PanSamochodzik.net.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
"Chata za wsią"
Autor Wiadomość
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 65 razy
Wiek: 61
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 11237
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2024-01-14, 15:47:16   

John Dee napisał/a:
Z24 napisał/a:
Już gwiazdorzył po prostu. Zawrót głowy od sukcesów. Ten kawałek wygląda na wymuszony: muszę walnąć ileś tam wierszy raz w tygodniu, czy mam natchnienie czy nie...
:564:
Również: opuścił miasto, ale ono jego widać nie opuściło. Możliwe jednak, że to władze nalegały, by więcej pisał i ciągle się wypowiadał, wszak panował stan wojenny.


:564:

Mam wrażenie, że po wielu latach abstynencji - pewnie względnej, ale zawsze - na tzw. łamach ZN odczuwał to co nazywamy "parciem na szkło", choć właściwiej byłoby powiedzieć "parcie na papier". Odniósł sukces czytelniczy i finansowy z pisarza znanego dzieciakom i młodzieży dzięki Danielowi P. & Co stał się znany wszystkim. No więc, chciał nie chciał musiał zabierać głos, nawet jak go nikt nie pytał. Taka już była dola pisarza w Polsce: został autorytetem. Czyli wpadł w rolę, z której sam pokpiwał ("Skiroławki", ale nie tylko) i która była raczej niezgodna z jego rozumieniem sensu i celu pisarstwa.
Oczywiście, wraz z ogłoszeniem stanu wojennego wielu piszących kontestowało i przestało pisać, wielu być może pisało nadal, ale przestali ich drukować - znaleźli sobie innych wydawców, a raczej ci inni wydawcy znaleźli sobie ich ;-) . Tak czy owak pozostało sporo wolnych kolumn i szpalt do zapełniania, no to trzeba było je zapełniać ;-) . No to ZN czasem celebrował własną wielkość, a czasem dokopywał tym, których z jakichś względów - często czysto osobistych - nie lubił.
_________________
Z 24
 
 
John Dee 
Moderator
Epicuri de grege porcus



Pomógł: 124 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 14080
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2024-01-14, 23:43:31   

Z24 napisał/a:
Czyli wpadł w rolę, z której sam pokpiwał ("Skiroławki", ale nie tylko) i która była raczej niezgodna z jego rozumieniem sensu i celu pisarstwa.
He he. Bo tak to już jest, warunki pracy dla pisarza chyba nigdy nie są idealne. Jeśli wolno ci drukować co chcesz i ile chcesz, to też niedobrze.

Z24 napisał/a:
pozostało sporo wolnych kolumn i szpalt do zapełniania, no to trzeba było je zapełniać ;-) . No to ZN czasem celebrował własną wielkość, a czasem dokopywał tym, których z jakichś względów - często czysto osobistych - nie lubił.
No właśnie. Tylko że ani jedno, ani drugie nie jest godne wielkiego pisarza, a za takiego przecież się uważał.
 
 
irycki 
Maniak Samochodzika
Pan Motocyklik



Pomógł: 24 razy
Wiek: 57
Dołączył: 13 Paź 2015
Posty: 5801
Skąd: Legionowo
Wysłany: 2024-01-15, 08:23:33   

Abstrahując od sedna rzeczonego artykułu, zafrapowało mnie to:

Cytat:
zdaje się jestem jedynym w Polsce wykształconym psychoanalitykiem (studiowałem w Ottawie)


Przyznaję, że pierwszy raz się spotykam z taką informacją :zdziw:
_________________

Nie chcę pani schlebiać, ale jest pani uosobieniem przygody. Gdy patrzę na panią łowiącą ryby, pływającą po jeziorze, nie wyobrażam sobie, aby istniała bardziej romantyczna dziewczyna.

"Wolność i władza mają tylko jedną wspólną cechę: nadużywanie."
Karol Bunsch

Moje fotoszopki (akt. 13.11.2022)
.
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 65 razy
Wiek: 61
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 11237
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2024-01-15, 09:47:05   

John Dee napisał/a:
Z24 napisał/a:
Czyli wpadł w rolę, z której sam pokpiwał ("Skiroławki", ale nie tylko) i która była raczej niezgodna z jego rozumieniem sensu i celu pisarstwa.
He he. Bo tak to już jest, warunki pracy dla pisarza chyba nigdy nie są idealne. Jeśli wolno ci drukować co chcesz i ile chcesz, to też niedobrze.


:564: :D

Musi być jakieś hmm... napięcie między pisarzem - czy szerzej: artystą - a tzw. społeczeństwem, żeby mogła zafunkcjonować jakaś twórczość...

John Dee napisał/a:
Z24 napisał/a:
pozostało sporo wolnych kolumn i szpalt do zapełniania, no to trzeba było je zapełniać ;-) . No to ZN czasem celebrował własną wielkość, a czasem dokopywał tym, których z jakichś względów - często czysto osobistych - nie lubił.
No właśnie. Tylko że ani jedno, ani drugie nie jest godne wielkiego pisarza, a za takiego przecież się uważał.


:564:

Chyba tak. Chociaż małostkowość przytrafia się i wielkim... ZN dostał swoje 5 minut i ileś wierszy, to je wykorzystywał. Nie zawsze, że tak powiem, w sposób elegancki.

irycki napisał/a:
Cytat:
zdaje się jestem jedynym w Polsce wykształconym psychoanalitykiem (studiowałem w Ottawie)


Przyznaję, że pierwszy raz się spotykam z taką informacją :zdziw:


Na 99, 9 % jaja sobie robił. A jeżeli już studiował w Ottawie, to chyba na kursach korespondencyjnych ;-) .

Ta akurat jego wypowiedź i jej, powiedzmy, konsekwencje w tym tekściku korespondują właśnie z jego wizją pisarstwa. I - a contrario - z deficytami solidnej wiedzy psychologicznej w polskiej literaturze. O tym pisał w "Uwodzicielu", "Skiroławkach". Przypomina mi się taki fragment z tego ostatniego dzieła, w którym ZN napisał o losach powieści "Zanim odlecą jaskółki" pisarza Lubińskiego: W "kompetentnych" kręgach powieść została odebrana jako protest przeciwko bezduszności medycyny itp., co "dziwnie zabrzmiało w kraju, gdzie psychiatrzy należeli do zawodów najbardziej deficytowych". Jakoś tak to było.
_________________
Z 24
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Członek Kapituły Samochodzikowej Książki Roku



Pomógł: 137 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 6640
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2024-01-24, 00:58:22   

• To był jeszcze czas przed ukazaniem się „Skiroławek” w druku. Ale Nienacki już czuł się w uderzeniu po ukończeniu dzieła i już spotykał się z negatywnymi reakcjami szukając wydawcy książki czy możliwości druku fragmentów w prasie. Więc owo nakierowanie uwagi na siebie, o którym mówicie, rzeczywiście może być związane z sytuacją. W pół roku póżniej, po dotarciu powieści na rynek, gdy pisarz bronił się przed rzeczywistymi lub wyimaginowanymi atakami filistrów – podtrzymując przy tym aurę sensacji – jeszcze się to nasili.

• Andrzej Jonas, który nakłaniał Nienackiego do napisania (dla „Tu i Teraz”) reportażu o leśnikach, miał pewnie na myśli gładki produkcyjniak. Na to Nienacki nie przystał i chyba odmową dużej szkody – nam, czytelnikom, czy to ówczesnym czy obecnym – nie wyrządził. Tematu przecież nie zmarnował, bo artystyczny obraz wsi, lasu, otaczającej go rzeczywistości zawarł w „Skiroławkach” i potem w „Wielkim lesie”.

Fakt, że felietony z cyklu „Listy z Jerzwałdu” i „Chata za wsią”, wbrew nadtytułom, dryfowały w kierunku spraw szerszych – literackich, kulturalnych, ogólnokrajowych. Może dlatego, że w tym czasie, po piętnastu z górą latach pobytu, pisarz już wyrzekł się był nadziei na rolę sumienia wioski. Tak napisał o swoim bohaterze Lubińskim, któremu dano do zrozumienia, że co pisarskie ma być oddane pisarzowi, a co wioskowe rolnikom i drwalom. A może zresztą nie dlatego. W każdym razie tematy lokalne istotnie nieczęsto pojawiały się w jego tekstach prasowych. A kiedy raz Nienacki napisał poważniejszą „Rozprawę o kretynach” to wynikła z tego awantura.

• Forma „osobistego przeglądu prasy” – gdy autor niemal na bieżąco dzieli się myślami nachodzącymi go podczas lektury periodyków – jest chyba dość łatwa w pisaniu (i lekka w czytaniu), toteż bywała chętnie stosowana nie tylko przez Nienackiego. Prawda, że tendencja może prowadzić do utraty poczucia wagi problemów, do przeceniania spraw bieżących, skupiania się na personaliach. Czytając komentarze, odpowiedzi, sprostowania, listy do redakcji czasem ma się wrażenie, że atmosferą przypominają dzisiejsze spory na internetowych forach, oczywiście spowolnione rytmem ukazywania się tygodników.

Mogła ta metoda owocować głębszymi przemyśleniami, choć nieraz prowadziła do zupełnie błahych lub oczywistych wniosków.
Taka też jest genealogia następnego odcinka „Chaty za wsią”.

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...
Zwycięzca rywalizacji rowerowej w 2019 r.

 
 
Kynokephalos 
Moderator
Członek Kapituły Samochodzikowej Książki Roku



Pomógł: 137 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 6640
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2024-01-26, 09:02:43   "Western"

=======================================================================================
CHATA ZA WSIĄ

WESTERN

ZBIGNIEW NIENACKI
„Szpilki” nr 32(2167) rok XLVIII, 11 VIII 1983, str. 14.

. . Już drugi raz tygodnik „Tu i Teraz", na przestrzeni krótkiego czasu, solidnie uczy pisarzy jak powinny wyglądać książki dla dzieci i młodzieży. Aż czuje się w tym rękę Leszka Żulińskiego, który zasłynął jako znakomity edytor tego rodzaju literatury (były wobec niego zastrzeżenia, ale któż jest bez grzechu?), a teraz jako kierownik redakcji krytyki w tym tygodniku może sobie nareszcie pozwolić na propagowanie swoich poglądów. A trzeba stwierdzić. ze są to poglądy bardzo rozsądne, właściwe, słuszne, a nade wszystko — dobrze wyważone.

. . Z małolatami, jak wiadomo, są ostatnio kłopoty. Lubią gromadami wylegać na ulice, dając ucho rozmaitym wrogim podszeptom i bawią się z milicjantami w swoiste podchody, rzucają kamieniami, a potem chowają się po bramach, rozbijają samochody, wyrywają płyty z chodników i budują barykady z ławek niekoniecznie szkolnych. Tu i ówdzie organizują konspirację, roznoszą jakąś tam bibułę, marzy im się partyzantka. Jaka jest na to rada? Jest jedna — można ją znaleźć w „Tu i Teraz”.

. . Otóż trzeba pokazać młodzieży jak wygląda prawdziwy ideał młodego Polaka-konspiratora, Polaka-partyzanta. Pokazać, że obecna młodzież nie potrafi się dobrze bawić — bo kiedyś za okupacji, to dopiero była prawdziwa zabawa. Po co propagować ideał Polaka-człowieka pracy, uczącego się i zdobywającego kwalifikacje, kiedy najlepszą szkołą życia jest wojowanie. Przecież prawdziwa wojna to jest dopiero prawdziwa przygoda. Najlepiej pisać historie o wojnie — jak powiada recenzent z „Tu i Teraz”. Cytuję z numeru 22:

. . Dla nastolatków tego typu lektury stanowią swoisty „polski western”. Czy to źle? Czy źle, że pod przygodą i emocją, młodzieńczą pasją czynu kryje się kawałek prawdziwej historii”. I dalej: „Czyżby lepsze miały być westerny Karola Maya?” I dalej: „Przygoda? Tak, przede wszystkim. Ale bez zgrywy, bez luzu, bez fikcji”.

. . Tak, tak, po stokroć racja. Miniona wojna była rzeczywiście wielką przygodą i zabawą, sam w niej brałem udział między 9 i 14 rokiem życia. Świetnie się wtedy bawiliśmy, a kto nie umiał się bawić, sam sobie był winien i szedł albo do komory gazowej albo pod mur. Szczególnie bez żadnej zgrywy przyglądaliśmy się łapaniu i rozstrzeliwaniu Żydów, płonącemu gettu i płonącej powstańczej Warszawie. Jak pisze do mnie jeden z mych licznych czytelników:

. . Zazdroszczę Panu, że żył Pan podczas okupacji. Teraz trzeba chodzić do szkoły i czasem dostaje się dwóje, a wtedy można było zostać partyzantem, roznosić bibułę i strzelać do Niemców z prawdziwego karabinu. Teraz jest nudno”.

. . Dlatego mili są mojemu sercu autorzy, którzy pokazują okupację i walkę z hitleryzmem jako pasjonującą przygodę, jako coś w rodzaju podchodów w harcerskim stylu Kazimierza Koźniewskiego. To nic, że czasem ktoś tam umierał naprawdę — w książce tak naprawdę nikt nie umiera i nikt nie jest torturowany. Najważniejsze, aby obudzić w młodzieży uczucia patriotyczne, upostaciowane w tęsknocie za partyzantką i konspiracją. Dlatego w błędzie pozostają autorzy, szukający innych wzorców przygody, a przede wszystkim ci, którzy chcą stworzyć młodzieży wzorzec Polaka bez broni, Polaka pracującego w fabryce czy na roli, co jest zajęciem bardziej nudnym niż rzucanie granatami.

. . Wojnę wspominam rzeczywiście jako przygodę. Wspaniałą i niezapomnianą. Jak bohater znanej Powieści Marii Kuncewiczowej zatytułowanej „Tristan 46” — nosiłem na szyi nie tylko pepeszę, ale i naszyjnik z zębów wybitych esesmanom oraz słoik z językiem uciętym gestapowcowi, ponieważ my, Polacy, szczególnie znani byliśmy z okrucieństwa. Kto nie wierzy, niech jeszcze raz przeczyta Tristana 46 albo porozmawia z Leszkiem Żulińskim, który ustami swego recenzenta, Kamila Michalskiego, tak wielbi przygodę wojenną w książce Duchy Baszty Józefa Stompora, opisującej dywersyjne działanie grupy kilkunastolatków z obwodu „Baszta” na Kielecczyźnie.

. . Nic tu dodać ani ująć. Co najwyżej usiąść i użalać się nad tym, że owa niezapomniana przygoda — minęła i daj Boże, nie wróci. A ponieważ nie wróci, może warto powtórzyć tę zabawę w nowych warunkach, wybić komuś szybę szyba samochodzie, pobawić się w podchody z milicjantami, założyć konspiracyjne kółko w szkole, a nawet oddział partyzancki.

. . Dobrze służy sprawie literatury dla dzieci i młodzieży redaktor Leszek Żuliński. Dobre propaguje wzorce postaw. Trzeba naszą młodzież ochraniać przed pokazywaniem okrucieństwa wojny, jej brzydoty, jej okropności. To są jedynie lektury dla dorosłych. Młodzież niechaj cieszy się jeno wspomnieniem o okupacyjnej przygodzie i żałuje, że nie żyła w tamtych latach. Dajmy młodzieży do rąk prawdziwy okupacyjny „western” o złych bandytach i dobrym szeryfie partyzancie; niech głośno brzmią w nim strzały z karabinów maszynowych i padają źli ludzie — bo dobrzy oczywiście przeżyją. A że tam kogoś przy okazji zagazowano, (nawet 6 milionów), nie szkodzi, oczywiście, nie szkodzi. Nic nie szkodzi prawdziwej zabawie bez zgrywy, bez luzu, bez fikcji.

. . Co do mnie — wolę jednak książki Karola Maya.
=======================================================================================

 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 65 razy
Wiek: 61
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 11237
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2024-01-26, 11:42:21   

Co tu gadać, dobry, mocny kawałek. Oczywiście we właściwym dla ZN sosie ironii, szyderstwa i wycieczek osobistych.
Prywatnie mam przyjemność, że przed 11 laty w trakcie lektury "Uwodziciela" prawidłowo zidentyfikowałem autorkę i dzieło, mimo, że go nie czytałem: chodzi o wspomnianego w artykule "Tristana-46" Marii Kuncewiczowej.

PS. Oczywiście - pewnie dla lepszego efektu - Mistrz ponaciągał swój wiek w okresie II Wojny. nie 9-14 tylko 10-16.
_________________
Z 24
Ostatnio zmieniony przez Z24 2024-01-26, 11:47, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
John Dee 
Moderator
Epicuri de grege porcus



Pomógł: 124 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 14080
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2024-01-26, 22:00:57   Re: "Western"

Kynokephalos napisał/a:
CHATA ZA WSIĄ - WESTERN
I znowu okazja dla Mistrza zwrócić uwagę czytelnika “Szpilek” na to, że źle się dzieje w państwie duńskim (czytaj: polskim) i wyjaśnić, na czym to zło polega. To wszystko jak zwykle w typowym dla niego pouczającym tonie nieomylności. :D
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 65 razy
Wiek: 61
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 11237
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2024-01-27, 00:59:02   

John Dee napisał/a:
To wszystko jak zwykle w typowym dla niego pouczającym tonie nieomylności.


Redaktor naczelny, Kazimierz Koźniewski, był naprawdę tolerancyjny jak cholera znosząc te wypady ZN. Ja na jego miejscu bym się regularnie wściekł; akurat K.K. nie oglądał wojny przez dziurkę od klucza. Był "cichociemnym".
_________________
Z 24
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Członek Kapituły Samochodzikowej Książki Roku



Pomógł: 137 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 6640
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2024-02-18, 07:19:02   "Wstyd"

Luminarzem wspomnianym w felietonie prawdopodobnie był Jan Dobraczyński. W listopadzie 1982 roku telewizja nadała — w dobrym czasie antenowym — jego wypowiedź ze słowami „film przesiąknięty pornografią”, która odbiła się pewnym echem.

Ciekawe, czy Nienacki tak dobrze zapamiętał sprawę, że wrócił do niej po dziewięciu miesiącach — czy może mamy tu do czynienia z treścią przygotowaną dawniej dla „Tu i Teraz”, a w wyniku opóźnień czy marginalizowania go przez to pismo (na co pisarz skarżył się wielokrotnie) przeredagowaną dla „Szpilek”. Książka Obuchowskiej i Jaczewskiego także ukazała się (sądząc ze stopki) jeszcze w '82 roku.

Nietrudno odgadnąć w tym felietonie podbudowę ideologiczną i torowanie drogi „Skiroławkom”, które świeżo ukończone szukały w tym momencie wydawcy. Można nawet powiedzieć: przypisanie im społecznej misji. Ale sam problem nie jest przecież całkiem wydumany, bo w kulturze oficjalnego obiegu rzeczywiście czegoś brakowało — o czym świadczy choćby fakt, że uwaga Dobraczyńskiego przysporzyła „Dolinie Issy” wielu dodatkowych, napalonych widzów (tak się wtedy plotkowało, ale wierzę).
Aczkolwiek postulat, by na okładki czasopism społeczno-kulturalnych — zamiast wizerunków postaci z życia publicznego — trafiły „ładne pupy i piersi”, a aktorki portretować w nich bez ubrań, świadczy chyba o zbytnim emocjonalnym zaangażowaniu się w temat, o utracie perspektywy. Tak, jakby autor zbytnio rozgrzał się własnymi argumentami i sam dał się im ponieść za daleko.

Założyłbym się, że Nienacki celowo unikał użycia w felietonie słowa „purytanizm”. Mogłoby czytelników naprowadzić na tropy przeczące jego tezie, jakoby tabu związane z życiem seksualnym było symptomatyczne tylko dla polskiej kontrreformacji czy tylko dla katolickiej moralności.

Pozdrawiam,
Kynokephalos

=======================================================================================
CHATA ZA WSIĄ

WSTYD

Zbigniew Nienacki
„Szpilki” nr 33(2168) rok XLVIII, 18 VIII 1983, str. 14.

. . Jakie to piękne, że w naszym kraju wielcy pisarze, odgrywający piękną i pożyteczną rolę w życiu publicznym — mają prawo do prywatnych poglądów, a tak zwany szary obywatel może się z tych poglądów nawet pośmiać, zachowując cały szacunek dla działalności i osoby człowieka. Oczywiście każdy chyba wie, że mam na myśli poglądy pewnego luminarza literatury na pornografię upostaciowaną dla niego w filmie Dolina Issy. Po jego słynnej wypowiedzi długo się zastanawiałem, czy w istocie ciało ludzkie jest siedzibą grzechu, a nie jest nią dusza ludzka. I czy odrodzenie moralne narodu powinno się odbywać na drodze zakrywania materiałem kolan, pośladków i innych części ciała ludzkiego. Byłem bowiem zawsze przekonany, że stwarzając człowieka Pan Bóg nie mógł mu dać brzydkiego ciała i że jest naszym zadaniem podziwianie piękna, stworzonego przez tę Istotę, a nie ukrywanie go, jak gdybyśmy wstydzili się Pana Boga.

. . Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne wydrukowały ostatnio w nakładzie zaledwie 30 tys. egzemplarzy — niedużą, ale przepięknie napisaną przez psychologa i lekarza książkę, zatytułowaną Rozwój erotyczny. Książka Ireny Obuchowskiej i Andrzeja Jaczewskiego przeznaczona jest przede wszystkim dla nauczycieli, ale przydałoby się, żeby przeczytał ją niejeden pisarz i redaktor naczelny. Szkoda, że nie mogę jej poświęcić szerszego omówienia, ale gdzie coś takiego wydrukować w naszym kraju? W „Tu i Teraz” ukaże się za dwa lata „Przegląd Tygodniowy” nigdy mnie o nic nie prosił, o „Literaturze” czy „Twórczości” nie ma w ogóle mowy, chyba że byłaby to książka wyłącznie o pępku i to własnym. Niestety, tak pięknie napisana i mądra książka jest o całym ciele człowieka, a także o tym, że być może z tym ciałem, z jago pięknem — należałoby zapoznawać ludzi jeszcze w przedszkolach. Właśnie dla ich zdrowia, dla właściwego wychowania — o czym wszyscy gadają na lewo i prawo — konkretów jednak nie widać. Tym bardziej, że jak stwierdzają autorzy „cała patologia życia seksualnego powstaje w dzieciństwie, a zwłaszcza w okresie dojrzewania”. Tak więc jeśli już mamy chronić kogoś przed nagością, to raczej ludzi dorosłych, bo im i tak już nic nie pomoże, a co najwyżej się zgorszą, natomiast zadbajmy jednak o prawidłowe wychowanie młodego pokolenia.

. . Co by się przydało naszym luminarzom literatury i redaktorom pism, to zrozumienie różnicy między takimi pojęciami jak „seks” „erotyzm” oraz „pornografia”. Od tego elementarza w naszym kraju trzeba zacząć, tym bardziej, że jak to stwierdzają autorzy: „W Polsce między połową XVII a drugą połową XVIII stulecia niemal całkowicie zanikła twórczość mająca bezpośredni związek z problematyką erotyczną”. Autorzy są nadmiernie łaskawi dla nowych czasów, co do mnie mam nieco inne doświadczenia. Rozdzielając gatunki — literaturę dla młodzieży i literaturę dla dorosłych, (uprawiając obydwa), chciałem opublikować fragment swojej powieści Raz w roku w Skiroławkach. W „Tu i Teraz”, po przeczytaniu dostali konwulsji, musiałem dać inny, liryczny fragment. W związku z tym ciekaw jestem w jaki sposób oni w tej redakcji jednak się żenią, wychodzą za mąż, a podobno Kazimierz Koźniewski nawet się dochował wnuków?

. . Jedno wydaje się pewne. Jak słusznie pisał Andrzej Wasilewski w swym wspaniałym szkicu Między Wschodem a Zachodem, jeszcze nie dosyć zdajemy sobie sprawę jak polską tożsamość kulturową zniszczyła w naszym kraju kont[r]reformacja, tłamsząc wszelkie nowinki płynące do nas z Królewca, pętając swobodę myślenia, propagując kulturę tak zwanego sarmatyzmu, obłudy erotycznej, kołtuństwa ksenofobii, megalomanii narodowej. I niech sobie co chce wypisuje Żuliński o romantyzmie — ten nurt był kontynuacją sarmatyzmu nie w formie, ale w treści, miał bowiem wszystkie jego ujemne cechy, z megalomanią i obłudą włącznie.

. . Do rzeczy jednak. Pora odróżnić „seks” „erotyzm” i także „pornografię”. Trzeba też jasno sobie powiedzieć za autorami wspomnianej książki, że „eksponowanie ludziom dorosłym materiału pornograficznego nie stanowi ani jednostkowego, ani społecznego zagrożenia”. Przeprowadzono na ten temat setki badań naukowych na całym świecie, w odróżnieniu od „widzimisię” rozmaitych osób. Ba, stwierdzono pewną współzależność między dostępnością do pornografii a zmniejszeniem przestępstw o charakterze seksualnym. Groźne są jedynie mroczne i błędne wyobrażenia na ten temat, które powodują niekontrolowane rozpowszechnianie się pornografii wulgarnej, zboczonej, a ta może być w rzeczy samej szkodliwa. Pora więc także przeprowadzić różnice między tym zjawiskiem, które się ogólnie nazywa „pornografią”.

. . I drugie jest pewne. Bez wychowania seksualnego młodego człowieka nie ma zdrowego społeczeństwa. A jak piszą autorzy: „wychowanie seksualne musi wychodzić z aprobaty dla ludzkiej erotyki”. Czy istnieje w naszym kraju aprobata dla ludzkiej erotyki? Czy istnieje aprobata dla książek, filmów i obrazów o treści erotycznej? Czy poprzez sztukę erotyczną przeciwdziałamy — że powiem za autorami — „wewnętrznemu zamknięciu się człowieka i kumulowaniu się napięć”? A także tworzymy „możliwość usunięcia osamotnienia, kompensowania braków, mających znaczenie zarówno dla społecznego funkcjonowania tego człowieka, jak i wewnętrznego poczucia szczęścia”? Erotyzm jest nam też potrzebny dla celów prokreacji.

. . Co do mnie, zamiast niejednej niemiłej twarzy na okładce tygodnika, wołałbym zobaczyć o wiele ładniejszą pupę, nie znam powodów dla których ręka ludzka ma być ładniejsza od kobiecej piersi (oczywiście naprawdę ładnej), wolę rozebraną aktorkę od aktorki źle ubranej. Paniom też się coś należy — one wcale nie uważają, że męskie ciało jest brzydkie i niewarte oglądania. Jednym słowem — jestem za pięknem i ono jedynie, moim zdaniem, powinno być kryterium tego co się powinno udostępniać czy też chować na dno szuflady. Stworzył nas podobno Pan Bóg, a potem powiedział „I to było dobre”. Zrodziło się też uczucie wstydu. Ale jak wiemy, jest ono uwarunkowane kulturowo — różne nacje i różne rasy czego innego się wstydzą. My, Polacy, jak sądzę, powinniśmy się wstydzić głupoty.
=======================================================================================

 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 65 razy
Wiek: 61
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 11237
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2024-02-19, 12:20:23   

Kynokephalos napisał/a:
Nietrudno odgadnąć w tym felietonie podbudowę ideologiczną i torowanie drogi „Skiroławkom”, które świeżo ukończone szukały w tym momencie wydawcy. Można nawet powiedzieć: przypisanie im społecznej misji. Ale sam problem nie jest przecież całkiem wydumany, bo w kulturze oficjalnego obiegu rzeczywiście czegoś brakowało — o czym świadczy choćby fakt, że uwaga Dobraczyńskiego przysporzyła „Dolinie Issy” wielu dodatkowych, napalonych widzów (tak się wtedy plotkowało, ale wierzę).
Aczkolwiek postulat, by na okładki czasopism społeczno-kulturalnych — zamiast wizerunków postaci z życia publicznego — trafiły „ładne pupy i piersi”, a aktorki portretować w nich bez ubrań, świadczy chyba o zbytnim emocjonalnym zaangażowaniu się w temat, o utracie perspektywy. Tak, jakby autor zbytnio rozgrzał się własnymi argumentami i sam dał się im ponieść za daleko.


:564: :564: :564:

Mogę się tylko podpisać :D .

Kynokephalos napisał/a:
Założyłbym się, że Nienacki celowo unikał użycia w felietonie słowa „purytanizm”. Mogłoby czytelników naprowadzić na tropy przeczące jego tezie, jakoby tabu związane z życiem seksualnym było symptomatyczne tylko dla polskiej kontrreformacji czy tylko dla katolickiej moralności.


:564: :564: :564:

Oczywiście. Dlatego dla mnie cokolwiek zgrzytliwie zabrzmiały te słowa o "nowinkach płynących z Królewca" ( co za nawiązanie do PSiZF i PSiN, do tych fragmentów o kulturze Reformacji i Renesansu).
Akurat w dziedzinie o której mowa w artykule, Bracia Odłączeni byli bardziej hmm... restrykcyjni (nie chciałem napisać "purytańscy") niż agendy Kontrreformacji - przynajmniej w dziedzinie sztuki. Wystarczy przywołać jako przykład jedną jedyną rzeźbę Berniniego, "ekstazę św. Teresy", żeby wywrócić na nice tę demagogię Mistrza.
A nasza literatura okresu baroku wprost roi się od rubaszności, naturalizmu, by nie rzec sprośności.
Sarmatyzm - polski wyraz kontrreformacji (między innymi oczywiście) - raczej nie kojarzy się z ascezą; znacznie częściej z używaniem.
_________________
Z 24
Ostatnio zmieniony przez Z24 2024-02-19, 12:22, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Chemas 
Forumowy Badacz Naukowy
Kinomaniak wychowany na literaturze młodzieżowej



Pomógł: 40 razy
Wiek: 55
Dołączył: 04 Wrz 2021
Posty: 11562
Skąd: Złocieniec
Wysłany: 2024-02-19, 14:24:55   

Jeszcze wszystkiego do końca nie przeczytałe, ale jestem pod wrażeniem. Wypowiadać się nie będę, bo wyjdzie na wierzch mój prosty rozumek :)

Wielki szacun Kyno
:564: :564: :564:

Daję zapomogę, a jakże!!!!
_________________


Sporadyczny turysta, kiedyś bardzo aktywny, serdecznie zaprasza na Pojezierze Drawskie
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Członek Kapituły Samochodzikowej Książki Roku



Pomógł: 137 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 6640
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2024-02-24, 09:07:47   "Awantura o Basię"

=======================================================================================
CHATA ZA WSIĄ

AWANTURA O BASIĘ

Zbigniew Nienacki
„Szpilki” nr 36(2171) rok XLVIII, 8 IX 1983, str. 14.

. . W ostatnim czasie — jako psychoanalityk i autor książek dla młodzieży — coraz częściej zapraszany bywam do różnych szkół w charakterze konsultanta i arbitra w sporach między nauczycielami i młodzieżą, dotyczących interpretacji treści lektur szkolnych. Trudno się temu dziwić, gdyż w minionych latach trwał tak zmasowany atak publicystów na szkołę, którą oskarżano o uczenie półprawd, ćwierć-prawd, a także rozmaite przemilczenia — że owa nieufność do pedagogów wciąż jeszcze pokutuje. Starsi zaszczepiają ją młodszym, i tak to trwa.

. . Tym razem poproszono mnie do trzeciej klasy i chodziło o jedną z pozycji lekturowych, konkretnie o Awanturę o Basię Kornela Makuszyńskiego. Kto tej książki nie pamięta, to mu przypomnę, że jest to barwna opowieść z życia tak zwanej „cyganerii”, o malarzach i innych artystach, którzy chodzili w szerokoskrzydłych kapeluszach oraz pelerynach, mieszkali na strychach, przymierali głodem, ale mimo tego zaopiekowali się małą dziewczynką o imieniu Basia. Nauczyciele tłumaczyli dzieciom, że ta historia dotyczy dawnej przeszłości, ale do dziecięcej, a szczególnie dziecięco-wiejskiej wyobraźni jakoś nie trafia obraz artysty przymierającego głodem, skoro w okolicach ich wioski, nad jeziorem i w lesie, wszelkiego rodzaju artyści mają wspaniałe wille czyli dacze, żaden z nich nie przymiera głodem, wożą się w zagranicznych samochodach, peleryn też nie noszą.

. . Swój wykład rozpocząłem od tego, że w dawnych czasach mało dbano o artystów, nikt nie chciał kupować ich rzeźb i obrazów... Przerwał mi jakiś malec i zapytał, dlaczego nie chciano tych rzeźb i obrazów kupować. „Prawdopodobnie nie podobały się ludziom” — wyjaśniłem. Znowu więc mnie zapytano: „A teraz, obrazy tych, co mieszkają w tamtych daczach, to się podobają?” Odrzekłem: „Też się ludziom nie podobają, ale teraz nie kupują ludzie prywatni, tylko Państwo. Urzędnikom państwowym jest wszystko jedno, co kupują. byle sprawować tak zwany mecenat Państwa nad kulturą, który jest dobrodziejstwem socjalizmu”. Jakaś dziewczynka zapytała: „A te kupy metalu, koła zębate i kawałki blachy, które oglądaliśmy na skwerkach podczas wycieczki do Elbląga, też Państwo kupiło”. Odpowiedziałem: „Tak dziecko. Bo to są rzeźby przestrzenne. Tobie się może one nie podobają, ale Państwo je kupiło i stoją na skwerkach”.

. . Jak wyniknęło z dyskusji życie artysty w naszym kraju jest teraz łatwiejsze niż było ongiś, stąd te dacze i samochody. Wszystko się zmieniło — artyści nie noszą już peleryn i kapeluszy szerokoskrzydłych, zresztą czarnych, i nie muszą przymierać głodem. „I Basią też by się nie zajęli” — powiedziała któraś z dziewczynek z trzeciej klasy. — „Owszem, była w tych daczach awantura, ale nie o Basię, lecz Baśkę, tę, co to chodzi w mini i nakryła ją z mężem żona pewnego artysty. Ta awantura o Baśkę była o wiele ciekawsza niż Awantura o Basię, ponieważ żona tego artysty Baśkę goniła przez całą wioskę i różne słowa wykrzykiwała”.

. . Wróciliśmy jednak do tematu, czyli lektury szkolnej. Oświadczyłem, że wprawdzie artystom teraz lepiej się powodzi niż ongiś z powodu mecenatu Państwa, mają mieszkania M-4 i dacze po wioskach mazurskich, lecz mimo tego bardzo tęsknią za strychami i poddaszami. A to dlatego, że domów ze strychami buduje się bardzo mało, a oni po prostu kochają strychy i poddasza. Może też w młodości czytali Awanturę o Basię i stąd ich tęsknota do poddaszy? Co do mnie, to nie chciałbym mieć ani strychu ani poddasza, ponieważ na takim strychu jest bardzo gorąco latem i bardzo zimno zimą Zresztą jestem przeciwny dawaniu strychów artystom ponieważ oni te strychy natychmiast wykładają modrzewiową boazerią i zakładają łazienki z fińskimi kafelkami, co się z ideą strychu jako symbolu biedy artystycznej jakoś nie godzi. Podobnie jak z tego powodu trudno jest zrozumieć kłopoty i troski bohaterów Awantury o Basię.

. . Na wszelki wypadek przestrzegłem młodzież, że gdy w starszych klasach zapoznawać się będą z takimi utworami jak Chudy literat albo Janko muzykant — niechajże zaufają objaśnieniom swych nauczycieli, a nie osądzają sprawy na podstawie programów telewizyjnych, w których, jeśli pokazuje się jakiegoś literata, np. Bogdana Czeszkę albo Romana Bratnego, to zazwyczaj na tle malowniczo położonego jego wiejskiego, wypoczynkowego domostwa. Jest przecież sprawą jasną, że dziś muzyk nie musi kraść skrzypiec z dworku, ponieważ — jak to pokazano w telewizji — muzyk, pan Krzysztof Penderecki, nie tylko, że nie kradł skrzypiec, ale sam sobie piękny dworek wyremontował i nawet za to nagrodą od Państwa otrzymał. Co do literatów, to oni teraz nie są „chudzi”, tylko co najwyżej szczupli, tamte zaś utwory tyczyły czasów odległych, kiedy jak to już wspomniałem — nie było opieki ze strony Państwa Ludowego oraz stowarzyszeń twórczych

. . I wszystko byłoby dobrze, gdyby pewna nauczycielka nie poprosiła mnie, abym dzieciom w trzeciej klasie wyjaśnił autorytatywnie, co to znaczy słowo „żebrak”, raz po raz pojawiające się w różnych czytankach szkolnych. Dzieci nie mają pojęcia, co to słowo znaczy i śmieją się przy wyjaśnieniach. Musiałem więc opowiedzieć jak to kiedyś na ulicach miast wyciągali rękę po datek różni biedni ludzie a po wsiach krążyły dziady proszalne, żebrzące o kromkę chleba. „A kiedy to było?” — zapytał piegowaty małolat „Nie tak dawno” — odrzekłem — „jeszcze przed drugą wojną światową”.

. . I w tym momencie dojrzałem w oczach dzieci ogromną nieufność. Ten sam małolat skwitował mnie jednym zdaniem: „Dziadek mówi, że przed wojną bułka kosztowała 5 groszy, w sklepach nie było kolejek, śledzie o nazwie uliki w każdym sklepie można było dostać...”

. . Chciał mi opowiedzieć o pięknych przedwojennych czasach, ale na szczęście dzwonek obwieścił koniec mojej konsultacji.

. . Nie wiem, czy jeszcze kiedyś zdecyduję się nadwerężać swój autorytet tego rodzaju konsultacjami. Tym bardziej, że z różnego rodzaju daczy i willi malowniczo położonych, wciąż słyszę głosy o „chudych literatach” i muzykach beż skrzypiec, o strychach i poddaszach, o nędzy artystów. I już sam nie wiem, co jest prawdą, a co prawdą nie jest, czy Awantura o Basię, Chudy literat i Janko muzykant — to utwory pradawne czy też współczesne. Nie mam też pojęcia dlaczego przed wojną choć w sklepach nie było kolejek — to jednak chodziły po wsi dziady proszalne i żebracy, którego to słowa dzieci w klasie trzeciej nie rozumieją. Żal mi tylko nauczycieli, ale cóż robić — niewdzięczny sobie zawód wybrali.
=======================================================================================

 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 152 razy
Wiek: 57
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 48276
Skąd: Poznań
Wysłany: 2024-02-24, 09:37:22   

Ciekawe czy faktycznie w PRL wszelakim artystom żyło się generalnie lepiej?
Teraz to lepiej się żyje zapewne głównie celebrytom i artystom z topu.
_________________
Drużyna 2

Nasze forum na facebooku: ./redir/facebook.com/pansamochodzikforum
Nasza forumowa geościeżka keszerska: ./redir/pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?p=240911#240911

 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 65 razy
Wiek: 61
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 11237
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2024-02-24, 12:43:59   

Szara Sowa napisał/a:
iekawe czy faktycznie w PRL wszelakim artystom żyło się generalnie lepiej?



:D Trudne pytanie: najpierw należałoby zdefiniować pojęcia: "artystom" i "lepiej".
_________________
Z 24
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 65 razy
Wiek: 61
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 11237
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2024-02-25, 13:00:04   

To jest naprawdę dobry kawałek :D .
Jest w nim w gruncie rzeczy mowa o tzw. dysonansie poznawczym wśród dzieciaków, które co innego czytają, a o czym innym dowiadują się z obserwacji różnych przejawów tzw. życia.
Tu jest zresztą kilka warstw: jest to chyba jeden z lepszych felietonów.
I jak słusznie zauważył Kynokephalos, ZN mości sobie tutaj drogę do wypuszczenia w świat "Skiroławek".
W pewien sposób odpowiedzią na dziecięce pytania o hmm... styl życia PT Artystów są historie pisarza Lubińskiego i malarza Porwasza. Lubiński uchodził za zamożnego i zarabiał nie najgorzej na swojej twórczości: kupił dom do którego się przesiedlił i gdzie pracował. Porwasz zamieszkał w dachowcu pobudowanym przez jakiegoś jego złodziejskiego krewnego, od którego ten dom fikcyjnie kupił, żeby wymiar sprawiedliwości na tej złodziejówce nie usiadł.
Sam zaś - choć był niezłym malarzem - prządł raczej cienkawo i przecież momentami zwyczajnie głodował.
W felietonie jest aluzja do mansard, strychów czy innych poddaszy, które były przedzielane plastykom na pracownie przez władze miejskie, spółdzielnie czy kogo tam. Znam takie przypadki.
_________________
Z 24
Ostatnio zmieniony przez Z24 2024-02-25, 23:03, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Reklama:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.

Zapoznaj się również z nasza Polityka Prywatnosci (z dn. 09.08.2019)

  
ROZUMIEM
Strona wygenerowana w 0,45 sekundy. Zapytań do SQL: 14