PanSamochodzik.net.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Czy Nienacki faktycznie był na Syberii?
Autor Wiadomość
chkaplan 
Forumowy Badacz Naukowy
badacz forumowy



Pomógł: 8 razy
Wiek: 58
Dołączył: 30 Lip 2015
Posty: 232
Skąd: Wawa
Wysłany: 2020-05-13, 20:56:00   

W weekend, oglądałem program dokumentalny z badań pewnego rozyjskiego badacza, pt:

"Tygrys syberyjski i tajemnicza święta góra"

... a oto opis dystrybutora tego filmu:
"Rosyjski Daleki Wschód. Stoki gór Sichote-Aliń pokrywa dziewicza ussuryjska tajga. Cudowny świat, dziwnie łączący syberyjskie lasy z podzwrotnikowym klimatem. Od tysięcy lat w ich gęstwinach przyroda odgrywa tajemniczy spektakl. Tygrys syberyjski największy dziki kot na świecie. Długość jego ciała osiąga trzy metry, a waga ponad 300 kg. Zwany też amurskim, jest zwierzęciem niezwykle majestatycznym i tajemniczym, bo w naturze unika kontaktu z człowiekiem. Jego przepiękne futro oraz rzekome właściwości lecznicze przypisywane specyfikom wytwarzanym z kości i sierści, doprowadziły do zagrożenia tego gatunku. Obecnie szacuje się, że w warunkach naturalnych żyje ok. 560 osobników. Twórcy filmu w ciągu dwuletniej realizacji tego dokumentu zastawili ponad czterdzieści wideo-pułapek, dzięki którym udało się uchwycić zachowania i zwyczaje tych przepięknych i trudno dostępnych zwierząt. Celem ekipy było dotarcie do tajemniczej świętej góry, która według wierzeń Udehejczyków – autochtonicznej ludności żyjącej na terenach występowania tygrysa amurskiego – jest miejscem ostatecznego spoczynku tych majestatycznych zwierząt. Biolodzy, badający tygrysy, znają wiele ścieżek, którymi władcy tych miejsc obchodzą swe włości. Aż pewnego dnia znikają na zawsze. Nikt nigdy nie widział zwłok tygrysa, który zmarł śmiercią naturalną. Zwierzęta te wędrują na szczyt tajemniczej świętej góry. Do połowy XIX wieku tygrysy syberyjskie zamieszkiwały ogromne terytoria: od Kraju Nadmorskiego i Chabarowskiego do obwodu czytyjskiego. Rozwój przemysłowy regionu sprawił, że na południu tygrys został wyparty z Niziny Chankajskiej i okolic Władywostoku. Na północy granica jego terytorium przesunęła się do rzeki Bikin, gdzie znajduje się największy na świecie masyw cedrowych lasów mieszanych. Rezultaty badań ogłoszono kilka dni po zakończeniu zdjęć. Zgodnie z nimi mieszka tu 540 tygrysów syberyjskich. To znaczy, że ich populacja wzrasta. A więc największy kot nie zniknie z powierzchni Ziemi. Na dodatek w listopadzie 2015 roku został założony Park Narodowy Bikin, do którego włączono tereny pod świętą górą tygrysów Sangieli."

Oczywiście zaraz sięgnęłem do lektury "Pozwolenia..." - i cóż wyczytałem, w stosownym fragmencie:

"– To Pichca, rzeka tygrysów – krzyknął do mnie Stiepan.
Teraz pojawiły się góry. Były porośnięte gęstym lasem liściastym. Zachodziło słońce – las wydawał się brunatny, a szczyty gór siwe i żółtawe. Domyśliłem się, że mamy przed sobą Chorski Grzbiet, odgradzający nas od szczytów Sichote-Alina. Tu, w trójkącie, jaki tworzyły rzeki Ussuri i Amur (u podstawy tego trójkąta rozciągało się wybrzeże Morza Japońskiego), leżał tak zwany Ussuryjski Kraj, pełen dzikiego zwierza, niedźwiedzi i tygrysów, egzotycznej południowej roślinności. (…..)
Stiepan wołał za mną: – Nie odchodźcie za daleko! Widzicie te skały, tam na prawo za dolinką? Nazywają je „mieszkaniem tygrysów”. To nie żarty. W skalach gnieżdżą się tygrysy. One są teraz rozzuchwalone, bo nie wolno do nich strzelać. (…)
Wiedziałem, że muszę dojść do „mieszkania tygrysów”, że nie wolno mi uronić ani sekundy z przeżytego tutaj czasu, bo później każda minuta będzie cenna, gdy o przygodzie opowiadać będę kolegom w zaciszu kawiarnianej sali. Czy uwierzą mi? Wątły, szczupły, chorowity – nie miałem w sobie nic z poszukiwacza przygód i podróżnika. Był wieczór. Gdy opuściłem się w dolinkę, otoczył mnie półmrok. Rozpoznawałem znany mi z książkowych ilustracji mongolski dąb, cedr i amurską lipę. Grube, potężne pnie, garbate od jakichś potwornych narośli, wyglądały jak czarne poczwary przygarbione do ziemi, okrywające konarami tajemnice ukryte w gęstym poszyciu leśnym. Dolinka była całkiem zarośnięta i musiałem się przez nią przedzierać jak przez dżunglę. Drogę zagradzały zwalone pnie, zbutwiałe, gnijące, schowane pod zeschłymi liśćmi. Szedłem nieledwie po omacku, w dusznym zapachu zgnilizny, lękając się, że zabłądzę. Na szczęście dolinka była niewielka. Kończyła się u podnóża stromych, dziwacznych skał, opadających w dół wielkim osypiskiem, zarzuconym kłodami powalonych drzew. Tu było jaśniej, widniej. Próbowałem się piąć ku górze – cierniste aralie chwytały mnie za nogawki spodni i za poły płaszcza. Zziajany przystanąłem, zdając sobie sprawę, że nim dotrę do skał, zapadnie noc i nogi połamię wśród wykrotów. Stanąłem za jakimś krzakiem i przyłożyłem do oczu lornetkę. Na tle czerwonawego nieba rysowały się wyraźnie ciemne cienie siedmiu ogromnych, niebotycznych głazów granitowych. Stały tutaj jak skamieniałe postacie wielkoludów i gigantycznych przedpotopowych zwierząt. Jedna ze skał podobna była do wielkiej żaby, druga do zgarbionego człowieka, trzecia przypominała wymierzoną w niebo rakietę wielostopniową, czwarta była jakąś wiedźmą ogromną. Szczeliny pośród nich ziały mrokiem, jak wejścia do wielkich pieczar. Wtem mignął mi w szkłach lornetki jaśniejszy, podłużny kształt. Mignął i znikł za wielkim głazem. Po sekundzie drugi cień przemknął przed moim wzrokiem. Czekałem z napięciem, aż do kłucia w oczach wpatrując się w wielki głaz. Czekałem długo, chyba ze trzy minuty. Dwa duże, rudawo-złote tygrysy przedefilowały przede mną uchodząc w szczelinę skalną. Były najwyżej czterysta metrów ode mnie – niskie, podłużne, podobne do gigantycznych jamników na łapach nieproporcjonalnie krótkich w stosunku do długich tułowi. Wśród szarych i ciemnych skał przebiegały bezszelestnie, jak złote promyki słońca odbite przez lusterko. Wiedziałem, że były daleko, że chyba przeszły na drugą stronę gór. Słyszałem, że nie zaczepione przez człowieka, nie napadają. Ale mimo tej wiedzy, aż spociłem się ze strachu. Strach odczuwałem większy niż w samolocie pędzącym na skały. Stałem za krzakiem, bojąc się ruszyć, a nawet drgnąć. Po chwili udało mi się wmówić w siebie, że tygrysów w ogóle nie widziałem, że uległem tylko złudzeniu, bo nic nie potwierdzało ich bytności. Już zdecydowałem się ruszyć w powrotną drogę przez zarośniętą dolinkę, gdy uwagę moją przykuło coś dziwacznego, zupełnie niepojętego. To „coś” znajdowało się najwyżej sto metrów ode mnie. Siedziało na powalonym pniu drzewnym – czarne, kosmate, o ludzkim kształcie i wzroście dwunastoletniego chłopca. „Coś” czochrało się nerwowymi szybkimi ruchami, jak małpa. Oczy załzawiły mi się od wysiłku wypatrywania przez szkła – ale przecież wyraźnie dojrzałem, że „coś” ma psią mordę. Pies? Dlaczego jednak siedzi jak człowiek na pniu drzewa i drapie się jak małpa? A może to niedźwiadek? Gwizdnąłem. I przepadło, po prostu jakby rozwiało się w powietrzu. Uczyniło się już prawie zupełnie mroczno, lękałem się zapuszczać w czarną gęstwinę doliny, wolałem nałożyć drogi, obchodząc skrajem. Szedłem szybko, skacząc z kamienia na kamień, pogwizdując, potykając się w pętach dzikiego wina i roślin podobnych do podzwrotnikowych lian."


I cóż, nie tylko, że miejsce akcji jest dokładnie to samo, to jeszcze opis przyrody jest bardzo realistyczny.
Ponadto, również w filmie Udehejczycy (rdzenni mieszkańcy, to u Nienackiego jako Nanajcy - wierzą także w tajemniczego ducha tych gór.
Jeżeli zakładali byśmy, że Nienacki to sobie tylko wymyślił, to zbieżności było by zbyt dużo - a ponadto, skąd czerpał by wiedzę o tym - chyba że z Arsenjewa ?
_________________
Wśród dolin, wśród lasów i jezior i kniej. Ktoś szukał przygody. Nie znalazł tam jej. I morze przepłynął. Przemierzył wzdłuż świat. Nie znalazł przygody, Zagubił jej ślad.
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 44 razy
Wiek: 57
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 9390
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2020-05-14, 00:00:13   

chkaplan napisał/a:
I cóż, nie tylko, że miejsce akcji jest dokładnie to samo, to jeszcze opis przyrody jest bardzo realistyczny.
Ponadto, również w filmie Udehejczycy (rdzenni mieszkańcy, to u Nienackiego jako Nanajcy - wierzą także w tajemniczego ducha tych gór.
Jeżeli zakładali byśmy, że Nienacki to sobie tylko wymyślił, to zbieżności było by zbyt dużo - a ponadto, skąd czerpał by wiedzę o tym - chyba że z Arsenjewa ?


Powiedziałbym że w PnPL jest lepszy opis, bo jest pełen szczegółów, a nie tylko składający się z ogólników jak opis dystrybutora. Nie wątpiłem ani przez chwilę, że ZN był na Dalekim Wschodzie, ale ten akurat opis może być skonstruowany z zapożyczeń, właśnie na przykład z Arseniewa. Dlaczego? Mianowicie z tych samych powodów, z których opis katedry fromborskiej w PSiZF jest zaczerpnięty z przewodnika, choć na pewno był tam i to pewnie nie raz. Po prostu trudno jest skonstruować opis jakiegoś środowiska nie posiadając jakiegoś kwantum wiedzy o nim.
Nanajowie, czy z rosyjska Nanajcy, kiedyś zwani Goldami, to inny naród niż Udehe, Udehejczycy inaczej zwani Tazami. Nie ma żadnych danych, że ZN mylił ze sobą te dwie narodowości. Łatwiej my było spotkać Nanajów, bo są znacznie liczniejsi niż Udehejczycy i mieszkają na większym obszarze.
_________________
Z 24
 
 
John Dee 
Moderator
Per divina gratia huomo libero



Pomógł: 100 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 12541
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2020-05-14, 10:57:18   

Z24 napisał/a:
Nie wątpiłem ani przez chwilę, że ZN był na Dalekim Wschodzie.
Podobnie jak i ja.

Z24 napisał/a:
opis może być skonstruowany… Dlaczego? … Po prostu trudno jest skonstruować opis jakiegoś środowiska nie posiadając jakiegoś kwantum wiedzy o nim.
:564:
 
 
Robinoux 
Twórca
Autor książek dokumentalnych oraz poezji



Pomógł: 6 razy
Wiek: 48
Dołączył: 15 Sty 2010
Posty: 5144
Skąd: inąd
Wysłany: 2020-05-15, 12:14:10   

John Dee napisał/a:
Robinoux napisał/a:
Oprócz przeglądania materiałów o Ałbazinie mógł robić wiele innych rzeczy, a to: imprezować z nowo poznanymi znajomymi, zwiedzać muzea, szukać materiałów na inne tematy etc.
Teoretycznie. Ale nie zapominajmy, że pieniądze na podróż otrzymał z jakichś oficjalnych garnków - po to, by dotrzeć do Ałbazinu, a nie, by urządzić sobie dolce vita w Moskwie. ;-)


Eee tam, Rosjanie, jak to słowianie, to gościnne plemię, wcale nie musiał na to zużyć dużo funduszy. Pamiętam jak kilkanaście (dziesiąt?) lat temu z kolegami odwiedzaliśmy Kijów przez kilka dni, zupełnie za friko (włącznie z noclegiem i wyżywieniem) jedyny koszt to bilety na pociąg. Jak to było? "Łączy nas morze wypitej wódeczki..." :D
_________________


"Agencja Detektywistyczna. Tanio i dyskretnie. Paryż Bulwar Clochardów 10"
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Reklama:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.

Zapoznaj się również z nasza Polityka Prywatnosci (z dn. 09.08.2019)

  
ROZUMIEM
Strona wygenerowana w 0,13 sekundy. Zapytań do SQL: 10