PanSamochodzik.net.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Garcia Marquez, Gabriel
Autor Wiadomość
John Dee 
Moderator
Epicuri de grege porcus



Pomógł: 107 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 13525
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2019-10-21, 11:50:04   Garcia Marquez, Gabriel

Gabriel Garcia Marquez


 
 
John Dee 
Moderator
Epicuri de grege porcus



Pomógł: 107 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 13525
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2019-10-21, 11:50:30   

Gabriel Garcia Marquez - “Kronika zapowiedzianej śmierci” (1981 r.)



W małej mieścinie gdzieś na Karaibach narrator książki, prawdopodobnie sam Garcia Marquez przeprowadza prywatne dochodzenie w sprawie śmierci Santiago Nasara. Choć zabójstwo miało miejsce dwadzieścia siedem lat temu wielu jego świadków jeszcze żyje, więc narrator nie ma szczególnych trudności z zebraniem ciekawiących go relacji.
Co się wydarzyło? Po hucznym weselu Bayardo San Romána i Angeli Vicario, w którym udział brało całe miasto, w tym również narrator i Santiago, jeszcze w nocy poślubnej Bayardo zwraca pannę młodą jej rodzicom, powodu czego łatwo można się domyślić. Poddana gwałtownemu przesłuchaniu dziewczyna oświadcza, że Santiago Nasar pozbawił ją dziewictwa. Następnego dnia jej bracia-bliźniacy Pedro i Pablo, z zawodu rzeźnicy, nożami zabijają Santiago na progu jego domu.
Że sprawy nie miały się tak prosto można się domyślić choćby z tego, że narrator po tylu latach postanowił odgrzebać stare dzieje. Pragnie zrozumieć, dlaczego chłopak zginął mimo że tak naprawdę nikt nie chciał jego śmierci, nie wykluczając sprawców zabójstwa. Pedro i Pablo bowiem, przystępując do wykonania krwawego czynu, który wydaje im się być ich dyktowaną kodem honorowym powinnością nie kryją bynajmniej swoich zamiarów. Wręcz przeciwnie, ogłaszają je wszem i wobec, jakby w nadziei, że ktoś ich powstrzyma od popełnienia zabójstwa. Jeszcze kilka godzin wcześniej pili przecież wspólnie na weselu z Santiago, najprzystojniejszym, najbogatszym i najmilszym kawalerem miasta. Zapowiadając głośno jego śmierć pragną więc tak właściwie jej uniknąć. Znajduje się rzeczywiście policjant, które odbiera im ich noże (natychmiast idą do domu po nowe), ale wśród mieszkańców miasta nie ma nikogo, kto by na czas ostrzegł Santiago przed grożącym mu niebezpieczeństwem. Dlaczego? Na to pytanie nie ma prostej odpowiedzi. Każdy z tych, z którymi autor książki rozmawia podaje inny jak najbardziej zadowalający powód, dlaczego nie potrafił oddać przyjacielowi tej ratującej jego życie przysługi. Do zbrodni dochodzi więc poprzez nieszczęśliwy i bardzo długi splot okoliczności, tak niewiarygodny jak niesamowity. Jego skutki są tym bardziej tragiczne iż ofiara morderstwa honorowego w całym prawdopodobieństwie była niewinna.

Gabriel Garcia Marquez, nim został powieściopisarzem, był, jak powszechnie wiadomo, dziennikarzem. “Kronika zapowiedzianej śmierci” jest świetną demonstracją obydwu tych pasji, beletrystycznej i dziennikarskiej. Dziennikarz wydaje się być odpowiedzialny za nagromadzenie super ciekawych faktów, w które anatomia zbrodni oprawiona jest niczym drogocenny diament w drobne klejnoty, co tak ważne jest dla właściwego oddania kolorytu. Jeśli wspomniany zostaje nóż to autor podaje dokładnie do czego służy i ile cali długości a ile szerokości ma jego ostrze; dowiadujemy się kiedy mężczyźni nosili spodnie krochmalone, a kiedy nie itd. itp.
Zachwyt budząca metoda, przy pomocy której autor połączył wszystkie te pojedyncze wypowiedzi świadków w jedną kongruentną całość jest raczej dziełem niezwykle utalentowanego pisarza i autora fikcji. Stopniowo prowadzi czytelnika krok po kroku przez wszystkie pojedyncze fazy wydarzeń do momentu kulminacyjnego, w którym fatalna rola jak w starogreckiej tragedii przypada MATCE zamordowanego. Misterna robota i książka, którą zaliczam do trzech najlepszych tego wielkiego pisarza.
 
 
John Dee 
Moderator
Epicuri de grege porcus



Pomógł: 107 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 13525
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2020-10-26, 11:37:59   

Gabriel García Márquez - Miłość w czasach zarazy (1985)



Czytam tę powieść już po raz trzeci; obawiałem się, że tym razem zacznie już mnie nudzić, ale nic podobnego, nadal mnie zachwyca. Jak zwykle najsilniejsze wrażenie wywarł na mnie genialny początek, jednak nie sposób chwalić początek nie wspominając o równie dobrym finale - nim rozczuliłem się tym razem nawet szczególnie. Ale po kolei.

Początek.
W jednym z głównych miast Kolumbii leżącym u ujściu Magdaleny dochodzi do samobójstwa. Na miejsce nieszczęścia przybywa stary doktor Juvenal Urbino, jeden z najbardziej rozpoznawalnych i szanowanych ludzi miasta. Martwy nie jest mu obcy: jest to Jeremiah de Saint-Amour, fotograf dziecięcy, z którym lekarz codziennie grywał w szachy. “Głupcze, przecież najgorsze miałeś już za sobą”, mamrocze otwierając wszystkie okna, gdyż powietrze w pokoju przesycone jest migdałowymi oparami: Jeremiah odebrał sobie życie za pomocą cyjanku potasu. Lekarzowi ten zapach nie jest obcy - tak odchodzą w tym mieścieci ci ze złamanym sercem. Ile to już razy przyszło mu potwierdzać ich zgon? Zagubiony w takich smutnych myślach doktor Urbino nie wie jeszcze, że ten dzień, który tak paskudnie się zaczyna, będzie również ostatnim dniem jego życia.

Wydarzeniom tego dnia autor poświęca tak dużo miejsca, że czytelnik nie może mieć wątpliwości, iż w postaci dr. Urbino ma przed sobą również głównego bohatera powieści, tym bardziej, że kilkakrotnie wspomniane zostają jego zasługi w zwalczaniu cholery. Tak jednak nie jest, czytelnik zostaje z premedytacją wprowadzony w błąd; prawdziwi protagoniści pojawiają się na scenie w momencie, gdy dygnitarze miasta zwalają się do domu wdowy Urbino - w książce autor odnosi się do niej przważnie jako Fermina Daza. Gdy, odebrawszy kondolencje, siedemdziesięciosześcioletnia wdowa zamyka drzwi za ostatnim ze swoich gości, w głębi pokoju dostrzega kogoś, kto widocznie pragnie porozmawiać z nią w cztery oczy. Jest to Florentino Ariza. Starszy pan podchodzi do niej i oświadcza: “Fermino, od ponad pół wieku czekałem na tę sposobność, aby raz jeszcze ponowić przysięgę o mojej dozgonnej wierności i wiecznej miłości.” Osłupiała wdowa patrzy na niego jak na wariata, wreszcie mówi: “Wynoś się i precz z moich oczu do końca dni twoich”.

Co wydarzyło się przed przeszło pół wiekiem między Ferminą a Florentino? O tym właśnie opowiada powieść. Kolejna książka więc o nieśmiertelnej miłości, wielkich uczuciach? Tak i nie. Dużo więcej niż tylko to. “Miłość w czasach zarazy” przypomina bowiem również mocno arcydzieło Garcii Márqueza “Sto lat samotności”. Opisując dzieje obydwu bohaterów - kochanków nazwać ich nie możemy - autor dużo miejsca poświęca zmianom społecznym i gospodarczym swojego kraju - wstrząsającym nim rewolucjom, postępowi, który zmienia oblicze i obyczaje miasta, technice, gadżetom - maszyny do pisania pozbawiają chleba skrybów, samochody wypierają dorożki, samoloty statki parowe.
Były dziennikarz zgromadził ponownie niesamowite skarby, którymi nas obsypuje, zmuszając co dociekliwszego czytelnika do nieustannego przerywania lektury, by sprawdzić w internecie, o czym właściwie jest mowa - co to takiego petate? Albo Papier Ormiański (Papier d’Armenie)? Czy to prawda, że koty mają kiepską pamięć do ludzi? Czy niejaki Teodor Konrad Korzeniowski naprawdę handlował bronią w Ameryce Południowej? :D
Nawet jeśli nie wszystkie informacje są stuprocentowo wiarygodne, to jednak autor stworzył zarówno imponującą panoramą społeczno-polityczną swojego ojczystego kraju jak i ujmujący intymny portret dwojga niezwykłych ludzi. Obie części połączył tak harmonijnie, że zyskał tym uznanie na całym świecie; wygląda na to, że książka stanie się na zawsze jednym z nieśmiertelnych klasyków. Prawdopodobnie już nim jest.

Co mnie tym razem szczególnie urzekło są wydarzenia i uczucia opisane w ostatnich jej rozdziałach. Florentino pojmuje, że aby zdobyć miłość Ferminy nie wystarczy powoływać się na wspólną przeszłość, na to, co kiedyś ich łączyło, rozdmuchać przygasły żar - musi zacząć werbunek od samego początku, wzniecić w ukochanej kobiecie zupełnie nowy ogień - ten proces García Márquez opisuje bardzo szczegółowo i z psychologicznego punktu widzenia przekonująco. Kiedyś główną fascynację stanowiła dla mnie relacja o ich pierwszej miłość, którą zapoczątkował coup de foudre, jakiego doznał Florentino przychodząc do domu Ferminy z telegramem przeznaczonym dla jej ojca; dzisiaj uważam, że mistrzostwo, z jakim autor opisał miłość pomiędzy ludźmi stojącymi u schyłku swojego życia zasługuje na większy poklask.

“Sto lat samotności” jest książką napisaną z większym rozmachem i z tego, jak i jeszcze innych powodów w dorobku Garcii Márqueza zasługuje na wyższą rangę; “Miłość w czasach zarazy” jednak jest bardziej udana, dostępna, doskonała. Była i - z ulgą mogę stwierdzić - nadal jest jedną z moich ulubionych powieści. :)
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Reklama:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.

Zapoznaj się również z nasza Polityka Prywatnosci (z dn. 09.08.2019)

  
ROZUMIEM
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 10