PanSamochodzik.net.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
Dom Zbigniewa Nienackiego w Jerzwałdzie
Autor Wiadomość
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 52 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 7392
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2016-02-14, 15:52:56   Dom Zbigniewa Nienackiego w Jerzwałdzie

Dom Zbigniewa Nienackiego w Jerzwałdzie - fakty.


W 1967 roku Zbigniew Nienacki nabył swój dom w Jerzwałdzie. Przeżyciami związanymi z jego kupnem i przeprowadzką na wieś podzielił się dwa lata później z czytelnikami “Odgłosów” publikując serię artykułów pod tytułem “Z dzienników”.

Nienacki prowadził dziennik? Coś mi się już obiło o uszy, niemniej jest to nie mała sensacja! I od razu nasuwa mi się cały szereg pytań. Czy prowadził go tylko w tym okresie, czy też dłużej, powiedzmy, przez co najmniej kilka lat? Jak długo? I gdzie podziały się jego oryginały? Czy fragmenty opublikowane w “Odgłosach” są rzeczywiście tak szczere, a nawet intymne, jak nam to ich autor sugeruje? Czy też może są jednak autokreacyjne i stworzone wyłącznie z celem, by szybko zrobić dodatkową kasę? Nie zapomnijmy, że po nabyciu domu pisarz był doszczętnie spłukany, a nawet zadłużony.

Sprawę z dziennikami trzeba będzie zatem jeszcze dokładnie zbadać.



W międzyczasie mamy do dyspozycji to, co zostało opublikowane, a tam aż się roi od ciekawych faktów i spostrzeżeń. Materiał w skróconej przeze mnie wersji wstawię na forum w paru odcinkach.



(“Odgłosy”, 22 VI 1969.)
Zbigniew Nienacki - “Z dizenników.”;



20 V 1967 r.

Zbigniew Nienacki wraz z małżonką siedzą w Państwowym Biurze Notarialnym w Morągu. Ma przy sobie teczką z gotówką przeznaczoną na kupno dziś dobrze nam znanego domu - ciężko zarobione pieniądze, jak podkreśla.

“… część jest pożyczona, ale to nie ważne, za rok będę je musiał zwrócić ZAIKSowi, temu wielkiemu pocieszycielowi pisarzy. (…) Powinienem to jakoś subtelniej i precyzyjniej wyrazić, od tego jestem pisarzem i za to mi przecież płacą, ale nie mam na to zupełnie ochoty. To przecież mój intymny dziennik. Nie będę się tu zgrywał. Z Chojen pochodzę i … lubię knajacki język.”

Rejent zaczyna czytać:
Repertorium „A” nr 891/1967. Akt notarialny. Dnia dwudziestego maja 1967 roku w Państwowym Biurze Notarialnym w Morągu przed notariuszem Stanisławem M. stawili się:...”

Porównując atmosferę panującą w biurze notarialnym z tą w urzędzie stanu cywilnego dochodzi do śmiałych wniosków:

“… taki sam urzędnik tylko, że w todze, z orłem na piersi, trzy słowa powie i już nie masz żony. Co innego kiedy się ziemię kupuje z domem, z zabudowaniami, jednym słowem gospodarstwo. To nie jakiś tam ślub z kobietą, ale akt państwowy na wieki wieków, w „Księgach Wieczystych” zapisany, o których mówi mój przyszły sąsiad K: „Dlaczego, panie, nazywają się wieczyste? Bo ziemia to rzecz święta, to jest rodzicielka i matka nasza… z niej jesteśmy wzięci i do niej wrócimy.”
„Dziedzicom ziemie zabraliśmy”— oponuję.
„To nie była ich ziemia” — odpowiada zdecydowanie.
Bąkam o nowych ustawach prawnych, które regulują kto ma prawo kupować i posiadać ziemię, a kto ją traci. Ja kupiłem, bo mam uprawnienia rolnicze, skończyłem specjalny kurs. (…)

Ale mimo wszystko będę się upierał, że to akt ważniejszy niż małżeństwo. I mój Boże, że też ja to tak późno odkryłem. Wynika z tego, że w moich książkach o wsi jest tylko jakieś trzy ćwierci prawdy, a nie cała. Notuję w pamięci, trzeba kogoś zapytać, czy na wsi więcej jest spraw w sądzie o majątek czy o rozwód?

Rejent czyta imię mojej żony, jej nazwisko panieńskie, datę urodzenia, imię matki i ojca. Gdybym nie przywiózł tu dzisiaj żony, nic by nie wyszło z aktu notarialnego. “Musiałby pan udowodnić, tłumaczy Rejent, że pieniądze, które pan ma, nie są wspólna małżeńską własnością. Wspólnota ustawowa, pan wie, co to znaczy?”
Nieśmiało protestuję. Własnym piórem zarobiłem pieniądze, żona też to potwierdza, i mówi że zgadza się, aby ta ziemia i dom z zabudowaniami był wyłącznie moją własnością zapisaną tylko na moje imię i nazwisko. I wcale jej tego na niej nie wymuszałem. Ona mówi, że nie lubi wsi, boi się wsi, a ja kocham wieś i nie lubię miasta… (…) Mam ochotę wołać „O rany, chłopaki, bądźcie ostrożni! Żebyście wiedzieli, ile ja nocy i dni przeharowałem, przebolałem, nie przespałem ślęcząc nad tymi swoimi książeczkami, a ona sobie cichutko spała w swoim łóżeczku. A teraz jak przyszło co do czego, to okazuje się, że to i jej własność, jej dorobek. Tylko dlatego, że raczyła wyjść za mnie za mąż przed laty. Chłopaki, nie dajcie się nabrać”. (…) „Tak jest w istocie, panie Rejencie” — kiwam uprzejmie głową. I nawet nie drgnęła mi powieka, gdy przeczytał, że tę ziemię i dom nabywamy na zasadzie wspólnoty ustawowej.

A ona siedziała z tymi odsłoniętymi kolanami, i jestem pewien, że w duchu była rada. I szydziła sobie z tego co jej mówiłem w samochodzie w drodze do Morągu, o wyższości sakramentu aktu notarialnego nad aktem małżeńskim.”


cdn.
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 47 razy
Wiek: 51
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 31823
Skąd: Poznań
Wysłany: 2016-02-14, 16:04:18   

John Dee napisał/a:
Nienacki prowadził dziennik? Coś mi się już obiło o uszy, niemniej jest to nie mała sensacja!


Faktycznie, to byłaby sensacja gdyby się gdzieś odnalazły! :564:
_________________
 
 
 
Kynokephalos 
Moderator



Pomógł: 24 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 4196
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2016-02-14, 17:19:37   

Za fakty przyjąłbym datę sporządzenia aktu, miejsce, imię notariusza i wspólną z żoną własność nieruchomości.

Reszta brzmi jak literackie dygresje i nie sprawia wrażenia intymnego dziennika. Wydaje mi się prawdopodobne, że tekst był pisany lub przynajmniej redagowany z perspektywy tych dwóch lat.

Rozważania dość naiwne, jak na mężczyznę czterdziestoletniego. Kilka niekonsekwencji w refleksjach o własności ziemi, anachroniczni i nie na miejscu "dziedzice". Co do wagi posiadanego majątku w porównaniu z wagą uczuciowego związku - wiadomo, że autor pisał to w konkretnym momencie swego życia a prawdą jest, że "tam jest serce twoje gdzie skarb twój". W każdym razie liczba spraw sądowych nie wydaje mi się być dobrym miernikiem rozkładu tych sentymentów w społeczeństwie. Również o ustawowej wspólnocie można dyskutować, przytaczać argumenty za i przeciw, ale podsumowanie jej przez "przeharowałem , przebolałem, nieprzespałem ślęcząc nad tymi swoimi książeczkami, a ona sobie cichutko spała w swoim łóżeczku" to nadmierne spłycenie. Rozumiem, że pisarz przeżywał w dniu zakupu domu ambiwalentne emocje - radości, ale także rezygnacji w poczuciu skrzywdzenia. Wywnioskowałem, że żona początkowo zgadzała się na oddzielną własność domu a potem "jak przyszło co do czego" zażądała współudziału. Ale ja nie czuję się dobrze wchodząc w te konflikty, zwłaszcza że wiem za mało by wyrobić sobie zdanie. To są sprawy ciekawe dla zainteresowanych samą osobą Nienackiego i jego biografią.

Te "dzienniki" są jednak atrakcyjne także dla amatorów twórczości pisarza. Przede wszystkim dlatego, że są twórczością i rozpatrywałbym je właśnie w tych ramach. Felietonu a nie pamiętnika. Także dlatego, że można w nich znaleźć nawiązania do wątków znanych skądinąd. Mówię to choć przeczytałem tylko ten jeden zapis od którego zacząłeś - bo rzuciwszy okiem wprzód, w pierwszych zdaniach pod "22 maja 1967" wyłowiłem coś o kowalu przezwiskiem Malawka.

Ciekawe o których swoich książkach o wsi myśli Nienacki. Mi pasowałoby tylko "Podniesienie". W innych książkach ("Worek Judaszów"? "Uroczysko"? coś jeszcze?) pojawiają się jakieś elementy, ale to nie są książki o wsi.

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...

Ostatnio zmieniony przez Kynokephalos 2016-02-14, 17:20, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 52 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 7392
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2016-02-14, 21:03:01   

Wyjątkowo zgadzam się niemal w całości z Twoją oceną. :564:

Kynokephalos napisał/a:
Za fakty przyjąłbym datę sporządzenia aktu, miejsce, imię notariusza i wspólną z żoną własność nieruchomości.
(…) bo rzuciwszy okiem wprzód (…) wyłowiłem coś o kowalu przezwiskiem Malawka.


Do faktów zaliczyłbym jeszcze zakończony kurs rolniczy, który widocznie był warunkiem prawnym do nabycia gospodarstwa (te te 2,33 ha gruntu, o których wspomina, to musiały jeszcze być jakieś pola, których później się pozbył?), oraz kredyt otrzymany od Związku Autorów i Kompozytorów Scenicznych, organizacji zarządzającej prawami autorskimi twórców. Kim był sąsiad K. trzeba by zapytać Mirka.

Kowal Malawka wspomniany już w 1967 r. to też fajna perełka.

Będzie ich więcej, również coś dla naszych zlotowiczów. ;-)
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 24 razy
Wiek: 55
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 6670
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2016-02-14, 22:36:11   

Kynokephalos napisał/a:
Kilka niekonsekwencji w refleksjach o własności ziemi, anachroniczni i nie na miejscu "dziedzice".


Zgadza się że mogło to brzmieć anachronicznie. Dlatego ZN mówi, że się ich pozbyliśmy - ma na myśli reformę rolną. Słowo "dziedzic" jest zresztą wieloznaczne.

Kynokephalos napisał/a:
Ciekawe o których swoich książkach o wsi myśli Nienacki. Mi pasowałoby tylko "Podniesienie".


I "Liście dębu".
_________________
Z 24
Ostatnio zmieniony przez Z24 2016-02-14, 22:37, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Kynokephalos 
Moderator



Pomógł: 24 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 4196
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2016-02-14, 23:46:30   

Z24 napisał/a:
Zgadza się że mogło to brzmieć anachronicznie. Dlatego ZN mówi, że się ich pozbyliśmy - ma na myśli reformę rolną. Słowo "dziedzic" jest zresztą wieloznaczne.

Jasne, że ma na myśli reformę rolną. Chodziło o odebranie właścicielom gospodarstw liczących powyżej 50 lub 100 hektarów. Nie tylko tych, których istnienie w przeszłości zasadzało się na przymusowej pracy i których odebranie można próbować uzasadnić "sprawiedliwością historyczną". I nie tylko potomkom rodzin w przeszłości wykorzystujących zobowiązania lenne i prawne przywiązanie innych do ziemi. Także ludziom, którzy opierając się na własnym dorobku lub na kredycie postanowili zainwestować w nowoczesną produkcję rolną. Dlatego ci "dziedzice" brzmią mi anachronicznie.

A dodałem "nie na miejscu", ponieważ rozmowa toczy się w kontekście nabycia domu w Jerzwałdzie. "Przyszły sąsiad", jak rozumiem, też jest mieszkańcem tamtych okolic. Mówi, że za swoją ziemię zapłacił. Prawdopodobnie nabył poniemieckie gospodarstwo, i to mniejsze niż ustawowe 50 hektarów jakie miały znamionować "dziedzica", które niegdysiejszy właściciel utracił. Biorąc to pod uwagę, a także owych "dziedziców", a także zamiar oddania ziemi państwu w zamian za rentę, dziwi wniosek "I jakby choćby skraweczek jej był pański, to wieki przeminą, a pańskim zostanie, to znaczy pańskich dzieci czy wnuków. Tak, panie jest, i nijak inaczej nie będzie."
Oczywiście nie są to odautorskie słowa Nienackiego, niemniej uznał je on za godne przytoczenia. Zaś w kontekście jego opinii na temat przewagi aktu własności nad aktem ślubu można uznać, że w dużej mierze się z nimi zgadza: "Ale co tam żona; można ją mieć, można nie mieć; taki sam urzędnik tylko, że w todze, z orłem na piersi, trzy słowa powie i już nie masz żony. Co innego kiedy się ziemię kupuje z domem, z zabudowaniami, jednym słowem gospodarstwo. To nie jakiś tam ślub z kobietą, ale akt państwo wy na wieki wieków, w „Księgach Wieczystych” zapisany" - to są już myśli samego autora.

Gdyby zaś pojęcie "dziedzica" zinterpretować szerzej, rozważania pana K. tym bardziej traciłyby sens.

Z24 napisał/a:
I "Liście dębu".

No tak, tego nie znam.

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...

Ostatnio zmieniony przez Kynokephalos 2016-02-14, 23:56, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 52 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 7392
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2016-02-15, 07:46:23   

Kynokephalos napisał/a:
"Ale co tam żona; można ją mieć, można nie mieć; taki sam urzędnik tylko, że w todze, z orłem na piersi, trzy słowa powie i już nie masz żony. Co innego kiedy się ziemię kupuje z domem, z zabudowaniami, jednym słowem gospodarstwo. To nie jakiś tam ślub z kobietą, ale akt państwo wy na wieki wieków, w „Księgach Wieczystych” zapisany" - to są już myśli samego autora.

Bez wątpienia.

Widzieć rozterki autora “Podniesienia”, który ponadto aktywnie uczestniczył w urzeczywistnieniu reformy rolnej, a który teraz, nabywając gospodarstwo, usiłuje - nieco zdezorientowany - zdefiniować swoją z tym związaną nową rolę to rzeczywiście bardzo ciekawe.

Znacznie ciekawsze jednak wydają mi się właśnie rozważania, w których Nienacki przeciwstawia sobie oba “sakramenty”. Nie trzeba żadnego cwanego psychoanalityka - Piotruś Psycholog mógłby tu z łatwością wyciągnąć właściwe wnioski - by zrozumieć, co jest grane i co autora gryzie. Opuszcza miasto, żonę, kupuje dom inwestując weń wszystko, co posiadają - i na dodatek przekonuje panią Helenę na wydanie zgody, by nabytek stał się jego wyłączną posiadłością. Patrzcie, jaki chytrus!
A jak należy to interpretować: „O rany, chłopaki, bądźcie ostrożni” (…) “Chłopaki, nie dajcie się nabrać”? Że niby jak, od teraz jego nowe motto życiowe będzie bros before hoes, czy jak? :okulary2:

Na szczęście doświadczone ramię sprawiedliwości, z tego rodzaju zagraniami dobrze obeznane, wychwyta zręcznie cwaniaczka, trzyma za ucho i poucza: nic z tego, kolego - wspólnota ustawowa! :D
Ostatnio zmieniony przez John Dee 2016-02-15, 07:48, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
mirekpiano 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 7 razy
Wiek: 54
Dołączył: 05 Lip 2008
Posty: 307
Skąd: Jerzwałd
Wysłany: 2016-02-17, 12:56:49   

John Dee napisał/a:

Do faktów zaliczyłbym jeszcze zakończony kurs rolniczy, który widocznie był warunkiem prawnym do nabycia gospodarstwa (te te 2,33 ha gruntu, o których wspomina, to musiały jeszcze być jakieś pola, których później się pozbył?), oraz kredyt otrzymany od Związku Autorów i Kompozytorów Scenicznych, organizacji zarządzającej prawami autorskimi twórców. Kim był sąsiad K. trzeba by zapytać Mirka.....



Najbliższym sąsiadem Nienackiego był Józef Kuliński ( ur.1908-1985) i jego żona Zofia ( ur 1904-1983). To po ich śmierci posesję sąsiadującą z Nienacki kupili Państwo Krystyna i Stefan Łąka , którzy mieszkają tam do dziś.
Kulińskich pamiętam doskonale, notabene mój starszy brat Zbigniew ożenił się z ich wnuczką, Haliną.
_________________
Wszystkich odwiedzających Jerzwałd zapraszam do mnie na pogawędkę oraz poczęstunek tego i owego. Rybka też się zawsze znajdzie. Furtkę otwiera się do siebie.
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 52 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 7392
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2016-02-18, 22:33:11   

24 maja 1967 r.

Dziś dostałem list od P. J. i znowu pół dnia rozmyślałem o pisarskiej profesji. Dlaczego kupiłem dom na wsi? Dlaczego wydałem na niego wszystkie swoje pieniądze i wlazłem w długi? Czy mam chodzić po mieście i każdemu wypłakiwać w kamizelkę, że mi się tak okropnie trudno pisze? Całymi godzinami miotam się w swym mieszkaniu w Lodzi i nie potrafię wydusić z siebie nawet pół zdania. Wydaje mi się, że wszystko mi przeszkadza, wszystko stoi mi na zdradzie, wszystko jest winne mojej niemożności… (…)

Chłopi, od których kupiłem gospodarstwo, obiecali, że opuszczą je do 15 czerwca. Czeka mnie więc jeszcze niecałe trzy tygodnie. Potem zostawię w Łodzi żonę, która nie lubi wsi i pojadę tam sam. I po co to wszystko? Ja wiem, ale nikomu nie powiem. Koledzy zaczną mówić, że stałem się zwolennikiem hasła: „pisarze na wieś”
Znajomym twierdzę, że kupiłem dom nad jeziorem, bo tam można ryby łapać. Tylko, że ja nie lubię ani ryb, ani wędek.

( 29 VI 1969 r. ./redir/bc.wbp.lodz.pl/dlibra/docmetadata?id=66258&from=publication )





3 czerwca 1967 r.

Jeszcze tylko tydzień dzieli mnie od wyjazdu na wieś i objęcie w rzeczywiste posiadanie zakupionego przeze mnie domu i gospodarstwa rolnego. Boję się tej chwili. Natychmiast spadnie na mnie wiele spraw o których nie mam pojęcia. Całe to gospodarstwo jest okropnie zaniedbane (gdzie ja miałem oczy, gdy je oglądałem?). Na narożach domu brak dachówek, dach stodoły czerni się gołymi łatami i krokwiami, a co najgorsze, tylna ściana od strony jeziora pękła i osunęła się po stoku skarpy. Stodołę trzeba będzie wznieść od nowa. Studnia od ośmiu lat nieczynna, bo pompa zepsuta. Jak ci chłopi mogli tu żyć, trzymać dwa konie i dwie krowy, świnie i kury, nie mając czynnej studni, przynosząc wodę od sąsiadów, oddalonych o czterysta metrów (bo tam studnie państwo wyremontowało, mieszkają tam bowiem robotnicy leśni). Brakuje ogrodzenia, choćby drewnianego płotku, a dookoła ogromne przepastne lasy, drążki na płot można kupić za małe grosze. Chłopi, którzy opuszczają to moje już gospodarstwo, kupili sobie duże ośmiohektarowe pod Morągiem. Kupili za tę samą sumę, za jaką sprzedali mi te 2,33 ha z domem. To zdaje się ich czwarte przenosiny i czwarta sprzedaż. Jak długo będą tak wędrować?

Z mojego gospodarstwa jestem obowiązany odstawić rocznie 27 kg żywca i zapłacić podatek gruntowy w wysokości 107 złotych. Do tego 241 zł piąci się ubezpieczenie od ognia itp. I pomyśleć, że są ludzie, którzy mówią, że wieś jest nadmiernie obciążone podatkami i zobowiązaniami wobec państwa. 107 zł podatku gruntowego, 27 kg żywca. Za swój własny garaż przez siebie zbudowany w Łodzi płacę 100 zł czynszu, ponad 500 zł wydaję na czynsz mieszkaniowy, 1500 zł płacę za ubezpieczenie samochodu. A tu dom, zabudowania, prawie dwa i pół hektara ziemi. Możliwość zarobków w lesie, gdzie wciąż potrzeba ludzi do pracy. Nie, coś tu u nas nie jest w porządku. Oczywiście, że na dużych gospodarstwach jest inaczej, tam wchodzi w grę progresja i czasem chłopu rzeczywiście ciężko wydołać, szczególnie jak mu wypali albo przyjdzie pomór. Ale przecież takich małych gospodarstw jak moje, są setki tysięcy: setki tysięcy hektarów ziemi posiadają takie małe gospodarstwa, z których państwo nie ma niemal żadnej korzyści.
Tak mnie ta spraw’a irytuje, że pójdę do prasy pogadać przy kawce z dziennikarzami rolnymi. Wyobrażam sobie jak się będą uśmiechać
ironicznie.
Dwa są bowiem ściśle zamknięte i wyizolowane klany w prasie: dziennikarze sportowi i dziennikarze rolni. (…)

Ciekawe, jak mnie przyjmie wieś? Nie wolno dopuścić do tego, żeby mnie uważano za wariata, który nagle zapragnął chodzić boso i w lnianych portkach. Wytnę krzaki nad jeziorem i zbuduję drewniane molo, kupię motorówkę. To wykluczy, że jestem „jurodiwyj”. Wolę, żeby mówiono: „Eche, to przebiegłe panisko. Wie jak trzeba żyć”.
Najfatalniejsze, że na razie nie mam pieniędzy. (…)

Mój wyjazd na wieś, to nie jest ucieczka od Łodzi. Najbliższa mi jest ziemia łódzka, z niej zawsze czerpałem soki d!a swojej twórczości. Ale przychodzi pora, gdy trzeba wyruszyć po nowe doświadczenia i wrócić silniejszym.

(6 VII 1969 ./redir/bc.wbp.lodz.pl/dlibra/docmetadata?id=66259&from=publication )
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 47 razy
Wiek: 51
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 31823
Skąd: Poznań
Wysłany: 2016-02-19, 09:16:46   

Świetne cytaty! :564:

John Dee napisał/a:
Ja wiem, ale nikomu nie powiem


Podejrzewam ze chodziło o ucieczkę przed żoną... :p
_________________
 
 
 
M.Gośka 
Forumowy Badacz Naukowy
Gośka & Gerswalde



Pomogła: 12 razy
Wiek: 39
Dołączyła: 09 Sie 2014
Posty: 639
Skąd: LDZ
Wysłany: 2016-02-19, 20:43:45   

Szara Sowa napisał/a:

John Dee napisał/a:
Ja wiem, ale nikomu nie powiem


Podejrzewam ze chodziło o ucieczkę przed żoną... :p

Po 15 latach małżeństwa chciał ochłonąć ... A żona na stanowisku, to duże wyzwanie ;-)

John Dee napisał/a:
24 maja 1967 r.
(…) Chłopi, od których kupiłem gospodarstwo, obiecali, że opuszczą je do 15 czerwca. Czeka mnie więc jeszcze niecałe trzy tygodnie. Potem zostawię w Łodzi żonę, która nie lubi wsi i pojadę tam sam. I po co to wszystko? Ja wiem, ale nikomu nie powiem.
( 29 VI 1969 r. ./redir/bc.wbp.lodz.pl/dlibra/docmetadata?id=66258&from=publication )

3 czerwca 1967 r.
Jeszcze tylko tydzień dzieli mnie od wyjazdu na wieś i objęcie w rzeczywiste posiadanie zakupionego przeze mnie domu i gospodarstwa rolnego. Boję się tej chwili. Natychmiast spadnie na mnie wiele spraw o których nie mam pojęcia. Całe to gospodarstwo jest okropnie zaniedbane (gdzie ja miałem oczy, gdy je oglądałem?). (…)
Mój wyjazd na wieś, to nie jest ucieczka od Łodzi. Najbliższa mi jest ziemia łódzka, z niej zawsze czerpałem soki d!a swojej twórczości. Ale przychodzi pora, gdy trzeba wyruszyć po nowe doświadczenia i wrócić silniejszym.

(6 VII 1969 ./redir/bc.wbp.lodz.pl/dlibra/docmetadata?id=66259&from=publication )


Nienacki jak twierdził kochał Łódź, nie uciekał od niej (ale do niej nie wrócił). Szukał nowych inspiracji, wrażeń, rozwijał swoje pasje. Zapuścił korzenie w swoim azylu na Mazurach, gdzie został... Czy po 27 latach myślał o powrocie do Łodzi, jak pisał przed wyjazdem, tego nie byłabym pewna... za wiele poświęcił, by tam funkcjonować.
Dzięki nowej przestrzeni życia Z.N. tworzył kolejne legendy, fikcje, wyimaginowaną rzeczywistość, realizując ukryte pragnienia... odważnie :)
_________________
Zakochana w Jerzwałdzie
Ostatnio zmieniony przez M.Gośka 2016-02-19, 20:49, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 52 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 7392
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2016-02-28, 21:46:01   

Ciekawe, jak mnie przyjmie wieś? Nie wolno dopuścić do tego, żeby mnie uważano za wariata, który nagle zapragnął chodzić boso i w lnianych portkach. Wytnę krzaki nad jeziorem i zbuduję drewniane molo, kupię motorówkę. To wykluczy, że jestem „jurodiwyj”. Wolę, żeby mówiono: „Eche, to przebiegłe panisko. Wie jak trzeba żyć.”

“Nie kupuj majętności, kupuj sąsiada.”

Nie znam człowieka, który przeprowadzając się do innego domu, szczególnie, gdy dom jest stary, miejscowość mała a jej mieszkańcy z sobą zżyci, nie czyniłby tego ze szczerą chęcią nawiązania jak najlepszych stosunków do nowych sąsiadów. Od praczasów wiedzą bowiem ludzie, jak bezcennym skarbem dobry sąsiad jest.

“Śpi bezpiecznie, kto ma dobrego sąsiada.”

“Kto ma dobrego sąsiada, ma zawsze dobry poranek.”

“Bardziej boli zły sąsiad niż rany.”

A co robi Nienacki? Jedynym jego zmartwieniem jest, by nie zostać wzięty za dziwaka. Przeraża go perspektywa, że jerzwałdzianie mogliby pomyśleć, że jest „jurodiwyj”. Od samego początku bierze więc kurs na konfrontację: chce imponować pieniędzmi (budować molo, kupić motorówkę)…

“Żaden człowiek nie jest na tyle bogaty, aby nie potrzebował sąsiada”

… i wciela się w rolę lokalnego szeryfa wlepiającego miejscowym za kradzież choinki w lesie mandaty.

“Gdy sąsiad wszedł do twego sadu, niedostrzeganie go jest najprawdziwszą grzecznością.”

Czy to prawda, że biegał po Jerzwałdzie w czapce ormowskiej? Nasz autor był człowiekiem bez wątpienia inteligentnym i doświadczonym, wiedział zatem doskonale, jakie konsekwencje jego zachowanie będzie miało. Styl jego życia w Jerzwałdzie był zatem wynikiem jego świadomego wyboru, i jeśli przyświecało mu jakieś przysłowie, to chyba tylko te:

‘’Dobre płoty to dobre sąsiedztwo’’
 
 
Even 
Moderator
żywa skamielina forumowa



Pomógł: 10 razy
Dołączył: 04 Wrz 2007
Posty: 3623
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2016-02-29, 10:11:28   

John Dee napisał/a:
Czy to prawda, że biegał po Jerzwałdzie w czapce ormowskiej?

Myślę, że to jakaś legenda. W jakiej czapce? Częścią składową munduru członka ORMO (przynajmniej w latach sześćdziesiątych) był BERET a nie czapka.
_________________


Martin Even
Grands Boulevards.
Akty meskie i kobiece bez odchyleń w stronę pornografii
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 24 razy
Wiek: 55
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 6670
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2016-02-29, 11:46:39   

Even napisał/a:
John Dee napisał/a:
Czy to prawda, że biegał po Jerzwałdzie w czapce ormowskiej?

Myślę, że to jakaś legenda. W jakiej czapce? Częścią składową munduru członka ORMO (przynajmniej w latach sześćdziesiątych) był BERET a nie czapka.


W siedemdziesiątych także. Taki niebieski, a mundury mieli chyba jakieś takie szare.
_________________
Z 24
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 52 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 7392
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2016-02-29, 19:50:58   

A, znalazłem.

./redir/www.fakt.pl/wydar...uly,490503.html

“Podobno chodził w czapce ormowca…”
 
 
M_ajk 
Sympatyk Samochodzika


Pomógł: 3 razy
Dołączył: 12 Paź 2009
Posty: 117
Skąd: Cieplice / Łódź
Wysłany: 2016-02-29, 20:34:42   

W zimie mieli takie czapki uszanki z orzełkiem.
_________________
Zapraszamy na szlaki:
www.zamek-chojnik.cba.pl
www.owrp.cba.pl
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 24 razy
Wiek: 55
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 6670
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2016-02-29, 20:44:08   

John Dee napisał/a:
A, znalazłem.

./redir/www.fakt.pl/wydar...uly,490503.html

“Podobno chodził w czapce ormowca…”


Prasa kłamie.
_________________
Z 24
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 52 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 7392
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2016-03-12, 18:49:01   

15 czerwca 1967 r.

Wczoraj nareszcie objąłem swoje gospodarstwo. Przyjechałem do J. w towarzystwie P. Dawni gospodarze już się wynieśli, oczekiwał nas tylko ich najmłodszy syn. Wręczył mi klucze od domu, a potem wsiadł na rower i odjechał do swego nowego mieszkania pod Morągiem.

W wyobraźni już dawno przeżyłem tę chwilę, gdy znajdę się sam na sam ze swoim nabytkiem — domem z zabudowaniami i 2.33 ha ziemi. I jeszcze raz przekonałem się, że moja wyobraźnia jest ubożuchna. Gdy po sześciu godzinach prowadzenia samochodu, objuczonego do granic możliwości (na bagażniku, na dachu wiozłem nawet swój tapczanik, który kupiłem jeszcze do dworku w Parcicach), zajechałem przed swój nowy dom, przez długą chwilę czułem się jakby przygnieciony ogromnym ciężarem. Podwórze wyglądało jak pobojowisko, wszędzie porozwłóczona słoma, jakieś żelastwa i inne rupiecie, które poprzedni właściciel zapewne na mnie scedował. Z otwartych drzwi obory wysypywał się nawóz, rozwalająca się stodoła pokazywała swój nagi szkielet. Od czego zacząć? P. radził, aby przede wszystkim założyć zasłony i firanki w oknach, a ja byłem zdania, że powinno się wprzódy uprzątnąć podwórze i omieść cały dom. Wywiązała się między nami kłótnia, która mnie zmęczyła do reszty. Nie ulega już dla mnie żadnej wątpliwości, że P. jest jak Grzeszczeszyn z „Żyta w dżungli" Uniłowskiego. Oczywiście postawiłem na swoim. Rozładowaliśmy samochód, a potem ja pojechałem trzynaście kilometrów do najbliższego miasteczka, gdzie kupiłem grabie, miotły, proszki do szorowania itp. Po powrocie zastałem P. łowiącego ryby na kanale, który z jednej strony ogranicza moją posiadłość (z drugiej jest jezioro, z trzeciej pole sąsiada, a z czwartej droga). „Jezus Maria, czy przyjechaliśmy tu na weekend?" — zapylałem zrozpaczony. I poczułem się raźniej. Wszystko było takie absurdalne. To gospodarstwo, dom, ten P. i ja. Miałem w kieszeni tylko tyle pieniędzy, aby kupić benzynę na drogę powrotną do Łodzi, na chleb, masło, kilka obiadów w odległym o trzynaście kilometrów Suszu. Acha, trzymałem także pieniądze na stolarza, którego winienem dopiero odszukać i zlecić mu zrobienie okiennic do okien. O wynajęciu kogoś do pomocy przy sprzątaniu nie mogło już być mowy. Wręczyłem P. grabie, aby wysprzątał podwórze, a sam zabrałem się do omiatania domu i mycia podłóg. Pięć pokoi i dwie kuchnie - było co robić. O czwartej nad ranem P. znalazł w sobie tylko na tyle siły, żeby rozstawić polowe łóżeczko, a ja w ubraniu padłem na tapczanik i natychmiast zasnąłem.


( 6 VII 1969 r. ./redir/bc.wbp.lodz.pl/dlibra/docmetadata?id=66259&from=publication )
 
 
Berta von S. 
Matka Wspierająca
nienackofanka



Pomogła: 58 razy
Wiek: 46
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 18677
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2016-03-12, 21:03:50   

John Dee napisał/a:
Przyjechałem do J. w towarzystwie P. (...) Nie ulega już dla mnie żadnej wątpliwości, że P. jest jak Grzeszczeszyn z „Żyta w dżungli" Uniłowskiego. (...)Po powrocie zastałem P. łowiącego ryby na kanale, który z jednej strony ogranicza moją posiadłość (z drugiej jest jezioro, z trzeciej pole sąsiada, a z czwartej droga). „Jezus Maria, czy przyjechaliśmy tu na weekend?" — zapytałem zrozpaczony. I poczułem się raźniej. Wszystko było takie absurdalne. To gospodarstwo, dom, ten P. i ja.

Ciekawe, kto to był/jest "P"?


John Dee napisał/a:
Dawni gospodarze już się wynieśli, oczekiwał nas tylko ich najmłodszy syn. Wręczył mi klucze od domu, a potem wsiadł na rower i odjechał do swego nowego mieszkania pod Morągiem.

Może w Żabim Rogu (dawniej Złotym Rogu)? ;-)
_________________
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 52 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 7392
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2016-03-13, 09:20:51   

Berta von S. napisał/a:
Ciekawe, kto to był/jest "P"?

No właśnie, kim był P.? Jakiś kolega z redakcji, przyjaciel z Łodzi, ale z zupełnie innej branży, krewny?

A co do tapczanika - czyżby był nim ten oto mebel uwieczniony przez Borsuka na zdjęciu w 2008 r.?
http://pansamochodzik.net...p=236077#236077
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Reklama:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo

Strona wygenerowana w 0,27 sekundy. Zapytań do SQL: 15