PanSamochodzik.net.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Maurice Leblanc (Arsene Lupin)
Autor Wiadomość
John Dee 
Moderator
Per divina gratia huomo libero



Pomógł: 100 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 12609
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2020-11-01, 18:26:48   Maurice Leblanc (Arsene Lupin)

Recenzję “Tajemnicy wydrążonej iglicy” wstawiłem pierwotnie tu:
https://pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?p=333424#333424

Dalszą dyskusję o Arsenie Lupin prowadziliśmy tu:
https://pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?p=278104#278104


Maurice Leblanc: “Arsene Lupin - Tajemnica wydrążonej iglicy” (“L’Aiguille creuse”), 1909 r.




Normandia jest miejscem, w którym książka Maurice’a Leblanca ma zarówno swój początek, jak i koniec. Wszystko zaś zaczyna się na zamku w Ambrumesy należącego do barona de Gesvresa. Raymonde de Saint-Veran, piękną arystokratkę, mieszkającą tam u swojego wujka, budzi w środku nocy jakiś hałas. Przez okno swego pokoju dostrzega skradające się przez park, obładowane czymś tajemnicze postacie dążące ku małej furtce w murze. Bez chwili wahania nieustraszona dziewczyna biegnie po broń, bierze na muszkę ostatniego ze złodziei, którego uważa za szefa szajki, i kładzie go jednym celnym strzałem. Już w chwilę później służba zabezpiecza wszystkie wyjścia z zamkowego parku, trafiony kulą człowiek jest więc w pułapce. Gdy jednak o świcie policja zjawia się w Ambrumesy, brak po nim jakiegokolwiek śladu. Gdzie podział się ów człowiek? Co zabrali ze sobą jego wspólnicy (z zamku bowiem na pierwszy rzut oka nic nie zginęło), dlaczego zamordowany sekretarz barona w środku nocy był całkowicie ubrany?
Podczas gdy policja błądzi jeszcze w ciemności, odpowiedzi na wszystkie te pytania wydaje się już znać Isidore Beautrelet, siedemnastoletni uczeń paryskiego liceum, przebywający obecnie w Normandii na wakacjach. Ten młody człowiek, detektyw-amator, przybył do zamku w towarzystwie zaprzyjaźnionego reportera lokalnej gazety, a po zapoznaniu się z faktami i po chwili namysłu zachwyca wszystkich obecnych logiczną eksplanacją nocnych wydarzeń. Nie tylko wie już, jak ranionemu przez Raymonde rzezimieszkowi udało się uniknąć aresztu, ale jest również w stanie podać jego imię: Arsène Lupin oczywiście!

Początek książki jest doskonały, pomysł z nocnym napadem jest oryginalny, całość dobrze przemyślana. W dalszym jednak ciągu nie wszystko jest na aż tak wysokim poziomie. Niektóre rozdziały są równie niemal dobre, inne nieco słabsze, cechujące się np. brakiem akcji i nadmiarem dialogów. Bardzo mi się spodobało, że Isidore, starający się rozszyfrować zagadkę wydrążonej iglicy, odwiedza różne regiony Francji, w tym również Dolinę Loary (tu, w zamku L'Aiguille na rzeką Creuse, czeka na genialnego małolata jeden z najciekawszych epizodów jego pojedynku z Arsènem) i Bretanię, by w końcu znowu powrócić do Normandii, gdzie le grand finale ma miejsce. Również urzekła mnie poprzedzająca ten finał wędrówka młodzieńca wzdłuż brzegów Sekwany, gdzie mija miejsca, które i ja w tym roku miałem okazję odwiedzić: Jumièges, Honfleur, Le Havre oraz Alabastrowe Wybrzeże, położone pomiędzy Le Havre a Dieppe. Tego rodzaju włóczęg podejmowali się na początku XIX wieku wszyscy szanujący się romantycy, wędrując, odkrywając, a przy tej okazji tworząc. Isidore Beautrelet oczywiście nie tworzy, tylko obserwuje i dedukuje, ale na piękno tych okolic jest niemniej wrażliwy niż Byron lub Novalis.

W sumie “Tajemnicę wydrążonej iglicy” nie można nazwać dziełem doskonałym, ale na predykat świetnej, porywającej lektury zasługuje bez wątpienia. Isidore Beautrelet jest postacią fascynującą, z podziwem można tylko obserwować, z jaką swobodą chłopczysko porusza się po swoim ojczystym kraju, uzbrojony w broń palną, zaopatrzony w odpowiednie środki finansowe itd. W prawdzie nieco trudno jest uwierzyć w taki zakres swobody u siedemnastolatka, ale cóż, by móc rozkoszować się lekturą należy chyba zaakceptować jego wyjątkowość.

Chciałbym również zauważyć, że Isidore przypomina mi bardzo szatana z siódmej klasy Kornela Makuszyńskiego ( http://pansamochodzik.net...p=292966#292966 ). Isidore, podobnie jak Adaś, ma lat siedemnaście, mieszka i uczęszcza do szkoły w stolicy, działa jednak głównie na prowincji. Obaj muszą rozszyfrować tekst, który wskaże im miejsce, gdzie kryje się skarb. Obaj cieszą się świetną reputacją jako detektywi wśród swoich koleżanek i kolegów, bo Isidore w swoim Lycée Janson-de-Sailly rozwiązał uprzednio już niejedną zagadkę, podobnie jak Adaś w Warszawie.


I jeszcze coś. W “Tajemnicy wydrążonej iglicy” dochodzi do zamiany drogocennych płócien Rubensa na bezwartościowe kopie. Ponownie, chciałoby się rzec, bo Leblanc użył podobnego pomysłu już wcześniej, w opowiadaniu “Arsène Lupin w więzieniu” ( http://pansamochodzik.net...p=285851#285851 ). Raz jeszcze więc pragnę wskazać na możliwość, że Nienacki pomysł z zamianą obrazów w PSiF zapożyczył od Leblanca.
 
 
John Dee 
Moderator
Per divina gratia huomo libero



Pomógł: 100 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 12609
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2020-11-01, 18:42:44   

Maurice Leblanc - 813 (1910 r.)



Bardzo dziwna, ale i świetna książka. Dziwna dlatego, bo jakoś mocno chaotyczna; intencje zarówno Lupina jak i autora są do samego końca niejasne i nie mogę twierdzić, bym ją całkowicie zrozumiałem. A jednak mówi się, że to jedna z najsłynniejszych powieści całego cyklu i co do mnie - nie zgłaszam sprzeciwu. Po jej lekturze mój szacunek wobec Leblanca znacznie wzrósł - podziwiam jego pomysłowość i talent. Pracowitość również.

813 to początkowo była zdaje się jedna książka, która potem rozszczepiona została w dwie, a następnie znowu połączona w jedną. To być może wyjaśnia dezorientację, jaka ogarnia czytelnika w niektórych miejscach - w internecie można znaleźć ciekawe dyskusje na ten temat. Zakończenie też jest bardzo ambiwalentne - krótko mówiąc, jeśli chodzi o strukturę to należy stwierdzić, że panuje jeden wielki bałagan.

Co się jednak tyczy pojedynczych pomysłów - chapeau! Leblanc przykłada szczególną wagę do tego, by nie nudzić, więc naszpikował swoją powieść niezwykle dramatycznymi wydarzeniami, szczególnie dbając o to, by były zaskakujące i oryginalne i żeby pojawiały się w regularnych odstępach czasu. Szyfry i zagadki, krew się leje, trup pada gęsto - o tym mowa. :D

Inną zaletą kryminału jest skomplikowany charakter Lupina - w tej książce facet jest naprawdę ciekawy, bo nie zawsze triumfuje, doznaje również druzgocących porażek, jako że popełnia niewybaczalne błędy. Przede wszystkim ale cierpi, i to jak. Tak rozerwanego uczuciami nigdy wcześniej go nie widziałem. Przyznaję, że z tego właśnie powodu dałem się nawet nieco wciągnąć emocjonalnie.

813 to również książka polityczna, która w sporej części odgrywa się Niemczech, szczególnie na zamku Veldenz niedaleko Trewiru. Trzeba będzie tam oczywiście niebawem zajrzeć.



Inne miejsce dokładnie opisane w książce miałem okazję odwiedzić w zeszłym roku: Park Saint-Cloud.



W pobliżu znajduje się Międzynarodowego Biura Miar i Wag - tu mamy odpowiednią relację:
https://pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?p=428793&highlight=#428793

Książka jest więc pod każdym względem przebogata i na pewno warta swojej ceny. :)
 
 
Protoavis 
Admin Emeritus
Archeolog książkowy



Pomógł: 41 razy
Dołączył: 13 Sty 2013
Posty: 6719
Skąd: PRL
Wysłany: 2020-11-01, 20:56:51   

Arsene Lupin pojawił się przed wojną w powieści pewnego polskiego autora kryminałów.



Marek Romański „W walce z Arseniuszem Lupinem”


Postać dżentelmena-włamywacza Arseniusza Lupina pojawiła się na kartach powieści Maurice’a Leblanca już w 1905 r. Potrafiący wykaraskać się z największej opresji Lupin stał się zmorą naczelników więzień. Sforsowanie najgrubszych nawet murów i krat było dla niego drobnostką. Ten niezwykły przestępca brzydził się przemocą. Zawsze skrupulatnie przygotowywał się do każdego włamania, pamiętając o zabezpieczeniu sobie drogi odwrotu. Nigdy nie pozostawiał śladów. Drżeli przed nim osobnicy mający coś na sumieniu, przestępcy i wszelkiego rodzaju żyjący na bakier z prawem kombinatorzy. Funkcjonariusze policji znad Loary i Sekwany zgrzytali zębami ze złości na jakąkolwiek wzmiankę o włamywaczu, lecz zwykli mieszkańcy Francji kibicowali poczynaniom Lupina i z wypiekami na twarzach śledzili doniesienia prasowe informujące o jego poczynaniach.

Nie jestem pewien czy Maurice Leblanc wysyłał kiedykolwiek swego bohatera do Polski, aby ten w kraju nad Wisłą obrabował kasę jakiegoś defraudanta, spekulanta czy też innego delikwenta, który w posiadanie majątku wszedł nie zawsze zgodnie z literą prawa. Jeśli francuski pisarz tego nie uczynił, niedopatrzenie to naprawił w 1934 r. jego kolega po fachu – jeden z najpopularniejszych polskich autorów kryminałów dwudziestolecia międzywojennego - Marek Romański. Spod jego pióra wyszła bowiem całkiem zgrabna, okraszona dowcipem, historia kryminalna, która rozpoczyna się w Warszawie. Tu w jednym z klubów spotyka się dwóch dżentelmenów: pewien Francuz nazwiskiem Medieval oraz prywatny detektyw Konrad Wichura. Panowie wiedzą już, że słynny francuski włamywacz przybył do Warszawy. Zawierają zakład o to czy Wichurze uda się zastawić skuteczną pułapkę na Lupina, czy też sprytnemu przestępcy znów dopisze szczęście i jak zwykle pozostanie nieuchwytny.

W tym samym czasie do detektywa Wichury i komisarza Wagnera zwraca się prośbą o pomoc pewien zamożny właściciel pałacu w Łagiewkach. Izydor Bitru, również obywatel francuski, informuje ich o otrzymaniu listu od Lupina, w którym włamywacz zapowiada wyrównanie rachunków. Wystraszony bogacz bardziej obawia się swoje pieniądze i zgromadzone kosztowności niż o życie. Mimo to Wichura wraz z piękną sekretarką oraz Wagnerem wyruszają do Łagiewek aby zapobiec dokonaniu przestępstwa i ująć dżentelmena-włamywacza. W pałacu Konrad Wichura spotyka znajomych z warszawskiego klubu. Ktoś opróżnia kasę pancerną pana Bitru. Giną wszystkie klejnoty milionera. Wichura rozpoczyna przesłuchania zgromadzonych w pałacu osób. Zachowanie niemal wszystkich budzi podejrzenia. Detektywi zdają sobie doskonale sprawę, że wśród przesłuchiwanych znajduje się pewno Arseniusz Lupin. Rozpoczyna się pasjonująca rozgrywka pomiędzy dwójką „śledczych” a legendarnym francuskim włamywaczem...
_________________
Nasze forum na facebooku: ./redir/facebook.com/pansamochodzikforum

Ostatnio zmieniony przez Protoavis 2020-11-01, 23:08, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Berta von S. 
Administratorka Wspomagająca
nienackofanka



Pomogła: 134 razy
Wiek: 48
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 29369
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2020-11-05, 00:18:46   

Protoavis napisał/a:
Arsene Lupin pojawił się przed wojną w powieści pewnego polskiego autora kryminałów. (...) Marek Romański „W walce z Arseniuszem Lupinem”

Wolę jednak nieprzetłumaczoną wersję imienia, Arseniusz kompletnie mi się nie komponuje z tą postacią. :027:
_________________
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 77 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 6065
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2020-11-05, 06:33:00   

Berta von S. napisał/a:
Wolę jednak nieprzetłumaczoną wersję imienia, Arseniusz kompletnie mi się nie komponuje z tą postacią. :027:

I tak dobrze, że nie "Arseniusz Łubin". :- )

Podejście do spolszczania cudzoziemskich imion - albo przeciwnie, używania ich oryginalnych postaci - zmieniało się w czasie i pewnie przed wojną obowiązywała taka moda, a może nawet zalecenia językoznawców. Dzisiaj jesteśmy na ogół inaczej przyzwyczajeni i równie dziwnie jak "Arseniusz" brzmiałoby nam, gdyby Rajmund Connor ścigał Jana Blacka.

W dodatku postać dżentelmena-włamywacza zdobyła taką popularność, a samo imię jest tak rzadkie i charakterystyczne, że miano "Arsène" w polskiej kulturze odnosi się właściwie tylko do niego. Stało się jakby jego znakiem rozpoznawczym, więc tak jak piszesz - trudno byłoby przestawić się na inne.

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...
Zwycięzca rywalizacji rowerowej w 2019 r.

 
 
Berta von S. 
Administratorka Wspomagająca
nienackofanka



Pomogła: 134 razy
Wiek: 48
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 29369
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2020-11-05, 22:00:12   

Kynokephalos napisał/a:

I tak dobrze, że nie "Arseniusz Łubin". :- )

Podejście do spolszczania cudzoziemskich imion - albo przeciwnie, używania ich oryginalnych postaci - zmieniało się w czasie i pewnie przed wojną obowiązywała taka moda, a może nawet zalecenia językoznawców. Dzisiaj jesteśmy na ogół inaczej przyzwyczajeni i równie dziwnie jak "Arseniusz" brzmiałoby nam, gdyby Rajmund Connor ścigał Jana Blacka.

Fakt, brzmi koszmarnie. :D
Podobnie jak niektóre tłumaczenia tytułów filmów. Tu kilka fajnych jest:
./redir/www.spidersweb.pl...-tytuly-filmow/
_________________
 
 
Nietajenko 
Forumowy Badacz Naukowy
Ojciec dwójki dzieci



Pomógł: 32 razy
Wiek: 43
Dołączył: 25 Lip 2011
Posty: 13204
Skąd: Olsztyn
Wysłany: 2020-11-06, 08:22:44   

Kynokephalos napisał/a:
I tak dobrze, że nie "Arseniusz Łubin". :- )

Myślę, że przekładając Arsena Lupina na język polski winniśmy otrzymać Arseniusza Łubińskiego lub Arseniusza Łubniewskiego. Byłoby to per analogiam do Johna Smitha, który w naszych warunkach nazywa się Jan Kowalski.
_________________
I wish I could abort the government

 
 
Muzygog 
Fanatyk Samochodzika



Pomógł: 11 razy
Wiek: 57
Dołączył: 04 Lis 2017
Posty: 2157
Skąd: Płock
Wysłany: 2020-11-06, 19:32:54   

Cytat:
Podejście do spolszczania cudzoziemskich imion - albo przeciwnie, używania ich oryginalnych postaci - zmieniało się w czasie i pewnie przed wojną obowiązywała taka moda, a może nawet zalecenia językoznawców.


Kiedyś prowokacyjnie na tablicy ogłoszeń w mojej szkole napisałem "K. Debussy"

Ależ towarzystwo oburzyło się wzięło.

Ciekawym czy Czesi mówią i piszą Bedřich (Fridrich) Chopin...
_________________
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 44 razy
Wiek: 57
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 9476
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2020-11-06, 19:58:49   

Kynokephalos napisał/a:
Berta von S. napisał/a:
Wolę jednak nieprzetłumaczoną wersję imienia, Arseniusz kompletnie mi się nie komponuje z tą postacią. :027:

I tak dobrze, że nie "Arseniusz Łubin". :- )


Bloody lubin ;-)

A na wschodzie imię Arseniusz (Arsen, Arsenij) jest dobrze znane. a także urobione od niego nazwisko: Arseniew, które nie jest obce czytelnikom "Pozwolenia na przywóz lwa" :) .
_________________
Z 24
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Reklama:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.

Zapoznaj się również z nasza Polityka Prywatnosci (z dn. 09.08.2019)

  
ROZUMIEM
Strona wygenerowana w 0,78 sekundy. Zapytań do SQL: 10