I tak właśnie było z nami.
Nie było (chorej) Organizatorki, nie było obiecanych nagród konkursowych z Konkursu Totalnego 2022, a co najgorsze, nie było nawet Bannera Formowego. Po prostu żal i rozpacz.
Dodatkowo pierwszy samochód, który dotarł wczesnym popołudniem na Zlot, się wziął i zepsuł. Skutek był taki, że tak naprawdę stały pierwszy zlotowicz dotarł na Zlot pieszo, pokonując na nogach 6 km bardzo pięknej Puszczy Piskiej, a „drudzy” zlotowicze przybyli rowerami (mieli fuksa, bo były w zepsutym samochodzie, który został u mechanika jak się okazało finalnie aż do soboty).
Zaprawdę piękny początek.
Na kolejne grupy trzeba było czekać dość długo, jako że byli zapisani na godziny wieczorne. W każdym razie ok. 21.30 ci co mieli być - dotarli i można było zlot otwierać!
A nie mogło to być zwykłe otwarcie. Na samym początku Szara Sowa wygłosił więc płomienne przemówienie mobilizujące, wskazując słuchaczom tylko te najbardziej pozytywne elementy ich sytuacji, a więc to, że znajdują się w przepięknym miejscu, że są piękni i młodzi, że pogoda na pewno się poprawi i uda się być może nawet rozpalić kiedyś ognisko, że komarów prawie nie ma, że gospodarz jest bardzo sympatyczny i obiecał być może nawet 5% zniżki (!), że mamy ciepłą wodę w kranie a na końcu zapewnił że benzyny nikomu nie zabraknie!
W rezultacie tego przemówienia całą naszą społeczność ogarnął spontaniczny entuzjazm! Okrzykom, wiwatom i i toastom (wodą mineralną) nie było końca, a pomysły jak jeszcze uatrakcyjnić zlot sypały się z rękawa! Ostatecznie wszyscy udali się na spoczynek w szampańskich humorach i pełni optymizmu!
Tymczasem następnego dnia czekała nas długa i nieoczywista droga (nikt jej nie znał) przez ciemny las, do grobu żony Ernsta Wiecherta, ale to tylko niektórym spędzało sen z powiek…
Entuzjazm na twarzach pierwszych zlotowiczówfot. Szara Sowa
_________________
Semel scriptum, decies lectum!
Ostatnio zmieniony przez She 2022-06-20, 22:29, w całości zmieniany 2 razy
Na fotografii piękna para, prawda? (Jak z samowara!) Albo nawet trzy pary.
Nie wiem kto robił to zdjęcie, ale nie Marczak, bo on jest na zdjęciu. Tak podpowiada mi moja detektywistyczna żyłka.
_________________ prof. dr hab. Jan Marczak,
Dyrektor Centralnego Zarządu Zabytków,
Ministerstwo Kultury i Sztuki
Ostatnio zmieniony przez Marczak 2022-06-20, 20:25, w całości zmieniany 1 raz
Pomógł: 18 razy Wiek: 44 Dołączył: 26 Maj 2018 Posty: 4451 Skąd: Zduńska Wola/Georgetown
Wysłany: 2022-06-20, 21:22:46
No pięknie, ale kto jest kto, tak dla forumowych żółtodziobów? Atenkę i Dyr. Marczaka ze względu na prestiż poznaję ale ogólnie jakieś opiso-podpisy do zdjęć da się załatwić?
_________________ Drużyna 2
Ostatnio zmieniony przez Bóbr Mniejszy 2022-06-20, 21:24, w całości zmieniany 1 raz
Ale to zdjęcie jest z wczesnej fazy środowej, może ktoś ma późniejsze?
Bóbr Mniejszy napisał/a:
No pięknie, ale kto jest kto, tak dla forumowych żółtodziobów? Atenkę i Dyr. Marczaka ze względu na prestiż poznaję ale ogólnie jakieś opiso-podpisy do zdjęć da się załatwić?
Proszę bardzo, od prawej: Teresa van Hagen, Pantera, Panwcześniej i Kolorowy Efendi.
P.S. to zdjęcie to faktycznie musi być moja robota, bo tylko mnie tam brakuje. Tzn. She, mija i Wladimir, skoro ich nie ma, to dojechali później.
Pomogła: 75 razy Dołączyła: 10 Sty 2010 Posty: 18130 Skąd: Tam i z powrotem
Wysłany: 2022-06-20, 22:40:44
Szara Sowa napisał/a:
to zdjęcie jest z wczesnej fazy środowej, może ktoś ma późniejsze?
Jak już wspomniałeś, my dojechaliśmy później.
W euforii, że w końcu mogliśmy się zlotowo spotkać, nie pomyślałam o robieniu zdjęć.
Za to później wybrałam się z dyr. Marczakiem na wieczorny spacer, w poszukiwaniu jeziora. Wszak, na Mazurach byliśmy, woda musi być
Szliśmy wzdłuż drogi, szukając dojścia i znaleźliśmy zejście zakończone urokliwym pomostem (chyba urokliwym, ciemno było). Posiedzieliśmy, poleżeliśmy, posłuchaliśmy żab kumkania, pooglądaliśmy gwiazdy i wróciliśmy do bazy, gdzie towarzystwo rozeszło się już do pokoi.
Pomogła: 75 razy Dołączyła: 10 Sty 2010 Posty: 18130 Skąd: Tam i z powrotem
Wysłany: 2022-06-21, 08:05:45
Bóbr Mniejszy napisał/a:
No pięknie, ale kto jest kto, tak dla forumowych żółtodziobów? Atenkę i Dyr. Marczaka ze względu na prestiż poznaję ale ogólnie jakieś opiso-podpisy do zdjęć da się załatwić?
Mogę podpisywać zdjęcia, o ile nikt się nie sprzeciwi.
Pomógł: 14 razy Wiek: 40 Dołączył: 07 Maj 2014 Posty: 1538 Skąd: EZG
Wysłany: 2022-06-21, 08:36:07
She napisał/a:
Bóbr Mniejszy napisał/a:
No pięknie, ale kto jest kto, tak dla forumowych żółtodziobów? Atenkę i Dyr. Marczaka ze względu na prestiż poznaję ale ogólnie jakieś opiso-podpisy do zdjęć da się załatwić?
Mogę podpisywać zdjęcia, o ile nikt się nie sprzeciwi.
Ale dobrze podpisywać?
Bo to trzeba naprawdę dobrze podpisać
_________________ Zostawmy to i uciekajmy stąd
Póki mamy jeszcze czas...
Berta von S. Administratorka Wspomagająca nienackofanka
Pomogła: 161 razy Wiek: 51 Dołączyła: 05 Kwi 2013 Posty: 32398 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2022-06-21, 11:53:56
mija leniwiec napisał/a:
Pięknie napisane
Pięknie! Aż żałuję, że nie słyszałam tego płomiennego przemówienia.
Szkoda, ze nie nagraliście.
Najlepszy jest „stały pierwszy zlotowicz”.
Szara Sowa napisał/a:
Dodatkowo pierwszy samochód, który dotarł wczesnym popołudniem na Zlot, się wziął i zepsuł. Skutek był taki, że tak naprawdę stały pierwszy zlotowicz dotarł na Zlot pieszo, pokonując na nogach 6 km bardzo pięknej Puszczy Piskiej, a „drudzy” zlotowicze przybyli rowerami (mieli fuksa, bo były w zepsutym samochodzie, który został u mechanika jak się okazało finalnie aż do soboty).
Pomogła: 75 razy Dołączyła: 10 Sty 2010 Posty: 18130 Skąd: Tam i z powrotem
Wysłany: 2022-06-23, 09:03:14
Dzień 1 - czwartek 16 czerwca
Teresa van Hagen
fot. Wladimir77
Pierwszy oficjalny dzień zlotu ze zdalną organizacją. Najprostszy punkt, wyjazd z bazy sprawił najmniejsze problemy, ale kolejny- spacer do grobu żony Wiecherta krył wiele niewiadomych- będzie gdzie zaparkować? daleko to? ścieżka wygodna? a nie pogubimy się? Są w ogóle szanse, że znajdziemy to miejsce? Rozmowa z przygotowującą trasy Bertą nie rozwiała wątpliwości, wręcz je pogłębiła- bo pół godziny na kilometrowy spacer wróży ciężką przeprawę Ja już widziałam naszą ekipę pokrytą grubą warstwą kleszczy, z ranami szarpanymi od gałęzi na trasie, odnalezioną przez naprędce zwołaną lokalną ludność…
fot. Wladimir77
Rzeczywistość na szczęście okazała się dużo prostsza:
Strzałowo to zadbana leśniczówka w głębi lasu, położona nad jeziorem Majcz Wielki.
fot.Wladimir77
fot. Wladimir77
Nie było też tak dziko: od wielkiego parkingu wiódł pięknie zadbany szeroki szlak prosto na mały leśny cmentarzyk (trasa poniżej kilometra), o czym przekonaliśmy się później
Ale my jeszcze o tym nie wiedzieliśmy, a nasze wskazówki zaczynały się od innej strony, trasa biegła wzdłuż jeziora Majcz Wielki.
fot. She
Majcz Wielki to ładne, malowniczo położone jezioro, którego wody zaliczane są do drugiej klasy czystości. Na jego brzegu znajdował się zarośnięty trzcinami pomościk, rewelacyjne miejsce do zrobienia pamiątkowych zdjęć, ale także punkt obserwacyjny ławic małych rybek, więc tam pierwszy postój był jak najbardziej uzasadniony. I tu nastąpiło pierwsze rozbicie składu, kilka osób stwierdziło, że odnaleziona, dość zarośnięta ścieżka nie rokuje powodzenia misji, więc zostaną rozkoszować się widokiem wód jeziora.
fot.Mija
fot.Mija
Zwycięska (spoiler) drużyna ruszyła więc na spotkanie przygody. Niezłe tempo nadawała bohaterska mama z dzieciątkiem na plecach, ale reszta też dawała radę. Po kilku metrach ścieżka się zmieniła w zwykłą dróżkę leśną, a po kilkunastu minutach byliśmy u celu.
fot. Athenais
Mały, uroczy cmentarzyk położony jest na wzgórzu, z widokiem na jezioro. Składał się tylko z trzech starych mogił. Pochowano tam pierwszą żonę Wiecherta Metę, która otruła się 25 września 1929, ich synka Ernsta Edgara, żyjącego tylko przez jeden dzień (1917 r.) oraz żonę leśniczego ze Strzałkowa, zmarłą w 1896 roku.
fot. She
fot. Mija/Wladimir77
I dopiero tutaj zorientowaliśmy się, że nasz parking z cmentarzykiem łączy wygoda, szeroka droga :-)
fot. Athenais
Kolejnym punktem programu była przepięknie położona na wzgórzach wieś Lipowo. Ponieważ nikt z nas nie znał tej wsi, i nie bardzo wiedzieliśmy jak to ugryźć, po prostu przejechaliśmy przez nią samochodami, a samą wizytę upamiętniliśmy zbiorczą fotografią przed wiejską świetlicą.
fot. Wladimir77
Kolejny punkt programu przewidywał wizytę w Piersławku, w Izbie Wiecherta.
fot. She
Choć samo muzeum było zamknięte, postanowiliśmy obejrzeć miejsce narodzin wspominanego przez Nienackiego pisarza.
Zwiedzanie rozpoczęliśmy oczywiście od przytoczenia stosownego fragmentu dzieła "Pan Samochodzik i Niewidzialni.
fot. She
Za stroną Lasów Państwowych: Leśniczówka Piersławek, dom rodzinny pisarza Ernsta Wiecherta, zbudowana została w roku 1883 i nosiła wówczas nazwę Kleinort. Przed wojną Kleinort, po wojnie Sosnówka (do roku 1967), a obecnie Piersławek. W roku 1995 rozpoczęto remont leśniczówki finansowany przez Lasy Państwowe, który zakończono w 1996 roku. I tak od lipca 1996 roku na terenie leśnictwa Piersławek istnieje Leśna Izba Pamięci poświęcona pisarzowi.
Początkowo nieśmiało „zza płota” zrobiliśmy kilka zdjęć, ale okazało się, że teren jest w „miarę” dostępny, więc dyskretnie tam przeniknęliśmy.
Samo miejsce okazało się zaskakująco uporządkowane, wyglądało wręcz na zamieszkane, choć nikogo z obsługi tam nie spotkaliśmy.
fot.Mija
fot. Athenais
fot. Athenais
Kolejnym punktem na naszej trasie było Gałkowo, miejscowość znana wielbicielom koni i brukowców (ma tam stadninę żona pewnego znanego dziennikarza).
fot. Mija
My jednak w planie mieliśmy zwiedzanie Dworu Łowczego.
Sam dworek ma ponad 100 lat, jednak w Gałkowie stoi od 2004 roku, gdzie trafił z podwęgorzewskiego Sztynortu. Budynek, przy wykorzystaniu ocalałych elementów odtworzono tak, jak wyglądał pierwotnie.
Kiedy nieśmiało tam zaglądaliśmy, pracownicy zaprosili nas do środka pozwalając oglądać co się nam żywnie podoba
Budynek wygląda bardzo ładnie na zewnątrz, ale w wewnątrz robi naprawdę niesamowite wrażenie. Każdy element utrzymany jest w klimacie zaczynając od czerwonych podłóg, poprzez solidne drewniane schody, aż do pięknie urządzonych sal. Największe wrażenie robiła chyba maleńka biblioteka, gdzie dla zrobienia bardzo wysokich półek na książki wykorzystano skosy.
fot. She
fot.She
fot.Mija
Jednocześnie wszędzie było dużo pamiątek ludzi obecnie związanych z miejscem; zaskakująca była duża ilość zdjęć z wysokogórskich wspinaczek. Okazuje się, że współwłaścicielką Dworu Łowczego jest Dorota Sikorska-Potocka, córka himalaisty- Andrzeja Sikorskiego, pierwszego polskiego zdobywcy ośmiotysięcznika (Broad Peak Middle), którego zdobycie przypłacił życiem. Polacy, przez żelazną kurtynę stracili możliwość pierwszych wejść na ośmiotysięczniki, ale kiedy wyjazdy stały się możliwe, wpadli na pomysł pierwszych wejść na szczyty towarzyszące szczytom głównym. więcej
fot. Mija
fot. Athenais
Solidnie już zmęczeni i głodni próbowaliśmy realizować ostatni zaplanowany przed obiadem punkt- zwiedzanie starych cmentarzyków, ale z braku miejsc postojowych przy najbliższym obiekcie zlotowicze solidarnie się urwali i w zdecydowanej większości pojechali bezpośrednio do Wojnowa.
Smętna resztka zahaczyła jeszcze o piękną cerkiew w Wojnowie. Hodowane na terenie parafii pszczoły radośnie przypominały nam inny tom przygód pana Tomasza
W czwartkowe przedpołudnie, w planach w pierwszej kolejności było dotarcie do bardzo tajemniczego miejsca, czyli grobu żony Ernsta Wiecherta, położonego gdzieś nad jeziorem. Z telefonu do przyjaciela (czyli Berty), otrzymaliśmy następujące wskazówki: „dajcie sobie spokój i tak tam nie dotrzecie, to 3 km przez ciemny las, po wertepach, nikt wam drogi nie wskaże, na mapach tego nie ma, ja już słabo pamiętam, tylko się zgubicie, co ja wtedy pocznę…). Tak nam to weszło na ambicję, że oczywiście wszyscy ochoczo i bez wahania ruszyli na poszukiwania tego obiektu.
Po zaparkowaniu w miejscu wskazanym przez Bertę jako mniej więcej początek ścieżki (koło leśniczówki), wyruszyliśmy, nieco obchodząc mały fragment lasu, aby dotrzeć do brzegu jeziora Majcz Wielki, gdzie owa kozia ścieżka miała się zaczynać (ścieżka cały czas miała biec wzdłuż jeziora), a potem ruszyć na tyle na ile się uda. Jezioro było, mała plaża z zarośniętym pomostem była, mała ścieżka też była. Cała (prawie) grupa weszła więc pod zacienione drzewa, na małą, miejscami wilgotną, miejscami ostro wznoszącą się ścieżkę. Przygotowani byliśmy na 3-kilemtrowy marsz w ciemno, więc rozmowy umilkły, słońce zostało zakryte przez listowie, strach pojawił się w oczach… Aż tu nagle po 200 m patrzymy, a tu dzika plaża, a powyżej plaży jakieś 2 nagrobki. Zbliżamy się do nich i TAK, to było to miejsce! Po 200 metrach! Okazało się że samochody zaparkowaliśmy nawet bliżej, bo ze 150 m od tego miejsca i niepotrzebnie tylko obchodziliśmy ów lasek, aby naokoło dotrzeć do wody… Fortuna się nas więc trzymała! Po obfotografowaniu wyjątkowo zadbanych nagrobków oraz okolicznych nietuzinkowych drzew, wróciliśmy do samochodów, aby zobaczyć co ciekawego ma być w następnym punkcie (zgodnie z programem zlotu) czyli wsi Lipowo na wzgórzach.
Ostatnio zmieniony przez Szara Sowa 2022-06-23, 09:33, w całości zmieniany 1 raz
Berta von S. Administratorka Wspomagająca nienackofanka
Pomogła: 161 razy Wiek: 51 Dołączyła: 05 Kwi 2013 Posty: 32398 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2022-06-23, 10:54:03
Szara Sowa napisał/a:
A oto moja relacja alternatywna początku dnia
To ja jeszcze swoją perspektywę dołożę!
Mówiłam, że góra dwa, ale raczej 1-1,5km. Na wszelki wypadek zawyżałam, bo byłam tam dawno temu, a już mi kilka razy wytykano, że mój jeden kilometr okazuje się pięcioma. I potem są różne pretensje.
Chciałam też przypomnieć, że po naszej wieczornej naradzie, Muzygog wysłał wam dokładne koordynaty gps.
A i tak mnie rano wyrwał ze snu Mija telefonem „Stoimy w Strzałowie na brzegu lasu, koło pomostu i tu jest jakaś ścieżka, trochę zarośnięta, ale nie bardzo, i ona idzie wzdłuż jeziora... dojdziemy nią do grobu?”. Pojęcia nie miałam, przy jakim pomoście stoicie, ale spać mi się chciało, a na logikę wychodziło, że idąc lasem wzdłuż wody, traficie.
_________________ Drużyna 5
Ostatnio zmieniony przez Berta von S. 2022-06-23, 10:54, w całości zmieniany 1 raz
Pomogła: 75 razy Dołączyła: 10 Sty 2010 Posty: 18130 Skąd: Tam i z powrotem
Wysłany: 2022-06-23, 11:52:35
Berta von S. napisał/a:
Muzygog wysłał wam dokładne koordynaty gps.
Owszem, ale mapy nie mogły znaleźć dojścia do tego miejsca.
_________________
Semel scriptum, decies lectum!
Berta von S. Administratorka Wspomagająca nienackofanka
Pomogła: 161 razy Wiek: 51 Dołączyła: 05 Kwi 2013 Posty: 32398 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2022-06-23, 22:52:08
Teresa van Hagen napisał/a:
Sam dworek ma ponad 100 lat, jednak w Gałkowie stoi od 2004 roku, gdzie trafił z podwęgorzewskiego Sztynortu. Budynek, przy wykorzystaniu ocalałych elementów odtworzono tak, jak wyglądał pierwotnie.
Dla porównania zestawię Wasze zdjęcie z wyglądem budynku przed renowacją, w czasach, kiedy jeszcze stał w Sztynorcie.
G1.jpg
Plik ściągnięto 56 raz(y) 242,16 KB
G2.jpg zdjęcie e strony Sadyby (2003)
Plik ściągnięto 58 raz(y) 317,19 KB
_________________ Drużyna 5
Chemas Forumowy Badacz Naukowy Kinomaniak wychowany na literaturze młodzieżowej
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum
Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.