PanSamochodzik.net.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Zbigniew Nowicki: Artykuł "Tajemnice grobów i kurhanów&
Autor Wiadomość
Bóbr Mniejszy 
Fanatyk Samochodzika



Pomógł: 11 razy
Wiek: 42
Dołączył: 26 Maj 2018
Posty: 2290
Skąd: Zduńska Wola/Georgetown
Wysłany: 2020-07-30, 21:22:07   Zbigniew Nowicki: Artykuł "Tajemnice grobów i kurhanów&

Cześć po małej przerwie! Parę innych spraw odciągnęło mnie od Was, ale za to w międzyczasie otrzymaliśmy pozwolenie na publikowanie na naszym forum również artykułów samego Z. Nowickiego, vel Nienackiego. Oto pierwszy z nich, z "Odgłosów".

"Odgłosy", nr 21, 1958 r., Zbigniew Nowicki.


Rozdział I

- Magiczny krąg. - Cmentarzysko. - Jęk. - "Kusk za zymno". - Kultura Słowian czy "Wandiliów" lub Bastarnów? - Ostgermanen i Ostdeutschland.


...Przyjechałem tam wieczorem. I może dlatego tak od razu przeniknął mnie ów przedziwny i trochę niesamowity nastrój starego cmentarzyska. Odtąd prawie przez dwa tygodnie towarzyszył mi on na stoku wzgórza nad jeziorem. Długie - pośród ogromnych, kamiennych „kręgów magicznych”, grobów pokrytych kamiennym nasypem, resztek szkieletów ludzkich przyozdobionych w bransolety i naszyjniki.

Przygotowano dla mnie malutki namiocik o kilka kroków od jeziora, na samym skraju niewielkiego obozowiska łódzkich archeologów. Gdy próbowałem zasnąć jak liszka wciśnięty w miękki kokon śpiwora - zbudziło mnie jak gdyby sapanie ogromnego miechu na jeziorze. Potem usłyszałem długi, przeciągły jęk od strony kurhanów. Ktoś krzyknął groźnie. Nastała cisza, kołysana jednostajnym pluskiem fal jeziora. Zasnąłem twardo, bez snów. Przydał mi się ten pokrzepiający wypoczynek przed dniami wypełnionymi cierpliwym deptaniem pięt wymykającej się wciąż tajemnicy.

...Dwie godziny wcześniej siedziałem w sopockiej kawiarni zdobnej w nowoczesne taszystowskie malunki. Autobus Gdańsk - Kartuzy - Bytów przeniósł mnie nagle jakby do zupełnie innej krainy. Jadący wraz ze mną ludzie rozmawiali w języku, który zdawał mi się być znajomy i bliski jak moja własna mowa, a przecież z początku trudno mi było zrozumieć choćby jedno słowo. Potrzebowałem pewnego czasu, aby nawyknąć do kaszubskiego dialektu i wiedzieć, że „tysek” to pies, „wągle” - to węgle, „gork” - garnek, „checz” - chata, „skorupczi” - skorupy, „syczira” - to siekiera, „reczi” - to raki, a „kusk za zymno” - znaczy „trochę za zimno”...

Już od Kartuz szosa mknie zakrętami po stromiznach wzgórz, widać całe piękno „Szwajcarii Kaszubskiej” - pagórki pokryte lasem lub wrzosowiskiem, w dole zaś kręte i długie jeziora związane niekiedy wąskimi przesmykami. Ziemia tu uboga, piasek, żwir i kamień. Duże połacie pól „odpoczywających”, widomy ślad trójpolówki. Trzeba mieć dużo tej jałowej ziemi, aby móc jako tako z niej wyżyć, gospodarować. Częściej niż duże wsie tak charakterystyczne np. dla naszego łowickiego - spotyka się tu małe sadyby złożone z dwóch lub trzech zagród. Ludzie żyją w odosobnieniu, nieustannie walcząc z nieżyczliwą przyrodą. Wydają się uczciwsi, szczersi, lepsi i szlachetniejsi niż w innych, znanych mi dzielnicach Polski.

Odmienny krajobraz, odmienny dialekt. Mimo szos i kolei żelaznych łączących wschodnie Pomorze z resztą Polski - widać tu wyraźnie odrębność tego regionu, jego własny koloryt i własny styl. Miało Pomorze ten styl własny i przed setkami lat; to on podniecał zaborcze apetyty szowinistów niemieckich, i - nie łudźmy się - podnieca je wciąż tak samo silnie.


Archeolodzy wyróżniają już w V okresie epoki brązowej, a więc na 900-700 lat przed naszą erą odrębny rozwój „grupy kaszubskiej” kultury łużyckiej, uznawanej ogólnie za prasłowiańską. Potem, w ciągu wczesnego okresu żelaznego (w tzw. okresie halsztackim), a więc 700-400 lat przed Chr. „grupa kaszubska” wyodrębnia się do tego stopnia, że otrzymują nazwę „kultury pomorskiej”, która zachowując swe zasadnicze podobieństwo do rdzennej macierzystej kultury łużyckiej, ma jednak swe własne indywidualne piętno. Ciekawą cechą wyróżniającą tę kulturę są między innymi tzw. „urny twarzowe”, urny z wyobrażonym naturalistycznie lub schematycznie portretem nieboszczyka. Pod koniec okresu halsztackiego archeolodzy zauważają silną ekspansję „kultury pomorskiej”, zalewającej Wielkopolskę, północny skrawek Dolnego Śląska, Kujawy, Ziemię Chełmińską oraz część Mazowsza. Trudno jednak dziś wyraźnie powiedzieć czy mamy w tym wypadku do czynienia z ekspansją idei, mody i stylu pomorskiego, czy też z najazdem mieszkańców Pomorza na sąsiednie plemiona prasłowiańskie.
Szowinistyczni niemieccy uczeni w ślad za ich czołowym teoretykiem Kossinną - przypisują „kulturę pomorską” nie Słowianom, lecz bliżej nieokreślonym germańskim „Wandiliom”, dostrzegają w ekspansji tej kultury na dalsze ziemie słowiańskie zwycięski najazd Germanów. Inni uczeni niemieccy - idąc za zdaniem Niederlego - skłonni byli identyfikować „kulturę pomorską” z Bastarnami. Trzeba było kapitalnych odkryć i polemik „ojca” polskiej archeologii - prof. Józefa Kostrzewskiego, a także łódzkiego archeologa, prof. Konrada Jażdżewskiego, aby obalić teorie niemieckie, wykazać słowiański charakter „kultury pomorskiej”.


O, to nie błaha sprawa, czy na Pomorzu mieszkali Ostgermanie czy też słowiańscy Wenedzi. Nie na próżno Hitler tyle pieniędzy łożył na badania archeologiczne, na przepiękne archeologiczne wydawnictwa. Za teorią o Ostgermanach na Pomorzu wkroczyły czołgi najeźdźców niemieckich w hitlerowskich mundurach, mapy archeologów zaznaczające na Pomorzu tereny zamieszkałe przez Ostgermanów posłużyły do nowych map, na których napisano „Ostdeutschland”, zaś ludność kaszubską hurtem uznano za Niemców. I dziś jeszcze nie wolno lekceważyć tej sprawy, skoro w 1953 roku w poważnym zachodnioniemieckim czasopiśmie "Saeculum", uczony Ernst Schwarz pisząc o pobycie drużyn gockich nad dolną Wisłą ani razu nie wspomina o Słowianach, używa ciągle terminu „Ostdeutschland” i „niemieckie wybrzeże Bałtyku”.
„Kością niezgody”, jak już wspomniałem, jest odrębność, lokalny koloryt kultury pomorskiej. Pomorzan dzieliły od reszty ich pobratymców potężne bagna warciańsko-noteckie oraz puszcza tucholska. Ta bariera powodowała wyodrębnianie się Pomorza z kręgu kulturowego zwanego łużyckim. Dzieliły bagna i puszcze, ale łączyły szlaki komunikacyjne, jakimi były rzeki Wisła i Odra. Z drugiej jednak strony - obecność morza, które nie było przeszkodą komunikacyjną, lecz przeciwnie - doskonałą drogą, „pontus”, jak pisali starożytni - ułatwiała Pomorzu kontakty ze Skandynawią i podawała je pod wpływy wysoko rozwiniętego przemysłu metalowego germańskiego, a raczej nordyjskiego.
Te wszystkie czynniki zadecydowały, że powstała na Pomorzu specyficzna kultura, słowiańska, lecz nosząca w sobie elementy nordyjskie.
Wpływy germańskie na Pomorze istniały i w wiekach późniejszych. Niemcy tępili wśród Kaszubów wszystko co słowiańskie, co polskie. Kaszub mówi dziś nie „tak”, lecz „jo” - niem. „ja”. Ale jakże podobnie brzmią choćby słowa roty w kaszubskim dialekcie: „Nie bandzie Niemiec pluł nam w gąbe”...


Rozdział II

Łódź ciągnie ku wodzie. - Zagadka kamiennych kręgów. - Niefortunne badania dr Lissauera. - Astronomiczna teoria mierniczego Stephana.


Żartując można by rzec: pozbawioną wody Łódź, nasz zadymiony kominogród - ciągnie ku wodzie. Łódzcy naukowcy od kilku lat prowadzą Stację Archeologiczną w Gdańsku, Rada Narodowa m. Łodzi próbuje przyłączyć do Łodzi Słupsk, mgr Jerzy Kmieciński, adiunkt Zakładu Archeologii Polski Uniwersytetu Łódzkiego, rokrocznie od trzech lat organizuje ekspedycję badawczą do Węsior w pow. Kartuzy na Pomorzu Wschodnim. Łódź ciągnie ku wodzie.
...Na dość stromym wzniesieniu morenowym, w sosnowym lasku obok jeziora Długie - rozpościera się cmentarzysko pełne zagadek i tajemnic. W lasku na wzgórzu - uderza w oczy widok sporych, regularnych kopców z kamienia obsypanego ziemią, z dużym, podłużnym głazem, tzw. stelą, na szczycie. To kurhany, kamienne grobowce.
W pobliżu kurhanów - „kręgi kamienne”. Na obwodzie koła o średnicy 14-20 metrów, ustawione są co 2,5-3 m głazy kamienne wysokie na metr albo półtora, podłużne i zwężające się ku górze. Pośrodku kręgu stoi jeden, a czasem trzy kamienie, stele; stela środkowa jest zawsze większa niż pozostałe.


O, umieją one strzec swej zagadki. Zabawnego figla wypłatały kręgi w Odrach, w pow. Chojnice w woj. bydgoskim - gdańskiemu archeologowi, dr Lissauerowi, który w 1874 roku spróbował posiąść ich tajemnice.
Zaintrygowany zagadką dr Lissauer zabrał się do rozkopania części środkowej szeregu kręgów, przy czym - jak zaznacza prof. Kostrzewski - nie obeszło się bez przewrócenia wielkiej części kamieni tworzących kręgi. Lissauer odkrył jamy grobowo-popielnicowe z kośćmi spalonymi. Jedna z popielnic zdobiona była głęboko rytymi kreskami, obok innej słabo wypalonej urny leżał podobno niewykończony grocik kamienny. Na fakcie znalezienia tego grocika oraz kilku innych zabytków z epoki kamienia, ale znalezionych już poza kręgami - oparł Lissauer przypuszczenie, że kręgi kamienne w Odrach pochodzą z młodszej epoki kamiennej, a więc 2 500 - 1 700 lat przed naszą erą.
I określenie to przyjęli bezkrytycznie wszyscy następni badacze od Hierschfelda aż do Kossinny i polskiego uczonego, Kozłowskiego.
W 1926 roku prof. Kostrzewski zbadał dokładnie kręgi kamienne w Odrach i jak pisze: „W poszukiwaniach naszych nie znaleźliśmy najmniejszego śladu zabytków z epoki kamiennej, natomiast bardzo liczne i częściowo bardzo piękne wykopaliska z okresu rzymskiego, a więc z 0-375 r. naszej ery”.
2 500 lat przed n. e., czy powiedzmy 150 lat n. e. - przyznajecie chyba, że to znowu nie taka mała różnica?
Ale na błędnej hipotezie oparł w 1914 r. swą „teorię astronomiczną” miernik rządowy p. Stephan z Poznania. Uznał on kręgi kamienne za zabytki o charakterze astronomicznym, wnioskując ze swego spostrzeżenia, że linie łączące kamienie środkowe kilku kół dają w przedłużeniu punkty na horyzoncie, w których wschodzi słońce w najkrótszym i najdłuższym dniu w roku (22 czerwca i 21 grudnia). Oddzielne kręgi uważał Stephan za rodzaj kalendarza prehistorycznego. Kombinacje Stephana zakładały zresztą dość skomplikowane obliczenia astronomiczne, które możliwe były np. w ówczesnym, kulturalnym Egipcie, gdzie wiedza o gwiazdach i ich ruchu była bardzo daleko posunięta - ale zupełnie obca prymitywnym ludom zamieszkującym Pomorze w epoce kamiennej.
Znamy już czas, w którym zbudowano kręgi kamienne. Powstały one w okresie tzw. rzymskim, w latach 0-375 n. ery. Któż jednak był ich budowniczym? Do jakich celów służyły?
Na 100 lat przed n. e. rozwija się w naszej praojczyźnie „kultura grobów jamowych”, będąca jakby pewnego rodzaju kontynuacją poprzedniej słowiańskiej kultury łużyckiej. W ramach „kultury grobów jamowych” na Pomorzu istnieje „grupa oksywska” tej kultury, posiadająca znowu swe lokalne, indywidualne piętno. Ludowi tej kultury i grupy nie znany jest jednak zwyczaj budowania kręgów kamiennych i kurhanów ze stelami. Nie wśród ówczesnych Pomorzan należy więc szukać twórców cmentarzyska w Węsiorach. Lecz gdzie?...


Rozdział III

Wewnątrz tajemniczego kręgu. - Szkielet na dnie kurhanu. - Kto cenił kobiety? - I znowu jęk...

Rozpoczęto w Węsiorach rozkopywanie kręgu kamiennego. Wewnątrz znaleziono dwie głębokie jamy symetrycznie rozmieszczone na średnicy koła; ziemia w nich była ciemnobrunatna, przepalona. Na całej wewnętrznej przestrzeni kręgu odkryto rozsiane gęsto drobne ułamki ceramiki, naczyń z II wieku n. e. Czyżby więc w owych kręgach odbywały się jakieś uroczystości? Zdają się o tym świadczyć ślady palonych ognisk i owe połamane naczynia (rozbijanie naczyń to bowiem często wyraz obrzędów religijnych).
...Zaczęto badać kurhan, dość duży, bo posiadający około 6 metrów średnicy. Pod warstwą ziemi ukazał się bruk kamienny, u podstawy zaznaczony kołem obwodowym z niedużych, 20-centymetrowych kamieni. Pod brukiem na głębokości 189 cm uwidocznił się zarys jamy grobowej. Ostrożnie, malutkimi szufelkami odrzucano ziemię z jamy... Wreszcie zobaczyliśmy szkielet słabo zachowany, tylko z wyraźniejszymi śladami kości długich nóg. W szczątkach substancji organicznej, prawdopodobnie resztkach tkaniny i kości - ozdoby kobiece. Ten wspaniały kurhan wzniesiony więc został nad zwłokami kobiety.
...Oto szpila wpięta ongiś we włosy. Na wysokości piersi trzy brązowe fibule czyli agrafy; dwie z nich rozmieszczone na ramionach kobiety przytrzymywały sznur naszyjnika, na który nanizane były dwa paciorki z krwawnika i piękny wisiorek srebrny z filigranem i granulacją. Trzecia fibula spinała szatę pośrodku piersi. Na palcu lewej ręki znajdował się pierścień z brązu z opaską srebrną. Na prawym przedramieniu tkwiły bransolety brązowe ze sztabki ośmiokątnej, z nieco zgrubiałymi końcami. W talii obejmował kobietę pas, z którego pozostała duża, żelazna sprzączka oraz zwisający nożyk umieszczony na jej lewym boku.
...W odkrytych dotąd w Węsiorach grobach męskich zauważono bardzo skąpe wyposażenie. Tylko groby kobiece są tu z reguły bogate w różnego rodzaju ozdoby. Jakiż to lud nad brzegami Bałtyku tak bardzo cenił kobiety, że groby ich wyposażał bogaciej niż mężczyzn, nad mogiłami kobiet sypał wspaniałe wielkie kurhany kamienne?


***

W nocy znowu usłyszałem groźny jęk od strony kurhanów. Nad ranem, poprzez cienką ścianę płótna namiotu, dobiegło mnie od strony jeziora jakby sapanie ogromnego miechu. Oto jeszcze jedna zagadka węsiorskiego cmentarzyska.


Na stoku wzgórza porośniętego lasem znajdują się nieduże kamienne pagórki, niekiedy zakończone podługowatym głazem. To kurhany kryjące zagadki i tajemnice - szkielety z pięknymi ozdobami z brązu. Kurhany te rozkopuje i bada ekspedycja archeologiczna Uniwersytetu Łódzkiego.


Kurhan został odkopany. Ukazały się dwie jamy grobowe. Trzeba narysować ich dokładny kształt, zanim przystąpi się do ich „eksplorowania”, ostrożnego wydobywana zawartości poszczególnych grobów.


Archeologów wyobrażamy sobie zazwyczaj jako roztargnionych, zdziwaczałych naukowców grzebiących się w dawno zamierzchłych czasach. To wyobrażenie nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Spójrzcie zresztą na zdjęcie: oto studentka Zakładu Archeologii, młoda i ładna dziewczyna.


Oto najwspanialsza chwila w życiu każdego archeologa. Ta chwila - a przeżył ją i autor niniejszego reportażu - opłaca sowicie wszystkie trudy. W jamie grobowej, między szczątkami kości kobiety pochowanej tu przed 1800 laty znalazła się piękna bransoletka z brązu. Jakiż wąski przegub ręki miała owa zmarła okryta kurhanem...


Archeologia kojarzy się wielu ludziom z kopaniem, ze zwałami wydobytej i przerzuconej ziemi. A przecież więcej niż kopania jest przecież w pracy archeologa... rysowania i misternego dłubania. Każdy kamyczek na kurhanie musi być dokładnie oczyszczony pędzelkiem i narysowany. a to praca żmudna, Mozoli się właśnie przy rysowania A. Dmochowski, student Zakładu Archeologii UŁ.

(cd. w następnym numerze)
_________________


"Szanowny Panie! Zawierając znajomość z Panem, nie przypuszczałem, iż jest Pan alkoholikiem i nudystą."
E. Niziurski, "Klub włóczykijów"
Ostatnio zmieniony przez Bóbr Mniejszy 2020-08-01, 01:08, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 47 razy
Wiek: 58
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 9804
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2020-07-30, 23:09:09   

No i możemy tu przeczytać wszystko to, co potem znalazło się w "Skarbie Atanaryka". Bez wątpienia jest to najbardziej erudycyjna z powieści poprzedzających. A chyba i z całego cyklu. Bardzo pięknie, Bobrze Mniejszy, że zadałeś sobie trud i zamieściłeś. Masz ode mnie "pomogła" :) .
_________________
Z 24
Ostatnio zmieniony przez Z24 2020-08-01, 10:41, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Bóbr Mniejszy 
Fanatyk Samochodzika



Pomógł: 11 razy
Wiek: 42
Dołączył: 26 Maj 2018
Posty: 2290
Skąd: Zduńska Wola/Georgetown
Wysłany: 2020-07-31, 00:23:30   

:564: ewentualnie \_/ \_/ :D
_________________


"Szanowny Panie! Zawierając znajomość z Panem, nie przypuszczałem, iż jest Pan alkoholikiem i nudystą."
E. Niziurski, "Klub włóczykijów"
 
 
Berta von S. 
Administratorka Wspomagająca
nienackofanka



Pomogła: 139 razy
Wiek: 49
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 31226
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2020-07-31, 01:41:47   

Wydawało mi się, że w książce Nienacki jakoś bardziej neutralnie podchodzi do tych słowiańsko-germańskich sporów.

Ale generalnie fajny klimat mają te artykuły. Dzięki za przypomnienie. :)
_________________
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 108 razy
Wiek: 54
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 43334
Skąd: Poznań
Wysłany: 2020-07-31, 08:54:54   

A ileż z tych wątków naukowych dziś interpretuje się zupełnie inaczej. Ale powojenne wymogi propagandowe wymagały postawienia tamy teoriom niemieckim...
_________________
Nasze forum na facebooku: ./redir/facebook.com/pansamochodzikforum
Nasza forumowa geościeżka keszerska: ./redir/pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?p=240911#240911

  
 
 
Berta von S. 
Administratorka Wspomagająca
nienackofanka



Pomogła: 139 razy
Wiek: 49
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 31226
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2020-07-31, 23:52:13   

Szara Sowa napisał/a:
A ileż z tych wątków naukowych dziś interpretuje się zupełnie inaczej. Ale powojenne wymogi propagandowe wymagały postawienia tamy teoriom niemieckim...

Rozumiem prawdę czasu i prawdę ekranu, tylko miałam wrażenie, że w Atanaryku bardziej dystansuje się do tych prosłowiańskich koncepcji niż w artykule.
_________________
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 47 razy
Wiek: 58
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 9804
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2020-08-01, 10:47:40   

Berta von S. napisał/a:
Wydawało mi się, że w książce Nienacki jakoś bardziej neutralnie podchodzi do tych słowiańsko-germańskich sporów.


Szara Sowa napisał/a:
A ileż z tych wątków naukowych dziś interpretuje się zupełnie inaczej. Ale powojenne wymogi propagandowe wymagały postawienia tamy teoriom niemieckim...


Berta von S. napisał/a:
Szara Sowa napisał/a:
A ileż z tych wątków naukowych dziś interpretuje się zupełnie inaczej. Ale powojenne wymogi propagandowe wymagały postawienia tamy teoriom niemieckim...

Rozumiem prawdę czasu i prawdę ekranu, tylko miałam wrażenie, że w Atanaryku bardziej dystansuje się do tych prosłowiańskich koncepcji niż w artykule.


:D Gratuluję właściwie ukierunkowanej czujności! ;-)

PS. Trzeba z uznaniem stwierdzić, że ZN wiedział jak ludzi zachęcić do przeżywania archeologii, nie mówiąc już o jej uprawianiu. Mam na myśli zdjęcie trzecie od góry... ;-)
_________________
Z 24
Ostatnio zmieniony przez Z24 2020-08-01, 11:36, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 91 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 6259
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2021-05-04, 11:07:11   

W porozumieniu z Bobrem przypominamy kolejne artykuły cyklu publikowanego w "Odgłosach", w którym dojrzewały zasadnicze naukowe tezy "Skarbu Atanaryka", a nawet pojawiło się kilka scenek rozwiniętych później w fabularnej warstwie powieści.

=======================================================================================
ZBIGNIEW NOWICKI

UPIORY WSTAJĄ Z GROBÓW *)

„Odgłosy”, nr 22/1958, 27.VII.1958

Nigdy nie wierzyłem w życie pozagrobowe — dlatego może świat starych grobów, cmentarzysk i kurhanów wyobrażałem sobie zawsze jako strefę bezwzględnej ciszy i spokoju. Odkąd jednak zacząłem interesować się archeologią i niekiedy zdarza mi się odwiedzać stare cmentarzyska — dochodzi mnie od nich zgiełk gniewnych głosów, widziałem jak z grobów powstają upiory, golowe rzucić się na nas żywych i zadławić aż do zupełnej zatraty...


ROZDZIAŁ IV

Węsiory czy Vallox-Säby? — Byli czy nie byli? Zwyciężyli czy zostali zwyciężeni? — „Upiory” — Co sądził Tacyt?

. . . Archeolodzy łódzcy już od trzech lat badają cmentarzysko w Węsiorach. Pod usypiskiem z kamieni odnaleziono w kurhanach groby szkieletowe ułożone w pozycji skurczonej lub wyprostowane, z głowami na północy. Groby kobiet były bogato wyposażone, męskie ubogie, w żadnym z grobów nie odnaleziono broni.

. . . Wyróżnia te groby brak ceramiki, naczyń glinianych, które spotyka się w mogiłach słowiańskich. W zamian za to, odnaleziono dużo przedmiotów z brązu, fibul czyli agraf, szpilek, esowate zapinki do naszyjników, srebrne wisiorki, bransolety, paciorki bursztynowe i szklane. Do jakiego ludu należy więc węsiorskie cmentarzysko?

. . . ... Mgr Kmieciński pokazał mi ilustracje w książce napisanej po szwedzku.
. . . — Ależ to fotografia cmentarzyska w Węsiorach — zawołałem.
. . . — Nie, redaktorze. To cmentarzysko w Vallox-Säby w południowej Skandynawii.

. . . Książka ta nosi tytuł „Dle Urheimat der Goten”, a napisał ją Eric Graf Oxenstierna. Reprodukowane tam zdjęcie cmentarzyska gockiego w Vallox-Säby jest identyczne ze zdjęciem, jakie robiliśmy w Węsiorach w pow. Kartuzy. Jakby i tu i tam ten sam sosnowy lasek, i rozrzucone w trawie podłużne głazy — stele kamienne tzw. „Bautastenar”, pokrywające groby. I tu i tam w grobach tych odnaleziono podobne fibule, naszyjniki. I tu i tam są kręgi kamienne. I tu i tam groby szkieletowe nie zawierają broni. Tylko, że takich cmentarzysk w południowej Skandynawii jest o wiele więcej niż u nas, i co ważniejsze, są one dawniejsze, starsze. Wniosek więc może być tylko jeden:
. . . Cmentarzysko w Węsiorach jest pozostałością po germańskim plemieniu Gotów, którzy na Pomorze przybyli ze Skandynawii. Kiedy to się stało?
. . . Archeolodzy szwedzcy notują na podstawie swych badań, że w początkach naszej ery prowincja Vöstergötland w południowej Skandynawii prawie zupełnie opróżnia się z ludności. Archeolodzy polscy zauważają, że w tym samym mniej więcej czasie u ujścia Wisły — na obszarze „grupy oksywskiej” słowiańskiej „kultury grobów jamowych” — zjawia się oryginalna i zupełnie tu dotąd nie znana kultura, która poza charakterystycznymi formami wyrobów metalowych wyróżnia się przede wszystkim zwyczajem grzebania zmarłych nie spalonych i niewkładaniem broni do grobów. Prawie każdy podręcznik archeologii zaznaczy w tym miejscu: „pojawienie się tej kultury wiązać trzeba z najazdem germańskiego plemienia „Gotów”. Innymi słowy — nasi słowiańscy protoplaści palili ciała swych nieboszczyków. Goci chowali nie spalonych. Goci przepłynęli morze i najechali Słowian — to po nich zostały groby szkieletowe. Grobów szkieletowych na Pomorzu pojawia się wiele, coraz więcej — a więc Goci najechawszy Słowian, pobili ich i sobie podporządkowali **).

. . . Taki pogląd dominuje w naszej nauce do tej pory. Pogląd wygodny dla wielu „stron”. Szowiniści niemieccy widzieli w nim jeszcze jeden powód germańskiej bitności i niezwyciężoności. Dla nich było oczywiste, że zjawiwszy się nad Wisłą bitni Germanie musieli podbić Słowian. Uczony Gogon Miller w swej pracy patronowanej przez hitlerowców pisał o „odkrywczych podróżach Gotów”, których gnała „przedsiębiorczość i żądza czynów (Tatendrang)”. Uczony niemiecki Schwarz jeszcze w 1953 r. ujście Wisły nazywa „bazą wypadową” przedsiębiorczych Germanów i umieszcza tu przed najazdem Gotów germańskich Wandalów, Burgundów, Rugiów, zapominając o drobnostce, o Słowianach...

. . . Oto teoria-upiór, która powstała z mogił, aby rzucić się na nas żywych. Takie „teorie” wspierano zagonami czołgów, drutami obozów koncentracyjnych, piecami krematoriów.

. . . A polscy uczeni? Ci uzasadniając obecność Słowian na Pomorzu zgadzali się jednak na tezę o podbiciu Słowian przez Gotów, A „nie byłoby to możliwe — jak pisał wybitny historyk K. Tymieniecki — gdyby nie panowanie w umysłach nienaukowej teorii o wiecznej niewoli Słowian i stałej ich niższości wobec Germanów. Teoria ta szerzyła się zarówno wśród Niemców, jak i Słowian, a tylko uczuciowe zabarwienie przyjmowała odmienne w każdym wypadku”. W tej samej jednak pracy, ale nieco dalej K. Tymieniecki udowadnia, że na Pomorzu Gotów... w ogóle nigdy nie było.

. . . Ot, i kłopot z Gotami. Byli czy nie byli? A jeśli byli — to czy jako zwycięzcy czy jako zwyciężeni?

. . . K. Ptolomeusz, geograf aleksandryjski z II w. n.e. umiejscawia nad Morzem Bałtyckim słowiańskich Wenedów, Zatokę Gdańską nazywa Wenedzką — a przecież tyczy to czasów, gdy wedle nauki nad Bałtykiem panować winni Goci? Poprawiono więc Ptolemeusza. I nawet wielki nasz archeolog, który całe swe życie poświęcił walce z niemieckimi teoriami i ma na tym polu nieocenione wprost zasługi, napisał: „Trzeba oczywiście przyjąć, że informacja ta (chodzi o Ptolomeusza — przypisek ZN) odnosi się do czasów przed najazdem Gotów, kiedy Wenedzi wiedli żywot niepodległy, a więc do ostatniego wieku przed Chrystusem”. Ale jednak Ptolomeusz pisał w prawie dwieście lat później? Czyżby rzeczywiście był aż tak nieskrupulatny?


Wisiorek srebrny z kurhanu w Węsiorach

. . . ... Nauka idzie wciąż naprzód. Jeszcze przed wojną badania K. Stojanowskiego zachwiały tezę, że groby szkieletowe na Pomorzu w pierwszych wiekach naszej ery — to groby najeźdźców gockich. Okazało się bowiem, że groby szkieletowe znane są na Pomorzu jeszcze przed najazdem Gotów. Poza tym badania wykazały, że czaszki pomorskie mają skład środkowoeuropejski, a nie germański, jaki powinny mieć czaszki gockie.

. . . Może więc rację ma historyk Tymieniecki twierdząc, że Gotów na Pomorzu w ogóle nie było? A może należy przyjąć twierdzenie J. Kostrzewskiego: „... Ponieważ jednak archeologiczne dowody przemawiają za skandynawskim pochodzeniem części ludności pomorskiej w pierwszych wiekach n.e. należy chyba przyjąć, że tylko część ludności grzebiącej zmarłych nie spalonych reprezentuje przybyszów ze Skandynawii i że ilość najeźdźców była zbyt mała, żeby zaważyć na składzie rasowym ludności pomorskiej”.

. . . Ilość najeźdźców była więc mała. Stanęła wobec potężnego, jak wiemy, słowiańskiego ludu Wenedów. Na jakiej podstawie przyjęto tezę, że ta mała garstka zawojowała potężny lud Wenedów?


Fibula brązowa

. . . Oczywiście teza taka ma uzasadnienie tylko w naszych chyba fałszywych wyobrażeniach o Słowianach, jako o potulnych barankach zawsze dostających „łupnia” od Germanów, Słowianach, którzy grali na gęślach i nie wiedzieli co to broń i walka. Nie zgodziłby się z nami historyk rzymski Tacyt z II w. który tak się przejął bitnością słowiańskich Wenedów, że wahał się czy zalidzyć [tak w tekście - K.] ich do Germanów, czy też Sarmatów: I pisał:
. . . „Wenedowie ... w swych wyprawach łupieskich przebiegają wszystkie lasy i góry ... Budują stałe domy, noszą tarcze, lubują się w pieszych marszach i chyżości...”

. . . Mała garstka Gotów, która na początku naszej ery przez Bałtyk przybyła nad dolną Wisłę, stanęła wobec potężnego ludu słowiańskich Wenedów, którzy nosili broń i tarcze, lubowali się w pieszych marszach i chyżości, czynili wyprawy łupieskie. Wątpliwe jest, czy takich Wenedów, jakich przedstawia nam Tacyt, byli Goci w stanie zawojować.

. . . A może stało się inaczej? Może to Wenedzi podbili i pochłonęli Gotów? I dlatego ślady ich pobytu u nas sa tak słabo uchwytne, pomieszane z elementem słowiańskim, zagubione w żywiole Wenedów?

* * *

. . . Ukryte w ziemi stare groby, kamienne kurhany — a ileż zagadek kryją. Słyszeliście ten zalatujący od nich zgiełk polemik naukowych, widzieliście teorie - upiory, które powstają z mogił na zatraty nas żywych.
. . . ...W Węsiorach oglądałem kurhan zniszczony w 1945 r. To tu umocnili stanowisko karabinów maszynowych hitlerowscy żołdacy broniący się przed nadciągającą ofensywą radzieckich i polskich oddziałów. Hitlerowscy uczeni nie wiedzieli, że Węsiory, to pragermańskie cmentarzysko. Jakże łatwo byłoby wmówić hitlerowskim żołdakom, że broniąc Pomorza — bronią ojczystej ziemi, mogił i kurhanów germańskich. Dlatego to nie błaha sprawa wyjaśnić, skąd wzięły się na naszej ziemi cmentarzyska germańskie, w jakich warunkach i na jakich zasadach przebywały tu germańskie plemiona, a wśród nich i Goci.

(dokończenie za tydzień)

ZBIGNIEW NOWICKI

--------
*) Patrz reportaż w ubiegłym tygodniu pt. „Tajemnice grobów i kurhanów“.
**) Okazuje się zresztą, że i Goci stosowali obrządek pogrzebowy mieszany, także palili ciała zmarłych.


Oto przedmioty znalezione w grobach gockich w południowej Skandynawii.
Porównajcie je z załączonymi w tekście przedmiotami znalezionymi w Polsce.


=======================================================================================

Na forum - dokończenie również wkrótce. Od siebie dodam dwie techniczne uwagi:

• Nie znalazłem informacji na temat uczonego o personaliach „Gogon Miller”. Być może chodzi o Georga Müllera-Kualesa (1905-1945), członka NSDAP, pracownika Institut für Vorgeschichte und germanische Frühgeschichte, autora prac o Gotach. Podpisywał się on niekiedy imieniem "Gogo".
• Do artykułu wkradła się literówka: kraina pochodzenia Gotów nazywa się „Västergötland”.

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...
Zwycięzca rywalizacji rowerowej w 2019 r.

 
 
Bóbr Mniejszy 
Fanatyk Samochodzika



Pomógł: 11 razy
Wiek: 42
Dołączył: 26 Maj 2018
Posty: 2290
Skąd: Zduńska Wola/Georgetown
Wysłany: 2021-05-04, 15:01:16   

Dzięki Kyno za uzupełnienie! "Pomógł" leci.
_________________


"Szanowny Panie! Zawierając znajomość z Panem, nie przypuszczałem, iż jest Pan alkoholikiem i nudystą."
E. Niziurski, "Klub włóczykijów"
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 91 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 6259
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2021-05-07, 08:06:56   

A oto część trzecia, w której amatorzy "Skarbu Atanaryka" odnajdą chyba najwięcej śladów prowadzących do tej powieści:

=======================================================================================


ZBIGNIEW NOWICKI

PRZYCZYNEK DO PRA-WSPÓŁISTNIENIA

„Odgłosy”, nr 23/1958, 3.VIII.1958

. . . Obozowisko łódzkiej ekspedycji wykopaliskowej w Węsiorach składa się z czterech małych i jednego dużego namiotu. Ekspedycja liczy oprócz kierownika jeszcze sześć studentek i studentów, kucharza oraz szesnastu robotników, Kaszubów. Niektórzy z nich, zatrudnieni już trzeci sezon wykopaliskowy — stali się swego rodzaju „fachowcami”. Ale największym archeologiem wśród „amatorów” — jest chyba kucharz, p. Wilk. Jego droga do archeologii — to temat naprawdę pasjonującej powieści.

. . . Wilk ma już prawie 70 lat, siwą głowę i ujmująco szczerą twarz. Chłop z łowickiego, podczas pierwszej wojny światowej jako żołnierz carskiej armii dostał się do niewoli niemieckiej i zatrudniony został przymusowo w Elblągu. Tu przypadkiem pracować zaczął przy prowadzonych przez Niemców wykopaliskach archeologicznych, okazał się inteligentniejszy i bardziej pojętny od innych — zaproponowano mu stałą pracę przy badaniach archeologicznych, a potem w elbląskim Muzeum. Pozostał więc w Elblągu, zdaje się założył rodzinę — nie lubi o tym opowiadać. Wojna zniszczyła mu wszystko, co miał i co kochał. Pozostał sam, z całego swego dobytku ratując żeliwną „wafelnicę” do robienia ciastek. Objuczony tą wafelnicą powędrował pieszo w rodzinne strony, przypadkiem wdepnął do muzeum łódzkiego — prof. Jażdżewski zaproponował mu zajęcie. Jest Wilk jednym z najlepszych preparatorów zabytków w łódzkim Muzeum, a latem kucharzem ekspedycji archeologicznych. Godzinami można słuchać jego wspomnień z przeróżnych wypraw naukowych niemieckich i polskich. Piękna, wspaniała postać — jakże troszczy się o każdego studenta, czy zjadł, czy nie jest głodny.

. . . Niekiedy opadają go wspomnienia. Wówczas staje się smutny, ponury, trzęsąc siwą głową mówi: „Wojna trzy razy niszczyła mi wszystko. Za stary jestem żeby zacząć żyć od nowa...” W takich chwilach nawet archeologia nie znajduje w jego oczach uznania: „Po co ruszać tych biednych nieboszczyków?”...

. . . A jakże ich nie ruszać, jakże nie rozkopywać tych kurhanów, skoro odsłaniają tak frapujące tajemnice?

R . o..z..d..z .i..a..ł V
Piękna Amalasunta — „Gothiscandza” i „Gepedoios”. — Czy Goci byli „herrenvolkiem”? — Koegzystencja, czy zależność?

. . . W 214 roku cesarz rzymski Carakalla zetknął się z watahami germańskiego plemienia Gotów przybyłych nad Morze Czarne i Dunaj — „i gdy on ciągnął na wschód, w naprędce rozegranych bitwach Gotów zwyciężał”, jak zapisano w źródłach rzymskich. Ojczyzną Gotów była jednak południowa Skandynawia. Jakże się to stało, że nagle znaleźli się oni nad Morzem Czarnym? Którędy tam dotarli i kiedy wywędrowali ze swej ojczyzny? — oto pytania, które od dawna trapią wielu uczonych na całym świecie. Bo Goci to nie jakieś tam jedno z wielu licznych germańskich plemion. To lud, który „w późniejszych latach zrobił zawrotną karierę polityczną w Europie”, jak to określił nasz wybitny historyk K. Tymieniecki.

. . . Nad Morzem Czarnym zbudowali Goci potężne państwo Ostrogotów i Wizygotów, pod wodzą Alaryka złupili Ateny, Korynt, Rzym, pod wodzą Teodoryka Wielkiego opanowali Italię. Napisano o nich wiele książek, że wspomnę tu niedawno u nas wydaną powieść Hanny Malewskiej „Tak mija postać świata”. Pisarzy intrygowały historie o królowej gockiej, przepięknej Amalasuncie i jej zdegenerowanym synu Atalaryku, o jej krewnym i współkrólu Teodohadie, o mądrym Kassjodorze, ministrze ostrogockiego króla Teodoryka. Tenże Kassjodor w latach 526—533 na rozkaz swego władcy napisał „Historie Gotów”, niestety — jak mówią historycy — „zachowana tylko w nędznym wyciągu”, sporządzonym w 551 roku przez Jordanesa, mnicha i Gota z pochodzenia, który gdy Ostrogoci zeszli z areny politycznej świata, zapragnął pamięć o nich ocalić na kartkach swej książki, noszącej tytuł: „De origine actibusque Gotarum”.

. . . . . . ... W swej „Historii Gotów” opowiada Jordanes w legendarnej formie, że pod wodzą króla Bericha przybyli Goci ze Skandynawii drogą morską na trzech okrętach i wylądowali na wybrzeżu, które nazwane przez nich zostało „Gothiscandza“. A było to ni mniej ni więcej tylko nasze wybrzeże Bałtyku. Jak pisze Jordanes — „na wyspie, którą tworzy delta Wisły osiadł szczep gocki Gepidów i nazwał ją Gepedoios”. Stało się to chyba gdzieś na początku naszej ery, a w każdym razie na krótko przed jej początkiem.

. . . Kogo napotkali Goci u ujścia Wisły i jak się potoczyły ich dalsze koleje? Pisałem już w poprzednich artykułach („Tajemnice grobów i kurhanów”, „Upiory wstają z grobów”) o kilku istniejących na ten temat teoriach. Jedna z nich głosi, że Goci najechawszy ujście Wisły podbili zamieszkujących Pomorze Słowian-Wenetów.

. . . Ale już historyk K. Tymieniecki każe powątpiewać o tej tradycyjnej zresztą teorii pisząc:
. . . Nasuwa się jednak pytanie, czy Goci, będący jeszcze niemal w politycznych „pieluszkach”, mogli w I lub II wieku n. e. myśleć o roli pewnego rodzaju „herrenvolku” na niezmierzonych obszarach słowiańskiego wschodu? Sytuacja ogólna tych ludów wcale nie zachęca do popierania tak bardzo ryzykownej hipotezy, tym bardziej, że tychże Wenedów z I w. tenże wielokrotnie cytowany Tacyt charakteryzował wprost w swym słynnym 46 rozdziale „Germanii”, ja ko ludy wojownicze i niespokojne”.

. . . Również i Ptolomeusz, geograf z II w. umieszcza nad Bałtykiem „potężny lud Wenetów”. Gotów zaś nad Wisłą charakteryzuje jako lud mały. W jaki więc sposób ten mały lud Gotów, stanąwszy wobec potężnego ludu słowiańskich Wenetów wojowniczych i niespokojnych, mógł ich zwyciężyć i sobie podporządkować?

. . . Archeolog łódzki mgr Jerzy Kmieciński, który od trzech lat bada cmentarzysko gockie w Węsiorach, a od dłuższego czasu interesuje się „sprawą gocką”, posiada już szereg przekonywających, moim zdaniem, dowodów dla przedstawienia zupełnie nowej, a i bardzo odważnej hipotezy.

. . . Goci, którzy najechali dolną Wisłę, wdali się z Wenetami w długą i wyczerpującą obydwie strony walkę. Jaki był jej wynik? Trudno odpowiedzieć. W gruncie rzeczy nie ma żadnych zdecydowanych danych, aby orzec stanowczo, która ze stron okazała się zwycięską. Być może żadna, być może jednak zwyciężyli Słowianie, podporządkowując sobie Gotów w łagodnych przecież formach patriarchalnego niewolnictwa.

. . . Zapewne do tego faktu odnosi się zdanie z Tacytowej „Germanii”: Mieszkający za Lugiami Gotonowie rządzeni są przez królów, i t..o j..u..ż n..i..e..c..o s..u..r..o..w..i..e..j niż reszta ludów germańskich...”.

. . . Czy ta forma „surowości” nie wynika z faktu podporządkowania Gotów Słowianom?...

. . . Nie zostali zwycięzcami Goci, bo nie potrafili oni narzucić Słowianom swoich obrządków i swej kultury, przeciwnie — to obrządki Gotów zdają się rozpływać w żywiole słowiańskim. Jedno jest pewne: trwały walki i to bardzo wyczerpujące, co wyraża się w pewnego rodzaju upadku kulturalnym, zarówno przybyłych Gotów, jak i Wenetów. Świadczą o tym fakcie również i dane cyfrowe.

. . . Najeźdźcy goccy przybyli z prowincji szwedzkiej Vöstergötland, która w owym czasie prawie całkowicie opróżniła się z ludności. Tymczasem archeologowie zauważają, że na Pomorzu, dokąd przybyli Goci — ludności nie tylko nic przybywa, ale przeciwnie, śladów z osadnictwa jest coraz mniej. O ile z okresu przed najazdem Gotów znanych jest archeologom 118 tzw. „stanowisk”, to z okresu po przybyciu Gotów — tylko 81 stanowisk. Spora część ludności prawdopodobnie wyniszczyła się w długich i ciężkich walkach.

. . . Ilość stanowisk archeologicznych wzrasta natomiast w okresie środkowo-rzymskim — jest ich aż 206. Otóż w tym czasie, gdzieś w połowie II wieku n. e. wydaje się, że przybywa na Pomorze nowa fala Gotów. Tym razem przypływają oni z prowincji Östergötland i z wysp Öland i Götland. Osiedlają się oni na Pomorzu, jak by na nowych i raczej pokojowych warunkach. Jak pisze mgr Jerzy Kmiecińskl w jednym ze swych artykułów:
. . . Trudno powiedzieć w jaki sposób układało się współżycie dwóch grup etnicznych w tym drugim rozdziale epopei gockiej na południowym wybrzeżu Bałtyku... Goci nie byli w sytuacji specjalnie korzystnej. Świadczyć o tym może fakt, iż cmentarzyska kurhanowe ze stelami, które uznać można za prawie wyłącznie gockie — r..o..z..ł..o..ż..o..n..e s..ą p..r..z..e..w..a..ż..n..i..e n..a g..l..e..b..a..c..h z..ł..y..c..h, terenach żwirowatej moreny czołowej i sandrach, w przeciwieństwie do urodzajnych połaci kraju (np. wschodni brzeg dolnej Wisły), zajętych przez żywioł słowiański. Ciekawy jest także fakt, że tereny, na których najczęściej spotyka się cmentarzyska ze stelami, były w okresie lateńskim i wczesno-rzymskim w zasadzie anekumeną. (Były niezamieszkałe — przyp. Z. N.). Wydaje się, że stosunki między Gotami i Słowianami w środkowym okresie rzymskim na Pomorzu Wschodnim p..r..z..y..p..o..m..i..n..a..ć b..ę..d..ą r..a..c..z..e..j k..o..e..g..z..y..s..t..e..n..c..j..ę n..i..ż z..a..l..e..ż.n..o..ś..ć.”.

. . . Innymi słowy: na ziemiach najżyźniejszych, w takich powiatach jak Chełmno, Kwidzyń, Malbork, Sztum — w sposób nieprzerwany zamieszkują Słowianie. Obok nich jednak na glebach ubogich lub niezamieszkałych osiedlają się Goci przybyli z Östergötland. Nie są oni chyba zwycięzcami skoro wolą zadowolić się gorszym, uboższym?
. . . Z tego też czasu odnaleziono baniaste naczynia dwu lub trzyuszne z wygładzonymi trójkątami na chropawym brzuścu. Stanowią one jak by skrzyżowanie dwóch elementów kulturowych — miejscowego (słowiańskiego) i gockiego. Podobne „krzyżówki” możliwe są raczej wówczas, gdy dwa różne ludy pozostają w stosunkach pokojowych.
. . . ... Z tego samego okresu pochodzi cmentarzysko gockie ze stelami i kurhanami w Węsiorach, gdzie przebywa łódzka ekspedycja wykopaliskowa.

R . o..z..d..z .i..a..ł V..I
„Dmarringarna” i „Thingi” — jak wyglądali Goci? — Uczmy się od nich stosunku do kobiet!

. . . Spójrzcie uważnie na to długie zdjęcie. Przedstawia ono fragment węsiorskiego cmentarzyska. Widać połówkę „kamiennego kręgu” ułożonego z głazów, a poza kręgiem „stele” — długie głazy pokrywające groby. Z prawej strony uwidacznia się kurhan ze stelą. Popracujmy wyobraźnią, spróbujmy ożywić to stare cmentarzysko.

. . . Te „kamienne kręgi” nazywa się w Szwecji „Dmarringarna” czyli kręgami sędziowskimi. W starożytności, a także we wczesnym średniowieczu znany był u ludów germańskich, a zwłaszcza Gotów zwyczaj dokonywania zgromadzeń rodowych lub plemiennych, zwoływanych co pewien określony czas celem odbycia sądu tzw. „Thingi”. W tym oto kamiennym kole prawdopodobnie zasiadała rada sędziowska, zaś braci rodowej nie wolno było przekraczać granicy zaznaczonej kamieniami. Uchwały rady sędziowskiej poparte były autorytetem zmarłych, których pochowano obok kręgu lub zewnątrz kręgu, bo i takie wypadki są znane archeologom. Być może także w owych kręgach odbywały się i obrzędy religijne związane z rozpowszechnionym wśród germanów kultem przodków, o czym świadczą znajdowane wewnątrz kręgów fragmenty, prawdopodobnie rytualnie rozbitych naczyń.

. . . Wywędrowali Goci ze Skandynawii, wypędzeni być może przeludnieniem i nieurodzajem, ubogą skalistą ziemią. Przebywali na Pomorzu Wschodnim chyba niewiele ponad 200 lat i to w dwóch fazach. Cmentarzysko w Węsiorach, jak stwierdza się na podstawie wyposażenia grobów, powstało w połowie II wieku i trwało około 70 lat. Na początku III wieku przestano tu chować zmarłych w grobach ze stelami. W 214 roku spotkał Gotów cesarz Carakalla — daleko od Węsior i Pomorza Wschodniego — nad Morzem Czarnym, nad Dunajem. Wygnały ich stąd chciwość, żądza dostatku i bogactw, napływające wiadomości o leżących daleko na południu bogatych, żyznych krainach. Załadowali na wozy cały swój dobytek, dzieci i żony i osłaniając je zastępami zbrojnych — wyruszyli pod wodzą króla Filimera, syna Gandaryka, kierując się ku ziemi zwanej Oium, co oznacza kraj podmokły, zapewne błota poleskie. Przedostawszy się przez bagna i pokonawszy Spalów dotarli nad Morze Czarne, gdzie zaczął się nowy, wspaniały rozdział ich epopei.

* * *

. . . ...Obudziłem się zlany potem, z gardłem ściśniętym strachem. Na płótnie namiotu delikatnie szemrał rzadki deszcz. Gdzieś od kurhanów, od cmentarzyska dochodził mnie głuchy jęk. Wyobraźnia pobudzona nie zakończonym jeszcze snem, przywoływała obrazy jakiegoś straszliwego sądu, odbywające się w kamiennym kręgu wśród kurhanów. Wydało mi się, że wyraźnie widzę owego germańskiego boga Tiusa, jednorękiego męża, trzymającego miecz, którym zwalcza siły ciemności; obok byl jednooki Wodan lub Odyn, bóg powietrza i wiatru. Przewodził wędrującym w powietrzu duchom zmarłych, prowadząc je do Walhalii, raju w niedostępnych jaskiniach górskich. Głuchy jęk kojarzył się w wyobraźni z tętentem pędzących Walkirii...

. . . Wyszedłem z namiotu. I... zrozumiałem. To stary Wilk przeżywał w śnie jakieś swe ciężkie wspomnienia, pojękując w swym namiocie. Rankiem, gdy biegłem nad jezioro, aby się umyć, spłoszyłem dwa dzikie białe łabędzie. Ich ciężkie skrzydła przecinały powietrze ze świstem jak wielki miech.

=======================================================================================

To już ostatni artykuł z cyklu o gockich śladach w Węsiorach.

Zauważyłem parę literówek:

• Powieść Hanny Malewskiej, wydana w 1954 roku, nosi tytuł „Przemija postać świata” a nie „Tak mija postać świata”; tytuł w błędnej formie dostał się później do maszynopisu „Skarbu Atanaryka”, co kiedyś zauważył John Dee (https://pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?t=4004&start=5).
• Łacińska kronika Jordanesa ma tytuł „De origine actibusque Getarum”; ten błąd Nienacki zauważył i poprawił w trakcie pracy nad „Skarbem Atanaryka” (https://pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?t=4004&start=1).
• Imię współwładcy Amalasunty brzmi „Teodahad”.
• Legendarny gocki król z czasów gdy opuszczali Skandynawię jest znany pod imieniem „Berig”, chociaż tutaj nie wykluczam, że ktoś zapisywał jego imię tak jak Nienacki w artykule: „Berich”.
• Imię ojca króla Filimera zazwyczaj przekazuje się jako „Gadaryk” lub „Gadarik”.
• Kraina pochodzenia Gotów nazywa się „Västergötland”, zaś wspomniana później wyspa: „Gotland”.
• Poprawna nazwa pomorskiego miasta powiatowego to „Kwidzyn”.
• Kręgi sędziów to po szwedzku "Domarringarna".
• „Walhalla”, nie „Walhalia”.


Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...
Zwycięzca rywalizacji rowerowej w 2019 r.

 
 
Berta von S. 
Administratorka Wspomagająca
nienackofanka



Pomogła: 139 razy
Wiek: 49
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 31226
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2021-05-07, 11:48:27   

Kurcze, naprawdę potrafił Nienacki obrazowo pisać. Podejrzewam, że niejeden czytelnik „Odgłosów” po tych artykułach zainteresował się archeologią. I klimat obozowiska czuć i polemika na temat gotów przystępnie przedstawiona – niby artykuł popularnonaukowy, a czyta się jak powieść.

Rzeczywiście powtarzają się powieściowe wątki. A te wytłuszczone to fragmenty tekstu , które są identyczne?

Pomogła klikam i dzięki, Kyno, bo tylko tę pierwszą część kojarzyłam. No i kawał roboty żeś odwalił ze sprawdzaniem pisowni, szukaniem cytowanych postaci i.t.p.
:564:
_________________
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 108 razy
Wiek: 54
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 43334
Skąd: Poznań
Wysłany: 2021-05-07, 11:57:38   

Kyno, a technicznie jak sobie poradziłeś? Ręcznie to wklepywałeś czy masz tak dobry skaner? :)
_________________
Nasze forum na facebooku: ./redir/facebook.com/pansamochodzikforum
Nasza forumowa geościeżka keszerska: ./redir/pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?p=240911#240911

 
 
Kynokephalos 
Moderator
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 91 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 6259
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2021-05-07, 16:07:34   

Berta von S. napisał/a:
A te wytłuszczone to fragmenty tekstu, które są identyczne?

Starałem się, w miarę możliwości, jak najwierniej oddać wygląd arykułu w "Odgłosach" - z tym samym podziałem na akapity i z użyciem w tych samych miejscach wytłuszczenia, pochylenia, podkreślenia, rozstrzelonego druku i dużej czcionki. Te fragmenty zostały wyróżnione przez autora.

Szara Sowa napisał/a:
Ręcznie to wklepywałeś czy masz tak dobry skaner?

Hybrydowo.

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...
Zwycięzca rywalizacji rowerowej w 2019 r.

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Reklama:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.

Zapoznaj się również z nasza Polityka Prywatnosci (z dn. 09.08.2019)

  
ROZUMIEM
Strona wygenerowana w 0,44 sekundy. Zapytań do SQL: 13