To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
PanSamochodzik.net.pl
Forum poświęcone twórczości Zbigniewa Nienackiego

Pan Samochodzik i templariusze - Przeniesienie stolicy Zakonu do Malborka

Z24 - 2021-06-05, 17:38
Temat postu: Przeniesienie stolicy Zakonu do Malborka
Zanim założymy temat poświęcony kryzysowi Zakonu i zabójstwu Wielkiego Mistrza Wernera von Orseln trzeba napisać kilka słów o przeniesieniu stolicy Zakonu z Wenecji do właśnie Malborka.

Zacznijmy od klasyki historiografii.
W świetnej syntezie Mariana Biskupa i Gerarda Labudy "Dzieje zakonu krzyżackiego w Prusach. Gospodarka-państwo-społeczeństwo-ideologia", Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1986, znajdujemy wzmianki o związku "emigracji" centrali Zakonu z Wenecji do Prus ze sprawą templariuszy.

I tak na str. 272 Marian Biskup napisał tak:

"Przeniesienie w roku 1309 siedziby wielkiego mistrza wraz z dostojnikami z Wenecji do Malborka stanowiło poważne posunięcie nie tylko administracyjne, lecz także polityczne. Wprawdzie na decyzję tę oddziaływały również obawy przed likwidacją Zakonu przez papiestwo, podobnie jak to nastąpiło w przypadku zakonu templariuszy, jednak przyczyny tego kroku były bardziej złożone. Wybór Malborka został dokonany pod naciskiem najbardziej ekspansywnych kół zakonu krzyżackiego w Prusach skupionych zwłaszcza wokół zdobywcy Gdańska Henryka von Plotzke i odrzucających nieśmiałe próby reform podejmowane przez wielkiego mistrza Karola z Trewiru. Przeniesienie władz Zakonu do Prus stanowiło dowód, że Krzyżacy zamierzają na stałe utrwalić swoje panowanie nad całością zagarniętych ziem nad Bałtykiem, które uznają za swój główny teren działania i bazę dla dalszej ekspansji. Z drugiej zaś strony władze Zakonu zyskiwały odtąd możliwość swobodniejszego działania niż w silnej Wenecji"

Od siebie dodam, że nie tylko ze względu na siłę Wenecji, ale także bliskość Rzymu i Awinionu itd. itp. Tam centralne władze Krzyżaków nie miały swojej siły pod ręką, a w Prusach byli nie do ruszenia. tak samo jak joannici na Cyprze, potem na Rodos i w końcu na Malcie.

Mamy tutaj też już wzmiankę o konflikcie w Zakonie i co istotne, jak spostrzegł kolega chkaplan, jego początkiem - czy może raczej początkiem ostrej fazy - był sam fakt przeniesienia i zainstalowania się władz zakonnych w Prusach.


PS. Ponieważ w różnych miejscach wypowiadaliśmy się o przenosinach stolicy Zakonu, uprzejmie proszę PT Koleżeństwo o podlinkowanie, w miarę chęci i możności, tych wcześniejszych wypowiedzi :) .

Kozak - 2021-06-05, 17:46
Temat postu: Re: Przeniesienie stolicy Zakonu do Malborka
Z24 napisał/a:
(...) Wprawdzie na decyzję tę oddziaływały również obawy przed likwidacją Zakonu przez papiestwo, podobnie jak to nastąpiło w przypadku zakonu templariuszy, jednak przyczyny tego kroku były bardziej złożone. (...)

Czy autorzy powołują się na jakieś konkretne źródła?

Z24 - 2021-06-05, 18:14
Temat postu: Re: Przeniesienie stolicy Zakonu do Malborka
Kozak napisał/a:
Z24 napisał/a:
(...) Wprawdzie na decyzję tę oddziaływały również obawy przed likwidacją Zakonu przez papiestwo, podobnie jak to nastąpiło w przypadku zakonu templariuszy, jednak przyczyny tego kroku były bardziej złożone. (...)

Czy autorzy powołują się na jakieś konkretne źródła?


W przypisie do tego fragmentu przywołana jest następująca prac

K Forstreuter Das "Hauptstadtproblem" des Deutches Ordens, "Jahrbuch fuer die Geschichte Mittel- und Ostdeutschlands", 5 (1956), s. 135 i n.

Pewnie tam będą bardziej szczegółowo wyliczone źródła i literatura.

John Dee - 2021-06-05, 21:20
Temat postu: Re: Przeniesienie stolicy Zakonu do Malborka
Z24 napisał/a:
K Forstreuter Das "Hauptstadtproblem" des Deutches Ordens, "Jahrbuch fuer die Geschichte Mittel- und Ostdeutschlands", 5 (1956), s. 135 i n.
Wersja cyfrowa chyba jeszcze nie istnieje. Cena w antykwariacie niestety 30€. I kupujesz kota w worku.
Z24 - 2021-06-07, 15:30

W cytowanej wyżej pracy Gerard Labuda napisał (str. 153-154), że baliwaty w krajach śródziemnomorskich zasilały środkami ludzkimi i materialnymi placówki Zakonu w Ziemi Świętej, natomiast baliwaty niemieckie, czy - szerzej - środkowoeuropejskie, w miarę wygasania ekspansji w Lewancie, zasilały Prusy i Inflanty.
Po śmierci Hermanna von Salza, który umiejjętnie godził interesy baliwatów niemieckich i śródziemnomorskich coraz silniej zarysowuje się dążność do wyodrębnienie się baliwatów niemieckich wokóŁ mistrza niemieckiego i jednocześnie dążność do podporządkowania temuż mistrzowi niemieckiemu (Deutschmeister, preceprrt Alemaniae) komturostw krajowych Prus i Inflant i nadzoru nad nimi lubl do łączenia urzędów mistrza niemieckiego z komturostwami krajowymi Prus i Inflant.
Tu Gerard Labuda przytacza przykłady karier Dietricha von Grueningen, Eberharda von Sayn i Konrada von Feuchtwangen. Ten ostatni po upadku Akkonu przeniósł stolicę Zakonu do Wenecji i być może rozważał już wówczas możliwość umieszczenia jej w Prusach.

Z24 - 2021-06-23, 19:24

Równo 750 lat temu, 23 czerwca 1271 r. padła pod ciosami Saracenów pierwsza stolica stolica Zakonu, zamek Starkenberg, w Ziemi Świętej, w Galilei, bardziej znany pod francuską nazwą Montfort, przez Arabów zwany al-Qurain:

./redir/pl.wikipedia.org/wiki/Zamek_Montfort

./redir/de.wikipedia.org/wiki/Montfort_(Israel)

./redir/en.wikipedia.org/wiki/Montfort_Castle

Zabiegi około zdobycia miejsca na budowę stolicy i samej jej budowy rozpoczął dobrze nam znany z powieści wielki mistrz Hermann von Salza. Budowa trwała wiele lat.
W 1271 r. mamelucki sułtan Egiptu, znakomity wódz Bajbars, zwycięzca Mongołów w morderczej bitwie pod Ajn Dżalut w 1260 r. rozpoczął kolejną kampanię przeciwko krzyżowcom. Po krótkim oblężeniu padł najpotężniejszy z zachowanych zamków krzyżowców, Krak de Chevaliers w Syrii, tam zwany Hisn-al-Akrad.
Przyszła kolej na Montfort. oblężenie trwało tylko piętniaście dni i twierdza wcale nie została wzięta szturmem, tylko poddana.
11 czerwca ludzie Bajbarsa zdobyli podzamcze, 18 czerwca dokonali wyłomu w murach. Podobno Bajbars obiecał swoim saperom po 1000 dirhemów za każdy kamień wydobyty z wyłomu... Rozpoczęto pertraktacje.
23 czerwca Montfort skapitulował. Obrońcy mogli wyjść wolno, ale musieli pozostawić zwycięzcom broń i ruchomości. Prawdopodobnie Krzyżacy wcześniej zdążyli ewakuować archiwum i skarbiec, choć co do losów tego ostatniego nie ma pełnej zgodności wśród historyków... ;-)
Obrońcy wymaszerowali do odległej o kilka godzin marszu Akki i to miasto stało się drugą z kolei stolicą Zakonu.

Kozak - 2021-06-23, 21:09

Tradycyjnie dodam coś od siebie :D
W trakcie tej muzułmańskiej kampanii templariusze na terenie hrabstwa Trypolisu utracili Safitę. Bajbars był na tyle wspaniałomyślny, że załodze pozwolił twierdzę opuścić wraz z bronią. Ostatecznie w pierwszej połowie 1272 roku Wódz Saracenów na okres 10 lat, 10 miesięcy, 10 dni i 10 godzin zawarł rozejm z restkami tego, co zostało z chrześcijańskich państw w Ziemi Świętej :|

Z24 - 2021-06-24, 21:38

Krzyżacy centralę umieścili w zamku potężnym, ale położonym jednak w górach na uboczu, chociaż zarazem blisko centrum, jakim była Akka (Akkon). Teraz dopiero zacząłem podejrzewać, że kryła się za tym myśl wybitnych przywódców Zakonu, być może samego Hermanna von Salza.
Ekskluzywne położenie centrali dawało odporność na naciski zewnętrzne, a także na z zewnątrz i wewnątrz inspirowane intrygi. Jednocześnie pozwalało ono na pozostawanie w kursie spraw, gdyż tylko kilka godzin marszu dzieliło Montfort od jednego z ówczesnych światowych centrów. Podobne, w gruncie rzeczy, rezultaty, dała operacja z przeniesieniem stolicy do Malborka. Tylko na znacznie większą skalę, bo w przypadku Starkenbergu mieliśmy do czynienia z centralą koordynującą wielokierunkowe aspiracje korporacji wojskowo-religijnej, a w przypadku "operacji Malbork" - już ze stolicą mocarstwa.

Duch - 2023-01-24, 15:25

Jeszcze warto dodać, że Malbork nie powstał na pustyni urbanistycznej, choć został założony na nowym miejscu. Powstał jako następca polskiego ośrodka Zantyru, obecnie wieś Węgry (w XIII w. został ponoć przeniesiony na pd.-zach., ale dotąd nie znaleziono na to dowodu) podobnie, jak Elbląg był następcą Truso (ja wolę używać polskiej nazwy Drużno lub Druzno). Zantyr był głównym ośrodkiem polsko-pomorskiej ekspansji na tereny pruskie. Malbork to był Nowy Zantyr i w gruncie rzeczy pełnił podobną funkcję. Zresztą, częściowo został zbudowany z materiału, pozyskanego z ruin Zantyru.


Prusowie MUSIELI BYĆ spacyfikowani w ten czy inny sposób, bo to był w chrześcijańskiej Europie rodzaj zakazanej dzielnicy, gdzie chronili się najgorsi obwiesie z całej kontynentu (opcjonalny kierunek ucieczki to stepy). Archeologia notuje dziwny fakt, że plemiona graniczące z ziemiami polskimi: Pomezanowie, Sasinowie i Galindowie - były na wpół słowiańskie. Kolejna ciekawostka: z 4 budowniczych gotyckiej katedry w Królewcu, jeden miał pruskie imię, a drugi - przydomek bodajże "Perkun". A zdawałoby się, że sztuka budowania gotyckich kościołów powinna być najbardziej obcą Prusom rzeczą ze wszystkiego, co przynieśli Krzyżacy...

Sęk tylko w tym, że:

1) Pacyfikacja Prusów dokonała się w najgorszy możliwy sposób, bo przez powstanie niemieckiego państwa kolonialnego. A kolonializm to, mówiąc wprost, "odbieranie innym narodom ich garnka z mięsem". Zniewalanie i "puszczanie w skarpetkach". Krzyżakom nie wystarczyło zmuszenie Prusów do chrystianizacji, czyli w praktyce w tamtych realiach do rezygnacji z bandyckiego stylu życia. Oni próbowali wręcz zupełnie obrócić Prusów w niewolników. Tak właśnie należy rozumieć próby narzucenia im zakazu małżeństwa - wg zasad rzymskich, niewolnicy nie mogli wstępować w związki małżeńskie. Krzyżacy prowokowali też powstania pruskie specjalnie po to, by zwiększyć zakres swojej władzy. Niewiele brakowało zresztą, by się to źle dla nich skończyło bo byli bliscy klęski, ale na szczęście dla nich nie brakowało w Europie, a szczególnie w Polsce, frajerów, gotowych ich wspierać. Teraz też mamy w Polsce dostatek "obrońców cywilizacji zachodniej" w każdym jej, nawet najbardziej odrażającym aspekcie... :/ . Jednak odstąpiono od pomysłów z niewolnictwem, gdy zauważono, że próby wprowadzenia tego grożą kolejnym powstaniem pruskim...

2) Teoretyczna chrystianizacja Prus wcale nie polepszyła sprawy - za wyjątkiem wprowadzenia różnych zewnętrznych nowinek cywilizacyjnych. Wg św. Brygidy Szwedzkiej i nie tylko jej, wręcz POGORSZYŁA stan moralny samych Prusów, gdyż zapanowała plaga alkoholizmu. Zakon Krzyżacki uległ zaś po stworzeniu państwa zakonnego coraz dalej idącej sekularyzacji. Stał się schronieniem dla najgorszych obwiesiów spośród rycerstwa niemieckiego, takim miejscem honorowego zesłania dla ludzi, którzy nie mieścili się nawet w ramach zdominowanego przez raubritterów niemieckiego społeczeństwa. Czyli... państwo krzyżackie stało się TYM SAMYM, CZYM BYŁY PRUSY POGAŃSKIE! Tylko w bardziej nowoczesnej i sprawnej wersji, i - co gorsza - niestety, pod szyldem chrześcijaństwa...
Przecież nie żaden tam patriotyzm niemiecki powodował, że wiecznie skłócone i mało patriotyczne niemieckie warstwy kierownicze tak się bały likwidacji państwa krzyżackiego przez Polskę. Powodował to strach przed likwidacją wentylu bezpieczeństwa, który pozwalał pozbyć się z Niemiec największych mąciwodów.


Zresztą, sprowadzanie Krzyżaków wcale nie było potrzebne. To, że Prusowie stali się kłopotem, było skutkiem polityki Konrada Mazowieckiego, której nie można inaczej nazwać, jak nieudacznictwem. Przecież on utracił na rzecz Prusów, a więc ludzi nie posiadających żadnej organizacji centralnej, Ziemię Chełmińską, a więc rdzenne polskie terytorium... Państwo przegrało z kilkoma połączonymi mafiami... Konrad Mazowiecki był rodzajem prowincjonalnego kacyka, zaściankowego, zacietrzewionego, skłonnego do okrucieństw, a zarazem człowiekiem chorobliwie ambitnym. To są cechy raczej zapewniające przeciwskuteczność w polityce, bo mentalność kacyka uniemożliwia osiąganie większych celów i często paraliżuje inicjatywę na posiadanym dotychczas terenie, a z kolei nadmierne ambicje odsuwają wręcz na dalszy plan zachowanie nawet tego, co się ma.

irycki - 2023-01-24, 19:49

Duch napisał/a:
Zresztą, sprowadzanie Krzyżaków wcale nie było potrzebne. To, że Prusowie stali się kłopotem, było skutkiem polityki Konrada Mazowieckiego, której nie można inaczej nazwać, jak nieudacznictwem. Przecież on utracił na rzecz Prusów, a więc ludzi nie posiadających żadnej organizacji centralnej, Ziemię Chełmińską, a więc rdzenne polskie terytorium... Państwo przegrało z kilkoma zjednoczonymi mafiami... Konrad Mazowiecki był rodzajem prowincjonalnego kacyka, zaściankowego, zacietrzewionego, skłonnego do okrucieństw, a zarazem człowiekiem chorobliwie ambitnym. To są cechy raczej zapewniające przeciwskuteczność w polityce, bo mentalność kacyka uniemożliwia osiąganie większych celów i często paraliżuje inicjatywę na posiadanym dotychczas terenie, a z kolei nadmierne ambicje odsuwają wręcz na dalszy plan zachowanie nawet tego, co się ma.



Konrad przede wszystkim był zainteresowany Krakowem i tamtejszym tronem, a nie miał dość sił, żeby wikłać się w wojnę na południu, a jednocześnie zapewnić spokój na północy. Stąd pomysł żeby sprowadzić pacyfikatorów, którzy mu tę północ zabezpieczą. Z punktu widzenia ówczesnej polityki ziemie pruskie były mało istotne, ważne było tylko żeby nie trzeba było trzymać sił na wypadek najazdu. Przypisywanie Konradowi „mentalności kacyka” jest jednak dość krzywdzące, on walczył właśnie o najwyższe cele. Tylko te cele były w dzielnicach południowych.

Duch - 2023-01-25, 03:24

irycki napisał/a:
Duch napisał/a:
Zresztą, sprowadzanie Krzyżaków wcale nie było potrzebne. To, że Prusowie stali się kłopotem, było skutkiem polityki Konrada Mazowieckiego, której nie można inaczej nazwać, jak nieudacznictwem. Przecież on utracił na rzecz Prusów, a więc ludzi nie posiadających żadnej organizacji centralnej, Ziemię Chełmińską, a więc rdzenne polskie terytorium... Państwo przegrało z kilkoma zjednoczonymi mafiami... Konrad Mazowiecki był rodzajem prowincjonalnego kacyka, zaściankowego, zacietrzewionego, skłonnego do okrucieństw, a zarazem człowiekiem chorobliwie ambitnym. To są cechy raczej zapewniające przeciwskuteczność w polityce, bo mentalność kacyka uniemożliwia osiąganie większych celów i często paraliżuje inicjatywę na posiadanym dotychczas terenie, a z kolei nadmierne ambicje odsuwają wręcz na dalszy plan zachowanie nawet tego, co się ma.



Konrad przede wszystkim był zainteresowany Krakowem i tamtejszym tronem, a nie miał dość sił, żeby wikłać się w wojnę na południu, a jednocześnie zapewnić spokój na północy. Stąd pomysł żeby sprowadzić pacyfikatorów, którzy mu tę północ zabezpieczą. Z punktu widzenia ówczesnej polityki ziemie pruskie były mało istotne, ważne było tylko żeby nie trzeba było trzymać sił na wypadek najazdu. Przypisywanie Konradowi „mentalności kacyka” jest jednak dość krzywdzące, on walczył właśnie o najwyższe cele. Tylko te cele były w dzielnicach południowych.

Władca to nie jest ktoś, kogo zadaniem jest zrobienie kariery. Władca to ktoś, kto ma przede wszystkim OBOWIĄZKI. W każdym razie, chrześcijański władca. Celem władcy jest przede wszystkim dbanie o WŁASNE państwo. Tj. o to, które się ma aktualnie. Inaczej to jest łapanie kilku srok za ogon, a sam fakt, że zrobiono o tym przysłowie i to zapewne w bardzo dawnych czasach, pokazuje, że nie jest to mądry pomysł.
Później sparzyli się na tym Jagiellonowie, którym zdawało się, że trony świata tylko na nich czekają, do czego przyzwyczaili się na Rusi. Jagiellonowie dopiero wychodzili z barbarzyństwa, bo przecież dzięki próżni politycznej na Rusi wyrośli dopiero co z kacyków z najbardziej zapadłego kąta Europy, jakim był północny wschód kontynentu. A w okresie wędrówki ludów, gdy barbarzyństwo było powszechne, była cała kupa państw o dużym niby obszarze, ale bez trwałych podstaw i dlatego trwających kilka pokoleń. Ich twórcy też mieli "najwyższe cele". Tylko co po nich zostało?
Dobry polityk to ten, który OSIĄGA CELE. Konrad nie osiągnął ŻADNEGO!'

Poza tym, zapomniałeś, że przedtem Konrad z zawiści zdemontował pograniczny system obronny Mazowsza przez zabójstwo wojewody Krystyna Gozdawy. Niebezpiecznie było mieszkać w państwie takiego księcia, gdzie nie można było ani być pewnym jego opieki, ani bronić się samemu, bo nie daj Boże być zanadto skutecznym... I chyba trochę trudno się dziwić, że jakoś celów na południu też mu się nie udało osiągnąć - bo kto by chciał mieszkać w państwie, rządzonym przez takiego kogoś? Zresztą, na arenie ogólnopolskiej też dał się poznać, stosując terrorystyczne metody.

Seth_22 - 2023-04-17, 18:53

Duch napisał/a:
Jeszcze warto dodać, że Malbork nie powstał na pustyni urbanistycznej, choć został założony na nowym miejscu. Powstał jako następca polskiego ośrodka Zantyru, obecnie wieś Węgry (w XIII w. został ponoć przeniesiony na pd.-zach., ale dotąd nie znaleziono na to dowodu) podobnie, jak Elbląg był następcą Truso (ja wolę używać polskiej nazwy Drużno lub Druzno). Zantyr był głównym ośrodkiem polsko-pomorskiej ekspansji na tereny pruskie. Malbork to był Nowy Zantyr i w gruncie rzeczy pełnił podobną funkcję. Zresztą, częściowo został zbudowany z materiału, pozyskanego z ruin Zantyru.


Prusowie MUSIELI BYĆ spacyfikowani w ten czy inny sposób, bo to był w chrześcijańskiej Europie rodzaj zakazanej dzielnicy, gdzie chronili się najgorsi obwiesie z całej kontynentu (opcjonalny kierunek ucieczki to stepy). Archeologia notuje dziwny fakt, że plemiona graniczące z ziemiami polskimi: Pomezanowie, Sasinowie i Galindowie - były na wpół słowiańskie. Kolejna ciekawostka: z 4 budowniczych gotyckiej katedry w Królewcu, jeden miał pruskie imię, a drugi - przydomek bodajże "Perkun". A zdawałoby się, że sztuka budowania gotyckich kościołów powinna być najbardziej obcą Prusom rzeczą ze wszystkiego, co przynieśli Krzyżacy...

Sęk tylko w tym, że:

1) Pacyfikacja Prusów dokonała się w najgorszy możliwy sposób, bo przez powstanie niemieckiego państwa kolonialnego. A kolonializm to, mówiąc wprost, "odbieranie innym narodom ich garnka z mięsem". Zniewalanie i "puszczanie w skarpetkach". Krzyżakom nie wystarczyło zmuszenie Prusów do chrystianizacji, czyli w praktyce w tamtych realiach do rezygnacji z bandyckiego stylu życia. Oni próbowali wręcz zupełnie obrócić Prusów w niewolników. Tak właśnie należy rozumieć próby narzucenia im zakazu małżeństwa - wg zasad rzymskich, niewolnicy nie mogli wstępować w związki małżeńskie. Krzyżacy prowokowali też powstania pruskie specjalnie po to, by zwiększyć zakres swojej władzy. Niewiele brakowało zresztą, by się to źle dla nich skończyło bo byli bliscy klęski, ale na szczęście dla nich nie brakowało w Europie, a szczególnie w Polsce, frajerów, gotowych ich wspierać. Teraz też mamy w Polsce dostatek "obrońców cywilizacji zachodniej" w każdym jej, nawet najbardziej odrażającym aspekcie... :/ . Jednak odstąpiono od pomysłów z niewolnictwem, gdy zauważono, że próby wprowadzenia tego grożą kolejnym powstaniem pruskim...

2) Teoretyczna chrystianizacja Prus wcale nie polepszyła sprawy - za wyjątkiem wprowadzenia różnych zewnętrznych nowinek cywilizacyjnych. Wg św. Brygidy Szwedzkiej i nie tylko jej, wręcz POGORSZYŁA stan moralny samych Prusów, gdyż zapanowała plaga alkoholizmu. Zakon Krzyżacki uległ zaś po stworzeniu państwa zakonnego coraz dalej idącej sekularyzacji. Stał się schronieniem dla najgorszych obwiesiów spośród rycerstwa niemieckiego, takim miejscem honorowego zesłania dla ludzi, którzy nie mieścili się nawet w ramach zdominowanego przez raubritterów niemieckiego społeczeństwa. Czyli... państwo krzyżackie stało się TYM SAMYM, CZYM BYŁY PRUSY POGAŃSKIE! Tylko w bardziej nowoczesnej i sprawnej wersji, i - co gorsza - niestety, pod szyldem chrześcijaństwa...
Przecież nie żaden tam patriotyzm niemiecki powodował, że wiecznie skłócone i mało patriotyczne niemieckie warstwy kierownicze tak się bały likwidacji państwa krzyżackiego przez Polskę. Powodował to strach przed likwidacją wentylu bezpieczeństwa, który pozwalał pozbyć się z Niemiec największych mąciwodów.


Zresztą, sprowadzanie Krzyżaków wcale nie było potrzebne. To, że Prusowie stali się kłopotem, było skutkiem polityki Konrada Mazowieckiego, której nie można inaczej nazwać, jak nieudacznictwem. Przecież on utracił na rzecz Prusów, a więc ludzi nie posiadających żadnej organizacji centralnej, Ziemię Chełmińską, a więc rdzenne polskie terytorium... Państwo przegrało z kilkoma połączonymi mafiami... Konrad Mazowiecki był rodzajem prowincjonalnego kacyka, zaściankowego, zacietrzewionego, skłonnego do okrucieństw, a zarazem człowiekiem chorobliwie ambitnym. To są cechy raczej zapewniające przeciwskuteczność w polityce, bo mentalność kacyka uniemożliwia osiąganie większych celów i często paraliżuje inicjatywę na posiadanym dotychczas terenie, a z kolei nadmierne ambicje odsuwają wręcz na dalszy plan zachowanie nawet tego, co się ma.


Podaj, proszę, źródła swoich rewelacji.

Z24 - 2023-04-18, 02:43

Seth_22 napisał/a:
Podaj, proszę, źródła swoich rewelacji.


W zasadzie tu nie ma rewelacji, to są sądy o tych czy innych faktach. Takie same, podobne lub też odmienne oceny można spotkać w każdej pozycji poświęconej tym zagadnieniom. To znaczy w każdej pozycji, która takie oceny formułuje, co było charakterystyczne raczej dla starszej historiografii, w zasadzie XIX-wiecznej. Można spróbować sformułować podobne oceny samemu, w oparciu oczywiście o jakąś solidną faktografię.
Nie kojarzę tylko kto i kiedy wskazał na wieś Węgry, jako miejsca, gdzie znajdował się Zantyr.
A także nie znam źródła informacji o budowniczych katedry Królewieckiej.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group