PanSamochodzik.net.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: Szara Sowa
2017-03-29, 20:59
Prof. Jerzy Kmieciński
Autor Wiadomość
Berta von S. 
Matka Wspierająca
nienackofanka



Pomogła: 51 razy
Wiek: 45
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 15463
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-03-29, 20:51:31   Prof. Jerzy Kmieciński

Kilka dni temu miałyśmy z Milady okazję spotkać się z profesorem Jerzym Kmiecińskiem - pierwowzorem jednej z postaci ze Skarbu Atanaryka. Odwiedziłyśmy go w jego mieszkaniu, gdzie w bardzo (!) sympatycznej atmosferze rozmawialiśmy 3,5 godziny. Ponieważ rozmowa była długa i przebiegała naturalnie (wątki pojawiały się i powracały, przeplatając z innymi - również niezwiązanymi ze ZN), najlepszą opcją będzie relacja ilustrowana obszernymi cytatami.

W wątkach dotyczących Nienackiego najwięcej miejsca zajął "Skarb Atanaryka", jemu więc zostaną poświęcone pierwsze części relacji. W trzeciej części znajdą się pozostałe elementy.

Powoli porządkujemy materiał. Czekamy też na obiecane zdjęcia, więc trochę to jeszcze potrwa. Ale na razie w ramach zajawki pierwszy wątek, czyli początki "Atanaryka". :)

---------------------------------------------------------------------------------------------------------

W książce mamy informację, że Węsiory odkrył Tomasz z Andrzejem K podczas wędrówki po Kaszubach. W rzeczywistości Nienackiego tam nie było, Jerzy Kmieciński sam trafił na cmentarzysko:

Ja po studiach (magisterium zrobiłem w 1952 roku u profesora Konrada Jażdżewskiego, to był mój pierwszy mistrz) dostałem pracę w ministerstwie z takim szumnym tytułem Inspektor Rzeczoznawca Zabytków.

Miałem szczęście, bo jako student jeszcze na pewnej konferencji przedstawiałem schemat organizacji prac ratowniczych. I to się bardzo spodobało dyrektorowi Departamentu Ochrony i Konserwacji Zabytków, więc poprosił mojego mistrza, żebym po studiach mógł pełnić tę funkcję. Wtedy powołano przy Ministerstwie Kultury i Sztuki taką służbę konserwatorską na terenie całej Polski. I ja byłem inspektorem na trzy województwa: łódzkie, gdańskie i bydgoskie. W związku z tym często prowadziłem badania ratownicze, ale i takie poszukiwawcze i rejestracyjne. Między innymi na Kaszubach.

I właśnie podczas takich poszukiwań któregoś popołudnia, przemęczony całodzienną wędrówką, dotarłem w okolice Węsiorów. Siedząc na takim dużym kamieniu odparowywałem z tego zmęczenia i zacząłem się rozglądać. I okazało się, że siedzę na rozkopanym kurhanie (on teraz jest zrekonstruowany, wcześniej nie był taki czytelny). Zerwałem się, zacząłem chodzić i stwierdziłem, że tam są i kurhany i głazy! Od razu to zweryfikowałem w swoich wspomnieniach i w swoim elemencie poznawczym i doszedłem do wniosku, że to musi być coś takiego, jak widziałem w Skandynawii…


Ewentualną dyskusję można prowadzić tu:
http://pansamochodzik.net...p=299979#299979
_________________
  
 
 
Berta von S. 
Matka Wspierająca
nienackofanka



Pomogła: 51 razy
Wiek: 45
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 15463
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-10-20, 20:20:19   Profesor Jerzy Kmieciński - wywiad

Zdjęcia się niestety nadal jeszcze nie znalazły. :/ Jeśli kiedyś się znajdą, wrzucimy oddzielnie. A teraz pierwsza część wywiadu, bo i tak wiele czasu minęło.

Na początku doklejam (dla porządku i żeby nie umknęło czytelnikom, którzy dopiero teraz dołączyli) przytaczany już wcześniej wstęp. Miłej lektury! :)

-------------------------------------------------------------------------------------------------------

Wywiad z prof. Jerzym Kmiecińskim - część I.



W książce mamy informację, że Węsiory odkrył Tomasz z Andrzejem K podczas wędrówki po Kaszubach. W rzeczywistości Nienackiego tam nie było, Jerzy Kmieciński sam trafił na cmentarzysko:

Ja po studiach (magisterium zrobiłem w 1952 roku u profesora Konrada Jażdżewskiego, to był mój pierwszy mistrz) dostałem pracę w ministerstwie z takim szumnym tytułem Inspektor Rzeczoznawca Zabytków.

Miałem szczęście, bo jako student jeszcze na pewnej konferencji przedstawiałem schemat organizacji prac ratowniczych. I to się bardzo spodobało dyrektorowi Departamentu Ochrony i Konserwacji Zabytków, więc poprosił mojego mistrza, żebym po studiach mógł pełnić tę funkcję. Wtedy powołano przy Ministerstwie Kultury i Sztuki taką służbę konserwatorską na terenie całej Polski. I ja byłem inspektorem na trzy województwa: łódzkie, gdańskie i bydgoskie. W związku z tym często prowadziłem badania ratownicze, ale i takie poszukiwawcze i rejestracyjne. Między innymi na Kaszubach.

I właśnie podczas takich poszukiwań któregoś popołudnia, przemęczony całodzienną wędrówką, dotarłem w okolice Węsiorów. Siedząc na takim dużym kamieniu odparowywałem z tego zmęczenia i zacząłem się rozglądać. I okazało się, że siedzę na rozkopanym kurhanie (on teraz jest zrekonstruowany, wcześniej nie był taki czytelny). Zerwałem się, zacząłem chodzić i stwierdziłem, że tam są i kurhany i głazy! Od razu to zweryfikowałem w swoich wspomnieniach i w swoim elemencie poznawczym i doszedłem do wniosku, że to musi być coś takiego, jak widziałem w Skandynawii…


Co ciekawe, na jednym z kurhanów rzeczywiście, identycznie jak w powieści, było stanowisko na działko:
Ten kurhan jest teraz zrekonstruowany, ale wcześniej nie był taki uwidoczniony i czytelny, tylko rozkopany. Tam w dole jest jezioro, a po drugiej stronie jeziora wieś. I kiedy w 1945 roku w styczniu szła ruska ofensywa, to front stanął. Po jednej stronie byli Ruscy, a po drugiej Niemcy. I właśnie tu na kurhanie znajdowało się ich stanowisko.

Obozowisko ekspedycji rzeczywiście było tuż obok kurhanów, mniej więcej z lewej strony. Z obozowiska nie było widać żadnego domu (martwego czy żywego), jedynie na tym samym brzegu, nieopodal obozu znajdowało się gospodarstwo państwa Gostkowskich. Natomiast biała kapliczka, stała bliżej Węsior (z obozowiska mieli do wsi około 2 km). Dla ilustracji mapka:




Uczestnicy ekspedycji – tak jak w książce - mieszkali w namiotach. Natomiast zamiast dużego namiotu gospodarczego, był wielki szałas zbudowany przez Antoniego Wilka
W Węsiorach nie było baraków, tylko same namioty. Ale dodatkowo Wilk zrobił taki szałas. Cmentarzysko znajdowało się w lesie, wobec czego my kopiąc musieliśmy wycinać drzewa. To był sosnowy las, więc był materiał. Wilk zrobił szkielet z żerdzi, a z zielonych gałęzi maty i przeplótł je między żerdziami. W rezultacie powstały 3 ściany i dach – szałas znakomity. Tam była kuchnia. A jak padał deszcz, nie trzeba było pod sosną siedzieć, można było w tym szałasie urzędować.

Potwierdziło się, że Antoni Wilk był prototypem powieściowego Franciszka. Zatem warto nieco szerzej przedstawić jego osobę:
To była bardzo ciekawa postać. Dożył 98 lat, w czasie wojny stracił rodzinę. Mówił dość dobrze po niemiecku, bo jeszcze przed pierwszą wojną światową służył w rosyjskim wojsku i w 1915 roku trafił do niewoli niemieckiej. Tam właśnie nauczył się dobrze języka. Został w Elblągu. Zatrudniono go w Elbląskim muzeum u profesora Ehrlicha (to był taki archeolog, który był wykładowcą na uniwersytecie w Koenigsbergu, czyli Królewcu). No i on się tam dalej uczył tego niemieckiego. Chodził do kina nawet, na takie seriale filmowe. Pamiętam, jak studentki uwielbiały jego opowieści, bo on im – moim dzieciom studenckim – przy ognisku opowiadał odcinkami taki kinowy serial. A jak odcinek się skończył, to mogło się Bóg wie co dziać, a on kończył.

Miał różne praktyki. Między innymi takie, że z kotów sobie wyprawiał skóry. Futerko chciał sobie zrobić. Najpierw planował robić z kretów. Polował, taką „ryczkę” sobie skonstruował, szpikulec i patrzył godzinami, jak kret idzie pod ziemią. No i raz na trzy dni jednego kreta upolował. I ja mówię mu „Panie Wilk. Ja mniej więcej obliczyłem, jaką powierzchnię zajmuje skórka kreta, a potem, jaką powierzchnię trzeba, żeby dla Pan futro było, no i wyliczyłem, że musiałby Pan żyć 150 lat.” A on na to „Będę zyć, będę zyć” (bo on mazurzył trochę).

We wspomnieniach profesora Kmiecińskiego znaleźć można także znany nam z Atanaryka wątek przejścia „Franciszka” na emeryturę:
Jak już byłem adiunktem, a potem kierownikiem katedry, Wilk przeszedł na emeryturę (miał etat w naszym muzeum archeologicznym). Osadziłem go w tym magazynie, ale już nie na czwartym piętrze [profesor jako student sam przez dwa lata mieszkał na czwartym piętrze w magazynie zabytków muzeum], tylko na trzecim miał pokoik. Dla niego to było dobre, bo jako mocno starszy człowiek czasem zaniemógł, a na dole dwadzieścia cztery godziny portier był, więc zawsze ktoś go miał pod opieką i Wilk nie był sam. A na wiosnę wyjeżdżaliśmy w pole, no to Wilk z nami. I urzędował jako kucharz.

Najważniejsze, że Antoni Wilk nie czuł się urażony za zrobienie z niego powieściowego złodzieja:
Ależ nie, Wilk był wyrozumiały, przyjął to spokojnie. Lubili się. Ze Zbyszkiem ja go poznałem.

Miejscowi zaglądali z ciekawości do ekspedycji. Pomagali też w wykopaliskach - wśród pracowników był m.in. niejaki Rzynda.
Stary Rzynda pracował u mnie na wykopaliskach. Miał 11 dzieci. Mieszkał w Węsiorach na skraju wsi. Był przywiązany do tradycji rodowej i piśmienny, bo pochodził ze szlachty. Węsiory to był kiedyś zaścianek szlachecki.

Ale jednocześnie istniał też Albert/Alfred z Doliny, który był przyjacielem ekspedycji. Najwyraźniej więc Nienacki zmiksował ze sobą dwie postaci:
To był Stencel. On mieszkał dalej, za Ostrowickim w kierunku Sulęczyna. Między Sulęczynem a Węsiorami i przysiółkiem nad jeziorem Długim. Szło się do niego jakieś 3km przez takie rozległe wrzosowiska (teraz Gdańszczanie pobudowali tam domy).
Alfred z Doliny go nazwaliśmy, bo miał gospodarstwo w dolinie, na której dnie było jezioro. Przeczesywał sieciami to jezioro (było jego prywatne), żeby łowić. A jak łodzią podpływał do brzegu, to już jego trzy koty czekały i łapały ryby w locie. Zaopatrywał nas w ryby, ziemniaki. I nie chciał za to brać pieniędzy. W tamtych czasach z zaopatrzeniem w ekspedycji było ciężko, więc to była ogromna pomoc.


W przeciwieństwie do powieściowej postaci Alfred nie znalazł żadnych skarbów, ale był postacią bardzo malowniczą.
To był niezmiernie oryginalny Kaszub. Trochę samouk, interesował się również poezją, recytowaliśmy sobie razem z nim Goethego. Opowiadał legendy, że w pogodne noce na Tanzsaal’ach, tak miejscowi nazywali kręgi [niem. sala balowa] Elfy urządzają bale, albo że w centrum kręgów są skarby. Skończył tylko szkołę podstawową, ale jego intelekt był ciekawy i on był ciekawy świata. Dobrze się z nim rozmawiało. Był naszym przyjacielem.

Nie było za to żadnych „figusów”.
Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek była mowa o „figusach”. Zbyszek różne fakty, z różnych czasów mieszał, dopasowywał do swojej kompozycji. To jest dozwolone, jak się pisze i tworzy fikcję.

c.d.n.

Na koniec jeszcze wyszperane w internecie stare zdjęcie. Wśród wizytujących wykopaliska w Węsiorach gości kierownik ekspedycji Jerzy Kmieciński i kierownik Katedry Archeologii UŁ prof. Konrad Jażdżewski.

Dyskusję na temat wywiadu prowadzimy tutaj:
http://pansamochodzik.net...p=324654#324654 :)

Węsiory z wystawy fotografii autorstwa Alfonsa Klejna.jpg
Plik ściągnięto 23 raz(y) 108,14 KB

_________________
Ostatnio zmieniony przez Berta von S. 2017-10-20, 20:22, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Reklama:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo

Strona wygenerowana w 0,16 sekundy. Zapytań do SQL: 14