PanSamochodzik.net.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
Pan Samochodzik i Fantomas - cały maszynopis
Autor Wiadomość
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 65 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8122
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2017-09-19, 10:32:27   Pan Samochodzik i Fantomas - cały maszynopis

Pan Samochodzik i Fantomas - cały maszynopis



Pan Samochodzik i Fantomas - rozdział pierwszy
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 65 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8122
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2017-09-19, 10:36:32   

Przejrzałem również resztę maszynopisu w maju tego roku w Olsztynie. Trzeba przyznać, że zawiera parę niezłych niespodzianek. ;-) Kolorem niebieskim zaznaczyłem te jego fragmenty, które różnią się od książkowej wersji tekstu.



Pan Samochodzik i Fantomas - cały maszynopis

Na kartce tytułowej jako tytuł widnieje tylko “Pan Samochodzik” - Fantomasa jednak brak.



Prolog.
Co innego jego syn, piętnastoletni Robert (Camille).

Yvonne otworzyła drzwiczki w donżonie i weszła do małego pokoiku (niedużej celi)

Robert już tam był — (jego krucza czupryna pochylała się) stał pochylony nad magnetofonem.

Grozi, że ukradnie obraz Renoira (Klee) (Klee skreślony i zastąpiony słowami “Plaża Renoira” ze znakiem zapytania)

Przypis o Katarzynie Medycejskiej początkowo był bardziej obszerny, wsponający mi. o tym, że była również matką polskiego króla Henryka Walezego.

rozwieszone na ścianach szeregi obrazów nowoczesnych malarzy: Picassa, Matisse’a, Renoira (Chagalla, Klee, van Gogha, Gaugina, Cezanne’a, Pissarra, Moneta i Maneta, Degasa i Utrilla) i wielu, wielu innych.

Zamek Sześciu Dam należał ongiś… (długi, słabo napisany fragment został tu całkowicie skreślony. Pada w nim określenie “Chautox” - poprawione na “Chauteaux”. Powinno oczywiście być Chateau.)

(nad rzeką Cher - skreślone). W książce nazwa Cher pada tylko dwa razy, w maszynopisie znacznie częściej, jednak za każdym razem została skreślona.

Uwaga! Mówi Fantomas! Jeśli nie otrzymam okupu, za miesiąc zginie obraz Renoira (Klee). Jeszcze raz przypominam: za miesiąc zginie Plaża Renoira! (Klee “Krajobraz z czerwonymi ptakami")

Do pomieszczenia w donżonie wpadł ojciec Roberta, kustosz, pan Durant (Aramand).

Czy wy stroicie sobie głupie żarty? (Baron jest oburzony, a ciotka po prostu szaleje z wściekłości.)

To był głos złodzieja (naszego obrazu Matisse’a), proszę pana.

I przekonasz się, Yvonne, że jeśli baron nie zapłaci okupu, to on naprawdę skradnie obraz Renoire (Klee).



Rozdział pierwszy.

W Paryżu (gdzie Karen Petersen zarezerwowała dla mnie nocleg), w Hôtel du Nord, gdzie spędziłem pierwszą noc po przyjeździe do Francji, późnym (wczesnym) rankiem zgłosił się do mnie jakiś mężczyzna (pan Gaspard Pigeon).

(Tu reszta strony jest odcięta, nowa kartka ze znanym nam tekstem doklejona. Świadczy to moim zdaniem o bardzo obszernych zmianach, w których być może jest wyjaśnione, dlaczego obaj detektywi w drodze do Zamku Sześciu Dam spotykają się w tym właśnie hotelu.
W dalszym ciągu pojawiają się na przemian spojone klejem kartki z nowym i starym tekstem.
)

W związku z kradzieżami obrazów z galerii barona de Saint-Gatien przybył wczoraj (dzisiaj) do Paryża i zatrzymał się w Hotel du Nord znany w Polsce specjalista do walki ze złodziejami dzieł sztuki, noszący przydomek Pan Samochodzik.

Od pewnego czasu leciał za nami mały, błękitny helikopter… Nie zwracałem na niego uwagi (bo w Polsce helikopterami dysponuje tylko wojsko), bo nie przyszło mi do głowy, że we Francji latają prywatne helikoptery…

Zapowiedział przecież kradzież obrazu Renoira (Klee “? z dzwoneczkami”, zmieniona na “Krajobraz z czerwonymi ptakami”, i raz jeszcze na "Renoira";).

i uratował życie rozbitkowi, oficerowi francuskiego okrętu (zatopionego przez hitlerowską łódź podwodną).

Był nim baron (hrabia) de Saint-Gatien.

Baron okupu nie złożył. A po pewnym czasie okazało się, że obraz Cezanne’a (Matisse’a) zniknął z galerii…

Minął jakiś czas i baron (hrabia) znowu dostał list z żądaniem okupu…

Opowiadałam baronowi (hrabiemu) o Tobie, Tomaszu…

z żądaniem okupu w wysokości dziesięciu (dwudziestu) tysięcy dolarów

Baron (strasznie się zapalił do Twojej osoby i) błagał mnie, abym Cię zaprosiła do jego zamku.

Rozdział kończy się słowami “Wyznaję szczerze: przyjąłem zaproszenie, bo jako historyka sztuki pociągała mnie uroda słynnych zamków w dolinie Loary. Przyjąłem je również dlatego, iż wabiła mnie nowa przygoda.”
W maszynopisie jest więcej: I jeszcze jedno było w tej sprawie bardzo ważne. Właśnie dzisiaj - i koniec! Można tylko zgadywać, co było tak bardzo ważne…





Rozdział drugi.

Przypis dolny o Poissonie jest skrócony, a inny o stylu gotyckim nie został wcale uwzględniony.

…Angers. Skradziono obraz Caravaggia (Goyi), zostawiając kopię. Trzecia kradzież nastąpiła w zamku Chambord, gdzie oryginał obrazu Watteau okazał się falsyfikatem. (W zamku Azay-le-Rideau zginął oryginał bezcennego obrazu Tyciana. Potem Chambord i Chaumont, znowu dwa wspaniałe bezcenne oryginały okazały się falsyfikatami. A ostatnio galeria w zamku Loches i w zamku hrabiego de Saint-Gatien.)

Śmieszny był ten Pigeon. Czy naprawdę sądził, że przyklejając sobie wąsik, zdoła uśpić czujność Fantomasa? Długą chwilę przyglądałem mu się z rozbawieniem (nie pozbawionym odrobiny podejrzliwości).

— Skręcimy na drogę numer trzydzieści jeden — poinformowałem Pigeona. — Wyznaczono mi spotkanie w starej winnicy (… poinformowałem Pigeona. — Panna Petersen wyznaczyła mi spotkanie w starej opuszczonej winnicy).

— I proszę pokazać mi ten list. (Wręczyłem mu list. Ostatecznie, to właśnie Karen Petersen poleciła mi, że - i koniec. Kartka odcięta, nowa doklejona.) Posłusznie wręczyłem list Pigeonowi. Tajemniczy „Przyjaciel” nie prosił o dyskrecję.

— Nie mamy wyboru. Trzeba zaryzykować i jechać na spotkanie. Zapewne opóźni to trochę nasz przyjazd do Zamku Sześciu Dam, ale przecież jesteśmy już niedaleko, za godzinę (za pół godziny) i tak znajdziemy się w zamku.

— Zdaje mi się, że tajemniczy „Przyjaciel” jeszcze nie przybył na spotkanie.
— I nie przybędzie — mruknął pan Pigeon, niespokojnie rozglądając się na wszystkie strony. — Powiadam panu, że to pułapka. (…rozglądając się na wszystkie strony. Byłem pełen podejrzeń. Dlaczego Karen umówiła się ze mną właśnie w tej starej winnicy? Czemu nie widziałem na drodze jej samochodu? Jeśli nie było tu jej samochodu, to kiedy ona tu przyjechała? A może dopiero nadjedzie?)

— Zapali pan? — wyciągnął do mnie pudełko gauloisów (Giter. Jest taka marka? A może jednak Gitanes?)

— Skaut — stwierdził. I dodał: — A „Przyjaciel” jakoś nie przybywa (A panienka jakoś nie przybywa. Tak to już jest, proszę pana z panienkami. Nie grzeszą punktualnością.)

— Proszę, sobie wyobrazić, że jest pan złodziejem, który chce ukraść mój samochód.
Detektyw wziął ode mnie scyzoryk i włożył go w zamek.
(— Proszę, sobie wyobrazić, że jest pan złodziejem, który chce ukraść mój samochód. Ponieważ szyby w moim wehikule, niestety, nie otwierają się, pozostaje złodziejowi tylko jena droga: sforsować zamek! Niech pan próbuje.”)




Rozdział trzeci.

W pobliżu kominka zaścielał kamienną podłogę gruby, puszysty dywan. Stało tu kilka głębokich foteli i niski, okrągły stół ze wspaniałym, kutym w żelazie świecznikiem. (Usiedliśmy w fotelikach czekając na Karen i Barona.)

Wyszła z nich niespodziewanie czternastoletnia panienka (wysoka, w krótkiej sukience, o długich, bardzo szczupłych nogach w białych skarpetkach. Nosiła czerwony sweterek i czarną wiatrówkę. Oczy miała sprytne i inteligentne), niezwykle wysoka i przeraźliwie chuda, o długich i bardzo szczupłych nogach, w czerwonym sweterku i czarnej wiatrówce.

— A mieć hopla z przerzutką? — dopytywał się naburmuszony pan Gaspard i podrapał się za lewym uchem. (— A pan jest poszukiwaczem skarbów? Skinąłem uprzejmie głową. To określenie mojej osoby przypadło mi do gustu.)

— Ale niech mnie rower Yvonne (Iwony) przejedzie, jeśli…




Rozdział czwarty.

U nas w Polsce bywa z tą sprawą różnie. Ci, którzy pracują, jadają obiady po skończeniu pracy, więc również około siedemnastej, a zamiast angielskiej przerwy na lunch mają krótką przerwę w pracy na drugie śniadanie. (Ja również jadam obiady o siedemnastej w małej restauracyjce niedaleko Ministerstwa Kultury i Sztuki.)

Tylko że wciąż, z byle powodu, przeklinała w różnych językach. „Caramba, porca miseria” (“Caramba” i po niemiecku “Donnerwetter”)
W dalszym ciągu ciotka przeklina zawsze wołając “Caramba, Donnerwetter”, nigdy zaś “porca miseria”.

— Obraz! On chyba ukradł obraz Renoira! (Klee)

Nad galerią, to jest jakby na drugim piętrze, znajdowały się pokoje gościnne, z których jeden przeznaczono dla mnie. (… znajdowały się pokoje służby, które rozdzielał długi korytarz. Pokoiki te miały okna w dachu…)

Przypuszczam, że i ten obraz był ubezpieczony?
— Na sto tysięcy franków (20 tysięcy dolarów) — dorzucił baron, który stał za moimi plecami.




Rozdział piąty.

Opuściłem więc galerię i minąwszy pokój strażnika, znalazłem się w hallu zamkowym, gdzie natknąłem się na barona. — Chciałbym panu zadać pytanie — zagadnąłem go. — Odpowiedź na nie może okazać się bardzo ważna.
(…gdzie natknąłem się na barona. Miał swoją pracownię. Czy rzeczywiście usiłował, jak żartowała Yvonne, robić w niej złoto? Karen [która przez cały czas - skreślone] spojrzała na mnie błagalnie. Jakoby chciała mi powiedzieć: Tomaszu, pomóż tym ludziom! Ja nie wierzę, aby komisarz policji i pan Pigeon potrafił coś zdziałać. A ty? Ta głęboka wiara Karen bardzo mi pochlebiała. To prawda, że rozwiązałem już kilka zagadek kryminalnych związanych z dziełami sztuki. Ale tutaj byłem w obcym kraju, na obym gruncie. Przebywałem w Chateau de Six Dames dopiero od kilku godzin i czułem się bezradny jak wszyscy.)

Minął nas duży czarny humber. Przebył obydwa mosty zwodzone i zatrzymał się przed głównym wejściem. — Pan Gaspard Pigeon — domyśliła się madame Eveline. (— Pan Gaspard Pigeon — stwierdziła Karen. Ją również, podobnie jak i mnie, kłopoty pana Pigeona, detektywa Agencji Ubezpieczeniowej, trochę śmieszyły.)

Te opinie chyba dotknęły Pigeona. Zapalił gauloisa (Gitana)

Gdy prawdziwy Pigeon spał w swoim pokoju, Fantomas, czy jak się tam zwał naprawdę, opowiedział mi bajeczkę o skradzionym humberze.
(…Fantomas, czy jak się tam zwał naprawdę, zadzwonił do zamku, potem Karen zatelefonowała do mnie do hotelu, później zjawił się fałszywy Pigeon, opowiedział mi bajeczkę o skradzionym humberze i tak się wszystko zaczęło. Nikt fałszywego Pigeona nie legitymował, bo każdy uważał, że ktoś drugi go zna. Ja sądziłem, że Karen i mieszkańcy zamku go znają, oni zaś sądzili, że skoro… itd. )

— Palił gauloisy.
— Tak jak i ja.
— Był pyszałkiem. (A on chwycił jak ryba haczyk z prznętą.)
— Tak jak i ja — rzekł.


W końcu zajęła się nim tylko Yvonne, kazała mu podać kolację i zaprowadziła do pokoju. Ona również obiecała pokazać mu galerię i obraz Renoira, który prawdopodobnie był kopią. (Pożegnałem się z Karen i) Poszedłem do swego pokoju.

Wpakował się jednak do mego pokoju. Rozsiadł się na krześle, zapalił papierosa. Oczywiście gauloisa (gitana), jak Fantomas. A raczej to Fantomas palił gauloisy (gitany) jak prawdziwy Pigeon.

— Sprowadziła tu pana z Polski panna Karen Petersen, narzeczona bratanka barona, tego młodego, zwariowanego malarza Vincenta. (Kiwnąłem głową. Nie miało sensu wypieranie się. Karen wygadała się przed ciotką Eweliną, a ta rozpuściła język wobec pana Pigeona. “I to tak wygląda moja tajna misja”, pomyślałem melancholijnie.)

— Zrobię co w mojej mocy, aby wyjaśnić tę sprawę. Ale jestem w obcym kraju. — Tak, niech nam pan pomoże — popatrzyła na mnie błagalnie. (Była bardzo sympatyczna. Miała trzynaście lat.)




Rozdział szósty.

(Karen Petersen wyjechała z zamku wczesnym rankiem, aby w Paryżu wywiedzieć się o człowieku nazwiskiem François Burges.) Madame Eveline obiecała zaraz po śniadaniu wyjechać do Paryża, aby zasięgnąć wiadomości o człowieku nazwiskiem Francois Burges, który interesował się obrazami Cezanne'a i Renoira.

Oczywiście postanowiła wyruszyć w drogę swoim wspaniałym wozem alpine renault i obiecała wrócić jeszcze tego samego dnia (być może w towarzystwie Kapitana Petersena. Oczywiście wyruszyła w drogę swoim wspaniałym wozem marki Lincoln).

Yvonne przedstawiła mi Roberta (Garmina - skreślone: Camilla).

że doskonałym cicerone jest Robert (Garmine)

— Jedziemy do Angers (Azay-le-Rideau).

Robert i Yvonne zaczęli podróżować palcem po mapie. (— Chaumont i Chabmord możemy zwiedzić w ciągu jednego dnia, bo są nie tak daleko od naszego zamku i w pobliżu siebie. A na końcu pojedziemy do Angers. Bo to najdalej — powiedziała Yvonne.)

— To tak zwane Orle Gniazdo — wyjaśnił Robert. — Na stromym pagórku znajduje się ogromny donżon (ogromny stary donżon)

Przykład starego budownictwa. Baszta pochodzi z czasów rzymskich (romańskich - skreślone, poprawione na rzymskich!)

Pojechaliśmy tam rowerami (z psami), ale zaledwie zaczęliśmy polowanie…

Lecz oto i Orle Gniazdo. Nie wiem, czy zasługiwało aż na tak dumną (piękną) nazwę.

Ogromna okrągła baszta z kilkoma (zaledwie) umieszczonymi wysoko małymi okienkami i czworobok wysokich murów, w których widniała żelazna (zielona) zamknięta brama.




Rozdział siódmy.

przez uchylone drzwi do jadalni dochodzi nas dźwięk sztućców. To lokaj Filip (służący Hiszpan, Antoin) nakrywał do kolacji.

Trzy bocianie kolory: czerń, biel i czerwień. I te jej długie nogi, które przypominały suche gałązki lub zgoła bocianie nóżki. (patyczkowate nogi, które za rok, za dwa zapewne zaokrąglą się. ale na razie przypominały dwie suche gałązki.)

Samotnie opuściłem zamek, aby obejrzeć demonstrowane właśnie widowisko „Dźwięk i światło”. (“— Petrucio? Salfartore Petrucio? — grzebał w swojej pamięci pan Robinoux. Zdaje się, że ja kiedyś pracowałem dla człowieka o takim nazwisku, który nie włada nogami i jeździ na wózku inwalidzkim.”)
Skreślony tekst jest dość długi, więc nie skopiowałem go w całości. Robinoux pomógł 6 lat wcześniej w Saint-Tropez Salfatore/Salvatore Petrucio rozwiązać zagadkę kradzieży większej sumy pieniędzy - złodziejem była pokojówka.


Sylabizowałem: J-u-t-r-o j-e-d-z-i-e d-o A-n-g-e-r-s (Azay-le-Rideau).




Rozdział ósmy.

Wspaniały jest niebieski ser z Olivet (rozmaite w smaku sery orleańskie) albo śmietankowy ser andegaweński.

Pod koniec posiłku Pigeon opowiada polskiemu koledze jeszcze zabawną anegdotę o świętym Marcinie, która również opisana jest w zielonym przewodniku. Otóż zwłoki Marcina miały cudowną właściwość uzdrawiania chorych i ułomnych. Wystawiano je więc na widok publiczny w różnych miastach Turenii. W tym związki zachowanie kaleków było szczególnie ciekawe: uciekali co sił w nogach, jako że ich mankament było zarazem źródłem ich dochodów i potrzebny im do życia. Jednak nie wszyscy byli wystarczająco szybcy - należy pamiętać, że ludzie niesprawni fizycznie rzadko są dobrymi sprinterami - i tak wielu z nich, choć będąc już w znacznej odległości od cudotwórczych zwłok, spotkało nieszczęście niepożądanego powrotu do zdrowia.
Anegdota bardzo rozwesela Tomasza i Polak i Francuz opuszczają restaurację w doskonałym humorze, a ich stosunek jest niemal kumpelski.


— A pan myśli, że nie zdążę? Wyciągnę ze swojego wozu wszystkie siły i niech mnie rower Yvonne przejedzie, jeśli nie będę dziś w Chambord. Bo jeśli ja się do czegoś zabieram, to musi to być zrobione natychmiast. Pojedziemy, panie Robinoux, dwieście kilometrów na godzinę. (W takim tempie odwiedzimy Chambord, a potem jeszcze skoczymy na chwilę do Chaumont. Z kolei zawadzimy o Loches…)


Nie pomogły protesty, że przybyliśmy tutaj, aby poznać okoliczności kradzieży obrazu Caravaggia (Goyi).

Gdy król angielski zmarł bezpotomnie, na tron wstąpili potomkowie Godfryda. Panowali w Anglii ponad trzy wieki jako Plantageneci. (Dłuższy tekst wyjaśnia, kim byli Henryk II Plantagenet i Eleonora Akwitańska).

— No właśnie: dzieła sztuki. I co z obrazem Caravaggia (Goyi)? — ciotka przestępowała z nogi na nogę.

— Caramba, porca miseria (Caramba, Donnerwetter), niech mnie rower Yvonne przejedzie, jeśli to nie pan Pierre Marchant (Salvartore Petrucio)!

Pierre Marchant (Salvartore Petrucio) — właściciel Orlego Gniazda — ucałował dłoń madame Eveline. (Skinął też uprzejmie głową w stronę pana Robinoux. A więc detektyw nie kłamał, pracował kiedyś dla niego.)

Ja byłem zawsze silnym człowiekiem i choć dziś kalectwo przykuło mnie do wózka, kocham ludzi silnych. I lubię mocne, trwałe budowle. (Mówił melodyjnie, z wyraźnie włoskim akcentem.)

„Nie, to chyba niemożliwe” — pomyślałem. (Zapamiętałem przecież ten gest. Drapanie się za lewym uchem. Czyżby był fałszywym Pigeonem? Dobrzy aktorzy potrafią się ucharakteryzować - itd.)

— Zapali pan?
— Nie palę gauloisów — odparł pan Marchant. (Tu po raz pierwszy nie gitany, lecz gauloisy.)

Niepalacze mówili mi, że gdy zbliżam się do nich, czują zapach mojego tytoniu. (Podobnie łatwo wyczuć tych, co palą “Carmeny” na przykład.)

— A pana, panie Petrucio, zapraszam do nas, do Zamku Sześciu Dam. Nie jest to monumentalna budowla, ale za to mój brat posiada wspaniałą galerię współczesnego malarstwa. (— Nie interesuję się sztuką — odparł — ale chętnie skorzystam. Jesteśmy zdaje się sąsiadami?)

— No, jaki? Oglądałeś go? — podniósł głos Marchant.
— Nie oglądałem (senore capitano) — przestraszył się grubas.

— On mi tylko mówił, jak ten obraz wygląda (i pokazywał fotografię kolorową). Chodziło o jakiś portret.




Rozdział dziewiąty.

Obok mnie siedział malarz Vincent brat Yvonne i bratanek barona de Saint-Gatien (siedziała Karen i jej narzeczony… Razem z nimi przyjechał również kapitan Petersen, słynny poszukiwacz skarbów. Przed kolacją rozmawialiśmy bardzo krótko, raz po raz mrugał teraz do mnie okiem, dając mi do zrozumienia, że po kolacji musimy sobie gdzieś na boku uciąć dłuższą pogawędkę).

Dał mi do zrozumienia, że nie sądzi, abym zbyt poważnie traktował swoje detektywistyczne zajęcia. (I nagle kapitan Petersen uderzył pięścią w stół. Jak wiemy był to jowialny pan o grubym głosie i dość szorstkich obyczajach. — Do diabła — zawołał tubalnie — a co na to policja?!)

Była już noc. Vincenta znalazłem na kamiennej ławeczce nad rzeką. (Na mój widok Karen zerwała się z ławki i podbiegła mi na przeciw otwierając ramiona. — A Tomasz, Tomasz. Błagam cię, pomóż nam. Słyszałeś przecież co mówi ten okropny komisarz policji. Vincent złodziejem? Nie, to wszystko jest niemożliwe - i dalej w tym stylu.)

— Caramba, porca miseria (Donnerwetter) — zawołała jak ciotka Eveline. — (Pan już wie, kto nadaje świetlne sygnały? Przecząco pokręciłem głową. — Nie wiem. Tylko domyślam się.) Pan uważa, że ja się do niczego nie nadaję?




Rozdział dziesiąty.

— Może wybierze się pan z nami do Paryża? (Antoin z miną niewiniątka pyta: — A co panienka zadysponuje na obiad? — Porozmawiamy o tym w kuchni, odrzekła Yvonne.)

Chrząknąłem, aby pokryć zmieszanie. (— Jestem poszukiwaczem skarbów — odparłem. — Ale z amatorstwa zajmuję się także rozwiązywaniem przeróżnych zagadek o posmaku sensacyjnym…)

— Ach, tak? Rozumiem — mruknął komisarz. — Dlatego jedzie pan do Chambord (i Chaumont)

— Niech mi pan wierzy, nawet najczulszy nos (nawet nos Kipera) nie wyczuje na odległość palacza gauloisów.

— Jednakże, wnioskując ze słów Marchanta, zainteresował się pan Orlim Gniazdem. Dlaczego? (— Sto tysięcy dolarów — odrzekłem. — Co pan przez to rozumie? — zdumiał się Pigeon.)

— Bo to bardzo piękny stary zamek. I malowniczo (interesująco) położony — odrzekłem wykrętnie.




Rozdział jedenasty.

Nie musieliśmy się jednak śpieszyć. Pan Durant i ciotka Eveline powinni byli jechać szosą przez Blois, w kierunku Orleanu. Z Chambord do szosy (prowadziły dwie drogi, jedna w kierunku Menars, druga przez wioskę Muides [coś tam - do mer chyba]). Wybrałem drogę do Muides, ponieważ jak twierdził komisarz policji, w Menars był piękny zamek ale brakowało mostu na Loarze) było tylko kilkanaście kilometrów.

Jak powiadam, jechałem wolno, więc łysy komisarz policji, a również Yvonne i Robert potraktowali moje słowa o przerzutce w wehikule jako zwykły żart. (— Coś mi się zdaje, że pan Tomasz zainkasuje sto tysięcy dolarów za schwytanie Fantomasa — powiedziała Yvonne do komisarza. — Zainkasujemy… Przecież razem jeździliśmy do zamków. — Owszem. Ale pan wyciągał wnioski z tych podróży, a nie my — odrzekła Yvonne.
)




Rozdział dwunasty.

Tytuł "O Johnie Blacku" dopisany odręcznie, pomysł zrodził się więc późnej.

— Sądzę, że (z Fantomasem musiała współpracować któraś z telefonistek w Tours. Najprawdopodobniej ona podsłuchiwała pańskie rozmowy z Paryżem.) ludzie Fantomasa obserwowali kustosza — powiedziałem.

Przeżyłem z nim sporo wspaniałych przygód.
(Tu widnieje obszerny, całkowicie porzucony tekst. Ciotka Eveline postanawia kupić Ferrari 410 i przerobić go na amfibię. Tomasz udaje się do swojego pokoju. Przychodzi Karen. — Chciałam Ci podziękować Tomaszu za to, że oczyściłeś z podejrzenia Vincenta i jego stryja — powiedziała. Powiedz mi, jak ci się mam odwdzięczyć? ... (…) Rano wstałem wypoczęty, pełen chęci do działania. Karen... (Nie, to żart! :D ) Postanowiliśmy z Vincentem wybrać się na Lazurowe Wybrzeże. Czy zechcesz nam towarzyszyć?)

— Czy słyszał pan o niejakim Johnie Blacku? — zapytał. (Alberte Stresci lub Strecci)

Pan Durant jadał zazwyczaj śniadanie w swoim prywatnym mieszkaniu na terenie zamku, tylko na obiady i kolacje bywał zapraszany do stołu barona. (Karen i Vincent mieli zaraz po śniadaniu wyjechać na Lazurowe Wybrzeże. Jeszcze raz ponowili wobec mnie propozycję wspólnej podróży, przeciwko czemu gorąco zaprotestował Baron de Saint-Gatien twierdząc, że jestem jego najserdeczniejszym gościem.)

Nikt nie wiedział dokładnie, w jakim kraju urodził się, bo po mistrzowsku władał kilkoma europejskimi (i wschodnimi) językami. (Polskim zapewne też... :D )

To podobno on przed kilkunastu laty opracował metodę napadu na bank zwaną „rififi” (a wówczas nosił nazwisko Salvatore Petrucio).

To on obmyślił niezwykle precyzyjny plan napadu na pociąg Londyn-Glasgow, wiozący pieniądze. Wyczyn ten nazwano „napadem stulecia” (a jego autor, znany później jako John Black, został przez prasę nazwany “mózgiem”)

Któż inny mógł opracować tak niezwykły plan kradzieży obrazów, jak nie osławiony Mózg, czyli John Black (… osławiony Mózg, czyli Salvatore Petrucio, czyli John Black)?




Rozdział trzynasty.

Oto w dużym czworoboku wysokich średniowiecznych murów, w sąsiedztwie ponurego donżonu, stała (mała) nowoczesna willa w stylu mauretańskim (amurytańskim - literówka chyba…)

Nieco szersza dróżka wiodła do (przylepionego do murów budynku gospodarczego z piętrowym garażem) budynku gospodarczego z garażami i kominem centralnego ogrzewania.

— W tym zamku nic pani nie grozi — uśmiechnąłem się. (Wydaje mi się, że pan Pierre Marchant jest dżentelmenem-włamywaczem.)

— Ach, szczęśliwa Arabia... — westchnęła ciotka Eveline. (Ach, Arabia Felix — westchnęła ciotka Eveline.)

Nie dałem jednak nic po sobie poznać i okazywałem ogromne zainteresowanie potężną, starą basztą (połączoną z willą szklanym gankiem).

— Ja też wkrótce wracam do Polski. Oczywiście, po schwytaniu Fantomasa. (— To może trwać nieskończenie długo — odparł. — Co do mnie, to chyba jutro stąd odlecę. — Helikopterem? — zapytałem. — Nie. Mam swoją awionetkę — wyjaśnił.)




Rozdział czternasty.

Gospoda „Pod Trzema Psami” (a raczej wielka winiarnia o tej nazwie znajdowała się w podziemnej grocie) mieściła się w grocie na wzgórzu, na którym dumnie i nieprzystępnie wznosiło się Orle Gniazdo.

— Broń palna, madame? Ależ dziś już nikt szanujący się czegoś takiego nie używa! — niemal ze wstrętem odniósł się do myśli o posiadaniu broni palnej. — Sadzę, że i John Black obywa się bez pistoletu. Oczywiście nie mogę ręczyć za jego gangsterów, ale cóż, nie ma sukcesów bez ryzyka. (Zabieram tylko pistol gazowy. Gdybyśmy mieli kogoś obezwładnić na czas jakiś, pistolet taki jest nieodzowny.)

Punktualnie o dziesiątej wieczorem opuściliśmy gospodę. Madame Eveline wdziała swój hełm rycerski, Pigeon zabrał z humbera latarkę elektryczną (i pistoletem gazowym).

Noc była. ciepła, widna, księżycowa. Chmury, które w ciągu dnia zasnuwały nieboskłon, rozwiały się bez śladu. (I zaledwie pomaszerowaliśmy asfaltową drogą w stronę zamku, ujrzeliśmy Orle Gniazdo, zwalistą, ponurą, czarną sylwetkę na tle nieba nieco rozjaśnionego przez blask księżyca.)

Zobaczyliśmy, że drzwi garażu są otwarte, a na środku dziedzińca stoi mały furgonik, podobny do tego, którego Fantomas używał do swoich złodziejskich eskapad (Tomasz domyśla się, że to znany mu furgonik z mocnym silnikiem, który został przemalowany na czarno). Na dziedzińcu przy otwartej drewnianej skrzyni kręcili się grubas i gangster




Rozdział piętnasty.

UCIECZKA PRZED ZŁOCZYŃCAMI • DRAMA TYCZNE CHWILE • NIESPODZIEW ANY RATUNEK • ARESZTOWANIE ZŁOCZYŃCÓW • ZDOBYWAMY ORLE GNIAZDO • GDZIE JEST FANTOMAS • ODNALEZIENIE PIGEONA • (Odzyskanie obrazów) KTO SIEDZIAŁ NA DACHU • (Ucieczka) I ZNÓW FAŁSZYWY PIGEON • ODZYSKANIE SKRADZIONYCH OBRAZÓW

Co zrobi, gdy odkryje, że schwytał tylko Pigeona? (Czy naprawdę uciecze gdzieś nad Morze Śródziemne, gdzieś do Kanady?)

W tym miejscu zanotowałem, że po rozdziale 15 przychodzi rozdział 14, na innym papierze pisany i zamiast Black stoi za każdym razem Blaick. Wygląda na to, że to nie Nienacki to pisał…




Zakończenie.
Nadałem telefonicznie depeszę do Karen Petersen i malarza vincenta: “Sprawa została zakończona. Przyjeżdżam na Lazurowe Wybrzeże. Tomasz.”
 
 
Nietajenko 
Moderator



Pomógł: 29 razy
Wiek: 40
Dołączył: 25 Lip 2011
Posty: 12421
Skąd: Olsztyn

Wysłany: 2017-09-19, 11:05:34   

Dżizus, że też Ci się chciało?! :zdziw:

No i proszę - Lazurowe Wybrzeże. Samochodzik jednak potrafił wypoczywać. :)
_________________
Grunt się nie przejmować i mieć wygodne buty

 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 56 razy
Wiek: 51
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 33759
Skąd: Poznań
Wysłany: 2017-09-19, 11:34:24   

John Dee napisał/a:
(Usiedliśmy w fotelikach czekając na Karen i Barona.)


John Dee napisał/a:
A ty? Ta głęboka wiara Karen bardzo mi pochlebiała. To prawda, że rozwiązałem już kilka zagadek kryminalnych związanych z dziełami sztuki. Ale tutaj byłem w obcym kraju, na obym gruncie. Przebywałem w Chateau de Six Dames dopiero od kilku godzin i czułem się bezradny jak wszyscy.)


A wieć postać Karen pierwotnie miała być tam jednak dość rozwinięta!

John Dee napisał/a:
siedziała Karen i jej narzeczony… Razem z nimi przyjechał również kapitan Petersen, słynny poszukiwacz skarbów. Przed kolacją rozmawialiśmy bardzo krótko, raz po raz mrugał teraz do mnie okiem, dając mi do zrozumienia, że po kolacji musimy sobie gdzieś na boku uciąć dłuższą pogawędkę


I Kapitan Petersen miał się pojawić!

John Dee napisał/a:
Yvonne (Iwony)


No proszę Iwona!

John Dee napisał/a:
(“Caramba” i po niemiecku “Donnerwetter”)


Nie ma jak zakląć po niemiecku! :)

John Dee napisał/a:
Nadałem telefonicznie depeszę do Karen Petersen i malarza vincenta: “Sprawa została zakończona. Przyjeżdżam na Lazurowe Wybrzeże. Tomasz.”


Nienacki nie dał jednak Tomaszowi wypocząć... :/

Johnie ale odwaliłeś kawał ciężkiej roboty! (Oczywiście przesyłam, „pomógł”!)
W sumie dlaczego Nienacki z wątku Petersenów zupełnie prawie zrezygnował? Jakoś nie lubił przenosić bohaterów do kolejnych części.
_________________
 
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 65 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8122
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2017-09-19, 12:19:53   

John Dee napisał/a:
W sumie dlaczego Nienacki z wątku Petersenów zupełnie prawie zrezygnował? Jakoś nie lubił przenosić bohaterów do kolejnych części.

Mam wrażenie, że tym razem nie znalazł dla Karen, a tym bardziej dla kapitana Petersena, odpowiedniej roli. Ambicje detektywistyczne, energia i spryt, które cechowały Karen w PSiT, wyparowały jakoś bez śladu. Zupełnie nie ten sam człowiek. Zapewne miłość do Vincenta ją tak zmieniła… ;-)

Podobnie mają się sprawy z Winnetou. Intrygujący bohater PSiW stał się nieciekawym statystą w Niewidzialnych i w Złotej Rękawicy.
 
 
Nietajenko 
Moderator



Pomógł: 29 razy
Wiek: 40
Dołączył: 25 Lip 2011
Posty: 12421
Skąd: Olsztyn

Wysłany: 2017-09-19, 12:25:43   

John Dee napisał/a:
Podobnie mają się sprawy z Winnetou. Intrygujący bohater PSiW stał się nieciekawym statystą w Niewidzialnych i w Złotej Rękawicy.

Też mnie to irytowało. Zgaszony człowiek z problemami finansowymi i bez paltocika na zimę. :/
_________________
Grunt się nie przejmować i mieć wygodne buty

 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 56 razy
Wiek: 51
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 33759
Skąd: Poznań
Wysłany: 2017-09-19, 13:12:28   

Ale w Rękawicy, to Winnetou chyba nie było...
_________________
 
 
 
Nietajenko 
Moderator



Pomógł: 29 razy
Wiek: 40
Dołączył: 25 Lip 2011
Posty: 12421
Skąd: Olsztyn

Wysłany: 2017-09-19, 13:15:54   

Szara Sowa napisał/a:
Ale w Rękawicy, to Winnetou chyba nie było...

Był ale nie wymieniony - taki statysta. :D ;-)
_________________
Grunt się nie przejmować i mieć wygodne buty

 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 65 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8122
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2017-09-19, 14:27:33   

Szara Sowa napisał/a:
Ale w Rękawicy, to Winnetou chyba nie było...

Był, od początku do końca, ale tylko w maszynopisie, tak jak Karen i jej ojciec tutaj. Część dialogów Winnetou odziedziczył po nim np. szkutnik pan Grodzki.



Nietajenko napisał/a:
Też mnie to irytowało. Zgaszony człowiek z problemami finansowymi i bez paltocika na zimę. :/
A w Złotej Rękawicy też jakoś tak bez zatrudnienia, bez misji. Zabijał jakby swój czas towarzysząc swojemu kumplowi Szarej Sowie…
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 28 razy
Wiek: 55
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 7192
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-09-19, 16:50:06   

:564: :564: :564:

Johnie, Twoja pracowitość trochę mnie przeraża... ;-)

Kilka pospiesznych uwag. Jak widać do wersji ostatecznej weszli tylko impresjonista i postimpresjoniści. ZN wywalił bliższych nam czasowo, ale trudniejszych w odbiorze Matisse,a i Paula Klee.
Gdy ZN wydawał PSiZF mial już jakiś pomysł albo był już w trakcie pracy nad PSiF. Stąd jest tam zapis o Karen, z którą wspólnie rozwiązywał tajemnice zamków nad Loarą. Być może PSiZF popełnił w tzw. międzyczasie chcąc odpowiednio wstrzelić się przed rocznicą kopernikowską i - być może - przed zapowiadanymi odkryciami.
Proszę nie wypowiadać takich herezji, że Winnetou był w PSiN statystą :027: . Bez niego akcja by się tam rozsypała.
_________________
Z 24
 
 
Kpt Petersen 
Uwielbia Samochodzika
Forumowy Twitterowiec



Pomógł: 7 razy
Dołączył: 22 Sie 2017
Posty: 717
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-09-19, 18:23:20   

John Dee napisał/a:
Obok mnie siedział malarz Vincent brat Yvonne i bratanek barona de Saint-Gatien (siedziała Karen i jej narzeczony… Razem z nimi przyjechał również kapitan Petersen, słynny poszukiwacz skarbów. Przed kolacją rozmawialiśmy bardzo krótko, raz po raz mrugał teraz do mnie okiem, dając mi do zrozumienia, że po kolacji musimy sobie gdzieś na boku uciąć dłuższą pogawędkę... (I nagle kapitan Petersen uderzył pięścią w stół. Jak wiemy był to jowialny pan o grubym głosie i dość szorstkich obyczajach.


Zdaje się że John gra w innej lidze, jeśli chodzi o dociekliwość w badaniu spraw samochodzikowych. Zawodowiec?
Świetne opracowanie, będę do niego wracał :564: :564:
Najbardziej cieszy mnie oczywiście kapitan Petersen
 
 
irycki 
Fanatyk Samochodzika
Pan Motocyklik



Pomógł: 9 razy
Wiek: 52
Dołączył: 13 Paź 2015
Posty: 3060
Skąd: Legionowo
Wysłany: 2017-09-19, 19:50:54   

Johnie Dee, najwyższy szacunek dla Ciebie za ogrom pracy!!!
:564:

Czyli wyjaśniła się sprawa wzmianki w "Zagadkach Fromborka" o tym, że Tomasz przebywał we Francji gdzie wspólnie z Karen rozwiązywali zagadkę! Karen rzeczywiście miała występować w tej książce!

Może trochę szkoda, że Nienacki zmienił koncepcje?
_________________


Nie chcę pani schlebiać, ale jest pani uosobieniem przygody. Gdy patrzę na panią łowiącą ryby, pływającą po jeziorze, nie wyobrażam sobie, aby istniała bardziej romantyczna dziewczyna.
samozwańczy prezes Klubu Martologicznego
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 65 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8122
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2017-09-20, 17:32:55   

Z24 napisał/a:
Być może PSiZF popełnił w tzw. międzyczasie chcąc odpowiednio wstrzelić się przed rocznicą kopernikowską i - być może - przed zapowiadanymi odkryciami… Proszę nie wypowiadać takich herezji, że Winnetou był w PSiN statystą :027: . Bez niego akcja by się tam rozsypała.
Bardzo ciekawa i prawdopodobna teoria. :564:
Co do Winnetou, to w PSiN jest oczywiście więcej, niż tylko statystą, ale w porównaniu z rolą, jaką odegrał w PSiW, jednak dość blady.

Kpt Petersen napisał/a:
Najbardziej cieszy mnie oczywiście kapitan Petersen
Domyślamy się dlaczego, Kapitanie Petersen! :D

irycki napisał/a:
Czyli wyjaśniła się sprawa wzmianki w "Zagadkach Fromborka" o tym, że Tomasz przebywał we Francji gdzie wspólnie z Karen rozwiązywali zagadkę! Karen rzeczywiście miała występować w tej książce! Może trochę szkoda, że Nienacki zmienił koncepcje?
Na pewno szkoda, książce przydałaby się silna, kobieca postać. Myślę, że Nienacki nie uporał się z problemem jaki powstał, gdy to właśnie Karen poprosiła go o pomoc. Nie wypadało jej było potem z nim konkurować, się z nim czubić, nie wiedział po prostu, co z nią zrobić. Wyszła mu zakochana gęś.
A ten pomysł z Lazurowym Wybrzeżem? Dwójka zakochanych w towarzystwie starego kawalera, co za idiotyczny pomysł. Anglicy mają w związku z tym bardzo trafne powiedzonko: two's company, three's a crowd. ;-)
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 56 razy
Wiek: 51
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 33759
Skąd: Poznań
Wysłany: 2017-09-21, 08:37:25   

Cytat:
A ten pomysł z Lazurowym Wybrzeżem? Dwójka zakochanych w towarzystwie starego kawalera, co za idiotyczny pomysł. Anglicy mają w związku z tym bardzo trafne powiedzonko: two's company, three's a crowd. ;-)


He, he, może destrukcja postaci Karen zaczęła się właśnie jakby od końca. Tzn. gdy dobił do końca to stwierdził że wyszła mu blado a w dodatku na końcu przesadził. Może wolał zachować sobie Karen na inną część, gdzie znów mogliby rywalizować?
Ale i tak szkoda że wyciął ja tak zupełnie. Teraz mi przyszło do głowy, zę może przez to Drapelli nie udało się zrealizować kolejnego serialu? Gdyby była inna część i z Tomaszem i z Karen to może byłoby łatwiej to załatwić?
_________________
 
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 65 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8122
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2017-09-21, 12:08:19   

Szara Sowa napisał/a:
Teraz mi przyszło do głowy, zę może przez to Drapelli nie udało się zrealizować kolejnego serialu? Gdyby była inna część i z Tomaszem i z Karen to może byłoby łatwiej to załatwić?

Ciekawa myśl, ale ten tok rozumowania to raczej norma w naszych czasach (sequele, spinn-offy), wtedy producenci telewizyjni nie byli chyba jeszcze tak wyrachowani. Ten ciekawy temat, Szara Sowo, powinniśmy jednak odświeżyć w odpowiednim dziale. :564:

Co się tyczy Lazurowego Wybrzeża zaś, to przypomnę, że pierwowzór białej mauretańskiej willi Fantomasa w moim przekonaniu tam właśnie stoi: http://pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?t=3804 . Niczego to jeszcze ostatecznie nie dowodzi, niemniej potwierdza, że uroki Cote d'azur polskiemu pisarzowi nie były bynajmniej obce. ;-)
  
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 56 razy
Wiek: 51
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 33759
Skąd: Poznań
Wysłany: 2017-09-21, 14:43:32   

John Dee napisał/a:
Szara Sowa napisał/a:
Teraz mi przyszło do głowy, zę może przez to Drapelli nie udało się zrealizować kolejnego serialu? Gdyby była inna część i z Tomaszem i z Karen to może byłoby łatwiej to załatwić?

Ciekawa myśl, ale ten tok rozumowania to raczej norma w naszych czasach (sequele, spinn-offy), wtedy producenci telewizyjni nie byli chyba jeszcze tak wyrachowani. Ten ciekawy temat, Szara Sowo, powinniśmy jednak odświeżyć w odpowiednim dziale.


Myślę, że wątek taki może być pociągnięty tutaj, bo tylko tu mamy tak wyraźne zaznaczone, że Karen miała się w Fantomasie pojawić. :)

John Dee napisał/a:
Niczego to jeszcze ostatecznie nie dowodzi, niemniej potwierdza, że uroki Cote d'azur polskiemu pisarzowi nie były bynajmniej obce. ;-)


Domek z różami na południu Francji pojawia się tam także dość często. :)
_________________
 
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 65 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8122
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2017-09-24, 19:52:54   

Jedna z niejasności odkrytych przez nas w tekście książki dotyczy pobytu Tomasza w Hotelu du Nord. Dlaczego, będąc już tak blisko celu, postanowił tam przenocować? I czy zapłacił za nocleg z własnej kieszeni?

Odpowiedź na to pytanie szczęśliwie można znaleźć w maszynopisie!

W Paryżu, do hotelu “du Nord”, gdzie Karen Petersen zarezerwowała dla mnie nocleg…

Tu mamy nasze potwierdzenie: Karen osobiście zarezerwowała mu pokój w tym hotelu i na pewno uregulowała też rachunek. :)
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 56 razy
Wiek: 51
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 33759
Skąd: Poznań
Wysłany: 2017-09-24, 20:13:48   

Brawo! Wyjaśniło się! :564:

Johnowi za to wyjaśnienie należy się "pomógł"! :)
_________________
Ostatnio zmieniony przez Szara Sowa 2017-09-25, 08:57, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
irycki 
Fanatyk Samochodzika
Pan Motocyklik



Pomógł: 9 razy
Wiek: 52
Dołączył: 13 Paź 2015
Posty: 3060
Skąd: Legionowo
Wysłany: 2017-09-25, 07:35:41   

Ciekawe, dlaczego akurat to wypadło? Czyżby Nienacki uznał, że to niehonorowo dla Tomasza? :/
_________________


Nie chcę pani schlebiać, ale jest pani uosobieniem przygody. Gdy patrzę na panią łowiącą ryby, pływającą po jeziorze, nie wyobrażam sobie, aby istniała bardziej romantyczna dziewczyna.
samozwańczy prezes Klubu Martologicznego
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 65 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8122
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2017-09-25, 10:40:00   

irycki napisał/a:
Ciekawe, dlaczego akurat to wypadło? Czyżby Nienacki uznał, że to niehonorowo dla Tomasza? :/

Nie tylko. Moim zdaniem wyleciało jeszcze znacznie więcej. Zmiany musiały być tak obszerne, że Nienacki po czterech tylko zdaniach odciął kartkę i dokleił nową - jest to łatwo zauważalne.

Nie sądzę jednak, by Nienacki usunął wzmiankę o rezerwacji hotelu poprzez Karen dlatego, bo byłoby to dla Tomasza niehonorowe. Z tego, co teraz wiemy, możemy chyba wyjść śmiało z założenia, że wszystkie koszty podróży Pana Samochodzika kompletnie pokryła francuska strona. Polak nigdzie nie wspomina niczego o dewizach, bo być może nawet żadnych ze sobą nie przywiózł. Wygląda więc na to, że wyprawa od samego początku planowana była jako wakacje all inclusive. Nie wykluczyłbym nawet, że w wypadku, że rozwiąże zagadkę kradzieży, oczekiwał, że będzie jakoś wynagrodzony. Inaczej nie dałby się tak łatwo namówić na te Lazurowe Wybrzeże i obdarować nowym silnikiem, oponami itd. A gdy Yvonne prorokuje, że to zapewne właśnie on zainkasuje nagrodę za schwytanie Fantomasa w wysokości stu tysięcy dolarów, nie protestuje, a zaledwie wyraża gotowość podzielenia się z nimi pieniędzmi.

Ciekawe, co by zrobił z taką kupą waluty? Czy naprawdę zgłosiłby wszystko co do grosza na granicy, czy też przemyciłby część ukrytą w portkach do kraju? :p
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Reklama:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo

Strona wygenerowana w 0,81 sekundy. Zapytań do SQL: 11