PanSamochodzik.net.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Miejsca związane z P.S. i człowiekiem z UFO
Autor Wiadomość
Kynokephalos 
Moderator
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 61 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 5645
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2019-09-05, 10:34:51   

Berta von S. napisał/a:
piękne te zdjęcia

Dzięki. Dołożę jeszcze dwa. Jedno takie, jakie lubisz a drugie dość charakterystyczne dla skupisk fundamentów położonych na stromiźnie, a którego może zabrakło w poprzedniej serii.





Berta von S. napisał/a:
szczególnie to ze skrzyżowaniem alejek i okrągłymi fundamentami + dżungla i góry w tle

Tak, to reprezentacyjne centrum wioski. Jest położone najwyżej i kręgi są tam największe. Zapewne to tam było główne miejsce kultu, a także siedziba administracji cywilnej. Jeżeli tak, to właśnie w tym miejscu, wśród wzajemnych ukłonów i uprzejmości, iskrzył się ów konflikt o dominację na społecznością między starszyzną kapłańską a kacykami, o którym pisze Burchard a powtarza Nienacki. Wewnętrzny konflikt, tego czy innego rodzaju, tutaj podobnie jak w innych, bardziej znanych miejscach Nowego Świata pozwolił mniej licznym najeźdźcom pokonać duże ale trawione wrodzoną słabością wojska Indian.

Berta von S. napisał/a:
Jedno tylko mnie rozczaruje - brak jakichś bardziej monumetalnych budynków w stylu tych znanych w przypadku Majów.

Niestety, Taironi najwyraźniej budowali je z surowców odnawialnych. Nawet nie możemy być pewni jak wyglądały, poza tym że miały owalny plan. Domyślamy się, że w ogólny sposób przypominały mieszkalne domy takie jak na trzecim zdjęciu pierwszego postu, których kształt odtworzono mając za punkt wyjścia chaty współczesnych potomków Taironów.

Brak też monumentalnej sztuki - jeśli kiedyś była, to również wykonana w drewnie. Ale będziemy mogli obejrzeć megalitowe rzeźby w innym rejonie Kolumbii. :-)

Berta von S. napisał/a:
Jakie na przykład [literówki]?

Zauważyłem takie:
• San Augustin zamiast poprawnego San Agustin
• Cienanga Grande zamiast Cienaga Grande
• Valladupar zamiast Valledupar
• Mesistas zamiast Mesitas
• Alto de la Piedras zamiast Alto de las Piedras
• Alberto Aurelo Torrealba zamiast Alberto Arvelo Torrealba
• Poza tym nazwisko komisarza Salazara Esponozy jest podobne do nazwiska Louisa Enrique Salazara Espinozy - wspomnianej przez Burcharda ofiary gangsterskich porachunków. Fikcyjna postać, wiadomo, może mieć dowolne personalia. Ale ja mam przekonanie, że Nienacki, tak jak innym latynoskim bohaterom, chciał komisarzowi nadać autentycznie istniejące nazwisko - lecz przepisał je nieuważnie.

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...
Zwycięzca rywalizacji rowerowej w 2019 r.

Ostatnio zmieniony przez Kynokephalos 2019-09-05, 11:59, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 42 razy
Wiek: 57
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 8778
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2019-09-06, 00:00:35   

Kynokephalos napisał/a:
• Poza tym nazwisko komisarza Salazara Esponozy jest podobne do nazwiska Louisa Enrique Salazara Espinozy - wspomnianej przez Burcharda ofiary gangsterskich porachunków. Fikcyjna postać, wiadomo, może mieć dowolne personalia. Ale ja mam przekonanie, że Nienacki, tak jak innym latynoskim bohaterom, chciał komisarzowi nadać autentycznie istniejące nazwisko - lecz przepisał je nieuważnie.


:564:

:D Zupełnie nie skojarzyłem, że ten odstrzelony na ulicy esmeraldero dostarczył personaliów powieściowemu komisarzowi policji.

I jeszcze Leticia Lucinante, zamiast starszej damy z plemienia Kofanów, Leticii Lucitante, której zdjęcie zdobi obwolutę II wydania "Dżungli za progiem, które mam :) .

Ale też należy brać pod uwagę, że te nazwy i nazwiska zostały zniekształcone celowo. No, może z wyjątkiem San Agustin. Tu błąd można uznać za prawie nieunikniony.
_________________
Z 24
Ostatnio zmieniony przez Z24 2019-09-06, 00:01, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 61 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 5645
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2020-02-16, 15:05:15   

Z24 napisał/a:
te nazwy i nazwiska zostały zniekształcone celowo. No, może z wyjątkiem San Agustin. Tu błąd można uznać za prawie nieunikniony.

Teoretycznie nie można tego wykluczyć, ale nie wierzę. Nazwisko komisarza - zgoda, ale po co zmieniać imię zmarłemu kolumbijskiemu poecie? Wśród zniekształceń jest nazwa całego obszaru ("Cienanga" Grande), jest i takie, które zaprzecza zasadom gramatyki (Alto "de la" Piedras). Poza tym większą część nazw geograficznych w książce Nienacki przekazał prawidłowo, więc nie przypuszczam, aby miał powód maskować właśnie te.

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...
Zwycięzca rywalizacji rowerowej w 2019 r.

 
 
Kynokephalos 
Moderator
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 61 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 5645
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2020-02-16, 15:29:00   Białe Miasto i Korona Andów

Białe Miasto i Korona Andów

Tym razem pójdźmy śladem pierwszej wycieczki Pana Samochodzika poza Bogotę - tej, która zaprowadziła go w południowe rejony Kolumbii, do Parku Archeologicznego w San Agustín.



***

1. Lot nad Andami

Następnego dnia już o świcie wraz z dwudziestokilkuosobową grupą uczestników konferencji zająłem miejsce w samolocie, który przeniósł nas do miejscowości Popayán.


Lotnisko w Popayán - fot. José María Arboleda C

Między Bogotą a Popayán jest tylko 370 kilometrów odległości. Lot trwa niedługo, ale pozwala docenić ogrom i urodę kolumbijskich Andów i spojrzeć kolejno na wszystkie trzy ich pasma - Kordylierę Wschodnią, Środkową i Zachodnią. Pomiędzy nimi leżą dwie wielkie doliny: rzeki Magdalena i rzeki Cauca. Obie rzeki, uwięzione przez górskie łańcuchy, przez większość swej długości płyną równolegle do wybrzeża morskiego i dopiero tysiąc kilometrów dalej, na północy kraju łączą się, by wspólnie dotrzeć do ujścia - do innego już oceanu - niedaleko Santa Marta.


Góry i doliny


***

2. Popayán

Zbagatelizowana przez Nienackiego "miejscowość Popayán" to spore miasto o ładnej kolonialnej architekturze. W każdym kraju można spotkać takie miasta, które kiedyś miały pierwszorzędne polityczne znaczenie w państwie ale później zeszły na dalszy plan i muszą zadowolić się rolą prowincjonalnego ośrodka. Choć to nadal znaczący punkt na kulturalnej mapie kraju, między innymi dzięki renomowanemu uniwersytetowi, mieszkańcy Popayán mają chyba nieco większe ambicje. Świadczą o tym rozmaite nazwy, jakimi lubią określać swoje miasto: La Jerusalén de América, Ciudad Blanca, Ciudad Culta, Ciudad Señorial, Ciudad Fecunda, Ciudad Procera, Ciudad Universitaria, a ostatnimi czasy (choć to może dla turystów) Ciudad Gastronómica de Colombia.


Popayán - fot. https://medellinguru.com/popayan

Pan Samochodzik nie przekazał nam swoich wrażeń z Popayán, choć myślę, że organizatorzy wycieczki dla muzealników nieprzypadkowo wybrali tę trasę i przeznaczyli pewien czas na choćby pobieżny rzut oka na miasto. Zdaje się, że w trakcie całej swojej wyprawy do Kolumbii (oprócz oczywiście niespodziewanych spraw związanych z podróżami w czasie) nasz bohater był nastawiony na poznawanie oryginalnej indiańskiej sztuki przedkolumbijskiej, której tutaj jest niedużo.

Jest za to inny ślad rodzimej cywilizacji - ziemna piramida zwana "El Morro de Tulcán". Zbudowana stosunkowo późno, po 1200 roku n.e., wysoka na 50 metrów, służyła najpewniej funkcjom religijnym o których nic więcej nie wiemy, choć znaleziono na wierzchołku kilkanaście pochówków. Obecnie stoi na jej szczycie pomnik konkwistadora Sebastiána de Belalcázar.


El Morro de Tulcán, fot. tripbucket.com


El Morro de Tulcán, fot. Miguel El Monoceja

Sebastián de Belalcázar był zdobywcą tych terenów i założycielem miasta w 1537 roku, ale ma tam tylko ten jeden, kontestowany przez niektórych, pomnik. Żadnej ulicy ani placu nie nazwano jego imieniem i zdaje się że uchodzi za dość wstydliwy spadek przeszłości. Był to jeden z konkwistadorów drugiego pokolenia, zajętych wydzieraniem sobie nawzajem kawałków sukna w postaci nowych prowincji. Pochwyciwszy i skróciwszy o głowę sąsiedniego, podobnego sobie gubernatora, został z kolei za sprawą wdowy po tamtym aresztowany i zmarł w więzieniu zanim doczekał swojego procesu.

Dlatego główny plac miasta, dawny centralny rynek, nie uwiecznia dziś osoby fundatora lecz nazywa się "Parque Caldas" od nazwiska Francisco José de Caldasa, który w 1816 roku stracił życie walcząc o niepodległość kraju od Hiszpanii. Urodzony w Popayán był jednym z wielu związanych z tym miastem ojców-założycieli Kolumbii (czy Nowej Granady) i późniejszych jej czołowych polityków, w tym prezydentów; zapewne stąd wziął się ten przydomek Ciudad Procera (który wiąże się z takimi pojęciami jak bohater, mąż stanu, wódz...). Blisko Parque Caldas stoi Panteón de Los Próceres, w którym złożono prochy niektórych z nich, między innymi Francisco Caldasa.


Panteón de Los Próceres, fot. William Garzón

Oto Francisco Caldas na banknocie, jakim zapewne posługiwał się Pan Samochodzik:


https://www.banknoteworld.com/

Nawiasem mówiąc - Tomasza pewnie bardziej zainteresował rewers:


https://www.banknoteworld.com/

A wracając do zwiedzania miasta. Parque Caldas nie bez przyczyny nosi taką nazwę, a nie na przykład "Plaza", jest to bowiem rynek zamieniony w cienisty ogród.


Parque Caldas

Na czterech jego pierzejach stoją dawne najważniejsze budynki kolonialnej stolicy, do dziś pełniące funkcje administracyjne, handlowe i bankowe. Najbardziej charakterystycznym jest katedra pod wezwaniem, ma się rozumieć, Matki Bożej Wniebowziętej.


Nuestra Señora de la Asunción, fot. Cristian Caicedo

a naprzeciw niej - dawny pałac gunernatora a obecnie siedziba władz departamentu Cauca.


Siedziba władz departamentu

W takim samym stylu jest zabudowane całe historyczne centrum Popayán, zajmujące mniej więcej osiem na osiem kwartałów ulic. Wydaje się, że obywatele dbają o ocalenie tej struktury przed zmianami, dzięki czemu ich miasto zasługuje na swój zacny przydomek Ciudad Blanca. Także odbudowa po wielkim trzęsieniu ziemi, które 31.III 1983 roku zniszczyło niemało budynków starego centrum, była prowadzona z zachowaniem stylu i barwy. Oczywiście w ostatnich dziesięcioleciach na ulicach przybyło ludzi, pojazdów, a nawet kolorowych szyldów. Ale w spokojniejszych dniach czasem tylko styl ubioru przechodniów pozwala odróżnić całkiem współczesne widoki dzielnicy...


Wieża zegarowa, 2019, fot. Ana Maria, https://www.google.com/ma...431223166996505

... od tych uwiecznionych na pół wieku przed przyjazdem Pana Samochodzika...


Ulica 5, rok 1930, fot. z archiwum José Maríi Arboledy C.

... i prawdopodobnie od starszych o kolejne stulecie.

Ale nie sposób przewidzieć co kryje się za tradycyjnymi fasadami. Bywa, że znajdziemy tam urokliwe stare podwórka - jak to, należące do jednego z wydziałów Uniwersytetu Cauki, które są porozrzucane w różnych kwartałach w obrębie starej części Ciudad Universitaria, czy jak inni lubią mówić Ciudad Culta (wyrafinowane, uczone, kulturalne miasto)...


Uniwersytet departamentu Cauca, Wydział Nauk Humanistycznych, fot. Cesar David https://www.google.com/ma...341652479876859

... a czasem wnętrza całkowicie przebudowane dla współczesnych potrzeb - tu siedziba władz departamentu, której fronton widzieliśmy na wcześniejszej fotografii.


Biura gubernatora departamentu, fot. Benavidez N. William, https://www.google.com/ma...789020445691490

Gdzieniegdzie spośród tego jednostajnego, spokojnego i bardzo praktycznego planu zabudiwy wyróżniają się pojedyncze perełki, szczególnie te zaliczające się do architektury sakralnej kolonialnego baroku. One też jednak nie wykraczają skalą ponad potrzeby czasów, w których je wzniesiono.


Kościół p.w. św. Franciszka, fot. Sonilortiz, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=10433286


Kościół p.w. św. Dominika, for. José María Arboleda C.

Ciekawostką Popayán jest most łączący dwie części miasta. Ta dalsza część była dawniej dzielnicą ubogich ludzi, którzy w swoich sprawach często musieli chodzić do zamożniejszego centrum, oddzielonego od niej rzeką Molino i bagnistym obniżeniem przez które płynie. Skarpa, na której stoi "Białe Miasto" była tak stroma, że pokonywali ją mocno zgięci w przód, a w wilgotnych okresach nieraz byli zmuszeni dosłownie drapać się w górę na rękach i kolanach. Dlatego kiedy w 1873 roku wzniesiono wreszcie murowany most nad całą dolinką, na pamiątkę nazwano go "Puente del Humilladero" czyli "Mostem pokutników".


Most pokutników, fot. Augusto Realpe

To ukształtowanie powierzchni, jak podejrzewam, stało się źródłem określenia La Jerusalén de América nadawanemu miastu, podobnie jaki kilku naszym Kalwariom. A może wiązało się to z innym aspektem tradycji Popayán? Uroczystości religijne, szczególnie te w okresu wielkanocnego, były tam zawsze obchodzone niezwykle wystawnie, z czym wiąże się historia, którą opowiem za chwilę.


Procesja wielkotygodniowa w Popayán, fot. Miguel Salazar

***

3. Korona Andów

Nazwę Korony Andów otrzymał niezwykły klejnot, którego początki giną w mrokach legendy, i który przetrwanie do naszych czasów w nienaruszonym stanie zawdzięcza kilku zbiegom okoliczności. Jest to złota korona wyłożona szmaragdami, która kiedyś zdobiła głowę ogromnej figury Matki Bożej stojącej w katedrze przy Parque Caldas.


Korona Andów, fot. nieznanego autora, za Wikipedia Commons

Podobno pochodzi z XVI wieku (choć badacze twierdzą, że tylko jej środkowa część jest tak dawna, natomiast diadem pochodzi z XVII a pałąki z XVIII wieku) i podobno została ufundowana w czasach świetności miasta jako wotum za uchronienie go od eidemii ospy w 1590 roku. Podobno nad koroną pracowało przez kilka lat dwudziestu czterech złotników.


Korona Andów, fragment, fot. za https://jupitergem.com/blog/1063-2/

Podobno szmaragdy w niej były kiedyś własnością Atahualpy, nieszczęsnego władcy Inków. Jeżeli nie wszystkie, to w każdym razie należał do niego (znów jednak - podobno) największy z nich, 24-karatowy kamień nazywany jego imieniem. Nawet jeśli tak nie było, to na pewno wszystkie szmaragdy są pierwszorzędnej jakości, a jest ich 450 o łącznej masie prawie 170g (846.15 karatów; informacje o 1500 karatach są raczej fałszywe). Do tego dochodzi ponad 2kg złota nienajgorszej próby, którego wartość jest jednak mała w porównaniu z wartością kamieni szlachetnych.

Tak cenny unikat nie mógł być na stałe wystawiony w katedrze ani nawet w katedralnym schowku. Na przykład w 1650 roku szczęśliwie ocalono go przed bandą wędrownych rabusiów czy piratów, podobno dopiero po trzydniowej walce na ulicach miasta. W czasie walk o niepodległość w początku XIX wieku korona została na pewien czas zarekwirowana, lecz na szczęście później zwrócona. Po takich doświadczeniach eksoponowano ją tylko w dniach wielkich religijnych uroczystości. Natomiast na co dzień opieką nad nią, podobnie jak nad rozmaitymi innymi precjozami używanymi z okazji świąt i procesji, zajmowało się lokalne Bractwo Niepokalanego Poczęcia (La Cofradía de la Inmaculada Concepción). Było to jedno ze świeckich stowarzyszeń o quasi-zakonnej strukturze, niegdyś popularnych i spełniających rozmaite obronne i porządkowe funkcje, a których echa przetrwały do naszych czasów w postaci najbardziej znanych Rycerzy Kolumba. Pomiędzy dniami obrzędów członkowie bractwa, złożonego z godnych zaufania obywateli , dzielili między sobą poszczególne kosztowne ozdoby i przechowywali je własnym przemysłem i na własną odpowiedzialność. Koronę, jako najcenniejszy skarb miasta, rozkładano na kilka części i powierzano tyluż członkom bractwa. Być może to tej zapobiegliwości korona zawdzięcza fakt, że bez uszczerbku przetrwała wieki kiedy inne klejnoty poginęły w rozmaitych okolicznościach.

W 1914 roku bractwo, jako oficjalny dzierżawca Korony Andów, uzyskało zezwolenie Kościoła na sprzedaż zabytku w celu finansowania miejscowych szpitali i domów opieki. Nie było łatwo sprzedać tak wyjątkowy okaz. Dopiero w 1936 roku, po latach negocjacji i zbierania funduszy, sprzedano koronę syndykatowi zorganizowanemu pzez Warrena J. Pipera, przedsiębiorcę z branży szlachetnych kamieni z Chicago. Cena zakupu nie została wyjawiona i krążą o niej rozmaite pogłoski wymieniające kwotę od najbardziej prawdopodobnej 125 tysięcy dolarów do absurdalnie wielkiej 4,5 miliona dolarów. Tej ostatniej nie zaprzeczał sam Piper ale zapewne miał w tym swój cel - zamiarem syndykatu było bowiem rozebranie tego majstersztyku i sprzedaż szmaragdów na sztuki.

Na szczęście do tego nie doszło, może dzięki ogromnemu zainteresowaniu amerykańskiej publiczności koroną wystawianą w różnych miastach na widok publiczny. W czasie największego takiego pokazu w Detroit obejrzało ją - płacąc za bilety - 225 tysięcy osób. Być może syndykat ujrzał w tym alternatywny, długofalowy sposób zwrotu inwestycji, a może pojawiły się jakieś rozbieżności między jego członkami. W efekcie nie uczyniono ani jednego ani drugiego - klejnot spoczywał w skarbcu do 1963 roku, gdy sprzedano go na aukcji za niezadawalającą kwotę 154 tysięcy dolarów. Po zmianie właściciela nadal, aż do 2015 roku, pozostawał zamknięty w bankowym sejfie. W międzyczasie nie powiodła się sprzedaż w 1995 roku, gdy aukcja nie osiągnęła żądanej sumy 3 milionów dolarów, a przy tej okazji Richard Piper, syn Warrena, został skazany za sfałszowanie dokumentów spadkowych na których podstawie rościł sobie jakieś prawa.

Wreszcie kolejna aukcja, w 2015 roku, doprowadziła do zakupu tego zabytku przez muzeum - mówi się o kwocie 2,5 miliona dolarów.

Dzięki temu dziś Korona Andów, po ponad siedemdziesięciu lat ukrycia, jest znowu dostępna do oglądania, w Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku, gdzie adekwatnie do swojej nazwy stanowi najcenniejszy eksponat kolekcji połudnowoamerykańskiej sztuki.

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...
Zwycięzca rywalizacji rowerowej w 2019 r.

 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 89 razy
Wiek: 53
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 39221
Skąd: Poznań
Wysłany: 2020-02-16, 19:45:03   

Brawo! Zapomoga się należy! A korona śliczna i z interesującą historią! :564:
_________________
Nasze forum na facebooku: ./redir/facebook.com/pansamochodzikforum
Nasza forumowa geościeżka keszerska: ./redir/pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?p=240911#240911

 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 42 razy
Wiek: 57
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 8778
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2020-02-16, 22:01:25   

Dzięki Kyno, za świetne szkice o Popayan i o Koronie Andów,
Pamiętam to trzęsienie ziemi z 83 r., o którym było sporo w mediach i gdzie podkreślano, że kataklizm dotknął zabytkowe miasto o wielkim znaczeniu dla kultury.
W wielokrotnie przywoływanej przez mnie książce Przemysława Burcharda :Dżungla za progiem" jest wspomniane o Popayan i o jego znaczeniu jako ośrodka kultury i jako zespołu zabytkowego, ale nie ma tam wiele szczegółów.
Oczywiście jest tam sporo o postaci Sebastiana de Belalcazar, założycielu miasta. Przemysław Burchard zwrócił uwagę, że miał on nieomylne oko co do strategicznego i komunikacyjnego znaczenia poszczególnych punktów topograficznych: wszystkie założone przezeń miasta rozwinęły się w ważne ośrodki handlowe i w ogóle gospodarcze.
A Koronę Andów znałem do tej pory właściwie tylko z nazwy.
_________________
Z 24
 
 
Berta von S. 
Administratorka Wspomagająca
nienackofanka



Pomogła: 121 razy
Wiek: 48
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 26631
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2020-02-17, 02:12:50   

Też dziękuję. Na razie przeczytałam pierwsze dwie części, koronę zostawiam sobie na jutro. :)
Fajnie to wszystko opisałeś i podoba mi się Popayán - głównie ze względu na walącą po oczach biel i harmonijną starą zabudowę (Bogu dzięki, że po trzęsieniu ziemi nie nastawiali tam jakichś "nowoczesnych" domów, co u nas byłoby mocno prawdopodobne...). No i super pomysł z centralnym placem przypominającym duży skwer.
:564:
_________________
 
 
John Dee 
Moderator
Per divina gratia huomo libero



Pomógł: 91 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 11636
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2020-02-17, 09:26:37   

By w pełni docenić wysiłek Kynokephalosa muszę jak najszybciej odświeżyć sobie “Człowieka z Ufo”, bo pamiętam go tylko piąte przez dziesiąte. :)
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 61 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 5645
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2020-02-18, 09:26:53   

John Dee napisał/a:
muszę jak najszybciej odświeżyć sobie “Człowieka z Ufo”

Tym razem opisaliśmy to, co Pan Samochodzik pominął milczeniem. Ale w kolejnej odsłonie odwiedzimy miejsca, w których zaszły ważne dla akcji wydarzenia.

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...
Zwycięzca rywalizacji rowerowej w 2019 r.

 
 
John Dee 
Moderator
Per divina gratia huomo libero



Pomógł: 91 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 11636
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2020-02-29, 22:26:33   

Ile jest na świecie takich miejsc jak Popayán, o których człowiek nigdy nic nie słyszał, a które przecież mogą być istnym rajem na ziemi (np. ze względu na klimat)?
Czytając informacje, które zgromadziłeś o tej mieścinie, Kyno, miałem cały czas Macondo, przed oczyma - Aureliano Buendia też mógłby być jednym z tych dwudziestu czterech złotników, bo taki był przecież jego zawód. Ale za Macondo kryje się Aracataca, rodzinne miasto Gabriela Garcii Marqueza, a te leży w zupełnie innej części Kolumbii.

Popayán, miasto “zagubione” w dżungli, miało, jak widzimy, już w latach 30-tych wybrukowane ulice i chodniki. Fasady domów również emanują czystość i dobrobyt - nic dziwnego, że w takim otoczeniu rzemieślnicy pracujący nad Koroną Andów znaleźli odpowiednie natchnienie.

Kynokephalos napisał/a:
Oto Francisco Caldas na banknocie, jakim zapewne posługiwał się Pan Samochodzik
Jesteś pewien? Myślę, że powróciwszy do kraju mógł swojemu przyjacielowi Anatolowi Gupieńcowi dokładnie opisać, jak wygląda jeden i dziesięć centavos, od biedy jeszcze jeden peso, ale na tym chyba już i koniec. ;-)
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 61 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 5645
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2020-03-02, 07:06:04   

John Dee napisał/a:
Ale za Macondo kryje się Aracataca, rodzinne miasto Gabriela Garcii Marqueza

Tego nie wiedziałem, albo zapomniałem. Ale wyobrażałem sobie Macondo właśnie tam, gdzie leży Aracataca. W każdym razie pejzaż Popayán, sądząc z opisu, rzeczywiście idealnie pasuje do rytmu powieści Marqueza. :564:
John Dee napisał/a:
Myślę, że powróciwszy do kraju mógł swojemu przyjacielowi Anatolowi Gupieńcowi dokładnie opisać, jak wygląda jeden i dziesięć centavos, od biedy jeszcze jeden peso, ale na tym chyba już i koniec. ;-)

Gdyby musiał liczyć na hojność dyrektora Marczaka to pewnie tak. Ale od Raymonda Connora wraz z nominacją na stanowisko brygadiera otrzymał kopertę z pieniędzmi - założyłem, że oprócz uniwersalnych dolarów była tam też miejscowa waluta. :-)

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...
Zwycięzca rywalizacji rowerowej w 2019 r.

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Reklama:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.

Zapoznaj się również z nasza Polityka Prywatnosci (z dn. 09.08.2019)

  
ROZUMIEM
Strona wygenerowana w 0,33 sekundy. Zapytań do SQL: 11