PanSamochodzik.net.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
Lotaryngia, Burgundia, Szwajcaria, lato 2018
Autor Wiadomość
Wowax 
Maniak Samochodzika
paraDyscyplinator forumowy



Pomógł: 30 razy
Wiek: 48
Dołączył: 21 Cze 2015
Posty: 7164
Skąd: Warszawa
Ostrzeżeń:
 2/3/6
Wysłany: 2019-03-12, 18:30:31   

John Dee napisał/a:
po dziś dzień zachowały się tylko jego szczątki, w tym okazały krużganek.

Toś Ty Janie chyba szczątków dawno nie widział :)
_________________
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 72 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 9331
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2019-03-12, 19:24:35   

Okej, okej. Ale fakt jest, że większość klasztoru wtedy rozebrano. :)
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 72 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 9331
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2019-03-19, 22:25:06   

Chambéry / “Złośnica”


I dalej na południe, w kierunku Szwajcarii, gdzie zamierzałem powędrować szlakiem kilku słynnych literatów; Lyon, rodzinne miasto tego pisarza, który na dodatek był również lotnikiem, upamiętniło go w bardzo oryginalny sposób:



Ostatnim miastem po francuskiej stronie granicy, które odwiedziłem, było Chambéry.
Odnajdywanie miejsc filmowych to takie moje hobby, a właśnie w Chambéry powstało wiele scen wspaniałego filmu Claude’a Millera “Złośnica”. Zobowiązałem się zrobić o nim prezentację dla strony internetowej Reelstreets, na której dzielimy się swoimi odkryciami.


Jak się okazało, miasto ogólnie jest bardzo ciekawe, dużo starego budownictwa, budynki okazałe, przy czym najbardziej charakterystycznym elementem architektonicznym wydają się być pasaże łączące sąsiadujące ulice.










Miasto i jego otoczenie mają zdecydowanie już alpejski charakter; Mont Blanc w linii prostej leży oddalony o zaledwie 80 kilometrów.



Te nieoczekiwanie otwierające się widoki na wierzchołki masywu górskiego otaczającego Chambéry są początkowo bardzo zaskakujące i refleks bezwarunkowy każący człowiekowi za każdym razem sięgać po aparat fotograficzny słabnie dopiero po jakimś czasie.

Claude Miller był długoletnim współpracownikiem Francoisa Truffaut, czyli asystentem, drugim reżyserem, producentem, a nawet aktorem. Mam wrażenie, że był dla niego tym, czym Leon Vitali był dla Kubricka, jeśli rozumiecie, co mam na myśli.
Przeszedłszy tak intensywny staż, powiedzmy lepiej: szkołę i uniwersytet, miał niezłe szanse, by sam zostać dobrym reżyserem, i tak też się stało. Nakręcił wiele świetnych filmów, wśród których moim ulubionym jest właśnie “Złośnica”. Główną postacią jest Charlotte, półsierota żyjąca w stosunkowo skromnych warunkach, skłócona ze wszystkimi, która marzy o tym, by wyrwać się z tej ciasnoty i wyruszyć w świat ze swoją nową przyjaciółką pianistką Klarą. Nie dostrzega przy tym, że swoim zachowaniem rani bliskich jej ludzi, szczególnie sąsiadkę Lulu, która ją adoruje.
Rola “złośnicy” była debiutem filmowym Charlotte Gainsbourg i przyniosła jej Cezara.



Jej sławni rodzice, Serge Gainsbourg i Jane Birkin, również aktorzy, taką nagrodą poszczycić się nie mogą; ojciec aczkolwiek zagarną kilka tych statuetek za muzykę.


Prezentacja jest jeszcze niegotowa, większość zdjęć powstała bowiem w innym mieście, które muszę jeszcze odwiedzić, niemniej mały jej przedsmak, taki preview, mógłbym już zaoferować. :)



Charlotte i Lulu idąc przez miasto nadziewają się na chłopaka, z którym Charlotte chodzi do szkoły

















Adres, gdzie kręcone były te sceny, brzmi: Passage Monseigneur Philibert Garnier. Do ostatniej chwili nie byłem pewien, czy dobrze go namierzyłem, jednak gdy tylko skręciłem w tę bramę, wszelkie wątpliwości natychmiast znikły: to było TO miejsce. Co za ulga! :)




Znaleźć kawiarnię “Le Beaujolais” - w filmie zwie się ona “Le Perroquet” - przy pomocy mapy satelitarnej googla w porównaniu było pestką.




















Finał ma miejsce w i w pobliżu Teatru Charles Dullin.






Clara przekazuje Charlotte list pożegnalny. Nie ma jednak odwagi zrobić tego osobiście.








Chorowita Lulu nie wytrzymuje tego całego napięcia i i dostaje krwotoku. Miejsce: Rue Ducis.






c.d.n.
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 72 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 9331
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2019-03-22, 22:27:50   

Willa Diodati / “Frankenstein”

— Tak, monsieur. Nasze jezioro jest przepiękne! Lord Byron mieszkał tu jakieś siedem lat temu, w Willi Diodati. Z tego powodu mnóstwo ludzi ją teraz odwiedza, tak jak Coppet czy Ferney.
(— Oui, monsieur. Notre lac est si beau! Lord Byron y a demeuré il y a sept ans environ, à la Villa-Diodati que maintenant tout le monde va voir comme Coppet, comme Ferney.)
Honoré de Balzac, “Albert Savarus”


https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/6/6c/Villa_diodati_2008.07.27_rg_5.JPG/1024px-Villa_diodati_2008.07.27_rg_5.JPG


To prawda, Willa Diodati po śmierci Lorda Byrona stała się miejscem pielgrzymek głównie oczywiście Anglików. Znajduje się w Cologny nad brzegiem Jeziora Genewskiego, dokładnie naprzeciw siedziby ONZ; w pośrodku fontanna zwana Jet d’eau (żetdo) wyrzuca na rekordową wysokość 140 metrów strumień wody. W dniu moich odwiedzin była jednak wyłączona - nie szkodzi, widziałem ją już przy innej okazji.



Lord Byron przybył tu 10 czerwca 1816 roku. Towarzyszyli mu jego kochanka Claire Clairmont, jej siostra przyrodnia Mary Shelley, jej przyszły małżonek Percy Bysshe Shelley i lekarz Byrona ekscentryczny John William Polidori. Mary i Percy Shelley mieszkali wprawdzie w innym, dzisiaj nie istniejącym już budynku tuż nad brzegiem jeziora, "Maison Chapuis”, ale towarzystwo zbierało się co wieczór w Willi Diodati.
















Jak można się domyślić ze zdjęć w stylu paparazzi, willa jest w prywatnych rękach i nie do zwiedzania.


Pogoda była podła, 1816 był bowiem słynnym “Rokiem bez lata”, “Eighteen Hundred and Froze To Death”, i tak towarzysze niedoli zaczęli wieczorami opowiadać sobie straszliwe historie. Z tego wywiązał się konkurs, komu z nich uda się jako pierwszemu stworzyć i wydać powieść gotycką? Wygrała Mary Shelley: jej “Frankenstein” pojawił się w druku już dwa lata później.

Krótko potem ukazało się opowiadanie, które również było wynikiem pamiętnej burzy mózgów w Willi Diodati: “Wampir” (“The Vampyre: A Tale”), którego autorem był… John William Polidori, lekarz Byrona! Jego dzieło zapoczątkowało zdaje się cały ów nurt fantastyki z wampiryzmem itd. , w każdym bądź razie było bardzo, bardzo wpływowe. Polidori nie było jednak długo dane cieszyć się tym potężnym sukcesem: zmarł dwa lata później w 1821 r. mając lat zaledwie 26.

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/1/1c/John_William_Polidori_by_F.G._Gainsford.jpg/800px-John_William_Polidori_by_F.G._Gainsford.jpg


Percy Bysshe Shelley w 1822 (29 lat)

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/5/57/Percy_Bysshe_Shelley_by_Alfred_Clint.jpg/800px-Percy_Bysshe_Shelley_by_Alfred_Clint.jpg


Lord Byron w 1824 r. (36 lat)

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/3/3c/Byron_1813_by_Phillips.jpg



Mary Shelley przeżyła Byrona o 27 lat, zmarła w wieku lat 54 w 1851 r.

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/6/65/RothwellMaryShelley.jpg/800px-RothwellMaryShelley.jpg

c.d.n.
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 72 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 9331
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2019-04-14, 10:04:53   

Ferney-Voltaire

— Tak, monsieur. Nasze jezioro jest przepiękne! Lord Byron mieszkał tu jakieś siedem lat temu, w Willi Diodati. Z tego powodu mnóstwo ludzie ją teraz odwiedza, tak jak Coppet czy Ferney.

Sam Balzac podaje więc marszrutę dla stalkerów słynnych literatów: po Willi Diodati albo Coppet, albo Ferney. Wybrałem Ferney, bo bliżej, choć, paradoksalnie, już znowu we Francji. Wielki filozof Voltaire w tej miejscowości zbudował sobie zamek, w którym spędził szczęśliwie ostatnie 20 lat swojego długiego życia.








Z tym zamkiem to było tak. Voltaire, będąc już wtedy członkiem Akademii Francuskiej, piastował jakiś czas bardzo wpływowe stanowisko na dworze w Wersalu, aż popadł w niełaskę i musiał, nie po raz pierwszy zresztą, opuścić kraj. Przebywał między innymi na dworze Staśka Leszczyńskiego w Lunéville, potem w Schwetzingen (moja relacja: https://pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?p=365621#365621 ), a w końcu na dworze Fryderyka Wielkiego, od którego otrzymał bardzo intratny urząd, który jednak stracił, gdy został przyłapany na jakichś podejrzanych konszachtach walutowych. Nie mogąc powrócić do Paryża, postanowił osiedlić się w liberalnej jak mu się wtedy wydawało Genewie. Liberalnej! Nie potrwało długo, a do skóry zaczęły mu się dobierać władze miasta, którym nie w smak było, w jaki sposób scharakteryzował Genewę w artykule będącym jego wkładem do encyklopedii. Dalszą kością niezgody była jego działalność jako autor sztuk dramatycznych: w mieście Kalwina wszelkie spektakle teatralne były surowo zakazane.

I tak oto, ciężkim sercem trochę, gdyż te kilka lat spędzonych w Genewie tak właściwie były latami szczęśliwymi, opuścił to suma sumarum niegościnne miasto i osiadł w pobliskim francuskim Ferney.





Zbudował zamek i teatr; pieniędzy notabene miał w bród, bo wskutek uprzednio już wspomnianych, fortunnych spekulacji finansowych stał się zamożnym człowiekiem.

Dzięki niemu mieszkańcy Genewy otrzymali możliwość odwiedzania teatru bez obaw przed represjami, przy czym większość wystawionych sztuk prawdopodobnie pochodziła spod pióra pana domu. Budynek teatru dzisiaj już nie istnieje, za ta kościółek. Z nim też wiąże się pewna ciekawa historia. Otóż Voltaire stojący na jego posesji kościół kazał usunąć, czym sprowokował gwałtowne protesty wśród okolicznej ludności. Naprawdę, nie trzeba być przecież filozofem by wiedzieć, że kościoła się nie tyka… Rad nierad musiał go więc, dla świętego spokoju, odbudować, dodając jednocześnie ową dziwną piramidę, pod którą pragnął być pochowany. Do tego jednak nie doszło: jego ciało spoczywa dzisiaj w Paryżu, w Panteonie.



Dożył sędziwego wieku, ostatnie dwie dekady życia spędzając w zdrowiu i dostatku, odwiedzany przez wielbicieli przybywających do Ferney ze wszystkich stron świata, tak że zaczęto go nazywać “oberżystą Europy”. Podobną sytuację opisał Nienacki w “Niewidzialnych”, z tym że adorowaną osobą w jego wypadku był Goethe.











Voltaire dla Ferney okazał się wielkim dobrodziejem, angażował się, gdzie mógł, “dał się poznać jako utalentowany zarządca i człowiek interesu: rozbudował posiadłość, wprowadził nowe uprawy, założył manufaktury zegarków i pończoch jedwabnych” (Wikipedia). Miasto mu tego do dziś nie zapomniało.


https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/b/b6/Voltaire_statue%2C_Ferney.JPG

Zamek filozofa został właśnie gruntownie odrestaurowany, a otwarcia dokonał nikt inny a Emmanuel Macron z małżonką.


https://img.aws.la-croix.com/2018/06/01/1100943505/Emmanuel-Macron-visite-Chateau-Voltaire-Ferney-Au-buste-philosophe-attire-loeil-president_1_729_486.jpg


https://www.sudouest.fr/

Dzisiaj prezentuje się od swojej najczekoladowniejszej strony, więc myślę, że warto było zwlekać z odwiedzinami aż tak długo.









Bardzo żałuję jednak, że nie udało mi się przy tej okazji również zwiedzić Wielkiego Zderzacza Hadronów Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych CERN, która leży o rzut beretem od Ferney-Voltaire, ale o termin trzeba się tam postarać odpowiednio wcześniej, ja ale nie mogłem przewidzieć, kiedy dokładnie w te okolice dotrę. No cóż, może następnym razem.

c.d.n.
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 66 razy
Wiek: 52
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 35604
Skąd: Poznań
Wysłany: 2019-04-14, 11:05:37   

Jakiż bogaty dorobek z tego wyjazdu! Johnie, Ty tam byłeś na jednym wyjeździe, czy też jeździłeś tam całe lato? :)
_________________
Nasze forum na facebooku: ./redir/facebook.com/pansamochodzikforum
Nasza forumowa geościeżka keszerska: ./redir/pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?p=240911#240911

 
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 72 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 9331
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2019-04-14, 21:37:32   

Szara Sowa napisał/a:
Ty tam byłeś na jednym wyjeździe, czy też jeździłeś tam całe lato? :)
Nie miałbym nic przeciwko temu, Szara Sowo. No cóż, dość dobrze przygotowałem tę wyprawę. Zakładając, że masz zasadniczą gotowość do zwiedzania od świtu do nocy i nie trwonisz zbyt często czasu na przykład nie umiejąc oderwać się od jakiejś atrakcji, to w przeciągu kilku tylko dni możesz zobaczyć niezły kawałek świata. :)
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 72 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 9331
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2019-05-02, 12:12:12   

Chateau de Coppet i Madame de Staël

Ostatni ze świętej trójcy zamków genewskich wskazanych nam przez samego Balzaca: Coppet.





Dla mnie ze względu na osoby, które go zamieszkiwały, najbardziej interesujący: słynna autorka i oponentka Napoleona Madame Germaine de Staël



i jej niemniej sławny ojciec Jacques Necker. Niektórzy twierdzą, że Rewolucja Francuska wybuchła z jego powodu, czego nie będę tu jednak zgłębiał.



Jego zamek nie ujawnia koniecznie przybyszowi swojego uroku na pierwszy rzut oka. Potrzebowałem chwilę by zauważyć, że jest bardzo wytworny bez ostentacyjnego przepychu,








a jednocześnie bardzo praktycznie “skrojony”.



Przede wszystkim jednak jest to zamek z prawdziwego zdarzenia, a nie muzeum, jak wypadku Château de Voltaire. Odniosłem wrażenie, że w oka mgnieniu można by go znowu przekształcić w rezydencję mieszkalną.

Tu ponownie widzimy Madame de Staël, jedyną córkę Neckera.



Jest autorką wielu książek, w tym słynnego dzieła De l’Allemagne, w którym, pisząc o Niemczech, nie skąpi pochwał kraju, ludziom i kulturze, przez co popadła w niełaskę u Napoleona i została wydalony z Paryża. Ale co tam Napoleon i wygnanie, skoro książka zrobiła z niej najważniejszą prekursorkę romantyzmu we Francji.

Pracowała nad nią mi. na zamku Diany de Poitiers Chaumont, co nieomal czyni ją postacią okołosamochodzikową. Zwiedzając Chaumont rok wcześniej zrobiłem te oto zdjęcia:





Tu widzimy jej najlepszą przyjaciółkę, słynącą ze swojej niezwykłej urody Madame Récamier. Jej grób znajduje się na cmentarzu Montmartre. Zmarła na cholerę.









Należy także wspomnieć, że stopa autorki dotknęła i polskiej ziemi: gdy Napoleon ze swoją Wielką Armią posuwał się północnym szlakiem w kierunku Moskwy, Madame de Staël również postanowiła tam pojechać, jednak inną drogą, przez Brno i Wołyń, i zawitała tam kilka tygodni przed Cesarzem. W Łańcucie dołączył do niej jej młody kochanek i przyszły mąż Albert de Rocca, który uprzednio zdezerterował z armii francuskiej.
Pozostając szczęśliwie zawsze o krok przed ścigającymi ich żandarmami Małego Kaprala, dotarli 14 lipca 1812 roku do Moskwy solidaryzując się w ten sposób z Rosjanami i niosąc im ważne moralne wsparcie. Potem przez Finlandię i Szwecję uciekli do Anglii. Dowiadując się o apokaliptycznej zagładzie armii inwazyjnej Napoleona, De Rocca mógł sobie tylko pogratulować, że zdecydował się dać drapaka.

Tego rodzaju kobietą była więc Madame de Staël. Chętnie pokłoniłbym się nad jej grobem, który znajduje się w pobliżu zamku, ale tu napotkałem na nieoczekiwane trudności: w zamku nikt nie chciał udzielić mi na ten temat jakichkolwiek informacji, jakby miejsce ich pochowku było jakąś wielką tajemnicą czy coś. Szczęście się jednak do mnie uśmiechnęło, gdy odkryłem na ścianie jednego z pokoi ten oto plan:



Le tombeau, grób. Teraz już wiedziałem, gdzie go należy szukać: na małym cmentarzyku przylegającym do parku, a raczej będącym jego częścią. Ten piękny i obszerny park rozciągający się wzdłuż wybrzeża Jeziora Genewskiego być może nadal należy do potomków Nekera, który strasznie nadzianym był gościem, bo i cmentarzyk wydaje się być terenem prywatnym i jest niedostępny dla publiczności. Park owszem.





Pokonując chaszcze, krzaki i pokrzywy przedarłem się do miejsca, gdzie drogę zagrodził mi dość wysoki mur.



Rzucić okiem na grób lub go sfotografować mi się nie udało, ale dotarłem do niego tak blisko jak tylko w tych warunkach było to możliwe. Jestem względnie zadowolony. :)

c.d.n.
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 66 razy
Wiek: 52
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 35604
Skąd: Poznań
Wysłany: 2019-05-02, 13:47:15   

John Dee napisał/a:
Należy także wspomnieć, że stopa autorki dotknęła i polskiej ziemi: gdy Napoleon ze swoją Wielką Armią posuwał się północnym szlakiem w kierunku Moskwy, Madame de Staël również postanowiła tam pojechać, jednak inną drogą, przez Brno i Wołyń, i zawitała tam kilka tygodni przed Cesarzem. W Łańcucie dołączył do niej jej młody kochanek i przyszły mąż Albert de Rocca, który uprzednio zdezerterował z armii francuskiej.
Pozostając szczęśliwie zawsze o krok przed ścigającymi ich żandarmami Małego Kaprala, dotarli 14 lipca 1812 roku do Moskwy solidaryzując się w ten sposób z Rosjanami i niosąc im ważne moralne wsparcie. Potem przez Finlandię i Szwecję uciekli do Anglii. Dowiadując się o apokaliptycznej zagładzie armii inwazyjnej Napoleona, De Rocca mógł sobie tylko pogratulować, że zdecydował się dać drapaka.


Nie chcę wtykać kija w mrowisko, ale w ten sposób działała na szkodę Polski...
_________________
Nasze forum na facebooku: ./redir/facebook.com/pansamochodzikforum
Nasza forumowa geościeżka keszerska: ./redir/pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?p=240911#240911

 
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 72 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 9331
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2019-05-04, 08:05:58   

Corsier-sur-Vevey, Manoir de Ban i Charlie Chaplin

Charlie Chaplin, który w 1952 roku ze względu na swoje lewicowe przekonania musiał opuścić Stany Zjednoczone, osiadł wraz z rodziną w położonym nad jeziorem Genewskim Corsier-sur-Vevey. Tam nabył posiadłość Manoir de Ban, na której spędził ostatnie lata swojego życia, lata niezwykle szczęśliwe należy dodać.

W 2016 roku otwarte zostało tam interaktywne muzeum Chaplin’s World, a cały teren udostępniony został publiczności.



Muzeum działa jako replika studia filmowego z czasów kina niemego, odwiedzający przechodzi praktycznie z jednej kulisy do drugiej,





mijając pod drodze wyglądające niemalże jak żywe figury woskowe



stary sprzęt filmowy lub też gabloty zawierające autentyczne kostiumy oraz prywatne pamiątki po Chaplinie.



Dzieci mogą interagować w kulisach z “Gorączki Złota” i robić tam sobie zdjęcia,



dorośli podziwiać zgromadzone eksponaty, studiować teksty na tablicach o życiu i karierze zawodowej słynnego Trampa oraz oglądać wycinki z jego filmów, również takich prywatnych, rodzinnych. Krótko mówiąc muzeum oferuje szeroką gamę atrakcji, która jest absolutnie w stanie osłodzić przykry posmak, który u niektórych pozostawić musi słona cena biletów. Osobiście byłem naprawdę pod wrażeniem.


Drugą główną atrakcją muzeum jest neoklasycystyczna willa wraz ze wspaniałym kilkuhektarowym ogrodem, który Charlie pielęgnował niemal z religijnym zapałem.











Spacerować po tych ścieżkach i po pokojach, gdzie 25 lat tętniło życie rodzinne słynnego komika - miał z Ooną ośmioro dzieci - dla jego fana jest naprawdę poruszającym przeżyciem i wielkim przywilejem, uważam. Charlie nawiasem mówiąc uczestniczył intensywnie w życiu miejscowej społeczności, ich dzieci chodziły do publicznej wiejskiej szkoły, podczas gdy rodzice robili zakupy na pobliskim targu, tak jak wszyscy inni mieszkańcy wioski: był szczęśliwym i spełnionym człowiekiem.












Charlie zmarł 25 grudnia 1977 roku i leży pochowany na miejscowym cmentarzyku. Zobacz również tu: https://pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?p=363554#363554






I na tym kończę relację mojej wycieczki po Wschodniej Francji i Szwajcarii. :)

The End
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 35 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 4990
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2019-05-04, 11:19:10   

John Dee napisał/a:
na tym kończę relację mojej wycieczki po Wschodniej Francji i Szwajcarii. :)

No szkoda, szkoda.

Dziękuję i pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...

 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 72 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 9331
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2019-05-04, 18:02:09   

Kynokephalos napisał/a:
No szkoda, szkoda.
Wszystko musi się kiedyś skończyć, żeby mogło zacząć się coś nowego. :)
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 66 razy
Wiek: 52
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 35604
Skąd: Poznań
Wysłany: 2019-05-04, 19:58:14   

No to na dobry koniec, także należy się "pomógł". :)
_________________
Nasze forum na facebooku: ./redir/facebook.com/pansamochodzikforum
Nasza forumowa geościeżka keszerska: ./redir/pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?p=240911#240911

 
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 72 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 9331
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2019-05-05, 17:14:56   

Szara Sowa napisał/a:
No to na dobry koniec, także należy się "pomógł".
To na dobry koniec: dziękuję. :)

Corsier-sur-Vevey leży, jak można się domyślić, o krok od Vevey, miasta, które związane jest z polskim noblistą Henrykiem Sienkiewiczem, który zmarł tam 15 listopada 1916 i został pochowany. Dopiero w październiku 1924 przeprowadzone jego zwłoki do Polski. On ma tam swój pomnik, ale odniosłem wrażenie, że znacznie większe zainteresowanie budzi ten ich widelec… ;-)
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 32 razy
Wiek: 56
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 7713
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2019-05-05, 20:04:01   

John Dee napisał/a:
le odniosłem wrażenie, że znacznie większe zainteresowanie budzi ten ich widelec… ;-)


Jeżeli chodzi o ten widelec, na który Tramp nawijał sznurówki jak spaghetti, to zgoda ;-) .
_________________
Z 24
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 72 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 9331
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2019-05-05, 22:00:08   

./redir/www.vevey.ch/data...teBateauCGN.jpg
;-)
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 32 razy
Wiek: 56
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 7713
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2019-05-06, 00:11:16   

:D ....Pytania o znaczenie i symbolikę oczywiście nie mają sensu... ;-)

Ale wygląda to śmiesznie...
_________________
Z 24
Ostatnio zmieniony przez Z24 2019-05-06, 00:12, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 72 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 9331
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2019-05-06, 12:02:50   

Pytanie, co się kryje za pomysłem z widelcem moją ciekawość specjalnie nie łechce, przyznam. :586:
Ostatnio zmieniony przez John Dee 2019-05-06, 15:55, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 35 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 4990
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2019-05-07, 07:24:59   

Za pomysłem z widelcem, z tego co czytam, istotnie nie kryje się nic ciekawego. Jest to pozostałość po wystawie w miejscowym muzeum jedzenia zwanym Alimetarium, obecnie przyhołubiona przez Corsier-sur-Vevey z nadzieją na utrwalenie się symbolu. Bez głębszej myśli, na zasadzie przyzwyczajenia. "Kopenhaga ma syrenkę, Bruksela - sikającego chłopca, a my będziemy mieli widelec."

Ale mi samemu - może pomogło zdjęcie zamieszczone przez Johna, na którym brzeg jeziora wygląda jak morskie wybrzeże - widelec przywodzi na myśl trójząb Posejdona, a raczej jego parodię.

Trójząb to narzędzie szlachetne, używane przez silnych ludzi do walki z żywiołem, z przeciwnikiem i z groźnymi zwierzętami. Widelec, mimo podobnego kształtu, to skarlały przyrząd służący do napychania brzucha. Widelec wbity w wody uświadamia nam że morze - niegdyś widziane jako bezkresna arena bohaterów oraz nieodgadniona tajemnica głębi - dziś stało się terenem rutynowej eksploatacji, z którego przemysłowo wygrzebujemy całe pozostałe jeszcze życie, tak jak widelcem wyjada się szprotki z puszki.
Gorzki to symbol kultury konsumpcjonizmu - której zresztą, gdyby ktoś spojrzał nieco złośliwie, wystawa o sztućcach w muzeum żarcia mogłaby być właśnie niechwalebnym przykładem.

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...

 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 72 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 9331
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2019-05-07, 08:45:03   

Kynokephalos napisał/a:
"Kopenhaga ma syrenkę, Bruksela - sikającego chłopca, a my będziemy mieli widelec."
Dlaczego i nie, widelec, narzędzie niezwykle praktyczne, pasuje przecież do kraju, który mnóstwo ludzi asocjuje ze scyzorykiem lub, szczególnie miłośnicy filmu noir, ze zegarem z kukułką. Praktyczna, nudna Szwajcaria. Przerwa na parkingu przy autostradzie tylko z tarczą parkingową? A w Genewie: pierwsze dwie godziny parkowania pół franka, a następna 20?! Oh, come on! Widelec więc jest nie najgorszym symbolem tego rodzaju mentalności.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Reklama:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo

Strona wygenerowana w 0,36 sekundy. Zapytań do SQL: 11