PanSamochodzik.net.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
"Chata za wsią"
Autor Wiadomość
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 68 razy
Wiek: 61
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 11409
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2024-03-09, 23:27:37   

Chemas napisał/a:
Szara Sowa napisał/a:
I lepiej rozumiemy że Człowiek z UFO nie był jakimś wypadkiem pisanym na szybko pod publikę, tylko poważną próbą zmierzenia się z fantastyką, podpartą znajomością książek z tej kategorii.


Zawsze broniłem tej części i będę dalej bronił i nigdy nie przyjmowałem do wiadomości, że została napisana pod publikę i że jest jakimś błędem popełnionym przez Mistrza. :)


Bóbr Mniejszy napisał/a:
No właśnie, zawsze twierdziłem, że ostatni z "samochodzików" powstał na fali popularności gatunku. Dwa głośne filmy Spielberga, rodzimy miesięcznik "Fantastyka", a przede wszystkim nowe odkrycia naukowców w tej dziedzinie; wszystko to wydarzyło się w dość krótkim okresie i nie mogło nie mieć wpływu na Pisarza.


Powstał na fali popularności gatunku, czyli był tak robiony nieco pod publiczkę ;-) .
Gdyby nawet tak było, to niby nic złego: ZN prowadził mniej więcej jednoosobową firmę pisarską i musiał się liczyć z gustami publiczności. Tylko...
No właśnie: poniższe zastrzeżenia opierają się na moich obserwacjach, a właściwie na moich odczuciach i jak najbardziej mogę się mylić; zresztą chyba już gdzieś tu o tym pisałem.
Fantastyka, UFO itd. przeżywały swój rozkwit i szczyt popularności właściwie w latach 70-tych, a po 80-81 owszem, była popularna i czytana, ale - mam wrażenie - stała się swego rodzaju literaturą niszową. W tym sensie że stanowiła swego rodzaju getto, z tym że bardzo duże. To znaczy, że ci, którzy czytali fantastykę przeważnie nie czytali już niczego innego. Albo bardzo mało. Fakt, że sprzedawano ileś tam egzemplarzy (oczywiście te 400 tys. można włożyć między baśnie), jeszcze nie jest dowodem, że jest to dobra literatura (pamiętacie znane powiedzenie: "przecież milion much nie może się mylić" ;-) ), co oczywiście nie znaczy, że fantastyka nie może być dobrą literaturą.
I w tym sensie PSiCzU m. zd. nie był trafiony, bo był spóźniony o co najmniej pięć lat. Pomijam już zagadnienie, że użyte w powieści elementy fantastyki nie pasują do całości cyklu, który mieści się w w kanonach literatury realistycznej.
No i oczywiście czepianie się Koźniewskiego, Żulińskiego et consortes: nie wnikając w szczegóły można podsumować, że ZN lansował swoją koncepcję literatury, czy raczej sensu i potrzeby literatury ("po co potrzebni są pisarze?"), którą sformułował w "Uwodzicielu" i w paru wypowiedziach w prasie.
_________________
Z 24
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Członek Kapituły Samochodzikowej Książki Roku



Pomógł: 142 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 6671
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2024-03-17, 09:29:14   "Prosty człowiek"

=======================================================================================
CHATA ZA WSIĄ

PROSTY CZŁOWIEK

Zbigniew Nienacki
„Szpilki” nr 40(2174) rok XLVIII, 6 X 1983, str. 14.

. . Od pewnego czasu coraz częściej spotykam się w naszej prasie z pojęciem tzw. „prostego człowieka” i to zazwyczaj w kontekście: „prosty człowiek nieomylnym instynktem potrafi odróżnić prawdę od kłamstwa”, albo: „prosty człowiek wie najlepiej co złe a co dobre”, „powinniśmy radzić się prostych ludzi”. A ponieważ w miarę jak mi lat przybywa, coraz trudniej przychodzi mi odróżnić dobro od zła, prawdę od kłamstwa i powoli zatracam w sobie przekonanie, że wiem coś lepiej od innych — tedy tęsknota ze spotkaniem z „prostym człowiekiem” wciąż we mnie narasta. Niestety, rzecz w tym, że nie wiadomo gdzie go szukać, bo nikt nie wie kto to taki. Jednym słowem — istnieje pojęcie, ale za tym pojęciem nikt nie ma pojęcia co się kryje.

. . Pytałem o tę sprawę moich światłych przyjaciół. Ale oni, jako ludzie światli i przez to niezwykle skomplikowani — tyko wzruszali ramionami. Wreszcie któryś z nich doradził mi, abym w tej sprawie udał się po radę do Wojciecha Roszewskiego z „Argumentów”, albo do któregoś z redaktorów tygodnika „Rzeczywistość” lub „Barw”, które — tak na marginesie, od czasu odejścia z nich Henryka Gaworskiego — mają tylko jedną barwę, to znaczy stały się szare. Powędruję więc w tym kierunku przy najbliższej okazji pobytu w Warszawie. Podobno można też w tej sprawie uzyskać jakieś informacje w niektórych tygodnikach katolickich, ale nie mogę być wszędzie.

. . Najprostszym wyjściem z sytuacji byłoby rozszyfrowanie tego pojęcia przy pomocy jakiegoś leksykonu, encyklopedii albo słownika wyrazów obcych czy bliskoznacznych. Te, które posiadam — przewertowałem i odpowiedzi nie znalazłem. Nawet w nich takiego hasła nie ma. Ale moja biblioteka jest skromna, być może ktoś posiada lepszą i w końcu otrzymam wyjaśnienie. A na razie — niech mi będzie wolno trochę się nad tą sprawą zastanowić.

. . Być może ci, którzy używają tego pojęcia, mają na myśli ludzi noszących się „prosto”, a nie tak jak ja — lekko przygarbionych. Prosto się noszą sportowcy oraz ludzie uprawiający bieg po zdrowie a także gimnastykę poranną i wieczorną. Czemu jednak to oni mieliby mieć monopol na prawdę i uczciwość, tego nie wiem, gdyż jak doniosła prasa, taki jeden prosto się noszący sportowiec coś tam ukradł za granicą, zdaje się jakieś buty w Finlandii. Ja, choć odrobinę przygarbiony, jeszcze nie byłem karany za kradzież.

. . Z anatomicznego punktu widzenia żaden człowiek nie jest prosty ani też nikt nie ma prostego kręgosłupa, gdyż kręgosłup ludzki jest odrobinę wygięty i to się nazywa „lordozą”. Jeśli ktoś się nosi zbyt prosto, można u niego podejrzewać „nadmierną lordozę”, a to jest schorzenie. Tak więc nawet takie pojęcie jak „prosty kręgosłup ideowy” też właściwie nie ma sensu, gdyż nawet ortodoksyjny marksista czy ortodoksyjny katolik ma — zgodnie z anatomią — nieco wygięty kręgosłup.

. . Być może pojęcie „prosty człowiek” związane jest z niechęcią do korzystania z dorobku kulturalnego. „Prosty człowiek” byłby to więc taki osobnik, który nie czyta książek, nie prenumeruje żadnych czasopism oraz nie ogląda telewizji. Bo gdy się te rzeczy robi, każdego zjawiska nie można oceniać „prosto”, ale widzi się jego wieloznaczność czyli „wieloaspektowość”, człowiek staje się natychmiast złożony czyli skomplikowany. Dlaczego jednak ludzie, którzy nie czytają gazet i książek mają mieć monopol na prawdę, tego też nie wiem. Myślę, że oni w ogóle nie zastanawiają się nad żadnymi prawdami, a takich osobników nazywa się po prostu „prostakami”. Od prostaka zaś żadnej tam prawdy się nie dowiesz, a co najwyżej usłyszysz kilka brzydkich wyrazów.

. . Zresztą, nie każdy człowiek, który nie czyta książek i gazet musi być zaraz prostakiem, a tym bardziej „prostym człowiekiem”, bo nie chciałbym, broń Boże, w czymkolwiek uwłaczać tym, co nie czytają nic ani nie oglądają niczego, ponieważ każdy ma prawo czegoś nie lubić, jak ja, na ten przykład, nie lubię alkoholu i z tego powodu, niesłusznie bywam tu i ówdzie dyskryminowany, pomijany, nie uwzględniany.

. . W mojej wsi jest wielu takich, co nie czyta książek ani gazet, a przed telewizorem od razu zasypia. Ale nie są to wcale „prości ludzie”, ale niezwykle złożeni i skomplikowani, tak pod względem oceny prawdy i kłamst[w]a, jak i wszelkich wartości moralnych. Nie tak dawno spotkałem pewną starszą niewiastę (nigdy niczego nie przeczytała z wyjątkiem książeczki do nabożeństwa), gdy odmawiając różaniec pasła swoją krowę w cudzej koniczynie. Zapytałem jak ona to godzi — kradzież z różańcem. Odrzekła: „Godzi się, panie, ponieważ ten człowiek, co ma tę koniczynę, jest niewierzący i Pan Bóg na pewno go nie lubi, a mnie za to, że pasę krowę w jego koniczynie Pan Bóg pochwali”. Taka ocena spraw moralnych wydała mi się niezwykle skomplikowana, że aż nie do pojęcia, stąd wniosek, że ta niewiasta nie była tą, której szukam — to znaczy „człowiekiem prostym”. W zestawieniu z tą niewiastą sam sobie wydałem się niezwykle „prostym człowiekiem”, gdyż kradzież to dla mnie kradzież, cudza koniczyna to dla mnie cudza koniczyna (nawet jeśli należy do człowieka byłej „Solidarności”, albo członka PZPR tub ZSL).

. . Szczególnie właśnie pod względem rozróżniania dobra i zła — u ludzi nie lubiących czytać i nie lubiących niczego, co ich zmusza do myślenia — sprawa przedstawia się niezwykle skomplikowanie. Na ten przykład, oszukać dobrego sąsiada jest czymś złym, ale oszukać Państwo jest czymś dobrym i biada temu, co tej moralności nie wyznaje i doniesie. Jest czymś dobrym dolać wody do mleka sprzedawanego turyście, ale jednocześnie, mieć za złe, że ktoś nie śpiewa pod świętą figurą w maju albo w czerwcu. Za czasów poprzedniego proboszcza, pamiętam, nikt nie chciał mu pożyczyć na remont przeciekającego w kościele dachu, aż wreszcie przyjechał do mnie, ateisty, i ja mu pożyczyłem (oddał mi zresztą). Tedy już sam nie wiem, czy pod względem rozróżniania tego, co dobre i złe — to właśnie ja jestem „prostym człowiekiem” i to do mnie powinni przychodzić po radę redaktorzy rozmaitych tygodników świeckich i katolickich.

. . Odkryłem w sobie prostotę ducha. Myślę, że po jakimś czasie odkryję też w sobie ów niezawodny instynkt ideowo-moralny, na który ten i ów tak często się powołuje. Tylko co dalej „prosty człowieku”?

P.S. Nie jestem jednak prostym człowiekiem. Poinformowano mnie autorytatywnie, że „prosty człowiek” to taki osobnik, który posiada I.I. poniżej 80 w skali Wechslera. Z większym ilorazem staje się natychmiast skomplikowany.
=======================================================================================

Ostatnio zmieniony przez Kynokephalos 2024-03-23, 09:09, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 153 razy
Wiek: 57
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 48763
Skąd: Poznań
Wysłany: 2024-03-17, 12:34:45   

Zastanawiam się czy dziś nadal funkcjonuje pojęcie czy iluzja "prostego człowieka". Chyba już ne za bardzo.
_________________
Drużyna 2

Nasze forum na facebooku: ./redir/facebook.com/pansamochodzikforum
Nasza forumowa geościeżka keszerska: ./redir/pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?p=240911#240911

 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 68 razy
Wiek: 61
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 11409
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2024-03-17, 13:27:49   

Szara Sowa napisał/a:
Zastanawiam się czy dziś nadal funkcjonuje pojęcie czy iluzja "prostego człowieka". Chyba już ne za bardzo.


Rzeczywiście, dawno się z tym nie spotkałem, ale też nie śledzę całego medialnego chłamu.
Teraz są inne sposoby podlizywania się PT Publiczności. Np. w artykule o byle czym walenie od razu z górnej półki - narodowej: "Polacy ostatnio kupują mniej lodówek", Czy Polacy pojadą na wakacje w góry?", "Polacy nie lubią owoców morza", and so on.

Ale to może oznaczać coś innego: jeśli potraktujemy tzw. "prostego człowieka" jak obraz kogoś, kto reprezentuje jakiś system wartości - a można się tego dopatrzeć, zważywszy na konteksty w jakich to określenia bywało używane - to rzeczywiście w Polsce nie bardzo jest czego szukać :D . A mediom - a raczej ich władcom - nie zależy przecież na promowaniu jakichkolwiek systemów wartości, skoro, w zależności od potrzeb, codziennie kreują systemy jakie im są właśnie potrzebne. Co dziś jest czarne, jutro trzeba będzie przemalować na biało i vice versa.
_________________
Z 24
Ostatnio zmieniony przez Z24 2024-03-23, 11:37, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Członek Kapituły Samochodzikowej Książki Roku



Pomógł: 142 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 6671
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2024-03-23, 09:09:18   "Dyskretny urok arystokracji"

Zostawiając czytelników w rozważaniach, co należy rozumieć pod pojęciem prostego człowieka Nienacki powrócił do swoich ulubionych tematów – a nie mam na myśli arystokracji.

Nie znam „Kochanka lady Chatterley”, więc przez moment zmartwiłem się, iż brak mi ważnego elementu edukacji i ominąłem istotny element rozwoju, przez co moja świadomość ukształtowała się wadliwie. Po chwili jednak przypomniałem sobie, że – może nie jako dwunastolatek, ale już dawno – przeczytałem „Skiroławki” i „Wielki las”, które ten niedostatek wyrównały. Jako czytelnik mogę zatem być przykładem na to, że Zbigniew Nienacki wypełnił kardynalną lukę w polskiej literaturze i kulturze, a o to przecież w tym felietonie głównie chodzi.

Pozdrawiam,
Kynokephalos

=======================================================================================
CHATA ZA WSIĄ

DYSKRETNY UROK ARYSTOKRACJI

Zbigniew Nienacki
„Szpilki” nr 45(2180) rok XLVIII, 10 XI 1983, str. 14.

. . Nasi wytworni krytycy i znawcy literatury, jak zwykle, przegapili w naszym życiu literackim zjawisko, które — moim zdaniem — będzie brzemienne w niezwykłe skutki, zapewne po stokroć większe niż, na przykład, przyswojenie polskim czytelnikom „Molloy” Samuela Becketta czy „Ulissesa” Joyce'a. Mam tu na myśli rzecz jasna dawkowanego przez tygodnik „Rzeczywistość” — D.H. Lawrence „Kochanka lady Chatterley” w pełnym przekładzie M. Tarnawskiego.

. . Od razu na wstępie zastrzegam się, że pochwalam tę publikację i jeśli mam coś do zarzucenia, to jedynie, że nie stało się to znacznie wcześniej i nie uczynił tego któryś z moich bardziej kochanych publikatorów, tygodnik „Ład” albo „Tu i Teraz”. No cóż, jeszcze raz się okazało, że „Rzeczywistość” jest o wiele bardziej wyczulona na zapotrzebowanie szerokich rzesz czytelniczych niż inne pisma, i skuteczniej niż inni dokonuje rewindykacji w naszej kulturze narodowej, uzupełnia braki powstałe w purytańskiej epoce W. Gomułki oraz dynamicznego rozwoju E. Gierka. Nie ma bowiem pełnej i bezkompromisowej edukacji naszego społeczeństwa bez pełnej publikacji „Kochanka lady Chatterley”. Jest to istotny etap w naszym rozwoju, ważkie ogniwo na drodze odrodzenia świadomości — jak sądzę tą myślą kierował się w swoim czasie znany z dobrego gustu Wacław Sadkowski, publikując na łamach miesięcznika „Literatura na świecie”, dotąd nieznane fragmenty „Kochanka lady Chatterley”, w numerze poświęconym erotyzmowi. Jak z tego wynika wielu odczuwało braki i zaniedbania, ale tak naprawdę dopiero tygodnik „Rzeczywistość” dokonał zasadniczego przełomu. Stąd i mój esej, w którym to zaniedbanie postanowiłem dokładnie omówić i istotne sprawy wyłuszczyć.

. . „Kochanka lady Chatterley” (w niepełnym przedwojennym wydaniu), czytałem w wieku 12 lat wraz ze „Wstępem do psychoanalizy” Freuda i „Winnetou” Karola Maya. A ponieważ w tym czasie dokonuje się najistotniejsze kształtowanie osobowości ludzkiej, nie ma co ukrywać, te trzy księgi wywarły na mnie niepomierny wpływ. Z powodu „Winnetou” zostałem pisarzem dla młodzieży, za przyczyną „Wstępu do psychoanalizy” pojąłem czym jest podświadomość i jak należy ją stymulować (nawet największy mój wróg chyba musi przyznać, że księgi moje nie zalegają długo półek księgarskich, choć nie każdą czyta się szybko, łatwo i przyjemnie). A z powodu „Kochanka lady Chatterley” zapragnąłem mieszkać na skraju wielkiego lasu i odegrać rolę grubiańskiego Mellorsa, co ze względu na znaną powszechnie moją grubiańskość, nie miało mi przyjść z trudem.

. . Rzeczywistość (ta bez cudzysłowu), nie przyniosła mi wielkich rozczarowań. Wkrótce przekonałem się, że okoliczne lasy obfitują we wspaniałe rezydencje współczesnych sir Cliffordów, że wymienię choćby słynne Tłokowisko, poznałem przeróżne lady Marcysie, Zosie, Kasie, Gienie czy Stasie. Niestety owi Cliffordowie poszli siedzieć, a owe Marcysie i Kasie nie miały niezwykłych uroków bohaterki książki Lawrence'a, to jest Connie, brakowało im ogłady towarzyskiej i wyrafinowania czyli dyskretnego uroku arystokracji. Dlatego to w chwili słusznego gniewu i protestu napisałem powieść „Raz w roku w Skiroławkach”, która ukaże się niebawem jako upostaciowanie zła i nieprzyzwoitości. Szkoda, że o tym nie wiedzieli redaktorzy „Rzeczywistości”, być może drukowaliby w odcinkach moją powieść, a nie obcego pisarza Lawrence'a, choć nie jestem tego taki pewien, gdyż Kazimierz Koźniewski się wzdragał.

. . Prawdziwą zasługą tygodnika „Rzeczywistość”, który zawsze chętnie reprezentuje tzw. szerokie masy, zachęca do tworzenia oryginalnej kultury robotniczej i chłopskiej, czystej i nieskalanej przez inteligenckie miazmaty — jest ujawnienie poprzez druk „Kochanka lady Chatterley” swych poglądów na jedynie słuszne gusta i zapotrzebowania kulturalne owych szeroko rozumianych rzesz czytelniczych. Tak naprawdę bowiem ludzie lubią czytać powieści dziejące się w wyższych sferach rozmaitych sir Cliffordów i ich żon, imieniem Connie oraz o wyższości jaką posiadają nad nimi rozmaici proletariusze w rodzaju Mellorsa, nie mający nic do stracenia oprócz swego penisa. Niezwykłą wręcz słodycz czerpać można ze świadomości, że gdy sir Clifford popija sobie herbatkę w swojej wspaniałej rezydencji, w tym czasie prostolinijny i ubogi Mellors załatwia mu żonę w skromnej chacie, budząc jej zachwyt swoją męskością. Któż bowiem jest w stanie ocenić wspaniałość męskich narządów płciowych najemnego pracownika jak nie wyrafinowana duchowo i erotycznie arystokratka, Connie? I być może po to potrzebna jest arystokracja oraz na tym właśnie polega dyskretny urok arystokracji.

. . Tyle o sprawach ideologicznych. Książka ta także wzbogaca naszą literaturę swoją warstwą językową w rodzaju:

. . „Wzbudziła w nim drzemiące psy dawnego zajadłego gniewu, gniewu przeciwko niej, upartej samiczce”... „I ona czuła gniew przeciwko upartemu samczykowi. Na domiar jeszcze słudze”.

. . Samiczka i samczyk. Na domiar jeszcze sługa, który w istocie rzeczy powinien być istotą bezpłciową. Ale okazał się samczykiem — i z tego faktu czerpiemy satysfakcję, a także rozumiemy źródło jego słusznego gniewu, upostaciowanego w formie drzemiących psów. O, wstydźcie się polscy pisarze, wyrobnicy pióra, którzy nie dostarczacie nam owej wspaniałej satysfakcji, nie budzicie drzemiących w nas psów gniewu. Nawet brakuje u nas samiczek i samczyków, a owe sprawy między mężczyzną i kobietą załatwiacie dyskretnym milczeniem. Gdzie są polskie Connie, bo przecież czego jak czego ale Mellorsów nam nie brakuje. Nie rozumiecie prawdziwych upodobań szerokich rzecz czytelników, istotę odwetu jaką klasy niższe mogą i powinny brać na klasach wyzyskujących. Cóż nam z tego, że rozparcelowaliśmy majątki obszarnicze i odebraliśmy burżujom ich fabryki i sklepy, skoro nie rozparcelowaliśmy ich żon i córek oraz nie uczyniliśmy niczego, aby stały się one naszą wspólną własnością. To prawda, że wszystko to było dawno i owe niewiasty są już stare i brzydkie, ale czy choć w literaturze nie możemy tego przeżyć jeszcze raz, albo nie wyrosła nam warstwa prominentów? Mamy poprzestać na fakcie, że odebrano im ich rezydencje, ale kto się może pochwalić, że jak Mellors posiadł żonę prominenta w ubogiej chatce na skraju lasu? Do pióra więc, aby obniżyć literacką produkcję importową i zastąpić ją nareszcie własną.
=======================================================================================

 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 68 razy
Wiek: 61
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 11409
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2024-03-25, 14:44:41   

Myślałem, że mi się uda dzisiaj, ale nie; w środę postaram się wpaść do Biblioteki Narodowej i sprawdzić, czy te rzeczy Freuda i D.H. Lawrence'a rzeczywiści były u nas wydane w tych akurat latach, że młody Binio mógł je czytać :) .

PS. Co do meritum: fajnie by było, żeby mi płacono za głaskanie własnego ego w odcinkach. Na razie jakoś nie ma chętnych. Muszę to robić za darmo :/ .
_________________
Z 24
 
 
John Dee 
Moderator
Epicuri de grege porcus



Pomógł: 126 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 14211
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2024-03-26, 21:10:58   

Z24 napisał/a:
PS. Co do meritum: fajnie by było, żeby mi płacono za głaskanie własnego ego w odcinkach. Na razie jakoś nie ma chętnych. Muszę to robić za darmo :/ .

:D :564: :564: :564:
Dokładnie to samo sobie pomyślałem: móc robić sobie bezwstydnie autoreklamę, bez cenzury i redakcji, i jeszcze brać za to pieniądze? No no, takiej szansy zawodowemu pisarzowi nie wolno przecież zmarnować. Trudno więc robić mu jakieś wyrzuty. Zresztą - skromnością Mistrz i tak nigdy nie grzeszył.
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 68 razy
Wiek: 61
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 11409
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2024-03-27, 23:18:33   

Byłem w BN i sprawdziłem
"Wstęp do psychoanalizy" Zygmunta Freuda za II Rzeczypospolitej wydano u nas dwukrotnie; pierwsze wydanie nie datowane ("po 1917") było "spisane z wykładów w latach 1915/1916 i 1916/1917". Drugie i chyba trzecie wydanie ukazało się w latach 1935 i 1936.
Kultowy "Kochanek lady Chatterley" D. H. Lawrence'a ukazał się w 1933 r.
Tak że ZN mógł je teoretycznie czytać gdy miał 12 lat, czyli w latach wojny. Jak wiemy, był wtedy na wysiedleniu, więc gdzieś mógł dorwać te książki u jakiegoś wiejskiego inteligenta.
Ale myślę, że przesadza mocno z wpływem jaki na niego te lektury wywarły. W każdym razie jego pisarska droga, moim zdaniem, wcale o tym nie świadczy.
_________________
Z 24
 
 
John Dee 
Moderator
Epicuri de grege porcus



Pomógł: 126 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 14211
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2024-03-28, 21:27:04   

Z24 napisał/a:
Byłem w BN i sprawdziłem. … Tak że ZN mógł je teoretycznie czytać gdy miał 12 lat, czyli w latach wojny.
Przykładna dociekliwość i sumienność, Zecie. Daję “pomógł”. :564:

Z24 napisał/a:
Jak wiemy, był wtedy na wysiedleniu, więc gdzieś mógł dorwać te książki u jakiegoś wiejskiego inteligenta.
Utkwiło mi w pamięci, że wspomniane książki znalazł w bibliotece pobliskiego, opuszczonego przez właściciela dworku. Zapewne, jak napisałeś, lokalnego “wiejskiego inteligenta”. :D

Z24 napisał/a:
Ale myślę, że przesadza mocno z wpływem jaki na niego te lektury wywarły. W każdym razie jego pisarska droga, moim zdaniem, wcale o tym nie świadczy.
Uważam, że się mylisz. Śladem Karola Maya poszedł tworząc literaturę młodzieżową, książka D. H. Lawrence’a była mu inspiracją dla jego książek dla dorosłych, często o erotycznym zabarwieniu, no a nauki Freuda miały na pewno wpływ na wszystko, co pisał. Często o tym swoim literackim przebudzeniu wspominał, o Mayu i Freudzie - o Lawrence’ie czytam tu po raz pierwszy - i ja zawsze miałem wrażenie, że dokładnie tak to mogło być, i zapewne było.
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 68 razy
Wiek: 61
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 11409
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2024-03-29, 00:07:29   

John Dee napisał/a:
Z24 napisał/a:
Jak wiemy, był wtedy na wysiedleniu, więc gdzieś mógł dorwać te książki u jakiegoś wiejskiego inteligenta.
Utkwiło mi w pamięci, że wspomniane książki znalazł w bibliotece pobliskiego, opuszczonego przez właściciela dworku. Zapewne, jak napisałeś, lokalnego “wiejskiego inteligenta”. :D


:564:

Dlaczego w cudzysłowie? Kiedyś tak nazywano również właścicieli ziemskich. W słynnym przewodniku dla czytelników ks. Pirożyńskiego "Przedwiośnie" Żeromskiego zostało określone jako "Ohydny paszkwil na inteligencję wiejską". A przecież nie ma tam mowy o nauczycielu szkoły ludowej ani o organiście. Tylko ewentualnie księdza można by jeszcze policzyć.

John Dee napisał/a:
Z24 napisał/a:
Ale myślę, że przesadza mocno z wpływem jaki na niego te lektury wywarły. W każdym razie jego pisarska droga, moim zdaniem, wcale o tym nie świadczy.
Uważam, że się mylisz. Śladem Karola Maya poszedł tworząc literaturę młodzieżową, książka D. H. Lawrence’a była mu inspiracją dla jego książek dla dorosłych, często o erotycznym zabarwieniu, no a nauki Freuda miały na pewno wpływ na wszystko, co pisał. Często o tym swoim literackim przebudzeniu wspominał, o Mayu i Freudzie - o Lawrence’ie czytam tu po raz pierwszy - i ja zawsze miałem wrażenie, że dokładnie tak to mogło być, i zapewne było.


Nie neguję wpływu tych dwóch lektur generalnie (Karola Maya właściwie znam tylko z filmów), ale w pierwszych utworach nie za bardzo to widać. Np. trudno określić tzw. "target" "Uroczyska", "Skarbu Atanaryka", czy Pozwolenia na przywóz lwa". W każdym razie nie są to takie powieści dla dzieciaków, jak klasyczne "samochodziki".

ZN ma tu, m. zd. na myśli swój ostatni wówczas produkt: "Skiroławki". Można przypuszczać, że wpływ Freuda jest widoczny. O "Wstępie do psychoanalizy" wspomniał w PSiZR, gdzie Piotruś przeczytał, ale tylko wstęp do "Wstępu". Do "Kochanka lady Chatterley" są aluzje w tekście "Skiroławek", raczej chyba szydercze.
Natomiast "Wstępu do antypsychoanalizy" Włodzimierza Szewczuka raczej na pewno nie czytał, bo pewnie by pewnych rzeczy nie napisał.
Ja to czytałem dość dawno i mi to ktoś podprowadził. Nie bardzo więc mogę zrekonstruować moich zarzutów wobec ZN, oparte na tej lekturze :D .
_________________
Z 24
Ostatnio zmieniony przez Z24 2024-03-29, 11:34, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
John Dee 
Moderator
Epicuri de grege porcus



Pomógł: 126 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 14211
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2024-03-29, 21:22:09   

Z24 napisał/a:
Nie neguję wpływu tych dwóch lektur generalnie (Karola Maya właściwie znam tylko z filmów), ale w pierwszych utworach nie za bardzo to widać. Np. trudno określić tzw. "target" "Uroczyska", "Skarbu Atanaryka", czy Pozwolenia na przywóz lwa". W każdym razie nie są to takie powieści dla dzieciaków

To samo można by rzec o “Winnetou” Maya, Zecie. Mnóstwo trupów, zero dzieci, a jednak nie ma wątpliwości, że książki przeznaczone są dla młodego czytelnika.
Inne podobieństwa są jeszcze bardziej uderzające: główny bohater jest dorosłym mężczyzną oraz narratorem książki. Początkowo jest jakby piątym kołem u wozu, niedoceniony i znieważany jako “greenhorn”, ale w decydującej chwili potrafiący stanąć na wysokości zadania. Dość dużo tych zbieżności, nie sądzisz? :)
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 68 razy
Wiek: 61
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 11409
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2024-03-29, 23:42:17   

John Dee napisał/a:
Z24 napisał/a:
Nie neguję wpływu tych dwóch lektur generalnie (Karola Maya właściwie znam tylko z filmów), ale w pierwszych utworach nie za bardzo to widać. Np. trudno określić tzw. "target" "Uroczyska", "Skarbu Atanaryka", czy Pozwolenia na przywóz lwa". W każdym razie nie są to takie powieści dla dzieciaków

To samo można by rzec o “Winnetou” Maya, Zecie. Mnóstwo trupów, zero dzieci, a jednak nie ma wątpliwości, że książki przeznaczone są dla młodego czytelnika.
Inne podobieństwa są jeszcze bardziej uderzające: główny bohater jest dorosłym mężczyzną oraz narratorem książki. Początkowo jest jakby piątym kołem u wozu, niedoceniony i znieważany jako “greenhorn”, ale w decydującej chwili potrafiący stanąć na wysokości zadania. Dość dużo tych zbieżności, nie sądzisz? :)


Tak, to jest dobry argument. Tych zbieżności jest sporo; jest to pewien schemat. Być może ta właśnie droga, edukacja, jaką przebywa "greenhorn" czy "cheechako" jest dowodem na przeznaczenie powieści dla młodzieży, bo młodzi przebywają taką samą drogę, nie tylko w szkole, ale wszędzie.
Ale kiedy się dowiedziałem (tzn. na forum) o deficytach wykształcenia (w sensie konkretnego wykształcenia zawodowego) myślałem, że jest to raczej rezultat hmm... kompleksów ZN na tym tle. Ale jedno nie wyklucza drugiego. Ani trzeciego: że całkiem świadomie napisał to dla tych, którzy mieli kłopoty w biegu z przeszkodami.
Jakkolwiek było, dla mnie "Uroczysko" było taką właśnie psychologiczną liną ratunkową w I klasie LO, kiedy już myślałem że prędzej mnie zakopią niż skończę tę klasę i przejdę do następnej. Nie mówię już o maturze, bo to było odległe o lata świetlne: kompletna abstrakcja. I będę pamiętał, kto mi tę linę rzucił :) .
_________________
Z 24
 
 
John Dee 
Moderator
Epicuri de grege porcus



Pomógł: 126 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 14211
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2024-03-31, 21:40:03   

Z24 napisał/a:
Być może ta właśnie droga, edukacja, jaką przebywa "greenhorn" czy "cheechako" jest dowodem na przeznaczenie powieści dla młodzieży, bo młodzi przebywają taką samą drogę, nie tylko w szkole, ale wszędzie.
Doskonała hipoteza, Zecie. Jednocześnie przypomniałeś mi pewną książkę, która od dawna już czeka na swoją kolej i która dokładnie te zagadnienia porusza: mam na myśli “Bohatera o tysiącu twarzy” Josepha Campbella. Naprawdę czas się za nią zabrać.
Notabene - to ona właśnie była główną inspiracją może najsłynniejszego z nowoczesnych mitów o transformacji żółtodzioba w bohatera, Gwiezdnych Wojen Lucasa. Wiem, gardzisz nimi, ale fakt jest fakt. :D

Z24 napisał/a:
dla mnie "Uroczysko" było taką właśnie psychologiczną liną ratunkową w I klasie LO
Jedna z tych specjalnych książek, które naprawdę potrafią zmienić życie czytelnika, tak? Zastanawiam się, czy ja również taką miałem… Chyba pisma Epikura, które odkryłem dość wcześnie i którego zasadami kierowałem się tak właściwie całe życie, do dzisiaj.

Tak czy inaczej, cokolwiek było potrzebne, by zrobić z Ciebie badacza naukowego tego forum, Zecie, trzeba z dzisiejszego punktu widzenia uważać za dobre i konieczne. :) :564:
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 68 razy
Wiek: 61
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 11409
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2024-04-01, 13:43:17   

John Dee napisał/a:
Jednocześnie przypomniałeś mi pewną książkę, która od dawna już czeka na swoją kolej i która dokładnie te zagadnienia porusza: mam na myśli “Bohatera o tysiącu twarzy” Josepha Campbella. Naprawdę czas się za nią zabrać.


:564:

Chyba nawet o niej nie słyszałem. Dzięki za namiar, będę miał na uwadze.

John Dee napisał/a:
Z24 napisał/a:
dla mnie "Uroczysko" było taką właśnie psychologiczną liną ratunkową w I klasie LO
Jedna z tych specjalnych książek, które naprawdę potrafią zmienić życie czytelnika, tak?


Może aż tak mocno bym tego nie powiedział, ale na pewno trochę mi to pomogło radzić sobie z własnymi niedoskonałościami. No i trochę mając powyższe na względzie wykorzystałem powieść w pierwszym wypracowaniu w LO, które mi wyszło na więcej niż 3 :D . Tym bardziej ją doceniam ;-) :D .


John Dee napisał/a:
Z24 napisał/a:
dla mnie "Uroczysko" było taką właśnie psychologiczną liną ratunkową w I klasie LO
Jedna z tych specjalnych książek, które naprawdę potrafią zmienić życie czytelnika, tak? Zastanawiam się, czy ja również taką miałem… Chyba pisma Epikura, które odkryłem dość wcześnie i którego zasadami kierowałem się tak właściwie całe życie, do dzisiaj.


:564:

Wyrazy mojego najwyższego uznania. A swoją drogą facet miał szczęście: żeby po dwóch z okładem tysiącach lat jego myśl wciąż okazywała się tak głęboka, żeby miała znaczenie dla człowieka żyjącego w zupełnie innym świecie...

John Dee napisał/a:
Tak czy inaczej, cokolwiek było potrzebne, by zrobić z Ciebie badacza naukowego tego forum, Zecie, trzeba z dzisiejszego punktu widzenia uważać za dobre i konieczne. :) :564:


:564: :D :oops:

Dzięki.
_________________
Z 24
Ostatnio zmieniony przez Z24 2024-04-01, 13:44, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
John Dee 
Moderator
Epicuri de grege porcus



Pomógł: 126 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 14211
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2024-04-01, 22:45:16   

Z24 napisał/a:
żeby po dwóch z okładem tysiącach lat jego myśl wciąż okazywała się tak głęboka, żeby miała znaczenie dla człowieka żyjącego w zupełnie innym świecie... .
Świat się zmienił, to prawda, ale człowiek chyba nie. Wydaje się, że mamy dokładnie te same problemy, co ludzie za czasów Epikura, Buddy, Jezusa, a i lekarstwa na te dolegliwości pozostały te same. Te, które aplikował Epikur, wydawały mi się zawsze szczególnie łatwe do przełknięcia. :D
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Członek Kapituły Samochodzikowej Książki Roku



Pomógł: 142 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 6671
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2024-04-06, 08:47:13   

• „Hans J. Eisenck” to w rzeczywistości Hans Jürgen Eysenck. W książce „The Inequality of Man” (1973) dał wyraz przekonaniu o decydującym wpływie czynników genetycznych na kształtowanie się poszczególnych ludzi, a sprzeciwiał się tym, którzy za kluczowe uważali środowisko, w którym człowiek wzrasta.

Podatek wyrównawczy był dodatkowym podatkiem od rocznych dochodów indywidualnych przekraczających pewne minimum. Skoro pisarza sprawa obeszła, zapewne jego dochody były wyższe niż owo minimum, które w 1983 roku (Dz.U. 1983 nr 42 poz. 188) ustalono na 300.000 złotych. Stawka podatku — najmniej 10% — szybko wzrastała z kolejnymi progami aż do 75% (dla dochodów powyżej 840.000 złotych).
Dla porównania: średnie roczne wynagrodzenie w Polsce, według ZUS, to w 1983 roku 173.700 złotych.
Ta sama ustawa (w artykule 13) wyłączyła z podstawy opodatkowania niektóre dochody osiągnięte w święta, niedziele i w wolne soboty, jednak ulga nie obejmowała przedstawicieli wolnych zawodów.

https://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU19830420188/O/D19830188.pdf
https://www.zus.pl/en/baz...dzenie-w-latach


Pozdrawiam,
Kynokephalos

=======================================================================================
CHATA ZA WSIĄ

O RÓWNOŚCI OBYWATELI

Zbigniew Nienacki
„Szpilki” nr 46 rok XLVIII, 17 XI 1983, str. 14.

. . W naszym wiejskim sklepie w Skiroławkach tylko piwo i wino można kupić poza kolejnością. Po resztę artykułów spożywczych i innych trzeba stać karnie w długiej kolejce od drzwi do lady sklepowej. Leśniczy Turlej, który nieustannie usiłuje złamać tę zasadę i wpada do sklepu, wołając: „Ja tylko po chlebek”, spotyka się z ogólną wrogością i uwagami, że wszyscy ludzie są równi i tak samo powinni stać w kolejce, jeden za drugim. Ja, lekarz oraz proboszcz, którzy wciąż jeszcze rozpaczliwie usiłujemy walczyć o swoją godność i przywileje swoich stanów — to jest stanu pisarskiego, lekarskiego i kapłańskiego, korzystać musimy, niestety, ze „staczy”, instytucji dobrze i w miastach znanej.

. . A przecież wystarczy popatrzyć na ową kolejkę w sklepie, aby stwierdzić rzecz oczywistą, że po pierwsze: sama kolejka nie jest równa tyko biegnie jakimiś zakosami i meandrami, po drugie — ludzie w tej kolejce też nie są równi. Cieśla Sewruk dwukrotnie przewyższa malutką nauczycielkę, a ta jest nieco wyższa od żony kowala. Jedne osoby są młodsze, inne starsze, jednym trudno ustać, bo mają reumatyzm, inne bardzo lubią stać w kolejce, bo mogą się wygadać za wszystkie czasy. Jednym się śpieszy do małych dzieci, a innym do małych świnek. Innym się w ogóle nigdzie nie śpieszy.

. . Ale jak równość to równość. Jedynie lekarz ma mściwą satysfakcję i w Ośrodku Zdrowia każe się wszystkim ustawiać w równej kolejce, choć jedni twierdzą, że są bardziej chorzy od drugich. Ale przecież to dopiero po badaniu lekarskim można stwierdzić, czy ktoś jest bardziej chory od drugiego, przed tym faktem należy zachować zasadę równości. A i to się wydaje oczywiste, że choroby nie są między ludźmi równo podzielone, a poza tym, co tu dużo gadać — jedni są blondynami, inni brunetami, jedni mają długie nogi, inni krótkie, jedni posiadają orli wzrok a inni niedowidzą. Nierówno też podzielono między ludzi urodę i wdzięk oraz inteligencję, a także zdolności. Jak więc jest naprawdę z tą równością, nikt nie wie i w żadnej gazecie wyjaśnienia tej sprawy się nie znajdzie. Również i w Dzienniku TV — ani słowa.

. . Próbowałem kiedyś w przystępie społecznikowskiego zapału wyjaśnić ludziom w sklepie na czym polega istota równości społecznej, mówiłem, powołując się na wywiad w „Le Figaro” z profesorem Hansem J. Eisenckiem, który napisał książkę pt. Nierówność istot ludzkich i stwierdził w niej, że ludzie są sobie z natury nierówni, co zresztą widać po osobach znajdujących się w kolejce — że co innego jest równość względem prawa, co innego tak zwana równość społeczna, czyli umożliwienie wszystkim jednakowego startu życiowego, równa płaca za równą pracę, ograniczenie wyzysku jednego człowieka przez drugiego, nikogo to jednak nie przekonało, ponieważ w gazetach ciągle trąbią o ograniczeniu przywilejów i równości obywateli. Wszyscy jesteśmy równi i mamy takie same żołądki — upierała się wdowa Szewczakowa, ale i to przecież nie jest prawdą, gdyż jej mąż umarł na wrzód żołądka i wcale nie chciał jeść szynki, jajecznicy smażonej na boczku, tyko kaszkę mannę. Kto wie, czy to nie jego własna żona, poprzez zbyt rygorystyczną zasadę równych żołądków wpakowała go do grobu — o czym zresztą powiedział jej nasz rozeźlony lekarz, kiedy mu bez kolejki nie chciano sprzedać paczki zapałek.

. . Nie ulega wątpliwości, że z zasady „równości społecznej” — za przyczyną przeróżnych dziennikarskich demagogów — uczyniono karykaturę. Ostatnio grupa pisarzy wystosowała memoriał do Ministra Finansów prosząc go o podniesienie pułapu nieopodatkowanych zarobków. Mam przed sobą pismo Pana Ministra, który też powołuje się na równość obywateli i jakiekolwiek przywileje w tej sprawie odrzuca. A przecież to właśnie jest nierówność, że pisarz, który pracuje w wolną sobotę albo w wolną niedzielę — nie jest wolny od podatku, a drwal może sobie gwizdać na podatek wyrównawczy, gdyż właśnie najwięcej przykłada się do pracy w wolną sobotę albo niedzielę, i z tego tytułu ma największe zyski. Tedy o zasadę równości obywateli wnoszę, niechajże każdy za prace w wolną sobotę i niedzielę nie jest opodatkowany. Jak równość, to równość.

. . Ale przecież ludzie nie są równi nie tylko wzrostem, ale i ze względu na specyfikę i rodzaj uprawianego zawodu, stopień przydatności społecznej, wkładu pracy. Tej — zdawałoby się oczywistości — w żaden sposób jednak nie udaje się przełożyć na język praktyczny, szczególnie w małym, wiejskim sklepie. Tylko wino i piwo można kupić poza kolejnością. Może w wielkich magazynach w mieście jest inaczej — nie wiem, bo nie bywam. Stwierdzam tylko stan rzeczy na swoim terenie.

. . Opowiedziałem w sklepie historię o Prokrustesie, który w swej tęsknocie za równością zbudował specjalne łoże, na którym wyciągał małych ludzi, a skracał wysokich. Nie zrobiło to jednak na nikim najmniejszego wrażenia, a pewien obcy kierowca, który wpadł do naszego sklepu po wino poza kolejnością, rzekł do mnie cierpko: „Niech pan nie buntuje ludzi przeciw równości, bo i pana mogą skrócić o głowę”. Tedy przestrzegam równości, gdyż chcę mieć głowę na karku.

. . Przyszły do naszego sklepu żarówki „setki”. Ostatnią — tuż przede mną — kupiła pewna staruszka, która w ogóle nie ma światła elektrycznego, bo nie dała się zelektryfikować. Mój „stacz” wrócił rozeźlony. Natomiast nazajutrz przybiegł uszczęśliwiony: „Kupiłem panu sitko do mleka. Pan nie ma krowy, ale tuż za mną stała ta staruszka, ona ma krowę, natomiast to sitko do cedzenia mleka było ostatnie”. W ten sposób dorobiłem się ostatnich wideł, choć za moim „staczem” stał bogaty gospodarz, który akurat szykował się do wyrzucania gnoju. Mam piętnaście łańcuchów do wiązania krów, cztery dyszle, elektryczną dojarkę. „No, niech tylko przyjdą maszyny do pisania” — odgraża się cieśla Sewruk, któremu w ramach równości wykupiłem jako pierwszy w kolejce znakomity ośnik. Ale maszyny do pisania pewnie do nas nie przyjdą. Zresztą, i tak zapewne wykupi ją przede mną ta staruszka, która nie ma elektryczności, albo ten gospodarz, co potrzebuje wideł, albo cieśla Sewruk. I nie pomogą protesty. Musi być równość. Tylko piwo i wino można kupić poza kolejnością...
=======================================================================================

 
 
Chemas 
Forumowy Badacz Naukowy
Kinomaniak wychowany na literaturze młodzieżowej



Pomógł: 45 razy
Wiek: 55
Dołączył: 04 Wrz 2021
Posty: 12219
Skąd: Złocieniec
Wysłany: 2024-04-06, 11:24:57   

Doskonały tekst. Ubawiłem się setnie :564:

Kynokephalos napisał/a:
Przyszły do naszego sklepu żarówki „setki”. Ostatnią — tuż przede mną — kupiła pewna staruszka, która w ogóle nie ma światła elektrycznego, bo nie dała się zelektryfikować. Mój „stacz” wrócił rozeźlony. Natomiast nazajutrz przybiegł uszczęśliwiony: „Kupiłem panu sitko do mleka. Pan nie ma krowy, ale tuż za mną stała ta staruszka, ona ma krowę, natomiast to sitko do cedzenia mleka było ostatnie”. W ten sposób dorobiłem się ostatnich wideł, choć za moim „staczem” stał bogaty gospodarz, który akurat szykował się do wyrzucania gnoju. Mam piętnaście łańcuchów do wiązania krów, cztery dyszle, elektryczną dojarkę. „No, niech tylko przyjdą maszyny do pisania” — odgraża się cieśla Sewruk, któremu w ramach równości wykupiłem jako pierwszy w kolejce znakomity ośnik. Ale maszyny do pisania pewnie do nas nie przyjdą. Zresztą, i tak zapewne wykupi ją przede mną ta staruszka, która nie ma elektryczności, albo ten gospodarz, co potrzebuje wideł, albo cieśla Sewruk. I nie pomogą protesty. Musi być równość. Tylko piwo i wino można kupić poza kolejnością...


Ta końcówka wymiata!
_________________


Sporadyczny turysta, kiedyś bardzo aktywny, serdecznie zaprasza na Pojezierze Drawskie
 
 
John Dee 
Moderator
Epicuri de grege porcus



Pomógł: 126 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 14211
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2024-04-06, 22:17:28   

Wieś, wieśniacy, wiejski sklep, a wśród nicht pan pisarz, opowiadający o swoich doświadczeniach, obserwacjach i przemyśleniach. Wreszcie! Zupełne inaczej się to czyta niż te jego typowe przeglądy tygodników warszawskich, w których szasta na lewo i prawo nazwiskami jakichś redaktorów i gdzie i dlaczego oni jego zdaniem błądzą. Tu zaś mamy rzeczywistość, zwykłych, interesujących ludzi, ich poglądy, słabostki, spryt. I dużo ciekawych informacji. Po co było człowiekowi potrzebne sitko do mleka? Czyżby mleko bywało zanieczyszczone? Prawdopodobnie. A ten alkohol poza kolejką? Nie rozumiem celu tej reguły. Czyżby władze wychodziły z założenia, że szczęśliwy obywatel to pijany obywatel, który się nie skarży, nie protestuje i nie będzie robił im problemów?

Co do tych bardzo wysokich podatków wyrównawczych, to jestem za. Jak wiemy, w ustroju kapitalistycznym bogacze potrafią unikać ich niemal całkowicie, a to mnie doprawdy gryzie.

W sumie bardzo fajny artykuł, który mnie zarówno rozweselił, jak i czegoś nauczył.
Kynokephalosowi za włożony wysiłek daję pomogła. :564:
 
 
Bóbr Mniejszy 
Moderator
Autor książki biograficznej



Pomógł: 31 razy
Wiek: 45
Dołączył: 26 Maj 2018
Posty: 6475
Skąd: Georgetown, Ontario
Wysłany: 2024-04-06, 22:45:48   

John Dee napisał/a:
Po co było człowiekowi potrzebne sitko do mleka? Czyżby mleko bywało zanieczyszczone?

Najpierw krowa była zanieczyszczona, a potem ewentualnie mleko ;-) Podczas dojenia zawsze mogło coś wpaść. Normalnie to gospodarz, który doił powinien takiego sitka używać, ale zapewne różnie bywało.

John Dee napisał/a:
Czyżby władze wychodziły z założenia, że szczęśliwy obywatel to pijany obywatel, który się nie skarży, nie protestuje i nie będzie robił im problemów?

Odwieczna (dosłownie) tradycja ;-) Każda władza ma swój sposób na kontrolę nad obywatelami.
_________________
Drużyna 2

 
 
Kynokephalos 
Moderator
Członek Kapituły Samochodzikowej Książki Roku



Pomógł: 142 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 6671
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2024-04-06, 23:38:12   

John Dee napisał/a:
za włożony wysiłek daję pomogła

Dzięki. :- )

Myślę że w felietonie opisano nie tyle Jerzwałd co Skiroławki – czyli Jerzwałd artystycznie przefiltrowany, podkoloryzowany, uzupełniony.

Zasada sprzedaży alkoholu poza kolejnością raczej nie była narzucona przez władze któregokolwiek szczebla. Może przez kierowniczkę sklepu, ale ja wyobrażam ją sobie jako wynik utarcia się miejscowego zwyczaju, bardziej czy mniej świadomie zaakceptowanego przez wspólnotę.

Hasło „Wszyscy mamy jednakowe żołądki” rzeczywiście pojawiało się często, z różnych stron, u uczestników gorących dysput początku lat osiemdziesiątych. Nienacki słusznie zauważył jak demagogicznie brzmi; bo z jednej strony trudno znaleźć błyskotliwą kontrę w społeczeństwie państwa opiekuńczego, a z drugiej da się je rozwijać w rozmaite postulaty – sensowne lub mniej.

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...
Zwycięzca rywalizacji rowerowej w 2019 r.

Ostatnio zmieniony przez Kynokephalos 2024-04-07, 09:52, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Reklama:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.

Zapoznaj się również z nasza Polityka Prywatnosci (z dn. 09.08.2019)

  
ROZUMIEM
Strona wygenerowana w 0,48 sekundy. Zapytań do SQL: 13