PanSamochodzik.net.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Przesunięty przez: Szara Sowa
2019-07-14, 13:10
Juliusz Verne
Autor Wiadomość
Tytus Atomicus 
Stały bywalec forum


Pomógł: 3 razy
Dołączył: 12 Wrz 2017
Posty: 319
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2018-01-19, 17:34:47   

PawelK napisał/a:
Myślę, że te twierdzące, że książka jest "nudna" wynikają z faktu, że zmieniły się znacząco realia. Jeszcze w połowie lat 70tych jazda na słoniu w Indiach czy chińska dzielnica w Jokohamie to była pełna egzotyka możliwa do obejrzenia dla większości w filmach (tak, wiem słonie były w ZOO ale to nie to samo co jeżdżenie nimi przez dżunglę).
Teraz można za dwa tysiące kupić bilet do Japonii i za kilkanaście godzin wysiąść na lotnisku na drugim końcu świata.

No, ale ilu z oglądaczy podróżniczych programów tv tak robi?
No i jednak tego typu turystyka co w książce to wciąż prawdziwa egzotyka. Niedostępna dla innych.
Imho przejażdzki na słoniach czy wielbłądach organizowane teraz dla turystów niejak się mają do podróży w poprzek kontynentu.
Swego czasu ś.p. Kinga Choszcz podróżowała samotnie na zakupionym wielbłądzie przez Afrykę Zachodnią. Ale ilu jest jej podobnych?


Cytat:

Biorąc to pod uwagę, do tej książki trzeba w obecnych czasach dorosnąć. To przestaje być książka przygodowa dla młodzieży ale raczej książka "historyczna" pokazująca ówczesny świat, którego w dużej mierze już nie ma (starałem się namierzyć w necie informacje na temat portu w Jokohamie i wygląda na to, że jest to mega nowoczesny przemysł bez śladu stateczków, którymi mogli bohaterowie popłynąć do Ameryki.

Tak ją właśnie odbieram. Jakoś genialną książkę historyczno-podróżniczą. Ale 40 lat temu też tak ją odbierałem.
Cytat:

Niestety, w przeciwieństwie do Pana Samochodzika, podróż "śladami" jest też słabo realna, bo albo będziemy poruszać się publicznymi środkami transportu i wtedy zrobimy ten świat w 2-3 tygodnie albo trzeba mieć dużo, bardzo dużo pieniędzy a i tak nie jestem przekonany, że da się wszystko zrobić, powiedzmy z dokładnością do stateczek->kabina na statku handlowym/pasażerskim.

Imho dałoby się poza tymi ekstrawagancjami w rodzaju słoni w Indiach, bojera w Ameryce czy prywatnych statków.
Cytat:

Tak szczegółowo nie analizowałem jednak jeszcze takiej podróży tym bardziej, że cały czas Indie nie są nam po drodze :D ale wydaje się, że zrobienie dokładnej kopii podróży to by był wyczyn nie lada.

No, owszem. Tak w całości i szczegółowo - owszem.
Poza tym ja nie lubię się śpieszyć. Zwłaszcza w podróży
Ale z przyjemnościa odwiedziłbym poszczególne miejsca opisane w książce (tak jak spaceruję po Londynie śladami pana Fogga).

Cytat:

To też, w związku z tym, nie działa na wyobraźnię młodych ludzi.


Jednak mnie nie przekonałeś.
Ostatnio zmieniony przez Tytus Atomicus 2018-01-19, 17:35, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 101 razy
Wiek: 53
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 41472
Skąd: Poznań
Wysłany: 2018-01-19, 18:00:17   

Tytus Atomicus napisał/a:
Tak ją właśnie odbieram. Jakoś genialną książkę historyczno-podróżniczą. Ale 40 lat temu też tak ją odbierałem.


No tak, tym bardziej że przecież 40 lat temu też były już telefony czy samoloty, a przez Indie czy dżungle nikt już nie jeździł na słoniach. Przynajmniej nie częściej niż obecnie. :)
_________________
Nasze forum na facebooku: ./redir/facebook.com/pansamochodzikforum
Nasza forumowa geościeżka keszerska: ./redir/pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?p=240911#240911

 
 
PawelK 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 14 razy
Dołączył: 03 Lip 2008
Posty: 7232
Wysłany: 2018-01-19, 18:34:33   

Szara Sowa napisał/a:
No tak, tym bardziej że przecież 40 lat temu też były już telefony czy samoloty,


Były. Ale nie były tak powszechnie dostępne jak dziś.

Szara Sowa napisał/a:
przez Indie czy dżungle nikt już nie jeździł na słoniach. Przynajmniej nie częściej niż obecnie. :)


Tego nie wiem, nie byłem w Indiach ale gdyby ktoś mi powiedział, że w latach 60tych podróżowano nadal na słoniach to bym się nie zdziwił.
_________________


to travel hopefully is a better thing than to arrive
Robert Louis Stevenson 'Virginibus Puerisque'
 
 
 
PawelK 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 14 razy
Dołączył: 03 Lip 2008
Posty: 7232
Wysłany: 2018-01-19, 19:00:27   

Tytus Atomicus napisał/a:
No, ale ilu z oglądaczy podróżniczych programów tv tak robi?


Wbrew pozorom sporo a poza tym są właśnie podróżnicze programy tv, video-blogi w internecie itd. Mnóstwo ludzi ogląda to, z natury rzeczy tam ciekawe miejsca i zdarzenia są skumulowane.

Tytus Atomicus napisał/a:
Imho dałoby się poza tymi ekstrawagancjami w rodzaju słoni w Indiach, bojera w Ameryce czy prywatnych statków.


Czyli faktycznie większości, bo co pozostaje? Rejsowe statki i pociąg w Stanach?

Tytus Atomicus napisał/a:
Poza tym ja nie lubię się śpieszyć. Zwłaszcza w podróży


Teraz świat się śpieszy. Oczywiście możesz w kolejnych miejscach przebywać znacząco dłużej niż nasi bohaterowie i zwiedzać wszystko dokładnie ale nawet wtedy przepłynięcie statkiem trasy FF będzie znacząco krótsze.

Tytus Atomicus napisał/a:
Jednak mnie nie przekonałeś.


Nie to było moim celem, przedstawiłem swój punkt widzenia.
_________________


to travel hopefully is a better thing than to arrive
Robert Louis Stevenson 'Virginibus Puerisque'
 
 
 
John Dee 
Moderator
Per divina gratia huomo libero



Pomógł: 100 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 12552
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2019-08-23, 12:57:18   

Juliusz Verne - “Bracia Kip”



Gorączka złota panująca na Nowej Zelandii ma nieoczekiwane skutki dla żeglugi morskiej: wiele statków nie potrafi opuścić portów, gdyż dezercje są na porządku dziennym. Z tym właśnie problemem boryka się również kapitan kotwiczącego w Dunedin okrętu handlowego “James Cook” Gibson. Stracił czterech majtków i teraz jego bosmani Flig Balt i Vin Mod przeczesują portowe tawerny w poszukiwaniu żeglarzy gotowych zastąpić dezerterów. O dziwo, nie szukają jednak ludzi rzetelnych i uczciwych, lecz raczej takich, którym niedobrze z oczu patrzy. Balt i Mod rekrutują bowiem potajemnie załogę korsarską. Zamierzają pozbyć się kapitana Gibsona i wspierających go członków załogi i zawładnąć okrętem.
Początkowo opatrzność wydaje się jeszcze czuwać nad nieświadomymi niebezpieczeństwa marynarzami: parowiec marynarki wojennej płynący do Wellingtonu tym samym kursem co „James Cook” uniemożliwia natychmiastowy bunt, tam zaś na pokład wkraczają syn kapitana Nat oraz właściciel brygu i bliski przyjaciel Gibsona Hawkins, przez co liczba ludzi lojalnych wobec kapitana przerasta spiskowców. Ich sytuacja pogarsza się wkrótce jeszcze bardziej, gdy w drodze do Nowej Irlandii w Archipelagu Bismarcka, z którego niemieckimi osadnikami Hawkins i Gibson prowadzą intratny handel, “James Cook” ratuje dwóch rozbitków okrętowych, braci Kip. Holendrzy wydają się być porządnymi i nad wyraz bogobojnymi ludźmi, Balt i Mod nie mogą zatem liczyć na ich współudział w planowanym przestępstwie. Zmieniają więc swój plan: mordują podstępnie kapitana Gibsona podczas wielodniowego pobytu “Jamesa Cooka” w porcie Nowej Irlandii, zręcznie kierując podejrzenie na ludność tubylczą. Następnie bosman Balt jako najstarszy rangą obejmuje ze zgodą Hawkinsa komando nad statkiem. Natychmiast zmienia kurs w słusznym założeniu, że Hawkins i młody Gibson jako szczury lądowe tego nie zauważą, by umożliwić piratom w dogodnym miejscu i dogodnej chwili pozbycia się reszty załogi. Manewr ten nie uchodzi jednak uwagi braci Kip, wyszkolonych nawigatorów. Ostrzegają właściciela statku, który natychmiast odbiera Baltowi dowództwo oferując je starszemu z braci. Widząc, że cały ich misterny plan bierze w łeb, spiskowcy w panice starają się zawładnąć statkiem tu i teraz, co im się jednak nie udaje. Zostają obezwładnieni, aresztowani i w Hobart, macierzystym porcie “Jamesa Cooka”, postawieni przed sądem. Niedoszli korsarze mają jednak jeszcze jeden atut w rękawie: Vin Mod, któremu udało się zataić przynależności do ich grona, pozostaje na wolności i stara się ratować swoich kumpli knując podstępną intrygę przeciwko znienawidzonym braciom Kip. Z powodzeniem: wnet oni to zasiadają na ławie oskarżonych, podczas gdy mordercy kapitana Gibsona i buntownicy opuszczają więzienie jako wolni ludzie. Czy braciom Kip uda się w dowieść swoją niewinność?


“Bracia Kip” wydaje mi się być powieścią nieco nietypową dla Verne’a. Z jednej strony jest to wprawdzie pasjonująca książka o tematyce morskiej, podobna do wielu innych tworzących jego cykl „Niezwykłe podróże”, z drugiej jednak również dramatem sądowym, podczas gdy charakterystycznych dla autora elementów fantastyki w niej brak. Mimo to nie mógłbym powiedzieć, bym był nią jakoś rozczarowany, wręcz przeciwnie, lektura dwutomowego dzieła do ostatniej strony sprawiała mi sporą przyjemność. Powodów na to jest kilka. Po pierwsze autor wie doskonale, jak przykuć uwagę czytelnika, jak utrzymać napięcie, i to do samego końca. Po drugie jego styl pisarski jest bardzo przyjemny, równowaga między dialogami a opisami na przykład jest optymalna. Najbardziej jednak zaimponowała mi jego wiedza o angielskiej marynarce handlowej i jak ją wykorzystał tworząc akcję książki. Odniosłem wrażenie, że zabierając się do jej pisania był zarówno doskonale poinformowany o sytuacji polityczno-gospodarczej w tym odległym rejonie świata, jak i gorąco nią zainteresowany. Co do jego zaciekawienia tematyką morską, to, jak czytam, odżyło ono w tym właśnie czasie wskutek śmierci jego ukochanego brata Paula, który był marynarzem. Co się zaś tyczy pomysłu z pomyłką sądową, tu inspiracji należy chyba szukać w głośnej wówczas aferze Dreyfusa.

“Bracia Kip” to udana, choć mało znana powieść Juliusza Verne’a, która dowodzi, że pisarz zachował swoje siły twórcze aż do późnego wieku. Książka ukazała się w 1902 roku, on zaś zmarł trzy lata później.
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 44 razy
Wiek: 57
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 9401
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2019-08-24, 00:47:53   

Chyba nie słyszałem nawet o tej książce.
Już po tym co przeczytałem w streszczeniu Johna można powiedzieć, że rzeczywiście Verne znał nieźle realia miejsca akcji. Oczywiście, mógł je nieco nagiąć dla potrzeb powieści.
Nie wiem kiedy dzieje się akcja powieści, ale gorączka złota na Wyspie Południowej Nowej Zelandii miała miejsce około 1860 r. Czy kupcy niemieccy siedzieli już wtedy na wyspach Archipelagu Bismarcka? Chyba nie, i nie był on jeszcze tak nazywany. Tamten rejon został anektowany przez Niemcy jako kolonia chyba gdzieś około 1885 r.
Tak czy owak skusiłeś mnie, Johnie, na tę powieść :D
Jako ciekawostkę podam, że za panowanie niemieckiego tamże Nowa Irlandia nazywała się Nową Meklemburgią (Neu Meclenburg) a Nowa Brytania - Nowym Pomorzem (Neu Pommern).
_________________
Z 24
 
 
John Dee 
Moderator
Per divina gratia huomo libero



Pomógł: 100 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 12552
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2019-08-24, 08:24:57   

Nie jestem pewien, Zecie, czy wydarzenia opisane w książce dadzą się dokładnie datować. Gorączka złota już się niemal skończyła, a z faktu istnienia niemieckich kolonii można wywnioskować, że akcja prawdopodobnie odgrywa się po roku 1885. Z drugiej strony pod koniec książki ma miejsce uwolnienie irlandzkich patriotów więzionych w angielskich koloniach karnych w Australii za pomocą amerykańskiego statku, co, jak przypadkowo wiem, jest historycznie udokumentowanym faktem: taka akcja miała miejsce w 1875 roku. Wygląda więc na to, że jak piszesz autor ponaginał to i owo dla potrzeb powieści.

Co zaś wspominasz o nazewnictwie wysp, o Nowej Meklemburgii itd., Verne opisuje w identyczny niemal sposób w swojej książce. :)
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 76 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 5998
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2019-08-31, 07:58:35   

John Dee napisał/a:
Najbardziej jednak zaimponowała mi jego wiedza o angielskiej marynarce handlowej i jak ją wykorzystał tworząc akcję książki.

Z Juliuszem Verne, kiedyś ulubionym autorem, na wiele lat rozstałem się po przeczytaniu "Przypadków pewnego Chińczyka" ("Les Tribulations d'un Chinois en Chine"). Książki tak naiwnej i słabej, że pozostawiającej trudny do zaleczenia uraz. Między innymi z winy ignorancji pisarza w zakresie chińskich realiów (co wyczuwa się nawet samemu ich nie znając), a w dodatku realiów geograficznych - jeśli rozważyć szybkość i trasy przemieszczania się bohatera po olbrzymim obszarze swej ojczyzny. Bardzo mnie to zawiodło u autora "W 80 dni..." i nie wiedząc czy można ufać jego podróżniczym książkom odłożyłem je na bardzo długo.

W tej sytuacji "Bracia Kip", tak mocno zarekomendowani przez Johna, stali się okazją do ponownego polubienia twórczości Verne'a. Okazją w pełni wykorzystaną, mimo zarzutów, które sformułuję w dalszej części tej recenzji. Właśnie te realia, na które zwrócił uwagę Dee, są najsilniejszą stroną powieści. Tym razem zupełnie wiarygodnie otwierają perspektywę ukazującą pracę na handlowym żaglowcu, a dodatkowo ciekawy świat quasi-kabotażowej żeglugi między archipelagami na wschód od Australii. Dzięki tej lekturze handlowe trasy nabierają kształtu a miasta, wyspy i cieśniny przestają być anonimowe. Już dla samej tej tematyki warto sięgnąć po książkę.

Słabiej niż żywa akcja nakreśleni są bohaterowie. Najbardziej kolorowo, ciekawie i różnorodnie wypadły odrażające charaktery żeglarzy-obwiesiów. Postaciom samych braci Kip trochę brak polotu, ale zdają egzamin. Natomiast nazbyt stereotypowo, blado i papierowo opisał Verne Europejczyków stanowiących "dobre towarzystwo" kolonii, wśród których głównie toczy się akcja. Czy oficer, czy handlowiec, gubernator lub zarządca - wydają się wycięci z tego samego szablonu, a ich żony z drugiego.

Książka pierwotnie była drukowana w edukacyjnym czasopiśmie i to się dobrze wyczuwa. Geografia i topografia wysp, a także gatunki żyjących tam ryb, ptaków, roślin są szczodrze opisane. Dużo czasu poświęca się też na historię odkryć wysp Oceanii, daty i nazwiska czołowych podróżników. Dla mnie jest to zaletą, chociaż niekiedy (nie zawsze) te akapity zdawały mi się nazbyt długie, a dialogi mające w naturalny sposób podawać informacje - sztuczne. Warto byłoby wznawiając tego rodzaju stare książki opatrywać je rycinami z epoki. Takimi, które przed czasem internetu, telewizji a nawet wszechobecnej fotografii były dla pra-pradziadków jedynym oknem na bajeczną różnorodność świata. Pod względem przybliżenia czytelnikom atmosfery egzotycznych krajów dostajemy od Verne'a dobrą, malowniczą i rzetelną powieść w kolonialnym gatunku. W której - dodajmy - ludy tubylcze są opisane niemal jako część przyrody, żaden autochton nie wchodzi w równorzędne stosunki z głównymi bohaterami, a intelektualna, moralna i cywilizacyjna przewaga i przywództwo białego człowieka są oczywistością.

Warto zauważyć, że akcja rzadko skrywa przed czytelnikiem jakieś tajemnice. Autor przykłada wagę do tego, by przysłowiowa strzelba wieszana na ścianie w pierwszym akcie była dobrze zauważona i zapamiętana przez czytelnika. A kiedy wreszcie pada strzał, na wszelki wypadek jeszcze raz wraca do chwili pojawienia się broni w pomieszczeniu. Potwierdza się więc, że książkę adresowano przede wszystkim do młodzieży. Motywy postępowania przestępców, logikę perfidnych planów, okoliczności umożliwiające ich realizację - Verne tłumaczy na bieżąco i cierpliwie tak, by nikomu nic nie umknęło. Zaskoczeniem jest, oczywiście, charakter kluczowego dowodu w sprawie. Odwołanie się do science fiction było, jeśli o mnie chodzi (niektórzy pewnie odbiorą to inaczej), rozczarowaniem. Widzę w tym pójście na łatwiznę przez zastosowanie chwytu z gatunku deus ex machina.

John Dee napisał/a:
Co się zaś tyczy pomysłu z pomyłką sądową, tu inspiracji należy chyba szukać w głośnej wówczas aferze Dreyfusa.

I w sprawie braci Degrave, Belgów działających w Oceanii pod nazwiskiem Rorique, których proces również odbył się w tym czasie. Co prawda nie byli oni tak kryształowo szlachetni jak książkowi bracia Kip, ale ich skazanie za konkretne morderstwa na podstawie wątpliwych dowodów wzbudziło we Francji sprzeciwy podobne do tych w sprawie Dreyfusa.

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...
Zwycięzca rywalizacji rowerowej w 2019 r.

Ostatnio zmieniony przez Kynokephalos 2019-08-31, 12:27, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 44 razy
Wiek: 57
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 9401
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2019-08-31, 11:46:54   

Już wyżej napisałem, że nabrałem chęci na tę powieść. Teraz nabrałem jej jeszcze bardziej.
Bardzo mi się podoba pomysł zaopatrywania nowych wydań strach rzeczy w ilustracje z epoki. No tak, ale to wymaga od wydawcy pewnego wysiłku, podobnie jak zaopatrzenie książki w przypisy, przedmowy, posłowia... ;-)
Ja mam wydanie "W 80 dni..." z 52 roku, na kiepskim papierze, ale ze świetnymi ilustracjami Mieczysława Kościelniaka, utrzymanymi w stylu epoki; coś a la Gustave Dore :) .
_________________
Z 24
 
 
John Dee 
Moderator
Per divina gratia huomo libero



Pomógł: 100 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 12552
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2019-08-31, 11:48:13   

Charakteryzacja Europejczyków nie wydała mi się prawdę mówiąc aż tak słaba czy nawet papierowa, co najmniej jeśli chodzi o głównych bohaterów; gorzej wygląda to aczkolwiek z postaciami drugoplanowymi, a najgorzej rzeczywiście z tubylcami. Bracia Kip też są nieco bladzi, ale czego można oczekiwać po ludziach będących uosobieniem uczciwości i kierujących się nakazami wiary? Co do piratów, to Balta i Moda wyróżnia ich perfidia, w wypadku pierwszego dodatkowo jego zakłamana uniżoność wobec kapitana Gibsona, ale cała reszta tej bandy to oczywiście operetkowi piraci.

Kynokephalos napisał/a:
Książka pierwotnie była drukowana w edukacyjnym czasopiśmie i to się dobrze wyczuwa. … Dla mnie jest to zaletą, chociaż niekiedy (nie zawsze) te akapity zdawały mi się nazbyt długie, a dialogi mające w naturalny sposób podawać informacje - sztuczne.
Tu zgadzam się całkowicie z Kynokephalosem. Powinienem był chyba zwrócić na to uwagę w swojej recenzji. Książka pełna jest przeróżnych encyklopedycznych informacji, które niekiedy bardzo umiejętnie wplecione zostały w ogólne rozmowy bohaterów, częściej jednak po prostu tam wpakowane, gdzie akurat było miejsce. Wypisz wymaluj Alfred Szklarski! nie jeden raz chciało mi się zawołać.
Podejrzewam, że przyczyną tejże manii przeładowywania swoich książek różnego rodzaju zbędnymi (?) faktami był kontrakt, jaki Verne zawarł ze swoim wydawcą Hetzelem.
Tyle a tyle książek rocznie - o tym wiemy, a być może również tyle a tyle słów, co mogło być szczególnie ważne dla przeddruku w periodykach, o którym wspomina Kyno. By sprostać uzgodnionemu pensum Verne był zapewne zmuszony uciekać się do środków, których w innych warunkach na pewno by się wystrzegał.

Ale - nie jest aż tak źle, czytelnicy książek Szklarskiego przywykli przecież do omijania i ignorowania tego rodzaju wstawek, podążając gibko za tokiem akcji i nie zwalniając tempa ani o jotę. :D
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 101 razy
Wiek: 53
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 41472
Skąd: Poznań
Wysłany: 2020-05-02, 22:39:58   

Nie wiem czy ktoś widział czechosłowacki film z 1958 r. "Diabelski wynalazek"?
./redir/www.filmweb.pl/fi...zek-1958-208947
Film jest bardzo dobrze zrobiony jak na tamte lata (multum tricków) i nawet dziś robi wrażenie.
Jest hołdem oddanym Juliuszowi Verne, oparty na motywach powieści „Straszny wynalazca”.
Został zdaje się odnowiony cyfrowo i kilka dni temu leciał w tv.
_________________
Nasze forum na facebooku: ./redir/facebook.com/pansamochodzikforum
Nasza forumowa geościeżka keszerska: ./redir/pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?p=240911#240911

  
 
 
Marcink 
Sympatyk Samochodzika



Wiek: 25
Dołączył: 07 Paź 2016
Posty: 144
Skąd: Lubelskie
Wysłany: 2020-05-03, 18:10:12   

Ciekawe czy w TV leciała wersja odnowiona czy dziadowali i wygrzebali taśmę z iluzjonia
Ostatnio zmieniony przez Marcink 2020-05-03, 18:10, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 101 razy
Wiek: 53
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 41472
Skąd: Poznań
Wysłany: 2020-05-03, 18:21:46   

Odnowiona!
_________________
Nasze forum na facebooku: ./redir/facebook.com/pansamochodzikforum
Nasza forumowa geościeżka keszerska: ./redir/pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?p=240911#240911

 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 44 razy
Wiek: 57
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 9401
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2020-05-04, 00:07:46   

Jeśli chodzi o filmy według powieści J. V. to pamiętam jak jeszcze w podstawówce w Boże Ciało oglądałem "Podróż do wnętrza Ziemi" z 1959 r. Znakomity film :) . No i zaraz potem brat, przy pomocy magnetofonu ZK 140T, zapoznał mnie z płytą Ricka Wakemana :) .
_________________
Z 24
 
 
Robinoux 
Twórca
Autor książek dokumentalnych oraz poezji



Pomógł: 6 razy
Wiek: 48
Dołączył: 15 Sty 2010
Posty: 5144
Skąd: inąd
Wysłany: 2020-06-15, 12:15:19   

Właśnie dotarły do mnie brakujące mi do kolekcji Julki, wśród nich debiutancka powieść Czarodzieja z Nantes - "Ksiądz w roku 1839", po raz pierwszy opublikowana w 1991 z rękopisu odnalezionego w spuściźnie po Julku zakupionej przez miasto Nantes. Cymes!



_________________


"Agencja Detektywistyczna. Tanio i dyskretnie. Paryż Bulwar Clochardów 10"
Ostatnio zmieniony przez Robinoux 2020-06-15, 12:16, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
John Dee 
Moderator
Per divina gratia huomo libero



Pomógł: 100 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 12552
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2020-06-15, 21:31:56   

No, no, pogratulować!
Czytam, że jest to powieść gotycka, którą napisał bardzo wcześnie, mając lat najwyżej dziewiętnaście, może nawet i siedemnaście. Opis fabuły jest ciekawy - dzwon jako narzędzie zbrodni, jeśli to dobrze zrozumiałem, to rzeczywiście dość oryginalny pomysł. Dwóch młodych detektywów i jakieś nieczyste machinacje. Ostatnie dzieło Verne’a, które zaliczyłem, też zawierało elementy grozy, więc widzimy, że ten rodzaj fantastyki - gotyckiej - nie był tylko jednorazowym kaprysem w jego obszernym dorobku. :)
 
 
Robinoux 
Twórca
Autor książek dokumentalnych oraz poezji



Pomógł: 6 razy
Wiek: 48
Dołączył: 15 Sty 2010
Posty: 5144
Skąd: inąd
Wysłany: 2020-06-15, 23:09:10   

John Dee napisał/a:
No, no, pogratulować!
Ostatnie dzieło Verne’a, które zaliczyłem, też zawierało elementy grozy, więc widzimy, że ten rodzaj fantastyki - gotyckiej - nie był tylko jednorazowym kaprysem w jego obszernym dorobku. :)


Co więcej, już w tej debiutanckiej powieści można zauważyć specyficzny typ bohatera - człowiek ogarnięty szaleństwem dominacji nad światem jak jego późniejszy Robur. Powieść jest niedokończona, ale intryga jest wystarczająco spójna, by każdy mógł sam wymyślić własne zakończenie :)
_________________


"Agencja Detektywistyczna. Tanio i dyskretnie. Paryż Bulwar Clochardów 10"
 
 
John Dee 
Moderator
Per divina gratia huomo libero



Pomógł: 100 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 12552
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2020-06-16, 21:48:48   

Robinoux napisał/a:
Powieść jest niedokończona, ale intryga jest wystarczająco spójna, by każdy mógł sam wymyślić własne zakończenie :)
Tak też twierdzą inni krytycy. Wskazują również na to, że młody Jules pisząc tę książkę mógł być pod wpływem Poe’a, szczególnie trzech opowiadań, w których występuje detektyw C. Auguste Dupin. Ukazały się na początku lat 1840-tych, również we Francji, więc jest to możliwe.
Ciekawe też, czy porzucił książkę, bo załapał, że ani powieść detektywistyczna, ani horrory nie są jego forte? Jeśli tak, to mógł sobie pogratulować, bo ileż to autorów nie potrafił zaakceptować swoich ograniczeń, by nie rzec: braku talentu? Wspomnę tylko Nienackiego i jego twórczość dla dorosłych. Do tej pory trzęsę się na wspomnienie “Liści dębu”… ;-)
 
 
Robinoux 
Twórca
Autor książek dokumentalnych oraz poezji



Pomógł: 6 razy
Wiek: 48
Dołączył: 15 Sty 2010
Posty: 5144
Skąd: inąd
Wysłany: 2020-06-17, 13:33:17   

John Dee napisał/a:
Ciekawe też, czy porzucił książkę, bo załapał, że ani powieść detektywistyczna, ani horrory nie są jego forte?


Mogła to być też sugestia wydawcy - Hetzela, który miał jednak spory wpływ nawet na treść książek Julka, wystarczy wspomnieć "przeróbkę" Nemo z polskiego powstańca-zesłańca na Hindusa.
_________________


"Agencja Detektywistyczna. Tanio i dyskretnie. Paryż Bulwar Clochardów 10"
 
 
John Dee 
Moderator
Per divina gratia huomo libero



Pomógł: 100 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 12552
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2020-06-17, 21:11:40   

Robinoux napisał/a:
Mogła to być też sugestia wydawcy - Hetzela, który miał jednak spory wpływ nawet na treść książek Julka.
Mogła. Na pewno i o tej książce rozmawiali rozważając jej publikację, choć oczywiście w chwili, gdy młody Verne przerwał pracę nad nią Hetzela w jego życiu jeszcze nie było - pojawił się tam dopiero w roku 1861.
Notabene: właśnie zauważyłem, że w zeszłym roku miałem okazję odwiedzić jego grób, który znajduje się w Paryżu na cmentarzu Montparnasse. Niestety przeoczyłem.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Reklama:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.

Zapoznaj się również z nasza Polityka Prywatnosci (z dn. 09.08.2019)

  
ROZUMIEM
Strona wygenerowana w 0,33 sekundy. Zapytań do SQL: 15