To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
PanSamochodzik.net.pl
Forum poświęcone twórczości Zbigniewa Nienackiego

Księga strachów - Księga strachów - wpadki

Chemas - 2021-09-16, 12:11

A co tam, sprawdziłem dokładnie w mojej wersji, którą mam (Klub łowców Przygód):

Jest tak jak Lolek zacytował jako stara wersja, a potem:

"Fryderyk roześmiał się:
- To już trzeci raz nasz prezes znajduje się w opałach. W ruinach młyna wpadł do dołu, na wieży kościoła pogryzły go osy, a teraz grozi mu nocleg w grobowcu. Dużo bym dał za to, aby zobaczyć jego minę, gdy zostanie uwolniony. Ech - machnął ręką - nic za to nie muszę dawać. Wystarczy, że pójdę z nimi.
I pobiegł za chłopcami.
- Ja też! Ja też! - krzyknęła Zenobia i puściła się za Fryderykiem."

W sumie więc zostali na dole tylko Tomasz, Hilda i Kasia, no i pies oczywiście.

Ciekawe Lolku czy w nowszej wersji (nie mam jej przed sobą) jest tak samo?

irycki - 2021-09-16, 13:38

Lolek napisał/a:

Rozdział 10 zawiera najwięcej różnic w tekście.
Na przykład w starej wersji tekst to:
Cytat:
Doktor wzniósł ręce do góry, jak gdyby znieba oczekiwał pomocy.
—I co teraz poczniemy? My tu gadu-gadu, a ten nieborak siedzi w ciemnym grobowcu. Trzeba będzie pójść po niego, choć to straszny kawał drogi.
—Niech siedzi do jutra — burknęła Zenobia.
—To moja wina i ja pójdę uwolnić pana Kuryłłę — ofiarował się Tell.
Dwaj pozostali chłopcy natychmiast solidarnie oświadczyli się zgotowością towarzyszenia przyjacielowi.
—Teraz? Kiedy już zrobiło się ciemno? — zaniepokoił się doktor. — Nie puszczę was samych, bo jeszcze wpadniecie do kamieniołomu. Idę zwami.
I poszli w czwórkę.

I nagle czworo idą szukać pana Kuryłłę. W nowej wersji dodaje się zatem (czerwone zdanie):
Cytat:
Doktor wzniósł ręce do góry, jak gdyby z nieba oczekiwał pomocy.
— I co teraz poczniemy? My tu gadu-gadu, a ten nieborak siedzi w ciemnym grobowcu. Trzeba będzie pójść po niego, choć to straszny kawał drogi.
— Niech siedzi do jutra — burknęła Zenobia.
— Nie, tak nie można. Pójdę go jednak oswobodzić — wielkodusznie stwierdził Fryderyk.
— To moja wina i ja pójdę uwolnić pana Kuryłłę — ofiarował się Tell.
Dwaj pozostali chłopcy natychmiast solidarnie oświadczyli się z gotowością towarzyszenia przyjacielowi.
— Teraz? Kiedy już zrobiło się ciemno? — zaniepokoił się doktor. — Nie puszczę was samych, bo jeszcze wpadniecie do kamieniołomu. Idę z wami.
I poszli w czwórkę.


W piewszej wersji faktycznie idą we czwórkę (Tell, pozostali chłopcy i doktor), tyle że z dalszej akcji wiemy, że był też Fryderyk, który zorientował się, że K. zdobył pamiętnik.

Więc podejrzewam że w kolejnym wydaniu dodano Fryderyka, ale zapomniano zmienić liczbę uczestników :D

Chemas - 2021-09-16, 13:46

Ja to jestem w ogóle mocno zdziwiony tymi wszystkimi zmianami w tekście, rozumiem inne tłumaczenie, jak na przykład nieudolne Władcy pierścienia, które swego czasu nabyłem i zły jestem do tej pory. Denerwuje mnie takie zmienianie tekstu.
Lolek - 2021-09-16, 14:04

Chemas napisał/a:
Ciekawe Lolku czy w nowszej wersji (nie mam jej przed sobą) jest tak samo?

Tak jest.
irycki napisał/a:
w kolejnym wydaniu dodano Fryderyka, ale zapomniano zmienić liczbę uczestników

Tak, dokładnie tak jest. Dlaczego dodali do tego zdanie Fryderika, kiedy pod koniec dialogu postanawia, że ​​również idzie z nimi?
W rzeczywistości pierwsza wersja jest logiczna.

irycki - 2021-09-16, 17:28

A, rzeczywiście. Nie pamiętałem już dobrze tego fragmentu. Rzeczywiście, tam później jest:

Cytat:
Fryderyk roześmiał się:
- To już trzeci raz nasz prezes znajduje się w opałach. W ruinach młyna wpadł do
dołu, na wieży kościoła pogryzły go osy, a teraz grozi mu nocleg w grobowcu Dużo bym dał za to, aby zobaczyć jego minę, gdy zostanie uwolniony Ech machnął ręką - nic za to nie muszę dawać. Wystarczy, że pójdę z nimi.


Czyli rzeczywiście ten kawałek wyróżniony przez Lolka na czerwono nie ma większego sensu, bo Fryderyk i tak potem decyduje się dołączył.

Ciekawy jestem, kto robił te poprawki. Sam Nienacki, czy jakiś redaktor z wydawnictwa?

Lolek - 2021-09-16, 21:47

Cytat:
Jako oryginał miałem na myśli wersję, z której czyta Tata

ALFA WARSZAWA 1987 - Lektura szkolna

Bóbr Mniejszy - 2021-09-25, 02:59

Lolek napisał/a:
Tak, dokładnie tak jest. Dlaczego dodali do tego zdanie Fryderika, kiedy pod koniec dialogu postanawia, że ​​również idzie z nimi?
W rzeczywistości pierwsza wersja jest logiczna.

Mam pewną hipotezę. Ten wątek ma dalszy ciąg, gdy po raz drugi odwiedzają mauzoleum na Polanie i Tomasz orientuje się, że tu był pamiętnik. Zaczyna demaskować Fryderyka i podsumowywać jego działalność. Na str. 229 "białego" wydania (Pojezierze 1981) jest coś takiego:

(...) Potem Kuryłło zawieruszył się ponownie i wtedy Fryderyk zdecydował się sprawdzić przyczynę tego faktu. Pamiętacie, on sam ofiarował się pójść do grobowca i uwolnić Kuryłłę. Poszliście jednak całą gromadką (...)

Przetarłem oczy ze zdumienia i wróciłem do str. 147, gdzie ta sytuacja jest opisana:

I poszli w czwórkę. Fryderyk roześmiał się.
- To już trzeci raz nasz prezes znajduje się w opałach. W ruinach młyna wpadł do dołu, na wieży kościoła pogryzły go osy, a teraz grozi mu nocleg w grobowcu. Dużo bym dał za to, aby zobaczyć jego minę, gdy zostanie uwolniony. Ech - machnął ręką - nic za to nie muszę dawać. Wystarczy, że pójdę z nimi.
I pobiegł za chłopcami.


Jakby nie patrzeć, nie można powiedzieć, że Fryderyk ofiarował się sam iść uwolnić Kuryłłę. Myślę więc, że to zdanie, które zacytował na czerwono Lolek dodano, aby kilkadziesiąt stron dalej zachowana została logika wydarzeń. Nienackiemu zdarzało się tego podczas pisania nie dopilnować. ;-)

Notabene, Lolek: ode mnie leci "pomógł", ponieważ nie mam najnowszych wydań i raczej nie zamierzam mieć, a Ty pokazałeś, że usiłowano ten błąd naprawić. ;-)

Bóbr Mniejszy - 2021-09-25, 03:15

Inna nieścisłość-ciekawostka, rankiem nad jeziorem Morzycko, gdy Kuryłło ucieka łódką:

Spojrzałem w tym kierunku i zobaczyłem, że ku drugiemu brzegowi zmierzała łódka, w której wiosłował człowiek objuczony plecakiem. Często oglądał się za siebie, jak gdyby obawiał się pogoni. Jeszcze raz się obejrzał na nasz obóz i wtedy rozpoznałem. Był to pan Kuryłło.

Człowiek wiosłujący w łódce, która oddala się od nas nie musi się oglądać za siebie, aby nas zobaczyć, ponieważ siedzi przodem do nas, a tyłem do kierunku "jazdy". Oczywiście można też wiosłować siedząc przodem do swego celu, ale jest to trudniejsze i źle wpływa na prędkość, a Kurylle raczej zależało na czasie.
Odwrotnie jest oczywiście w kajaku, czy w kanu, ale tu wyraźnie jest mowa o łódce.

Kozak - 2021-09-25, 07:53

Brawo :564: Też czytając KS zwróciłem na to uwagę. :D
Inna nieścisłość.
Członkowie ZTSz wyruszają na poszukiwania.
Wyjazd miał nastąpić nazajutrz o -godzinie dziesiątej rano, sprzed starego kościoła w Jasieniu.
*******
Ku mojemu zdziwieniu po przybyciu na miejsce zastałem (...) wspólnie z doktorem ustaliliśmy, że w Wartburgu pojedzie dwóch chłopców, Tell i Sokole Oko, do forda zabierze Fryderyk pana Kuryłłę i Zenobię, a do wehikułu wsiądzie Hilda, Kasia z Sebastianem i Wiewórka. Zdecydowaliśmy bowiem, że motocykl Zenobii powinien pozostać w Jasieniu pod czyjąś opieką, bo pogoda mogła się odmienić lada chwila, a w czasie słoty jazda motocyklem nie należy do przyjemności.
Czyli motocykl pozostał, gdzieś w okolicy kościoła. Nie ma żadnej wzmianki o pozostawieniu motocykla w ośrodku.
Po licznych przygodach doktor odwozi Zenobię do Jasienia ...
Doktor miał nieco więcej do opowiadania.
- Pani Hilda czekała na połączenie telefoniczne, a ja odwiozłem Zenobię do ośrodka campingowego.

Doktor powinien Zenobię zawieść tam, gdzie pozostawiła motocykl, czyli w okolice kościoła.

Piotrus - 2021-09-25, 08:16

Ale skąd wiadomo, że Zenobia nie zostawiła motocykla w ośrodku? Być może owe ustalenia odnośnie rozdziału miejsc w samochodach poczyniono już dzień wcześniej. Albo przynajmniej wtedy zdecydowano, że w wyprawie wezmą udział trzy samochody. Zwłaszcza, że dużo prościej było chyba dogadać się z administracją ośrodka, by mieli oko na ten motor (tym bardziej, że Zenobia miała tam wciąż opłacony pobyt) niż w ostatniej chwili przed wyjazdem szukać jakiegoś uprzejmego gospodarza, skłonnego przechować ten motocykl u siebie.
A co do ucieczki Kuryłły, to odkąd tylko czytałem KS, jakoś zawsze przy tej scenie miałem przed oczami kajak, choć w tekście faktycznie mowa jest o łódce

Kozak - 2021-09-25, 08:54

Piotrus napisał/a:
Ale skąd wiadomo, że Zenobia nie zostawiła motocykla w ośrodku?

Ponieważ Tomasz pisze:
Ja również poparłem ich zdanie, że korzystając z posiadanych przez nas aż czterech środków lokomocji: forda, Wartburga, mojego wehikułu i straszliwego motocykla, powinniśmy odbyć wycieczkę do wspomnianych już miejscowości z szachownicami.
Wyjazd miał nastąpić nazajutrz o -godzinie dziesiątej rano, sprzed starego kościoła w Jasieniu.
I na tym zakończyło się pierwsze zebranie Związku Tajemniczej Szachownicy.

Cytat:
Być może owe ustalenia odnośnie rozdziału miejsc w samochodach poczyniono już dzień wcześniej. ....

No właśnie, że nie :) Decyzja o pozostawieniu motocykla w Jasieniu zapadła w dniu następnym obok kościoła.

Chemas - 2021-09-25, 11:50

Piotrus napisał/a:
A co do ucieczki Kuryłły, to odkąd tylko czytałem KS, jakoś zawsze przy tej scenie miałem przed oczami kajak, choć w tekście faktycznie mowa jest o łódce


Ja też :) Teraz dopiero dotarło do mnie, że to była łódka. Może to sugestia wynikająca właśnie z tego, że płynął przodem do ruchu :)

Bóbr Mniejszy napisał/a:
Oczywiście można też wiosłować siedząc przodem do swego celu, ale jest to trudniejsze i źle wpływa na prędkość, a Kurylle raczej zależało na czasie.


Niewątpliwie zależało mu na czasie, ale może po prostu właśnie z tego pośpiechu siadł w łódce tak a nie inaczej.
A może po prostu Nienacki zapomniał, że w łódce siedzi się raczej odwrotnie niż w kajaku...

Swoją drogą szacunek dla panów Bobra i Kozaka za znalezienie takich szczegółów. :564:

Piotrus - 2021-09-25, 12:59

Kozak napisał/a:
Piotrus napisał/a:
Ale skąd wiadomo, że Zenobia nie zostawiła motocykla w ośrodku?

Ponieważ Tomasz pisze:
Ja również poparłem ich zdanie, że korzystając z posiadanych przez nas aż czterech środków lokomocji: forda, Wartburga, mojego wehikułu i straszliwego motocykla, powinniśmy odbyć wycieczkę do wspomnianych już miejscowości z szachownicami.
Wyjazd miał nastąpić nazajutrz o -godzinie dziesiątej rano, sprzed starego kościoła w Jasieniu.
I na tym zakończyło się pierwsze zebranie Związku Tajemniczej Szachownicy.

Cytat:
Być może owe ustalenia odnośnie rozdziału miejsc w samochodach poczyniono już dzień wcześniej. ....

No właśnie, że nie :) Decyzja o pozostawieniu motocykla w Jasieniu zapadła w dniu następnym obok kościoła.

To nadal nie wyklucza pozostawienia motocykla w ośrodku. Po zbiórce i uzgodnieniach przed kościołem, Zenobia podjechała jeszcze swym junakiem do ośrodka, gdzie go zostawiła pod opieką choćby ośrodkowego ciecia. Następnie wsiadła do forda Frydfryka, który podjechał do ośrodka tuż za nią. Owszem, byłoby to pewne nadłożenie drogi i czasu, ale zajęłoby pewnie mniej czasu niż pukanie do kolejnych gospodarstw, proszenie gospodarzy czy nie przechowaliby junaka itd. Ewentualnie, jeśli już nie w ośrodku, to można było jeszcze zostawić motocykl przy pałacu, gdzie pewnie był jakiś strzeżony parking (w końcu to był ośrodek dla dewizowców)

Kozak - 2021-09-25, 13:28

Piotrus napisał/a:
To nadal nie wyklucza pozostawienia motocykla w ośrodku.

Właśnie, że nie :)
Kiedy do grupy pod kościołem dotarł Kuryłło, wszyscy następnie wsiedli do wyznaczonych samochodów i ...
Usłyszałem sygnał klaksonu Wartburga. Doktor ruszał w drogę. Za nim pomknął ford Fryderyka. Ja także zapuściłem silnik wehikułu i pojechałem ich śladem.
Nie ma żadnej mowy o odwiezieniu motocykla do ośrodka. Przed wyruszeniem na poszukiwania, członkowie ZTSz czekali jedynie na Kuryłłę :)

Dart - 2021-09-25, 19:31

Ojej, jaki ciekawy wątek, ale jesteście oblatani. :564: Przyznaję, że nigdy żadnej nieścisłości nie zauważyłem, a kiedyś nawet myślałem, że Hilda jest z NRD. Właśnie, pytanie do ekspertów: czy we wczesnych wydaniach jest coś o Wschodnich Niemczech?
Piotrus - 2021-09-25, 19:42

Nie ma też mowy o oddaniu motoru w inne miejsce. A na placu przed kościołem raczej by go Zenobia nie zostawiła
Możliwe są zatem dwa warianty: albo odwiezienie motocykla do ośrodka i powrót z Fryderykiem nastąpiły podczas czekania na Kuryłłę, albo (i ta wersja jest dla mnie bardziej prawdopodobna) decyzję o rezygnacji z podróży motocyklem Zenobia (być może po konsultacji z Tomaszem, Kasią i Kuryłłą) podjęła jeszcze wieczorem, względnie rano, przed wyruszeniem na miejsce zbiórki. Po prostu łatwo było obliczyć, że w trzech samochodach pozostawała jeszcze nadwyżka miejsc, więc spokojnie mogła liczyć, że zabierze się z Fryderykiem, a gdyby ten odmówił - to z doktorem lub Tomaszem

Chemas - 2021-09-25, 22:05

Dart napisał/a:
Przyznaję, że nigdy żadnej nieścisłości nie zauważyłem


Ja również :)

Piotrus - 2021-09-26, 09:05

Dart napisał/a:
a kiedyś nawet myślałem, że Hilda jest z NRD. Właśnie, pytanie do ekspertów: czy we wczesnych wydaniach jest coś o Wschodnich Niemczech?

Jeśli za "wczesne" uznać wydanie z białej serii (bodajże 1981 r.) to NRD pojawia się tam chyba tylko w kontekście przejścia granicznego z tym krajem w Świecku, na końcu powieści. W każdym razie zarówno Hilda, jak i Klaus, Weber i inni od początku są przedstawieni jako "zachodni" Niemcy

Kozak - 2021-09-26, 10:08

Piotrus napisał/a:
Nie ma też mowy o oddaniu motoru w inne miejsce. A na placu przed kościołem raczej by go Zenobia nie zostawiła(...)

To co piszesz to jedynie domysły.
Ja powołałem się na zdarzenia opisane przez Pana Samochodzika. Na pewno Zenobia nie odwiozła go do ośrodka: Zdecydowaliśmy bowiem, że motocykl Zenobii powinien pozostać w Jasieniu pod czyjąś opieką , bo pogoda mogła się odmienić lada chwila, a w czasie słoty jazda motocyklem nie należy do przyjemności. Z tego wynika, że pozostał w Jasieniu, gdzieś w okolicy kościoła.
Ośrodek znajdował się poza granicami tej miejscowości. Można było do niego dojechać wyboistą drogą przez las: Wyboistą drogą pojechałem przez las pełen cienistych buków, grabów i jesionów. Droga to zbliżała się do zarośniętego trzcinami brzegu jeziora, to znów oddalała się od niego, klucząc między niewysokimi pagórkami. Wreszcie las się skończył i ukazała się rozciągnięta nad jeziorem duża, trawiasta polana. Wzdłuż brzegu stało około trzydziestu kolorowych drewnianych domków, a nieco dalej mieścił się podłużny budyneczek świetlicy i stołówki.

irycki - 2021-09-26, 10:17

Tak, z książki niezbicie wynika, że motocykl został w Jasieniu. Sensu to za wiele nie ma, no ale tak Nienacki napisał.

Odnoszę wrażenie, że Nienacki nie miał zwyczaju wracać do już napisanych fragmentów i poprawiać je, by pasowały do późniejszych zwrotów fabuły. Krótka pamięć czy lenistwo? :p A może po prostu nie sądził, że ktoś kiedyś będzie tak bardzo rozbierał na czynniki pierwsze jego powieści, zamiast emocjonować się wartką akcją?

Podobne wpadki zdarzają się wiekszości pisarzy, a wątki "błędy i nieścisłości" znaleźć można na większości for poświęconych czyjejś twórczości :) .



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group