To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
PanSamochodzik.net.pl
Forum poświęcone twórczości Zbigniewa Nienackiego

Pan Samochodzik i Niewidzialni - Niewidzialni - miejsca akcji

Z24 - 2017-05-11, 20:37

Berta von S. napisał/a:
A można rozdawać nie za darmo?


Oczywiście, że można :D Pierwotna jeszcze zasada " Do ut des" ("Daję abyś dał").

Z24 - 2017-05-24, 22:57

W rozdziale XIV dyrektor Marczak i PS przyjechali do Łodzi na pertraktacje z Krostkiem. Stanęli w dobrze nam znanym z ND (i z LiT) Grand Hotelu. W tym rozdziale (na str. 252 w I wydaniu) PS zjada z dyrektorem Marczakiem obiad w restauracji o nazwie "Malinowa".
Restauracja ta istniała już bardzo dawno temu i istnieje do dzisiaj. Mieści się właśnie w Grand Hotelu. , Piotrkowska 72.
Jak wyczytałem, w czasach zamierzchłych było to miejsce spotkań łódzkiej plutokracji.
To w "Malinowej" dnia 23.10.1925 r. podobno ubito interes ze sprzedażą (recte reprywatyzacją ;-) :D ) elektrowni miejskiej. Wybuchł skandal, a jego echa znajdujemy... w KS. Ale o tym... ;-)

Berta von S. - 2017-05-24, 23:17

Z24 napisał/a:
Stanęli w dobrze nam znanym z ND (i z LiT) Grand Hotelu.

Swoją drogą ciekawe, bo z ND twierdził, że zwierzchnicy by mu nigdy nie opłacili noclegu w takim ekskluzywnym lokum.

No ale teraz był z Marczakiem, a pewnie głupio było Marczakowi samemu ulokować się w Grandzie, a Tomasza wysłać do schroniska. :D

John Dee - 2017-05-25, 08:49

Nowiccy na pewno czesto tam bywali, mogli isc na piechote ze swego mieszkania. Kolejny przyklad, ze ZN najchetniej uzywal motywy dobrze mu znane. :564:
Z24 - 2017-05-25, 13:55

Berta von S. napisał/a:

Z24 napisał/a:
Stanęli w dobrze nam znanym z ND (i z LiT) Grand Hotelu.

Swoją drogą ciekawe, bo z ND twierdził, że zwierzchnicy by mu nigdy nie opłacili noclegu w takim ekskluzywnym lokum.

No ale teraz był z Marczakiem, a pewnie głupio było Marczakowi samemu ulokować się w Grandzie, a Tomasza wysłać do schroniska. :D


Oczywiście, Marczak, jako wyższy urzędnik państwowy mógł stanąć w Grandzie .
Poza tym ND dzieje się za Wiesława, a wtedy rzeczywiście nie szastano specjalnie pieniędzmi. A PSiN w epoce edwardiańskiej, kiedy władza stała się znacznie bardziej szczodra dla siebie ;-) .

John Dee napisał/a:
Nowiccy na pewno czesto tam bywali, mogli isc na piechote ze swego mieszkania.


No, z pewnością wiedzieli gdzie to jest i co to jest, ale bywać... hmmm. raczej nie ta liga finansowa.

John Dee napisał/a:
Kolejny przyklad, ze ZN najchetniej uzywal motywy dobrze mu znane. :564:


Jak najbardziej :564:

John Dee - 2017-05-26, 00:40

Z24 napisał/a:
John Dee napisał/a:
Nowiccy na pewno czesto tam bywali, mogli isc na piechote ze swego mieszkania.


No, z pewnością wiedzieli gdzie to jest

W Muzeum Warmii i Mazur widziałem pustą kopertę z adresem “W.P.” Heleny Nowickiej: Piotrkowska 133, m 7. To zdaje się również stare mieszkanie Nienackiego?

Szara Sowa - 2017-05-26, 09:09

Czyżbyś Johnie odwiedził także tamtejsze archiwum? :)
John Dee - 2017-05-26, 11:41

No słuchaj, co za pytanie! Być w Olsztynie i nie skorzystać z okazji, by wziąć w dłonie oryginały Mistrza? Jeżeli Jerzwałd to Mekka, to Medyną może być tylko Biblioteka MWiM. :D
Szara Sowa - 2017-05-26, 11:58

No to czekam z niecierpliwością na relacje! :564:
Nietajenko - 2017-05-26, 13:37

I ja udzielam John'owi "pomogła". John dobrze wie za co. :)
John Dee - 2017-05-26, 18:23

Nietajenko napisał/a:
I ja udzielam John'owi "pomogła". John dobrze wie za co. :)
Dziękuję… :oops:

A wracając do tematu - restauracja nadal oferuje przednie jadło w pieknym ambiente. Tu kilka linków.
"W Restauracji Malinowej serwowane są dania kuchni polskiej, za których dobór odpowiada Szef Kuchni z hotelu „Pod Różą” w Krakowie. Restauracja „Pod Różą” otrzymała dwa lata z rzędu rekomendację przewodnika Michelin – na rok 2009 i 2010. (Pytanie, dlaczego od roku 2011 już nie?) ;-)
./redir/grand.hotel.com.pl/grand_pl/Restauracja_Malinowa

“Malinowa.... i wszystko jasne. Niegdyś najlepsza restauracja w mieście w najlepszym hotelu w Łodzi. Czasy świetności hotelu, który działa nieprzerwanie od ponad 120 lat minęły raczej bezpowrotnie natomiast Malinowa trzyma się dzielnie oferując najwyższy poziom usług.

Pałacowe wnętrze restauracji wciąż budzi szacunek, ale i nieco przytłacza. Piękne dekoracje ścienne, szklana tafla sufitu czy ciekawie podświetlone monumentalne balkony i balustrady to tylko niektóre elementy wizualne jakie restauracja ma nam do zaoferowania. Oko się syci, ale prawdziwa uczta - dla podniebienia, nadchodzi w porze posiłków.
Już od śniadania, kiedy do dyspozycji mamy bogaty stół szwedzki, odniesiemy uczucie, że kulinarne doznania nie skończą się prędko i będą wzrastały wraz z upływem dnia, kiedy przyjdzie nam zamawiać dania obiadowe, kolacyjne i desery. Właściwie wszystko czego próbowałem nadaje się do osobnej recenzji. Na drobne niedociągnięcia związane z dłuższym czasem oczekiwania na wybrane potrawy można przymknąć oko.
Przy tym wszystkim szybka, sprawna i mało widoczna (pozytywnie) obsługa, umila pobyt w Restauracji Malinowa.
Życzyłbym nie tylko sobie, aby czas nie obszedł się z nią tak jak staje się to niestety udziałem hotelu Grand, w którego murach lokal się mieści.“

./redir/www.zomato.com/pl...B3dmie%C5%9Bcie

A tu mamy dzisiejsze dania i ceny. (Jeśli ktoś znajdzie kartę menu z czasów PRL-u, proszę koniecznie wstawić!)
./redir/www.facebook.com/...?type=3&theater

Z24 - 2017-08-08, 07:45

W rozdziale XVI powieści PS-owi znudziło się śledzenie imprezujących na okrągło hobbystów i opuścił wraz z Moniką stanowisko obserwacyjne. Zrobili kilka kilometrów przez lasy, zanim przybyli do Kamieńca, dawniej Finckensteinu, gdzie znajdują się ruiny pałacu. Tam (w I wydaniu są to strony 279-281) PS opowiada Monice o wielkich chwilach tej małej osady, gdy w roku 1807 tamtejszy pałac obrał sobie za kwaterę sam Cesarz. A razem z nim Maria Walewska z d. Łączyńska ;-) .
Jak wyglądał pałac niedługo przed jego zniszczeniem możemy przeczytać we wspomnieniach Nevile’a Hendersona, brytyjskiego dyplomaty, wydanych u nas przez Instytut Wydawniczy PAX w 1970 r. pt. „Nieudana misja. Berlin 1937-1939” (tytuł oryginału: „Failure of a mission”), w przekładzie Tadeusza Jana Dehnela, z przedmową i przypisami Stanisława Zabiełły. Dla tych, którzy nie pamiętają: Nevile Henderson był ostatnim ambasadorem Wielkiej Brytanii w III Rzeszy i on to w dniu 3 września 1939 r., wręczał Joachimowi von Ribbentropowi ultimatum rządu JKM, równoznaczne z wypowiedzeniem wojny.
Jak można wywnioskować wizyta Nevile’a Hendersona w Finckensteinie miała miejsce w okresie wrzesień-listopad 1937 r. Wzmiankę o niej znajdujemy na stronach 72-73.

„Z Rominten udałem się do zamku Finckenstein, siedziby hrabiego zu Dohna, którego poznałem na transatlantyku „Cap Arcona” w czasie podróży z Ameryki Południowej. Zamek ów leży [Nevile Henderson spisywał swoje wspomnienia pod koniec 1939 r. – uwaga moja – Z24] w Prusach Wschodnich – ostoi pruskiego junkierstwa – niedaleko Wisły, Korytarza oraz dóbr, którymi po Wielkiej Wojnie wdzięczny naród obdarował marszałka von Hindenburga. Jest to piękna osiemnastowieczna budowla z czerwonej cegły ozdobiona mansardowym dachem. Podobno Napoleon, który zatrzymał się tam, gdy pochodem przez Niemcy rozpoczynał kampanię rosyjską, zawołał na jej widok: „Enfin un chateau”(nareszcie zamek). Było to spostrzeżenie niewątpliwie pochlebne dla zamku Fincenstein, lecz świadczące nie najlepiej o innych, znanych dawniej cesarzowi Francuzów, rezydencjach niemieckich. Napoleon założył tam na czas dłuższy kwaterę główną i zamek Finckenstein był świadkiem jego romantycznych spotkań z hrabiną Walewską. Zapewne historia dzisiejszej Europy wyglądałaby odmiennie, gdyby Napoleon dał posłuch błaganiom kochanki i odbudował Królestwo Polskie, zamiast tworu w postaci ksiąstewka, którego losy były przesądzone, nim zdążyła je rozstrzygnąć ostatecznie bitwa pod Waterloo. Pokoje zajmowane w Finckenstein na sypialnię i kancelarię cesarza przetrwały do dziś dnia w nienaruszonym stanie. [w tym miejscu asterysk odsyła do przypisu na dole str. 72: „Zamek uległ dewastacji w czasie II wojny światowej].
Hrabina zu Dohna była osobą przystojną i z dużym wdziękiem, a jej małżonek posiadał szeroką wiedzę i doskonałe formy towarzyskie, lecz niestety, chorował ciężko. Po angielsku mówił bardzo słabo, ale prenumerował i czytywał „Daily Telegraph” oraz „Daily Mail” i zadziwiał mnie orientacją w angielskiej polityce i naszych politykach. Był właścicielem około 10 tysięcy akrów gruntów ornych i 20 tysięcy akrów lasu. Całym gospodarstwem administrował osobiście i osiągał, jak mi się zdaje, godziwe zyski dzięki urzędowym cenom i ścisłej kontroli państwa. [...] W przeznaczonej dla mnie sypialni zastałem kilka angielskich książek, a wśród nich Korespondencję księcia Wellingtona w wydaniu opracowanym przez jego cioteczną wnuczkę.”

Może tylko tytułem komentarza dodajmy, że określenie czasu pobytu Napoleona w Finckensteinie (1.04.1807 r. - 6.06.1807 r.) „gdy rozpoczynał kampanię rosyjską” nie brzmi zbyt ściśle, bo sugeruje to raczej rok 1812. Oczywiście, w czasie kampanii 1807 r. w Prusach Wschodnich Napoleon walczył głównie z Rosjanami. Podobnie nie jest zbyt ścisłe stwierdzenie o losach Księstwa Warszawskiego; ani jego losy nie zostały przesądzone przed bitwą pod Waterloo, ani też bitwa te nie rozstrzygnęła jego losów ostatecznie. Uwagi o możliwościach wpływu pani Walewskiej na losy Polski należą do historii typu „nos Kleopatry” i nie będziemy się tu nimi zajmować. Należy natomiast nadmienić, że Nevile Henderson w cytowanym fragmencie wspomniał również o dobrach darowanych marszałkowi von Hindenburgowi przez naród niemiecki i że leżą one niedaleko zamku Finckcenstein. Mowa oczywiście o majątku znajdującym się w rzeczywiście nieodległym Ogrodzieńcu (Neudeck); ruiny tamtejszego pałacu zwiedzali PS z Moniką w rozdziale V powieści.

John Dee - 2019-03-11, 22:42

Przypomniałem sobie, że gdy zwiedzałem ogrodowy pawilon Goethego we Weimarze, w pewnej chwili, zamyślony, usiadłem na zydlu stojącym w pracowni poety. A dozorczyni jak na mnie nie huknie że to zabytek, którego się nie dotyka, a już na pewno nie częścią ciała! Za późno: moje cztery litery spoczęły na krótką chwilę tam, gdzie wielki wieszcz zwykł usadawiać swoje; stało się, i już się nie odstanie. :p


https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/d/da/Goethes_Gartenhaus_in_Weimar_25.JPG


Ale dlaczego otrzepuję ten nieistotny epizod z pyłu zapomnienia? Bo właśnie zauważyłem, iż ów zydel został upamiętniony również przez Mistrza w “Panu Samochodziku i Niewidzialnych”:

“Odwiedziłem pracownię poety - mały, niezwykle skromny pokoik. Proste mebelki, coś w rodzaju kantorka, w którym, stojąc lub półsiedząc na wysokim zydlu, pisał Goethe wspaniałe strofy swoich wierszy.” :)

Berta von S. - 2019-03-12, 00:23

Gratuluję! ;-)

John Dee napisał/a:

Bo właśnie zauważyłem, iż ów zydel został upamiętniony również przez Mistrza w “Panu Samochodziku i Niewidzialnych”:

“Odwiedziłem pracownię poety - mały, niezwykle skromny pokoik. Proste mebelki, coś w rodzaju kantorka, w którym, stojąc lub półsiedząc na wysokim zydlu, pisał Goethe wspaniałe strofy swoich wierszy.” :)

To by chyba świadczyło o tym, że faktycznie był w Weimarze, bo w przewodnikach raczej nie ma aż tak dokładnych opisów mebli.

Chyba, że miał dostęp do jakiegoś szczegółowego opracowania jak to Zeta o Nieborowie (pamiętam o tych skanach... :oops: , może w tym tygodniu się uda, bo będę miała wolny weekend).

Szara Sowa - 2019-03-12, 08:37

No to Johnie nieomal trafiłeś na karty powieści! :)
Kozak - 2019-03-12, 08:41

John Dee napisał/a:

Ale dlaczego otrzepuję ten nieistotny epizod z pyłu zapomnienia? Bo właśnie zauważyłem, iż ów zydel został upamiętniony również przez Mistrza w “Panu Samochodziku i Niewidzialnych”:

“Odwiedziłem pracownię poety - mały, niezwykle skromny pokoik. Proste mebelki, coś w rodzaju kantorka, w którym, stojąc lub półsiedząc na wysokim zydlu, pisał Goethe wspaniałe strofy swoich wierszy.” :)

Dobra robota :564:

Berta von S. napisał/a:

To by chyba świadczyło o tym, że faktycznie był w Weimarze

Byłbym ostrożny z takim wnioskiem :)
Cytat:

Chyba, że miał dostęp do jakiegoś szczegółowego opracowania

To już bardziej :)

Yvonne - 2019-03-12, 09:29

John Dee napisał/a:
Ale dlaczego otrzepuję ten nieistotny epizod z pyłu zapomnienia?


Wcale nie taki nieistotny!
Bardzo zabawny i w dodatku samochodzikowy :)

Trzeba się wybrać wreszcie do Niemiec śladami Niewidzialnych.

John Dee - 2019-03-12, 11:44

Owszem, gafa była dość zabawne, Yvonne, ale i potrzebna widać, bo dzięki niej zydel utrwalił mi się w pamięci. Nie wiem, czy bez tego przypomniałbym go sobie czytając wzmiankę Mistrza.

Na temat pobytu Nienackiego w Niemczech nie wyrobiłem sobie jeszcze zdania. Opisując Frankfurt i Weimar bez wątpienia wspomagał się jakimś przewodnikiem, bo niektóre sformułowania pachną nim wręcz, ale z drugiej strony są w książce i opisy wywołujące wrażenie, jakby on te miasta rzeczywiście osobiście odwiedził i poznał. Weimar mocniej niż Frankfurt aczkolwiek. Ale to tylko takie pierwsze wrażenie.

Berta von S. - 2019-03-12, 20:35

Kozak napisał/a:

Berta von S. napisał/a:

To by chyba świadczyło o tym, że faktycznie był w Weimarze

Byłbym ostrożny z takim wnioskiem :)

Toteż napisałam ostrożnie - tryb przypuszczający + chyba. ;-)

John Dee - 2019-04-25, 22:47

Teraz pomaszerowaliśmy przez Stary Most na drugą stronę rzeki Men, do Sachsenhausen, dawniej dzielnicy rybaków i ogrodników... Na parterach nad drzwiami zobaczyliśmy zielone gałązki - znak, że mieszczą się tu restauracyjki i jadłodajnie, gdzie podają tradycyjne potrawy i napoje. Oczywiście nie omieszkaliśmy z Marczakiem zajrzeć do takiej jadłodajni. Przy prostych stołach można było wypić napój cidre, spróbować słynnych frankfurckich kiełbasek lub tak zwanej Gelbwurst, to jest wieprzowej kiełbasy z szafranem.

Nic na temat zielonych gałązek w internecie nie znalazłem, a nad drzwiami lokali też nigdy takich nie zauważyłem, a bywałem we Frankfurcie wielokrotnie. Ale zaciągnąłem języka i okazało się, że pan pisarz miał rację! Jest w tym mieście taka tradycja, głównie właśnie w dzielnicy Sachsenhausen, i nie gałązki zdobią wspomniane lokale, a wianki, i to świerkowe.



Sygnalizują one wszem i wobec, że w tym lokalu znajduje się wyszynk cydru. Ta tradycja nadal żyje i szczególnie jesienią lokale te pełne są miłośników jabłecznika, który nad Menem zwie się “Äppelwoi” (od “Apfelwein”).

Sfotografowałem jedną taką gospodę - zwie się adekwatnie “Zum Eisernen Steg”, gdyż leży nieopodal opisanej w książce “żelaznej kładki”.




“Oryginalna frankfurcka kuchnia”



Jadłospis potwierdza to, co Nienacki pisał: potrawy są proste, tanie i (ponoć) smaczne. ;-)




Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group