PanSamochodzik.net.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
"Tu i Teraz"
Autor Wiadomość
Kynokephalos 
Moderator
Członek Kapituły Samochodzikowej Książki Roku



Pomógł: 118 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 6452
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2022-11-20, 21:50:12   "Tu i Teraz"

„Tu i Teraz” był to tygodnik wymyślony przez Kazimierza Koźniewskiego, zorganizowany przez niego we wczesnym okresie stanu wojennego. Pierwszy numer ukazał się 2 czerwca 1982 roku.

Biorąc pod uwagę ten okres nie można dziwić się, że twórcy starali się przyciągnąć do współudziału jak największą liczbę publicystów - tych, którzy z przyczyn koniunkturalnych, z poczucia bezsiły lub w dobrej wierze zgadzali się udawać, że może istnieć platforma swobodnej wymiany myśli (nazywana nawet przez Koźniewskiego „owocem fermentu”), i że najrozsądniej jest dostosować się do sytuacji obiektywnie panującej „tu i teraz”. Każde pozyskane rozpoznawalne nazwisko przydawało wiarygodności tej kontrolowanej przez rząd inicjatywie.

Zgromadzono więc aż 27 osób (dla zainteresowanych - lista poniżej) a chęć autorskiej współpracy zadeklarowała ponoć setka. Wśród stałych członków redakcji znalazł się Zbigniew Nienacki, któremu powyższy pogląd na rzeczywistość był chyba bliski.

Poziom materiałów i dyskusji w dziedzinach wyliczonych w nagłówku każdego numeru - literatura, kultura, sztuka, nauka, historia - był rzeczywiście dobry, choć w pewnych narzuconych granicach. Olbrzymie (53 × 37 cm) płachty przypominały „Trybunę Ludu” nie tylko formatem lecz również mottem: „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!”. Plena KC PZPR i podobne polityczne wydarzenia były wiernie śledzone i komentowane, poważnie i z estymą. W sferze ideologicznej na wolnomyślicielstwo nie było miejsca.
Nasze pismo (...) grupuje i pragnie grupować ludzi o określonym światopoglądzie: materialistycznym. I o określonej postawie ideowej: socjalistycznej. I o określonym celu: pragniemy przyczyniać się do umacniania i rozwoju państwa zwanego Polską Rzeczpospolitą Ludową, a nie do jego destrukcji (...)" - pisał Koźniewski w pierwszym wstępniaku.

***

Jak wspominał później Klemens Krzyżagórski: „faktycznie jednak pismo czyniła mniejsza liczba autorów i redaktorów.Zbigniew Nienacki, jak się okazało, należał właśnie do tych mniej aktywnych.

W zamierzeniu miał prowadzić własną kolumnę „Listy z Jerzwałdu”, do której pisał felietony początkowo raz w miesiącu, potem jednak rzadziej (razem było ich 5, a ostatni pojawił się w styczniu 1983 roku).
Przypuszczam, że jego rola redaktora, oficjalnie członka zespołu pisma, była niewielka lub żadna. Odniosłem wrażenie, że jako publicysta miał własne zainteresowania i cele na których się skupiał, natomiast niechętnie zajmował się innymi, ważnymi dla kierujących redakcją. Mimo to - oprócz „Listów z Jerzwałdu” - opublikował tam trzy inne, większe teksty (jeden z nich wywołał żywą dyskusję na stronach „Tu i Teraz” a nawet na innych łamach) i dwukrotnie włączył się w polemiki wokół artykułów innych autorów.

Ostatni tekst Nienackiego dla „Tu i Teraz” powstał w październiku 1983, a na liście członków redakcji pisarz figurował do numeru 6 (z 8 lutego) 1984 roku.

Ostatni numer „Tu i Teraz” wyszedł 29 maja 1985 roku (czyli niemal równo po trzech latach od powstania), lecz już w następnym tygodniu zastąpił je nowy tygodnik „Kultura” ukazujący się - tak samo jak poprzednik - w środy.

Pozdrawiam,
Kynokephalos

=======================================================================================
W stopce redakcyjnej w pierwszym okresie działania „Tu i Teraz” widnieli: *Kazimierz Kożniewski - naczelny, *Jan Koprowski - zastępca naczelnego, *Zbigniew Safjan - zastępca naczelnego, *Władysław Tybura - sekretarz redakcji, *Andrzej Jonas - zastępca sekretarza, Jerzy Adamski, *Agnieszka Baranowska, Jerzy Bajdor, Wacław Biliński, Wiesław Górnicki, Stefan Kozicki, *Teresa Krzemień, Klemens Krzyżagórski, Eryk Lipiński, Ryszard Liskowacki, *Aleksander Minkowski, Zbigniew Nienacki, *Zbysław Rykowski, *Ewa Sabelanka, *Jan Zbigniew Słojewski, Stanisław Stanuch, Wanda Sękowska, Andrzej Wasilewski, Marek Wawrzkiewicz, Wiesław Władyka, Stanisław Zieliński, *Leszek Żuliński. (*Gwiazdką zaznaczyłem aktywnych kontrybutorów).
Pisywali między innymi: Halina Auderska, Roman Bratny, Jan Himilsbach, Zygmunt Kałużyński, Janusz Korwin-Mikke, Szymon Kobyliński, Zygmunt Lichniak, Longin Pastusiak, Stanisław Podemski, Janusz Przymanowski, Adam Schaff, Jerzy Urban, Paweł Wieczorkiewicz, Zbigniew Załuski.
Tłumaczono znanych autorów zagranicznych, jak: Michaiła Bułhakowa, Roalda Dahla, Fredericka Forsytha, Sylvię Plath.
_________________
Wonderful things...
Zwycięzca rywalizacji rowerowej w 2019 r.

Ostatnio zmieniony przez Kynokephalos 2022-11-21, 22:33, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Członek Kapituły Samochodzikowej Książki Roku



Pomógł: 118 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 6452
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2022-11-21, 22:48:13   Listy z Jerzwałdu - "O piersiach prawdziwych"

Tematyką, która najbardziej zajmowała Nienackiego w jego publicystyce w „Tu i Teraz” była, ogólnie mówiąc, kondycja literata tam i wtenczas. Jest w tym trochę autotematyzmu, który zresztą niektórzy jawnie pisarzowi zarzucali, szczególnie w okresie sporów wokół „Skiroławek”. Niemniej widać też, że Nienacki miał ambicje wykraczające poza dzielenie się swoimi doświadczeniami. Chciał być obiektywny i naukowy, być na bieżąco ze współczesnymi odkryciami, które go frapowały.

W pierwszych felietonach (a jeszcze bardziej w swoim eseju o którym tu wspomina i który będzie warto przytoczyć w odpowiednim miejscu) najlepiej widać zainteresowanie psychoanalizą, psychologią i pośrednio - medycyną, zrozumienie zagadnień, oraz chęć twórczego wprzęgnięcia nowoczesnej wiedzy o człowieku w proces budowania literackich postaci i sytuacji. Jako zawodowy pisarz i jednocześnie adept-amator nauk psychologicznych widział tu swoją niszę, dziedzinę w której mógłby wnieść (przynajmniej na polski rynek) coś oryginalnego.

Brakowało mu bazy formalnego wykształcenia, ale w głębi duszy chyba w większym stopniu pasował do obozu „przyrodoznawców” niż sam mówi to o sobie w tym liście z Jerzwałdu.

Pozdrawiam,
Kynokephalos

=======================================================================================
Listy z Jerzwałdu

O piersiach prawdziwych

Zbigniew Nienacki
„Tu i Teraz” nr 2, 9 czerwca 1982, str. 13.

Oj, niedobrze, panie Redaktorze, bardzo niedobrze, dzieje się u mnie na Mazurach. Pewna młoda lekarka weterynarii z sąsiedniej gminy chciała koniecznie poznać jakiś literacki „owoc zakazany”, więc pożyczyłem jej „Kompleks polski” mojego ulubionego pisarza, Tadeusza Konwickiego. Aliści już na drugi dzień zajechała ona pod mój dom z furią i piskiem opon, (ma chyba dodatkowy przydział benzyny), i niemal rzucając mi tę książkę na stół, oświadczyła:

— Miał to być owoc zakazany, a pan mi dał jakąś ramotę. Przeczytałam zaledwie do 102 strony.

— Pani się myli. Osobiście widziałem i słyszałem jak różne panienki w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu radośnie ćwierkały o tej książce, cmokały, nadobnie kręciły kuperkami. To na pewno owoc zakazany.

— Niech pan sam przeczyta na stronie 102: „Widzę przed sobą łagodne wzniesienie jej piersi ze skurczonymi chutliwie sutkami”.

— No i co? — zapytałem ostrożnie.

— A to, że jej sutki chutliwie się kurczą, a mnie powiększają. W każdym podręczniku medycyny znajdzie pan informację, że u podnieconej kobiety następuje erekcja brodawek o 0,5 centymetra do 1 centymetra w wymiarze podłużnym i od 0,25 do 0,5 centymetra w wymiarze poprzecznym u podstawy. U tych zaś co nie karmiły piersią brodawki powiększają się o jedną piątą lub jedną czwartą swej pierwotnej objętości. Popatrzcie państwo, a jej się „chutliwie kurczyło”. Rozumiem, że ktoś nie lubi pewnych rzeczy robić przy pełnym świetle, ale są przecież odpowiednie książki naukowe...

— Ba. Dziś nikt nie ma zaufania do nauki... bąknąłem.

— Albo niech pan przeczyta, co on pisze nieco wyżej na tej samej stronie: „Obejmuję piersi pełne życia, piersi prawdziwe, piersi z erotycznych snów, jakie kiedyś nosiły kobiety w latach mojej młodości”. To niby teraz kobiety nie mają piersi pełnych życia i w ogóle ich nie noszą? Teraz są piersi „nieprawdziwe”? Gdyby pan widział moje piersi...

— Hm — chrząknąłem z zakłopotaniem, a ona westchnęła:

— Wszystkim wam, pisarzom, brakuje odrobinę dobrej woli. Tamtemu nie chciało się zajrzeć pod kołdrę albo do książek naukowych, a panu w ogóle niczego się nie chce. Tamten autor zrobił na mnie wrażenie duchowego starca, co to mu się z racji wieku wydaje, że woda ma inny smak niż ongiś, dzieci są mniej grzeczne niż kiedyś, pogoda nie ta co dawniej, kobiety gorzej się oddają niż dawniej. I nawet prawdziwych piersi nie mają. Taki facet odbiera cały świat jako jedną wielką katastrofę. Oczywiście, jest ten kryzys energetyczny, a u nas w ogóle kryzys i nawet perfum dostać nie można. Ale dla młodych ludzi pocałunek ma wciąż ten sam gorący smak, miłość tak samo wydaje się ciekawą i odkrywczą, pogoda piękna, choć pada śnieg z deszczem. A tak, między Bogiem a prawdą, po tych lekturach, którymi mnie pan raczy, doszłam do wniosku, że czytelnicy stają się coraz mądrzejsi, a pisarze coraz głupsi. Co wezmę książkę do ręki, to znajduję jakieś głupstwo, sprzeczne z tym czego się uczyłam. Czy oni te swoje książki po prostu ssą z palca? Nie wymagam od pisarza, żeby odróżniał genotyp od fenotypu, ale erekcję brodawek mógł zauważyć, no nie?

Powiedziałem jej, że obecni pisarze programowo gardzą nauką, która ich zdaniem się skompromitowała, cenią sobie wszelką ignorancję, twórczą intuicję i opierają się jedynie na własnym doświadczeniu. Wszystko inne jest ich zdaniem kamuflażem, manipulacją, mydleniem oczu.

Tomasz Mann — mówiłem powołując się na Maciąga — był prawdopodobnie ostatnim wielkim pisarzem, który w swojej osobie godził talent, znajomość kultury i dostępną w tamtych latach wiedzę o człowieku. Od jego czasów nauki poczyniły tak ogromne postępy, tak bardzo się wyspecjalizowały, że dla humanisty, (a takim jest przeważnie każdy pisarz) objęcie umysłem wiedzy o świecie i człowieku wydaje się niemożliwe. A stąd tylko mały krok, aby nawet nie silić się na zgłębienie tajemnic świata. W dziewiętnastym i na początku XX wieku ludzie wierzyli, że naukowy postęp rozwiąże wszystkie problemy ludzkości. I przyszło rozczarowanie, kryzys energetyczny, plaga najrozmaitszych chorób, zanieczyszczenie naturalnego środowiska. Oczekuje się od nauki ratunku przed zagładą, ale zarazem tę samą naukę oskarża o wszystkie dolegliwości i niebezpieczeństwa zagrażające światu. Jak powiada Konrad Lorenz, laureat Nagrody Nobla i twórca nowoczesnej etologii w swej książce „Odwrotna strona zwierciadła” — powstały dwa wrogie i pilnie strzeżone obozy — „obóz przyrodoznawców” i „obóz humanistów”. Między tymi obozami wyrósł mur, który wydaje się nie do przebicia. Jedni nie chcą wiedzieć o tym, co robią drudzy, i na odwrót. W „obozie humanistów” panuje zakamieniały od lat ten sam chaos, raz ustalone wartości nie są rewidowane i zmieniane, co daje poczucie bezpieczeństwa. Na przykład, przeszło 20 lat temu w kawiarni na Krakowskim Przedmieściu ustalono, kto jest pisarzem największym, kto mniejszym, a kto malutkim, kto jest niemal wieszczem a kto podlecem, kto jest Żydem a kto Żydem nie jest, i nikt nie ośmiela się niczego zmieniać. Natomiast w „obozie przyrodoznawców”, co jakiś czas z pewników czyni się hipotezy, a hipotezy stają się pewnikami, raz po raz obala się rozmaite teorie i autorytety. Ale to zamiast budzić szacunek, wywiera wręcz odwrotny skutek. Jak powiada mój sąsiad: „Naukowcy to głupcy, panie. Kiedyś mówili, że szczaw jest zdrowy, potem, że szkodzi, później znowu, że zdrowy, a teraz dowiedziałem się z radia, że znowu szkodzi. Najlepiej słuchać mojej babki. Ona jadła szczaw i żyła dziewięćdziesiąt osiem lat”. Nieustanne poszukiwania naukowców budzą ludzką irytację, bo ludzie nie wiedzą, czego w końcu mają się trzymać, jakim teoriom wierzyć. Pragną czegoś stałego, gdyż to daje im poczucie bezpieczeństwa i pewności siebie. Dlatego bardzo wielu pisarzy w sposób demonstracyjny gardzi osiągnięciami przyrodoznawstwa, puszy się swoją ignorancją z każdej dziedziny poza humanistyką, tworzy kwiatki w rodzaju „chutliwie skurczonych sutek”. I nic nie pomoże podsuwanie im podręczników anatomii czy medycyny, bo oni mają gotową odpowiedź: „ja to w ten sposób widziałem i w ten sposób przeżyłem, koniec, kropka”.

— A pan do jakiego obozu należy? — zapytała mnie dociekliwie.

— Oczywiście do humanistów — wyprężyłem się dumnie. Ale zaraz dodałem — Niekiedy, w ciemną noc, po cichuteńku zakradam się do przyrodoznawców, przed świtem jednak umykam, żeby mnie jakiś krytyk nie zauważył. Skutki tych wypraw bywają fatalne. Napisałem kiedyś esej pt. „Czy schizofrenizacja literatury”, w którym zaproponowałem, aby do badań utworów literackich zastosować nowe instrumenty przyrodoznawcze, z pogranicza medycyny i humanistyki, coś z psychiatrii i coś z psychoanalizy. Gdzie tam. Natychmiast się połapali, że jestem zdrajca. Cztery pisma literackie odpisały: „nie skorzystamy”, aż dopiero „Miesięcznik Literacki” ulitował się nade mną. Było to sześć lat temu, proszę pani. Na szczęście są kolejni zdrajcy. Tym razem „Pamiętnik Literacki” rocznik LXXII, zeszyt 4 z 1981 roku, (teraz jednak dopiero rozpowszechniany), opublikował przekłady aż sześciu esejów poświęconych zagadnieniu przydatności psychoanalizy w badaniach literackich. Są to: Frederich Crews „Czy literaturę można poddać psychoanalizie?”, Yvon Belaval „Psychoanaliza, literatura, krytyka”, Simon Lesser „Funkcja normy”, Norman Holland „Interpretacja literatury a trzy fazy psychoanalizy”, Jean Bellemin-Noël „Jak psychoanalizować sen Swanna?", Jean-Pierre Vernant „Edyp bez kompleksów”. Jak z tego widać ani jednego polskiego literaturoznawcy, bo też cóż oni w tej dziedzinie mają do powiedzenia? Mógłbym zapytać redaktorów „Pamiętnika Literackiego”, czemu wybrali takie a nie inne nazwiska, takie a nie inne teksty, bo nasuwa mi się podejrzenie, że psychoanaliza nie błyszczy w tym numerze tak jak powinna i jak może zabłysnąć. Brakuje mi przede wszystkim którejś z podstawowych prac Brunona Bettelheima czy Philipe'a Arlesa, bo one być może powinny być drukowane na początku. Ale i tak dobrze się stało, że się w ogóle stało. Co ciekawe — owe przekłady dotyczą publikacji sprzed kilku a nawet kilkunastu lat. Aż dziwne, skoro się weźmie pod uwagę, że nasi krytycy literaccy tak są wrażliwi na wszelkie nowinki z Zachodu. Owszem, tylko jakoś skrzętnie pomijali milczeniem to, co na Zachodzie stało się niemal ogólnie przyjęte — a więc psychoanalizowanie literatury. Bo to już oznaczało odrobinę wysunąć głowę z „obozu humanistów”.

Konrad Lorenz powiada, że „drogę do samopoznania człowieka ciągle przegradza twardy mur”. I dalej stwierdza, że czeka nas konieczność „przebicia muru, rozdzielającego przyrodoznawstwo od humanistyki, i to przebicia w miejscu, które bronione jest przez obie strony: przyrodnicy, jak wiadomo, zwykli powstrzymywać się od wszelkich sądów wartościujących, natomiast humaniści są we wszystkich kwestiach aksjologicznych pod silnym wpływem idealistycznego poglądu, że cokolwiek daje się wyjaśnić przyrodniczo, musi być „ipso facto” obojętne wobec wartości. Obie zatem strony umacniają ów mur właśnie w tym miejscu, gdzie bezzwłocznie należałoby go zwalić”.

I jeszcze powiada Lorenz: „Trzeba kategorycznie domagać się, aby kultura i duch poddane zostały badaniom, w których pytania zadawać się będzie tak, jak pytają nauki lekarskie”.

Mam przed sobą małą książeczkę, zestaw pytań, jakie lekarz internista winien zadać pacjentowi. Ciekawe, co by się stało, gdyby niektóre z pytań zadać bohaterowi „Kompleksu polskiego”? Może po kilku odpowiedziach okazałoby się jednak, że w pewnej intymnej chwili u swej podnieconej partnerki widział on nie skurcz, ale erekcję brodawek?

A swoją drogą to chyba bardzo niekorzystne, Panie Redaktorze, że nawet na Mazurach coraz więcej ludzi ma przyrodoznawcze wykształcenie. Bo co się stanie z naszymi książkami?
=======================================================================================
Ostatnio zmieniony przez Kynokephalos 2022-11-21, 23:40, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Chemas 
Forumowy Badacz Naukowy
Kinomaniak wychowany na literaturze młodzieżowej



Pomógł: 21 razy
Wiek: 54
Dołączył: 04 Wrz 2021
Posty: 5661
Skąd: Złocieniec
Wysłany: Wczoraj 20:26:29   

Wspaniały tekst. Uśmiałem się setnie, przynajmniej na początku. Sposób konstruowania dialogu między mężczyzną i kobietą bardzo podobny do niektórych samochodzikowych, choć tematyka nie dla dzieci. :)

Wielkie dzięki Kyno Daję pomógł i czekam na więcej.
_________________


Sporadyczny turysta, kiedyś bardzo aktywny, serdecznie zaprasza na Pojezierze Drawskie
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Reklama:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.

Zapoznaj się również z nasza Polityka Prywatnosci (z dn. 09.08.2019)

  
ROZUMIEM
Strona wygenerowana w 0,28 sekundy. Zapytań do SQL: 11