PanSamochodzik.net.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
Niesamowity Dworowy zlot Forumowy - Relacja
Autor Wiadomość
Berta von S. 
Forumowy Badacz Naukowy
nienackofanka



Pomogła: 98 razy
Wiek: 47
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 23481
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2014-07-15, 02:43:17   Niesamowity Dworowy zlot Forumowy - Relacja

.


Niesamowity Dworowy Zlot Forumowy
Relacja w 13 częściach.



_____________________________________________________________________________



1. Emes – Pierwsze chwile…

Na miejscu byliśmy już po 14-tej, na wypadek gdyby trzeba było szukać innej kwatery (istniały podejrzenia co do lekkiej niefrasobliwości właściciela dworu). Przy wjeździe na posesję natknęliśmy się na tajemniczego dżentelmena w białym wehikule - okazał się nim kolega Vitras, który pojawił się na zlocie bez wcześniejszego zgłoszenia, licząc na przygarnięcie go do forumowego łona. Uczyniliśmy to z radością i razem zajechaliśmy na pałacowy podjazd.



fot. Misia, Pałac w Mrodze

Czekał tam na nas Janiak, a po chwili pojawił się także sam gospodarz we własnej, lekko niedbałej osobie oraz jego groźnie wyglądające, choć (jak się później okazało) dobroduszne psisko...



fot. Berta, Stróż pałacu

Dwór z miejsca nas zachwycił - był klimatycznie zapyziały i zapuszczony, ze ścian sypał się tynk, schody skrzypiały, a w zrujnowanych łazienkach kapała woda. Na dole była duża sala z kominkiem, kuchnia oraz atelier gospodarza, pokoje gościnne mieściły się natomiast na piętrze - wypisz wymaluj "Niesamowity dwór"!













fot. Berta/Berta/Milady/Milady, Wnętrza pałacu


Po zakwaterowaniu ruszyliśmy do pobliskich Bielaw na zakupy, a następnie zajrzeliśmy do lokalnego baru, aby coś przekąsić. Z produktów teoretycznie jadalnych był hot dog, hamburger i zapiekanka. Młody, znudzony barman zainteresował się celem naszej wizyty u p. Stanilewicza, ale niestety o Nienackim miał niewielkie pojecie. Niemniej przyznał się, że coś z "Pana Samochodzika" czytał na konkurs w szkole. Ale z wielkim żalem wyjaśnił, że w końcu rywalizację odwołano i wielkiego pożytku z lektury nie było...

Tu stanął mi przed oczyma słynny i dużo bardziej przewidujący starszy kolega naszego barmana - niejaki Himilsbach, któremu zaproponowano udział w amerykańskim filmie, pod warunkiem, że nauczy się angielskiego. Gdy znajomi zapytali się go, czy już się uczy - odpowiedział :"Jeszcze nie. Spielberg się rozmyśli, a ja z tym angielskim zostanę jak ten ch…j"

Po zakończeniu konsumpcji powróciliśmy do dworu i ruszyliśmy na piechotę na obchód okolicy. Minęliśmy oficynę Janiaka, sforsowaliśmy rzeczkę i znaleźliśmy się na polach otaczających pałac. Okazało się, że Vitras to człowiek wielu talentów, spojrzał bowiem na najbliżej rosnące zielsko i stwierdził: "o...mięta!". I faktycznie była to mięta! Później przekonałem się też, że potrafi świetnie posługiwać się białą bronią w postaci noża, choć akurat ta umiejętność lekko mnie zaniepokoiła.

Spacer nie trwał długo i wkrótce wylądowaliśmy na ławeczce przed pałacem z piwem w dłoniach w oczekiwaniu na pozostałych zlotowiczów. Zdążyliśmy poważnie uszczuplić zapasy bursztynowego napoju, gdy wreszcie ujrzeliśmy nadjeżdżającą granatową skodę, z której wysiadł Mysikrólik…



Fot. Berta, Uczszuplają...

---------------------------------------------------------------------------------------------------------


2. P. Monika – Ognisko powitalno-integracyjne

Wraz z zakończeniem godzin urzędowania rozlicznych instytucji do niesamowitego dworu w Mrodze zaczęli przybywać grupkami kolejni zlotowicze. Do zadomowionych już we dworze Berty, emesa, Yvonne, Nietajenki, Mysikrólika i Bartka dołączyli Misia, Monika, Milady z Adrianem oraz Athenais, która wykazała dużo wytrwałości taszcząc z rodzinnych stron gitarę.

Upału tego wieczora nie uświadczyliśmy, a zatem ognisko okazało się rozwiązaniem jak najbardziej wskazanym nie tylko ze względu na możliwość zacieśnienia więzów towarzyskich, ale również z przyczyn termicznych.



fot. Misia, W oczekiwaniu na kolejnych gości

Oprócz wspaniałego lokum Berta zapewniła wyśmienite kiełbaski, znalazło się również po kropelce dobrego trunku dla każdego. Znalazł się i gitarzysta, który umilał nam wieczór graniem.

Atmosfera była przednia, poznawaliśmy się coraz lepiej, smażyliśmy sobie kiełbaski i gwarzyliśmy, trocheśmy też pośpiewali. Nie zapominaliśmy oczywiście ani przez chwilę, co nas sprowadziło do tego urokliwego miejsca – rozegraliśmy sobie konkurs z „Niesamowitego dworu”. Choć bez nagród i zwycięzcy, tak dla czystej przyjemności sprawdzenia się.



Fot. Misia, Przy ognisku



Fot. Berta, A w bibliotece ktoś buszuje…

Wkrótce dołączył do nas sympatyczny właściciel Mrogi, Marek, ze swoim równie sympatycznym kolegą, Łukaszem. Okazało się, że dwór ma rzeczywiście niesamowitą historię – obecny właściciel jest bowiem wnukiem ostatniego właściciela Mrogi z 1945 roku. Marek odkupił swoje rodowe włości i mieszka we dworze. A zanim to się stało, we dworze funkcjonował ośrodek zdrowia, na dole urządzono porodówkę, na górze m. in. gabinet stomatologiczny, a przed ganek podjeżdżały karetki. Taki obrazek z funkcjonowania dworów w okresie PRL.



fot. Misia, Integracja z gospodarzem dworu

Marek chyba polubił nasze towarzystwo, był bardzo serdeczny, a wkrótce dał się poznać jako miłośnik śpiewu.

I tak jedząc, pijąc, śpiewając i gadając spędziliśmy ten arcyciekawy wieczór, a tym z nas, którzy nie mogli zostać do końca zlotu, serce pękało na myśli, że to (póki co) ostatni wieczór w tym znakomitym gronie i w tak niesamowitym miejscu.



Fot. Misia, A niebo było niesamowite tej nocy…
_________________
Ostatnio zmieniony przez Berta von S. 2015-11-01, 22:43, w całości zmieniany 7 razy  
 
 
Berta von S. 
Forumowy Badacz Naukowy
nienackofanka



Pomogła: 98 razy
Wiek: 47
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 23481
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2014-07-15, 02:58:39   

3. Nietajenko – Trochę metafizyki

Nastała późna noc. Część zlotowiczów, w tym nasz szanowny gospodarz – błędny rycerz z głośnym zaśpiewem na ustach, zdążyła już się wykruszyć składając zwoje doczesności do łożnic, by oddać ducha w objęcia Morfeusza. Pozostali ci najtwardsi, którzy przedłożyli ostatnią atrakcję wieczoru nad regenerujący sen. Żeby nie było, ci najtwardsi stanowili znakomitą większość. Atrakcją tą było, jak przystało na porządny zlot niesamowito-dworowy, wywoływanie duchów.

Po pobieżnym ogarnięciu utensylii ogniskowych, jak i samego ogniska oraz po ogarnięciu siebie, wszyscy żądni wrażeń przenieśli się do sali balowej. Wśród nich wyszczególnić można było misię, Yvonne, Bertę, Athenais, Milady, Mirmiła, Mysikrólika, Emesa i Nietajenkę oraz niespokojnego nomen omen ducha w postaci przyjaciela właściciela dworu – Łukasza. Kilkanaście minut zabrały ploteczki, kręcenie się w kółko, oglądanie kominka, lustracja obu półkolumienek oraz moszczenie sobie wygodnego siedziska. Potem już tylko krótki instruktarz w wykonaniu misi, trochę dłuższy instruktaż (można rzec BHP-owski) w wykonaniu Milady i zebrani mogli przystąpić do przyzywania ducha.



Fot. Misia, Przygotowania do seansu

Stół wcześniej nakryto planszą z literami i talerzykiem, wokół ustawiono świece. Ponadto na stole pojawił się nieodzowny burgund w ilości kilku flaszy oraz do kompletu 1 (czyt. jedna) szklanka przechodnia, z których to korzystano w czasie trwania całego seansu





Fot. Misia, Stół nakryty, szklanka z burgundem zaczyna krążyć

Przed przystąpieniem do właściwej procedury przywołania ducha, dwie osóbki, Yvonne i Athenais, z racji posiadania szlachetnego acz zajęczego serduszka, postanowiły opuścić seans. Seans opuścił również emes, a właściwie opuściła go jego eteryczna część, gdyż reszta pozostała w formie lekko zwiniętej i posapującej na kanapie przy kominku. Pozostali początkowo planowali wezwać ducha Greka Annopulosa, jednak po krótkiej dyskusji pomysł ten został zarzucony, wszak wezwać można tylko tego, co do którego ma się pewność że żył. Następnie postanowili wezwać ducha, który w swej pokucie mieszka we dworze. Dwie nieudane próby zmusiły ich do zmiany koncepcji. Wyniknęła dyskusja, w której żaden pomysł nie mógł się dostatecznie skrystalizować.


Fot. Berta, Ostatnie instrukcje

W pewnym jednak momencie kolega Mysikrólik wstrzelił się ze swoim pomysłem, który okazał się tak oczywisty i trafny, że dziw bierze, że nikt na to nie wpadł wcześniej – zaproponował wezwanie ducha Zbigniewa Nienackiego. Pomysł ten z miejsca przypadł do gustu wszystkim uczestnikom. Berta z nadzieją oznajmiła, że „wreszcie się dowiemy, co sam mistrz sądzi o kontynuacjach”. Natomiast Nietajenko wyraził chęć, by zapytać, jaki procent pracy mistrza zawiera się w Nieuchwytnym Kolekcjonerze, wszak nurtuje go od dawna ta kwestia. Słowo do słowa zaczęło się wywoływanie. Wszyscy w pełnym skupieniu wyciągnęli swoje dłonie tak, by palce zawisły tuż nad rantem talerzyka. Rozległo się: „Duchu Zbigniewa Nienackiego przybądź do nas!”, „Duchu Zbigniewa Nienackiego, czy jesteś już z nami?”, „Daj nam jakiś znak swojej obecności!”. Podjętych zostało kilka nieudanych prób. Oprócz nieukontentowania ze strony samego ducha, elementem przeszkadzającym był wymieniony wcześniej niespokojny duch Łukasz. Jego totalny brak empatii oraz dość osobliwy charakter pracy polegający na nocnym konferowaniu przez telefon wetknięty w ucho stanowiły kompilację czynników, których współgranie dawało zdecydowanie niepożądany efekt i skutecznie psuło nastrój.



Fot. Berta, W oczekiwaniu na ducha

Postanowili spróbować jeszcze raz, ostatni. Ponownie kilkukrotnie wywołano ducha mistrza. Znów bezskutecznie. I wówczas, gdy zebrani po raz ostatni wypowiedzieli słowa „Daj nam jakiś znak!” i zrezygnowani poczęli rozglądać się wokół oraz kręcić na krzesłach, pojawił się On! Medium okazała się osoba zupełnie nie brana pod uwagę, bo duchem nieobecna. To kolega emes, a właściwie jego ciało spoczywające na otomanie wydało z siebie pojedynczy głośny pochrap. Nie zdarzył się on ani wcześniej ani później - czym przekonał wszystkich o właściwości jego interpretacji, jako znak dany przez przywołanego. Nie udało się z Nienackim co prawda zamienić słowa, ale i tak wszyscy poczuli się uradowani samą obecnością pana Zbigniewa. Co więcej, następnego dnia wielu odniosło wrażenie, że Nienacki nadal z nimi pozostaje korzystając z gościnnego ciała emesa. Emes tego dnia oddawał się wielokrotnie frywolnym komentarzom, czym szczególnie przypominał i kojarzył się z mistrzem, i to bardziej skiroławkowym niż samochodzikowym.


Fot. Berta, Emes (l.39) na godzinę przed nawiedzeniem

Za oknem już dniało i wszyscy rozeszli się po swoich pokojach by oddać się kilkugodzinnemu snu wszak następny dzień niósł ze sobą nowe atrakcje.

-----------------------------------------------------------------------------------------------


4. Athenais - śniadanie a la Niesamowity Dwór


Drugiego dnia rano dwór spał pogrążony w ciszy przerywanej tylko pochrapywaniem dwóch "Bigosów" (Nietajenko i Mysikrólik), pogrążonych w letargu w sąsiednim pokoju (oraz misi ). Umówiona godzina pobudki wyparowała wszystkim z głów razem z oparami burgunda i tylko Vitras palił wesoło ognisko przed dworem. Pojedyncze postacie, niczym duchy, przemykały do pałacowej kuchni, każda na własną rękę przygotowując sobie posiłek. A przecież, jak na Niesamowity Dwór przystało, na śniadanie należało przygotować jajecznicę na kiełbasie. Jakimś cudem z letargu udało się jednak dobudzić Mysikrólika, który był głównym dostawcą jajek i który zgłosił się już wcześniej do przygotowywania tej pożywnej potrawy. Trawiony wyrzutami sumienia, w obawie, że uczestnicy zlotu na głodniaka rozpoczną dzień, zabrał się on dziarsko za przyrządzanie jajecznicy, której oryginalny przepis (jajka + kiełbasa) wzbogacony został o cebulkę.



Fot. Misia, Przygotowania do śniadanka

Równolegle, pod przewodnictwem Yvonne, powstawała wersja bezmięsna dla tej części zlotowiczów, która mięsa nie jada (lub nie lubi). Tradycji stało się zatem zadość, można było usiąść i wspólnie porozmawiać nad talerzami parującej potrawy. (Yvonne i jajecznica)


Fot. Misia, Yvonne i jej dzieło

Co ciekawsze świata jednostki spenetrowały również kuchenne szafki, odkrywając nieznane nauce formy życia, które wyewoluowały z czegoś, co prawdopodobnie kiedyś mogło być jedzeniem (ich główną kwaterę odkryto w lodówce).


Fot. Misia, Kwatera Główna

I wszyscy byli zadowoleni. Oprócz Milady, która się spóźniła na śniadanie i zabrakło dla niej jajecznicy.
_________________
Ostatnio zmieniony przez Berta von S. 2015-11-01, 22:02, w całości zmieniany 4 razy  
 
 
Berta von S. 
Forumowy Badacz Naukowy
nienackofanka



Pomogła: 98 razy
Wiek: 47
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 23481
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2014-07-15, 03:14:17   

5. Paweł K – Stary Gostków w nowej odsłonie

Zwiedzanie pałacu w Starym Gostkowie było zarezerwowane na 12. My dojechaliśmy 3 minuty po czasie, aby dowiedzieć się, że wszyscy już pałac zwiedzili ale… jeszcze można wejść i obejrzeć. W związku z tym szybko, bez przywitania, pobiegliśmy zwiedzać. Obecnie w pałacu znajduje się Urząd Gminy w Wartkowicach i trzeba przyznać, że władze gminy doceniają fakt ‘mieszkania’ w zabytku. Nie tylko próbowano utrzymać w przyzwoitym stanie, to co pozostawiły lata komuny, ale dodatkowo (według informacji od bardzo sympatycznej pani, która nas wpuściła do budynku) gmina stara się o finanse na renowację pałacu, a pierwsze przymiarki badawcze zostały już wykonane.



Fot. Misia, Zlotowicze przed fasadą Niesamowitego Dworu (choć wszyscy stwierdzili, że klimatem Mroga jednak bardziej pasuje…)



Fot. Berta, Pierwsza tura już opuszcza pałac

Oficjalną historię pałacu pewnie każdy zdążył już przeczytać w Internecie, więc nie będę kopiował tekstów z wiki. To co warto tutaj opowiedzieć to ‘historie z życia wzięte czyli opowieści lokalnych mieszkańców’, jakimi uraczyła nas pani ‘przewodnik’.


Fot. Berta, Pogaduszki o dawnych właścicielach pałacu


Zaczęliśmy od obejrzenia miejsca, w którym nasza przewodniczka widziała ducha ostatniego właściciela pałacu. Później już było o ludziach i miejscach:

O właścicielu – to był porządny człowiek,

O jego żonie
– już nie było tak fajnie – pani lubiła jeździć konno po lesie i gdy złapała mieszkańców z jagodami lub malinami, to kazała wyrzucać na drogę i deptać. Wymyśliła sobie również, że jeśli ktoś idąc do kościoła chce przechodzić przez mostek, to powinien płacić ‘grobelne’.

O synu – Niemcy wzięli go do kopania okopów, gdy odpysknął któremuś z nadzorujących Niemców, to ten go zastrzelił.

O synowej – Francuzka z pochodzenia, ale niestety syn popełnił mezalians żeniąc się z nią, bo nie była ona stanu hrabiowskiego, w związku z tym, gdy zmarła to teściowa nie pozwoliła na pochówek w grobowcu rodzinnym. Grób żony syna stoi obok. Nasza przewodniczka specjalnie jeździła na cmentarz w Wartkowicach i sprawdzała.

O córkach
– obie żyją, jakiś czas temu jedna z nich przyjechała z wnukami i prawnukami pokazać pałac. Nasza przewodniczka, pomimo próśb i legitymowania się dowodem osobistym, nie mogła gości wpuścić do wszystkich pomieszczeń (w sumie to jest urząd państwowy i nie ma możliwości swobodnego poruszania się po takiej instytucji).

O niszczeniu zabytków i nie tylko – w jednym z pomieszczeń, w którym kiedyś (po wojnie) ktoś mieszkał, odkryto malowidła na ścianach. Malowidła były przykryte farbą, bo mieszkańcy ‘odnawiali’ pokój  Ciekawsza jest historia człowieka, który stwierdził, że skoro ‘panów’ już nie ma to można sobie znacjonalizować pozostałości, człowiek ten, w sąsiednim pałacu należącym swego czasu do brata właściciela zwiedzanego zabytku, zasiadł na belce podtrzymującej konstrukcję dachu i tak jak w starych przypowieściach zaczął tę belkę piłować. W pewnym momencie konstrukcja nie wytrzymała i dach się zawalił grzebiąc złodzieja.


Fot. Berta, A co bardziej niecierpliwi czekają na zewnątrz...

Po wysłuchaniu tych wszystkich historii wyszliśmy na zewnątrz, aby zwiedzić jeszcze część parkową.



Park wyposażony jest w świątynię dumania w kolorze niebieskim, co szybko zauważył Nietajenko . Niektórzy romantycznie spacerowali, misia robiła zdjęcia, a kilku najbardziej zagorzałych eksploratorów odkryło tajemne wejście do podziemi na wzgórku opodal pałacu. Przy pomocy latarki, telefonów komórkowych oraz aparatów fotograficznych próbowano przeprowadzić analizę wizualną odkrytego pomieszczenia. Do końca nie stwierdzono jednak, czy odkrycie pełniło rolę piwniczki na kwaśne mleko czy może przypałacowego grobowca. Jedno jest pewne, ponieważ na wzgórku, który powstał poprzez przysypanie ziemią budowli, zdążyło wyrosnąć sporych rozmiarów drzewo, wszyscy doszli do wniosku, że piwniczko-grobowiec musi być bardzo stary 







Fot. Misia/Misia/Wash, Eksploracja wzgórza
_________________
Ostatnio zmieniony przez Berta von S. 2015-11-01, 22:09, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
Berta von S. 
Forumowy Badacz Naukowy
nienackofanka



Pomogła: 98 razy
Wiek: 47
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 23481
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2014-07-15, 03:23:14   

Na razie tyle, bo już nie wiedzę na oczy... :zzz: Resztę skończę jutro.

Jak ktoś zauważa jakieś błędy, proszę od razu zgłaszać.
_________________
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 71 razy
Wiek: 52
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 36354
Skąd: Poznań
Wysłany: 2014-07-15, 09:07:41   

Domyślam się że to "instrukcja BHP", którą zaserwowała Milady zrobiła takie wrażenie, że parę osób wolało zrezygnować z seansu?
:D

Berta von S. napisał/a:
To kolega emes, a właściwie jego ciało spoczywające na otomanie wydało z siebie pojedynczy głośny pochrap


To mnie jak na razie najbardziej rozbawiło! :564:
_________________
Nasze forum na facebooku: ./redir/facebook.com/pansamochodzikforum
Nasza forumowa geościeżka keszerska: ./redir/pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?p=240911#240911

 
 
 
Athenais 
Twórca
Autorka tomiku poezji



Pomogła: 12 razy
Wiek: 33
Dołączyła: 19 Sie 2013
Posty: 4095
Skąd: Bath, UK
Wysłany: 2014-07-15, 11:20:12   

Nietajenko, ja ci dam zajęcze serduszko! :diabelek:
_________________


Quidquid agis, prudenter agas et respice finem
 
 
Protoavis 
Ojciec Wspomagający
Archeolog książkowy



Pomógł: 33 razy
Wiek: 43
Dołączył: 13 Sty 2013
Posty: 6291
Skąd: PRL
Wysłany: 2014-07-15, 17:59:55   

Świetna relacja, ale zawiera zasadniczy błąd. Jednak Pan Zbigniew do Was zawitał, ale po bourbonem zakrapianym seansie nie dostrzegliście Jego obecności:

_________________
Nasze forum na facebooku: ./redir/facebook.com/pansamochodzikforum

 
 
Iwmali2 
Maniak Samochodzika
Admin Emeritus



Pomogła: 3 razy
Wiek: 39
Dołączyła: 14 Lip 2013
Posty: 8421
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2014-07-15, 20:01:31   

Protoavis napisał/a:
Świetna relacja, ale zawiera zasadniczy błąd. Jednak Pan Zbigniew do Was zawitał, ale po bourbonem zakrapianym seansie nie dostrzegliście Jego obecności:

Nie strasz mnie, ja się boję duchów! :p
_________________
 
 
Athenais 
Twórca
Autorka tomiku poezji



Pomogła: 12 razy
Wiek: 33
Dołączyła: 19 Sie 2013
Posty: 4095
Skąd: Bath, UK
Wysłany: 2014-07-15, 20:30:17   

Jakim bourbonem, tam przecież był burgund ;-)
 
 
Berta von S. 
Forumowy Badacz Naukowy
nienackofanka



Pomogła: 98 razy
Wiek: 47
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 23481
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2014-07-15, 23:29:43   

Protoavis napisał/a:
Świetna relacja, ale zawiera zasadniczy błąd. Jednak Pan Zbigniew do Was zawitał, ale po bourbonem zakrapianym seansie nie dostrzegliście Jego obecności:

Niezłe :)

No to zaraz lecę dalej...
_________________
 
 
Berta von S. 
Forumowy Badacz Naukowy
nienackofanka



Pomogła: 98 razy
Wiek: 47
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 23481
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2014-07-15, 23:46:55   

6. Mija – Tum i cała reszta

Zjazd w Niesamowitym Dworze dla mnie i mojej żony rozpoczął się w sobotę 14.06.2014 roku. Nie mogliśmy uczestniczyć w nim od początku (czego obecnie bardzo żałujemy), a i sobota stanęła pod znakiem zapytania; czy nie lepiej było by wykorzystać ten dzień na błogie nicnierobienie. Tym bardziej, że pogoda była niepewna. Jednak przygoda nie lubi leniwych, a pokusa poznania osobiście osób z forum nieodparta.

Zbieramy się dopiero koło 11.00, pakujemy profilaktycznie śpiwór, koc i kilka przydatnych drobiazgów, kiedy już mamy wyruszać, dzwoni Milady. Ustalamy, że cała zlotowa Ekipa jedzie do Tumu (niedaleko Łęczycy) i tam się wszyscy spotkamy. Robię na drogę kawę i herbatę, wsiadamy do auta i już po chwili „mkniemy” szosą ze Strykowa w kierunku Łęczycy (droga nr 708) ku nowej przygodzie. Droga na Łęczycę jest mi doskonale znana, tym razem jednak ok 1,5-2 kilometrów za miejscowością Leśmierz odbijamy w prawo w kierunku Kolegiaty w Tumie. Podjeżdżamy dokładnie w momencie, gdy zaczyna kropić. Przed wejściem jakaś wycieczka szkolna, chwila konsternacji i wchodzimy do kolegiaty.


Fot. Berta, Kolegiata w Tumie

Praktycznie w drzwiach spotykam znajomą twarz, czyżby przypadek…? Nie raczej nie ma przypadków. W przedsionku świątyni wpadam na Kolegę ze studiów, którego nie widziałem od dobrych 10 lat. Spotkanie nie jest przypadkowe, bo WashIrving przybył do kolegiaty w towarzystwie całej Ekipy (ale o tym będzie jeszcze czas opowiedzieć).
Tymczasem z ust uprzejmej Pani przewodnik poznajemy historię Archikolegiaty NMP i św. Aleksego w Tumie zwanej archikolegiatą łęczycką (przyznam się że ostatni raz byłem tam będąc gdzieś mniej więcej w trzeciej klasie podstawówki i poza śladami diabła Boruty oraz pchaniem autokaru AUTOSAN niewiele pamiętam).



Fot. Misia, Słuchając przewodniczki

Kolegiata lokalizację swoją zawdzięcza znajdującemu się nieopodal wczesnośredniowiecznemu grodowi i należy do przykładu architektury romańskiej. Poznając burzliwą historię Tumskiej Kolegiaty dowiadujemy się między innymi o Bolesławie Chrobrym, który za sprawą św. Wojciecha założył tu pierwsze opactwo Benedyktynów. Czego następstwem było wybudowanie z granitu, piaskowca i kamienia polnego świątyni, która - prócz funkcji religijnych - miała charakter obronnej twierdzy. W 1241 roku oparła się najazdowi Tatarów, ale w Zielone Świątki 1293 roku Litwini pod wodzą Witenesa zdołali ją zdobyć (część ludności, która się schroniła w kościele powiedli ze sobą w niewolę, a pozostałych wycięli w pień lub wraz z kolegiatą spalili). W 1306 roku i 1331 roku Łęczycę najechali Krzyżacy i w tym czasie Kolegiata pozostawała zrujnowana. W 1705 roku Łęczycę najechali Szwedzi ponownie niszcząc uprzednio odbudowaną Kolegiatę. Dowiadujemy się również o historii z II wojny światowej - podczas bitwy nad Bzurą we wrześniu 1939 roku na wieży Kolegiaty usadowił się niemiecki obserwator, skutecznie kierując artylerią. Według Pani przewodniczki, został on zastrzelony przez polskiego snajpera, jednak źródła podają, że wieża została zniszczona ostrzałem polskiej artylerii. Późniejsze naloty zniszczyły sklepienie romańskie, które w odbudowie zastąpione zostało lanym stropem (jego ciężar naruszył konstrukcję budynku).



Fot. Misia, Rzut oka na strop

Do szczegółowej historii Archikolegiaty odsyłam do książek i internetu jak i zachęcam do odwiedzin. Z naszego punktu widzenia interesujące jest to, iż Zbigniew Nienacki w posłowiu do powieści Pan Samochodzik i Święty Relikwiarz (pierwotnie Uroczysko) przyznaje, że w znacznym stopniu oparł opis występującej w fabule książki fikcyjnej „kolegiaty w Opornej” na archikolegiacie w Tumie.

Po wysłuchaniu opowiadania Pani przewodniczki zajmujemy się testowaniem akustyki. (ponieważ w średniowieczu nie posiadano mikrofonów, konieczny był taki sposób budowy, który umożliwiłby dotarcie ze słowem bożym do wszystkich wiernych). Próbujemy też zajrzeć do piwnicy, gdzie znajdują się ruiny fundamentów pierwotnego opactwa benedyktynów i robimy jeszcze jedną rundkę wokół świątyni pstrykając ostatnie zdjęcia. Podczas tego spaceru mam okazję porozmawiać z moim dawnym Kolegą - przypominamy sobie swoje imiona i w kilku, krótkich słowach opowiadamy, co u kogo słychać? Okazuje się, że w podobnym czasie zarejestrowaliśmy się na forum Pana Samochodzika i obaj dość spontanicznie postanowiliśmy uczestniczyć w sobotniej części zjazdu. Jak widać - świat jest strasznie mały i rządzi nim przypadek … a może przeznaczenie?




Fot. Misia, Eksploracja piwnic

Opuszczamy Kolegiatę, zanosi się na porządną burzę, zapada decyzja o rezygnacji z zamku w Łęczycy, planujemy coś zjeść, udajemy się gościńcem tumskim w stronę drogi 703 by po dwóch kilometrach (minąwszy po naszej lewej stronie Skansen Wsi Łęczyckiej w Kwiatkówku) dojechać do Oberży na Progu Tumu.
Korzystając z wejściowego drogowskazu; do piekła - do nieba - do ludu - udajemy się do sali dla ludu by się posilić, rozmawiamy o wszystkim i o niczym, opisujemy swoje wrażenia, analizujemy dostępne potrawy z oryginalnego jadłospisu, zamawiamy „Czarcie Żarcie”, Pierogi, Zupę, i tradycyjny Kotlet Schabowy. Próbujemy negocjować cenę, jednak właścicielem oberży nie jest Pan Wasiak kierownik ośrodka „Postęp” z powieści ZN - okazuje się nim groźnie wyglądający jegomość z sumiastym wąsem, w kontuszu i z tasakiem w ręku… Na ten widok jakoś odchodzi nam ochota na negocjacje cen. Właściciel opowiada nam klika ciekawych anegdot związanych z lokalem i okolicą. Ci co wybrali „Czarcie Żarcie”, zachwalają je pod niebiosa. Większości smakuje dwukolorowa zupa, choć teorii na temat - jak nalać do jednego talerza dwie zupy, by były one rozdzielone pośrodku – jest co niemiara. Ja osobiście z czystym sumieniem mogę polecić pierogi ruskie.



Fot. Berta, Poręczne menu


Fot. Wash, Właściciel Oberży snuje opowieści

Posileni opuszczamy, miłego właściciela i korzystając z dobrej pogody wracamy w kierunku kolegiaty, by przejść się do pozostałości wczesnośredniowiecznego grodziska. Tu robimy kilka zdjęć, część osób wspomina wcześniejsze zloty i odczyt, jaki miał miejsce na starych wałach.


Fot. Berta, W drodze na grodzisko


Fot.Wash, Lapidarium


Fot. Berta, Trochę romantyzmu…

Wracamy do samochodów, bo plan na resztę soboty jest dość ambitny. Najpierw udajemy się na Górę Świętej Małgorzaty. Wchodzimy na wzgórze, robimy kilka zdjęć widokowych i wysłuchujemy prelekcji Mirmiła na temat legend tłumaczących powstanie góry (zainteresowanych odsyłam do kolegi, gdyż ma on niezwykłą swadę w opowiadaniu i używa prostego, konkretnego języka, zrozumiałego dla wszystkich:). Zwiedzamy wnętrze, gdzie dowiadujemy się min. dlaczego przed wejściem do kościoła w Górze świętej Małgorzaty znajduje się lustro.


Fot. Misia, Zapatrzeni w Mirmiła

Wracamy do samochodu i skręcamy na Piątek, kierując się do miejscowości Sobota. Po drodze zatrzymujemy wraz z kolegą Vitrasem na stacji benzynowej, w celu dostarczenia podtlenku LPG. Nad nami krąży złowieszczo jakaś czarna chmura i zaczyna kropić. Udajemy się w pościg za resztą Ekipy - niczym w pogoń za Panem z Valconem.

Na miejscu zwiedzamy kościół obronny w Sobocie. Gotycko-renesansową budowlę obronną z czerwonej cegły i kamienia ufundował w 1518 roku Tomasz Sobocki. Obchodzimy kościół od zewnątrz. Charakterystycznym elementem budowli jest okrągła mini baszta. Ja wraz z Misią zastanawiam się, do czego służyła. Myślałem że może to wbudowana dzwonnica. Jednak nie, Misia ma rację - jest to klatka schodowa na strych, będąca elementem obronnym – posiada otwory strzelnicze. Na murze okalającym budowle widnieje płyta ku pamięci Artura Zawiszy Czarnego, który w tym kościele został ochrzczony. Już mamy się zbierać, ale okazuje się, że mamy sporo szczęścia - zamknięty w sobotni wieczór budynek zostaje otwarty przez młodą dziewczynę i chłopca, którzy przyszli posprzątać świątynię przed niedzielnym nabożeństwem. Wykorzystujemy nadarzającą się okazję i zwiedzamy ciekawe wnętrze.


Fot. Misia, Przed kościołem w Sobocie w sobotę

Tuż przed opuszczeniem Soboty odkrywamy, że praktycznie vis a vis kościoła znajduje się sklepik. Niby nie warty uwagi, ale wszyscy zgodnie orzekliśmy, że jego pierwowzorem musiał być sklep Pani Pilarczykowej z Wyspy Złoczyńców - doskonale odwzorowane detale i z pewnością w niedziele otwarty wraz ze swym głównym asortymentem – Piwem. Wracamy do Bielaw, robimy szybkie zakupy i udajemy się do „Niesamowitego Dworu” - ale to już nie moja część opowieści.
_________________
Ostatnio zmieniony przez Berta von S. 2015-11-01, 22:16, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
Berta von S. 
Forumowy Badacz Naukowy
nienackofanka



Pomogła: 98 razy
Wiek: 47
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 23481
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2014-07-16, 00:05:34   

7. Athenais – Przygotowania do gry terenowej

Gdybyśmy chcieli sparafrazować opinię panny Wierzchoń, że jedyną frajdę mają wykonawcy szkolnych przedstawień i powiedzieć, że jedyną frajdę mieli twórcy gry terenowej, to mam nadzieję, że nie mielibyśmy racji. O tym dowiemy się z pewnością z relacji uczestników gry, natomiast od strony organizatorów nie da się jednak ukryć, że frajda była i to ogromna.

Na początku były oczywiście wielkie plany, na długo przed zlotem spisywanie pomysłów w udostępnionym pliku w internecie, umawianie się na naradę produkcyjną na Skypie, wstępna telefoniczna wymiana pomysłów i tym podobne. Jak to zwykle jednak bywa, miało być tak pięknie, a wszystko (albo zdecydowana większość) zostało na ostatnią chwilę. Nagrody zostały oczywiście zakupione na długo przed zlotem, kłódka, która odegrała znaczącą rolę w całej zabawie, została wypożyczona od rodziny, a również Nietajenko wspaniale się przygotował, drukując logowane karteczki, na których miały być zapisane wskazówki, oraz uszczuplając synkowi kolekcję plastikowych jajeczek-pojemniczków (oczywiście za zgodą latorośli).

Wstępne rozpoznanie terenu pierwszego dnia uniemożliwił niestety mój późny przyjazd do dworu, a następnego dnia na skutek wyczerpującego seansu spirytystycznego do późna w nocy oraz (prawdopodobnie) wypitego burgunda, wszyscy obudzili się dość późno i na łażenie po dworze i okolicy nie starczyło już czasu. Ostatecznie gra powstawała w ostatniej chwili wieczorem, gdy pozostali zlotowicze siedzieli sobie już w najlepsze przy ognisku (i drażnili nasze nozdrza zapachem pieczonych kiełbasek). Nie wpłynęło to jednak w żadnym stopniu na jakość gry.

Ponieważ brakuje stosownych fot, wklejamy zdjęcia ilustrujące, co robiła w tym czasie reszta grupy - poniżej trzy przykłady. (przypis red.)



Fot. Wash, Pieczenie drażniących kiełbasek


Fot. Berta, Relaks na ławeczce, z dodatkiem gier


Fot. Wash, Przygotowywanie zapasów drewna na zaś

Najpierw spenetrowaliśmy wszystkie dostępne miejsca we dworze, wyszukując te, które dałoby się opisać jednoznacznie we wskazówkach. Gdy zostały już one wybrane, nadszedł czas na wymyślenie samych wskazówek. Były ona owocem natchnienia Nietajenki, który dyktował je jak w transie (czyżby na ten czas zamienił się w medium?). Druga część gry, która miała się rozgrywać w pałacowym ogrodzie, wymagała przypomnienia sobie z czasów harcerskich, jak należy używać kompasu (nie tylko żeby właściwie opisać uczestnikom kierunki, w jakich należało iść, ale także, by zrobić im krótki instruktaż obsługi kompasu w trakcie gry). Nieco poświęcenia wymagało również przedzieranie się przez mokre krzaki (w moim przypadku - w sandałach) w poszukiwaniu dogodnych kryjówek dla kolejnych wskazówek. Ukrycie samych jajeczek i narysowanie kredą we dworze masońskich znaków było już tylko czystą formalnością.

Gra mogła się wreszcie rozpocząć.

_________________________________________________________________________


8. WashIrving – Gra

Nie jest do końca jasne, czy Athenais i Nietajenko byli zamieszani w tajemnicę Niesamowitego Dworu czy sami ją dla nas przygotowali. Faktem jest, że po dłuższej nieobecności, z której relacji, z przyczyn obiektywnych, zdać nie mogę, pojawili się przy ognisku z pierwszą wskazówką oraz wyrazem twarzy, który jednoznacznie wskazywał, że czeka na nas kolejna przygoda. Zlotowicze próbowali akurat uwędzić się gorącym dymem z ogniska oraz prowadzili zażarte dyskusje o wyższości tej czy innej części kanonu, ale wszyscy natychmiast ochoczo zabrali się do rozwiązania zagadki.

Tradycyjnie wyłoniły się 2 propozycje rozwiązania zagadki - szkoła falenicka i otwocka. Jedni ruszyli biegiem "tam gdzie skwierczy jajecznica na boczku, a wokół stołu harcują myszy". Drudzy dla odmiany ze spokojem pozostali przy ognisku. Jak się później okazało obie drogi były równie dobre. Ale, może to wcale nie kwestia przyjętej strategii, a po prostu duch Niesamowite dworu - gdy jedni mozolnie zbierali kolejne wskazówki, drudzy byli już tak blisko, znając prawie wszystko, ale nie wiedzieli jak odkryć główną tajemnicę.


Fot. Mija, „Tam, gdzie skwierczy jajecznica…”

Każda skrytka zawierała kolejną wskazówkę, a miejsce kolejnych schowków wskazywał każdorazowo niewielki znak strąconej korony przebitej puginałem.


Fot. Mija, Nowa wskazówka

Był to dla nas test znajomości nie tylko książki, ale i planu Niesamowitego Dworu i zwyczajów Czerskiego. Droga wskazówek wiodła począwszy od pałacowej kuchni, przez bibliotekę, gdzie Czerski spędzał jesienne wieczory i kolejne pomieszczenia, aż po zakamarki otaczające dwór starego parku. Dotarcie do niektórych skrytek wymagało poznania/odświeżenia sobie umiejętności posługiwania się kompasem. Jedna ze skrytek poza kolejnym zadaniem kryła niewielki kuferek z tajemniczą zawartością, do której dostępu broniła niewielka kodowa kłódka oraz tajemniczy zaszyfrowany rysunek.


Fot. Mija, Szyfr

Po zebraniu wszystkich wskazówek, poznaniu najbardziej zakurzonych zakamarków dworu, przebrnięciu przez metrowe pokrzywy obrastające gęsto obrzeża parku, udało nam się złamać kod otwierający tajemniczy kuferek i odnaleźć wspaniałe wielokolorowe długopisy!


Fot. Mija, Do wyboru do koloru

___________________________________________________________________________


9. Mysikrólik – Sąd kapturowy


Gdy wszyscy nacieszyli się już swoimi długopisami (choć jeszcze długo w powietrzu rozlegały się pstrykania), zaczęli rozglądać się za następnymi atrakcjami.

Ognisko paliło się od samego rana, podsycane przez Nadwornego Ogniskowego Vitrasa, lecz dopiero wieczorem zaczęli sie przy nim gromadzić zlotowicze w nadziei na kolejną strawę dla ducha i ciała. Poszły więc w ruch kije i zapach smażonej kiełbasy (mieszając się z dymem ogniska) zaatakował kubki smakowe wygłodniałych po grze terenowej zlotowiczów. Na sucho nikt nie jadł, więc nie brakowało burgunda, piwka, czy sikacza zwanego cydrem.

W międzyczasie wznowiona została wersja szybkich zagadek, rozszerzona na wszystkie części kanonu. Czuć jednak było, że atmosfera gęstnieje i wkrótce coś się wydarzy...

Po zapadnięciu ciemności władzę przy ognisku przejął sąd kapturowy. Jednogłośnie zapadła decyzja, aby dokonać rytualnego zniszczenia ohydnej karykatury Niesamowitego Dworu, w postaci dwupłytowej wersji Pan Samochodzik i Niesamowity Dwór (1986).


Fot. Misia, Sąd kapturowy

Odbyło się losowanie kata, wybranego poprzez ciągnięcie karty. Nad prawidłowym przebiegiem losowania czuwała komisja gier i zakładów. Szczęśliwym zwycięzcą i zdobywcą króla pikowego została Ania, ładniejsza połowa Miji.


Fot. Mija, czekając na los


Fot. Mija, „Szczęśliwa” karta

Za pomocą świętego śrubokręta, wyrok został wykonany bezzwłocznie. Wszystkiemu wtórowały dźwięki puszczanego od tyłu utworu "Ekscentryczny dans", który - w ocenie większości - odtwarzany w tej wersji, był o niebo lepszy. Resztki tego co zostało, bezpowrotnie zginęły w ogniu, a wszyscy unisono stwierdzili, że nigdy już nie obejrzą tego obrazoburczego "utforu" i nie wysłuchają piosenki o ekscentrycznym dansie w normalnej wersji. Należy tutaj podkreślić zapał Ani, która wczuła się w rolę całkowicie. Zgromadzeni dookoła utonęli by we krwi, gdyby celem była żywa istota. Aż strach pomyśleć co mogłoby się stać z kotami Miji, o których długo opowiadał, gdyby w taki trans wpadała w domu.



Fot. Misia, Egzekucja

Atmosfera wyraźnie się oczyściła i znów zapanował spokój, ład i porządek.
W dalszej części wieczoru znów jedzono, pito i weselono się przy wtórze gitary Athenais. Co rusz Hiszpańskie dziewczyny i inne piosenki w wykonaniu zgromadzonych, płoszyły z krzaków wiewiórki i nie dawały spać ptakom. Brylował w tym Nietajenko głosem Marka Jackowskiego, dziewczyny (Berta, Milady i Yvonne) śpiewały zaś wysoko, wysoko. Znakomicie w roli słuchaczy spisywali się natomiast panowie: Mirmił, Emes i Mysikrólik. Wszystko zaś pięknie "opstrykała" nam Misia.

Niestety były też smutne chwile, a do takich niewątpliwie należą rozstania. Podczas ogniska opuścili nas PawelK z Anią, WashIrving, a także Mija z Anią.
Powoli coraz ciszej śpiewali zlotowicze, a coraz głośniej odzywały się ptaki.
Zarządzono odwrót do dworu na spoczynek.

Ale czy na pewno wszyscy poszli spać?
_________________
Ostatnio zmieniony przez Berta von S. 2015-11-01, 22:24, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Berta von S. 
Forumowy Badacz Naukowy
nienackofanka



Pomogła: 98 razy
Wiek: 47
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 23481
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2014-07-16, 00:19:17   

10. Berta von S. - Tam gdzie wzrok nie sięga…

Tym razem mieliśmy zamiar położyć się nieco wcześniej. Siedzenie do czwartej nad ranem oraz dzień pełen wrażeń dały się zlotowiczom we znaki, więc po pierwszej na ognisku została jedynie garstka, a wkrótce i ta garstka zaczęła się powoli zbierać. Uprzątnęliśmy resztki po wieczornej biesiadzie, wrzuciliśmy do żaru ziemniaki (miały być na rano, ale w końcu nie zdążyliśmy ich zjeść ) i ruszyliśmy w stronę dworu.

Po wejściu do budynku jak zwykle zaczęliśmy rozmawiać na temat jego postępującej ruinacji i właśnie w trakcie tej rozmowy Milady wspomniała, że w niedostępnej części dworu zniszczenia są podobno jeszcze bardziej widoczne (ponoć Mija się tam dostał i widział sufity obrywające się od deszczu przeciekającego przez dziurawy dach). Natychmiast padła propozycja, żeby to sprawdzić, więc komisyjnie rozsupłano zwoje drutu mocujące drzwi i wkroczono do zakazanego rewiru.


Fot. Berta, Wejście do zakazanych rewirów

Przed nami ukazał się niewielki korytarzyk, mocno zagracony pokój i kilkoro tajemniczo majaczących w ciemności drzwi… (na jednych z nich widoczny był krwawy ślad dłoni!). Wobec tak zachęcająco mrocznych klimatów kwestia inspekcji dachu zeszła na plan dalszy. Uznano że tajemnicze pomieszczenia należy dokładniej zbadać i ruszono po posiłki. Mysikrólik (który chwilę wcześniej udał się do „Pokoju Bigosów” celem wypoczynku) został ponownie wywleczony z gawry i grupa eksploracyjna w składzie: Athenais, Milady, Misia, Berta, Mysikrólik i Nietajenko rozpoczęła nocne poszukiwania.




Fot. Berta, Na tropie tajemnicy

Znaleziska nie były szczególnie imponujące (jakieś fragmenty mebli, stare narzędzia, resztki lampy, krążący pod sufitem nietoperz…), dość szybko narastała za to atmosfera grozy - podsycana szeptanymi przez uczestników wyprawy komentarzami. Punktem kulminacyjnym było znalezienie pewnego starego zdjęcia przedstawiającego parę młodych ludzi pod palmą. Propozycja, żeby zdjęcie zabrać na pamiątkę spotkała się z ostrymi protestami z dwóch powodów: 1. bo to nie nasze i nie wypada (tym akurat przejęliśmy się nieco mniej), 2. bo na pewno jest przeklęte i jego zabranie ściągnie na uczestników straszliwą karę, może nawet śmierć… (padały nawiązania do „Ringu”, klątwy faraona, trumiennych zdjęć z „Innych” i tym podobne „analogie”). W świetle dnia brzmi to dość absurdalnie, ale w mrocznych zakamarkach tajemniczych pokoi zagrożenie wydawało się jak najbardziej realne (właściwie trochę się nawet bałam zrobić fotografię „przeklętej fotografii”…).


Fot. Berta, Przeklęta fotografia

Kiedy już (nakręceni atmosferą rodem z horroru) opuszczaliśmy zakazany rewir przypomniało mi się, że z po drugiej stronie korytarza jest jeszcze jeden pozornie niedostępny pokój (Janiak powiedział, że jest nieużywany i zamknięty, ale sprawdzałam, że drzwi dają się otworzyć). Ku naszemu zaskoczeniu tym razem drzwi rzeczywiście były zamknięte. Wydało nam się to bardzoooo podejrzane. Kto to zrobił? Dlaczego? Czy w pokoju – mimo niewinnych pozorów rupieciarni - jest coś, czego obcy nie powinni widzieć?! Jaką tajemnicę skrywają zamknięte drzwi???


Fot. Berta, ???

Z coraz dalej idących rozważań i spekulacji wyrwał nas radosny okrzyk (nie pamiętam kogo), że na listwie boazerii leży jakiś kluczyk. Okazało się, że pasuje! Tajemnicze pomieszczenie stanęło przed nami otworem. Jednak… tylko Mysikrólik zdecydował się wejść do środka. Milady oświadczyła, że czuje tam bardzo złą energię (niewykluczone, że w tym miejscu wydarzyła się jakaś tragedia), a reszta po namyśle też coś poczuła i przyznała jej rację. Lękliwie popatrzyliśmy tylko z progu na majaczące w półmroku łóżka (był tam ich cały składzik) i zamknęliśmy „nawiedzony pokój”.


Fot. Berta, Na krawędzi niepoznanego

Przez chwilę rozważaliśmy położenie się spać, ale adrenalina była na zbyt wysokim poziomie. W atmosferze narastającej grozy można było zrobić tylko jedno – powtórzyć seans spirytystyczny…

P.S. Klimat horroru utrzymywał się tej nocy do samego końca. Kiedy po seansie (którego nie opisuję, bo to nie moja działka) udaliśmy się wreszcie na odpoczynek zażądałam, żeby cała grupa odprowadziła mnie do sypialni (położonej z dala od innych zamieszkanych pomieszczeń - dokładnie pomiędzy pokojem ze „złą energią” a pokojem z „przeklętą fotografią”!). I wszyscy uznali to żądanie za jak najbardziej uzasadnione – nie tylko mnie odprowadzono, ale nawet sprawdzono, czy w pokoju na pewno nie czai się COŚ…


___________________________________________________________________________



11. Misia - Spróbujmy jeszcze raz!


Po całym dniu różnych atrakcji drugiego dnia zlotu wszyscy byli mocno zmęczeni. Wieczorem po ognisku w zasadzie miało nastąpić ułożenie się grzeczne w swoich przydzielonych, dworowych pokojach, ale nie wszystkim się chciało pogodzić z myślą, że jutro już się rozstaniemy i pojawiła się koncepcja nocnej inspekcji zamkniętych pomieszczeń. Przeżyte w mrocznych zakamarkach dworu emocje szybko obudziły sennych zlotowiczów i postanowiono ponownie zejść do sali kominkowej.

Niestety wszystkie Burgundy poszły dnia poprzedniego. Na stole jednak leżał i marnował się biały karton z namalowanymi znakami i talerzyk dla duchów. A może by tak spróbować jeszcze raz nawiązać kontakt ze Zbigniewem Nienackim? I długo nie trzeba było namawiać.
Milady z Nietajenką zgodzili się zostać osobami nawołującymi, Berta i misia jako asysta. Mysikrólik zasiadł przed kominkiem, żeby tak jak poprzedniego wieczoru Emes, być w najbliższym kontakcie z duchem. Nam oczywiście tego nie zdradził, ale wyczuliśmy jego intencje :)


Fot. Berta, Mysikrólik próbuje nawiązać kontakt

Według wskazówek Milady „zakorzeniliśmy” nasze nogi i zaczęliśmy się skupiać nad talerzykiem, nastały długie (w ogóle nie krępujące) minuty ciszy, ciszy jak makiem zasiał... Na dworze ciemna noc, lekko deszczowa, klimat dworowy.
- Duchu Zbigniewa Nienackiego przybądź do nas!
- Duchu Zbigniewa Nienackiego, czy jesteś wśród nas?
- Duchu Zbigniewa Nienackiego, jeżeli jesteś, to daj nam jakiś znak!


Fot. Berta, Czekając na znak

I tak przez jakiś czas Milady i Nietajenko nawoływali ducha. Podczas kolejnego podejścia duch dał nam znak. Wśród nocnej ciszy, nagle i nie wiadomo skąd, przez kominek wszyscy usłyszeliśmy głośny cug, wielki strumień powietrza przeleciał przez komin a po nim nastała znowu cisza i wiedzieliśmy już, że duch Zbigniewa Nienackiego nas nawiedził. Było to dla nas wielkie przeżycie i nie potrzebowaliśmy już więcej dowodów na jego istnienie.
_________________
Ostatnio zmieniony przez Berta von S. 2015-11-01, 22:28, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Berta von S. 
Forumowy Badacz Naukowy
nienackofanka



Pomogła: 98 razy
Wiek: 47
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 23481
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2014-07-16, 00:44:26   

12. Milady – Z wizytą po sąsiedzku


Po pożegnaniu z gospodarzem Mrogi oraz starym Janiakiem ruszyliśmy kawalkadą w kierunku Walewic. Podróż do klasycystycznego pałacu w Walewicach trwała zaledwie kilka minut, gdyż dystans do przebycia był faktycznie niewielki. Na miejsce dotarliśmy chwilę po 10.00. Dzień wcześniej w pałacu odbywało się multinarodowościowe wesele, w związku z którym spotkało nas tam niemiłe zaskoczenie. Otóż Panie oporządzające pałac były wielce zaskoczone tym, że wyrażono dla nas zgodę na zwiedzanie pałacu, tym bardziej, że za chwilę planowano śniadanie dla gości weselnych. Po krótkim telefonie do Pani Dyrektor sprawa na szczęście się wyjaśniła i zostaliśmy oprowadzeni po pokojach oraz piwnicy pałacowej. Szczególnie za możliwość zwiedzania dziękujemy Pani Dyrektor, która do rana bawiła na weselu. :)


Fot. Milady, Pożegnanie z Janiakiem

W tym miejscu pozwolę sobie na przytoczenie krótkiej historii pałacu w Walewicach. Otóż obecny pałac stanął na miejscu dawnego drewnianego dworku w 1783 roku na polecenie szambelana króla Stanisława Augusta Poniatowskiego – Anastazego Walewskiego. Jego najsławniejszym mieszkańcem była oczywiście Maria Walewska. W pałacu na świat przyszedł Aleksander Colonna-Walewski, późniejszy ambasador Francji w Wielkiej Brytanii, minister spraw zagranicznych Ludwika Napoleona oraz minister kultury i sztuki. Po II wojnie światowej część majątku rozparcelowano pośród chłopów. Utworzono tu również gospodarstwo rolne i nadal kontynuowano działalność stadniny koni.


Fot. Misia, I znowu podobna fasada

W budynku urzekło nas jego wyposażenie – oryginalne meble, japońskie wazy, a w szczególności zabytkowe piece kaflowe z epoki. Pani Dyrektor pokazała też naszej grupie piwnice pałacowe, przerobione na klubowe miejsce spotkań. Podobno goście którzy tam balują nie chcą z nich wyjść – nie dziwimy im się, panuje tam iście wyborna atmosfera. Podczas piwnicznej eskapady naszej wycieczce z ukrycia przyglądał się mały nietoperz – prawdopodobnie był to duch pałacu w przebraniu.


Fot. Misia, Późne rokokoko


Fot. Berta; Klub, klubem, ale czy tam nie ma jakiejś skrytki?

Głodni powietrza poszliśmy na spacer po włościach pałacowych. Ogród jest zaniedbany, ale ma swój urok dzięki przecinającej go rzeczce Mrodze oraz rzeźbom pamiętającym okres świetności majątku. Niestety, uprzykrzające spacer po parku komary szybko nas zniechęciły do dalszej kontemplacji pięknych okoliczności przyrody. Musieliśmy dać dyla z ogrodu, aby móc skryć się w naszych wehikułach.




Fot. Misia, Czas na spacer po parku

Przed nami kolejny punkt spotkania – pałac w Sobocie. Otóż pałac ten jest to dosadny przykład tego, jak nie należy postępować z zabytkami kultury. Kameralna niegdyś budowla otoczona pozostałościami fosy zamieniona została w okresie Polski Ludowej na koszmarek architektoniczny a fosa odstrasza unoszącymi się wokół niej zapachami. W znośnym stanie jest natomiast park pałacowy udostępniony przez właścicieli do zwiedzania. Gdzieniegdzie spośród zarośli wyłaniają się kamienne świadectwa szlacheckiego pochodzenia majątku. Pozostaje mieć nadzieję, że kiedyś posiadłość odzyska swój dawny blask i będzie dostępna dla turystów oraz wszelkiej maści ciekawskich – póki co pozostaje zaglądać przez brudne szyby do jej jeszcze brudniejszego wnętrza. Zaciekawić może także przyległa do terenów pałacowych stara gorzelnia.


Fot. Misia, Sobota (tym razem w niedzielę)

Nie mitrężyliśmy czasu, wsiedliśmy do metalowych karet ciągniętych przez konie mechaniczne – kolejne ciekawe miejsca czekają na naszą grupę. Kierunek: Nieborów!

___________________________________________________________________________


13. Yvonne - Nieborów


Pożegnawszy niedzielną Sobotę, skierowaliśmy nasze wehikuły tam, gdzie nasz ulubieniec, Pan Samochodzik, zakochał się swoją pierwszą młodzieńczą miłością – do pałacu w Nieborowie. Naszym nadrzędnym celem tej wyprawy było ujrzenie na własne oczy i ocenienie urody wybranki Tomasza – Anny Orzelskiej, a właściwie jej portretu pędzla francuskiego malarza:

„Byłem wówczas studentem historii sztuki i wiele czasu spędzałem w pałacu w Nieborowie, pomagając tamtejszemu kustoszowi. Wpadł mi w oczy portret Anny Orzelskiej, tak zwanej błękitnej damy, córki Augusta II Mocnego. Zakochałem się w niej pierwszą młodzieńczą romantyczną miłością…”

Ale zacznijmy od początku.



Fot. Misia, Inwazja na pałac w N

Po zaparkowaniu wehikułów, udaliśmy się do budki z biletami w celu zakupu tychże. Cena niestety okazała się dość wysoka, dlatego na różne sposoby próbowaliśmy uprosić Panią z budki o zniżkę. Propozycje były różne i padały z ust zarówno kobiet, jak i mężczyzn (próbowaliśmy wszystkich opcji): że jesteśmy jedną wielką rodziną i dlatego bilet rodzinny jest jak najbardziej dla nas; że szerzymy szeroko pojętą kulturę, więc oczywiście należy nam się zniżka dla zasłużonych działaczy kultury; że będziemy promować pałac i jego przemiłych pracowników … Niestety, Pani okazała się bardzo odporna na wszelkie prośby i sugestie (niektórzy widzieli w tym nawet dobre szkolenie z zakresu odporności na perswazje), a może po prostu zabrakło w naszej grupie wyjątkowo uzdolnionych w dziedzinie negocjacji cenowych Miji i Ani? Ostatecznie każdy zakupił sobie bilet i udaliśmy się „na komnaty”.


Fot. Misia, Ale najpierw jeszcze schody (!)

A są one przepiękne i warte zwiedzenia. Przede wszystkim ogromne wrażenie robią zabytkowe kaflowe piece, z których każdy jest inny, a wszystkie wyjątkowo piękne: ozdobne, eleganckie i dumnie się prezentujące. Są one ogromną ozdobą tych arystokratycznych pomieszczeń. W każdej z komnat było coś wyjątkowego, co wywoływało przeróżne „ochy” i „achy”.


Fot. Misia, Ochy i achy

Zachwyciła nas biblioteka bogato wyposażona głównie w wolumeny francuskie (zachwyt Yvonne), w której znajdują się również imponujących rozmiarów stare globusy. Długą chwilę kontemplowaliśmy rozmieszczenie lądów i krajów na tych wspaniałych zabytkowych odwzorowaniach Ziemi. Z polskich miast udało nam się odszukać jedynie Toruń, oczywiście zapisany jako Thorn. Wyrazy zachwytu wzbudziła również urokliwa sypialnia w kolorze zielonym (Athenais prawie zemdlała z radości widząc swój wymarzony kolor królujący w tak pięknie zaprojektowanym pomieszczeniu).


Fot. Milady, Biblioteka

Do kilku komnat nie udało nam się wejść, ponieważ dostępu do nich broniły szlabany w postaci sznurów. Co prawda niektórzy wyciągali swe łabędzie szyje nad tymi szlabanami, aby zapuścić żurawia do środka, ale nagle w niespodziewanym momencie rozlegał się wibrujący dźwięk, który alarmował wszystkich wokół. Szczególnie wrażliwy był ten alarm na szyję Berty, która widocznie przenosi jakieś niewyczuwalne dla nas impulsy i uruchamia wszelkie czujniki.

Kontynuując zwiedzanie, dotarliśmy wreszcie do Salonu Czerwonego, w którym to centralnym punktem jest właśnie portret Anny Orzelskiej, jak głosi napis: „nieślubnej córki Augusta II Sasa”. Portret ten wyszedł spod pędzla francuskiego malarza Antoine’a Pesne’a. Trzeba przyznać, że robi niemałe wrażenie. Długą chwilę przyglądaliśmy mu się uważnie, po czym nastąpiła wymiana uwag i opinii na temat urody i postawy Anny Orzelskiej. Panów szczególnie urzekła alabastrowa cera ukochanej damy Pana Samochodzika, Panie natomiast jednoznacznie stwierdziły, że posiada ona wyjątkową klasę i wyraziste szlacheckie rysy.




Fot. Misia, Salon czerwony i ONA

Po opuszczeniu pałacu, zwiedziliśmy jeszcze małą część ogrodów, pokłoniliśmy się najstarszemu w Polsce platanowi zasadzonemu w roku 1770 i zajrzeliśmy na chwilę do manufaktury majoliki artystycznej, w której wyrabiano istne cudeńka.

Opuszczając to magiczne miejsce, zakupiliśmy pamiątki: widokówki, zakładki do książek a nawet pamiątkowy kafelek.

I jeszcze ciekawostka dla wszystkich: W Nieborowie realizowano zdjęcia do filmów „Akademia Pana Kleksa”, „Pan Samochodzik i Niesamowity Dwór” (sic!) oraz serialu „W krainie Władcy Smoków”

Oraz gratka dla Athenais i Nietajenki: Nakręcono tu również odcinek brytyjskiego serialu telewizyjnego "Sherlock Holmes and Doctor Watson” (1980), zatytułowany "The speckled band”.

Perełka turystyczna, jaką jest niewątpliwie pałac w Nieborowie, była już ostatnim punktem naszego, jakże ciekawego, programu zlotowego.

Na samo zakończenie naszego zlotu udaliśmy się jeszcze do gościnnej Oberży pod Złotym Prosiakiem w Nieborowie, aby napełnić nasze żołądki wybornym jadłem i napitkiem. Menu i obsługa oberży absolutnie nas nie zawiodły. Jedzenie było pyszne i pięknie podane. Dużym powodzeniem cieszyła się zupa cebulowa oraz pierogi.

Nasyceni i zadowoleni opuściliśmy Oberżę i wtedy to nastał nieunikniony czas pożegnań. Uściskaliśmy się mocno planując już następne spotkania w tam doborowym gronie dobrze już zaprzyjaźnionych osób.

Do zobaczenia na kolejnym zlocie…

_______________________________________________________________________

A na koniec jeszcze nasz ogniskowy przebój :)

http://www.youtube.com/watch?v=dXiA8p28_ug
_________________
Ostatnio zmieniony przez Berta von S. 2015-11-01, 22:37, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 71 razy
Wiek: 52
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 36354
Skąd: Poznań
Wysłany: 2014-07-16, 09:17:05   

Piękne zabytki, piękne przygody, piękny zlot!
I nawet niewątpliwy duch Nienackiego się pojawił!
Brawo! :564:
_________________
Nasze forum na facebooku: ./redir/facebook.com/pansamochodzikforum
Nasza forumowa geościeżka keszerska: ./redir/pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?p=240911#240911

 
 
 
Athenais 
Twórca
Autorka tomiku poezji



Pomogła: 12 razy
Wiek: 33
Dołączyła: 19 Sie 2013
Posty: 4095
Skąd: Bath, UK
Wysłany: 2014-07-16, 10:48:06   

Wow, Berto, robiłaś jakieś redaktorskie poprawki, czy naprawdę tak dobrze się zgraliśmy w opisach, że praktycznie nie widać "szwów" pomiędzy kolejnymi relacjami? :564:

Zróbmy z tego fotoksiążkę!
_________________


Quidquid agis, prudenter agas et respice finem
 
 
Berta von S. 
Forumowy Badacz Naukowy
nienackofanka



Pomogła: 98 razy
Wiek: 47
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 23481
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2014-07-16, 12:12:33   

Starałam się nadmiernie nie ingerować. Poprawiałam jedynie literówki, interpunkcję i jakieś wyjątkowo zgrzytające powtórzenia. W jeden tylko kawałek bardziej ingerowałam (ale za zgodą autora) i gdzieś zmieniłam 2 zdania, bo była nieścisłość.

Też jestem za albumem! Zawsze fajna pamiątka :)
Tylko trzeba by najpierw ustalić, ilu jest chętnych, bo od tego zależy cena druku.
_________________
 
 
Athenais 
Twórca
Autorka tomiku poezji



Pomogła: 12 razy
Wiek: 33
Dołączyła: 19 Sie 2013
Posty: 4095
Skąd: Bath, UK
Wysłany: 2014-07-16, 12:28:10   

Ja jestem chętna :)
_________________


Quidquid agis, prudenter agas et respice finem
 
 
Berta von S. 
Forumowy Badacz Naukowy
nienackofanka



Pomogła: 98 razy
Wiek: 47
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 23481
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2014-07-16, 12:31:56   

No to zróbmy orientacyjną listę:
1 .
Athenais napisał/a:
Ja jestem chętna :)

2. ja też :)
_________________
 
 
Athenais 
Twórca
Autorka tomiku poezji



Pomogła: 12 razy
Wiek: 33
Dołączyła: 19 Sie 2013
Posty: 4095
Skąd: Bath, UK
Wysłany: 2014-07-16, 12:37:17   

Berta von S. napisał/a:
Oraz gratka dla Athenais i Nietajenki: Nakręcono tu również odcinek brytyjskiego serialu telewizyjnego "Sherlock Holmes and Doctor Watson” (1980), zatytułowany "The speckled band”.

Nie tylko ten, jeszcze też drugi, ale teraz nie pamiętam tytułu (pisałam o tym w którymś wątku, ale za Chiny sobie nie mogę przypomnieć, w którym) Edit:To dokładnie pierwszy odcinek serii pt. "Motyw morderstwa". W jednym odcinku zagrała kafelkowa klatka schodowa, a w drugim biblioteka i globusy ;-) A serial było polsko-brytyjski (zrealizowany z takim rozmachem, że nawet za to poleciał ówczesny dyrektor TVP ;-) )
_________________


Quidquid agis, prudenter agas et respice finem
Ostatnio zmieniony przez Szara Sowa 2014-07-16, 14:10, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Reklama:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.

Zapoznaj się również z nasza Polityka Prywatnosci (z dn. 09.08.2019)

  
ROZUMIEM
Strona wygenerowana w 0,76 sekundy. Zapytań do SQL: 11