PanSamochodzik.net.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Przesunięty przez: Szara Sowa
2019-12-23, 08:40
155. Tajemniczy sarkofag - Grzegorz Szmatuła
Autor Wiadomość
BajLa 
Stały bywalec forum



Pomogła: 7 razy
Dołączyła: 05 Maj 2013
Posty: 273
Skąd: Polska
Wysłany: 2019-12-22, 22:55:09   155. Tajemniczy sarkofag - Grzegorz Szmatuła  

155. Tajemniczy sarkofag - Grzegorz Szmatuła



Międzynarodowa grupa wybitnych naukowców zostaje zaproszona do wzięcia udziału w ekspedycji archeologicznej do Doliny Królów w Luksorze. Jej głównym celem jest odnalezienie zaginionego sarkofagu Nefretete. Paweł Daniec, który dołącza do tej wyprawy, doświadcza w Egipcie wiele niesamowitych przygód. Przyjdzie mu współpracować między innymi z doktor Joanną, Teddem, Andreą, Victorem oraz Jukim. Czy pan Paweł zdoła powstrzymać niebezpieczną organizację ukrytą pod nazwą „Skarabeusz”, która za wszelką cenę chce mu przeszkodzić w poszukiwaniach? Kim jest piękna asystentka Abigail i jaką rolę odgrywa w całej historii, jakie rewelacje przynosi otwarcie grobowca KV35 oraz czy naprawdę sarkofag królowej Nefretete znajduje się w Dolinie Królów?

od 2-3 stycznia
_________________
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 90 razy
Wiek: 53
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 39867
Skąd: Poznań
Wysłany: 2019-12-23, 08:36:49     

O, nowy autor!
_________________
Nasze forum na facebooku: ./redir/facebook.com/pansamochodzikforum
Nasza forumowa geościeżka keszerska: ./redir/pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?p=240911#240911

 
 
Rafał Budzik 
Słyszał o Samochodziku


Dołączył: 11 Cze 2016
Posty: 5
Skąd: Tarnów
Wysłany: 2020-04-29, 22:01:40     

Czytał już ktoś? Jaki klimat? Warto?
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 67 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 5729
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2020-05-03, 02:53:00     

Rafał Budzik napisał/a:
Jaki klimat? Warto?

Moim zdaniem warto, ale z zastrzeżeniami. Klimat jest egiptologiczny, ale z udziwnieniami.

To jedna z tych kontynuacji, o których mówi się, że są "inne niż wszystkie". Myślę, że niektórych szczególnie zainteresuje, a niektórych nie wciągnie wcale.

Przede wszystkim zwraca uwagę to, że główną bohaterką - poza, rzecz jasna, Pawłem Dańcem - jest autentyczna postać: Joann Fletcher, której kontrowersyjne poszukiwania mumii królowej Nefretete (czy dokładniej: identyfikacji jej mumii) są kanwą akcji książki Szmatuły. Autor trochę tylko przerobił jej wygląd, aby uatrakcyjnić napięcie pomiędzy nią a Dańcem. Pod swoim nazwiskiem występuje również inny naukowiec: Don Brothwell, który faktycznie brał udział w tych poszukiwaniach, a w naukowym sporze opowiadał się po stronie Fletcher. Zaś za demoniczną postacią dyrektora Labiba Vernusa kryje się być może Zahi Hawass - adwersarz Fletcher, ówczesny sekretarz generalny egipskiej Najwyższej Rady Starożytności. Wyrazista postać o ogromnym ego, w oczach wielu jawił się jako zazdrosny, złośliwy gnom od którego kaprysu zależało być-albo-nie-być ważnych archeologicznych projektów. Pasowałby figurą i charakterem do opisu Labiba Vernusa.

Widać więc, że Grzegorz Szmatuła lubi czerpać inspiracje z rzeczywistości. Jednym ze źródeł pomysłów mogła być dla niego książka "W poszukiwaniu Nefretete", w której Joann Fletcher przedstawia swoje badania i hipotezy. Również poboczny archeologiczny wątek poruszony w książce - opowiadanie o poszukiwaniach skarbu ukrytego przez jezuitów w odległej andyjskiej dolinie - dość wiernie przedstawia losy autentycznej wyprawy Shawna Cowlesa, spopularyzowane między innymi dzięki miniserialowi kanału Discovery Channel.

Na tym realistycznym tle spotyka się w powieści grupka fikcyjnych uczonych z różnych państw i z różnych instytucji naukowych, o nieraz dziwnie brzmiących nazwach. Jakoby wyselekcjonowani najlepsi spośród najlepszych, ale wśród nich Daniec który coś o Egipcie pamięta ze studiów; Niemka silniej zajęta odwiedzaniem sklepów niż badaniami; japoński profesor, którego życiowa i językowa nieporadność wypadają sztucznie, ale trzeba przyznać, że sposób w jaki przekręca słowa i zwroty jest oryginalny i zabawny. Dość barwne towarzystwo z wewnętrzną dynamiką, a w pewnym momencie natrafiamy na zagadkę typową dla klasycznego kryminału, kiedy staje się jasne że ktoś (ale nie wiemy kto) z tego zamkniętego grona działa na rzecz przestępców.

Podoba mi się to, że akcja książki generalnie jest posuwana do przodu merytorycznymi odkryciami dokonanymi w terenie i w laboratorium, i wypływającymi z nich wnioskami. Jest jednak nazbyt pospieszna, skrótowa. To, co w prawdziwym świecie wymaga dyskusji i rozważenia alternatywnych możliwości - w "Tajemniczym sarkofagu" po prostu staje się w jednej chwili, pozostawiając czytelnikowi tylko zdziwienie jak niekompetentni musieli być ci wszyscy archeologowie w przeszłości, zanim sprawą zajęli się nasi bohaterowie. Nie chcę zdradzać szczegółów, ale ogólnie mogę powiedzieć, że jedno badanie dokonane przez niefachowca usuwa w cień wszystkie poprzednie, i rozwiewa wszelkie wątpliwości. Jedna fotografia natychmiast przestawia tory poszukiwań. Przypadkowo odkryty, wcześniej niedostrzeżony napis od razu i bez niczyjej wątpliwości staje się kluczem. Odmurowanie grobowca w Dolinie Królów z zezwoleniem na jedno popołudnie(!) prac archeologicznych wystarcza do znalezienia decydujących faktów.

Wielokrotnie miałem wrażenie, że "Tajemniczy sarkofag" jest jakąś obszerniejszą konstrukcją popularyzatorską z dziedziny (tak to ujmę) archeologii śledczej, wtłoczoną w ramy samochodzikowych kontynuacji. Te zwroty akcji i ich naukowe przesłanki są naprawdę dobre, ale przez pośpiech niewiarygodne. To pewnie wynika właśnie z wymagań narzuconych przez wydawniczą serię. Daniec ma do dyspozycji sto kilkadziesiąt stron, a jeśli chodzi o czas - dni, najwyżej pojedyncze tygodnie na to, co realistycznie powinno trwać miesiącami. Przy okazji można dodać, że poszkodowany został także wątek romansowy (między Dańcem a inną kobietą, nie doktor Fletcher) i wątek tajemniczej międzynarodowej organizacji depczącej po piętach odkrywcom. Oba są może niezbyt oryginalne, ale mają potencjał który prosiłby się o rozwinięcie - jednak z braku miejsca zostały tylko z grubsza zarysowane.

W książce nie brakuje także innych sprzeczności. Wydarzenia mają miejsce w 2019 roku, ale tu i ówdzie natykamy się na archaizm. Telefony komórkowe niby istnieją, ale już na początku mamy taki passus z myszką: "W recepcji [hotelu w Kazimierzu] usłyszałem, że był do mnie telefon z Warszawy i po osiemnastej zadzwonią do mnie ponownie.". W Luksorze współpracowniczka nie umie skontaktować się z Dańcem i żąda, by ten "zostawiał w bazie informację, gdzie go szukać". Wielokrotne czasochłonne podróże z Luksoru do Kairu w celu załatwienia spraw formalnych dziś chyba nie byłyby koniecznością, a będąc w Egipcie Paweł Daniec ze zwierzchnikiem czasem komunikuje się przez internet a czasem potrzebne jest do tego pośrednictwo polskiej ambasady. Don Brothwell w 2019 roku już od kilku lat nie żył, a na polu naukowym nie był aktywny od dwudziestu. Podana liczba 62 zidentyfikowanych miejsc w Dolinie Królów odpowiada wiedzy z przełomu stuleci. Takie szczegóły również stale nasuwały mi myśl, że mamy do czynienia z jakimś innym pomysłem, zaadaptowanym na potrzeby warmińskiej serii.

Grzegorz Szmatuła jest chyba dobrze przygotowany do podjęcia tematyki staroegipskiej i wie co mówi. Wydaje mi się natomiast, że nie zdecydował się do jakiego czytelnika się zwraca i na jakim poziomie zaawansowania chce prezentować swoją historię. Dlatego trochę się miota, poruszając nieraz dość szczegółowe zagadnienia, a w innych przypadkach wkładając w usta tych "najtęższych archeologicznych głów na świecie" stwierdzenia i zdumienia dotyczące spraw całkiem elementarnych.
W każdym razie takie lapsusy jak "n.e." zamiast "p.n.e.", nieistotne dla akcji niekonsekwencje w datach, czy "sarkofag z litego złota" uważałbym raczej za przejęzyczenia lub błędy po stronie wydawnictwa, niż za przejawy słabej orientacji autora.

Materiału jest naprawdę dużo, więcej niż w przeciętnej kontynuacji. Autor starał się poruszyć bardzo wiele zagadnień związanych ze starożytnym Egiptem. W większości dotyczących Doliny Królów i wspaniałej osiemnastej dynastii, ale nie tylko. Nie mogło między innymi zabraknąć Gizy, Sfinksa i piramid. I garstki interesujących epizodów z dziejów XIX- i XX-wiecznych odkryć. A jeszcze kilka rozdziałów poświęcił narrator polskim koneksjom swoich egipskich przygód.
Wiele jest również motywów w samej fabule książki - mam na myśli sposoby rozstrzygania naukowych kwestii, biurokratyczne boje z administracją, osobiste ambicje i perypetie bohaterów.

Ale warto by sobie tę całą obfitą treść rozłożyć na części i poukładać myślowo trochę inaczej. Bardziej na spokojnie. Mam sympatię do historii i sztuki starożytnego Egiptu oraz - co często idzie w parze - do barwnych dziejów egiptologii. Dlatego przy czytaniu chętnie wziąłem na siebie to zadanie. Natomiast nie wiem, czy bardziej bezstronnym czytelnikom książka nie wyda się nazbyt chaotyczna.

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...
Zwycięzca rywalizacji rowerowej w 2019 r.

 
 
Athenais 
Twórca
Autorka tomiku poezji



Pomogła: 18 razy
Wiek: 33
Dołączyła: 19 Sie 2013
Posty: 4730
Skąd: Bath, UK
Wysłany: 2020-05-11, 13:52:07     

Ja, niestety, nie zgadzam się z Kyno zupełnie. Dla mnie ta książka to strata czasu i pieniędzy (jeśli zdecydowaliście się na jej zakup, a nie wypożyczenie).

Przede wszystkim, językowo jest bardzo słaba. Od pierwszej strony miałam wrażenie, że czytam wypracowanie ucznia, a bohaterzy z każdej wycieczki, czy wizyty do muzeum wracali "pełni niezapomnianych wrażeń". Bardzo dużo było takich ogólno-banalnych określeń, czy wręcz źle skonstruowanych zdań (np. zdanie rozbite na dwie części, gdy płynniej czytałoby się je razem, czy w drugą stronę, dwa zdania sklejone "na siłę" w jedno). Zdarzały się też takie kwiatki językowe jak "mocne atuty", czy (aż sobie zapisałam, bo wydało mi się to komiczne) "zauważyłem skaczącą jak kozica młodą sarnę". Ale język to tylko jedna ze słabych stron tej książki.

Kolejną rzeczą, do której mam wiele zastrzeżeń są bardzo sztuczne postacie. I w ogóle sytuacje. Zachowania postaci wcale nie wynikają jedne z drugich i w pewnym momencie ma sie wrażenie, że akcja toczy sie bardzo chaotycznie. Postacie są albo karykaturalne (np. biedny Japończyk, który był właściwie najlepiej skontruowaną postacią, przynajmniej konsekwentnie), albo nijakie (Francuz i Amerykanin zlali mi się w jedną całość). Nie wydaje mi się też prawdopodobne, żeby wszyscy ci specjaliści byli brani "z łapanki", tak jak nasz bohater Paweł Daniec, który dowiedział się o wyjeździe na dzień przed, nie mając zielonego pojęcia o Nefretete. W pewnym momencie bohaterowie poznają szerzej jej historię z filmu popularnonaukowego (sic!), który oglądają, bo mają dużo wolnego czasu w związku z nieprzewidzianym opóźnieniem prac. O ile się orientuję w świecie naukowym, prawdziwi naukowcy przeczytaliby książkę lub chociaż parę artykułów naukowych. W przeciwieństwie do Kyna, nie zweryfikowałam danych naukowych przedstawionych w książce (i pewnie 99% czytelników tego nie zrobi), więc mnie wydały się raczej powierzchowne i ogólne.
Kolejny punkt który ujmuje realizmu książce to archaizmy, o których również wspomniał Kyno. Mamy smartfona z połączeniem wybieranym głosowo, ale również Japończyk ma aparat analogowy (jest to, dodam, jedyny aparat, jaki posiada ekspedycja) i musi sam wywoływać zdjęcia, żeby zobaczyć czy wyszły (może jeszcze kolorowe?). Mogłabym tak długo pisać i wymieniać podobne przykłady, ale chyba tyle wystarczy. Zresztą Kyno też kilka wymienił, więc nie będę sie powtarzać.

Kolejna niedoróbką (i to też Kyno zauważył) jest niedopracowanie i brak rozwinięcia całości. Niektóre sytuacje są opisane tylko skrótowo i kończą się, zanim się na dobre zaczęły. A miejsce przecież było. A nawet było go za dużo, stąd chyba wziął się "wypełniacz" zajmujący prawie 1/3 książki. Po powrocie Pawła z Egiptu mamy bowiem zaczątek nowej historii, która też właściwie jest tylko wprowadzeniem(?) do kolejnej przygody, a z poprzednią jest związana bardzo luźno i powiedziałabym "na siłę". Zgaduję, że pierwotna historia była za krótka na limit stron Warmii i autor coś tam dopisał, żeby liczba stron się zgadzała.

A wisienką na torcie jest zafundowany przez wydawnictwo "spojler": na 37 stronie książki znajduje się plan z zaznaczonym miejscem ukrytego grobowca, więc czytelnik nie musi się już denerwować, tylko spokojnie śledzi poczynania bohaterów przez kolejne sto stron, kiedy to dopiero odkrywają oni grobowiec.

Nie polecam, nawet jako kontynuację. Jakieś standardy należy zachować.
_________________


Quidquid agis, prudenter agas et respice finem
 
 
Bóbr Mniejszy 
Fanatyk Samochodzika



Pomógł: 3 razy
Wiek: 41
Dołączył: 26 Maj 2018
Posty: 1158
Skąd: Zduńska Wola/Georgetown
Wysłany: 2020-05-12, 04:50:12     

Nie znam szczegółów, ale na podstawie moich obserwacji podejrzewam, że terminy narzucone przez panią Warmię wymuszają szaleńcze tempo pisania, które nie pozwala na przeprowadzenie rzetelnych poszukiwań i zgromadzenie odpowiedniej dokumentacji.
_________________
 
 
Mig 
Twórca
Łukasz Supel -autor powieści samochodzikowych



Pomógł: 1 raz
Wiek: 40
Dołączył: 06 Sty 2018
Posty: 331
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2020-05-13, 21:03:57     

Odniosę się do powyższych komentarzy w kwestii współpracy z Warnią. Czy mają wymogi czasowe, dotyczące napisania książki? To zależy od samego autora. Jeżeli autor sam decyduje się określić czas, w którym napisze książkę, pewnie traktują to zobowiązująco. Dlatego lepiej jedynie wspomnieć o zamiarze napisania, nie podając deklaracji czasowych. A potem przesłać całość nieoczekiwanie. Może książka nie będzie hucznie zapowiadana ale można spokojnie ją napisać, samemu decydując o terminie ukończenia prac.
Co do liczby stron, owszem są wymogi. Kiedy napisałem "Zagadkę wrocławskiego toru" i tekst został już złożony, tych stron wyszło trochę za mało. Warmia zachęcała aby "napompowac pewne fragmenty". Tyle, że ja nie lubię takiego sztucznego pompowania. Odpisałem rozdział, który w żadnym zakresie nie naruszał ani poprzednich, ani też kolejnych. I się zgodziły strony.
Odniosę sie jeszcze do wielowątkowości. Osobiście uważam, że jak najbardziej, prócz wątku tytułowego, powinny pojawiać się wątki uboczne. Książka jest ciekawsza i w obliczu wymogu stron unikniemy wtedy sztucznego przedłużania i pompowania głównego wątku.
_________________
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Szybka odpowiedź
Użytkownik: 


Wygaśnie za Dni
 



Reklama:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.

Zapoznaj się również z nasza Polityka Prywatnosci (z dn. 09.08.2019)

  
ROZUMIEM
Strona wygenerowana w 0,23 sekundy. Zapytań do SQL: 12