PanSamochodzik.net.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Sypnijmy bonmotami
Autor Wiadomość
Dart 
Fanatyk Samochodzika



Pomógł: 7 razy
Dołączył: 25 Lip 2014
Posty: 1273
Skąd: Iława
Wysłany: 2022-01-22, 00:19:31   

Mam problem odwrotny. Coś takiego mi się kołacze, a nie wiem, skąd to jest.

Widzicie przedstawienie, a nie dostrzegacie aktorów.

Myślałem, że w którymś z Samochodzików, ale nie znalazłem. Kto mi pomoże? :564:

Edit. Aj, znalazłem, Google to potęga. Wielki Szu.
"Widzisz przedstawienie, a nie widzisz rzeczy".
_________________


— Więc nie ma ratunku dla mojego bohatera?
— Przykro mi, ale nie ma.

(Uwodziciel)
Ostatnio zmieniony przez Dart 2022-01-22, 00:22, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Kpt Petersen 
Forumowy Badacz Naukowy
Forumowy Twitterowiec



Pomógł: 19 razy
Dołączył: 22 Sie 2017
Posty: 2457
Skąd: Wyspy Pacyfiku
Wysłany: 2022-03-15, 00:07:14   

"Problem z Rosją jest taki, że ona nigdy nie wie gdzie są jej granice"

Vaclav Havel
_________________
 
 
John Dee 
Moderator
Epicuri de grege porcus



Pomógł: 111 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 13486
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2022-04-09, 20:11:40   

Pewnego dnia w każdym większym mieście w USA będzie telefon.
“One day there will be a telephone in every major city in the USA.”

Alexander Graham Bell
 
 
John Dee 
Moderator
Epicuri de grege porcus



Pomógł: 111 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 13486
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2022-04-14, 11:25:21   

“Look Marguerite, England!”
The Scarlet Pimpernel, 1934, końcowe zdanie.
 
 
drNo 
Stały bywalec forum


Dołączył: 01 Mar 2022
Posty: 388
Skąd: Gród Ziemowita
Wysłany: 2022-04-14, 12:52:46   

Daj komuś ogień, a będzie mu ciepło przez jeden dzień, ale wrzuć go do ognia, a będzie mu ciepło do końca życia.

Terry Pratchett
 
 
John Dee 
Moderator
Epicuri de grege porcus



Pomógł: 111 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 13486
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2022-04-18, 15:54:21   

Jeżeli opuszczą mnie moje diabły, obawiam się, że ulecą z nimi moje anioły.

Rainer Maria Rilke
 
 
John Dee 
Moderator
Epicuri de grege porcus



Pomógł: 111 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 13486
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2022-05-09, 18:09:07   

Successful nicknaming is an absolutely essential weapon in the armoury of any romantic seducer.

Nadawanie pieszczotliwych przezwisk to absolutnie niezbędna broń w zbrojowni każdego romantycznego uwodziciela.

Stephen Fry.


Co prowadzi mnie do następnego cytatu, potwierdzającego tę tezę i tym razem zaczerpniętego z jednej z książek P. G. Wodehouse’a:

— But mark this, girl…
— I wish you wouldn’t call me “girl”.
— Mark this, old prune —, amended Freddie.
 
 
Kpt Petersen 
Forumowy Badacz Naukowy
Forumowy Twitterowiec



Pomógł: 19 razy
Dołączył: 22 Sie 2017
Posty: 2457
Skąd: Wyspy Pacyfiku
Wysłany: 2022-06-11, 02:13:19   

"Królestwo za konia"
Ryszard III wg Shakespeare
https://pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?p=525516#525516
_________________
 
 
John Dee 
Moderator
Epicuri de grege porcus



Pomógł: 111 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 13486
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2022-06-15, 19:13:58   

Sukces ma wielu ojców, porażka zawsze jest sierotą.

Znalezione w Stephen Fry - “The Fry Chronicles” (“Success has a dozen parents and failure is an orphan”).
 
 
John Dee 
Moderator
Epicuri de grege porcus



Pomógł: 111 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 13486
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2022-06-28, 17:03:57   

„Dobrego pisarza poznaje się bardziej po tym, co drze na strzępy, niż po tym, co drukuje”.

Gabriel García Márquez
 
 
John Dee 
Moderator
Epicuri de grege porcus



Pomógł: 111 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 13486
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2022-07-02, 16:24:42   

Prawdziwe wspomnienia wydawały się złudzeniem, podczas gdy fałszywe były tak przekonujące, że zastąpiły rzeczywistość.

Gabriel García Márquez - Strange Pilgrims
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 109 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 6373
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2022-07-09, 23:48:53   

Gabriel García Márquez napisał/a:
Dobrego pisarza poznaje się bardziej po tym, co drze na strzępy, niż po tym, co drukuje.

Teodor Parnicki, Dzienniki z lat osiemdziesiątych:

1 IX [1982]
Zaiste czarny dzień (!!!) pracy nad Opowieścią o trzech Metysach. Wrzuciłem do śmietnika ponad 100 stron rękopisu, owocu pracy kilku ostatnich dni. Przez parę godzin miałem też uczucie, że więcej już w ogóle pisać nie mogę. Ale po południu wziąłem się w garść i zmusiłem do napisania nowej wersji stron 4614-4627 (raczej jest to żałosny dorobek dzienny, niemniej jakiś jednak jest!). (...)

2 X
Powziąłem decyzję ryzykowną i chyba lekkomyślną, z może nawet samobóczą (oczywiście literacko samobójczą): z 5600 już napisanych stron Opowieści o trzech Metysach unieważnić nieco mniej niż całą drugą połowę, czyli od strony 3287 zaczynając - i od tej strony zaczynając, cały tekst pisać na nowo! Na razie napisałem 3 i ½ strony nowego tekstu!!! Liczę się zresztą z możliwością że z decyzji tej wycofam się – ale próbę realizowania jej będę kontynuował – tylko... jak długo? (...)

4 X
Nic nie wyjdzie (a gdyby i wyszło, to chyba po bardzo dużym upływie czasu!) z pisania nowej wersji drugiej części Opowieści o trzech Metysach. Podarłem to wszystko, co w kategoriach początku tej nowej wersji napisałem... Więc czy mam kontynuować wersję poprzednią, czyli pisać od strony 5600? A może i tego już też nie będę w stanie pisać?! (...)

13 X
Bez zapału, a nawet z dużą niechęcią podjąłem dalszą pracę nad Opowieścią o trzech Metysach – czyli zostawiłem za sobą nareszcie stronę 5600 rękopisu – ale napisałem tylko 12 stron. (...)

1 XI
W dniu Święta Zmarłych samemu sobie urządziłem żałobę nie byle jaką – wrzuciłem do śmietnika ponad 1000 stron rękopisu (odpowiednik mniej więcej 100 stron maszynowych) Opowieści o trzech Metysach – zamierzając po raz drugi (czyli na nowo) pisać kontynuację tekstu kończącego się na stronie 4700. Miałem napisanych stron 5734. Czy mnie to w ogóle wyjdzie? A jeśli wyjdzie, to czy wyjdzie dobrze? Czy może wyjść dobrze? Precedensy z Sam wyjdę bezbronny, a szczególnie z Sekretem trzeciego Izajasza dowodziłyby, że na tej operacji dobrze nie wyjdę. Z drugiej strony jednakże mam prawo być dobrej myśli, pamiętając o przysłowiu: „Pierwsze koty za płoty”. Ale czy to przysłowie może zachowywać swoją aktualność wtedy też, gdy się już ma prawie 75 lat?!


Jak świadczy powołanie się samego Parnickiego na dwie inne książki, zmiany pisarskich koncepcji i przebudowywanie znacznych fragmentów powieści nie były u niego rzadkie. Już w 1951 roku, w liście do Jerzego Giedroycia pisał (16 VII):

(...) Niestety, jednak mój obecny „warsztat pracy” jest w stanie takiego chaosu (90% z tego, co napiszę, drę - na przestrzeni kilku lat podarłem ponad 20 000 stron) - że przy najlepszej woli nie mógłbym się przystosować do terminu, jaki Pan wyznacza. (...)

Jasna rzecz, że nie wiemy, co było na podartych kartkach. Ale tak czy tak zwyczaj był przejawem czegoś, co może i Márquez częściowo miał na myśli - skrupulatności, samokrytycyzmu i dążenia (w miarę możności) do ideału kosztem swojego czasu i wysiłku.

***

Przypomniała mi się jeszcze scena z filmu o Michale Aniele, możliwe że całkiem fikcyjna. W tej wersji Michał Anioł zaczyna malować sklepienie w Kaplicy Sykstyńskiej w ładny, oczywiście, ale raczej konwencjonalny sposób - postacie apostołów czy coś takiego. Któregoś wieczoru, gdy odpoczywa w szynku przy kubku wina, jeden z gości narzeka na jakość trunku. Oberżysta kosztuje wina i - widząc, że rzeczywiście nie jest najlepsze - rozbija beczkę pozwalając ochlajtusom upijać się za darmo; dla płacących klientów zaś wystawia nową. Do Michała Anioła dociera sens tego, czego właśnie był świadkiem - następnego dnia zamalowuje figury, z których nie był do końca zadowolony, i rozpoczyna arcydzieło z wizją stworzenia świata.

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...
Zwycięzca rywalizacji rowerowej w 2019 r.

Ostatnio zmieniony przez Kynokephalos 2022-07-11, 07:04, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
John Dee 
Moderator
Epicuri de grege porcus



Pomógł: 111 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 13486
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2022-07-10, 17:00:35   

Kynokephalos napisał/a:
zwyczaj był przejawem czegoś, co może i Márquez częściowo miał na myśli - skrupulatności, samokrytycyzmu i dążenia (w miarę możności) do ideału kosztem swojego czasu i wysiłku.

Coś w tym sensie. Márquez cytuje to “pokrzepiające zdanie” zaznaczając, że nie pamięta, kto je ukuł, pisząc o genezie swojego dzieła “Dwanaście opowiadań tułaczych”. Z jego przedsłowia aczkolwiek wynika, że autor "Stu lat samotności" podarł co najwyżej kilka stron jakiegoś źle się zapowiadającego opowiadania.

“Wysiłek przy pisaniu krótkiego opowiadania jest równie intensywny jak przy rozpoczynaniu powieści. W pierwszym akapicie powieści należy bowiem określić wszystko: jej strukturę, ton, styl, rytm, długość, czasem nawet charakter jednej z postaci. Reszta jest już radością pisania, najintymniejszą i przeżywaną w niewyobrażalnej samotności, i jeśli człowiek nie spędza reszty życia na poprawianiu książki, to tylko dlatego, że hart ducha potrzebny do rozpoczęcia książki jest niezbędny również do jej zakończenia.

Opowiadanie nie ma za to ani początku, ani końca: albo załapie i zacznie się kleić, albo nie załapie i nie będzie się kleić. A jeśli nie, to z mojego doświadczenia i z doświadczenia innych wynika, że w większości przypadków najlepiej jest zacząć wszystko od nowa albo wyrzucić do kosza.”


Mógłbym sobie wyobrazić, że zniszczenie tekstu pokaźnych już rozmiarów, jak w wypadku Parnickiego, może być dla autora aktem wyswobadzającym i koniecznym. To zależy od metody jego pracy i od poziomu dojrzałości pomysłu. Do innych wniosków można by jednak dojść rozpatrując wydarzenia, w których prawdopodobnie doszło do zagłady arcydzieł, jak w wypadku drugiego tomu “Martwych dusz” Gogola.

No cóż, tu chyba wypada ponownie zgodzić się z Theodorem Fontane i jego maksymą, że to wszystko jest „zbyt szerokie pole”.
 
 
Berta von S. 
Administratorka Wspomagająca
nienackofanka



Pomogła: 155 razy
Wiek: 50
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 31637
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2022-07-11, 00:36:48   

Kynokephalos napisał/a:

W dniu Święta Zmarłych samemu sobie urządziłem żałobę nie byle jaką – wrzuciłem do śmietnika ponad 1000 stron rękopisu odpowiednik mniej więcej 100 stron maszynowych) Opowieści o trzech Metysach
(...)
na przestrzeni kilku lat podarłem ponad 20 000 stron) - że przy najlepszej woli nie mógłbym się przystosować do terminu, jaki Pan wyznacza. (...)[/color]

Podziwiam (Parnickiego).
:564:
_________________
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 109 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 6373
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2022-07-11, 08:14:50   

John Dee napisał/a:
to wszystko jest „zbyt szerokie pole”.

No właśnie. Odnosząc się tylko do tego aspektu szerokiego pola dyskusji, który jest związany z trybem pracy: Jeśli ktoś ma szczęście to tworzenie idzie mu (po kluczowym zawiązaniu akcji) tak gładko jak przedstawia Márquez. Myślę, że wielu by mu zazdrościło.
Ale każdy czytelnik zna powieści, czy tylko próby literackie, gdzie niezły początek nie zapewnił sukcesu, nie spełnił nadziei (a może autor nie spełnił nadziei dobrego początku).

Parnicki, przy swojej ogromnej pracowitości i regularności, nie miał chyba takiej łatwości pisania; na pewno nie miał potoczystego stylu.
Do pisania powieści przygotowywał się latami. Może za długo, bo w tym czasie zmieniał perspektywę i zainteresowania, a więc też wcześniejsze wizje, bohaterów; a po rozpoczęniu - to i owo nadal zmieniał.

We wczesnych latach pięćdziesiątych autor uznanych - ale jeszcze dość konwencjonalnych - „Aecjusza” i „Srebrnych orłów” niszczył zapisane przez siebie kartki chyba dlatego, że szukał nowych schematów. Zaowocowało to w końcu powstaniem światów „Końca »Zgody Narodów«”, „Słowa i ciała”, „Twarzy księżyca” i osobnym cyklem „Nowej baśni”. Ale zanim się to dokonało, przerzucał się mając zaczętych po kilka projektów - entuzjazmował się kolejnymi pomysłami, rozbudowywał niby skończone już książki o następne rozdziały, nie mówiąc już o tym, że wypatrywał wydawcy czegokolwiek. Niedoszacowywał czasu potrzebnego na pracę i bywało, że do rękopisów wracał po latach.

Z kolei w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, w erze „Opowieści o trzech Metysach”, każda jego książka jest jak dyskusja z samym sobą, a ta właśnie „Opowieść” najbardziej. A z rozmową jest tak, że nie wiadomo ku czemu zawędruje, człowiek nieraz bywa zaskakiwany.
Na przykład taki dialog prowadzi autor z wytworem swojej wyobraźni:
– Jeśli ma pan słuszność teraz, dlaczego dalej jeszcze tę właśnie książkę piszę? Dwukrotnie postawiłem słowo „Koniec”, głęboko przekonany, że dalej jej już pisać stanowczo nie powinienem, lecz...
– Przerwę teraz panu. Bo oto albo był pozornie tylko głęboko przekonany, albo naprawdę był, z tym przecież, że zmienił zdanie, co w literaturze dość często zdarza się.


Całkiem inny model niż ten, o którym pisze Márquez.

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...
Zwycięzca rywalizacji rowerowej w 2019 r.

 
 
John Dee 
Moderator
Epicuri de grege porcus



Pomógł: 111 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 13486
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2022-08-14, 15:53:18   

Jak osobliwie miesza nam, śmiertelnym, Opatrzność cierpienie i radość w jednym pucharze!

Thomas Mann - "Wybraniec"
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Reklama:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.

Zapoznaj się również z nasza Polityka Prywatnosci (z dn. 09.08.2019)

  
ROZUMIEM
Strona wygenerowana w 0,4 sekundy. Zapytań do SQL: 12