PanSamochodzik.net.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Magister Zegadło nudzi się, czyli wstęp do Zagadek Fromborka
Autor Wiadomość
Montparnasse 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 4 razy
Wiek: 44
Dołączył: 17 Lut 2015
Posty: 152
Skąd: z Patagonii ;-)
Wysłany: 2022-04-05, 11:59:55   Magister Zegadło nudzi się, czyli wstęp do Zagadek Fromborka

Magister inżynier Krzysztof Zegadło nudził się. Mijał już trzeci dzień gdy siedział sam jak kołek w położonym w lasach niedaleko Fromborka Ośrodku Doświadczalnym Wydziału Automatyki Politechniki w G.

Ośrodek znajdował się w odludnym zakątku lasu, na końcu długiej, krętej ścieżki. Niedaleko leniwie płynęła rzeka Bauda. Jak co roku, pracownicy Politechniki testowali w ośrodku, w warunkach polowych różne automaty. Od września do maja ekipa pod kierownictwem Profesora przygotowywała koncepty i plany, potem na ich podstawie wykonywano prototypy, a ich testowanie odbywało się latem, właśnie w lasach koło Fromborka.

W zeszłym roku testowano elektronowe zwierzaki – kreta, pies i mysz. Funkcjonowały bezbłędnie. No, może z wyjątkiem kreta, który natrafił pod ziemią na jakąś przeszkodę – zapewne głaz narzutowy – i kontakt z nim się urwał. Jednak elektronowy pies i mysz działały bez zarzutu. Pies do dzisiaj strzegł ośrodka, a elektronową mysz wzięła Ala, koleżanka Krzysztofa i członkini zespołu badawczego Politechniki w G. Powiedziała, że chce się oswajać się z myszami, których bardzo się boi. Profesor zgodził się. Swoją drogą i tak nie wiedział na co może się przydać taka elektronowa mysz.

W tym roku jednak, profesor postanowił przetestować cos większego i do tego bardzo użytecznego. Pojazd wielofunkcyjny, inspirowany tankietką, albo małym czołgiem, tyle że zamiast wieży z działem miał kopułkę z kamerą, czujnikami i reflektorami. Do tego mikrofony, a także kilka chwytaków przypominających wielkie, stalowe ręce. W założeniu pojazd miał być przystosowany do poruszania się w każdym terenie. Umożliwiały to potężne gąsienice, przypominająca czołg opływowa sylwetka i mały ale zaskakująco silny i prężny silnik. W dokumentach Politechniki w G. pojazd nazwano Terenowym Samobieżnym Automatem Wielofunkcyjnym, jednak Ala przezwała go As. Magistrowi nie spodobała się ta nazwa, jednak Profesor ją podchwycił i pojazd został Asem.

Prace nad prototypem Asa trwały wiele miesięcy, w końcu jednak z początkiem czerwca pojazd został przewieziony na teren ośrodka w pobliżu Fromborka. Przez pierwsze dwa dni Profesor, Ala i Krzysztof Zegadło testowali Asa na terenie ośrodka. Sprawdzali łącza radiowe, czujniki, mikrofony i kamery. Jeździli Asem w kółko po podwórzu, podjeżdżali i zjeżdżali z małej górki za barakiem. Po drugim dniu testów byli gotowi do wyjechania Asem za bramę ośrodka, aby przekonać się jak radzi sobie w leśnych wąwozach, a potem w wodzie, w zdradliwym nurcie Baudy. Mieli już wyjeżdżać, kiedy magister Zegadło rzucił żartobliwie, że As nie ma numerów rejestracyjnych. Gdy usłyszał to Profesor natychmiast zatrzymał maszynę. W jednej chwili podziękował magistrowi za przypomnienie o tak ważnej rzeczy, jak zdobycie odpowiednich pozwoleń dla Asa do ruchu po lesie i w korycie rzeki. Profesor był szczerze wdzięczny i od razu zdecydował się jechać do urzędu w G. po odpowiednie zezwolenia, ale magister Zegadło pamiętał też wściekłe spojrzenie jakim obdarzyła go Ala.

— No tak. — Magistrowi Zegadle do dziś w uszach dźwięczał jej jadowity glos — Tyle miesięcy przygotowań i teraz wszystko może wziąć w łeb, bo panu magistrowi przypomniało się o papierkach. Nie ma mowy aby profesor jechał sam. — Ciągnęła Ala — Uśmiechnę się do kogo trzeba, podpytam się, zagadam na korytarzu, może wydadzą nam potrzebne papiery od ręki.

Po godzinie odjechali do G. zielonym P70 profesora. Widać jednak wdzięki panny Ali nie były dość skuteczne, bo mijał właśnie trzeci dzień ich nieobecności. Tak więc magister inżynier Krzysztof Zegadło nudził się coraz bardziej. Swój samochód wypucował na glans. Asa też wyczyścił i wypolerował, chociaż gdzie tam jego kanciastej bryle, do eleganckiej linii jego ukochanego Opla.

Magister Krzysztof Zegadło wyszedł z baraku na podwórko Ośrodka i stanął przed Asem. Słońce przebijało się przez korony drzew rzucając fantazyjne cienie na pojazd. Magister Zegadło uśmiechnął się na wspomnienie całkiem zrywnych ruchów Asa na podwórku. Mimo przysadzistej bryły, pojazd dawał się prowadzić pewnie i lekko. Ciekawe czy As równie dobrze się spisze na leśnych duktach? A w wąwozie? A w rzece? A może by tak spróbować??

Magister Zegadło nie zastanawiał się długo. Dochodziła jedenasta. Jeśli Profesor z Alą mieli dziś rano wrócić z G., to już by dawno byli na miejscu. Ich dalsza nieobecność znaczyła, że najpewniej toczą kolejny dzień biurokratycznych bojów w urzędzie i jeśli już dzisiaj przyjadą, to najwcześniej późnym popołudniem.

Magister Zegadło zdecydowanym ruchem otworzył żelazną bramę ośrodka. Elektroniczny pies wyskoczył z budy i rozpoczął swoje monotonne, mechaniczne szczekanie, ale magister Zegadło nie zwracał na niego uwagi. W emocjach podbiegł do Asa. Otworzył małą klapkę i uruchomił pojazd specjalnym kluczem. Zamknął klapkę, pobiegł do baraku i zasiadł przed pulpitem sterowniczym.

Przez kilka minut uruchamiał i testował różne systemy Asa. Duży ekrany i kilka małych powoli zapalały się z dyskretnym piśnięciem, a rzędy diod na pulpicie jęły żarzyć się ciepłym światłem. Z kilku głośników zaczął dochodzić dyskretny szmer. Wskazówki kilkunastu zegarów płynnie przesunęły się w prawo. Magister Zegadło niczym dyrygent mechanicznej orkiestry a to wpatrywał się w różne wskaźniki na pulpicie, a to włączał różne przełączniki i pokrętła i ze spokojem kiwał głową. W końcu powoli pociągnął za sporą czarną dźwignię na pulpicie i obraz na ekranie zaczął się powoli przesuwać. Z głośników dobiegło szczekanie elektronicznego psa, As drgnął i powoli wysunął się na swoich gąsienicach za bramę Ośrodka.

Magister Zegadło zawahał się na chwilę. Dalsza droga prowadziła ścieżką, a potem wąwozem w stronę szosy. A co jeśli As napotka jakiś tam samochód? Wprawdzie prawdopodobieństwo, że ktoś będzie chciał odwiedzać Ośrodek było dość małe, ale magister Zegadło wolał dmuchać na zimne. Przekręcił małą dźwigienkę i As skręcił, po czym zaczął powoli sunąć wzdłuż ogrodzenia stacji w stronę lasu i rzeki Baudy. Po chwil znalazł się na wąskim dukcie leśnym, niespiesznie jadąc przed siebie.

W baraku Ośrodka, na monochromatycznym ekranie widać było przesuwającą się ciemnoszarą gęstwinę drzew i wąski, jaśniejszy pasek ścieżki. Dobiegające z głośników radosne glosy ptaków i spokojny szum lasu przypominały, że As właśnie przejeżdża przez świeży, zielony zagajnik. Po kilku minutach na ekranach pojaśniało — ścieżka skończyła się na niewielkiej, porośniętej trawą polanie, którą przecinała rzeka Bauda. Rzeka rozlewała się leniwie nad szeroką trawiastą plażą, zachęcającą swym sielskim widokiem do odpoczynku i kąpieli. Ale magister Zegadło miał w głowie co innego. Delikatnym ruchem pokrętła ustawił Asa pod kątem do płynącej rzeki po czym wolno zaczął przyspieszać pojazd przesuwając dźwignię. As drgnął. Powoli zaczął zanurzać się w wodzie i po chwili sunął korytem Baudy. Po mniej więcej stu metrach koryto rzeki zwężało się, a dach Asa zaczął być zalewany woda. Magister Zegadło czujnie obserwował wskaźniki, sięgając co chwila do różnych czarnych przełączników przeskakujących z głośnym pstryknięciem.

Po kilkuset metrach As jechał już zupełnie zanurzony pod woda. Nad powierzchnie wystawały tylko długa, giętka antena, mocny pręt z mikrofonem na końcu oraz kopułka z kamerą. Nurt Baudy stawał się wartki, pełen małych fal i zawirowań. Czarne „czułki” Asa nie rzucały się w oczy i gdyby ktoś przechodził wtedy brzegiem, to zapewne nie zwróciłby nawet uwagi na pojazd.

Magister Zegadło był bardzo zadowolony. As spisywał się znakomicie. Antena bezbłędnie przekazywała do bazy wszystkie komunikaty i zapewniała sprawne sterowanie pojazdem. Mikrofon czysto przekazywał chlupot wody i szum drzew, a kamera dawała czysty obraz dzikich brzegów okolic ujścia Baudy do Zalewu Wiślanego.

W pewnym momencie jednak na ekranie pojawił się niespodziewany obiekt. Jakaś jaśniejsza plama. Coś jak namiot, albo barak. Zaciekawiony magister Zegadło nacisnął guzik zatrzymując Asa pod woda, po czym kilkoma pokrętłami wyostrzył widok na ekranie. W tym miejscu na brzegu Baudy była mała plaża i na tej plaży ktoś rozbił niewielki namiot. Ale to nie namiot przykul uwagę magistra Zegadły, tylko leżąca przed nim na brzuchu młoda dziewczyna, opalająca się w południowym słońcu. Miała krótkie, czarne włosy i bardzo zgrabną szczupłą sylwetkę z talią osy. Ubrana była w śmiały strój bikini i magister Zegadło przez kilka długich chwil testował funkcję zbliżenia w kamerze Asa taksując sylwetkę dziewczyny.

Po kilku minutach w głośniku rozległ się męski głos. Jakiś mężczyzna zbliżał się do namiotu. — Anielka! Anielka! — Wołał. Po chwili na ekranie pojawiła się jego głowa wyłaniająca się zza namiotu. Był to młody mężczyzna o bardzo przystojnej twarzy z czarnymi wąsikami. Na jego widok dziewczyna zwana Anielką uniosła się na łokciach. — Czego chcesz Waldek? – Zapytała znudzonym głosem.

Magister Krzysztof Zegadło spłoszył się nieco. Wprawdzie As był cały zanurzony w wodzie, jednak wciąż był dość blisko namiotu, a jego czułki wystawały ponad wodę. Mimo, że czarne i dość niepozorne, to zwiększały ryzyko, że albo Anielka, albo Waldek je zauważą.

Magister Zegadło już chciał wycofać Asa do Ośrodka, jednak ciekawość zwyciężyła. Dla większego bezpieczeństwa wsunął tylko kopułkę z kamerą pod wodę, zostawiając sobie włączony nasłuch. Mężczyzna zwany przez dziewczynę Waldkiem najpewniej usiadł obok niej bo zaczął mówić gorączkowo.
— Słuchaj Anielka! Mam go! Mam pierwszy schowek! Te krzyżyki to najpewniej cmentarz. A schowek jest pod płytą trzydziestego siódmego grobowca w głównej alei cmentarnej po prawej stronie.
— Skąd wiesz? — Magistra dobiegł zdumiony głos Anielki
— No jak?! — Ciągnął podniecony Waldek — przecież Litery „H” i „A” to „Haupt Alee”, czyli główna aleja na cmentarzu. „37” to numer grobu po prawej stronie, bo „R” to nic innego jak „Rechts”, czyli „na prawo”. Proste, nie?! Jeszcze tej nocy pójdę tam ze Stefanem i opróżnimy schowek. Potem Stefan zabierze wszystkie fanty pod Warszawę w bezpieczne miejsce, a my będziemy kombinować nad schowkami numer dwa i trzy. O! Tutaj mam słownik niemiecko-polski. Będziemy po kolei sprawdzać co to może znaczyć to „b”. A tutaj mam kilka książek o Fromborku, szukamy wszystkiego co ma w sobie ósemkę. Osiem wież, drzwi, ścianek i tak dalej. Tak więc plan jest prosty – ciągnął Waldek – Szukamy pozostałych schowków, opróżniamy je i jak najszybciej pryskamy z Fromborka.

Magister Zegadło usłyszał głuchy odgłos książek padających na ziemię i szelest kartkowanych stron.

Nagle, naburmuszonym głosem odezwała się kobieta.
— Zapominasz, Waldek, że to ja zdobyłam dla ciebie informację o tych schowkach. To ja poderwałam tego rozczochranego muzealnika. I jeszcze dałam mu się całować! Brrr!
— Tak. Jesteś genialna — zgodził się Waldek — i skłonna do poświęceń. — Do uszu magistra Zegadły doszedł odgłos pocałunku.
— I powiem Ci Waldek, że ja mam inne plany i pomysły co do tych schowków.— Ciągnęła po chwili Anielka.
— Ach tak? — W głosie Waldka słychać był autentyczne zdumienie — A jakie?!
— Jak dotąd, to siedzimy na tym odludziu i się nudzimy, a w dodatku ta przez te twoją akcję to najpewniej skończymy w kryminale.
— A to niby dlaczego? — Zdumienie Waldka rosło.
— A powiedz proszę, co zrobisz z tymi fantami z pierwszego schowka? – Odpowiedziała pytaniem na pytanie Anielka. — Z obrazami, ikonami, monstrancjami, rzeźbami i monetami?
— No jak to? – W głosie Waldka słychać było zaskoczenie — Przecież nie wywiozę ich za granicę. Jestem patriotą. Po prostu sprzedam to wszystko na czarnym rynku. Wiesz przecież, że mam kontakty…
— Akurat sprzedasz. — Przerwała mu Anielka — Przecież dobrze wiesz jak trudno bez zwrócenia uwagi sprzedać obraz Wyczółkowskiego czy Malczewskiego. Każdy obraz słynnego malarza ma swoją długą historię i nie można jej zatrzeć. Podobnie z rzeźbami, czy monstrancjami. Milicja od razu zwróci na to uwagę i pewnie zaczną się kręcić koło ciebie. Mają cię na oku od czasu gdy we dworze w Janówce szukałeś masoników i zerwałeś parkiet razem z tą głupią gęsią, Maryśką. Pamiętasz, jak cię potem pogrążyła w sądzie? — Ostatnie słowa Anielki zasyczały jadowicie. — Od tej pory jesteś w Polsce pierwszym podejrzanym jeśli idzie o kradzieże dzieł sztuki.
— No dobra — Waldek brzmiał na zakłopotanego. – Weźmiemy same monety i będziemy sprzedawać je powoli. Powiedzmy jedną monetę na dwa miesiące.
— A co jeśli ten zwariowany Pietruszka, albo ktokolwiek po nim, kiedykolwiek znajdzie ten schowek? — Anielka mnożyła wątpliwości. — Od razu zwróci uwagę, że brakuje stu pięćdziesięciu monet… Poza tym, proszę cię, Waldek — jej glos zrobił się bardziej ugodowy — Ty masz wystarczająco dużo pieniędzy. Przecież jesteś taki sprytny i potrafisz zadowolić się mniejszym łupem, byle tylko nie można tobie było udowodnić przestępstwa. Może zabierz tak ze trzy, cztery najcenniejsze monety a na ich miejsce podłóż te bezwartościowe fenigi, które kupiłam na pchlim targu. Pamiętasz jak śmiałeś się ze mnie? No to w końcu się te fenigi na coś przydadzą. Liczba monet będzie się zgadzać, nikt nie zwróci uwagi na kradzież, a ty będziesz mógł spokojnie sprzedać te najcenniejsze fanty.
— W sumie… plan jest dobry. — Zafrapował się Waldek.
— Wspaniale! — Do uszu Magistra Zegadły doszło radosne klaśnięcie Anielki w ręce — I wiesz co? — Ciągnęła. — Marzy mi się jeszcze… Marzy mi się taka prawdziwa wakacyjna przygoda z dreszczykiem. Taka jak z powieści kryminalnej. I to w eleganckim stylu. Bez ordynarnych rabunków. — podkreśliła.
— Ach tak? — W głosie Waldka znowu było słychać zaskoczenie. — To co ty jeszcze planujesz?
— Po pierwsze, nudzi mi się we Fromborku. Te monety należy szybko sprzedać muzeom. I ja to zrobię! — Głos Anielki zabrzmiał stanowczo.
— Co???
— A tak. Przecież przy sprzedaży monet muzeom nie musimy się legitymować. Wystarczy telefon i jedno spotkanie. A ja pracowałam jakiś czas jako charakteryzatorka. Potrafię tak się przebrać i ucharakteryzować, że wyglądam jak, na przykład, starsza pani, albo nawet młody mężczyzna. Jestem w tym naprawdę niezła. Ciebie też Waldek — zachichotała Anielka — mogłabym ucharakteryzować, na przykład na staruszka.
— Może nie teraz… — jęknął Waldek.
— No dobrze. Tak czy inaczej, jak już zdobędziesz te monety, to wtedy ja pojadę do kilku miast, do K., L. albo do Łodzi i zaoferuję im te monety, za niewielka cenę. Tak za kilkadziesiąt tysięcy złotych za okaz. — Anielka zachichotała z zadowoleniem w głosie.
— Nie ma mowy. — Zaprotestował Waldek. Będę cię obstawiał. To będzie dość delikatna operacja. Nie wiemy czy muzea nie zawiadomią Ministerstwa Kultury i dyrektora Marczaka. Poza tym będziesz potrzebowała jakiegoś środka transportu.
— Dobrze. — Zgodziła się Anielka. — Wyruszamy jutro.
— Mamy szczęście, że Ministerstwa dało do prowadzenia tę sprawę Pietruszce. — Rzucił Waldek — Ten ciamajda nie byłby w stanie znaleźć nawet grzebienia w swojej kieszeni. Co innego Tomasz. Ale on jest we Francji. Tyle że… Tomasz niebawem wraca do Polski. I dyrektor Marczak jeszcze gotów go tu skierować, a wtedy krucho z nami!
— To może… — zastanowiła się Anielka.
— Co? Co?
— Może podsunę Pietruszce pomysł, gdzie szukać pierwszego schowka. To go uwiarygodni w oczach Marczaka i ryzyko przyjazdu Tomasza zmaleje.
— Kapitalny pomysł! — Powiedział Waldek i chyba znów pocałował Anielkę, bo w głośnikach zaległa cisza na kilka długich chwil.
— Czekaj, czekaj! — Powiedział nagle Waldek.
— Co się stało?
— Musimy jeszcze zorganizować jakieś fanty do podłożenia w drugim i trzecim schowku. Co tam mamy?
Magister Zegadło usłyszał szelest rozkładanej kartki.
— W drugim schowku Koeniga winny się znajdować: cztery miniatury, porcelana, dwanaście lichtarzy i pięć kielichów. W trzecim infuła, miniatury i dziesięć rubinów. — Czytał Waldek — W drugim schowku trudno będzie zamienić miniatury, bo skąd wziąć je na zamianę? Zabawa z porcelaną też chyba nie jest łatwa do realizacji. Lichtarze też odpadają, bo będą najpewniej ze srebra. Najłatwiej będzie o zamianę kielichów. Koenig na pewno ukrył bardzo cenne kielichy mszalne, złote, wysadzane drogimi kamieniami. Zamienimy je na srebrne, które można kupić w warszawskiej Desie. Co do trzeciego schowka — ciągnął Waldek — najłatwiej będzie na miejsce prawdziwych rubinów podłożyć rubiny sztuczne, fałszywe. W jubilerskich sklepach nietrudno o takie kamienie. A Pietruszka po odkryciu trzeciego schowka będzie sądzić, że to Koeniga ktoś oszukał... — W głosie Waldka zabrzmiała złośliwa satysfakcja.
— Jesteś genialny Waldek. — Westchnęła Anielka. — Wiedziałam o tym od pierwszej chwili, gdy poznałam cię na prywatce w twoim wspaniałym apartamencie na Warszawskim Powiślu
Cisza w głośniku trwała Tym razem Anielka najpewniej pocałowała Waldka.
— Chwila, chwila — ciszę przerwał poddenerwowany głos Waldka. — Jest jeszcze jeden kłopot.
— Jaki?
— Kto przewiezie do Fromborka te kielichy i rubiny? Milicja ma oko na mój samochód. Często jestem rewidowany. Jeśli znajdą przy mnie kielichy, to na pewno zaczną się dopytywać i może być ze mną krucho. Trzy małe monety ukryję z łatwością, ale kielichy?
— Może Stefan?
— Stefan jutro rano wraca do roboty, do Warszawy i będzie zajęty przez kilka tygodni. Wolę znaleźć jakieś inne rozwiązanie.
— Wiem — zakrzyknęła po chwili Anielka. — Franek nam pomoże.
— Franek?? — Waldek nie krył poirytowania — Ten dureń? Jak ostatni głupiec pokłócił się ostatnio z Estradą i zerwał z nimi kontrakt. Teraz jest bez grosza przy duszy! I ten wariat mam nam pomagać? Toż z niego jest równie wielka fujara i niedołęga co z Pietruszki! Boże chroń mnie przed takim pomocnikiem. Do tego nie ma samochodu i pewnie będzie oczekiwać, że to ja zorganizuję dla niego przejazd i jeszcze dla jego myszek i padalca. Przecież ta zapatrzona w siebie ciamajda nie umie nawet samemu na obiad zarobić! I wiesz, że ten bufon, każe na siebie mówić Canaletto??
— Wcale nie Canaletto, a Cagliostro. —Powiedziała Anielka naburmuszonym głosem — I nie masz racji. Franek jest bardzo miły, szarmancki. Ma taką romantyczną duszę. — Nagle w jej głosie zabrzmiał gniew. — Może mój plan ma kilka luk, ale przynajmniej ma w sobie coś z romantycznej przygody. A jeśli ty uważasz, że mój plan jest głupi. — Ciągnęła Anielka podniesionym głosem — To dobrze. Twój wybór! Nie muszę tutaj siedzieć w tym namiocie na odludziu, nudzić się i parzyć ci kawy. Nie muszę jeździć w twoim czerwonym mustangu...

— Czerwonym mustangu?! — Powiedział do siebie powoli magister Zegadło. — Czy ona powiedziała czerwonym mustangu? Czyżby obok tego namiotu stał zaparkowany czerwony mustang???

I niepomny niebezpieczeństwa magister Zegadło zaczął powoli wysuwać z Asa kopułę z kamerą nad powierzchnię Baudy.

W tym czasie z głośnika dalej dobiegały gniewne słowa Anielki.
— Więc jeśli mój plan jest dla ciebie głupi, to ja wcale nie muszę jeździć z Tobą, ani dalej gnieździć się w tym namiocie. Ale jeśli mój plan Ci się podoba — głos Anielki zrobił się w jednej chwili przemiły, kokieteryjny. — Jeśli mój plan Ci się podoba, to wtedy możemy razem przeżyć kilka ekscytujących … przygód. No … Waldek… Waldek… — głos Anielki przeszedł w kokieteryjne pomrukiwanie, do którego po kilku chwilach dołączyło rytmiczne posapywanie Waldka.

W tym momencie kopuła z kamerami z Asa wysunęła się nad powierzchnię wody i magister Zegadło nacisnął na pulpicie guzik włączający wizję. Na ekranie pojawił się namiot i prężąca się tuż obok niego dynamiczna sylwetka mustanga. Jednak tym jedynym razem, pierwszy raz w swym życiu magister inżynier Krzysztof Zegadło nie zareagował na widok wspaniałego auta. Ba! Nawet go nie zauważył. Cała uwaga Krzysztofa Zegadły skupiona była na czymś innym.
_________________
Ostatnio zmieniony przez Montparnasse 2022-04-05, 18:30, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
Czytalski 
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 1 raz
Wiek: 39
Dołączył: 30 Gru 2019
Posty: 794
Skąd: Elbląg
Wysłany: 2022-04-06, 12:59:24   

Niecne wykorzystanie Asa :D
_________________
 
 
chkaplan 
Forumowy Badacz Naukowy
badacz forumowy



Pomógł: 10 razy
Wiek: 60
Dołączył: 30 Lip 2015
Posty: 289
Skąd: Wawa
Wysłany: 2022-04-06, 16:43:40   

Czytalski napisał/a:
Niecne wykorzystanie Asa :D


Wyjątkowo niecne... - ale cóż w dobrej sprawie...
_________________
Wśród dolin, wśród lasów i jezior i kniej. Ktoś szukał przygody. Nie znalazł tam jej. I morze przepłynął. Przemierzył wzdłuż świat. Nie znalazł przygody, Zagubił jej ślad.
 
 
Chemas 
Forumowy Badacz Naukowy
Kinomaniak wychowany na literaturze młodzieżowej



Pomógł: 15 razy
Wiek: 53
Dołączył: 04 Wrz 2021
Posty: 4303
Skąd: Złocieniec
Wysłany: 2022-04-09, 13:08:05   

Przeczytałem w wielkim zainteresowaniem :)
_________________


Sporadyczny turysta, kiedyś bardzo aktywny, serdecznie zaprasza na Pojezierze Drawskie
 
 
Rólka 
Moderator
Szef forumowej sekcji sportowej



Pomógł: 48 razy
Wiek: 52
Dołączył: 26 Maj 2015
Posty: 11391
Skąd: Mikołów
Wysłany: 2022-04-19, 14:56:55   

Montparnasse! :564:
_________________
 
 
irycki 
Maniak Samochodzika
Pan Motocyklik



Pomógł: 19 razy
Wiek: 55
Dołączył: 13 Paź 2015
Posty: 5371
Skąd: Legionowo
Wysłany: 2022-06-24, 13:33:57   

Fajnie napisane! Do tego „łata” pewną lukę fabularną w „Zagadkach...”, czyli dlaczego w ogóle podsuwali Pietruszce pomysły na lokalizacje, zamiast sami wszystko zgarnąć i prysnąć.

Pozostaje tylko pytanie, czy inżynier Zegadło, nawet mając do wyboru niekompletnie ubraną (a nawet kompletnie nieubraną) Anielkę, i tak nie gapiłby się na Mustanga :D :D Ale może go krzywdzę i ma on jednak jakieś ludzkie uczucia :p

(Swoją drogą, ciekawe jaką rozdzielczość miał obraz transmitowany z Asa. Zobaczył w ogóle coś, czy musiał się wszystkiego domyślać? :043: )

No i nie wiedziałem, że to Anielka wszystko obmyśliła. Zuch dziewczyna!

Przez jakiś czas się zastanawiałem, czy Zegadło, znając cały misterny plan, nie powiedziałby jednak o nim komuś. Ale przypomniałem sobie, że on tym Asem „pojechał” nielegalnie, więc nie mógł puścić pary z ust, boby się wydało. Poza tym dzieła sztuki pewnie go mało obchodziły. Co innego gdyby ktoś chciał ukraść jakiś cenny samochód...

Masz talent, pisz dalej :564:
_________________

Nie chcę pani schlebiać, ale jest pani uosobieniem przygody. Gdy patrzę na panią łowiącą ryby, pływającą po jeziorze, nie wyobrażam sobie, aby istniała bardziej romantyczna dziewczyna.

"Wolność i władza mają tylko jedną wspólną cechę: nadużywanie."
Karol Bunsch

Moje fotoszopki
.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Reklama:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.

Zapoznaj się również z nasza Polityka Prywatnosci (z dn. 09.08.2019)

  
ROZUMIEM
Strona wygenerowana w 0,31 sekundy. Zapytań do SQL: 11