PanSamochodzik.net.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
"Rozprawa o kretynach"
Autor Wiadomość
Kynokephalos 
Moderator
Członek Kapituły Samochodzikowej Książki Roku



Pomógł: 137 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 6639
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2023-02-11, 15:46:28   "Rozprawa o kretynach"

Kiedy w maju 1983 roku Zbigniew Nienacki pisał „Mamy taki naród, który nie kupi sobie spodni, a kupi reprinty wszelkich dzieł, choćby po najwyższej cenie.” (https://pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?t=6186&start=20) najwyraźniej nie miał na myśli całego narodu. W sierpniu zajął się tą inną, mniej ambitną częścią.

Dziś Polska nie przoduje już w liczbie urodzin, zmieniły się i inne podane przez autora - pewnie czasem przesadzone - statystyki. Mam nadzieję, że poziom edukacji podstawowej w małych miejscowościach poprawił się w stosunku do tego, co opisuje felieton. Zmieniły się też trochę konkretne grupy społeczne występujące w roli beneficjentów systemu (czy według innych: w roli pasożytów), pojawiły się nowe transfery społeczne i problemy związane z migracjami. O niektórych zagadnieniach dużo częściej niż w 1983 roku myślimy w kategoriach globalnych, lub przynajmniej w skali Europy.

Ale pomimo wszystkich tych zmian, mimo bardzo odmiennego obrazu naszej rzeczywistości - felieton dotyka tematu żywego i kontrowersyjnego do dzisiaj. Możliwe, że Zbigniew Nienacki był jednym z pierwszych, który w polskiej prasie, mając duży krąg odbiorców, brutalnymi słowami wykrzyczał, że najwięcej dzieci robi patologia. W każdym razie wywołał bardzo emocjonalną dyskusję na łamach kilku czasopism, oraz (jeszcze przed „Raz w roku...”, o czym niżej) zyskał u niektórych opinię skandalisty. Dlatego pomyślałem, że przeznaczę dla tego artykułu osobny temat, wyłączając go z cyklu ogólnie poświęconego publicystyce w „Tu i Teraz” (https://pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?t=6186).

Dziś temat nie jest już nowy, ale nadal pozostaje nierozwiązany. Rządy niezbyt skutecznie szukają sposobów, konsensusu brak, stronom trudno wzajemnie przekonać się lub choć znaleźć jakiś wspólny grunt, więc co pewien czas nasila się i przygasa społeczna dyskusja z najmocniejszymi oskarżeniami o lewactwo, prawactwo, szaleństwo, społeczny darwinizm, upadek cywilizacji i podobnymi. Tutaj możemy poczytać, co pisarz być może powiedziałby, gdyby mógł się w nią włączyć.

***

Nienacki ulokował wydarzenie w wiosce o nazwie Skiroławki. W czasie, gdy ukazał się felieton, nazwa ta nic nie mówiła szerszej społeczności: dopiero jesienią 1983 roku wiadoma powieść zaczęła wkraczać na rynek - i to we fragmentach, na łamach czasopism. Niewykluczone, że jej użycie tutaj (zresztą chyba nie był to jedyny tekst Nienackiego, gdzie padła jako symbol dobrych i złych stron mazurskiej rzeczywistości) wpisywało się w przygotowywaną kampanię promocyjną. Ale wydaje mi się też, że autor podczas pisania powieści zżył się był ze światem Skiroławek i jego mieszkańcami do tego stopnia, że później - na własny użytek - w tym świecie umieszczał swoje rozmaite spostrzeżenia.

***

Dla formalności zaznaczmy jeszcze, że współmorderca taksówkarza, o którym tutaj mowa, nie nazywał się Karos lecz Krakos. Waldemar Krakos. Autorowi najwyraźniej zmieszało się to nazwisko w pamięci z personaliami Zdzisława Karosa - ofiary innego głośnego zabójstwa z 1982 roku; Nienacki pisał o tej drugiej sprawie o rok wcześniej, w tekście „Karać ten bunt?” (https://pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?t=6186&start=8).


Pozdrawiam,
Kynokephalos

=======================================================================================
Rozprawa o kretynach

Zbigniew Nienacki
„Tu i Teraz”, nr 32(63) rok II, 10 sierpnia 1983, str. 9.

Na spotkaniu autorskim w wiosce Skiroławki, która leży niedaleko wsi Jerzwałd, gdzie mieszkam — zapytała mnie pewna niewiasta — czemu to ludzie wykształceni czyli tzw. inteligentni uchylają się od patriotycznego obowiązku jakim jest płodzenie nowych obywateli, cały ciężar w tej sprawie zwalając na ludzi prostych.

Na przykład, ja, pisarz, niby to człowiek inteligentny (a wie o mnie dużo, ponieważ w Jerzwałdzie mieszka jej kuzynka i wszystko jej o mnie opowiada) — mam tylko jedno dziecko, syna, którego wykształciłem na lekarza. Ten to młodzieniec, choć zdobył już pierwszy stopień specjalizacji i ma 30 lat, jeszcze się nie ożenił i nie słychać, aby miał dziecko. Natomiast jej 32-letnia córka, chora na padaczkę dziewczyna, niewykształcona, ma już czworo dzieci.

To samo — głosiła owa niewiasta — tyczy się innych wykształconych ludzi. Na przykład, w jej wiosce dwie nauczycielki z tytułami magistrów — mają po jednym dziecku, a trzecia, choć ma już trzydzieści lat i jeździ małym fiatem, zamiast dziecka zaczęła robić doktorat z nauczania początkowego. Proste kobiety mają po pięcioro, siedmioro, a nawet jedenaścioro dzieci. I rodzą je mimo piętrzących się trudności, Na przykład, ona — to jest głosząca owe pretensje niewiasta — ukończyła zaledwie cztery klasy szkoły podstawowej, ponieważ, jak mówiła, miała od maleńkości padaczkę. A jednak już w wieku szesnastu lat poczęła pierwsze dziecko z mężem, który w dwudziestym roku życia przeszedł na rentę z powodu schizofrenii. Mimo tych trudności dopracowali się już pięciorga dzieci, a szóste jest w drodze. Ten sukces nie przyszedł łatwo, gdyż troje jej dzieci już od maleńkości miało padaczkę i musi się uczyć w szkole specjalnej z internatem, jedno przebywa od dłuższego czasu w szpitalu z powodu wywichnięcia stawu biodrowego, a to piąte ma trudności z chodzeniem i mówieniem. A jednak to ją nie zraziło, podobnie jak jej koleżankę ze szkoły specjalnej, niejaką Porową, która ma aż jedenaścioro dzieci, czwórka z nich zupełnie głucha też poszła do szkół specjalnych, a reszta z powodu nieznanej choroby przebywa w szpitalach albo domach dziecka. Mimo tych trudności Porowa obiecała, że jeszcze dwunaste dziecko sobie sprawi. Ona — to jest owa oskarżająca inteligencję niewiasta — chce znać prawdę: czy ludzie wykształceni i inteligentni po prostu nie lubią damsko—męskiej roboty, czy też po prostu uchylają się od patriotycznego obowiązku. Na zakończenie zwymyślała miejscowego felczera za to, że ma tylko dwoje dzieci, miejscowego aptekarza za to, że ma jedno dziecko, leśniczego inżyniera — za to, że spłodził jedynie dwoje dzieci. Dodała też z dumą, że Polska, chociaż tak wielki kryzys przeżywa, to przecież wysiłkiem swych obywateli potrafiła się wysforować, o czym słyszała przez radio, na jedno z pierwszych miejsc pod względem narodzin dzieci. I tylko inteligencja pozostała głucha na rozmaite zachęty jakie stwarza państwo i motywacje (tak się wyraziła) w postaci zasiłków dla rodzin wielodzietnych, urlopów wychowawczych i tak dalej.

Problem wstydliwy
czy oszukańczy


Wyznaję, że problem przerósł moja wiedzę. Napisałem list do swego syna, w pełnych oburzenia słowach zapytując go, czemu nie czyni mnie dziadkiem i to po wielokroć. Dałem mu też do zrozumienia, że błądzi, ponieważ choć wpłaciłem mu na mieszkanie przed dziesięcioma laty, ciągle jest przesuwany na ostatnie miejsce jako kawaler i nie wcześniej dostanie mieszkanie jak za dziesięć lat, jeśli nie wypełni patriotycznego obowiązku płodzenia dzieci, gdyż ja — z powodu braku prominentów — już w tej sprawie pomóc mu nie mogę. Odpowiedzi syna nie cytuję, gdyż wydaje mi się niecenzuralna.

A jednak problem istnieje, choć traktuje się go wstydliwie, a nawet rzekłbym, odrobinę oszukańczo. Oto na przykład, w „Polityce” nr 13, z okazji wyroku na Karosa i Maliszewskiego, zabójców otwockiego taksówkarza, pani Krystyna Świątecka, broniąc owych zabójców, pisze sobie beztrosko, że Karos miał „organiczne uszkodzenie układu nerwowego — encefalopatię”, zaś drugi zabójca Maliszewski cierpiał na „niedorozwój umysłowy”, „górną granicę debilizmu”. W gruncie rzeczy społeczeństwo zamiast się nimi zająć, pozostawiło ich samych sobie, a teraz żąda kary śmierci. Dodaje ta sama pani z tą samą beztroską, że „w skali kraju jest około miliona dzieci i młodzieży dotkniętych chorobami cywilizacyjnymi w rodzaju różnego rodzaju schorzeń psychicznych”.

Nie bardzo rozumiem, czemu czytelników „Polityki” traktuje się jako głupców. Co to są tzw. choroby cywilizacyjne to raczej wiemy i ukrywanie pod tym enigmatycznym określeniem prostego zjawiska płodzenia debilów, ćwierćdebilów, półdebilów i w trzech czwartych-debilów — nie ma nic wspólnego, a raczej bardzo mało z rozwojem cywilizacji. Po prostu nazywając rzecz bez osłonek — sprawa ma się tak, że ludz[i]e predysponowani z racji swojego ilorazu inteligencji do płodzenia dzieci, rozmnażają się w postępie arytmetycznym, a ludzie — nie predysponowani do płodzenia dzieci, to jest obciążeni dziedzicznie — rozmnażają się w postępie geometrycznym. I ludzi z wysokim ilorazem inteligencji jest po prostu coraz mniej, a tych z niskim — coraz więcej.

Nieszczęściem są pewne obiegowe pojęcia, które pokutują w społeczeństwie, od góry do dołu. Otóż, każdy genetyk, czy eugenik powiada, że u rodziców z ilorazem inteligencji 120 a nawet 140 w skali Wechslera istnieje p r a w d o p o d o b i e ń s t w o spłodzenia kretyna, ale tylko prawdopodobieństwo. Natomiast u osób obciążonych dziedzicznie rozmaitymi chorobami istnieje n i e m a l p e w n o ś ć, że urodzi się kretyn. Przykład Beethovena, który wedle zasad genetyki powinien być kretynem a był geniuszem, stanowi koronny i nagminny argument dla zamydlenia ludziom oczu, że niby wszystko jedno, kto płodzi dzieci, bo to jedna wielka niewiadoma.

Zabójca taksówkarza, upośledzony umysłowo Maliszewski spłodził dziecko z kretynką i porzucił to dziecko w lesie, za co stanęli przed sądem. Ona, jako kretynka, została zwolniona od odpowiedzialności? A dziecko? Mój Boże, dlaczego nikt nie zapyta o dziecko? Jakie predyspozycje psychiczne i jakie wady rozwoju umysłowego posiada owo dziecko spłodzone z debila i kretynki? I co ma z tym wspólnego cywilizacja? Co to ma do tego, że mój syn nie chce mieć dziecka, a Maliszewski spłodził je z kretynką i jeśliby nie zabił i nie został odosobniony, spłodziłby ich jeszcze więcej?

Najłatwiej
o dobrą radę


Milion dzieci upośledzonych umysłowo żyje w naszym kraju, ogarniętym kryzysem. Ile trzeba stworzyć szkół specjalnych, domów specjalnej opieki nad nimi, jaką ogromną kadrę wychowawców, trzeba wykształcić, aby się nimi zajęli. Kto ma to wziąć na swoje barki? Społeczeństwo. Ta jego zdrowa i pracująca część, która boryka się z tysiącem trudności. Oskarżać społeczeństwo — droga pani Świątecka — jest bardzo łatwo. Tylko może pani jeszcze powie, skąd brać na to pieniądze, aby od maleńkości każdemu małemu Karosowi czy Maliszewskiemu dać wychowawcę?

Może w pogoni za ilością dzieci, zapomnieliśmy o jakości — i błąd w tej materii pokrywamy enigmatycznym określeniem „choroby cywilizacyjne”?

A tymczasem z tą sprawą jest gorzej niż źle. Prawie żadnymi danymi nie dysponujemy, ponieważ w dużych aglomeracjach miejskich badania te są utrudnione z powodu ciągłej migracji ludzi z dzielnicy do dzielnicy, prześledzenie rodowodów pod względem ilorazu inteligencji i uwarunkowań genetycznych dziadków i ojców jest prawie niemożliwe. Oglądałem natomiast wyniki takich badań, powadzonych przez amatora w małej społeczności wiejskiej liczącej około 2000 osób, stosunkowo ustabilizowanej. Kierownik szkoły filialnej zna w tej społeczności niemal wszystkich ludzi na przestrzeni 30 lat, dysponuje też niezwykle ciekawymi danymi z posiadanych od trzydziestu lat dzienników ocen poszczególnych uczniów. Oraz ich dalszych układów rodzinnych i losów. I oto, co mi powiedział:

„O ile przed piętnastoma laty, aż 3 osoby z tej społeczności dostały się na wyższe uczelnie i ukończyły je, to obecnie żadne dziecko z tej społeczności nie ma takiej szansy ponieważ nie posiada, nazwijmy rzecz po imieniu — odpowiedniego ilorazu inteligencji. Dysponujemy coraz lepszą i bardziej wykwalifikowaną kadrą wychowawczą, coraz większą ilością pomocy szkolnych itd., niestety, otrzymujemy coraz gorszy materiał ludzki. Te trzy osoby, które ukończyły wyższe studia mają po jednym lub dwoje dzieci, o dużym ilorazie inteligencji — ponad 100, a nawet 110. Niestety, pozabierały je z naszej szkoły i oddały teściom w miastach, gdyż, jak twierdzą, nie chcą aby uczyły się z kretynami. Do szkoły przychodzą dzieci rodziców — może to pan sprawdzić w dziennikach z lat ubiegłych — które uczyły się na dwójkach, pozostawały po trzy lata w tej samej klasie i nie ukończyły nawet 6-ciu klas. Większość tych dzieci posiada iloraz inteligencji poniżej normy wiekowej. Powinny pójść do szkoły specjalnej, ale — albo brak w nich miejsca, albo rodzice się na to nie zgadzają. Tak więc musimy uczyć dzieci, z których większość cierpi na niedorozwój umysłowy, co obniża nam poziom nauczania dzieci posiadających wystarczający iloraz inteligencji. Podciągamy wyniki nauczania przez to, że z poradni wychowawczo—zawodowych otrzymujemy odpowiednie zaświadczenia i dzieci niedorozwinięte umysłowo wyłączamy z ogólnej klasyfikacji. Niestety, poziom nauczania zostaje i tak obniżony przez tę większość dzieci rozwiniętych poniżej normy wiekowej i nawet dziecko normalne, które otrzymuje same piątki, po opuszczeniu szkoły, gdy trafia do liceum w mieście, napotyka na wyższy poziom, nie daje sobie rady, rezygnuje już po pierwszym roku, rzadko zdobywa maturę. Proszę pójść ze mną do ogniska przedszkolnego, zobaczy pan tam, że większość małych dzieci nie umie się bawić klockami, nie potrafi ciąć nożyczkami, nawet kontakt z nimi jest utrudniony. To są dzieci z rodzin wielodzietnych moich dawnych uczniów, dwójkowiczów, lub tych które siedziały po trzy lata w jednej klasie. To straszne jak ci źli uczniowie się teraz rozmnażają, a ci dobrzy — unikają rozmnażania...”

„Oligarchia”
i „proletariat”


Oprócz obciążeń dziedzicznych w wielu przypadkach mamy do czynienia z socjopatią. Kiedyś wiązano ją z sytuacją materialną rodziców, teraz jest odwrotnie. Im lepsza sytuacja materialna rodziców, tym większa socjopatia. I co na to socjologowie?

W Polsce mamy do czynienia z zupełnie nowym zjawiskiem, niespotykanym chyba w innych krajach. Otóż w takich wioskach jak moja — ostatni okres zrodził swoistą „oligarchię” finansową i swoisty „proletariat” materialny. Do „oligarchii” finansowej należą robotnicy leśni, przeważnie drwale, zrywkarze, rybacy zawodowi, rolnicy posiadający traktory. Oglądałem listę płac: robotnik leśny, tak zwany drwal zarabia przeciętnie wraz z rekompensatami — około 40 tys. złotych miesięcznie, zrywkarz otrzymuje — przeciętnie 60 tys. zł miesięcznie, zarobki rybaka kształtują się w granicach 30—50 tysięcy złotych miesięcznie. W tym czasie „proletariat” zarobkowy — to nauczyciele po 7 tysięcy zł miesięcznie, lekarz wiejski — 15 tysięcy zł, pisarz mojego pokroju — 20 tysięcy zł miesięcznie.

Rzecz ciekawa — dzieci owego „proletariatu” finansowego mają i rowerki, i książeczki, (choć je tak trudno dostać), jeżdżą do kina i choć raz były w teatrze kukiełkowym, a dzieci owej „oligarchii” finansowej — niczego nie mają. Ani rowerka, ani książeczki. Nie oglądały nawet pociągu. W domu nie ma niekiedy nawet telewizora. Rodzice nie rozumieją i nie chcą rozumieć potrzeb swoich dzieci. Większość owych wysokich zarobków jest przeznaczana przede wszystkim na najdroższe wędliny oraz na bardzo drogi alkohol. Dla tych ludzi nie ma rzeczy „za drogiej” z dziedziny żywności. Choćby do sklepu przywieziono kawior lub łososia, to go kupią, ale nie wydadzą grosza na rowerek dla dziecka czy książeczkę lub prenumeratę czasopisma dziecięcego. W takich warunkach — z powodu socjopatii — dzieci także osiągają niski iloraz inteligencji. Uczą się źle. Kłopoty z przejmowaniem gospodarstw rolnych przez ludzi młodych nie wynikają z powodu braku chętnych młodych ludzi, tylko z faktu, że naczelnicy Urzędów Gminnych nie mogą przekazać gospodarstw po rodzicach z powodu braku kwalifikacji rolniczych u dzieci. Po prostu nie mają szkoły podstawowej. To samo tyczy rozdziału traktorów. Prawo jazdy na traktor może otrzymać w Polsce osobnik ludzki, który ukończył 8 klas. Okazuje się, że ten i ów nie może wykazać się takim wykształceniem i traktor, choć mu potrzebny do gospodarowania, jest dla niego nieosiągalny.

I co dalej, panowie?


Z jednej więc strony mamy w społeczeństwie, coraz wyższe wymogi stawiane jednostce ludzkiej, z drugiej — coraz więcej ludzi, którzy — obciążeni najczęściej dziedzicznie — wymogom tym sprostać nie potrafią. Ilość niestety w tym przypadku nie chce przejść w jakość. Wkrótce być może okaże się, że nawet najprostsze czynności będą niedostępne dla wielu ludzi. Nadleśniczy z mej okolicy martwi się o przyszłych drwali. Współczesny drwal musi obsługiwać piłę motorową, a do tego trzeba odpowiedniego przeszkolenia i testowania. Praca bowiem na zrębie z piłą motorową może powodować niebezpieczeństwo dla życia innych, nie może ścinać drzew debil, czy człowiek zwolniony od odpowiedzialności karnej na skutek niedorozwoju umysłowego. Dla półkretyna pozostaje więc tylko... renta. I to w młodym wieku. Ona nie przeszkadza, że ulubionym zajęciem „rencisty” jest płodzenie dzieci, utrzymywanych potem przez społeczeństwo.

Byłem świadkiem obławy rybaków na kłusowników, którzy zbiegli się z całej okolicy, aby z powodu tak zwanej „przyduchy”, wyławiać ryby z przerębli. Na zatrzymanych 30 osób w wieku od 30 do 40 lat — w s z y s c y okazali się, że są na jakichś rentach. Przeważnie z powodu upośledzenia umysłowego — oligofrenii, schizofrenii, encefalopatii itd. Wszyscy byli żonaci, wszyscy posiadali po kilkoro dzieci.

Na skutek dużego przyrostu naturalnego czeka więc nas ogromny wysiłek budowy wielkiej ilości szkół specjalnych, szpitali dla nerwowo chorych, domów opieki i zakładów wychowawczych; musimy też wydzielić wkrótce miliardowe sumy na renty dla ludzi jeszcze przed trzydziestką z rozmaitymi wadami umysłowymi.

Dlaczego ludzie wykształceni i z dużym ilorazem inteligencji nie lubią roboty damsko-męskiej — tego nie wiem i owej kobiecie, wspomnianej na wstępie, nie umiałem odpowiedzieć. Ale przecież nie brak publicystów w naszym kraju. Czemu więc o tym nie piszecie, panowie i panie?
=======================================================================================
Ostatnio zmieniony przez Kynokephalos 2023-03-17, 01:26, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Chemas 
Forumowy Badacz Naukowy
Kinomaniak wychowany na literaturze młodzieżowej



Pomógł: 40 razy
Wiek: 55
Dołączył: 04 Wrz 2021
Posty: 11539
Skąd: Złocieniec
Wysłany: 2023-02-11, 23:01:28   

Mocny tekst
_________________


Sporadyczny turysta, kiedyś bardzo aktywny, serdecznie zaprasza na Pojezierze Drawskie
 
 
Berta von S. 
Twórca
nienackofanka



Pomogła: 169 razy
Wiek: 52
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 32568
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2023-02-15, 21:39:13   Re: "Rozprawa o kretynach"

Kynokephalos napisał/a:

Ale pomimo wszystkich tych zmian, mimo bardzo odmiennego obrazu naszej rzeczywistości - felieton dotyka tematu żywego i kontrowersyjnego do dzisiaj. Możliwe, że Zbigniew Nienacki był jednym z pierwszych, który w polskiej prasie, mając duży krąg odbiorców, brutalnymi słowami wykrzyczał, że najwięcej dzieci robi patologia. W każdym razie wywołał bardzo emocjonalną dyskusję na łamach kilku czasopism, oraz (jeszcze przed „Raz w roku...”, o czym niżej) zyskał u niektórych opinię skandalisty. Dlatego pomyślałem, że przeznaczę dla tego artykułu osobny temat, wyłączając go z cyklu ogólnie poświęconego publicystyce w „Tu i Teraz” (https://pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?t=6186).

Pierwszy chyba był Tuwim, na którego się powołuje nasz forumowy wieszcz (wklejam poniżej).

Tyle, że przed wojną eugenika budziła mniej kontrowersji, podobno jej zwolennikiem był np. Korczak.

A tu wierszyk autorstwa pana R.

IMG_20230215_212653919.jpg
Plik ściągnięto 41 raz(y) 1,42 MB

IMG_20230215_212801742.jpg
Plik ściągnięto 34 raz(y) 718,57 KB

_________________
Drużyna 5

Ostatnio zmieniony przez Berta von S. 2023-02-15, 21:40, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Członek Kapituły Samochodzikowej Książki Roku



Pomógł: 137 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 6639
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2023-02-21, 07:55:50   

Berta von S. napisał/a:
Pierwszy chyba był Tuwim, na którego się powołuje nasz forumowy wieszcz (wklejam poniżej).
Tyle, że przed wojną eugenika budziła mniej kontrowersji, podobno jej zwolennikiem był np. Korczak.

Wierszyk Tuwima odbieram trochę inaczej, ale istotnie - niepotrzebnie zawęziłem myśl do naszego okresu powojennego.

Janusz Korczak, nota bene syn ojca obciążonego psychicznymi dolegliwościami - podobno był zwolennikiem eugeniki, to znaczy są o nim takie opinie. Ale - przejrzawszy trochę tekstów publicystycznych Korczaka - nie jestem pewny, czy można nazwać go eugenikiem w węższym sensie niż zwyczajne propagowanie zachowań prozdrowotnych; to znaczy - w jakimś sensie obejmującym przymus państwa w sprawach prokreacji. Korczak zdawał sobie sprawę z tego, że człowiek to nie niezapisana tabliczka, lecz dużo więcej wagi przywiązywał do sprawy wychowania niż do jakiejś selekcji materiału ludzkiego. Zajmował się między innyni pedagogiką upośledzonych fizycznie i umysłowo, traktując ich jak dzieci o innych potrzebach i wyzwaniach, a nie jako z zasady gorsze.

To może być interesujący temat, ale dla nas marginalny, dlatego więcej dodam poniżej. W kontekście wątku ważne jest to, że - tak jak piszesz - w czasach Korczaka jeśli nie on sam, to wielu z jego kręgu społecznego w dobrej wierze posługiwało się pojęciem „eugenika”, postulując kontrolę państwa nad rozrodczością, dla dobra przyszłych obywateli. Nienacki o tym wiedział i w swoim artykule sam powołał się na wcześniejsze ustalenia eugeniki, nie wstydząc się jej, traktując ją jako naukę.

Berta von S. napisał/a:
A tu wierszyk autorstwa pana R.

Robinoux napisał/a:
(...) albo żeby za rozmnażanie
— Co ty na to, mistrzu Julianie? —
wzięła się, dla odmiany
— inteligencja.

Główną myślą felietonu Nienackiego jest właśnie to, że inteligencja rozmnaża się w słabszym tempie nie z przypadku, nie z braku ochoty ani świadomości, lecz z przyczyn, można powiedzieć, systemowych. Tym słowem chciałem objąć i strukturę zarobków, i opiekę społeczną, i publiczną edukację, i prawo, i realia związane z rozwojem zawodowym czy osobistym. Nieco inne w świecie Skiroławek niż dziś, ale w obu przypadkach takie, że nie wystarczy zachęcanie do wzięcia się, aby odwrócić trendy.

Pozdrawiam,
Kynokephalos

=======================================================================================
We wstępie do czterotomowego wydania „Dzieł wybranych” Janusza Korczaka (Nasza Księgarnia, 1957), Igor Newerly o jego poglądach na eugenikę pisze tak:

Przyszłość widzi [Korczak]nie tyle w innym, lepszym ustroju, ile w lepszym człowieku. Głupota, chciwość, kłamstwo i drapieżność po staremu rozplenią się w nowych instytucjach; prymityw zepsuje precyzyjne urządzenia i piękne ideały fermetując w niedojrzałej, kiepskiej masie podejdą na koniec ohydą. Chodzi o uszlachetnienie gatunku, a to proces długi i złożony, rozszczepiający się na dwa stadia: e u g e n i k a, która by dała szlachetniejszy surowiec, i w y c h o w a n i e, czyli właściwa obróbka.
Cudów nie ma. Z lichego, dziedzicznie skażonego szmelcu żaden wychowawca nie uformuje doskonałych kształtów, niechże nie produkują dzieci chorych, kalek, scherlałych, psychicznie upośledzonych, z którymi potem ma kłopot medycyna, pedagogika, opieka społeczna i sąd. Miłość — sprawa dwojga ludzi, ale dziecko — nie, tu społeczeństwo powinno powiedzieć — przepraszam. Powinno wkroczyć, jak to uczyniło w wielu innych sprawach, będących dotąd nietykalnym, swobodnym uznaniem jednostki. Skontrolować i albo pozwolić, albo zabronić.
Tę prawdę oczywistą dla niego i niezbitą propaguje nieustannie w rozlicznych utworach, zdając sobie sprawę z tego, że jest to prawda dopiero przyszłości. Prawa rządzące dziedzicznością nie są jeszcze zbadane, więc na razie nie do stosowania, ale powinny być czym prędzej poznane i użyte, jeżeli się chce istotnie trwałych, jakościowo wyższych przemian. Chodzi mu o mobilizację myśli i wysiłków dookoła tej sprawy, dlatego zagadnienia eugeniki stawia ostro, w sposób jaskrawy, niekiedy przejaskrawiony, by wstrząsnąć i skupić.


Nieco wcześniej, cytując sceniczny utwór Korczaka pod tytułem „Senat szaleńców”, pisze Newerly:

Kto czytał PRAWO DZIECKA DO SZACUNKU i JAK KOCHAĆ DZIECKO, wyczuje od razu, że to nie Homoerotyk, ale Korczak mówi:
Stwierdzam: bez eugeniki zatoniemy w bagnie wszyscy, i już bez ratunku, i już raz na zawsze. Rodzi każdy, kto chce i ile chce. Rodzi i podrzuca nam nowych ludzi obojętna i zła wola. Należy postawić pytanie, kto ma prawo rodzić?... Na budkę z wodą sodową trzeba mieć koncesję. Legitymacje, kwalifikacje, kapitał zakładowy, kontrola... a sam z głupia frant, pierwszy z brzega, ostatni z ostatnich, zostając ojcem sięga w nieśmiertelność — buduje przyszłość!


Otóż ja (Kynokephalos) myślę, że te słowa wypowiedział właśnie Homoerotyk, osoba dramatu, a nie jego autor. W sztuce występuje kilka postaci snujących wizje szczęśliwej przyszłości: Pułkownik (patriarchalny konserwatysta), Robotnik (rewolucjonista), Giełdziarz (merkantylista), Restaurator (epikurejczyk) i właśnie Homoerotyk - eugenik. Autor wkłada w ich usta mniej i bardziej racjonalne argumenty, ale z żadną nie identyfikuje się w pełni (tę rolę pełni raczej ktoś inny: Smutny Brat). Homoerotyk przedstawia się tak:

Jestem eugenistą. Zagadnienie rasy, abolucjonizm, walka ze zwyrodnieniem, wegetarianizm, celibat, esperanto, kalesony radcy Pantalona, ochrona zwierząt. Ambasador marynowanego grzechotnika.

A jeśli fragment, który zacytował wyżej Newerly, przeczytamy w kontekście - to moim zdaniem nie zabrzmi już tak szczerze pro-eugenicznie:

Homoerotyk:
Ja wiem, Wszyscy macie słuszność, ale (tajemniczo) ja znalazłem wyraźny plan działania; trzeba opracować szczegóły, ale to już drobiazg bez znaczenia. Stawiam wniosek, który musi stać się uchwałą wszystkich senatów świata. Bo nie podołamy. Dziś już za późno kręcić się w kółko. Zawładnęliśmy światem, nie ma zakątka, dokąd wpływ nasz nie sięga. Stwierdzam: bez eugeniki zatoniemy w bagnie wszyscy, i już bez ratunku, i już raz na zawsze. Rodzi każdy, kto chce i ile chce. Rodzi i podrzuca nam nowych ludzi obojętna i zła wola. Za pozbawienie człowieka życia grożą surowe kary bez względu na to, kto i dlaczego zabójca i kto zamordowany. A nie ma kary dla tych, którzy płodzą pokraki i opętańców. Oni sączą truciznę, oni świat zagarną. Buntuje się kwiat ludzkości, ginie bezpotomnie, popełnia zbiorowe samobójstwa. Należy postawić pytanie, kto ma prawo rodzić. Kto bez pozwolenia spłodzi (nie zabije), temu więzienie. Oto egzamin tobie i zadanie: zdać na dziecko, otrzymać świadectwo dojrzałości na zbudowanie potomka. Na frontonach szkół nie bezmyślne „Fraternité, liberté”, a program realny: „Będziesz ojcem”, „będziesz matką”. Bo ile razy dziecko miast: „Tata” winno mówić: „Zbrodniarzu”. Gdzież tu sens? Patent, marka ochronna, zaświadczenie urzędu, że pomadka do czyszczenia nie trująca, nie żrąca. A dziecko — wilkołak? Na budkę z wodą sodową trzeba mieć koncesję. Legitymacje, kwalifikacje, kapitał zakładowy, kontrola. Egzamin na fryzjera, szewca, kominarza, kucharza, piernikarza, dygnitarza. Piętnaście lat szkolnej niewoli, by pod ścisłą kontrolą w obrębie przepisu, w ścisłym współdziałaniu sprawować zawód niesłusznie zwany wyzwolonym; a sam — z głupia frant, pierwszy z brzega, ostatni z ostatnich, zostając ojcem sięga w nieśmiertelność — buduje przyszłość.

Restaurator:
A to ci dopiero opera. Napisał podanie, nalepił dwie marki stemplowe, prosi o koncesję na otwarcie bachora. Dał łapówkę, żeby przyspieszyć. A w nocy do żony: „Wiesz, stara, będę zdawał egzamin na córkę blondynkę z niebieskimi oczami”. Nie zdał. Ściął się na egzaminie z drugiego dzieciaka.

Homoerotyk:
Tak, coraz trudniejszy, coraz ściślejszy egzamin: na drugie, trzecie, czwarte dziecko.

Restaurator:
„Co słychać u kuzyna?” „Ano, zdałem na drugie dziecko, ale żona ma jeszcze poprawkę: musimy zaczekać.”

Homoerotyk:
Tak właśnie będzie.

Restaurator:
I kursy wieczorne, dokształcające. Koncesje i patenty. Zdał na bliźnięta albo trojaczki. Stenograf, pisz!

Homoerotyk:
Tak, i takich jak pan będzie mniej, takich jak ja — może wcale. Wychowywać będziemy coraz doskonalszych ludzi, niepotrzebne będą szpitale wariatów.


Homoerotyk nie wygląda mi tu na postać, której Korczak powierzyłby swoje aler ego. Antoni Słonimski („Wiadomości Literackie” nr 41, 11 X 1931) skomentował to w ten sposób: „Słyszymy słuszną i dobrze argumentowaną obronę eugeniki, nie wiedzieć czemu wygłoszoną przez warjata”. Można wnioskować, że Słonimski podzielał założenia eugeniki - ale niekoniecznie Korczak.

***

A oto inne urywki, które mogą rzucić światło na myśli Korczaka w temacie eugeniki w klasycznym rozumieniu. Wydaje mi się, że dobrze ilustrują prymat, jaki oddawał wychowaniu nad genetyką. Wyróżnienia pochodzą ode mnie.

W paru słowach wspomnieć muszę, że dzieci głupie i niedorozwinięte muszą w ostatecznym rezultacie podpaść pod władzę istotnie występnego rówieśnika lub wyrostka. Kto zechce się z nimi bawić? Kto zechce z głupim rozmawiać? Co obiecuje towarzyszom, rówieśnikom? Zainteresować się i zbliżyć z nim ten tylko może, kto ma interes, a dobrym interesem jest zdobycie bezkrytycznego pomocnika i karnego wykonawcy rozkazu. Zapewne te dzieci podyktowały pogląd, że tak łatwo parszywa owca zarazić może całe stado. Intelekt zdrowy ma niesłychaną odporność przeciwko zarazie, czujny aparat, sprawnie działający. Tym tylko tłomaczyć sobie można, że nie wszystkie dzieci podwórka i ulicy schodzą na drogę występku. Z całym naciskiem fakt ten podkreślam. Tylko niedorozwinięty, któremu imponuje normalny intelekt, ulega mu biernie. Tym tłomaczy się zjawisko, że w zakładach poprawczych jest znaczna odsetka dzieci niedorozwiniętych. One zresztą niedawno zpełnie szkół nie miały.
(„Uwagi o różnych typach dzieci”, 1928/29)


W nagłówku: „Niepoprawni”. A napisało się inaczej.
Bo niepoprawni zawsze z naszej winy. My wobec nich reprezentujemy współczesną wiedzę i warunki życia, ich bezsiłę i anarchię. Mają prawo oskarżać, że nie umiemy jeszcze. Jakże nieprzystojni w roli tych, co karcą i wskazują, nienawistni, gdy gwałt zadajemy.
A wrodzone „złe skłonności”? jak malina ssie z gleby słodycz, a pokrzywa jady.
Dyskrazja etyczna, chora dziedziczność.
Czy jednak sprawdzają się nasze przepowiednie? Czy nie tam poprawa, gdzieśmy zrezygnowali, nie wtedy, kiedy sądziliśmy, że najmniej prawdopodobna, czy nie pod wpływem nieprzewidzianych bodźców, często nieuchwytnych?
Dlaczego wyzdrowiał pogrzebany w naszej opinii i zawiódł, w którym pokadaliśmy nadzieję?

Bo nie tylko ze soki po ojcu pijaku i matce ladacznicy, ale niezbadane moce po dziadach i nieznanych pradziadach?
Wiemy, że częste niespodzianki, ale miast budzić czujność i krytycyzm, ostrożność w stosunku do zagadnień i ludzi, sądów i twierdzeń — one, te niespodzianki, obrażają nas i gniewają. Chcemy, by było tak, jak wiemy, że być powinno. Płoszy nasz spokój, policzkuje naszą dostojność.
Nie chcąc widzieć zawrotnych głębin ducha, sięgamy po władzę nad nim.
Uznając te dzieci, trudne do odczytania, za niegodne fatygi, lekceważąc je i nie ufając wynikom swojej pracy — wolimy, by to one były oskarżone, my — oskarżyciele. Nie lekarze, a prokuratorzy.
(„Niepoprawni”, 1931/32)


Pijak nie musi być postacią odpychającą, może, ale wcale nie musi płoszyć dziecka. Tata przepił zarobek, ale bywa, że po pijanemu dał dziecku, kupił, pozwolił, wybaczył. Nie tylko stek wyzwisk i klątw — bywa, że wygłosi prawdę zrozumiałą, „sentencję serdeczną” — dał radę, użalił się, wtajemniczył w trudy i pułapki życia.
„Pamiętaj, synu, nie pij wódki — mówi pijany rodzic. — Już takie moje psie życie — żali się, może płacząc prawdziwymi łzami. — Masz złotówkę, używaj, szkrabie, póki jesteś młody! Prowadź ojca do domu, bo sam nie potrafię.” Sam staje się dzieckiem, wymaga opieki, nie narzuca siłą autorytetu.
Nawet awanturnik nie tylko bije, ale bywa obity; powraca zakrwawiony, posiniaczony, może pokorny, skruszony. Krzywdzili — może „przegrany” wzbudził współczucie.
Ojciec złodziej idzie „na robotę”, na „niebezpieczną, mokrą robotę” idzie bandyta. Jak rybak na połów, gdy morze wzburzone, jak rycerz na wyprawę.
„Syn występnego”, 1932/33)


Najsilniej z zagadnieniem śmierci wiąże się sterylizacja, zapobieganie i przerywanie ciąży.
„W Warszawie wolno ci mieć jedno dziecko, w małym mieście dwoje, na wsi troje, na kresowej czworo, na Syberii dziesięcioro. Wybieraj.”
„Wolno żyć, ale bezdzietnie.”
„Wolno żyć, ale bezżennym.”
„Gospodaruj sam, płać podatek wyłącznie za siebie.”
„Oto dla ciebie para. Wybierz jedną z dziesięciu, ze stu dziewcząt.”
„Wolno ci mieć dwóch samców. Pozwalamy na trzy samice.”
Radujcie się: ile posad, kartotek, biur, urzędów!
(Notatka w pamiętniku, 18 lipca 1942)


Korczak rozważał za i przeciw, poszukiwał drogi, ale wolności i szacunku dla jednostki nie łamał. Zresztą jego styl pisania często jest pełen wahań, pytań, skrupułów, więc nie zawsze łatwy w bezpośrednim odbiorze.
Możliwe, że to Newerly ma rację, ale ja nie znajduję w pismach Korczaka tej prawdy oczywistej i niezbitej propagowanej - według Newerly'ego - nieustannie w rozlicznych utworach.
Ostatnio zmieniony przez Kynokephalos 2023-02-26, 05:48, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Berta von S. 
Twórca
nienackofanka



Pomogła: 169 razy
Wiek: 52
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 32568
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2023-02-25, 12:43:55   

Dzięki za analizę! Rzeczywiście wygląda na to, że Newerly przedstawił trochę uproszczone wnioski na temat Korczaka, choć widać, że Korczak takich rozwiązań w czambuł nie potępiał, skoro rozważał różne opcje. A to od Newerly'ego wyszła informacja na temat eugenicznych skłonności Korczaka czy były też inne osoby (wcześniej, w tym samym czasie) przedstawiające Korczaka w tym świetle?

Kynokephalos napisał/a:
Główną myślą felietonu Nienackiego jest właśnie to, że inteligencja rozmnaża się w słabszym tempie nie z przypadku, nie z braku ochoty ani świadomości, lecz z przyczyn, można powiedzieć, systemowych. Tym słowem chciałem objąć i strukturę zarobków, i opiekę społeczną, i publiczną edukację, i prawo, i realia związane z rozwojem zawodowym czy osobistym. Nieco inne w świecie Skiroławek niż dziś, ale w obu przypadkach takie, że nie wystarczy zachęcanie do wzięcia się, aby odwrócić trendy.

A nie z egoizmu po prostu? Czyli inaczej mówiąc przesunięcia w przypadku inteligencji na osi wartości od kolektywizmu do indywidualizmu. A w konsekwencji tego postrzegane dziecka jako ograniczenia wolności i.t.d. W tej sytuacji prawno-socjalne zachęty mają ograniczony wpływ.
_________________
Drużyna 5

Ostatnio zmieniony przez Berta von S. 2023-02-25, 12:47, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Członek Kapituły Samochodzikowej Książki Roku



Pomógł: 137 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 6639
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2023-03-16, 22:11:00   

Berta von S. napisał/a:
A nie z egoizmu po prostu? Czyli inaczej mówiąc przesunięcia w przypadku inteligencji na osi wartości od kolektywizmu do indywidualizmu. A w konsekwencji tego postrzegane dziecka jako ograniczenia wolności i.t.d. W tej sytuacji prawno-socjalne zachęty mają ograniczony wpływ.

Może tak częściowo jest. W felietonie Nienackiego akcenty są jednak postawione inaczej. Chociaż rzekoma mieszkanka Skiroławek powołuje się na patriotyzm, jest jasne, że to ironia ze strony autora. Egoizm zarzuca on raczej tym, którzy nie dbają o rozwój dzieci - nie kupują książek ani rowerków, nie jeżdżą do teatrów, pieniądze wydają głównie na drogie wędliny i alkohole. „Indywidualizm” to w ich przypadku nieodpowiednie słowo, zbyt wyrafinowane, ale nie można też mówić tu kolektywizmie w znaczeniu poświęcenia dla dobra grupy czy nawet w znaczeniu współpracy w społeczności.
Podobnie jak w przypadku sportretowanych przez Nienackiego „kretynów”, którzy płodzą potomstwo nie z poczucia kolektywizmu lecz z braku innych rozrywek dla siebie.

Natomiast w realiach wiejskiej inteligencji autor zauważa niewysokie przychody, czas poświęcony na własny rozwój, dbałość o te swoje nieliczne dzieci. Jasne, że kosztem wolnego czasu czy kosztem samorozwoju można by liczbę dzieci nieco powiększyć. Ale chyba nie do tego stopnia, by konkurować z cztero- sześcio- czy siedmiodzietnymi rodzinami o małym potencjale i ambicjach a złych wzorcach.

Zasadniczym zarzutem-postulatem Nienackiego (wobec władz? społeczeństwa?), zarzutem niesformułowanym wprost, ale mam wrażenie że istniejącym - jest ten, że system rent, zasiłków, lecznictwa i szkolnictwa specjalnego uwalnia „kretynów” od konsekwencji ich życiowych decyzji, tym samym zachęcając ich oraz innych do dalszej nieodpowiedzialności; natomiast rodziny, w których dzieci otrzymują właściwe wychowanie, przykłady i wsparcie (pomijając już „lepsze geny”) nie mogą liczyć na porównywalną pomoc.

Berta von S. napisał/a:
Rzeczywiście wygląda na to, że Newerly przedstawił trochę uproszczone wnioski na temat Korczaka, choć widać, że Korczak takich rozwiązań w czambuł nie potępiał, skoro rozważał różne opcje. A to od Newerly'ego wyszła informacja na temat eugenicznych skłonności Korczaka czy były też inne osoby (wcześniej, w tym samym czasie) przedstawiające Korczaka w tym świetle?

Szukałem, ale nie znalazłem.

O Korczaku pisali wcześniej Hanna Mortkowicz-Olczakowa (raczej na poziomie popularyzatorskim) i Aleksander Lewin. Myślę, że szczególnie pisma tego drugiego na temat Korczaka (niekoniecznie wcześniejsze niż 1957, ale na pewno niezależne od Newerly'ego) mogłyby przybliżyć temat. Może też Joanny Olczak-Ronikier, córki Hanny.

Wszystkie te osoby znały Janusza Korczaka na gruncie prywatnym lub zawodowym. Właściwie uwierzyłbym (a przynajmniej nie miałbym podstaw do niewiary) gdyby Newerly napisał, że Korczak wypowiadał się za wprowadzeniem eugenicznych praw. Ale on napisał: „Tę prawdę [że społeczeństwo powinno parę zakochanych kontrolować i albo pozwolić na dziecko albo zabronić - K] oczywistą dla niego i niezbitą propaguje nieustannie w rozlicznych utworach.” - a tego po prostu nie widzę. Nie w czterotomowym wyborze najważniejszych publikacji (jest jeszcze szesnastotomowe zestawienie dzieł wszystkich).

Większość opinii o eugenicznych zapatrywaniach Korczaka - jakie udało mi się odnaleźć - jest albo niepoparta albo posługuje się wyciętymi fragmentami zacytowanej wyżej wypowiedzi Homoerotyka z „Senatu szaleńców” - czyli moim zdaniem postaci nie traktowanej przez autora zupełnie serio. Jest jeszcze jeden kawałek, który wcześniej przeoczyłem. Pochodzi z publikacji „Jak kochać dziecko - Dziecko w rodzinie”:

6. Niewdzięczne.

Czy ziemia wdzięczna słońcu, że świeci? Czy drzewo wdzięczne ziarnu, że z niego wyrosło? Czy słowik matce śpiewa, że go piersią grzała?
Czy oddajesz dziecku, co od rodziców wzięłaś, czy tylko pożyczasz, by odebrać, zapisując skrzętnie i obliczając procenty?
Czy miłość jest zasługą, za którą żądasz zapłaty?
„Matka-wrona miota się jak obłąkana, siada niemal na ramionach chłopca, czepia się dziobem jego kija, zwisa tuż nad nim i bije głową jak młotem w pień, odgryza małe gałązki i kracze zachrypłym, wysilonym, suchym głosem rozpaczy. Gdy chłopak wyrzuci pisklę, rzuca się na ziemię z wlokącymi się skrzydłami, otwiera dziób, chce krakać — głosu nie ma, bije więc skrzydłami i skacze oszalała, śmieszna, do nóg chłopaka [..] „Gdy zabiją wszystkie jej dzieci, wylatuje na drzewo, odwiedza puste gniazdo i kręcąc się na nim wkoło, myśli nad czymś”. (Żeromski).
Miłość macierzyńska to żywioł. Ludzie ją po swojemu zmienili. Cały świat cywilizowany, wyłączając nie tknięte kulturą jego masy, uprawia dzieciobójstwo. Małżeństwo, które ma dwoje dzieci, gdy mogło mieć dwanaścioro, to zabójcy dziesięciorga, które się nie urodziły, między którymi było jedno, właśnie to — „ich dziecko”. Między nieurodzonymi zabili może najcenniejsze.
Więc co czynić?
Należy wychowywać nie te dzieci, które się nie urodziły, a te, które się rodzą i żyć będą.

Niedojrzałe nadąsanie.
Długo nie chciałem rozumieć, że musi istnieć rachunek i troska o dzieci, które się rodzą. W niewoli zaboru, poddany, nie obywatel, obojętnie nie pamiętałem, że wraz z dziećmi rodzić trzeba szkoły, warsztaty pracy, szpitale, kulturalne warunki bytu. Nierozważną płodność odczuwam dziś jako krzywdę i lekkomyślny występek. — Jesteśmy może w przededniu nowych praw dyktowanych przez eugenikę i politykę populacyjną.


Główna część tekstu jest taka, jak w pierwszym wydaniu z 1919 roku. Zakończenie (zaznaczone kursywą) zostało dopisane w wydaniu drugim, które ukazało się w 1929.
Na pewno świadczy to o ewolucji, czy może dojrzewaniu stanowiska Korczaka, o jego ciągłej refleksji. O ewolucji w kierunku oswajania eugeniki.

Ale czy „jesteśmy może w przededniu nowych praw” oznacza bezwarunkową, daleko idącą pochwałę? Nie wiem, nie stawiałbym takiej tezy. Korczak w swoim stylu pisarskim czasem rozważa jakąś myśl, jakby powtarzając ją za kimś, próbując jak brzmi - ale niekoniecznie w pełni ją od razu podziela. Możliwe, że tu jest właśnie taki przypadek. Tak samo wcześniejszych - całkiem przeciwnych w wymowie i bardzo mocnych - słów „zabójcy dziesięciorga” nie uważałbym za pełny wyraz własnych zapatrywań autora.

Zresztą w kilkanaście lat później, co prawda w bardzo zmienionych warunkach, Korczak w pamiętniku sprowadza do absurdu przepisy eugeniczne, widząc w nich nieadekwatność, utopijność i pożywkę dla biurokracji (cytowałem to wyżej). Zaś reszta akapitu, z kwestią warunków potrzebnych do dobrego wychowania i krytyką „nierozważnej płodności”, da się pogodzić nawet ze stanowiskiem kościoła katolickiego w „Humanae Vitae”, gdzie używa się pojęcia „odpowiedzialnego rodzicielstwa”.

Jest faktem, że Janusz Korczak konsekwentnie opowiadał się za prawem do eutanazji. Ale to nie zawsze wiąże się z poparciem dla regulacji proeugenicznych.

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...
Zwycięzca rywalizacji rowerowej w 2019 r.

Ostatnio zmieniony przez Kynokephalos 2023-03-17, 01:38, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
John Dee 
Moderator
Epicuri de grege porcus



Pomógł: 123 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 14072
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2023-03-17, 18:52:35   

Kynokephalos napisał/a:
Felieton dotyka tematu żywego i kontrowersyjnego do dzisiaj.

Żywego? Poważnie? No to chyba tylko w Polsce. Bo ja byłem dotychczas całkowicie nieświadomy, że mamy problem z “kretynami”.
38 lat po jego publikacji możemy ale chyba stwierdzić, że przepowiednie autora się nie sprawdziły? Ostatni raz, gdy sprawdziłem, ani Polska, ani żaden inny kraj UE nie stał się jeszcze idiokracją. Spotykam na codzień dużo osób intelektualnie niepełnosprawnych wykonujących przeróżne prace dopasowane do ich potrzeb, po czym powracają do swoich rodzin, dzieci. Nie spotkałem aczkolwiek dotychczas żadnego kretyna-przestępcy. Moje drogi skrzyżowały się wprawdzie z tym i owym cwaniaczkiem, ale ich IQ był wyższy od mojego, więc nie ich Nienacki mógł mieć na myśli.

Krótko mówiąc uważam, że Mistrz okazał się złym prorokiem. Co gorsza, swoje tezy wygłasza swoim zwyczajem w sposób bardzo kategoryczny i zdecydowany - można wyczuć, że podoba się w roli alarmisty.

Uważam że niestety, ale Mistrz już wtedy przeszedł na ciemną stronę Mocy. :( Jak bardzo, tego unaocznieniem jest ten felieton. I w tym widzę jedyny pożytek z jego odgrzebania.
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Członek Kapituły Samochodzikowej Książki Roku



Pomógł: 137 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 6639
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2023-03-17, 21:28:04   

John Dee napisał/a:
Żywego? Poważnie? No to chyba tylko w Polsce.

Tak jest, pisałem to poważnie. Siłą rzeczy najbliższa jest mi sytuacja w Polsce.

Polemiki, które miałem na myśli, dotyczą transferów społecznych i wsparcia, które są - zdaniem wielu - kierowane do grup powielających niewłaściwe wzorce, lub wręcz same w sobie wywołują pasywność, niezaradność, lenistwo.
W pewnej części są te polemiki efektem wytworzonych stereotypów (na temat adresatów owych transferów), co jednak nie zmiejsza żywości kontrowersji.

John Dee napisał/a:
Ostatni raz, gdy sprawdziłem, ani Polska, ani żaden inny kraj UE nie stał się jeszcze idiokracją.

Nie wydaje mi się, żeby Nienacki w tym felietonie wieszczył idiokrację, znaczeniu degradacji całego społeczeństwa.
Nie można jednak ignorować takich problemów jak poziom nauczania w szkołach publicznych (częściowo wymuszony potencjałem zauważalnego odsetka młodzieży), brak zrozumienia rzeczywistości i funkcjonalny analfabetyzm wśród części dorosłych, podatność na manipulacje - w tym szerzenie się absurdalnych teorii - co czasem owocuje demokratycznymi decyzjami dotykającymi każdego.

John Dee napisał/a:
Spotykam na codzień dużo osób intelektualnie niepełnosprawnych wykonujących przeróżne prace dopasowane do ich potrzeb, po czym powracają do swoich rodzin, dzieci.

Jeśli tak rzeczywiście jest, to, naturalnie, bardzo dobrze. To słuszne spostrzeżenie, że Nienacki w felietonie zupełnie pominął sprawę aktywizacji zawodowej osób niepełnosprawnych. Możliwe, że w nią w ogóle nie wierzył, skoro pisał: „pozostaje więc tylko... renta”. Jeśli tak, to mylił się co do (wynikającej z różnych przyczyn) potrzeby tej aktywizacji; ale chyba nie co do wzrastających wymagań współczesnego miejsca pracy.

Niektóre prace wykonywane przez niepełnosprawnych umysłowo są raczej formą rehabilitacji. Inne - zwłaszcza w usługach i rzemiośle - są jak najbardziej ekonomicznie uzasadnione. Tak czy tak nie byłby to jednak powód do beztroskiego spojrzenia na obniżające się (gdyby do tego doszło) współczynniki sprawności intelektualnej. Albo na malejące statystyki późniejszego wykształcenia absolwentów wiejskich szkół (zakładam, że ten fragment felietonu był na czymś oparty).

John Dee napisał/a:
Nie spotkałem aczkolwiek dotychczas żadnego kretyna-przestępcy. Moje drogi skrzyżowały się wprawdzie z tym i owym cwaniaczkiem, ale ich IQ był wyższy od mojego, więc nie ich Nienacki mógł mieć na myśli.

Nie znam danych, więc nie mogę powiedzieć czy Twoje osobiste doświadczenie przekłada się na ogólne statystyki, na przykład wśród przestępców pospolitych. Przypomina mi się tylko, co Janusz Korczak pisał o podatności niedorozwiniętych na złe wpływy (wyżej w tym wątku: „Tym tłomaczy się zjawisko, że w zakładach poprawczych jest znaczna odsetka dzieci niedorozwiniętych.”)

John Dee napisał/a:
Krótko mówiąc uważam, że Mistrz okazał się złym prorokiem. Co gorsza, swoje tezy wygłasza swoim zwyczajem w sposób bardzo kategoryczny i zdecydowany - można wyczuć, że podoba się w roli alarmisty.

Ton tego tekstu niewątpliwie daleki jest od delikatności. Autor dość chaotycznie stosuje medyczne terminy w potocznym znaczeniu. Miesza więc autentycznych „kretynów” i „debili” z osobami czy to dotkniętymi takimi schorzeniami jak epilepsja, czy po prostu źle wychowującymi dzieci przez odcięcie ich od właściwych stymulatorów, powielanie lenistwa umysłowego. Miesza zagadnienia biologiczne, genetyczne, z kulturowymi.

Zatem masz rację, że Nienacki niezbyt liczył się ze słowami i chętnie prowokował. W jego późniejszej twórczości jako felietonisty nieraz się to powtórzyło.

Ale gwoli ścisłości zauważmy, że alarmista to nie to samo co prorok. W pewnym sensie ich role są wręcz przeciwne i można by powiedzieć, że kto okazał się złym prorokiem ten był skutecznym alarmistą (z wieloma zastrzeżeniami, oczywiście, tyczącymi się realności zagrożenia). W tym przypadku, wydaje mi się, autor dotknął jakiegoś istniejącego problemu społecznego, chociaż go wyolbrzymił posługując się przykładem niedużej społeczności. Problemu, którego i dziś nie możemy nazwać kwestią rozwiązaną, kwestią przeszłości.

John Dee napisał/a:
Uważam że niestety, ale Mistrz już wtedy przeszedł na ciemną stronę Mocy. :( Jak bardzo, tego unaocznieniem jest ten felieton. I w tym widzę jedyny pożytek z jego odgrzebania.

Nie w pełni rozumiem, co w tym przypadku jest ciemną stroną Mocy, ale cieszę się, że pomogłem.

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...
Zwycięzca rywalizacji rowerowej w 2019 r.

 
 
Kynokephalos 
Moderator
Członek Kapituły Samochodzikowej Książki Roku



Pomógł: 137 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 6639
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2023-03-20, 07:58:54   

Po ukazaniu się „Rozprawy” niektórzy komentatorzy z powagą podeszli do jej przesłania. Tak jak autor podpisany „Andrzej Karol” (prawdopodobnie chodzi o Andrzeja Karolczaka), który w w 34 numerze „Odgłosów” (20 VIII 1983) napisał między innymi: „(...) cała sprawa wcale do zabawnych nie należy. Czyżby — obok takich zagrożeń jak np. zatrucie środowiska naturalnego — istniało jeszcze jedno niebezpieczeństwo, stojące przed ludzkością? Niebezpieczeństwo ogólnej degeneracji umysłowej?

Ale nie dziwi, że inni zareagowali bardziej emocjonalnie. W poniższych dwóch polemikach, które obok siebie opublikowało „Tu i Teraz”, Nienackiemu dostaje się za przejście — jak to wyraził John Dee — na ciemną stronę Mocy. Konkretnie: za pogardę wobec mniej inteligentnych, wywoływanie w opinii publicznej złego nastawienia do niepełnosprawnych, a w artykule Stefana Pawliszcze — dosłownie za chęć ich eksterminacji.

Ignacy Wald (lekarz, neurolog i genetyk, zajmujący się m.in. uzależnieniami) dorzucił do tego argumenty naukowe mające świadczyć o tym, że Nienacki posługuje się przestarzałą wiedzą z dziedziny eugeniki. Z kolei Stefan Pawliszcze (ukraiński dziennikarz i prawnik działający w Polsce, dysydent) odpowiedzialnością za powstanie patologii obarczył społeczeństwio w myśl zasady „wszyscy jesteśmy winni”.

Pozdrawiam,
Kynokephalos

======================================================================================
Polemiki

Niedźwiedzia przysługa

Ignacy Wald
„Tu i Teraz”, nr 37(68) rok II, 14 września 1983, str. 14.

W numerze 32 „Tit” Zbigniew Nienacki w artykule pod nader taktownym tytułem „Rozprawa o kretynach” porusza sprawę niebezpieczeństwa zjawiska różnicowej płodności w zależności od poziomu inteligencji dla przyszłości narodu, jego zdrowia, inteligencji i moralności.

Autor stwierdza, że ludzie inteligentni mają mało dzieci, ludzie mniej inteligentni mają dużo dzieci (odkrył nawet nową maltusowską formułę, że „ludzie predysponowani z racji swojego ilorazu inteligencji do płodzenia dzieci, rozmnażają się w postępie arytmetycznym, a ludzie — nie predysponowani do płodzenia dzieci, to jest obciążeni dziedzicznie — rozmnażają się w postępie geometrycznym. I ludzi z wysokim ilorazem inteligencji jest po prostu coraz mniej, a tych z niskim — coraz więcej”). Dalej autor pisze: „Milion dzieci upośledzonych umysłowo żyje w naszym kraju, ogarniętym kryzysem”, itd. itp. Autor skromnie przyznaje, że nie wie, co z tym fantem zrobić. W każdym razie spełnia swój patriotyczny obowiązek i bije na alarm.

Zauważmy, że zasadnicza teza Nienackiego nie jest nazbyt oryginalna. Analogiczne poglądy były szeroko rozpowszechnione na początku bieżącego stulecia. W roku 1912 znany psychiatra amerykański, Walter E. Fernald mówił: „W ciągu ostatnich kilku lat byliśmy świadkami, jak specjaliści i ogół społeczeństwa zdali sobie nagle sprawę z zasięgu rozprzestrzeniania i wpływu upośledzenia umysłowego jako źródła niedoli pacjenta i jego rodziny oraz jako przyczyny przestępstw, prostytucji, bezprawia, braku wstrzemięźliwości i innych złożonych klęsk społecznych... Upośledzeni umysłowo są pasożytniczą, łupieżczą klasą, niezdolną do utrzymania samych siebie, ani prowadzenia swoich własnych spraw. Ogromna ich większość staje się w końcu w jakiejś formie ciężarem publicznym. Sprawiają oni niewypowiedziany ból rodzinie, a dla społeczeństwa stanowią groźbę i niebezpieczeństwo”. (A.M. Clarke — red.), (Upośledzenie umysłowe, PWN Warszawa 1971, str. 26).

Autorzy cytowanej książki wskazują, „że panika związana z poczuciem zagrożenia ze strony upośledzonych umysłowo osiągnęła swój szczyt w latach poprzedzających pierwszą wojnę światową. Dopiero później, dzięki dokładniejszej socjologicznej i psychologicznej analizie uświadomiono sobie, że sama podstawa nowej polityki segregacji ludzi o obniżonej sprawności umysłowej opierała się na fałszywych przesłankach. Fernald był jednym z pierwszych, który zmienił poglądy...” (tamże, str. 26). Lęk przed upośledzonymi umysłowo znalazł swój wyraz nie tylko w wypowiedziach. Z początkiem wieku dwudziestego w wielu krajach wprowadzono przymusową sterylizację osób upośledzonych umysłowo. Najkonsekwentniej zwalczali to niebezpieczeństwo hitlerowcy, którzy masowo uśmiercali upośledzonych umysłowo przebywających w zakładach.

Analiza naukowa tez głoszonych przez zwolenników tego typu eugeniki wykazała ich całkowitą bezpodstawność. Prowadzone w niektórych krajach szeroko zakrojone badania nad poziomem inteligencji populacji dziecięcej wykazały, że przeciętny iloraz inteligencji nie ulega wahaniom. Okazało się również, że w miarę postępów higieny i cywilizacji zapadalność na wady rozwojowe i upośledzenie umysłowe (tzn. liczba nowo rodzących się osób z upośledzeniem umysłowym) bynajmniej nie wzrasta, chociaż wzrasta czas przeżycia osób z niektórymi wadami.

Wytłumaczenie tego, że mimo korelacji między poziomem inteligencji a rozmiarem rodzin (choć w niektórych sytuacjach społecznych korelacja ta znika) poziom inteligencji populacji nie zmienia się, zawdzięczamy wybitnemu genetykowi angielskiemu L.S. Penrose'owi. Wydana w Polsce jego książka („Wstęp do genetyki człowieka”, Omega, PWN Warszawa 1965) zawiera wyjaśnienie tej sprawy. Chodzi o to, że osoby mało inteligentne lub lekko upośledzone umysłowo posiadają potomstwo zarówno inteligentne, jak i podobne do siebie, a także głębiej upośledzone umysłowo. Głębiej upośledzeni umysłowo z reguły nie posiadają potomstwa, w sumie więc w populacji utrzymuje się równowaga pod tym względem.

Wnioski Penrose'a zostały potwierdzone przez innych badaczy. Medycyna, psychologia i demografia całkowicie odeszły od prymitywnych poglądów eugeniki początków naszego stulecia. Troszczymy się obecnie o to, jak zapobiec rodzeniu się dzieci upośledzonych; jeśli się urodzą, jak skorygować ich niedobory, jak umożliwić im życie w społeczeństwie.

Notabene, nie ma w Polsce miliona dzieci upośledzonych. Szacuje się że liczba dzieci upośledzonych w Polsce nie przekracza 200 tysięcy, liczba głębiej upośledzonych nie przekracza 40 tysięcy. Są to liczby bardzo duże, odległe dość jednak od miliona, liczby zresztą nie odbiegające od wskaźników rozpowszechnienia upośledzenia umysłowego w innych krajach Europy.

Nie to jest jednak najważniejsze. Najważniejszą chyba sprawą jest to, że przyszłość dzieci upośledzonych zależy w dużym stopniu od tego, jaki jest stosunek społeczeństwa do nich. Jednym z mierników poziomu kultury społeczeństwa jest jak odnosi się ono do swoich upośledzonych. W tej dziedzinie w Polsce w ostatnich latach wiele się zmieniło na korzyść. Powstała sieć placówek pozwalających pełniej rozwinąć możliwości dzieci upośledzonych, powstają placówki pozwalające na produktywizację upośledzonych dorosłych. Działa coraz mocniejszy ruch społeczny w tej dziedzinie. Organizacja rodziców skupiona wokół Komitetu Pomocy Osobom Upośledzonym Towarzystwa Przyjaciół Dzieci (dawniej Komitet Pomocy Dzieciom Specjalnej Troski) wiele uczyniła, aby wpłynąć na opinię społeczną. Również i inne organizacje społeczne czynią wysiłki, by pomóc ludziom z tym typem niesprawności. Wystarczy tutaj wymienić działalność harcerskich Drużyn Nieprzetartego Szlaku, działalność Związku Młodzieży Wiejskiej i Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej oraz niektórych odłamów ruchu młodzieży katolickiej.

Artykuł Nienackiego niestety nie pomaga tej sprawie. Wskrzeszanie średniowiecznych poglądów, ożywianie dawno obumarłych mitów, mimo deklarowanej przez autora troski o dobro narodu, może mieć tylko negatywne skutki społeczne. Dziwi również ton artykułu, zdradzający głęboką pogardę autora dla mniej uzdolnionych członków naszego gatunku.

=======================================================================================
Może ja przesadzam?

Stefan Pawliszcze
„Tu i Teraz”, nr 37(68) rok II, 14 września 1983, str. 14.

Czytając Zbigniewa Nienackiego „Rozprawę o kretynach” nie dowierzałem temu, co się dzieje. Zadawałem sobie pytanie: czy ja naprawdę czytam to, co czytam; czy to, co ja czytam jest serio, czy też może to jakiś pastisz w stylu Passenta; gdzie są źródła takiej tematyki i takiego jej traktowania? Nasuwało się również wiele innych pytań, których z różnych powodów nie wymienię.

Dziwi przede wszystkim granicząca z okrucieństwem niefrasobliwość i łatwość, z jaką autor, pisząc o ludziach, używa takich terminów, jak: „kretyn”, „debil”, „ćwierć”, „pół-”, „trzy czwarte-” — itd. — debila. W tym kontekście takie terminy, jak „oligofrenia”, „schizofrenia”, „upośledzenie umysłowe” — to niemal język wersalu. Autor jak gdyby całkowicie zapomniał, że mówi o ludziach i do ludzi, że wśród czytelników mogą się znaleźć i tacy, którzy wśród swoich znajomych, przyjaciół a nawet bliskich mają i osoby, które ilorazem inteligencji nie dorównują autorom poczytnych tygodników. Grosza nie dałbym za samopoczucie tych ludzi po przeczytaniu „Rozprawy” pana Nienackiego. Nie pamiętam, czy kiedykolwiek w przeszłości czytałem już jakiś inny napisany przez człowieka tekst, w którym bym znalazł tyle wzgardy do innych ludzi z powodu ich ułomności, co w tej „Rozprawie”.

Jak się okazuje, jedną z największych bolączek, czy tragedii nawet, naszej współczesności polskiej jest zastraszające tempo rozmnażania się „kretynów” i „debili”. Już drugi akapit właściwego tekstu „Rozprawy”, to monolog „dotkniętej padaczką” „debilki” czy „kretynki” (nb: logicznej konsekwencji wypowiedzi mógłby jej pozazdrościć niejeden z wysokim ilorazem, myślę jednak, że to tekst autorski), która zarzuca autorowi, a za jego pośrednictwem wszystkim „z ilorazem”, że stronią od „damsko-męskiej” roboty i rozmnażają się niedostatecznie, co autor, jak się okazuje, wziął sobie głęboko do serca i nawet nawymyślał synowi „z ilorazem i pierwszym stopniem specjalizacji”, że zalega z wydaniem na świat wnuków.

Z „Rozprawy” wyłania się apokaliptyczna wizja społeczeństwa polskiego, zdominowanego przez „kretynów” i „debili”, którzy nie są „predysponowani do płodzenia dzieci”, a którzy rozmnażają się „w postępie geometrycznym”, w przeciwieństwie do ludzi inteligentnych, których stać zaledwie na reprodukcję prostą. Taką wymowę ma obraz obławy, którą rybacy urządzili na kłusowników (kretynów i debili), taką wymowę ma obraz szkoły wiejskiej, z której inteligentni rodzice zabierają swoje inteligentne pociechy do innych miejskich szkół z obawy przed skretynieniem w środowisku kretynów, potomków byłych dwójkowiczów z tejże szkoły. „To straszne — cytuje autor nauczyciela, który bada zjawisko — jak ci źli uczniowie się teraz rozmnażają, a ci dobrzy — unikają rozmnażania...”

Mamy więc i sygnał. Trwożny sygnał, który już nie jest aluzją. Jest alarmem!

To nie są nowe pytania. Te pytania brzmiały już przed pięćdziesięcioma laty. Groźnie brzmiały. Wtedy, przed pół wiekiem, i na to pytanie znaleziono odpowiedź. Wtedy znano odpowiedzi na wiele pytań: co robić z ułomnymi, z Żydami z Polakami, z komunistami!...

Dziś pan Nienacki, jak się wydaje, również wiedziałby co odpowiedzieć, tylko się zawahał, zaapelował do publicystów: na co czekacie panowie i panie? — A może ja przesadzam? Może jestem przewrażliwiony? — W takim razie przepraszam. Że zamiast resocjalizować zabija? — „Kto to ma wziąć na swoje barki? — pyta pan Nienacki — Społeczeństwo. Ta jego zdrowa i pracująca część, która boryka się z tysiącem trudności.”

Oczywiście społeczeństwo i oczywiście ta jego zdrowa część, bo tylko ono i ona jest w stanie się tym naprawdę zająć.

A czymże jest „ten” problem? Ten tragiczny, trudny problem upośledzonych? Czymże w końcu jest ów milion upośledzonych dzieci? Jest to, panie Nienacki, narośl rakowa na chorym ciele społecznym. To nie przyczyna, to skutek. Skutek złego stanu organizmu społecznego, skutek obojętności i znieczulicy społecznej, alkoholizmu, narkomanii, złego stanu oświaty zdrowotnej... Oto pożywka, na której wykwita owa narośl! I co, mamy ich odizolować? Utworzyć getta, wysterylizować?... Stworzymy wówczas złudzenie, że ich nie ma, bo na eksponowanych miejscach, przy głównych ulicach, trasach przejazdowych, będzie zamieszkiwała intelektualna większość, z ilorazem powyżej 140. Ale oni będą. W zakamarkach, w ciemnych uliczkach będziemy natykać się na błędny wzrok społecznego debila ze świńskim zębem na sznurku. Będą również ginęli taksówkarze. — Dlaczego? Dlatego, że taka jest nasza drobnomieszczańska mentalność. Rację ma pani Świątecka („Polityka”). Nie wystarczy ukarać najwyższym wymiarem Karosa i Maliszewskiego, by czuli się bezpieczni taksówkarze. Ten problem musi być potraktowany jako problem społeczny najwyższej wagi. Trzeba zbadać przyczynę zjawisk. Skąd się wzięła obojętność na ludzkie cierpienie? Dlaczego nie ma atmosfery społecznego potępienia dla pijaństwa, alkoholizmu, narkomanii? Skąd wreszcie się bierze granicząca z podziwem aprobata dla spekulanta, cwaniaka, łapówkarza? — Oto oznaki choroby społecznej. A Maliszewski, Karos, Marchwicki, debil wreszcie?... — To nic innego, jak objaw bólu, gdy chory jest organizm. I to jest właśnie prawidłowość: jest choroba, to i ból być musi, bo w przeciwnym wypadku będziemy żyli w złudnym przeświadczeniu, ze wszystko jest dobrze. Mamy przecież w pamięci okres, kiedy chory społeczny organizm próbowano leczyć środkami przeciwbólowymi. I co?!...

Być może kiedyś, nasi wnukowie, czy prawnukowie, z ufnością będą wychodzili na ulicę wierząc, że każdy przechodzień powita ich życzliwym uśmiechem. Być może kiedyś kobiety będą bez lęku chodziły samotnie na wieczorny spacer. Być może kiedyś rodzice nie będą drżeć, że dziecko zbyt długo nie wraca ze szkoły. Być może... Ale jeszcze nie teraz. Jeszcze na naszych ulicach, w parkach, w tramwajach, tu i ówdzie czai się czasem podniecony zboczeniec z żyletką pod językiem. Jeszcze po piwnicach ćwiczą karate przyszli Karosowie i Maliszewscy i choć się to Panu (mnie zresztą również) nie podoba, tak jest. Dlaczego?

Dlatego, że właśnie tacy jesteśmy. Dlatego, że na razie stać nas tylko na najprostsze reakcje. Boli — uśmierzyć ból. Na jak długo to wystarczy? A dopóki jesteśmy tacy — nie zasługujemy na nic lepszego. Za taki stan rzeczy odpowiedzialność nie może być przecież indywidualna. A pan woła: nie ruszcie społeczeństwa! Ono jest zmęczone! — To musi być zbiorowa odpowiedzialność. Całe społeczeństwo musi zadbać o to, by dotychczas wysoki odsetek osób, których intelekt oscyluje w granicach dolnej normy lub poniżej tej granicy, malał. Jak to zrobić? — Nie wiem. Wiem jednak na pewno, że nie poradzą sobie z tym problemem ci, których autor „Rozprawy” nazywa „debilami” i „kretynami”. To wiem na pewno. A zatem wygląda jednak na to, że będzie się do tego musiało zabrać społeczeństwo i to właśnie „ta jego zdrowa i pracująca część”. Nie wyobrażam sobie, by ktoś inny miał się tym zajmować.
=======================================================================================
SPROSTOWANIE:
Może ja przesadzam

Podczas lektury w nr 37 „Tu i teraz” pełnych pasji, słusznych przecież rozważań S. Pawliszcze, ze zgrozą wręcz zadawałem sobie pytanie czy ja naprawdę czytam to co czytam...

Oto, przywołując nazwiska zbrodniczych osobników — Marchwickiego i Maliszewskiego, jednym tchem, autor dołączył do nich ofiarę zabójstwa! Do tego kilkakroć. Ja zaś przekonany jestem, że historia śmiertelnego zamachu popełnionego przez nieszczęsnych młodocianych na sierżancie Karosie, nie mogła zostać przez większość z nas zapomniana. Zaskakuje niefrasobliwość p. Pawliszcze.
A. Piuro
Warszawa

Od redakcji: Przepraszamy za niestaranną adjustację tekstu artykułu. Pomyłka jest rzeczywiście skandalicznie przykra.
=======================================================================================




 
 
John Dee 
Moderator
Epicuri de grege porcus



Pomógł: 123 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 14072
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2023-03-21, 08:22:55   

Z ulgą czytam te słowa. Już się obawiałem, że odrażający w swoim nagonkowym charakterze traktat Nienackiego znalazł szerokie poparcie wśród czytelników. Może zresztą i znalazł. Na szczęście czasopismo zdecydowało się opublikować również reakcje ludzi wykazujących się wiedzą, doświadczeniem. jak również i rozsądkiem oraz empatią. Chapeau. Podpisuję się obiema rękoma pod tym, co pisze pan Ignacy Wald i jedną, co pan Stefan P.
Szczególnie spodobały mi się następujące wypowiedzi

“Artykuł Nienackiego niestety nie pomaga tej sprawie. Wskrzeszanie średniowiecznych poglądów, ożywianie dawno obumarłych mitów, mimo deklarowanej przez autora troski o dobro narodu, może mieć tylko negatywne skutki społeczne. Dziwi również ton artykułu, zdradzający głęboką pogardę autora dla mniej uzdolnionych członków naszego gatunku.”

“Autor jak gdyby całkowicie zapomniał, że mówi o ludziach i do ludzi, że wśród czytelników mogą się znaleźć i tacy, którzy wśród swoich znajomych, przyjaciół a nawet bliskich mają i osoby, które ilorazem inteligencji nie dorównują autorom poczytnych tygodników.”

i uszczypliwa ironia sformułowania:

“w artykule pod nader taktownym tytułem „Rozprawa o kretynach””

Tak odpowiedzieli lekarz i prawnik, ludzie wykształceni i znający opisany w traktacie problem zdaje się z pierwszej ręki. Czy wiedzieli, że Nienacki stronił od ludzi, mieszkał gdzieś, gdzie diabeł mówi dobranoc, że pisał w pokoju z zakratowanymi oknami, z bronią palną w zasięgu ręki, podczas gdy wielki pies patrolował po podwórku?

Można by jeszcze złośliwe dodać: że nie miał matury, o wykształceniu wyższym nie wspominając?

Tak czy inaczej, “Rozprawa o kretynach” pomaga nam trochę zrozumieć, dlaczego Mistrz porzucił Pana Samochodzika, dlaczego człowiek światła stał się takim ciemnym lordem. Mam wrażenie, że stracił życzliwość wobec ludzi. Duch “Rozprawy” jest całkowitym przeciwieństwem zniuansowanego obrazu człowieka, jaki kreślił w kanonie. Dlaczego pozostanie zagadką. Choroba, wiek, sytuacja polityczna w kraju? Może znudził mu się Jerzwadł i obudziła tęsknota za miastem? Możemy tylko snuć przypuszczenia.
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 152 razy
Wiek: 57
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 48262
Skąd: Poznań
Wysłany: 2023-03-21, 08:24:44   

Cytat:
Tak czy inaczej, “Rozprawa o kretynach” pomaga nam trochę zrozumieć, dlaczego Mistrz porzucił Pana Samochodzika, dlaczego człowiek światła stał się takim ciemnym lordem. Mam wrażenie, że stracił życzliwość wobec ludzi. Duch “Rozprawy” jest całkowitym przeciwieństwem zniuansowanego obrazu człowieka, jaki kreślił w kanonie. Dlaczego pozostanie zagadką. Choroba, wiek, sytuacja polityczna w kraju? Może znudził mu się Jerzwadł i obudziła tęsknota za miastem? Możemy tylko snuć przypuszczenia.


Bardzo celne spostrzeżenia!
_________________
Drużyna 2

Nasze forum na facebooku: ./redir/facebook.com/pansamochodzikforum
Nasza forumowa geościeżka keszerska: ./redir/pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?p=240911#240911

 
 
Maj 
Fanatyk Samochodzika



Pomógł: 6 razy
Wiek: 54
Dołączył: 12 Cze 2020
Posty: 1358
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2023-03-21, 11:37:43   

Kynokephalosie, jestem po wrażeniem Twojej roboty - nie tylko znalazłeś, opracowałeś i zamieściłeś artykuł Nienackiego, ale również teksty powiązane, co dało szerszy kontekst. Gdybym mógł dać pomógł, to bym dał. :)

Co się tyczy artykułu Nienackiego, to uderza (mnie) zastosowanie środków literackich. Nienacki chce osiągnąć efekt, wsadzić kij w mrowisko, zmusić do polemiki. Używa repertuaru środków literackich lub propagandowych. Od razu wchodzi w polemikę (z artykułem p. Świąteckiej). Używa mocnych określeń budzących emocje. Zamiast rzeczowej, wyważonej analizy, buduje historię (powiedzieli mu, zobaczył, uczestniczył w obławie etc.). Obserwacje lokalne podnosi do rangi globalnych. Przedstawia problem jako katastrofę w skali kraju etc. I osiąga efekt. Spowodował jakieś zamieszanie wtedy (artykuły polemiczne), i teraz - na forum.
Ostatnio zmieniony przez Maj 2023-03-22, 12:12, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Członek Kapituły Samochodzikowej Książki Roku



Pomógł: 137 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 6639
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2023-03-23, 07:33:02   

John Dee napisał/a:
“Rozprawa o kretynach” pomaga nam trochę zrozumieć, dlaczego Mistrz porzucił Pana Samochodzika, dlaczego człowiek światła stał się takim ciemnym lordem.

W takim razie także i my musimy uważać, by nie stać się złymi prorokami i fałszywymi alarmistami. Co uprawnia do oceny, że Nienacki „już wtedy przeszedł na ciemną stronę Mocy” i „stał się takim ciemnym lordem”? Te sformułowania sugerują permanentną przemianę, drastyczną w końcowym stadium, co do której udało się teraz ustalić początkowy moment („już wtedy...”).

A wszakże Nienacki Pana Samochodzika nie porzucił: napisał jeszcze jedną jego część, która z innych powodów bywa oceniana niżej niż wcześniejsze, lecz przecież nie kryje w sobie jakiegoś ciemnego zła. I inne powieści: „Skiroławki” były już gotowe, albo prawie gotowe, w momencie ukazania się „Rozprawy”, później zaś powstał jeszcze „Wielki las” i „Dagome Iudex”. W żadnej z nich nie nazywa się nikogo debilem czy kretynem, wielodzietność jest odnotowywana sporadycznie i nie piętnowana bezpośrednio, ani - ogólniej - nie zauważyłem napastliwości wobec jakiejś społecznej grupy. Obserwacje na temat ludzkiej natury są czasem, naturalnie, gorzkie, bywa że cyniczne, ale obraz bohaterów (także tych negatywnych) mamy właśnie „zniuansowany”, czyli taki jak postulujesz. To zresztą cecha także wcześniejszych utworów Nienackiego dla dorosłych.

Co widzisz w tej twórczości, po 1983 roku, że nasuwają Ci się tak mocne, mitologiczne porównania do ciemności?

A może miałeś na myśli aktywność publicystyczną Nienackiego? Bywa, owszem, kostyczna. Ale złośliwy styl przyjmował już dużo wcześniej, o czym mieliśmy okazję rozmawiać czytając jego felietony i recenzje, nierzadko pod nagłówkami w rodzaju „Gryzienie wzmacnia uzębienie”, „Nie podoba nam się”, „Bez tłumika”, „Mam wszystkim za złe”.

Rozumiem, że kwestią uprawnionej, subiektywnej oceny jest to, czy artykuł wydaje się komuś odrażający. A nawet to, czy jego skutkiem mogła stać się nagonka na określoną kategorię ludzi. Jednak rozciąganie tej oceny na całą późniejszą postawę i życie autora to, jak się już powiedziało, na wątłych podstawach oparte proroctwo i fałszywy alarm.

John Dee napisał/a:
Dlaczego pozostanie zagadką. Choroba, wiek, sytuacja polityczna w kraju? Może znudził mu się Jerzwałd i obudziła tęsknota za miastem?

Do napisania jednego felietonu nie potrzeba aż choroby, wieku i sytuacji w kraju. Wystarczy, na przykład, rozmowa z pedagogiem czy lokalnym aktywistą, jakaś lektura, może nieprzyjemne osobiste spotkanie, przykre zdarzenie albo dwa.

Temat eugeniki w ogóle nie pojawia się w późniejszych powieściach Nienackiego (chyba że policzyć legendy-symbole o karłach i olbrzymach w „Dagome”), ani nie spotkałem się z jego kontynuacją w późniejszej publicystyce (jeśli natrafię na taki tekst to tutaj poprawię).

Nie sądzę, by Nienackiemu znudził się Jerzwałd. Można spekulować, że z latami, poznając bliżej ich sposób myślenia, zmienił nastawienie wobec sąsiadów. Być może początkowo spodziewał się być większym autorytetem niż się okazało. „Panem pisarzem”, do którego mieszkańcy „przychodzą ze wszystkimi swoimi sprawami”. Nie stało się tak i w rezultacie w „Skiroławkach” opisał przemianę świadomości Nepomucena Lubińskiego, możliwe, że przypominającą jego własną: „Dano mu (...) do zrozumienia, że co pisarskie ma być oddane pisarzowi, a co wioskowe rolnikom i drwalom. (...) Zrozumiał też pisarz, że o wiele łatwiej odnosić wrażenie, iż jest się sumieniem całego narodu, niż być sumieniem jednej małej wioski.

A więc obserwował wspólnotę jakby z zewnątrz i stąd ten felieton - emocjonalny, oczywiście, i amatorski, przy tym jednak opisujący tylko pewne zjawisko a nie społeczność w całości. Dodajmy, że zjawisko dla tej społeczności niebezpieczne; ze względu na jej mały rozmiar i ograniczoną, asymetryczną mobilność zapewne groźniejsze niż dla populacji kraju.

Pozdrawiam,
Kynokephalos
P.S. Maj, dzięki za miłe słowo.
_________________
Wonderful things...
Zwycięzca rywalizacji rowerowej w 2019 r.

 
 
Kynokephalos 
Moderator
Członek Kapituły Samochodzikowej Książki Roku



Pomógł: 137 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 6639
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2023-03-25, 07:42:03   

Jak zauważył John Dee, w spór z Nienackim na temat jego „Rozprawy” wszedł lekarz oraz prawnik i działacz polityczny. Może to przypadek, a może nie, że z kolei w jego obronie stanęli dwaj literaci. Aleksander Minkowski, którego nie trzeba przedstawiać, i Krzysztof Maria Sieniawski — poeta, tłumacz i krytyk literacki, w tym czasie dość aktywny na łamach „Tu i Teraz”.

Myślę, że Minkowski nie zrobił tego po znajomości, skoro z Nienackim prowadzili już prasowe polemiki, obstając każdy przy swoim stanowisku. Choć fakt, że pomieszkiwał w tej samej wsi, którą obserwował Nienacki, mógł mieć jakieś znaczenie. W każdym razie Minkowski dostrzega problem i potrzebę podjęcia sensownych działań.

Sieniawski ustosunkował się tylko do tekstu Stefana Pawliszcze. Trochę bronił Nienackiego przed nietrafionymi zarzutami Pawliszcze, trochę przyznał rację obu stronom dyskusji, a na koniec obie skrytykował za jej prowadzenie. Komentarz — jak, zdaje się, sam Krzysztof Sieniawski — trochę ekscentryczny.

Pozdrawiam,
Kynokephalos

=======================================================================================
Huzia na Nienackiego

Aleksander Minkowski
„Tu i Teraz”, nr 41(72) rok II, 12 października 1983, str. 14.

Trzymał redaktor tę bombę zegarową w szufladzie i dobrze było. Co go podkusiło, żeby wydrukować „Rozprawę o kretynach”.

Objawił światu pisarza Nienackiego, którego wielbią dzieci nasze i młodzież jako Pana Samochodzika oraz wielu czytelników starszych za „Uwodziciela”, ukazał zatem pisarza lubianego, z pogodą ducha i skłonnościami filozoficznymi — jako potwora, zwyrodnialca, gardzącego ludźmi, a już zwłaszcza tymi, którym natura poskąpiła ilorazu inteligencji. Ośmielił się nawet ów Nienacki Zbigniew — nawet nie docent! — wysunąć hipotezę, że wartościowych ludzi przybywa nam w postępie arytmetycznym a kretynów z geometrycznym przyspieszeniem. Dlaczego? Ponieważ wartościowi potrafią kontrolować rozmnażanie i mają inne jeszcze rozrywki, w tym intelektualne, debile zaś głównie tę jedną, tu i z powrotem, bez poczucia odpowiedzialności za jakość substancji wytworzonej.

Adwersarze naszego heretyka biją na alarm. Szokuje ich „granicząca z okrucieństwem niefrasobliwość autora... jakby zapomniał, że mówi o ludziach i do ludzi”. Zarzucają mu „wskrzeszanie średniowiecznych poglądów, ożywienie dawno obumarłych mitów”. Zapewniają zaskakująco zgodnie, że:
. .a) nic nowego nie odkrył, bo teoria o przyroście kretynów była popularna już na początku XX wieku
. .b) nie grozi nam skretynienie globalne, ponieważ natura ma ponoć wmontowany ogranicznik przyrostu durniów
. .c) nie milion dzieci w Polsce mamy upośledzonych, a tylko dwieście tysięcy
. .d) wmawiają autorowi pogardę dla ludzi i sentyment do pieców krematoryjnych
. .e) z autorskiego niepokoju o przyczyny zjawiska wekslują sprawę w stronę skutków, rozwodząc się o potrzebie troski o upośledzonych.

Przed nazwiskami polemistów nie ma stopni ani tytułów naukowych, ale przypuszczam, że to przez skromność. Rozumowanie jest akademickie. Cytuje się obficie różne zagraniczne autorytety. N o i c o?! Wymyślił Nienacki tępe dzieci w szkołach wiejskich, które za nic nie mogą poradzić sobie z tabliczką mnożenia, ba! — z alfabetem? Które w wieku lat czterech latają do gieesu po wódkę dla rodziców, w wieku lat dziesięciu same już popijają, a szesnastoletnie dają życie potworkom? „Troszczymy się obecnie jak zapobiec rodzeniu się dzieci upośledzonych — pisze prof. Ignacy Wald. — Jeśli się urodzą, jak skorygować ich niedobory, jak umożliwić im życie w społeczeństwie”. Bardzo ładnie napisane! Tylko gdzie ta troska w skali masowej? Na konferencjach, w prasie? Korygowanie niedoborów to sprawa kosztowna, skomplikowana i nie przypuszczam żebyśmy mieli czym się tu chwalić. Więc profilaktyka. Megakampania mająca na celu kontrolę urodzin, zwłaszcza w rodzinach ubogich i prymitywnych, z przypadkami alkoholizmu, psychicznych chorób, ogólnego niedorozwoju. Co robimy w tej sprawie?

Nic nie robimy. Prawie nic. Tyle co nic.

Podejrzewam jednak, że ktoś jest za to odpowiedzialny u nas. Ktoś bierze pieniądze za diagnostykę, sugestie terapii, ich realizację. Na ten cel, podejrzewam, nie żałuje się środków, z tej prostej przyczyny, że profilaktyka jest tysiąckroć tańsza niż leczenie. Może się mylę.

Pan Stefan Pawliszcze, krzyk rozpaczy i gniewu Nienackiego odczytując jako lekceważącą pogardę dla ludzi (!) zgadza się z opisem zjawiska. Dlaczego tak jest? „Dlatego — wyjaśnia — że właśnie tacy jesteśmy... A dopóki jesteśmy tacy — nie zasługujemy na nie lepszego”. Ładne, prawda?

Regulację narodzin trzeba, być może, zacząć od przedszkola. Dzieci mają zwyczaj pokazywać sobie siusiaki i cipki. Przez naturalną ciekawość i w sekrecie przed dorosłymi, ponieważ już od maleństwa uczy się ich pruderii. Dlaczego, u licha, nie dokonywać owych oględzin pod opieką odpowiednio przeszkolonej przedszkolanki, pielęgniarki, lekarza?! Nie zacząć objaśnień anatomiczno-seksualnych kiedy nie budzą jeszcze podniecenia? Swoboda erotyczna w krajach skandynawskich, o ile wiem, nie doprowadziła do degeneracji społecznej. Czternastoletnia dziewczynka po prostu wie j a k n i e z a j ś ć w c i ą ż ę. A co wie u nas przeciętna czterdziestoletnia kobieta? Gdzie te spiralki, sprężynki, pigułki? Albowiem nie od mężczyzn trzeba zaczynać prokreacyjną edukację, lecz od kobiet. To nie mężczyźni rodzą.

Nauczyciele szkół podstawowych, po odpowiednim elementarnym przeszkoleniu, muszą prowadzić z uczniami lekcje erotyki. Straszne, co? Aż piszczy w nas drobnomieszczańska mentalność, średniowieczna pruderia, świętoszkostwo, załganie. T r z e b a u c z y ć w s z k o ł a c h f i l o z o f i i i t e c h n i k i ż y c i a p ł c i o w e g o! Życie seksualne zwłaszcza w zakresie unikania ciąży, musi być objęte programem szkolnym. I już od zarania. „Chcesz mieć w przyszłości zdrowe, mądre dziecko? Płodź z premedytacją, pod kontrolą i za poradą lekarzy. Staraj się nie pić, nie palić. Nie wybieraj partnera lekkomyślnie: partnera, ma się rozumieć, do dziecka, nie — do lóżka, choć i w tej kwestii nie trać rozsądku”.

Niegdyś, w Ameryce, zdumiała mnie swoboda, z jaką naiwne towarzystwo — panie, panowie — rozprawiało podczas obiadu o intymnościach seksualnych. Jak o muzyce, albo sztuce kulinarnej, albo biznesie.

Walkę z płodzeniem kretynów zacznijmy od zgody na rewolucję mentalną. Od rewizji naszych uprzedzeń, zahamowań, meandrów moralnych. Tak zrozumiałem Nienackiego.

ALEKSANDER MINKOWSKI

=======================================================================================
Gapy, głuptaski

Krzysztof Sieniawski
„Tu i Teraz”, nr 41(72) rok II, 12 października 1983, str. 14.

Kilka tygodni temu czytelnicy „Tu i teraz” byli świadkami gaskońskiej szarży pana Pawliszcze na uzbrojonego w słuszne poglądy autora „Pana samochodzika i templariuszy”.

Poglądy dotyczyły postępującego kretynizmu pewnej grupy narodu polskiego i powiedziałbym, że były nawet „jedynie słuszne”, gdyby nie to, że żyjemy w czasach nikomu nie zapewniających monopolu na „jedyną słuszność”. Pan Pawliszcze, stosując znane z programów „Dudka” tzw. dyskretne niedomówienie (pamiętacie słynną scenkę o kraniku przelotowym w wykonaniu Gołasa, Pawlika i Kobuszewskiego?), wyzwał pana Nienackiego od faszystów, którzy tylko czekają, by usunąć „w imię czystości rasy”, z obawy przed ostateczną jej degeneracją, przeróżnych głuptasków, zboczeńców i Cyganów, którzy mają to do siebie, że muszą nie chcąc — od czasu do czasu kogoś zgwałcić, oszukać, pokroić w plasterki, względnie podrajcować się na dziko, postawić włosy w czub na pustym łbie i zaprotestować przeciw nudzie istnienia kolejnym napadem na taksówkarza. Spór pana Pawliszcze z wojującym redaktorem z Jerzwałdu jest sporem typowo polskim, Nienacki o szydle, Pawliszcze a motowidle. Rację ma jeden i rację ma drugi, jednakowoż z radosnego owego faktu wynika akurat tyle, co nic.

Pan Nienacki zachęca inteligencję polską do intensywniejszego rozmnażania się, doradzając częstsze stosowanie środków antykoncepcyjnych klasie robotniczej jak również rolnikom, niekoniecznie indywidualnym. Lumpenproletariat i w ogóle tzw. margines należałoby bezwzględnie odseparować, ubezwłasnowolnić i ewentualnie odmóżdżyć, jeżeli — co się rozumie samo przez się — szare komórki nie zanikły wśród tej warstwy ludności na drodze naturalnego procesu galopującego zidiocenia. To z kolei boli pana Pawliszcze, pan ten bowiem zdaje się podzielać pogląd Juliana Tuwima, który w jednym z bardzo charakterystycznych dlań wierszy wyraził taką oto optymistyczną ewentualność: „gapy, głuptaski — każdy z was mądrość posiędzie”. Czyli jeśli nawet gapa aktualnie reprezentuje poziom intelektualny monstrum, skonstruowanego przez inteligenta Frankensteina, to martwić się nie ma czym, bo i tak kiedyś gapa zmądrzeje, przy czym będzie to mądrość wyższego rzędu, nieosiągalna dla zwykłego śmiertelnika mądrość „galerników wrażliwości”, nawiedzonych i pomyleńców, odmieńców, czy — jak mawiają Rosjanie — „jurodiwych”. Pozostaje otwarta kwestia, kto tu świadomie i z premedytacją nawiązuje do znanych nam z historii metod faszystowskich.

Oto czytam w „Przeglądzie Sportowym”, że grupa takich właśnie czubatych „jurodiwych” zapragnęła wyrzucić z pędzącego pociągu spokojnego i kulturalnego obywatela (czyli kogoś w rodzaju pana Pawliszcze) tylko dlatego, że nie zechciał się on w odpowiednim momencie przyłączyć do kretyńskich zaśpiewów w rodzaju „hej-ho, hej-ho, do boju Legia Warszawa” — i rzeczywiście bardzo mało brakowało do uderzenia w czynu stal, jako że ofiara już była wleczona do otwartych drzwi i tylko dzięki skutecznej interwencji „jedynego uczciwego” w dzikiej bandzie (czyżby nasz człowiek wśród troglodytów?) wspaniałomyślnie darowano pasażerowi kryzysowe i wciąż wiszące na włosku życie. Gdy czytam podobne sprawozdania, trudno mi iść za radą pana Pawliszcze i zastanawiać się nad mechanizmami, czyniącymi z ludzi na co dzień najzupełniej normalnych — wręcz przeciętnych — bestialskich oprawców, gdy tylko nadarzy się sposobna po temu okazja. Apelowałbym raczej o zainstalowanie na stałe zbrojnych patroli w wagonach (wiem, że to niewykonalne — ale właściwie dlaczego?), dyskutowanie bowiem z grupą o instynktach wyraźnie morderczych mija się z celem. Owszem, można — jak pisał kiedyś Załucki — stanąć i czytać im Ważyka, efekty wszakże podobnej operacji terapeutycznej byłyby odwrotnie proporcjonalne do zamierzonych, czyli egzekucja odbyłaby się jeszcze szybciej. Pan Pawliszcze ma, oczywiście, rację pisząc, że winien jest system wychowawczy, co ma jednak do tego artykuł pana Nienackiego, pozostanie chyba na zawsze słodką tajemnicą w nazbyt gorącej wodzie kąpanego polemisty. Mazurzanin nie kwestionował przecież szkodliwości systemu, w którym — gdy matka i ojciec często bezskutecznie uganiają się za groszem — dzieci wychowuje ulica, wręcz przeciwnie, biorąc właśnie tę trudną na obecnym etapie do wykorzenienia szkodliwość, postulował, by na luksus posiadania dziecka decydował się ktoś, kto rzeczywiście dysponuje należytą ilością wolnego czasu, bezwzględnie koniecznego dla przyzwoitego wychowania ciekawej świata pociechy, co wcale nie musi oznaczać głęboko w istocie swej niemoralnego „wychowania pod kloszem”. Niewykluczone — powie ktoś pochopny w sądach i szybki w języku — że w takiej sytuacji mogą się mnożyć jedynie prominenci, uczciwy bowiem człowiek pracy ma czas tylko na małą drzemkę między pracą główną a pracą dodatkową. Racja, ale w niczym nie zmienia to faktu, że słuszność jest i tak całkowicie po stronie pana Nienackiego, rzeczą którego jest ujawnianie bolączek i rozdrapywanie polskich ran, a nie terapia. Terapeutów wykształciliśmy — szczególne w latach 70-tych — aż nadto, daliśmy im dyplomy, biorą za wykonywanie swego fachu nie najgorsze pieniądze, najwyższa więc pora, by wzięli się w końcu do roboty i pokazali, co naprawdę potrafią.

Słabą stroną wystąpienia pana Nienackiego jest natomiast brak ścisłych kryteriów, według których czytelnik mógłby dokonać wiarygodnej samooceny: jestem kretynem czy nie jestem? Czy debilizm mój jest wrodzony, czy raczej wtórny, i czy to w ogóle debilizm, a jeżeli tak, to czy jest on aby na pewno dziedziczny? Z życiorysów sławnych ludzi — artystów, naukowców, polityków — wynika, że rodziciele ich nie grzeszyli nadmiarem inteligencji. I w tym miejscu wypada przyznać rację panu Pawliszcze, ważniejsze bowiem wydaje się być ujawnianie rażącego upadku norm moralnych i nawet (w kraju tak z pozoru purytańskim jak Polska!) obyczajowych, niż biadanie nad wzrostem potencji niedouczonych entuzjastów, a co za tym idzie nadmierną populacją — mówiąc językiem Wiecha — tzw. inteligencji szpagatowej. Upadek ów widoczny jest gołym okiem nawet dla laika, skoro „normalką” stały się łapownictwo, spekulacja i alkoholizm, a przecież i prostytucja (szczególnie ta „arabska”) nie wywołuje już prawie u nikogo zdrowego odruchu obrzydzenia. Przezbrojenie Moralne, o które walczył swoimi książkami amerykański pisarz Raymond Chandler, najwidoczniej nas na razie nie interesuje, skoro wciąż nie możemy się wyzwolić z fascynacji brudną stroną nieuczciwie zarobionego dolara. A pospolitość — jak to ona — skrzeczy nam na każdym kroku i złorzeczy na wszystkich rogach ulic.

Spór panów Pawliszcze i Nienackiego jest w sumie bezprzedmiotowy. Nie ulega kwestii, że wart Pac pałaca. Ze swej strony proponuję, by na autorach podobnych polemik prasowych dokonywano w trybie natychmiastowym odpowiedniego zabiegu, tak by nie mogli mieć więcej dzieci, które — nawiasem mówiąc — na świat się nigdy nie proszą. Na patrona proponuję znanego nam z listów do Heloizy nieszczęsnego mnicha Abelarda, który zresztą po kastracji wyraźnie zmądrzał i nie myśląc o głupstwach w rodzaju dalszego dziecioróbstwa, pisał od tej pory dużo lepiej. I otóż, Panie Nienacki, genialny Tołstoj napłodził dzieci za pięciu pisarzy, ale iskra boża tliła się do końca tylko w nim. Może ja przesadzam, panie Pawliszcze?

KRZYSZTOF SIENIAWSKI
=======================================================================================



 
 
John Dee 
Moderator
Epicuri de grege porcus



Pomógł: 123 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 14072
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2023-03-25, 21:09:29   

Kynokephalos napisał/a:
Co widzisz w tej twórczości, po 1983 roku, że nasuwają Ci się tak mocne, mitologiczne porównania do ciemności?

Nie tyle mitologiczne, co filmowe. Anakin Skywalker również opuścił przeznaczoną mu, mogłoby się wydawać, drogę, skorumpowany przez ambicję i ego. Nienacki również - w pewnym sensie. Ta rzekomo przeznaczona mu droga istnieje oczywiście tylko w mojej wyobraźni, ale tak czy inaczej - oto masz wyjaśnienie, o które prosiłeś.

Różnica: Skywalker dostąpił łaski powrotu na właściwą drogę, podczas gdy Nienackiego, po krótkiej chwili triumfu, sukces opuścił; ostatnie lata życia spędził w więzieniu, które sam sobie stworzył - przepraszam, nie mogłem oprzeć się pokusie wykorzystania tej wymownej aluzji do tych nieszczęsnych krat -, skarżąc się, że jest “twórcą odrzuconym” i podejmując połowiczną próbę wskrzeszenia Pana Samochodzika, którego kilka lat wcześniej, powołując się na jakiś tam “prawo przesytu”, pogrzebał.

Co się tyczy traktatu, bo to on skłonił mnie przecież do porównania z ciemną stroną Mocy, to należy pamiętać, że tego rodzaju rozważania ukazywały się regularnie w najciemniejszych czasach, przez które przeszła Europa, w okresie nazistowskiej dyktatury. Jednym z takich forum był np. “Der Stürmer”. Naprawdę myślę, że Julius Streicher wydrukowałby Nienackiemu “Rozprawę” w swoim antysemickim czasopiśmie bez dyskusji i z pocałunkiem w rękę. Żona pisarza ale była Żydówką... Nie muszę chyba dokończyć tej myśli?

Nie pamiętam już, jak dobrą powieścią są “Skiroławki”, a dwóch następnych nie czytałem. Nie wiem zatem, czy warto było pożegnać się z Panem Samochodzikiem i narażać się mieszkańcom Jerzwałdu pisząc powieść z kluczem z ich udziałem. Osobiście uważam to za bardzo niemądre, tym bardziej, że przeczytawszy ponownie jego wywiad zatytułowany "Zanim dostanę Nobla” odniosłem wrażenie, że jego głównym motywem były nie pieniądze czy sława, bo to wszystko już zdobył, ale pragnienie zatriumfowania nad… krytykami. Pragnął mieć satysfakcję utarcia nosa krytykowi. Też mi motyw. Mogło go zrodzić tylko ego, którego rozmiary sięgnęły już chyba jonosfery.

Zabawne, ale właśnie niedawno czytałem wspaniałą autobiograficzną powieść graficzną Roberta Crumba, w które m.i. snuje refleksje o swojej karierze. Oto, cu mu chodzi po głowie:



Taka jest ludzka natura, święta prawda. Pytanie jest, czy “Skiroławki” były takim “quirky little malcontented whim” Nienackiego, czy też, z jego punktu widzenia, absolutnie nieuniknioną koniecznością? Jeśli to drugie, to można w tym miejscu zakończyć dyskusję: artysta musi w końcu robić, co artysta musi robić. Ale jeśli dał się przeciągnąć na ciemną stronę Mocy przez swoje ego, to inna historia.
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Członek Kapituły Samochodzikowej Książki Roku



Pomógł: 137 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 6639
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2023-03-26, 16:50:10   

John Dee napisał/a:
Nie tyle mitologiczne, co filmowe.

Rozumiem, właśnie z cyklem „Wojen Gwiezdnych” skojarzyłem sobie „ciemną stronę Mocy”. I jeszcze — ale to już pewnie na własny rachunek — „ciemnego lorda” z postacią lorda Voldemorta. To właśnie są mity, nasze współczesne mity.

John Dee napisał/a:
Anakin Skywalker również opuścił przeznaczoną mu, mogłoby się wydawać, drogę, skorumpowany przez ambicję i ego. Nienacki również - w pewnym sensie. Ta rzekomo przeznaczona mu droga istnieje oczywiście tylko w mojej wyobraźni, ale tak czy inaczej - oto masz wyjaśnienie, o które prosiłeś.

Obrał inną drogę zamiast mu (w czyimś życzeniu) przeznaczonej. Myślałem, że do nazwania takiego wyboru przejściem na ciemną stronę Mocy potrzeba czegoś więcej: tego, by ta nowa droga była jakoś szczególnie naganna.

John Dee napisał/a:
Skywalker dostąpił łaski powrotu na właściwą drogę, podczas gdy Nienackiego, po krótkiej chwili triumfu, sukces opuścił; ostatnie lata życia spędził w więzieniu, które sam sobie stworzył - przepraszam, nie mogłem oprzeć się pokusie wykorzystania tej wymownej aluzji do tych nieszczęsnych krat -, skarżąc się, że jest “twórcą odrzuconym” i podejmując połowiczną próbę wskrzeszenia Pana Samochodzika, którego kilka lat wcześniej, powołując się na jakiś tam “prawo przesytu”, pogrzebał.

Wizja pisarza, który odszedł od przeznaczonej mu drogi lekkich książek dla młodzieży i (oczywiście przez przerośnięte ego) zapragnął tworzyć ambitniejsze powieści o ludzkich charakterach, co w efekcie zatruło mu duszę zmieniając go w pana ciemności w więzieniu własnych lęków i rozczarowań — to może atrakcyjny literacko koncept. Układa się w opowieść, działa na wyobraźnię. Ale nie widzę jej dostatecznego poparcia w faktach z życiorysu Nienackiego.

Skargi na krytyków-ignorantów to nic nowego, stały motyw wypowiedzi Nienackiego, który od dawna lubił portretować się jako nonkonformista stojący w opozycji do schematów.

Nie spędził ostatnich lat w więzieniu, lecz w domu z kratami przeciwwłamaniowymi. Ne bał się wyjeżdżać z niego, chodził na spacery kiedy chciał i przyjmował gości. Miał psa i pistolet. Nieraz omawialiśmy te detale jego życiorysu, traktując je jako dziwactwa, przejawy ambicji, słabości charakteru, megalomanii... Przejściem na ciemną stronę Mocy nikt ich chyba nie nazwał, ale pewnie można i tak, jeśli ktoś lubi megalomanię.

Źródeł tego zachowania pisarza też można doszukiwać się gdzie kto chce, a więc także w wieku, stanie zdrowia, sytuacji w kraju. Chociaż nie wiem, czy akurat mogła to być kara za porzucenie słusznej drogi samochodzików, skoro i kraty, i pistolet, i pies to sprawa lat siedemdziesiątych, gdy kolejne tomy kanonu wychodziły spod pióra autora.

John Dee napisał/a:
Nie pamiętam już, jak dobrą powieścią są “Skiroławki”, a dwóch następnych nie czytałem. Nie wiem zatem, czy warto było pożegnać się z Panem Samochodzikiem i narażać się mieszkańcom Jerzwałdu pisząc powieść z kluczem z ich udziałem. Osobiście uważam to za bardzo niemądre

No cóż, niemądrze jest się narażać. Pokorne cielę dwie matki ssie.

John Dee napisał/a:
tym bardziej, że przeczytawszy ponownie jego wywiad zatytułowany "Zanim dostanę Nobla” odniosłem wrażenie, że jego głównym motywem były nie pieniądze czy sława, bo to wszystko już zdobył, ale pragnienie zatriumfowania nad… krytykami. Pragnął mieć satysfakcję utarcia nosa krytykowi. Też mi motyw. Mogło go zrodzić tylko ego, którego rozmiary sięgnęły już chyba jonosfery.

Myślę, że nie. O stosunku do krytyków było już wyżej, ale w tym kontekście w jakim piszesz: chęć utarcia nosa niechętnym krytykom to w istocie pragnienie potwierdzenia (przed sobą i przed światem) wartości własnej twórczości. A więc rzecz — może nie niezbędna — ale w każdym razie nieobca ego wielu pisarzy i artystów. Jedna z ich sił motywujących.

John Dee napisał/a:
Co się tyczy traktatu, bo to on skłonił mnie przecież do porównania z ciemną stroną Mocy, to należy pamiętać, że tego rodzaju rozważania ukazywały się regularnie w najciemniejszych czasach, przez które przeszła Europa, w okresie nazistowskiej dyktatury. Jednym z takich forum był np. “Der Stürmer”. Naprawdę myślę, że Julius Streicher wydrukowałby Nienackiemu “Rozprawę” w swoim antysemickim czasopiśmie bez dyskusji i z pocałunkiem w rękę.

Doceniam konstrukcję, ale nie da się w ten sposób podpiąć Nienackiego pod „Stürmera” i w ten sposób pod najciemniejsze czasy Europy, aby oskarżyć go na równi z ich twórcami. „Der Stürmer” nie wydrukowałby „Rozprawy”, a jeśli hipotetycznie zrobiłby to (przypuszczam, że różne teksty tam drukowano, bardziej i mniej jadowite) to nie dlatego, że jest rasistowska czy ludobójcza, bo nie jest.

Tego rodzaju rozważania, o wpływie rozrodczości poszczególnych grup na przyszłość społeczeństw, ukazywały się nie tylko w Niemczech w czasach nazistowskiej dyktatury, lecz także w innych państwach, wcześniej i później. Trochę o tym już mówiliśmy w tej naszej rozmowie.
Jak kiedyś pisałem, można tu Nienackiemu zarzucić mieszanie ze sobą różnych zjawisk i zachowań, chęć prowokacji, nietaktowny język, mętne posługiwanie się słowami typu „kretyni” i „debile”. Ale to jedna rzecz, zaś sugestia na rzecz eksterminacji, wysiedlania czy podobnych działań byłaby całkiem inną.

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...
Zwycięzca rywalizacji rowerowej w 2019 r.

 
 
John Dee 
Moderator
Epicuri de grege porcus



Pomógł: 123 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 14072
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2023-03-26, 22:24:11   

Kynokephalos napisał/a:
Tego rodzaju rozważania, o wpływie rozrodczości poszczególnych grup na przyszłość społeczeństw, ukazywały się nie tylko w Niemczech w czasach nazistowskiej dyktatury, lecz także w innych państwach, wcześniej i później.
Oczywiście, ale także jeszcze w latach osiemdziesiątych? Wątpię. Poprawność polityczna jako zjawisko, choć może jeszcze nie określenie, była już wtedy w poważnych mediach ogólnie przestrzegana.

Kynokephalos napisał/a:
można tu Nienackiemu zarzucić mieszanie ze sobą różnych zjawisk i zachowań, chęć prowokacji, nietaktowny język, mętne posługiwanie się słowami typu „kretyni” i „debile”. Ale to jedna rzecz, zaś sugestia na rzecz eksterminacji, wysiedlania czy podobnych działań byłaby całkiem inną.
To dość naiwna interpretacja, uważam. Czytałem gdzieś niedawno, że brutalizacja języka jest niezbędną podwaliną przyszłych okrucieństw, czy jakoś tak. Że, nim będziemy w stanie przejść do czynów, musimy “ćwiczyć” na płaszczyźnie języka, aż nam pewne słowa gładko przechodzą przez usta. Inne kroki pośrednie też pomagają - przypomnę prorocze słowa Heinego: “Tam, gdzie pali się książki, w końcu będzie się palić ludzi.”

Radykalizacja jest procesem progresywnym, jak zresztą doskonale możemy zaobserwować na przykładzie “Rozprawy” i jej komentarzy. Nienacki ośmielił się użyć wyrazów kretyn, debil itp. Minkowski od siebie dorzucił dureń i potworek, Sieniawski mówi już o złoczyńcach i Cyganach… Można dosłownie wyczuć, jak wsysa ich ciemna strony Mocy.

Na szczęście nie jest ona silniejsza od jasnej, jak zapewnia nas Yoda. Jest tylko łatwiejsza, bardziej uwodzicielska. Ludzie nieskalani przez jej mroczną odpowiedniczkę już wcześniej zabrali tu głos: Ignacy Wald i Stefan Pawliszcze. Boli mnie, że nie możemy również Nienackiego do ich grona zaliczyć, ale jeśli to taka właśnie rola została mu powierzona w wielkim schemacie kosmicznej harmonii, to trzeba się z tym pogodzić.

My, dzięki wysiłkowi Kynokephalosa, mamy kilkadziesiąt lat później okazję, o tym wszystkim pomyśleć, podyskutować i się uczyć, by nie powtarzać błędów poprzednich generacji, krocząc konsekwentnym krokiem ku bardziej światłej przyszłości. Ludzie jak Eckhart Tolle - https://pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?p=548474#548474 - są przekonani, że podążamy we właściwym kierunku. Powoli sam zaczynam w to wierzyć. :)
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Członek Kapituły Samochodzikowej Książki Roku



Pomógł: 137 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 6639
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2023-03-26, 23:24:08   

John Dee napisał/a:
Oczywiście, ale także jeszcze w latach osiemdziesiątych? Wątpię. Poprawność polityczna jako zjawisko, choć może jeszcze nie określenie, była już wtedy w poważnych mediach ogólnie przestrzegana.

Ukazywały się w różnych latach i miejscach, ale do porównania użyłeś najciemniejszych.

John Dee napisał/a:
Czytałem gdzieś niedawno, że brutalizacja języka jest niezbędną podwaliną przyszłych okrucieństw, czy jakoś tak.

Czy to znaczy, że, gdyby Nienacki wybrał inne słowa do opisu tych samych zjawisk społecznych, mógłby nadal być jasnym lordem? Nawet nieskalany Pawliszcze nazwał upośledzonych „naroślą rakową na chorym ciele społecznym”...
Dobrze, że przynajmniej sformułowania „wsysa ich ciemna strona Mocy” lub „mógłby drukować w Stürmerze” nie mają z radykalizacją, brutalizacją ani stygmatyzacją nic wspólnego.

John Dee napisał/a:
Boli mnie, że nie możemy również Nienackiego do ich grona zaliczyć, ale jeśli to taka właśnie rola została mu powierzona w wielkim schemacie kosmicznej harmonii, to trzeba się z tym pogodzić.

Próbowałem oponować, wytaczać argumenty, ale widzę, że to bezcelowe. Najwyraźniej taka właśnie rola została mu powierzona w efektownym scenariuszu walki światła i ciemności.

John Dee napisał/a:
mamy kilkadziesiąt lat później okazję, o tym wszystkim pomyśleć, podyskutować i się uczyć, by nie powtarzać błędów poprzednich generacji, krocząc konsekwentnym krokiem ku bardziej światłej przyszłości. Ludzie jak Eckhart Tolle (...) są przekonani, że podążamy we właściwym kierunku. Powoli sam zaczynam w to wierzyć.

Cieszę się, bo pomimo różnic osądu szczegółów mam podobne przekonanie.
Nieoczywistą drogą, ucząc się na błędach, szukając równowagi; nierównomiernie w zależności od położenia na kuli ziemskiej; przygotowani na okresy skostnienia czy odchyłów trwające bardzo długo w przedziale ludzkiego życia — jednak w skali historycznej podążamy we właściwym kierunku.

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...
Zwycięzca rywalizacji rowerowej w 2019 r.

 
 
John Dee 
Moderator
Epicuri de grege porcus



Pomógł: 123 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 14072
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2023-03-27, 07:33:38   

Kynokephalos napisał/a:
[użyłeś najciemniejszych
Użyłem tych, które znałem. :583:

Kynokephalos napisał/a:
[… mógłby nadal być jasnym lordem?
Tak. :)

Kynokephalos napisał/a:
[Dobrze, że przynajmniej sformułowania „wsysa ich ciemna strona Mocy” lub „mógłby drukować w Stürmerze” nie mają z radykalizacją, brutalizacją ani stygmatyzacją nic wspólnego.
Oj, wyczuwam, że niechcący ztriggerowałem Twoje ego, Kyno. :(

Kynokephalos napisał/a:
[Cieszę się, bo pomimo różnic osądu szczegółów mam podobne przekonanie. Nieoczywistą drogą, ucząc się na błędach, szukając równowagi; nierównomiernie w zależności od położenia na kuli ziemskiej; przygotowani na okresy skostnienia czy odchyłów trwające bardzo długo w przedziale ludzkiego życia — jednak w skali historycznej podążamy we właściwym kierunku.
Totalna zgoda. :564:
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Członek Kapituły Samochodzikowej Książki Roku



Pomógł: 137 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 6639
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2023-03-27, 09:18:40   

John Dee napisał/a:
Użyłem tych, które znałem. :583:

I dlatego Nienacki został tak czarno oceniony.

John Dee napisał/a:
Kynokephalos napisał/a:
… mógłby nadal być jasnym lordem?
Tak. :)

To chyba wskazuje, że nie wciągnęła go ciemna strona Mocy, a najwyżej zajrzał tam na chwilę podczas pisania tego felietonu. Nie będę polemizował.

John Dee napisał/a:
Oj, wyczuwam, że niechcący ztriggerowałem Twoje ego, Kyno. :(

Nie wiem co to znaczy, ale chyba coś niedobrze. Postaram się poprawić.

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...
Zwycięzca rywalizacji rowerowej w 2019 r.

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Reklama:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.

Zapoznaj się również z nasza Polityka Prywatnosci (z dn. 09.08.2019)

  
ROZUMIEM
Strona wygenerowana w 1,11 sekundy. Zapytań do SQL: 13