PanSamochodzik.net.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
"Dwa miecze"
Autor Wiadomość
Kynokephalos 
Moderator
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 93 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 6351
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2021-07-15, 00:49:04   "Dwa miecze"

Zamieszczona niżej refleksja Zbigniewa Nienackiego pojawiła się na łamach „Odgłosów” z ponad tygodniowym opóźnieniem w stosunku do wielkiej rocznicy. Jednak myślę, że będzie bardziej stosownie jeśli przypomnimy ją 15 lipca, czyli w dniu jubileuszu właściwego wydarzenia.

Tekst przeszedł chyba dość pośpieszną korektę, ale nie chcąc weń ingerować pozostawiłem literówki i niepewne miejsca tak jak wydrukowano je w tygodniku.


=======================================================================================
ZBIGNIEW NIENACKI

Dwa miecze
„Odgłosy”, nr 29/1960, 24 VII 1960, str. 2.



. . . Przeświętna księżno, znakomita a nam wielce miła Małżonko nasza — pisał król Jagiełło z pola bitwy po zwycięstwie odniesionym nad Zakonem — „Tedy we wtorek w święto Rozesłania Apostołów, mistrz krzyżacki z całą swoją potęgą do wojsk naszych się zbliżył, walkę z nami pragnąc rozpocząć, gdy my właśnie słuchaliśmy mszy świętej. Tej do końca pobożnie wysłuchawszy z całym wojskiem naszym, na pole bitwy weszliśmy, gdzie szyki sprawiwszy i rozmieściwszy, jęliśmy sposobić się do boju. Kiedy zaś jedni na drugich spoglądaliśmy, mistrz krzyżacki i marszałek przez swych heroldów nam i przeświętnemu książęciu panu Witoldowi, bratu naszemu najdroższemu, dwa miecze ślą ze słowami: „Wiedzcie królu i Witoldzie, że tej godziny bitwę z wami stoczymy, te zaś miecze wam ku pomocy w darze ofiarowujemy. Pozwólcie więc nam wybrać to właśnie miejsce na bitwy albo też sami wybierzcie”.

. . . Na co odrzekliśmy łagodnie: „Miecze któreście nam przysłali, przyjmujemy i w imię Chrystusa, co karki pysznych zgina, walczyć z Wami będziemy, lecz miejsca walki wskazać wam ani nie umiemy, ani nie chcemy...” Zaczym bez zwłoki wojska, jako się rzekło, mając już uszykowane, rozpoczęliśmy bój, w którym wśród niezliczonych ubitych, sami zaś bardzo nieznaczne mając straty, pomienionych wielkiego mistrza i marszałka, Schwartzburga i Elbląskiego i wielu innych komturów krzyżackich usiekliśmy innych do ucieczki zmusiliśmy i we własnej osobie ścigać zaczęli”...
*

. . . Oto najkrótsza i chyba najwierniejsza, bo spod pióra Jagiełły pochodząca, relacja o zwycięstwie Grunwaldzkim. Znamy tego króla z kart sporządzonych przez historyków, ze stronic literackich opisów, z malarskich wizji. Rysuje się nam ta sylwetka — raz, jako szczwanego przebiegłego, lecz w gruncie rzeczy dość prymitywnego barbarzyńcy, innym razem — jako bigota, który z gorliwością neofity, świeżo nawróconego poganina, gdy Witold sposobił wojska do walki, on drżąc ze strachu wysłuchiwał mszy za mszą. Innym znów razem — przedstawiono nam go jako wielkiego stratega, swym kunsztem wojskowym przewyższającego krzyżackich mistrzów wojny. Naprawdę zaś nie był chyba ani jednym, ani drugim, ani trzecim, lub odwrotnie — było w nim coś z każdej z narysowanych sylwetek.

. . . Nie można go nazwać barbarzyńcą — to pewne. Nie był bigotem, choć odznaczał się gorącą wiarą. Słuchał mszy za mszą nie dlatego, aby przełamać tchórzostwo, lecz aby powstrzymać wojska przedwczesnym i mogącym przynieść klęskę atakiem... Analiza bitwy dokonana przez współczesnych strategów dowodzi, że chyba odznaczał się wielkim kunsztem wojskowym, choć w czasie bitwy powstały groźne sytuacje, których nie przewidział ani on, ani jego rada wojenna.

. . . Ale kim by nie był ów Jagiełło — barbarzyńcą, bigotem czy geniuszem wojskowym — do zwycięstwa grunwaldzkiego by nie doszło, gdyby nie zjednoczenie się słowiańszczyzny, którego widownią stało się pole grunwaldzkie, gdyby nie ogromny udział mas ludowych, walczących z germańską nawałą. Henryk Sienkiewicz, któremu przy okazji grunwaldzkiego jubileuszu nie oszczędzono złośliwych szpileczek za błędy popełnione w „Krzyżakach” — w tym wypadku okazał niezwykłą intuicję. Wbrew współczesnym sobie historykom, dostrzegającym w grunwaldzkich zmaganiach tylko rycerstwo i szlachtę, wprowadził on na swe karty chłopską piechotę i kazał jej odegrać niezwykle ważną rolę. Nasze badania potwierdziły poważny udział chłopskiej piechoty polskiej i litewskiej. Chłopi zdobywali obóz krzyżacki i oni też brali udział w otoczeniu i likwidacji 16 chorągwi dowodzonych przez Wielkiego Mistrza. Z rąk chłopskich zresztą polegał Ulryk von Jungingen. Tę Sienkiewiczowską intuicję podkreśla wielki krytyk pisarza i wybitny znawca spraw „grunwaldzkich”, historyk prof. Stefan Kuczyński.

* * *

. . . Na początku XV wieku w Europie wschodniej nie było potęgi, która potrafiłaby się oprzeć krzyżackiej, wspaniałej organizacji wojskowej. Potęgą zdolną rozbić państwo krzyżackie nie była także i ówczesna Polska — to trzeba sobie powiedzieć otwarcie przy okazji grunwaldzkiego jubileuszu. Jeśli jednak doszło do rozbicia Krzyżaków i do zwycięstwa nad nimi, zadecydowały o tym wypadki na długo poprzedzające rok 1410. Pamiętają o tym stare kroniki, jak choćby „Kronika miasta Elbląga”:

. . . Była wielka bitwa między panem królem Polski i księciem Witoldem oraz ich sojusznikami z jednej strony, a naszym panem wielkim mistrzem i jego starszyzną z drugiej strony”.

. . . W 1410 roku, w bitwie z Krzyżakami, Polska nie pozostawała samotna. Stała przy niej Litwa i sojusznicy słowiańscy. Poprzednie krzyżackie zwycięstwa nie byłyby możliwe, gdyby nie ówczesne rozbicie i skłócenie na Litwie, w Polsce i na Rusi. Dość powiedzieć, że w okresie rządów ks. Olgierda Litwa ustępując pod nawałą krzyżacką rekompensowała sobie straty, rozciągając swoje wpływy na Rusi, na Smoleńszczyźnie, Siewierzu, Czernichowie, Podolu i Kijowie. „Połączenie Polski z Litwą — pisze M. Siuchniński w swym szkicu historycznym otwierającym wspaniały tom „Grunwald 550 lat chwały" — zadało śmiertelny cios planom zaborczym Zakonu Krzyżackiego. Krzyżacy przejęli ten fakt jako katastrofę polityczną”. W kilkanaście lat później nastąpiła ich katastrofa militarna.

. . . Kto szuka w historii lekcji i mądrych nauk — niech wyciąga wnioski. Kto szuka w historii analogii współczesnych, i w zdarzeniach 1945 roku widzi powtórzenie się Grunwaldu — niech pamięta, że drugi Grunwald był możliwy także dzięki zjednoczeniu się krajów słowiańskich, sojuszom i przymierzom.

. . . Wiele czynników sprawiło, że bitwa grunwaldzka, która rozbiła potęgę Zakonu Krzyżackiego, nie do końca skruszyła jednak ich silę. Zwycięstwo odniesione w grunwaldzkiej bitwie nie w pełni zostało wykorzystane. Panowie polscy nie kwapili się do zdobywania krzyżackich twierdz. Przede wszystkim jednak skutki grunwaldzkiego zwycięstwa starał się osłabić Kościół Rzymski. Na słynnym soborze w Konstancji głoszono o Polsce oszczerstwa, które nie spotkały się ze zdecydowaną odprawą Papieża Marcina V, nie nastąpiło roztrzygnięcie sporów polsko-krzyzackich. Rzym za wszelką cenę starał się uchronić potęgę zakonu, aby wykorzystać ją do walki z ruchem husyckim w Czechach.

. . . Z tej lekcji, historycznej również warto wyciągnąć wniosek. Kto szuka analogii historycznych w świecie współczesnym — ten podobną troskę o odrodzenie teutońskiej mocy odnajdzie w polityce Watykanu wobec adenauerowskich Niemiec.

* * *

. . . Grunwald obrósł już legendą, stał się częścią mitologii polskiej. A w każdym micie prawdą historyczną sąsiaduje z fantazją, z wyobraźnią. Przy okazji grunwaldzkiego jubileuszu unaoczniono ludziom wiele mitologicznych stron „Grunwaldu”, rozprawiono się z naiwnościami, sprostowano wiele fałszywych poglądów i relacji faktów historycznych. Legendy są piękne i warto, aby towarzyszyły nam w życiu pod warunkiem, że nie zastępują one prawdy historycznej. Piękna i ciekawa, wydana niedawno, książka Jana Kopczewskiego i Mateusza Siuchnińskiego „GRUNWALD 550 lat chwały” jest najdoskonalszym przewodnikiem poprzez krainę faktów historycznych i wertepów zdarzeń legendarnych. Uczy, co było w bitwie grunwaldzkiej prawdą, a co stało się legendą, lecz jednocześnie nie każe gardzić legendą. Bowiem „Grunwald” stał się symbolem i to nie tylko dla nas. Jest on symbolem i dla naszych przeciwników, dla tych, którzy gotowi są wskrzeszać tradycje teutońskiej ekspansji.

. . . Jeśli mówimy: „nie zapomnijmy Grunwaldu”, to słowa te powtarzają również nasi wrogowie. Oni także nie mogą i nie chcą zapomnieć Grunwaldu. W 504 lata po bitwie grunwaldzkiej Hindenburg spróbował na grunwaldzkich polach wziąść odwet za dawną klęskę krzyżacką. „Rosyjskim generałom Rennenkampfowi i Samsonowowi — jak pisze Wańkowicz — zabrakło opanowania Jagiełły. Uderzyli, gdy wlekły się za nimi zmęczone skwarem i wielodziennym marszem, pozbawione taborów, niekompletne wojska. Poległo 12 tys. Niemców, gdy Rosjan aż czterdzieści tysięcy”. Ale to była Rosja carska, pozbawiona sojuszników, szarpana ogromnymi sprzecznościami wewnętrznymi, w przedeniu Rewolucji. Hindenburg zbudował potem pod Stęborkiem ogromny pomnik-mauzoleum, który — jak sądził — przetrwa wraz z długoletnim panowaniem Rzeszy niemieckiej na Warmii i Mazurach. Nie przewidział, iż niewiele minie lat, a grunwaldzkie pola będą świadkami nowego zwycięstwa słowiańszczyzny, stanie tu pomnik naszej chwały.

. . . Tradycje grunwaldzkie nie są tylko naszym przywilejem. To nie przypadek sprawił, że kanclerz Adenauer przyodział się w płaszcz krzyżacki. Są siły na Zachodzie, które myślą o nowym odwecie, dla których sojusz państw Europy wschodniej jest tak, jak dla Krzyżaków — klęską polityczną. I znowu — podobnie jak kiedyś — jesteśmy świadkami ich prowokacji. Przyodziali się w płaszcze krzyżackie, czy zechcą również przysłać miecze?

* * *

. . . Interesującej lektury dostarcza praca Kopczewskiego i Siuchnińskiego. Książka ta — wydaje się — godzi zwaśnione obozy, biorące się za łby w związku z obrazem Jana Matejki. Dla jednych obraz ten to tylko „Największe płótno”, dla innych wyraz wielkiego geniuszu malarza. Przy okazji grunwaldzkiego jubileuszu wytyka się Matejce nieścisłości historyczne i kostiumowe, a nawet rzeczowe.

. . . Bo to przecież prawda, że „na obrazie Matejki na przykład, Książe Witold, zdaje się nie mieć pojęcia o konnej jeździe nie widzi, co się dzieje wokół niego, nie dostrzega wielkiego mistrza, a sam na wspinającym się koniu wypuściwszy cugle z ręki, leci gdzieś w dal przed siebie jak zaślepieniec. A wiadomo, że nie trzymamy za cugle koń, zwłaszcza w skoku, niechybnie musi paść, zaś lekkomyślny jeździec trzymający w ręku miecz i tarczę — z konia zlecić”.

. . . Ale z drugiej strony — tenże Witold, to jakgdyby „personifikacja Boga Wojny... postać tak pogłębiona w wyrazie że urasta do znaczenia wiecznego symbolu, postać jakiej nie spotykamy w analogicznych obrazach, nigdy i nigdzie, od Leonarda i Rubensa aż do Delacroix i batalistów francuskich XIX wieku” — pisze w obronie Grunwaldu M. Treter.

. . . Jest w książce Kopczewskiego i Siuchnińskiego list Jana Husa do Jagiełły o zwycięstwie grunwaldzkim, a w liście tym zdanie:

. . . „Gdzież są tedy owe dwa miecze nieprzyjaciół? Zaprawdę, tymi samymi zostali obaleni, którymi przestraszyć chcieli pokornego?”?

. . . I jest w książce tej fragment pięknego esseju Wańkowicza, który kończy się takimi zdaniami:

. . . „Był górą Winrych von Kniprode, a potem Bóg dał zwycięstwo Jagielle.
. . . Był górą Wielki Kurfurst, gdy Polskę ze Szwedami zwojował, przecież hetman Gosiewski go starł.
. . . Był górą Hindenburg, a przecież jego zwycięstwo uwieńczyło zmartwychwstanie Polski...
. . . ...26 stycznia 1945 roku Niemcy zostali wtłoczeni do Bałtyku. Legł pomnik buty w gruzy. Gdzie są miecze”?


. . . Gdzie są miecze?

. . . Zaprawdę, tymi samymi zostali obaleni, którymi przestraszyć chcieli pokornego.
________

. . . *) Wszystkie cytaty w tym artykule pochodzą z książki: „Grunwald 550 lat chwały” — J. Kopczewski i M. Siuchniński str. 390, PZWS 1960 r.

=======================================================================================
 
 
Seth_22 
Fanatyk Samochodzika


Pomógł: 4 razy
Dołączył: 17 Cze 2013
Posty: 1451
Skąd: Dolny Śląsk
Wysłany: 2021-07-15, 14:33:11   

Koszmarny tekst. Pełen nachalnej propagandy, polityki i stereotypów. Trudno zresztą go analizować bez odniesień do tamtej sytuacji politycznej, stosunków polsko-niemieckich, kwestii zachodniej granicy etc.
Pomijam kwestie rzeczowe dotyczące samej bitwy. Powiedzmy, że po części Nienackiego usprawiedliwia „stan badań”, przykładowo w ujęciu prof. Kuczyńskiego i jego „Wielkiej wojny…”
Czy warto w ogóle zawracać sobie głowę tym artykułem? Jeśli ktoś chce znać/poznać prawdę czasu, to tak.
PS Słusznie Kyno zauważyłeś, że korektor/a poległ/a.
_________________


Polemika z głupotą niepotrzebnie ją nobilituje.
Ostatnio zmieniony przez Seth_22 2021-07-15, 14:45, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Reklama:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.

Zapoznaj się również z nasza Polityka Prywatnosci (z dn. 09.08.2019)

  
ROZUMIEM
Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 12