PanSamochodzik.net.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Przesunięty przez: Czesio1
2012-10-02, 21:35
Święty relikwiarz (Uroczysko) - opinie
Autor Wiadomość
Kynokephalos 
Moderator
Członek Kapituły Samochodzikowej Książki Roku



Pomógł: 127 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 6604
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2021-01-07, 05:41:43   

Z24 napisał/a:
gdzieś u Szekspira jeden bohaterów chciał wymordować wszystkich prawników. Czy ktoś ewentualnie wie do jakiej sztuki i jakiej postaci to była aluzja? :)

Niejaki Dick rzeźnik, jeden z przybocznych przywódcy rebelii Jacka Cade'a (postaci historycznej).

W Henryku VI, części drugiej, akcie IV, scenie II sztab Jacka Cade'a planuje "reformy" jakich dokona po zdobyciu władzy. A więc państwo będzie wspólną własnością bo wszyscy w zgodzie i braterstwie będą czcić Jacka Cade'a, wszystko będzie kilka razy tańsze niż dotychczas lub rozdawane zupełnie bezpłatnie, picie słabego piwa będzie zakazane itp. W tej atmosferze Dick rzeźnik podpowiada na początek zabicie wszystkich prawników, czemu Cade przyklaskuje.

Cała ta drużyna jest przedstawiona jako banda prostaków żądnych władzy i bogactw. Z jednej strony nawołują do strącenia możnych, a z drugiej, w prywatnych przechwałkach przy kuflu, przypisują sobie pochodzenie od najsłynniejszych rodzin. Populiści niepojmujący mechanizmów gospodarki i państwa, uważają się za jego zbawców. W tej samej scenie wieszają człowieka za to że umie pisać, a dowodem zdrady jednego z arystokratów jest dla nich to, że zna francuski - język nieprzyjaciół.

Są to więc prostacy podejrzliwi wobec wszystkiego, czego nie rozumieją. Myślę, że Shakespeare w żadnym stopniu nie utożsamiał się z ich hasłami. Ale w jednej wypowiedzi Jack Cade mówi gorzko, jak to wystarczy raz podpisać się pod jakimś dokumentem i już na zawsze człowiek traci wolność. Może to być wyraz nie tyle krytyki zawodu prawniczego ze strony autora, ile nawiązanie do jakiegoś zjawiska historycznego, problemu społecznego (na przykład nieadekwatności ówczesnego prawa), który leżał u podłoża rebelii.

***

Chociaż wniosek prześladowania prawników jako pierwszy zgłosił Dick rzeźnik, przynajmniej równie mocno wiąże się on z nazwiskiem Cade'a. Istnieje ogólny termin "prawa Jacka Cade'a" ("Jack Cade Laws") odnoszący się do różnego rodzaju przepisów, obowiązujących w rozmaitych ustawodawstwach i epokach, ograniczających swobodę prawników w ich działalności, albo dostęp obywateli do usług prawników.

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...
Zwycięzca rywalizacji rowerowej w 2019 r.

 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 63 razy
Wiek: 60
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 11058
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2021-01-07, 14:14:27   

Dzięki, Kyno, daję "pomógł" :)
Akurat "Henryka VI", ani pierwszej części ani drugiej, nie znam zupełnie :oops: .
_________________
Z 24
 
 
John Dee 
Moderator
Epicuri de grege porcus



Pomógł: 120 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 13960
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2021-01-08, 18:51:09   

Kynokephalos napisał/a:
Meyer Shapiro, "Cain's Jaw-Bone that Did the First Murder" w: "The Art Bulletin" Vol. 24, No. 3 (Sep., 1942), str. 205-212
Widzę, że w czasie mojej dłuższej nieobecności na forum pod koniec ubiegłego roku Kyno dokonał ciekawych odkryć pozwalających pociągnąć ten niemniej ciekawy wątek. Oczekiwałem, że ktoś już się podjął tego tematu, i jak widzę, Kyno, dotarłeś nawet do dwóch prac na ten temat. :564:

Teoria Meyera Shapiro jest bardzo interesująca - cinbān, Cāin bana to słowa rzeczywiście dość podobne, ale czy wystarczająco, by wyjaśnić pojawienie się motywu żuchwy w interpretacjach tej biblijnej sceny? Osobiście za bardziej prawdopodobną uważam teorię Hendersona o Samsonie: postać biblijna, czyn i narzędzie te same, nie trzeba więc daleko szukać. Ale jak wiemy pozory często mylą, dlatego uważam, że Shapiro i Henderson nie zmarnowali czasu.


Z24 napisał/a:
W okresie świąteczno-noworocznym przerobiłem po raz kolejny "Uroczysko" i dochodzę do wniosku, że jest to chyba najbardziej artystyczne z dzieł ZN? Potężna wrażliwość, wyrazistość opisów...
Absolutnie. Szkoda jednak, że potem znacznie uprościł swój styl wkładając jak gdyby mniej wysiłku w szukanie najbardziej efektywnego sformułowania; prawdopodobnie dziennikarz wyszedł szybko z niego na wierzch. ;-)
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Członek Kapituły Samochodzikowej Książki Roku



Pomógł: 127 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 6604
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2021-01-09, 07:57:48   

John Dee napisał/a:
Teoria Meyera Shapiro jest bardzo interesująca - cinbān, Cāin bana to słowa rzeczywiście dość podobne, ale czy wystarczająco, by wyjaśnić pojawienie się motywu żuchwy w interpretacjach tej biblijnej sceny? Osobiście za bardziej prawdopodobną uważam teorię Hendersona o Samsonie: postać biblijna, czyn i narzędzie te same, nie trzeba więc daleko szukać.

Tak to chyba teraz wygląda, według tych (ostatnich jakie znalazłem) badań.

Obaj badacze wyszli od pytania, dlaczego ten sposób obrazowania był specyficzny właśnie dla Anglii i później Wysp.

Meyer Shapiro, co naturalne, zwrócił się w stronę języka. Henderson jednak twierdzi, że Cāin bana i cinbān są podobne do siebie w piśmie, a w mowie już mniej. Że zaś nigdzie nie znaleziono zapisu Cāin bana i w ogóle <Ktoś> bana występuje niezwykle rzadko, uznał teorię Shapiry za słabo popartą materiałem.

On sam, George Henderson, upatruje tę wyjątkowość w dużej roli jaką na kulturę Wysp - ale oczywiście nie na kulturę Europy kontynentalnej - wywarło anglosaskie tłumaczenie biblijnego sześcioksięgu zwane "Old English Hexateuch", bogato ilustrowane na podstawie różnych wschodnich rycin. Ponieważ w "Old English Hexateuch" przedstawiono Kaina ze zwierzęcą szczęką w dłoni, tak to już weszło w tradycję. A dlaczego rysownik (lub raczej grafik-kopista) dał Kainowi to narzędzie? - Według Hendersona albo w kopiowanym źródle nie było Kaina, więc rysownik zaadaptował Samsona; albo scena z Kainem wyglądała mało efektownie, więc ditto; albo na źródłowym rysunku pomylił jakiś przedmiot którego nie rozpoznał z oślą szczęką (być może również zasugerowany Samsonem).

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...
Zwycięzca rywalizacji rowerowej w 2019 r.

 
 
John Dee 
Moderator
Epicuri de grege porcus



Pomógł: 120 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 13960
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2021-01-09, 18:40:56   

Kynokephalos napisał/a:
anglosaskie tłumaczenie biblijnego sześcioksięgu zwane "Old English Hexateuch", bogato ilustrowane na podstawie różnych wschodnich rycin. Ponieważ w "Old English Hexateuch" przedstawiono Kaina ze zwierzęcą szczęką w dłoni, tak to już weszło w tradycję.
"Codex Cottonianus" - lub też “Cotton MS Claudius B IV” - jest dostępny w British Library pod tym adresem: http://www.bl.uk/manuscri...S_Claudius_B_IV

Zrobiłem screenshot sceny zabójstwa Abla - jest nieco lepszy od fotki, którą Ty zamieściłeś. Czy narzędzie zbrodni rzeczywiście jest zwierzęcą szczęką? Trudno powiedzieć. Jest szczękopodobne, owszem.



Ciekawym wydaje mi się następujący komentarz:

The settings do not attempt to represent Old Testament life as anything different from that of contemporary Anglo-Saxons, and so give valuable depictions of many aspects of the Anglo-Saxon world.
https://en.wikipedia.org/wiki/Old_English_Hexateuch

Sugeruje, że ilustrator korzystał z pewnej swobody w interpretowaniu tekstu - swobody, której tłumacz zapewne nie posiadał.

Przypomniało mi to obraz Pietera Bruegla Starszego, który w 2019 r. oglądałem w Brukseli: “Spis ludności w Betlejem”. Zimowa sceneria wskazuje na to, że malarz nie zaprzątał sobie zanadto głowy kwestią właściwego odtworzenia krajobrazu Judei, lecz użył tego, co znał i co widział patrząc z okna. W podobny sposób mogła szczęka, mógł sierp dostać się na ilustrację Kodeksu Cottonianus.

 
 
Ciotka Ewelina 
Słyszał o Samochodziku


Dołączyła: 22 Kwi 2018
Posty: 3
Skąd: Polska
Wysłany: 2021-04-29, 06:28:46   

Czytam właśnie „Uroczysko” po raz drugi, tym razem nie z nastawieniem, że szukam kolejnego Samochodzika, lecz staram się podejść do niego jak do indywidualnej pozycji - i bardzo mi się podoba! Świetna zagadka, interesujący bohater, bardzo daleki od ideału, genialna atmosfera, no i czas i i miejsce akcji... Te bagna, tajemnicza kolegiata, podejrzliwa ludność lokalna... Naprawdę, wiem, że to banalne stwierdzenie, ale Nienacki naprawdę umiał stworzyć atmosferę! Jedyne, czego znieść nie mogę, to jego postacie kobiece. Jak dobrze, że czasy się tak zmieniły!
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 63 razy
Wiek: 60
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 11058
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2021-04-29, 21:23:07   

Ciotka Ewelina napisał/a:
lecz staram się podejść do niego jak do indywidualnej pozycji


:564:

Tak się czyta zdecydowanie przyjemniej. Lepiej się smakuje treść.

Ciotka Ewelina napisał/a:
Naprawdę, wiem, że to banalne stwierdzenie, ale Nienacki naprawdę umiał stworzyć atmosferę!


:564:

Może i banalne, ale nigdy dość przypominania o tym. I robił to bardzo oszczędnymi środkami.
_________________
Z 24
 
 
Chemas 
Forumowy Badacz Naukowy
Kinomaniak wychowany na literaturze młodzieżowej



Pomógł: 37 razy
Wiek: 55
Dołączył: 04 Wrz 2021
Posty: 10529
Skąd: Złocieniec
Wysłany: 2021-10-06, 17:15:19   

Dopiero co skończyłem czytać "Uroczysko" (niestety, ale w wersji późniejszej) i jestem pod wielkim wrażeniem. Nie będę tu powtarzał się z tym wszystkim co wyczytałem w tym wątku. Napiszę tylko, że gdy wyobrażałem sobie okolicę, ludność miejscową ich wiarę w zabobony w postaci Kuwasy, cały czas do głowy przychodził mi film "Konopielka" :) Tym bardziej, że tam była wieś Taplary, a to też zaraz kojarzy mi się z moczarami i błotem.
_________________


Sporadyczny turysta, kiedyś bardzo aktywny, serdecznie zaprasza na Pojezierze Drawskie
 
 
Antracyt 
Fanatyk Samochodzika



Pomógł: 7 razy
Wiek: 50
Dołączył: 30 Sty 2017
Posty: 1272
Skąd: Łódź
Wysłany: 2021-11-02, 17:08:48   

Chemas napisał/a:
Dopiero co skończyłem czytać "Uroczysko" (niestety, ale w wersji późniejszej) i jestem pod wielkim wrażeniem.


Jak będziesz w okolicach Łodzi zapraszam na wycieczkę po terenach Kuwasy.
_________________
Zbieram na WOŚP ./redir/eskarbonka.wosp.org.pl/gtfe1v


Jestem na budowie, zaraz wracam!




www.polandonbike.com.pl



 
 
Chemas 
Forumowy Badacz Naukowy
Kinomaniak wychowany na literaturze młodzieżowej



Pomógł: 37 razy
Wiek: 55
Dołączył: 04 Wrz 2021
Posty: 10529
Skąd: Złocieniec
Wysłany: 2021-11-03, 09:04:40   

Antracyt napisał/a:
Jak będziesz w okolicach Łodzi zapraszam na wycieczkę po terenach Kuwasy.


Na pewno skorzystam, dzięki.
_________________


Sporadyczny turysta, kiedyś bardzo aktywny, serdecznie zaprasza na Pojezierze Drawskie
 
 
Antracyt 
Fanatyk Samochodzika



Pomógł: 7 razy
Wiek: 50
Dołączył: 30 Sty 2017
Posty: 1272
Skąd: Łódź
Wysłany: 2021-11-03, 11:46:48   

Szykuję większą i bardziej zorganizowaną akcję, ale o tym kiedy indziej i w innym miejscu napiszę.

Zdradzę tylko tyle, że warto będzie odwiedzić Łęczycę.
_________________
Zbieram na WOŚP ./redir/eskarbonka.wosp.org.pl/gtfe1v


Jestem na budowie, zaraz wracam!




www.polandonbike.com.pl



 
 
Muzygog 
Fanatyk Samochodzika



Pomógł: 28 razy
Wiek: 60
Dołączył: 04 Lis 2017
Posty: 3515
Skąd: Pasym
Wysłany: 2021-11-03, 13:53:00   

Antracyt napisał/a:
Szykuję większą i bardziej zorganizowaną akcję, ale o tym kiedy indziej i w innym miejscu napiszę.

Zdradzę tylko tyle, że warto będzie odwiedzić Łęczycę.


Pamiętaj o mnie.
Już się zgłaszam.
_________________
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 146 razy
Wiek: 56
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 47985
Skąd: Poznań

Wysłany: 2022-10-28, 18:12:06   

Kończę właśnie Uroczysko, po 5-letniej przerwie i jestem pod wrażeniem. Normalnie rozsmakowuję się. :)
Dobrze jest czytać tę książkę, podobnie jak Atanaryka, z nastawieniem, że jest to rodzaj powieści łotrzykowskiej, a nie samochodzik. :)
_________________
Drużyna 2

Nasze forum na facebooku: ./redir/facebook.com/pansamochodzikforum
Nasza forumowa geościeżka keszerska: ./redir/pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?p=240911#240911

  
 
 
Chemas 
Forumowy Badacz Naukowy
Kinomaniak wychowany na literaturze młodzieżowej



Pomógł: 37 razy
Wiek: 55
Dołączył: 04 Wrz 2021
Posty: 10529
Skąd: Złocieniec
Wysłany: 2022-10-30, 11:22:30   

Podzielam odczucia Sowy. Również jestem pod wrażeniem i skłaniam się ku stwierdzeniu, że jest to chyba najbardziej tajemnicza i mistyczna powieść z tak zwanego szerokiego kanonu.
_________________


Sporadyczny turysta, kiedyś bardzo aktywny, serdecznie zaprasza na Pojezierze Drawskie
Ostatnio zmieniony przez Szara Sowa 2022-10-30, 13:34, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Członek Kapituły Samochodzikowej Książki Roku



Pomógł: 127 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 6604
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2022-11-04, 01:24:47   Paweł Jasienica - "Wśród starożytności"

Data rozpoczęcia konkursu została wybrana o tyle szczęśliwie, że właśnie dziś, 4 listopada 2022 roku, przypada setna rocznica odkrycia grobowca Tutanchamona.

Co wspólnego ma eksploracja dwóch królewskich grobów wypełnionych skarbami starożytności - nie trzeba mówić. Kropkę nad i postawił Paweł Jasienica wspominając powieść Nienackiego w kontekście wybitnej literatury o archeologicznej tematyce, a wykopaliska pod naszymi szerokościami - w kontekście archeologii światowej.

Skorzystam z rocznicy by przypomnieć tę recenzję, tak miłą autorowi „Uroczyska”. Jej fragmenty bezpośrednio dotyczące Zbigniewa Nienackiego cytował kiedyś Z24:
https://pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?t=221&start=157
https://pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?t=92&start=180
https://pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?t=295&start=201
ale na tle całości ich waga przedstawia się jeszcze wyraziściej (wytłuszczenia pochodzą ode mnie - K).

Ciekawe, czy słowa „Na wyprawę pod Łęczycę zabrała mnie samochodem pani Zofia Jeżewska..." znalazły się w eseju zupełnym przypadkiem, czy może ładne zawiązanie akcji „Uroczyska” zapadło Jasenicy w pamięć lub w podświadomość.

Pozdrawiam,
Kynokephalos


=======================================================================================

Paweł Jasienica
WŚRÓD STAROŻYTNOŚCI

„Twórczość” 1958, nr 12, str. 113—123.

. . .Na wiosnę 1956 roku odwiedziłem obóz archeologów w Tumie pod Łęczycą. Tym razem nie chodziło jednak o twierdzę Krzywoustego na nadrzecznych łęgach ani o szczątki jeszcze starszych obwarowań, zalegające pod jej wałami. Zespół dr Andrzeja Nadolskiego natrafił na dziwne rzeczy w wielkiej, czwórwieżowej kolegiacie, wzniesionej w XII stuleciu przez księżnę Salomeę, wdowę po Krzywoustym.
. . .Niezbyt ściśle wyraziłem się przed chwilą. Archeologowie kopali wprawdzie w samym kościele, spalonym we wrześniu 1939 roku, a teraz już odbudowanym, jednak znalezisko leżało na zewnątrz kolegiaty, mianowicie pod nią, pod jej posadzką. Było bez porównania dawniejsze od świątyni.
. . .Przeskoczyliśmy rowy wyryte pod filarami, ostrożnie przeleźliśmy przez beczkowato zasklepione sarkofagi dostojników kościelnych. W mrocznym końcu nawy schylaliśmy się nad wykopami, braliśmy do rąk chłodne i ciężkie kostki z granitu. Patrząc z góry, z chóru organowego i empor, można było ogarnąć okiem prostokątny zarys, jakby poziomy plan zniszczonej budowli, która bez śladu znikła pod podłogą późniejszej kolegiaty — i z pamięci ludzkiej.
. . .W Tumie, mówiąc krótko, wykryto szczątki opactwa benedyktynów, pamiętającego sam przełom X i XI wieku. Zwierzchnikiem tego klasztoru był może tajemniczy Astryk-Atanazy, który — wysłany w roku 1001 do Rzymu po koronę dla Chrobrego — zdradził, dał się użyć za narzędzie intrygi niemieckiej i odwiózł symbol władzy królewskiej Stefanowi węgierskiemu. Założycielem tumskiego eremu mógł być sam św. Wojciech.
. . .Na wyprawę pod Łęczycę zabrała mnie samochodem pani Zofia Jeżewska z Polskiego Radia. Razem prowadziliśmy reportaż, wyciągając ostrożnych archeologów na słówka.
. . .Czyż mogłem wtedy przypuścić, że w dziesięć miesięcy później ta sama pani Jeżewska wyląduje na lotnisku pod Kairem, wykłóci się z egipskimi celnikami o swój magnetofon i nagra na taśmy reportaże z prac wykopaliskowych zespołu profesora Kazimierza Michałowskiego, ryjącego ziemię w delcie Nilu?
. . .Skromna mazowiecka wioseczka i starożytne Athribis, szare kostki z granitu i świetnie rzeźbiony nagrobek egipskiej damy Anch-Ren, nasz skromny wiek X i ptolomejska epoka państwa faraonów... na szerokie i efektowne wody wypłynęła polska archeologia.
. . .Utwory literackie, mówiące o tej gałęzi wiedzy (ale już bez przymiotnika „polska”), zaczęły się u nas mnożyć. U schyłku 1956 roku ukazała się — w dwudziestotysięcznym nakładzie — książka Zenona Kosidowskiego Gdy słońce było bogiem*, wkrótce potem wznowiona w tej samej ilości egzemplarzy. Rok 1958 przyniósł reportaż Zofii Jeżewskiej Ze Sfinksem w cztery oczy** oraz polski przekład słynnej na całym świecie książki C. W. Cerama Bogowie, groby i uczeni.*** Wydano również znane już przed wojną tłumaczenie dzieła W. H. Boultona Wieczność piramid i tragedia Pompei.
. . .Jak na kilkanaście miesięcy ruchu wydawniczego, dorobek bardzo duży. Obecnie nikt nie może narzekać, że trudno w Polsce dowiedzieć się czegoś o Thutmesie III, Gilgameszu lub królu Minosie. Na pewno znacznie łatwiej niż o Barbarze Radziwiłłównie i Zygmuncie Auguście.
. . .Z kręgu archeologii wywodzi się po części jeszcze jeden utwór wydany w zeszłym roku. Ponieważ jednak chodzi o zupełnie inny gatunek literacki, porozmawiamy o nim później.
. . .Omówienie pragnę zacząć od Sfinksa Zofii Jeżewskiej. Powodują mną nie same tylko względy kurtuazyjne, że damom pierwszeństwo.
. . .Książka, o której mowa, to reportaż. Autorka była naocznym świadkiem prac, uwieńczonych odkryciem, dzieliła z badaczami trudy bytowania pod namiotami, prażyła się w egipskim upale, uważała na jadowite węże, których nie brakowało w wykopach i w miejscu obozowania. Brała, słowem, bezpośredni udział w wyprawie, opowiedziała o tym w sposób bezpretensjonalny i ciekawy. W tym sprawozdaniu czuć autentyzm, osobiste przeżycie.
. . .Czytelnicy dzieł traktujących o egiptologii skłonni są mniemać, że ostatnim godnym uwagi odkryciem w tym kraju było znalezienie grobowca faraona Tutankhamona w roku 1922 (jak się to odbyło, obszernie opowiadają Carter i Kosidowski). Od Zofii Jeżewskiej dowiadujemy się rzeczy nieoczekiwanej. Okazuje się, że w delcie Nilu nikt prawie dotąd nie kopał i że Egipcjanie z otwartymi ramionami powitali zespół polski, który postanowił udać się w te naukowo dziewicze strony. Dyrektor wyładowanego bezcennymi starożytnościami muzeum kairskiego odwiedzał polskie stanowisko, odbywał długie konferencje z profesorem Michałowskim, a nawet przysłał na praktykę jednego z egipskich naukowców.
. . .W Egipcie, jak się dowiadujemy, łatwo znaleźć robotników doskonale wyszkolonych w robocie wykopaliskowej. Ale tamtejszym naukowcom brak wprawy, znajomości metody poszukiwań. Nad Nilem kopali dawniej uczeni angielscy, francuscy, niemieccy i inni. Odkryli mnóstwo wspaniałych rzeczy, wywieźli też do swych stolic istne skarby, ale zazdrośnie strzegli przed krajowcami swojej wiedzy. W rezultacie — w sto przeszło lat po odcyfrowaniu hieroglifów przez Francuza Champolliona — Egipcjanie muszą się dopiero uczyć. Bez obawy o przesadę wolno stwierdzić, że polscy archeologowie nadają się na nauczycieli. To są naprawdę fachowcy dużej klasy. Potrójną dokumentację, która podziwiał kairski dyrektor, na polskich wykopaliskach prowadzi się stale. Nawet wtedy, jeśli znaleziskiem jest pławik z kory sosnowej.
. . .Zeszłoroczną zdobycz ekipy profesora Michałowskiego trzeba zaliczyć do archeologii czystej, bez przymieszek. Nie zamierzam się ośmieszać i wcale nie lekceważę odkryć, poczynionych dawniej w Dolinie Królów, Luksorze i gdzie indziej. Ale wszędzie tam na właściwy trop naukowy naprowadzał badaczy pewien ważny czynnik pomocniczy, zaliczający się już nie do archeologii, lecz do historii (traktowanej, rzecz jasna, jako metoda badawcza), Tym czynnikiem było pismo. Pieczęć na drzwiach odkopanego grobowca uświadomiła Carterowi, że natrafił na grobowiec Tutankhamona. Napis na trumnie stanowił pośmiertną legitymację Ramzesa II. Odczytany hieroglif zdemaskował zwłoki faraona Meneptaha, prześladowcy Żydów. — Sens tego, co odsłonił polski zespół, musiał być odgadnięty z samego wyglądu, charakteru i dawnego urządzenia ruiny. Trzeba było odtworzyć fragment przeszłości, wnioskując na podstawie tylko materialnych szczątków, bez możności uciekania się do pomocy wiadomości spisanych. Przyszło zatem zastosować niezwykle trudną metodę, która stale i jedynie służy archeologom w kraju.
. . .Polscy naukowcy ustalili, skąd zamieszkali w Egipcie Grecy i Rzymianie brali wodę do picia oraz do kąpieli. Wiadomo bowiem, że woda z Nilu nie nadaje się dla Europejczyków, przyprawia ich o ciężkie choroby.
. . .Odkopane złoża piasku, urządzenia ceglane i ścieki okazały się szczątkami dużych a kunsztownych filtrów.
. . .Gdyby profesor Michałowski znalazł jeszcze jedną złotą trumnę faraona, pisałyby o tym wszystkie dzienniki świata. Odkrycie filtrów to rzecz o wiele mniej efektowna, ale dla poznania dziejów cywilizacji bez porównania ważniejsza.
. . .Nie mogę jeszcze rozstać się ze Sfinksem, którego treść dostarcza materiału do rozważań nie tylko o starożytnym Egipcie, lecz również o teorii reportażu. Przyjęło się za pewnik, że autor powinien w obcym kraju widywać się i rozmawiać z przedstawicielami rozmaitych warstw społecznych, klas i zawodów. Pani Jeżewska postąpiła inaczej, zadawała się przede wszystkim z egipskimi plastykami i wysunęła ich na pierwszy plan. W rezultacie otrzymaliśmy wcale wyrazisty przekrój społeczny Egiptu. Co więcej, mamy wrażenie, jakbyśmy to społeczeństwo oglądali w ruchu.
. . .Tajemnica zjawiska nadaje się chyba do wyjaśnienia. Współczesna inteligencja rekrutuje się z rozmaitych słojów społecznych. Stopa życiowa jej przedstawicieli bywa różna, zamiłowania i tendencje także. Prace poszczególnych plastyków służą zaspokajaniu bardzo niejednakowych gustów odbiorców. Wiadomości, zebrane w kręgu tak zwanych pracowników sztuki, prowadzą do wniosków mocno rozgałęzionych i jakoś uporządkowanych, na swój sposób systematycznych.
. . .Doświadczenie pani Jeżewskiej skutecznie podważa tradycyjny schemat. Okazuje się, że niekiedy przynajmniej można z powodzeniem odstąpić od recepty: jeden chłop, jeden kupiec, jeden robotnik i tak dalej. Z przypadkowo lub tendencyjnie dobranego bukietu łatwo uwarzyć zupę niestrawną i w danym kraju nieznaną.
. . .Na pożegnanie ze Sfinksem wątpliwość natury językowej. Słowa stewardessy samolotu: „Mesdames, messieurs, attachez vous!” — należy tłumaczyć: „proszę się przypiąć” (pasami do foteli). Bo wezwanie do „zapinania się”, zwrócone do pań i panów, brzmi nieco zagadkowo.
. . .Książki Zenona Kosidowskiego i C. W. Cerama trzeba brać na warsztat jednocześnie. Obie traktują bowiem o tym samym temacie, czy — jeśli kto woli — tematach. Autorów interesuje murowany kanon światowej archeologii, wykopaliska Mezopotamii, Egiptu, Myken, Krety, Pompei, homerowskiej Troi, Meksyku. W obu dziełach znajdujemy najczęściej te same wiadomości, podane w innym układzie chronologicznym i rzeczowym oraz przepuszczone przez najzupełniej różne indywidualności pisarskie.
. . .Jak już wspomniałem, Gdy słońce było bogiem Kosidowskiego wyszło dwa lata temu i dotychczas osiągnęło czterdzieści tysięcy nakładu. Ceram ukończył swych Bogów, groby i uczonych w roku 1949. Książkę jego przełożono na dwadzieścia języków. W ojczyźnie swej — czyli w Niemczech — przekroczyła już pół miliona egzemplarzy nakładu.
. . .Nic na to nie poradzę — Kosidowski napisał rzecz lepszą.
. . .Twierdzenie to nie przyszło mi łatwo. O, wcale nie ze względu na autora, któremu życzę jak najlepiej. Lękam się zarzutu przesadnego patriotyzmu (tak to nazwijmy), zwłaszcza że autorem niżej ocenionym jest Niemiec. — Kilka dni temu byłem na meczu lekkoatletycznym Polska—NRF. Część publiczności gwizdaniem usiłowała peszyć zawodników niemieckich i pomagać swoim. Aby dalej od takich obyczajów, szczególnie w literaturze!
. . .Wszystko to nie znaczy, że uważam Cerama za marnego pisarza. Nie! Jego dzieło czyta się z zapartym tchem, co stronica niemal spotyka się cenne wiadomości. Porównania, w jakie się wdałem, dotyczą wysokiego szczebla.
. . .Różnice na korzyść Kosidowskiego zaczynają się na samym początku. Nie wiadomo, czemu Ceram zaopatrzył swój utwór w pozbawiony znaczenia podtytuł: Powieść o archeologii. Jeśli zaczniemy nazywać powieściami wszelkie pasjonujące lektury, to co rychlej ogłośmy powieściopisarzem Karola Darwina, że już nie wspomnę o Thorze Heyerdahlu.
. . .Układ obu książek. U Kosidowskiego jest on jasny, intelektualnie zdyscyplinowany: Mezopotamia, Egipt, Troja, Egeja, Pompeja, Herkulanum, Meksyk. U Cerama — z wyjątkiem Meksyku, który zamykając obie książki w każdej stanowi oddzielną całość — wszystko odwrotnie. Chronologia! Głowa na miejscu pięt.
. . .Nie są to formalistyczne przyczepki. O tematach naukowych można i trzeba pisać w sposób literacki, ale spod rzeczowej dyscypliny nie wolno się wyłamywać. Autor, który postępuje inaczej, tym samym pozbawia obraz głębi, wyrzeka się perspektywy. Chronologia — to c.z.a.s, będący wszak pojęciem nie tylko krótkiej miary, lecz i filozofii. Właśnie archeologia usiłuje udostępnić naszemu dostrzeganiu zjawiska tak dawne, że umiejscowienie ich jest niemal niemożliwe dla najbujniejszej nawet wyobraźni. Wszelka dowolność natychmiast zasnuwa widok mgłą.
. . .Dwóch autorów zajęło się tą samą sprawą, a nawet tymi samymi jej szczegółami. Obaj korzystają z identycznych źródeł i opracowań, w związku z tym przytaczają prawie dosłownie jednakowo sformułowane tezy, na przykład o matematycznych osiągnięciach Sumeru i Babilonu. Wobec takiego stanu rzeczy tym bardziej interesująco przedstawia się kwestia różnie, bo jedynie one wyraziście scharakteryzują pisarzy.
. . .Z mnóstwa starożytności egipskich obaj autorzy wybrali przeważnie to samo. Więc przede wszystkim grobowiec Tutankhamona, sensacyjne odkrycie zbiorowej mogiły faraonów, Serapeum i tak dalej. Ale Kosidowski poświęcił też cały rozdział przejmującej historii zbuntowanego reformatora religijnego, faraona Akhnatona, którego imię mściwi kapłani niszczyli później, wycinając je z taśm, opasujących mumię. Wydaje się, że losy tego człowieka pozwalają bardzo głęboko wejrzeć w dzieje już nie cywilizacji, lecz duchowej kultury starożytności. Na czternaście stuleci przed Chrystusem żył myśliciel, głoszący wiarę w jedyne bóstwo, buntownik przeciwko kultom, które kazały czcić koty, byki i krokodyle, wątły epileptyk, mąż najpiękniejszej kobiety, jaka kiedykolwiek w dziejach pozowała rzeźbiarzowi. Trumnę tego władcy odkryto w grobowcu przeznaczonym dla jego matki.
. . .U Cerama jest o nim tylko lakoniczna wzmianka, kilka zdań.
. . .C. W. Ceram należy do autorów szczególnie czułych na sensacyjną akcję. Znalezieniu mumii Akhnatona nie towarzyszyły żadne nadzwyczajne okoliczności. Nie było legendy o musze faraonów ani szajki złoczyńców ograbiającej zwłoki. Nad tą trumną można się tylko zamyślić. Ale nie wszyscy to lubią.
. . .W Bogach, grobach i uczonych znać pisarską niecierpliwość. Autor najwidoczniej śpieszy do odtworzenia chwili, w której uczony staje na samym progu odkrycia, dostrzega połysk trumny z litego złota lub inną wspaniałość. Dlatego też pewnie Ceram słabo wyczuwa wagę rzekomo podrzędnego szczegółu.
. . .Małe porównanie, dotyczące przedstawienia jednej i tej samej rzeczy w dwu różnych książkach.
. . .C. W. Ceram: „Zaczynają więc znowu kopać dokładnie w tym samym miejscu, gdzie sześć lat temu przerwali pracę — w miejscu, gdzie stoją baraki robotnicze. Gdy zaś wreszcie robią to, co mogli zrobić już przed sześciu laty, a mianowicie burzą ruiny baraków, natychmiast, za pierwszym niemal zatknięciem kilofa, znajdują wejście do grobu Tutankhamona, najbogatszego grobu Egiptu!”. I o dwa wiersze dalej znowu da capo: „3 listopada 1922 roku Carter... przystąpił do burzenia baraków robotniczych (były to ruiny baraków zbudowanych za XX dynastii). Już rankiem następnego dnia pod pierwszym zburzonym barakiem natrafiono na kamienny stopień schodów”.
. . .Kosidowski: „3 listopada 1922 roku Carter podjął ostatnie poszukiwania. Robotnicy zabrali się do rozebrania ruin baraków i usunięcia leżących pod nimi gruzów. Następnego dnia wczesnym rankiem Carter zauważył, że robotnicy przerwali nagle pracę i w pełnym napięcia milczeniu spoglądali w świeżo rozkopany dół. Natychmiast pobiegł tam i stanął jak wryty; spod piargów wyzierał stopień schodów, wyciosanych w skalnym gruncie”.
. . .Zwięźlej, lepiej, plastyczniej... Najbardziej wymowne wysławianie „najbogatszego grobu Egiptu” nie zastąpi obrazu. Dla artysty nieruchome sylwety robotników nad jamą mogą być ważniejsze od komory grobowej wypełnionej skarbami.
. . .Ceram tak się śpieszył do pokazania mykeńskich sensacji, że niemal całkiem prześlepił możliwości, jakie wynikają z prawa odwołania się do literatury starożytnej. Kosidowski okazał się majstrem o wiele bardziej wytrawnym. U niego rodzinna tragedia Atrydy stanowi obszerny wstęp do tematu, Homer i Ajschylos przemawiają nie jednym zdaniem, jak u tamtego, lecz swobodnie (w przekładach Jana Parandowskiego i Stefana Srebrnego). A kiedy doszło do samych wykopalisk, dowiadujemy się od Kosidowskiego, że Schliemann dlatego ustąpił miejsca żonie, że sam był za gruby i nie mógł się zmieścić w studniach grobowych. Dla artysty taki szczegół to rzecz ważna, bardzo ważna!
. . .Ceram wyraziście i bardzo ciekawie przedstawia akcję, Kosidowski akcję i coś znacznie oporniejszego, mianowicie problematykę. W jego książce znajdujemy gruntowniejsze wiadomości o tym, w jaki sposób odcyfrowano starożytne pisma, hieroglify i „kliny”.
. . .Umiejętność literackiego opowiadania o problemach stanowi główną tajemnicę pisarstwa na tematy naukowe. Przypomnijmy sobie historię syberyjskich chłopów pokąsanych przez wściekłe wilki i leczonych w Paryżu przez Pasteura. Zdarzenie tak dramatyczne, że każdy, najbardziej gazeciarski opis porwie i zafascynuje. Ale proszę uczynić bohaterem książki samego wirusa wścieklizny i opowiedzieć o nim w sposób literacko możliwy i naukowo ścisły. Pisarze podejmujący tematy z dziedziny wiedzy nie mogą uchylać się od takich trudności.
. . .Słabą stroną obu książek są niektóre dygresje ich autorów. Zdaniem Cerama naukowy dyletant działa z czystej miłości do wiedzy, fachowiec zaś wyłącznie dla pieniędzy. Teza niedorzeczna, a nawet barbarzyńska. Nic nie pomoże najdłuższy cytat z Schopenhauera, wielki filozof też potrafi głupstwa pisać. Policzmy, ilu specjalistów dobrowolnie oddało nauce życie, zginęło w jej służbie śmiercią nieraz straszną.
. . .Kosidowski pisał swe Słońce na długo przez Październikiem i dlatego w książce tu i ówdzie znać pewne sztywności interpretacyjne, za które trudno moralnie winić autora. Rewizja tekstu i usunięcie rzeczy niepotrzebnych na pewno dobrze zrobi.
. . .Nie rozumiem, dlaczego Zenon Kosidowski stale pisze „harfistka” zamiast harfiarka i twierdzi, że z Teb do Aleksandrii płynie się „w górę Nilu”. Z prądem, a więc w dół!
. . .Czego nigdy Kosidowskiemu nie daruję, to tego „Apolla” zamiast Apollina lub Apollona, a zwłaszcza już nieszczęsnego „Jupitera”. Po polsku mówi się Jowisz.
. . .Jesteśmy świadkami jakiegoś niesamowitego wyścigu do zubożania języka. Na emigracji ktoś żądał skasowania prześlicznego słowa tlen i zastąpienia go „oksygenem”. Komu innemu nie podobała się suwnica, wolał widocznie rdzennie rodzimy „kran” (naturalnie bez „der”). Stanisław Mackiewicz samotnie a wytrwale walczy z legionem szyderców, broniąc oczywiście słusznej tezy, że imiona w zasadzie należy polszczyć, a wyjątki od tego prawidła każdorazowo dyktuje literacka muzykalność autora. Na miłość boską! — przecież „Franz Joseph” pisze t.y.l.k.o ten, kto chce wyśmiewać dawną Austrię, na serio mówi się: Franciszek Józef. — Mania cudzoziemszczyzny zaczyna już ogarniać dziedzinę nazw geograficznych, co stanowi prawdziwą zbrodnię. Tylko patrzeć, a zaczniemy mówić „Schelda” lub „Escaut” o rzece, która się po polsku przepięknie nazywa: Skalda. W pewnym warszawskim tygodniku literackim przeczytałem niedawno, że francuski minister przyjechał pociągiem pośpiesznym „Paris—Varsovie”. Dosłownie!
. . .Niedużo u Kosidowskiego potknięć, zupełny za to brak efekciarstwa i pozy, które ostro rażą w dziele Cerama. Najstaranniej ważąc słowa stwierdzić wolno z czystym sumieniem, że książka polskiego autora też z pełnym powodzeniem mogłaby zostać przełożona na dwadzieścia języków świata. Zagraniczni i zamorscy czytelnicy tylko by na tym zyskali.
. . .„Szawle, Szawle, próżno tobie przeciw ościeniowi wierzgać!”
. . .Kraje zachodu Europy to jakby zamknięte kółko dobrze urodzonego towarzystwa. Wymiana idzie tam z rąk do rąk, twory zaopatrzone zachodnim stemplem od razu mają pomyślniejsze warunki startu. Bardzo często słusznie tak się dzieje, ale bynajmniej nie zawsze.
. . .Tyle się czytuje utyskiwań na dystans, który dzieli naszą powieść od zachodniej. Nie wypowiadam się w tej materii, chcę tylko stwierdzić, że jeśli chodzi o prozę niebeletrystyczną, to i na naszym podwórku pojawi się czasem towar o światowym walorze. Przecież dawne reportaże Wańkowicza, Józefa Kisielewskiego, Ksawerego Pruszyńskiego naprawdę należą do ekstraklasy tego gatunku. Niedawno temu ukazał się w Paryżu dwutomowy esejo-pamiętnik czy esejo-reportaż Andrzeja Bobkowskiego Szkice piórkiem. Znakomita książka, nie wiem czemu lekceważąco potraktowana przez prasę krajową. Francja pod okupacją, oglądana oczyma polskiego emigranta i przedstawiona z takim talentem i tak wnikliwie, że to dzieło sztuki musi się stać klasyczną pozycją w literaturze pięknej, poświęconej latom wojny.
. . .Mam nadzieję, że Ceram nie przesycił rynku i że znajdzie się na nim miejsce również dla Zenona Kosidowskiego. Ktoś powołany powinien o tym pomyśleć. Jest dobry interes do zrobienia, zapewniam.

*

. . .Pora wywiązać się z obietnicy, złożonej na początku artykułu. W listopadzie zeszłego roku ukazała się książka całkiem niezwykła — Uroczysko Zbigniewa Nienackiego**** — powieść kryminalna... z życia archeologów. Jest to debiut pisarski, dobrze wróżący autorowi.
. . .Zbigniew Nienacki wykazał kulturę i umiar. Popisał się też sprawnością w operowaniu aż trzema sensacyjnymi wątkami. Bo czytelnika jego powieści czekają niespodzianki z dziedziny kryminalistyki, historii oraz archeologii. Postacie są żywe, w dodatku autor potrafił je w pomysłowy sposób uplastycznić, posługując się nie nazwiskami i imionami, które też znamy, lecz przezwiskami nadanymi przez narratora (chińska tradycja dowolnego wymyślania imion dla dzieci posiada rodowód chyba niewątpliwie artystyczny). Zasługuje na uwagę geograficzne środowisko akcji. W fikcyjnej miejscowości zgromadził Nienacki elementy, realnie istniejące w różnych stronach Polski. Kościół, w którym dokonano odkrycia z dziedziny historii — to podłęczycka kolegiata księżnej Salomei, wznosząca się opodal góra w rzeczywistości znajduje się w powiecie piotrkowskim, nazwa bagniska pochodzi aż z białostockiego. Chwyt nie tylko udany, ale świadczący o solidnej pracy przygotowawczej. Tego samego dowodzi wpleciona w powieść legenda o Regierungsracie, wzięta od Oskara Kolberga (co autor stwierdza w posłowiu). Przychwyciłem Nienackiego na jednym tylko potknięciu i to takim, którego powieściopisarz może dokonać świadomie, wolno mu: w procesie warszawskim nie zeznawał żaden świadek ze strony Krzyżaków. Zakon założył protest przeciwko samej rozprawie, a po skazującym wyroku niezwłocznie apelował do papieża.
. . .Książka Nienackiego uzmysławia, że historia, archeologia i kryminalistyka doskonale się czują we własnym towarzystwie. Nic dziwnego, operują przecież zbliżonymi, nieraz nawet identycznymi metodami odkrywania tego, co tajne.
. . .Warto wspomnieć o niektórych dalszych planach początkującego powieściopisarza. Wiem o nich z jego listu.
. . .Następna powieść ma się nazywać Skarb Atanaryka i opiewać przygody grupy archeologów, rozkopujących na Pomorzu Wschodnim kurhany w poszukiwaniu ukrytych bogactw władcy Gotów. W tej chwili Zbigniewa Nienackiego nie ma pewnie w Polsce. Pisał mi w sierpniu, że wybiera się do Rosji, gdzie Związek Pisarzy ZSRR przyrzekł mu wszelką pomoc. Chodzi o wertowanie archiwów zawierających wiadomości o naszym przedsiębiorczym rodaku, niejakim Niceforze Jaxa-Czernichowskim, który w XVII stuleciu założył nad Amurem państewko polskie, pozostające pod protektoratem Chin. Jeszcze w dwieście lat później na mapach chińskich widniało „państwo Jaxa”.
. . .Wyprawa Nienackiego może przynieść ciekawe rezultaty pisarskie, Uroczysko to obiecujący zadatek, autor jego wykazuje cenną skłonność do szukania dróg trudnych.


*

. . .Z głębokim zadowoleniem patrzę, jak polscy archeologowie oraz ich współczesne prace wkraczają do beletrystyki. Bo skłonny jestem przewidywać, że w prozie nie-powieściowej, pozbawionej prawa do fikcji literackiej, nastaje dla nich niedobra koniunktura. Nasze krajowe starożytności nie zdołają wytrzymać współzawodnictwa z niezwykle efektownymi cudownościami Mezopotamii, Meksyku czy Egiptu. Egzotyka robi swoje, zwłaszcza że przez tyle lat polski czytelnik był odcięty od wiadomości z szerokiego świata.
. . .Polskie znaleziska to glina, spróchniałe drewno, rzadziej — zjedzone rdzą żelazo. Takie rewelacje, jak Biskupin czy poznańska chrzcielnica trafiają się rzadko. Od chwili wydobycia z rzeki figury Światowida przeminął wiek z okładem. Odszukane na Lednicy kościane szydełko, pokryte ornamentem o kształcie łuski rybiej — oto krajowe skarby. Złoto występuje sporadycznie, przeważnie w postaci monet rzymskich, pochodzących z importu.
. . .W dodatku jeszcze odkrycia naszych archeologów dotyczą niemych rozdziałów historii. Dowiadujemy się o całych kręgach kulturowych, poznajemy cywilizacje pradawnych plemion, nawet ich ruchy i wędrówki, lecz niczego nie wiemy o poszczególnych ludziach. Nie dotarło do nas niczyje imię. Brakuje nam zupełnie zabytków pisma.
. . .Podobnie poniekąd działo się z pomnikami znad Eufratu i Nilu. Przez długie wieki skała w Behistun była niema, przeciągające karawany widziały tylko rzeźbione postacie oraz kolumny niezrozumiałych znaków. Sukces specjalisty, ślęczącego gdzieś w Europie nad papierem, sprawiał, że hieroglify i kliny zaczynały przemawiać, o.p.o.w.i.a.d.a.ć o ludziach i zdarzeniach. Poznaliśmy pieśni, którymi faraon Akhnaton wielbił bóstwo słońca. O kulcie słońca uprawianym na naszej Ślęży świadczą skromne krążki gliniane.
. . .Trudno krajowej szarzyźnie współzawodniczyć z egzotycznym kolorem. Że jest tak właśnie, o tym najlepiej świadczy nasza prasa codzienna i literacka z paru ostatnich lat. Relacje o śródziemnomorskich i azteckich starożytnościach wywołują jej żywe zainteresowanie, o krajowych — żadnego.
. . .Bezstronnie stwierdzając znacznie większą atrakcyjność znalezisk, o których piszą Kosidowski i Ceram, gotów jestem kłócić się do upadłego o wartość polskiej archeologii i sprawność jej metod. Bardzo dobrze się stało, że jednocześnie wyszedł reportaż Zofii Jeżewskiej, która nie zapomniała powiedzieć o mocno zniszczonych dłoniach członkiń polskiej ekipy oraz o tym, jak profesor Michałowski żądał od Egipcjan przesiewania przez palce każdej grudki ziemi pochodzącej z wykopu. To są właśnie niezwykle mozolne i nad wyraz precyzyjne sposoby, które w kraju pozwoliły odtworzyć z milczenia cały świat prasłowiańskiej kultury „łużyckiej”. Pierwsza kronikarska wiadomość o Polsce pochodzi z 963 roku po Chrystusie, ale wiedza o przeszłości ludów zamieszkujących nasze ziemie sięga epok kamiennych. Trudności zrodziły postęp. Brakowi wiadomości spisanych musiała zaradzić doskonałość metody badania świadectw niemych.
. . .Obfitość książek o archeologii światowej cieszy, ale nie pozbawia prawa do uwag krytycznych.
. . .Nie rozumiem ani naszych wydawnictw, ani polskich pisarzy wędrujących za morza. Od przeszło dziesięciu lat cały świat kulturalny pasjonuje się odkryciami nad Morzem Martwym. A co my na to? W tym roku Katolicki Uniwersytet Lubelski wydał rozprawę Henryka Strąkowskiego Manuskrypty z Qumran a chrześcijaństwo. Dziełko ma trzydzieści stron i jedną mapę. Literatura światowa o tych odkryciach liczy już setki książek najrozmaitszego typu — od ściśle naukowych do eseistycznych i reporterskich.
. . .A my co na to? — zapytuję po wtóre.
. . .Jeśli wierzyć niektórym polskim tygodnikom, w kraju naszym toczy się podobno dyskusja światopoglądowa, a wyniki jej rozstrzygną o samej przyszłości narodu. Pewni pisarze nawet lekkoatletykę mierzą filozoficznym łokciem. Dziwna dyskusja, dziwny spór, w którym żadna z wysokich stron nie sięga po najświeższe argumenty. Palestyńskie odkrycia dotyczą wszak początków chrześcijaństwa.
. . .Znalezione manuskrypty jakoby to pozwalają wywodzić je wprost od esseńczyków. O ile mi wiadomo, w tym roku ukazała się we Francji książka (przeszło trzysta stron!), której autor dowodzi, że owych esseńczyków w ogóle nigdy nie było, a mit o nich pochodzi z błędnego odczytania jakiejś notatki Filona z Aleksandrii.
. . .Na długo przed wojną pewien socjalistyczny senator opowiadał mi o swych pierwszych krokach na ścieżce wolnomyślicielstwa. Znajomi oskarżyli go przed babką o bezbożność. — „Michaś, ludzie mówią, że ty się wcale nie modlisz?” — „Ależ modlę się, babciu, modlę.” — „A co ty odmawiasz?” — „No... Ojcze Nasz... Zdrowaś Maryja... Wierzę w Boga...” — „Michaś, to ty nawet Dziesięciorga Przykazań nie mówisz?” — „Babciu, co ja mam powtarzać przepisy jakiegoś starego Żyda?” — „Bój się Boga, Michaś, to Mojżesz Żyd był?”
. . .Zdaje się, że wspomnianym sporem filozoficznym opiekuje się duch dobrej babci. Tak przynajmniej świadczy niezwykle u nas żywe zainteresowanie papirusami znad Morza Martwego.
. . .Druk książki Cerama jest dużym osiągnięciem Państwowego Instytutu Wydawniczego. Przekład Jerzego Nowackiego jasny i bodaj zupełnie dobry (nie znając oryginału niczego więcej nie mogę na ten temat powiedzieć). Szata zewnętrzna książki prawie wspaniała, ilustracje dobrze dobrane i piękne. Pewne wątpliwości budzą tylko zdjęcia z polskich prac wykopaliskowych w Egipcie, które wszak odbyły się już po napisaniu Bogów, grobów i uczonych.
. . .Ale czy nie lepiej było zaspokoić wymagania rynku jeszcze jednym wydaniem Słońca Zenona Kosidowskiego, a trud i staranie PIW-u poświęcić na spolszczenie chociażby paru cennych pozycji o palestyńskich rękopisach i tamtejszych odkryciach archeologicznych najświeższej doby? Naprawdę, nie należy utrzymywać polskiego czytelnika w mniemaniu, że od czasu wykrycia zwłok Tutankhamona niczego ciekawego nie wykopano na świecie. Rewelacje sprzed trzydziestu kilku lat nie sa ostatnim słowem wiedzy archeologicznej.
. . .Uparte zapatrzenie w złoto Mezopotamii, Egiptu i Meksyku oraz w grecko-italskie marmury może nas łatwo przyprawić o kulturalną ślepotę. Ani mi w głowie lekceważyć dziedzictwo klasyczne. Ale przez litość — pamiętajmy, zechciejmy wiedzieć, że cywilizacje ludzkie rozwijały się nie tylko tam!
. . .Scena prahistorii Europy przedstawia się nam dotąd tak, że reflektory rzucają światło tylko na Grecję i Kretę. Od czasu do czasu z mroków otoczenia wylezą jacyś Dorowie, którymi zaczynamy się interesować od chwili ich wtargnięcia do Argos. Tymczasem i przedtem nie byli oni podludźmi, ruszając w pochód nieśli ze sobą dorobek kultury, zdobyty w dawnych siedzibach.
. . .W listopadzie 1956 roku odwiedziłem Czou-kou-tien, czyli Górę Smoczej Kości. Jest to miejscowość położona o kilkadziesiąt kilometrów od Pekinu. W tamtejszych pieczarach i szczelinach skalnych odnaleziono szczątki kilku istot, zupełnie niesłusznie określanych jako Pithecantropus. (Najcenniejszych rzeczy nie ma obecnie w miejscowym, doskonale urządzonym muzeum; podczas wojny Amerykanie zabrali je do siebie.) Inna, znacznie lepsza nazwa mówi o Praczłowieku Pekińskim. W rzeczywistości bowiem w Czou-kou-tien wykryto szczątki c.z.ł.o.w.i.e.k.a, który umiał wyrabiać prymitywne narzędzia kamienne, stale posługiwał się ogniem, a żył około p.ó.ł m.i.l.i.o.n.a lat temu.
. . .W porównaniu z tym cóż znaczą zabytki mezopotamskie, liczące sobie kilka tysięcy wiosen? Na mocy jakiego prawa uważa się znaleziska z Ur czy Jerycha za świt dziejów ludzkich w Azji? Nad Eufratem i Tygrysem odsłonięto grube złoża iłu, świadczące, że w tych stronach naprawdę zdarzyła się jakaś katastrofalna powódź. Pod warstwami mułu leżały przedmioty pochodzące od bardzo starych plemion. Ale nawet te sędziwe garnki i skorupy wobec Czou-kou-tien są rzeczami wcale świeżej daty.
. . .W naszej prasie czytuje się czasem artykuły poświęcone sporom o pochodzenie etyki. Z niektórych wywodów zdaje się wynikać, że autorzy widzą jej historyczny (w znaczeniu: najwcześniejszy) fundament w Dekalogu Mojżeszowym. — Dzieje Izraelitów nie całkiem jeszcze zostały wyjaśnione. Ale bez względu na to, jaką chronologię zastosujemy — „długą” czy „krótką” — jest niezbitym faktem, że kiedy plemiona izraelskie obozowały pod górą Synaj, w Babilonie już od setek lat obowiązywał kodeks Hammurabiego, który nie tylko zabraniał kraść, ale szczegółowymi przepisami regulował pracę lekarza i budowniczego. Kodeks ów wywodził się zresztą z jeszcze starszego prawa sumerskiego.
. . .To, co napisałem, nie jest i wcale nie zamierza być jakimkolwiek argumentem w sporze o źródło etyki. Uważam jednak, że uczestnicy wspomnianej dyskusji nie powinni puszczać się na wywody historyczne, które wyglądają dość śmiesznie. Systemy prawne, opierające się wszak na jakichś założeniach etycznych, rozwijały się na długo przed Mojżeszem i w stronach niezmiernie odległych od Ziemi Obiecanej.
. . .Zostawmy w spokoju kraje egzotyczne i popatrzmy na nasz Biskupin.
. . .Jest on znacznie młodszy, współczesny złotemu wiekowi kultury greckiej, ale więcej niż wątpliwe, czy nad jeziora, zwane dzisiaj źnińskimi, mogła dotrzeć jakakolwiek wiadomość o Dekalogu. — Oto osiedle na ciasnej wysepce, dosłownie wymoszczonej drewnem. Kryte trzciną domy, oczywiście drewniane, stykają się ścianami. Na otwartych paleniskach ogień. A w odkopanych zwaliskach ani śladu generalnych pożarów. Mieszkańcy tej osady na pewno musieli zatem bardzo ściśle przestrzegać prawideł, regulujących życie zbiorowe. Pod żadnym pozorem nie możemy ich uznać za hordę pozbawioną moralności. To było wcale wysoko zorganizowane społeczeństwo, a termin ten oznacza przecież nie tylko ludzi zamieszkujących dane terytorium, lecz również łączące ich ze sobą więzi natury moralnej.
. . .A więc jeśli się rozprawia o etyce, trzeba pamiętać o jej przejawach w życiu ludów od niezmiernie dawna rozsianych po całym globie a pozbawionych możności znoszenia się ze sobą. Trzy tysiące lat temu można było mniemać, że świat zawiera się między Persją a Egiptem — dzisiaj już nie. Nawet w zimnej Polsce czterdzieści wieków temu żyły plemiona znające rolnictwo i hodowlę, budujące kopalnie krzemienia i uprawiające handel bursztynem.
. . .Dyskusje światopoglądowe przyniosą korzyść tylko w tym wypadku, jeśli będą stanowić ukoronowanie całej wiedzy, dostarczonej przez nauki szczegółowe. Na dowolnie wybranych fragmentach można wznosić rozmaite konstrukcje i dowodzić, czego dusza zapragnie.
. . .W związku z tym niepokoi mnie, że uwaga czytelnika znowu zaczyna się zwracać właśnie ku wybranym fragmentom starożytności. C. W. Ceram na pewno jest dobrym i zasłużonym pisarzem. Byłoby jeszcze lepiej, gdyby równie świetnie przedstawił ludziom dorobek archeologii niemieckiej w jej własnym kraju. Przetworzył na literaturę treść nudnych nieraz dzieł badaczy starożytności klasycznej. On albo kto inny powinien teraz zrobić to samo z wiedzą o antyku ojczystym. Wdzięczne pole do popisu mają też autorzy francuscy, hiszpańscy... w ogóle wszyscy.
. . .Dzieje ludzkości mają zakres bardzo szeroki i głęboko sięgają w przeszłość planety. Pora chyba dążyć do obrazu, zawierającego ich syntezę.

Paweł Jasienica


* Zenon Kosidowski: Gdy słońce było bogiem. Warszawa 1956. „Iskry”.
** Zofia Jeżewska: Ze Sfinksem w cztery oczy. Warszawa 1958. „Iskry”.
*** C. W. Ceram: Bogowie, groby i uczeni. Powieść o archeologii. Przełożył Jerzy Nowacki. Warszawa 1958. Państwowy Instytut Wydawniczy.
**** Zbigniew Nienacki: Uroczysko. Ilustrował Romuald Klaybor. Warszawa 1957. „Nasza Księgarnia”.

=======================================================================================

 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 146 razy
Wiek: 56
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 47985
Skąd: Poznań

Wysłany: 2022-11-04, 09:38:58   

Tak jak kiedyś, przy wpisie Z24, tak samo teraz po dekadzie (!) tak samo skomentuję, że zaiste, bardzo pozytywna jest recenzja autorstwa Pawła Jasienicy i na pewno ucieszyła Zbigniewa Nienackiego. :)
_________________
Drużyna 2

Nasze forum na facebooku: ./redir/facebook.com/pansamochodzikforum
Nasza forumowa geościeżka keszerska: ./redir/pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?p=240911#240911

 
 
Yvonne 
Maniak Samochodzika
Witaj Przygodo!



Pomogła: 10 razy
Wiek: 45
Dołączyła: 28 Wrz 2012
Posty: 7231
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2022-11-04, 09:51:04   

Chemas napisał/a:
Podzielam odczucia Sowy. Również jestem pod wrażeniem i skłaniam się ku stwierdzeniu, że jest to chyba najbardziej tajemnicza i mistyczna powieść z tak zwanego szerokiego kanonu.


Ja lubię jej poetyckość.
Moim zdaniem to najbardziej poetycko napisana część przygód o Tomaszu.
_________________
Zapraszam na mój blog:

www.odbiblioteczkidoszafy.blogspot.com


 
 
batura 
Czytał Samochodzika


Pomógł: 1 raz
Wiek: 45
Dołączył: 31 Maj 2007
Posty: 72
Wysłany: 2022-11-15, 21:20:29   

Fragment o "pierwszym" samochodowym wyzwaniu Pana Samochodzika jest The Best.
_________________
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Reklama:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.

Zapoznaj się również z nasza Polityka Prywatnosci (z dn. 09.08.2019)

  
ROZUMIEM
Strona wygenerowana w 0,84 sekundy. Zapytań do SQL: 12