pewnym rozdźwiękiem. W Polsce, przygotowując „niemożliwą do zrealizowania” wyprawę, bohater powieści wyrzedaje dobytek a nawet zadłuża się na poważne sumy. Natomiast w Moskwie maluje swój pobyt w luksusowym hotelu jako beztroski żywot cudzoziemca, równego statusem tym z twardą walutą w portfelach. Może to element propagandy dobrobytu, może psychologiczna reakcja odprężenia po osiągnięciu celu, a może z powodu jakichś przepisów nie opłacało mu się przywozić zakupionych dewiz z powrotem. Temat otwarty do interpretacji.


Wydaje mi się, że częściowo poprawność polityczna, a częściowo zafascynowanie ZSRR, ale mogę się mylić.

Dodam, że można by w jakimś innym wątku zająć się takimi ogólnymi rozważaniami, żeby autorowi nie "brudzić" w konkretnym temacie jedzeniowym ;-) A może już jest taki temat?
_________________


Sporadyczny turysta, kiedyś bardzo aktywny, serdecznie zaprasza na Pojezierze Drawskie
 
 
Szern 
Słyszał o Samochodziku
Szern


Pomógł: 1 raz
Wiek: 55
Dołączył: 24 Paź 2021
Posty: 31
Skąd: Mechowo
Wysłany: 2021-11-02, 10:46:35   

Kynokephalos napisał/a:
Z drugiej strony rzeczywiście można zastanowić się nad pewnym rozdźwiękiem. W Polsce, przygotowując „niemożliwą do zrealizowania” wyprawę, bohater powieści wyrzedaje dobytek a nawet zadłuża się na poważne sumy. Natomiast w Moskwie maluje swój pobyt w luksusowym hotelu jako beztroski żywot cudzoziemca, równego statusem tym z twardą walutą w portfelach. Może to element propagandy dobrobytu, może psychologiczna reakcja odprężenia po osiągnięciu celu, a może z powodu jakichś przepisów nie opłacało mu się przywozić zakupionych dewiz z powrotem. Temat otwarty do interpretacji.


To akurat chyba mogę wyjaśnić. Mniej więcej w okolicach roku 1992 bylem jakiś czas w Rosji i byłych republikach. Byłem tam z moją ówczesną partnerką. Dwie pary jeansów (bodajże Levis. koniecznie z guzikami) oraz średniej wielkości radiomagnetofon zakupione w Polsce na targu i sprzedane znajomym w Moskwie wystarczyły na wystawne życie dla dwóch osób przez kilka miesięcy. Pamiętam jak znajomi Łotysze zabierali na pamiątkę rachunek z pierwszej prywatnej restauracji w Rydze - dla nich to były astronomiczne sumy, a nas czteroosobowa impreza z kawiorem, krabami, gruzińskim koniakiem itp. kosztowała tyle co obiad w mlecznym barze w Katowicach. Zakładam, że oprócz legalnej wymiany Nowicki wyjeżdżając do Moskwy również zabrał jakieś czarnorynkowe towary (nie wiem co miało sensowne przebicie w latach sześćdziesiątych), a ceny zbiorowego żywienia w Moskwie (nawet droższych restauracjach) były bardzo przystępne dla Polaka. Następnie przełożył te doświadczenia na bohatera powieści, nie wchodząc w szczegóły.
Mogę się jednak mylić - nie wiem jak bardzo rzeczywistość lat sześćdziesiątych była zbliżona do rzeczywistości lat dziewięćdziesiątych, jednak opisywana w PNPL moskiewska rzeczywistość wydaje mi się być znajoma.
_________________


(...) skarbem jest pamięć o własnej historii, bezcenne obrazy, meble, stare monety, sztandary z dawnych pól bitewnych. Jest nim także literatura. I ta wielka, i ta prosta, naiwna, serdeczna. To jest także skarb, który należy ratować i nadać mu blask.
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 115 razy
Wiek: 54
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 42322
Skąd: Poznań
Wysłany: 2021-11-02, 11:06:29   

Szern napisał/a:
Mogę się jednak mylić - nie wiem jak bardzo rzeczywistość lat sześćdziesiątych była zbliżona do rzeczywistości lat dziewięćdziesiątych


Z tego co wiem, to początek lat 90-tych był wyjątkowy, jeżeli chodzi o przelicznik wartości rubla, wynikający z wielkiego kryzysu w Rosji i chyba braku pełnej wymienialności owego rubla.
Wcześniej rubel był w cenie. Owszem opłacało się wozić tam na handel różne rzeczy, ale zyski były raczej jako dodatkowe kieszonkowe na pobyt. Albo raczej przywoziło się złoto czy elektronikę. Sam byłem na Ukrainie w 1991 r. i potwierdzam, że wtedy przeliczniki były zupełnie odjechane na niekorzyść rubla. Nie było to normalne i tylko chwilowe.
_________________
Nasze forum na facebooku: ./redir/facebook.com/pansamochodzikforum
Nasza forumowa geościeżka keszerska: ./redir/pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?p=240911#240911

 
 
Chemas 
Forumowy Badacz Naukowy
Kinomaniak wychowany na literaturze młodzieżowej



Pomógł: 8 razy
Wiek: 53
Dołączył: 04 Wrz 2021
Posty: 1685
Skąd: Złocieniec
Wysłany: 2021-11-02, 11:37:49   

Szara Sowa napisał/a:
Sam byłem na Ukrainie w 1991 r. i potwierdzam, że wtedy przeliczniki były zupełnie odjechane na niekorzyść rubla. Nie było to normalne i tylko chwilowe.


Zgadza się, studiowałem wtedy i miałem znajomych, którzy paprali się w handlu na linii Polska (Szczecin, a głównie dżinsowe wyroby z Odry) - Ukraina (złoto i wszelkie wyroby tego typu) - Węgry (odzież i nie tylko) powrót do Szczecina (nieistniejący rynek Turzyn). Tak obracali kasą, że stać ich było wynająć na Sylwestra kino w Kijowie albo Odessie, teraz nie pamiętam. Dla paru osób!!! To znaczy oczywiście wykupili całość biletów :) To jest fakt.
_________________


Sporadyczny turysta, kiedyś bardzo aktywny, serdecznie zaprasza na Pojezierze Drawskie
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Reklama:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.

Zapoznaj się również z nasza Polityka Prywatnosci (z dn. 09.08.2019)

  
ROZUMIEM
Strona wygenerowana w 0,48 sekundy. Zapytań do SQL: 14