PanSamochodzik.net.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Raymond Chandler
Autor Wiadomość
John Dee 
Moderator
Epicuri de grege porcus



Pomógł: 123 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 14069
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2023-04-12, 17:15:49   

Bonifacy napisał/a:
w moim odczuciu wszystkie pozycje serii "trzymają poziom"
Tak chyba jest. Niemniej, jedna musi być najsłabsza i oczekuję, że będzie nią “Playback”, jego ostatnia powieść, którą zdąrzył zakończyć. Ale na pewno i ona warta jest przeczytania. Po prostu lubię, JAK on pisze, o czym pisze nie jest mi aż tak ważne.

Z24 napisał/a:
Dosłownie przetłumaczony tytuł to "Pani w jeziorze" ("Lady in the lake"), co jest aluzją do Pani Jeziora - ang. Lady of the lake - postaci z cyklu legend arturiańskich.
:564: Tego, przyznam się, nie wychwyciłem. Dzięki, Zecie, zawsze dobrze wiedzieć.
 
 
John Dee 
Moderator
Epicuri de grege porcus



Pomógł: 123 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 14069
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2023-05-22, 20:37:29   

Z24 napisał/a:
John Dee napisał/a:
A określenia “cheaters” w tym kontekście nigdy wcześniej nie słyszałem. :okulary2:


Ja go w ogóle nie znam :oops:



https://www.youtube.com/watch?v=dlXXND0RfpM

“My tu nie mówimy “okulary” tylko “cheaters.” :D
Zaraz na początku, 0:15.

Zabawny filmik. “Zawodowy” szachista przegrywa dwie partie przeciwko nieznanej mu kobiecie. Jej córka, Anna Cramling, zdradza mu wreszcie, kim jest jej mama: szwedzka arcymistrzyni Pia Cramling. :)
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 64 razy
Wiek: 61
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 11216
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2023-05-23, 10:17:22   

:D :D :D

Cholera, trzeba mieć prawdziwego pecha, żeby tak się narwać!
_________________
Z 24
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 64 razy
Wiek: 61
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 11216
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2023-07-16, 11:34:55   

Właśnie w środę wpadł mi w ręce świeżo wydany kolekcjonerski tomik:

Raymond Chandler "Ołówek"
wyd. EGROSS b.m.w., b.r.w.
tłum. Juliusz Marek


Jest to ostatnie opowiadanie Raymonda Chandlera wydane w 1959 r., w roku jego śmierci.
trudno jest napisać wzmiankę bez zdradzania treści, ale spróbuję. Jest to teoretycznie bardzo krótkie opowiadanie, b o książeczka liczy 68 stron w formacie kieszonkowym.
Marlowe jest już cokolwiek stary, ale jeszcze wcale nie zardzewiał. Nie daje się. Chwali się, że nadal może walić łyskacza przed śniadaniem, chociaż już woli robić to po śniadaniu. Nie daje się zaskoczyć byle palantowi z gnatem.
Można wywieść jedynie słuszny wniosek, że Chandler praktycznie do końca był w znakomitej formie literackiej.
Tym bardziej na tym tle rażą nie tyle usterki tłumaczenia, co edytorskie. Zdaje sobie sprawę, że tłumacząc skomplikowane, wielopiętrowe, a przy tym bardzo oszczędne wywody Phila można się wyłożyć, ale to jest do zrobienia. Trzeba tylko najpierw zrozumieć je dobrze samemu. Jest tu kilka - przynajmniej trzy - niedopatrzenia.
Natomiast wkurzają błędy edytorskie, czy po prostu komputerowe. Miejscowość Flagstaff w Arizonie, znana chyba każdemu miłośnikowi astronomii, jest wydrukowana na trzy różne sposoby. Tak samo nie do końca jestem pewien, czy pewien morderca, za sprawą Phila wysłany do gazu, nazywał się Larssen czy Arsen.
Oryginalny tytuł brzmi "The pencil", ale nie dowiemy się tego z książeczki.
Postaram się pewne rzeczy skonfrontować z oryginałem, bo odniosłem wrażenie, że Chandler zażartował sobie w pewnych miejscach...
Po tych zastrzeżeniach mogę tylko gorąco zachęcać do lektury.
_________________
Z 24
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 64 razy
Wiek: 61
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 11216
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2023-07-16, 14:44:16   

No tak, że mi wcześniej do głowy nie przyszło, skąd się biorą tego rodzaju błędy :D .
gość, który przygotowywał do druku lub tłumaczył, lub jedno i drugie posługiwał się speechtexterem albo czymś w tym rodzaju. Kiedy ma się program nastawiony na język polski, to obce słowa tak wychodzą. Albo jak się ma kiepską dykcję albo za szybko i za dużo się mówi. Po prostu trzeba czytać i poprawiać na bieżąco albo po zakończeniu dyktanda, a komuś się, widać, nie chciało.
_________________
Z 24
 
 
John Dee 
Moderator
Epicuri de grege porcus



Pomógł: 123 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 14069
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2023-07-17, 06:46:43   

Z24 napisał/a:
[b]Raymond Chandler "Ołówek" ... Zdaje sobie sprawę, że tłumacząc skomplikowane, wielopiętrowe, a przy tym bardzo oszczędne wywody Phila można się wyłożyć
Na pewno też kiedyś przeczytam, ale wpierw zaliczę wszystkie jego powieści. :)

Co do przekładów z angielskiego, tę dyskusję prowadziliśmy tu już niejednokrotnie. Moja konkluzja: tłumaczenie z tak przebogatego języka na język - hm, - powiedzmy mniej bogaty, będzie zawsze mniejszym lub większym kompromisem.
Z niemieckiego jest już trochę lepiej, ale tylko trochę. Wczoraj starałem się przetłumaczyć zdanie, w którym ktoś był “ergriffen und bewegt” - Goethe zresztą, grą Marii Szymanowskiej na fortepianie. Słownik w obu wypadkach słownik proponuje “wzruszony”. :/
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 64 razy
Wiek: 61
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 11216
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2023-07-17, 23:42:45   

Świetny kawałek (str 58-59):

"Nastawiłem budzik na 6.30. i zagłębiłem się w lekturze kupionego przypadkowo kryminału, którego akcja tak mnie wystraszyła, że wsadziłem pod poduszkę drugi pistolet. Była to opowieść o facecie, który sprzeciwił się szefowi podziemia z Milwaukee i dostawał w łeb, co piętnaście minut. Normalnie powinien mieć za każdym razem twarz jak siekany befsztyk, ale on, na następnej stronie, pojawiał się znowu, świeży jak różyczka i wesoły jak szczygiełek. Zacząłem się jednak zastanawiać, dlaczego czytam te wypociny, podczas gdy mógłbym przypomnieć sobie raczej "Braci Karamazow". Nie znalazłem odpowiedzi na to pytanie, zgasiłem światło i zasnąłem."
:D
_________________
Z 24
 
 
John Dee 
Moderator
Epicuri de grege porcus



Pomógł: 123 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 14069
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2023-07-18, 05:59:49   

To bardzo dobre, szczególnie ten drugi pistolet. Takie rzeczy nie wymyślają się same, mało kto umie coś takiego wykombinować, gdy zajdzie potrzeba. Mistrzem w tworzeniu tego rodzaju konkretnych obrazowych gagów był, i moim zdaniem nadal jest, Woody Allen. Ale Chandler w tej dziedzinie też był niezgorszy. :)
 
 
John Dee 
Moderator
Epicuri de grege porcus



Pomógł: 123 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 14069
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2024-01-08, 21:02:14   

Chandler - The Big Sleep.

Nie będę komentował powieści, bo wiadomo, klasyk. Ale jeśli to kogoś interesuje, oto cytaty, które sobie wynotowałam.


Then she lowered her lashes until they almost cuddled her cheeks and slowly raised them again, like a theater curtain. I was to get to know that trick.

A few locks of dry white hair clung to his scalp, like wild flowers fighting for life on a bare rock.

I used to like mine with champagne. The champagne as cold as Valley Forge and about a third of a glass of brandy beneath it.
(Valley Forge functioned as the third of eight winter encampments for the Continental Army's main body, commanded by General George Washington.)

The butler came along the red path with smooth light steps and his back as straight as an ironing board.

went from wall to wall looked like a fresh fall of snow at Lake Arrowhead. There were full-length mirrors and crystal doodads all over the place.

“So you’re a private detective,” she said… There was nothing in that for me, so I let it drift with the current.

She approached me with enough sex appeal to stampede a businessmen’s lunch and tilted her head to finger a stray, but not very stray, tendril of softly glowing hair. Her smile was tentative, but could be persuaded to be nice.

I flipped my wallet open on her desk and let her look at the buzzer pinned to the flap. (=Slang: A police badge.)

His glass eye shone brightly up at me and was by far the most life-like thing about him. At a glance none of the three shots I heard had missed. He was very dead.

Whoever had done it had meant business. Dead men are heavier than broken hearts.

He was a slim dark-haired kid who had been good-looking not so long ago. Now his face was bluish white and his eyes were a faint dull gleam under the lowered lids and his open mouth had sand in it.

I always left this unlocked, in case I had a client, and the client cared to sit down and wait.
I had a client.

Her black hair was glossy under a brown Robin Hood hat that might have cost fifty dollars and looked as if you could have made it with one hand out of a desk blotter.

She gave me one of those smiles the lips have forgotten before they reach the eyes.

“You’re as cold-blooded a beast as I ever met, Marlowe. Or can I call you Phil?”
“Sure.”
“You can call me Vivian.”
“Thanks, Mrs. Regan.”
“Oh, go to hell, Marlowe.”

I didn’t go near the Sternwood family. I went back to the office and sat in my swivel chair and tried to catch up on my foot-dangling.

Under the thinning fog the surf curled and creamed, almost without sound, like a thought trying to form itself on the edge of consciousness.

“She’s a grifter, shamus. I’m a grifter. We’re all grifters. So we sell each other out for a nickel. Okey. See can you make me.” He reached for another of my cigarettes, placed it neatly between his lips and lit it with a match the way I do myself, missing twice on his thumbnail and then using his foot. He puffed evenly and stared at me level-eyed, a funny little hard guy I could have thrown from home plate to second base. A small man in a big man’s world. There was something I liked about him.

I turned into the narrow lobby of the Fulwider Building. … Painless dentists, shyster detective agencies, small sick businesses that had crawled there to die.

I reached my wallet out and slipped the thick hard window of celluloid from over my driver’s license. A burglar’s tool the law had forgotten to proscribe. (=forbid)

He moved his dark eyes up and down slowly and then glanced at his fingernails one by one, holding them up against the light and studying them with care, as Hollywood has taught it should be done.

What did it matter where you lay once you were dead? In a dirty sump or in a marble tower on top of a high hill? You were dead, you were sleeping the big sleep, you were not bothered by things like that. Oil and water were the same as wind and air to you. You just slept the big sleep, not caring about the nastiness of how you died or where you fell.
Ostatnio zmieniony przez John Dee 2024-01-08, 23:47, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Bonifacy 
Czytał Samochodzika


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 09 Mar 2023
Posty: 89
Skąd: Koszalin
Wysłany: 2024-01-29, 22:17:20   

Przeczytałem właśnie "The Pencil". Dobre opowiadanie, choć w objaśnianiu rozwiązania zagadki Autor poszedł chyba trochę na skróty - no, przynajmniej dla mnie nie wszystko składało się w tak logiczną całość jak w powieściach. Trzeba będzie jeszcze raz, powoli przeczytać :-)
Do recenzji, którą parę miesięcy temu umieścił Z24 dodam jedną uwagę - akcja "Ołówka" dzieje się prawdopodobnie w latach 40-tych, niedługo po "Żegnaj laleczko", na co wskazuje obecność Anny Riordan.
A skazany morderca nazywał się ani Larssen ani Arsen tylko... Larsen.
Ostatnio zmieniony przez Bonifacy 2024-01-29, 22:18, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Reklama:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.

Zapoznaj się również z nasza Polityka Prywatnosci (z dn. 09.08.2019)

  
ROZUMIEM
Strona wygenerowana w 0,32 sekundy. Zapytań do SQL: 11