PanSamochodzik.net.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
Otwarty przez: Protoavis
2015-12-30, 12:49
Stanisław Jędryka - reżyser Wyspy Złoczyńców - wywiad
Autor Wiadomość
Berta von S. 
Matka Wspierająca
nienackofanka



Pomogła: 78 razy
Wiek: 46
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 21361
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2015-01-17, 23:03:54   

Szara Sowa napisał/a:
Dla mnie numerem jeden jest "Podróż za jeden uśmiech!", nr 2 to "Szaleństwo Majki Skowron". :)
Czyli niezły rozrzut. Już pachnie z daleka ankietą!

Ja numeru 1 chyba nie jestem w stanie wybrać. Ale pierwsza trójka filmów dzieciństwa to zdecydowanie: "Podróż za jeden uśmiech", "Wakacje z duchami" i "Templariusze". :)

A nie pytaliście Stanisława Jędryki, dlaczego po tak udanej realizacji "Wyspy" nie nakręcił innych części o Panu Samochodziku? Czy nie widział w nich dobrego materiału na film? Czy z jakichś względów lepiej mu się współpracowało z Bahdajem i Minkowskim? Czy się nad tym w ogóle nie zastanawiał?
_________________
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 65 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8197
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2015-01-17, 23:53:17   

Berta von S. napisał/a:
A nie pytaliście Stanisława Jędryki, dlaczego po tak udanej realizacji "Wyspy" nie nakręcił innych części o Panu Samochodziku? Czy nie widział w nich dobrego materiału na film?


Być może dlatego, bo w dalszych częściach duodecymologii występuje więcej dorosłych, a mniej młodzieży?
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 57 razy
Wiek: 51
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 34088
Skąd: Poznań
Wysłany: 2015-01-18, 09:37:05   

Berta von S. napisał/a:
A nie pytaliście Stanisława Jędryki, dlaczego po tak udanej realizacji "Wyspy" nie nakręcił innych części o Panu Samochodziku? Czy nie widział w nich dobrego materiału na film? Czy z jakichś względów lepiej mu się współpracowało z Bahdajem i Minkowskim? Czy się nad tym w ogóle nie zastanawiał?


A jakże, pytaliśmy i uzyskaliśmy jak sądzę wyczerpujące i nawet, rzekłbym, bardzo osobiste wypowiedzi. Myślę że spora część forumowiczów będzie tymi wypowiedziami zaskoczona.
_________________
 
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 65 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8197
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2015-01-18, 09:54:23   

Szara Sowa napisał/a:
Myślę że spora część forumowiczów będzie tymi wypowiedziami zaskoczona.


No to zdradź jeszcze, czy będzie wyjaśnione, dlaczego z trzech bohaterek książki w filmie stała się jedna? Moim zdaniem to największe manko scenariusza, brak mi Hanki i jej dojrzałych poglądów, a nawet przewrotnej Teresy. Czyj to był pomysł w ogóle - chyba nie Nienackiego?
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 57 razy
Wiek: 51
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 34088
Skąd: Poznań
Wysłany: 2015-01-18, 14:07:05   

Scenariusz napisał Nienacki.
No cóż takie pytanie faktycznie nie padło.
Może się jeszcze o to spytamy.
Choć bardzo wątpię czy p. Stanisław pamięta tak dokładnie tę książkę do dzisiaj...
_________________
 
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 57 razy
Wiek: 51
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 34088
Skąd: Poznań
Wysłany: 2015-01-20, 09:03:40   

Cz.3

7. A jak Pan wspomina inną gwiazdę filmów młodzieżowych z tamtych lat - Romana Mosiora?

On też grał najpierw u Janusza Nasfetera, a potem u mnie w „Wakacjach z duchami”. Mimo że moi chłopcy z „Do przerwy 0:1” byli bardzo dobrzy i na dobrą sprawę mógłbym z nimi kontynuować następne seriale, to jednak do „Wakacji z duchami” zdecydowałem się zmienić obsadę, na taką, która zagrała i którą wymyślił Nasfeter. Ja mu nawet powiedziałem o tym, że chcę ich zaangażować, a on protestował.
Ja na przykład się cieszyłem, jak dzieciaki, które zadebiutowały w moim filmie, np. Wojtek Klata, potem gdzieś grali. Byłem na to otwarty. A Janusz uważał, że oni są jego własnością, mają czekać aż będzie robił następny film. Ja nie chciałem się na to zgodzić, bo to że mu o tym powiedziałem to była moja dobra wola, bo przecież nie musiałem mieć jego zgody. Dla mnie ważna była zgoda tych dzieciaków, a przede wszystkim ich rodziców. A np. rodzicom Henia Gołębiewskiego nie najlepiej się wiodło, więc oni nie chcieli aby czekać, aż kiedyś tam może będzie następny film Janusza. I rzeczywiście zagrali u mnie. Nie wiem czy Janusz oglądał „Wakacje z duchami”, jak on to przyjął, ale mój pomysł skorzystania z Henia Gołębiewskiego i Romka Mosiora się bardzo sprawdził, bo to byli bardzo uzdolnieni chłopcy. Zasługa w ich znalezieniu jest Janusza Nasfetera, a on miał o tyle ułatwione zadania, że Heniek Gołębiewski mieszkał na tym samym osiedlu, w bloku naprzeciwko, więc już wcześniej przed filmem gdzieś go widział. Ale to tylko jak najlepiej świadczy o Januszu. Jego dzieciaki były trochę inne niż moje, bo on kreował tych bohaterów, zmieniał charakteryzację, kostiumy, to były takie poetyckie dzieci. Moi bohaterowie są bliższe takim zwykłym, przeciętnym dzieciakom. Moje widzenie świata wydaje mi się o tyle ciekawsze, że te filmy nadal po 40 latach żyją, co oczywiście nie znaczy, że filmy Nasfetera nie żyją, lecz są rzadziej pokazywane. Moje filmy są budowane na realiach tamtych czasów, tamtego świata, są zwykłe, prawdziwe, co wpływa na przedłużenie ich żywotności. Ciągle potrafią dzisiejszego widza, albo dorosłego z powodów sentymentalnych, albo tego młodego z ciekawości, jeszcze zainteresować.
Jeżeli chodzi o aktorów z serialu „Stawiam na Tolka Banana”, to tam było wielu debiutantów. Była tam Karioka, która potem zagrała w „Końcu wakacji”, Tolek Banan był już co prawda w szkole aktorskiej, no i moim zdaniem odkryciem był Filipek, Sergiusz Lach, który zresztą wyemigrował do Szwecji, jako działacz Solidarności, tuż przed prawdopodobnym aresztowaniem i tam osiadł. Filipek to jest jedyny spośród 50-ciu czy więcej dzieciaków-debiutantów, którzy grali w moich filmach, co do którego nie miałem cienia wątpliwości, że to jest ten chłopak, ten Filipek. Po próbnych zdjęciach byłem przekonany, że on jest idealny, najlepszy do tej roli.

8. Jakie ma Pan wspomnienia związane z aktorkami – dziewczętami pojawiającymi się w Pana filmach?

Może zacznę od Karioki (Agaty Siecińskiej) z serialu „Stawiam na Tolka Banana”, która później zagrała w „Końcu wakacji”. Jest to córka wybitnego scenografa. Obie role zagrała dobrze. Mało tego, po tych filmach stała się idolką wszystkich dziewczyn (śmiech). Jakieś względy zdrowotne (Wikipedia podaje, że złamana noga nie pozwalała na dokonywanie nagrań dialogów, gdyż robiono to w postawie stojącej – dop. red.) zdecydowały, że w „Tolku Bananie” nie mówi własnym głosem, ale głosem mojej byłej żony. Ale w drugim filmie mówi już własnym głosem, bardzo zresztą dobrze. Ona zadebiutowała u mnie, z tym że polecił mi ją aktor Witold Skaruch. Bo jak szukałem swoich młodych aktorów, to zaczynałem od rodzin artystycznych, bo w takiej rodzinie łatwiej o talent aktorski. Zrobiłem próbę zdjęciową, która wypadła pozytywnie i się na nią zdecydowałem. W jej przypadku dużą rolę odegrała jej mama, bardzo dobra plastyczka, która była u nas kostiumografem.
Wcześniej była Joanna Duchnowska, która zagrała w serialu „Wakacje z duchami”, a potem jeszcze zagrała u mnie epizod w tryptyku telewizyjnym „Umarłem aby żyć”. No i w „Podróży za jeden uśmiech” zagrała dziewczynkę w Kazimierzu, kiedy pojawia się pierwsze niby uczucie między nią a Poldkiem (Heniem Gołębiewskim). Zresztą w „Stawiam na „Tolka Banana” też zagrała – przyjaciółkę Karioki. Bo ja się do tych moich aktorów przywiązywałem. Kiedy pojawiała się jakaś szansa żeby obsadzić ich w filmie czy serialu, to czyniłem to. Ona potem skończyła teatrologię, ale wyemigrowała do Australii i tam mieszka do dziś.
Jeżeli chodzi o dziewczyny, to była jeszcze oczywiście Majka Skowron (Zuzanna Antoszkiewicz), która też w pewnym momencie stała się idolką. Głównie byli w niej zakochani chłopcy, ale i dziewczyny widziały w niej ucieleśnienie swoich marzeń. Jej mama jest znanym plastykiem, malarką. Ona sama zresztą też robi karierę bardzo nowoczesnej plastyczki, słyszałem, że robiła jakieś wystawy związane z Majką Skowron, ale tego nie widziałem. Ona ma do mnie zresztą cały czas pretensje o to, że odebrałem jej głos, bo jej głos także podkłada ktoś inny. Spowodowane było to tym, że ona, mimo, że wspaniała i cudowna, to nie była wiarygodna w dialogach. Głos podkładała więc druga dziewczyna (Inez Michna), która też aktorsko była wspaniała, ale ustępowała jeżeli chodzi o urodę tzn. jej uroda nie była taka niezwykła. Zagrała ona zresztą taką epizodyczną rolę, przyjaciółki Majki z miasta, ze szkoły muzycznej.

To kto w takim razie podkładał głos tej „drugiej dziewczynie” (Inez Michnie)?

Niestety nie pamiętam już tego dokładnie.
Bardzo poważną kandydatką była też Bożena Miller-Małecka (grała siostrę kolegi Ariela), która w końcu rolę Majki przegrała z Siecińską. Ona skończyła nawet łódzką szkołę aktorską, mało tego, w pewnym momencie była nadzieją wśród młodych aktorek, zagrała w paru filmach i teatrach telewizji, ale potem zakochała się w pewnym Włochu i z nim do Włoch wyjechała. I jej dobrze zapowiadająca się kariera aktorska skończyła się, mimo że do kraju po jakimś czasie wróciła.
No i w końcu w filmie „Zielone lata”, główną rolę, Niemkę Ernę, zagrała Agnieszka Konopczyńska. Zagrała wspaniale razem z Tomkiem Jarocińskim.

9. Czy pamięta Pan jakąś zabawną sytuację, związaną z dziećmi, wynikłą podczas kręcenia filmów?

Bardzo lubiany przez ekipę był Henio Gołębiewski. Podczas kręcenia „Podróży za jeden uśmiech” musiał zdać egzamin poprawkowy w szkole. Film kręciliśmy latem, ale nawet zahaczaliśmy o wrzesień. On bardzo przeżywał ten moment. Cała ekipa mu kibicowała, przeżywała, zaciskała kciuki, bo był on pupilkiem ekipy. Był bardzo pogodny, dowcipny, świetny chłopak. Wtedy robiliśmy zdjęcia w Gdyni, wcześniej w Kartuzach i z tej Gdyni jechał na egzamin do Warszawy. Jak wrócił i okazało się, że pomyślnie zdał ten egzamin, to było w ekipie wielkie szczęście!
A druga historia miała miejsce podczas kręcenia „Wakacji z duchami”. W przerwie między zdjęciami aktorzy odpoczywali, między innymi Romek Wilhelmi i Zosia Czerwińska. Rozmawiali na różne tematy m.in. na tematy damsko-męskie. Okazało się, że w pobliżu był Henio Gołębiewski, który coś tam podsłuchał, a miał wtedy 12 lat. Zauważyła go pani Zosia i z wyrzutem odezwała się do niego: „A co ty tu słuchasz? A ile ty masz lat żeby o takich rzeczach słuchać?”, a on ze spokojem odpowiedział: „Wystarczająco” (śmiech).
No cóż, jak chce się przypomnieć sobie takie rzeczy, to gdzieś to ucieka. Nie było jakichś spektakularnych rzeczy, a kręcenie filmu to nie jest pasmo jakiś niezwykłych wydarzeń i sytuacji, ale żmudna, nieraz nudnawa praca, wiele dubli.

Kolejna częśc wywiadu wkrótce!
_________________
 
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 57 razy
Wiek: 51
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 34088
Skąd: Poznań
Wysłany: 2015-01-20, 09:23:50   

Tak jak zapowiadałem, jeżeli chodzi o podkładanie głosów, to w filmach Pana Stanisława okazuje się być wiele niespodzianek! :D

A przy okazji można oddać głos w ankiecie, co do tego, który serial dla młodych widzów Stanisława Jędryki uważam na najlepszy:
http://pansamochodzik.net...p=232778#232778
_________________
 
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 57 razy
Wiek: 51
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 34088
Skąd: Poznań
Wysłany: 2015-01-20, 11:11:36   

No i mamy już odpowiedzi na dodatkowe pytania, które pojawiły się w trakcie dyskusji nad wywiadem!

Adi90 napisał/a:
Jestem ciekaw czy po obejrzeniu "Templariuszy", coś szczególnie zwróciło uwagę Pana Stanisława. Mam tu na myśli jakieś rozwiązanie, które można było wprowadzić w "Wyspie Złoczyńców". Z pewnością po jakimś okresie przyszły refleksje, że tamto mogło wyglądać inaczej, to jest zbędne itd. Może właśnie "Templariusze" stworzyli taki powód do myślenia? ;-)


Stanisław Jędryka: Odpowiadając krótko: nie było czegoś takiego.

John Dee napisał/a:
No to zdradź jeszcze, czy będzie wyjaśnione, dlaczego z trzech bohaterek książki w filmie stała się jedna? Moim zdaniem to największe manko scenariusza, brak mi Hanki i jej dojrzałych poglądów, a nawet przewrotnej Teresy. Czyj to był pomysł w ogóle - chyba nie Nienackiego?


Stanisław Jędryka: Jak dobrze pamiętam, a to trochę lat minęło, to scenariusz był absolutnie wymyślony przez Zbigniewa Nienackiego. Nie było tam moich sugestii, że w książce mi się podobało to czy tamto. Książka generalnie mi się podobała. Ale nadanie temu kształtu scenariusza to była już jego sprawa. On go po prostu wymyślił. Tylko dialogi za zgodą Nienackiego napisał Stanisław Dygat. Chodziło tu między innymi o zwiększenie dawki humoru, czego może w pierwotnej wersji trochę brakowało. Dialogi te nie kłóciły się ze scenariuszem i nie próbowały zrobić z niego czegoś innego.

Więcej na oba poruszane tematy było lub będzie w naszym wywiadzie!
_________________
 
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 29 razy
Wiek: 55
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 7273
Skąd: Warszawa

Wysłany: 2015-01-20, 23:37:10   

Joanna Duchnowska zagrała jeszcze - tylko już jako dziewczynka nieco większa - w "Godzinie "W"" Janusza Morgensterna według Jerzego Stefana Stawińskiego.
_________________
Z 24
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 57 razy
Wiek: 51
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 34088
Skąd: Poznań
Wysłany: 2015-01-21, 08:44:33   

Z24 napisał/a:
Joanna Duchnowska zagrała jeszcze


W Tolku Bananie jest praktycznie nie do rozpoznania, w stosunku do swego wizerunku z Wakacji (grała tam "Dziewiątkę") czy Podróży. Gdyby nie wywiad nigby bym jej nie skojarzył.

A tu zapowiedziana ankieta z wyborem dwóch seriali:
http://pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?t=3061
:)
_________________
Ostatnio zmieniony przez Szara Sowa 2015-01-21, 13:25, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 65 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8197
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2015-01-21, 19:58:28   

Szara Sowa napisał/a:
Stanisław Jędryka: [i]Jak dobrze pamiętam, a to trochę lat minęło, to scenariusz był absolutnie wymyślony przez Zbigniewa Nienackiego. Nie było tam moich sugestii, że w książce mi się podobało to czy tamto. Książka generalnie mi się podobała. Ale nadanie temu kształtu scenariusza to była już jego sprawa. [/b]


Wygląda więc na to, że to jednak Nienacki z własnej inicjatywy i bez widocznej potrzeby pisząc scenariusz porzucił te dwie w książce tak ważne kobiece postacie. Bardzo kiepski pomysł. Ciekawe dlaczego tak postąpił?

Szara Sowa napisał/a:
Tylko dialogi za zgodą Nienackiego napisał Stanisław Dygat.


Zasugerowałem kiedyś, że Dygat może być pomysłodawcą przydomka “Pan Samochodzik” - pada on w dialogach, które były jego dziełem. Dodatkowo popiera tą teorię chyba też fakt, że Tomasz zawsze się od tej ksywki dystansował, słowami jak “nie lubię tego przezwiska, uważam, że jest dziecinne. Mam na imię Tomasz.”
Być może Nienacki przejął pomysł Dygata, a potem tego pożałował. Ale wtedy na jakąś zmianę było już (na szczęście?) za późno.
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 29 razy
Wiek: 55
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 7273
Skąd: Warszawa

Wysłany: 2015-01-21, 21:46:54   

John Dee napisał/a:
Szara Sowa napisał/a:
Stanisław Jędryka: [i]Jak dobrze pamiętam, a to trochę lat minęło, to scenariusz był absolutnie wymyślony przez Zbigniewa Nienackiego. Nie było tam moich sugestii, że w książce mi się podobało to czy tamto. Książka generalnie mi się podobała. Ale nadanie temu kształtu scenariusza to była już jego sprawa. [/b]


Wygląda więc na to, że to jednak Nienacki z własnej inicjatywy i bez widocznej potrzeby pisząc scenariusz porzucił te dwie w książce tak ważne kobiece postacie. Bardzo kiepski pomysł. Ciekawe dlaczego tak postąpił?

Szara Sowa napisał/a:
Tylko dialogi za zgodą Nienackiego napisał Stanisław Dygat.


Zasugerowałem kiedyś, że Dygat może być pomysłodawcą przydomka “Pan Samochodzik” - pada on w dialogach, które były jego dziełem. Dodatkowo popiera tą teorię chyba też fakt, że Tomasz zawsze się od tej ksywki dystansował, słowami jak “nie lubię tego przezwiska, uważam, że jest dziecinne. Mam na imię Tomasz.”
Być może Nienacki przejął pomysł Dygata, a potem tego pożałował. Ale wtedy na jakąś zmianę było już (na szczęście?) za późno.


To chyba jednak zbyt daleko idący wniosek. Nie ma żadnych podstaw, żeby boczenie się PS na swój przydomek uznać za opinię samego ZN. A poza tym pan Stanisław Jędryka sugeruje, że przezwisko to wymyślili aktorzy grający harcerzy.
A to, że PS nie lubi swojego przezwiska: dla poważnego uczonego i jeszcze bardziej urzędnika takie cokolwiek infantylnie brzmiące przezwisko jest nieco kompromitujące. PS nie jest jednak zupełnie szczery z tą awersją do swojego przezwiska. Chyba w PSiT PS mówi do Anki, że lubi je, ale tylko kiedy słyszy je od swoich przyjaciół. W NPPS mówi do bandy Czarnego Franka z duma, że ma własną sławę i przeżył mnóstwo przygód a zwą go PS :) .

PS. Odkrycie, że to w filmie WZ po raz pierwszy użyto przezwiska Pan Samochodzik przypada p. Piotrowi Łopuszańskiemu. Jest o tym w jego książce. Ale i tak doszedłeś do tego niezależnie od tego :) .
_________________
Z 24
Ostatnio zmieniony przez Z24 2015-01-21, 21:51, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 65 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8197
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2015-01-22, 07:22:22   

Z24 napisał/a:
To chyba jednak zbyt daleko idący wniosek. Nie ma żadnych podstaw, żeby boczenie się PS na swój przydomek uznać za opinię samego ZN. A poza tym pan Stanisław Jędryka sugeruje, że przezwisko to wymyślili aktorzy grający harcerzy.
A to, że PS nie lubi swojego przezwiska: dla poważnego uczonego i jeszcze bardziej urzędnika takie cokolwiek infantylnie brzmiące przezwisko jest nieco kompromitujące. PS nie jest jednak zupełnie szczery z tą awersją do swojego przezwiska. Chyba w PSiT PS mówi do Anki, że lubi je, ale tylko kiedy słyszy je od swoich przyjaciół. W NPPS mówi do bandy Czarnego Franka z duma, że ma własną sławę i przeżył mnóstwo przygód a zwą go PS :) .


Powiedzmy, że on kokietuje czytelnika tym swoim przezwiskiem, niby go nie lubi, ale trochę jednak tak, jego stosunek do niego jest w każdym bądź razie bardzo ambiwalentny. Proponuję zaledwie nową interpretację tego zjawiska, że Nienacki odziedziczył to przezwisko po filmie, a gdy seria zaczynała stawać się fenomenem społecznym, być może pożałował trochę, że swego czasu chłopcom/Dygatowi nie przyszło do głowy coś lepszego, mniej dziecinnego. Wtedy Tomasz mógłby w stylu agenta 007 dumnie i cool rzec “nazywam się … (Bond. James Bond)”, zamiast opryskliwie i histerycznie wołać co chwila “Wypraszam sobie nazywanie mnie panem Samochodzikiem!”

Z24 napisał/a:
Ale i tak doszedłeś do tego niezależnie od tego :) .

Czy jednak na pewno? A może wziąłem skrót poprzez książkę by następnie pysznić się “moim” odkryciem tu na forum? ;-)

Z24 napisał/a:
PS. Odkrycie, że to w filmie WZ po raz pierwszy użyto przezwiska Pan Samochodzik przypada p. Piotrowi Łopuszańskiemu. Jest o tym w jego książce.

Jemu, jak przypada też zapewne setkom innym uważnym czytelnikom i widzom, którzy w ostatnich 50 latach po lekturze książki i obejrzeniu filmu to zauważyli, tyle że nie odczuli potrzeby rozpisywania się o tym na jakichś forach, jak my, pożałowania godni grafomany.
Niestety, niełatwo być oryginalnym, Zecie… :/
Ostatnio zmieniony przez John Dee 2015-01-23, 07:27, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 57 razy
Wiek: 51
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 34088
Skąd: Poznań
Wysłany: 2015-01-22, 08:59:53   

Cz. 4

10. Czy z którejś ekranizacji nie jest Pan do końca zadowolony?

Co do filmu nieudanego, to można mówić, że w jakimś stopniu mniej udany był film powstały w koprodukcji z Bułgarią pt. „Porwanie”. Historia bardzo przygodowa, jest porwanie, statek. Film powstał w ten sposób, że w pewnym momencie Bułgarzy zwrócili się do polskiej kinematografii, a właściwie do kierownika produkcji Jerzego Rutowicza, który zrobił parę filmów z nimi w koprodukcji, że mają stary statek, który zresztą potem zagrał w „Akademii Pana Kleksa”, mają scenariusz i chcieliby żeby wyreżyserował to polski reżyser, bo oni nie mają specjalisty od filmów dla młodych widzów. Sama idea mi się spodobała, była to jakaś atrakcja, bo to Bułgaria itp., ale nie bardzo podobał mi się scenariusz. Wobec tego postawiłem warunek, że go poprawimy. Poprosiłem do współpracy wybitnego scenarzystę Jerzego Janickiego, wg którego zrobiłem okupacyjny tryptyk dla dorosłych: „Umarłem aby żyć”, „Po własnym pogrzebie” i „Urodzony po raz trzeci”, a potem też „Kino objazdowe”. Napisaliśmy scenariusz, taki jaki sobie wyobrażaliśmy. Jest to nie tyle film niedoceniony, choć rzadko pokazywany, przemilczany, ale rzeczywiście nie jestem z niego w pełni zadowolony. Nie wiem czy z powodu tego, że tam grali głównie bułgarscy aktorzy i bułgarskie dzieci, choć głównym bohaterem był 14-letni Polak. To jest film, który mogę uznać za najsłabszy, za najmniej ciekawy. Najbardziej niedoceniony był film „Najlepsze w świecie” według powieści Marii Ślipek. Byłem z tym filmem związany bardzo emocjonalnie. Głównym bohaterem jest tam 10-letni chłopak, który walczy o miłość ojczyma. Trochę boleję, że rzadziej go pokazują, jest niedostrzegany.

Ponieważ zrobiłem te seriale, a one są filmami dla dzieci i młodzieży, to mnie się wyłącznie z taką twórczością kojarzy. A ja zaczynałem „Domem bez okien”, filmem dla dorosłych i jeszcze parę filmów dla dorosłych zrobiłem. Trochę się to mylnie odbiera, że filmy, w których występują dzieci od razu się kwalifikuje jako filmy dla dzieci i młodzieży, a wiele z nich jest normalnymi filmami o ludzkich problemach, którymi bohaterami są dzieci. I to są sprawy i dla dorosłych i dla dzieci. Ideałem dla mnie jest film „Do góry nogami”, który zresztą w Moskwie w 1983 roku, na najpoważniejszym festiwalu (co prawda) filmów dla dzieci i młodzieży otrzymał srebrny medal, czyli bardzo wysoką nagrodę. W filmie bohaterami jest szóstka dzieciaków w wieku 12-14 lat, ale to wszystko co oni przeżywają, to jest dla młodego widza może jakąś przygodą, ale jest tam głębsza refleksja i dla młodego widza i dla dorosłych, bo rzecz dzieje się tuż przed i tuż po wybuchu wojny w 1939 roku. To jest dla mnie ideał, do którego dążyłem. Żeby film był ciekawy i dla dzieci i dla dorosłych.

11. Ekranizację której powieści dla młodzieży, niekoniecznie w postaci serialu, ceni Pan najwyżej?

Są trzy takie filmy. Pierwszy to wspomniany już „Do góry nogami”, bo był bliski mojemu ideałowi filmu. Potem „Zielone lata”, który w jakimś stopniu jest filmem autobiograficznym, to znaczy mogę się podpisać pod losami tego bohatera, chociaż powstał w oparciu o książkę i scenariusz wybitnego dramaturga i pisarza Jerzego Przeździeckiego. Jego akcja dzieje się w moim rodzinnym mieście Sosnowcu tuż przed i po wybuchu wojny. Trzeci film, bardzo mi bliski to „Koniec wakacji”, to jest już klasyk literacki Janusza Domagalika, historia 14-letniego chłopaka wchodzącego w dorosłe życie, w pierwszą miłość. Film ten przyniósł mi najwięcej splendoru, bo w Polsce dostał Srebrne Koziołki, w Moskwie dostał cztery nagrody, w Teheranie dostał 4 nagrody – nawet gazeta tam wychodząca po projekcji wydała recenzję zatytułowaną „Koniec wakacji – arcydzieło?” - ze znakiem zapytania (śmiech), czyli że można uznać, że jest to arcydzieło. Jest to bardzo bliski mi film. Łączy się z nim tragedia, bo Marek Sikora, który tam zadebiutował, a potem zagrał w „Szaleństwie Majki Skowron”, parę lat temu umarł w wieku trzydziestu paru lat. A rokował wielkie nadzieje, szczególnie w teatrze, bo reżyserował już w wybitnych teatrach, np. w Teatrze Powszechnym w Warszawie, gdy ta scena była u szczytu sławy. Jest to bardzo smutna historia.
Ale tak naprawdę, to wszystkie moje filmy są mi bliskie, prawie wszystkie są najlepsze (śmiech) i jak się okazuje nie tylko dla mnie. Może nawet trochę krzywdzę to polsko-bułgarskie „Porwanie”, że tak się od niego dystansuję (śmiech). Generalnie za swój najlepszy film uważam „Do góry nogami”, za najsłabszy „Porwanie”.

12. Jak układała się Panu współpraca z autorami scenariuszy ekranizowanych powieści? Czy byli zadowoleni z efektów końcowych?

Nie miałem od nich uwag. Trudno żeby oni mieli jakieś uwagi (nawet gdyby mieli), skoro największy sędzia, czyli widz, to akceptował. Już na początku, po pierwszym serialu, Telewizja Dziewcząt i Chłopców dała mi nagrodę „Ekranu z bratkiem” (za "Do przerwy 0:1"). Ci młodzi widzowie mnie uratowali przed załamaniem, po tym festiwalu w Cannes i tym podobnych. Bo nagle zobaczyłem, że są ludzie dla których te filmy są potrzebne. Jak w którymś wywiadzie powiedziałem, że już nie będę więcej robił filmów dla młodej widowni, to przyszły listy i błagania, żebym nie zaprzestał ich robić, że to jest im potrzebne, że oni chcą tych filmów. Jeżeli ci pisarze wiedzieli, że to ma powodzenie, że po pierwszym Bahdaju, od razu telewizja w ciągu paru dni decydowała się na kolejne ekranizacje (nie tak jak dzisiaj - czeka się miesiącami czy latami na decyzję), to trudno żeby oni byli niezadowoleni, nawet jeżeli sobie myśleli, że można to było lepiej zrobić, czy też wyobrażali to sobie trochę inaczej. Może i tak myśleli, ale nie wychodzili z tym do mnie.
Jak już powiedziałem miałem szczęście do aktorów, to jest mój powód do dumy. Ale tak samo mogę powiedzieć o scenarzystach, o operatorach i o kompozytorach. Wystarczy zresztą wymienić ich nazwiska. Współpraca z nimi układała mi się bardzo dobrze. Począwszy od mojego filmu dyplomowego, który sobie bardzo cenię, pt.: „Zbieg”, według noweli Marka Hłaski, z wybitną kreacją Emila Karewicza, który zresztą był niedawno pokazywany w „Kino Polska”. Mój debiut z kolei był bardzo odległy od tego co się potem w moim życiu stało. Mianowicie chciałem zrobić film według opowiadania okupacyjnego „Wniebowstąpienie” Adolfa Rudnickiego ale niestety nie doszło do realizacji tego projektu, bo była to tematyka żydowska, wtedy niechętnie w filmie widziana. Potem trafiłem na książkę Bahdaja „Do przerwy 0:1” i chciałem ją zrobić, co było dla mnie wymarzone, bo w moim życiu oprócz filmu ważną rolę odegrał sport, a dokładnie piłka nożna. Byłem piłkarzem i to nawet z jakąś przyszłością, bo w wieku 18 lat, jako junior grywałem w pierwszym składzie drugoligowej Stali Sosnowiec. Byłem też w szerokiej kadrze narodowej juniorów. Piłka była więc poważnym konkurentem filmu i kto wie jakby się to wszystko potoczyło, gdyby to się działo dzisiaj, kiedy z piłki nożnej można żyć. Wtedy za mecz w drużynie juniorów, a nawet w pierwszym składzie otrzymywałem butelkę oranżady, a na tym przyszłości budować nie można było. Z piłką rozstawałem się z żalem. Ale skoro potem zdecydowałem się na film, a brało się to z mojego zakochania w filmach…
Ale wracając do pytania. Zacznę od Bahdaja. Na początku lat 60-tych, o dziwo, scenariusz napisany dla mnie przez Bahdaja na komisji scenariuszowej przepadł. To był dla mnie wielki dramat. Ale wtedy Zespół Rytm, którego szefem artystycznym był Jan Rybkowski, bardzo dobry, może nawet wybitny reżyser, a kierownikiem literackim był Aleksander Ścibor-Rylski, wtedy jeden z pierwszych scenarzystów zawodowych w naszej kinematografii, który był kierownikiem literackim tego zespołu, widząc że ja byłem do tego mojego debiutu dobrze przygotowany, bo skończyłem szkołę w 1956 r. a to był 1961 rok (w międzyczasie byłem drugim reżyserem przy filmach Lenartowicza i Stasia Różewicza m.in. „Wolne Miasto” i „Miejsce na ziemi”), zaproponował mi, że jest w zespole scenariusz Aleksandra Ścibora-Rylskiego. Rylski uznawany był obok Stawińskiego za najlepszego naszego scenarzystę, który mnie – debiutantowi zdecydował się oddać scenariusz do filmu „Dom bez okien”. Po prostu mi zaufał. Mimo porażki w Cannes (bo nie było nagrody), to jednak byłem wtedy na tym festiwalu i widownia przyjęła film bardzo życzliwie. Jednak w Polsce oceniano, że skoro „Matka Joanna od Aniołów” dostała wcześniej Srebrną Palmę, to film polski powinien święcić tryumfy. Tym bardziej, że niektórzy uważali, że np. „Zaduszki” Konwickiego powinny startować w Cannes. „Zaduszki” starowały zresztą w Cannes, ale w konkursie krytyki filmowej i nagrody też nie otrzymały. Od razu na starcie miałem więc oparcie w wybitnym scenarzyście.

Kolejna część wywiadu już we wtorek!
_________________
  
 
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 57 razy
Wiek: 51
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 34088
Skąd: Poznań
Wysłany: 2015-01-22, 09:04:15   

Moge polecić obejrzenie wspomnianego tu filmu "Dom bez okien", w ktorym najbardziej zaskoczyła mnie fenomenalna rola Wiesława Gołasa! Nie wiem czy nie jest to jego największa rola filmowa, mimo że jak pamiętam z wywiadu ktorego kiedyś udzielił, sam za swoją rolę życia uznaje Ogniomistrza Kalenia. Zaskakują też sztuczki cyrkowe, które często naprawdę wykonują znani aktorzy!
_________________
 
 
 
Nietajenko 
Moderator
Z-ca Przewod. Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 29 razy
Wiek: 40
Dołączył: 25 Lip 2011
Posty: 12482
Skąd: Olsztyn
Wysłany: 2015-01-22, 13:12:37   

Z wywiadu da się wyłowić nieustający żal reżysera za porażkę w Cannes. Nigdy się chyba z tym nie pogodził.
_________________
Grunt się nie przejmować i mieć wygodne buty

 
 
Protoavis 
Ojciec Wspomagający
Archeolog książkowy



Pomógł: 28 razy
Wiek: 42
Dołączył: 13 Sty 2013
Posty: 5786
Skąd: PRL
Wysłany: 2015-01-22, 15:01:47   

Nietajenko napisał/a:
Z wywiadu da się wyłowić nieustający żal reżysera za porażkę w Cannes. Nigdy się chyba z tym nie pogodził.


Było, minęło i w tej sprawie nie da się nic zrobić.

Ale dziwne jest dla mnie, że Pan Stanisław nie został jak dotąd kawalerem Orderu Uśmiechu.

./redir/orderusmiechu.pl/?q=kawalerowie-i
_________________
 
 
Nietajenko 
Moderator
Z-ca Przewod. Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 29 razy
Wiek: 40
Dołączył: 25 Lip 2011
Posty: 12482
Skąd: Olsztyn
Wysłany: 2015-01-22, 17:09:48   

Protoavis napisał/a:
Ale dziwne jest dla mnie, że Pan Stanisław nie został jak dotąd kawalerem Orderu Uśmiechu.

Może trzeba zacząć lobbować? :)
_________________
Grunt się nie przejmować i mieć wygodne buty

 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 29 razy
Wiek: 55
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 7273
Skąd: Warszawa

Wysłany: 2015-01-22, 18:18:15   

Nie wierzę, Johnie Dee, że ściągałeś chociażby dlatego, że po pierwsze primo: w Niemczech trudno o tę książkę, po drugie primo, nie cieszy się ona dobrą sławą na forum, trzecie primo, że łatwo tu zostać złapanym, bo inni też czytają ;-) . No i panu P.Ł. skoro to odkrycie opublikował wcześniej, nawet w bardzo złej książce, należy się jednak sprawiedliwość.

John Dee napisał/a:
Jemu, jak przypada też zapewne setkom innym uważnym czytelnikom i widzom, którzy w ostatnich 50 latach po lekturze książki i obejrzeniu filmu to zauważyli, tyle że nie odczuli potrzeby rozpisywania się o tym na jakichś forach, jak my, pożałowania godni grafomany.
Niestety, niełatwo być oryginalnym, Zecie…


Bez przesady, takich zbo.. to jest chciałem powiedzieć entuzjastów jak my, którzy sobie zadają takie pytania, nie ma aż tak wielu.
Z tą oryginalnością nie jest tak źle. I nie mam tu na myśli akurat dzieci z beczki (jedyne zdarzenia z ostatnich lat, gdzie polska była w czołówce kroniki kryminalnej). Kiedyś, jeszcze zanim przystąpiłem do forum znalazłem w Bibliotece Uniwersyteckiej książkę, zbiór artykułów polonistów nt. twórczości Edmunda Niziurskiego. Przejrzałem i stwierdziłem, że jestem jednak oryginalny i staroświecki, bo uważałem i dalej uważam, że jeżeli się pisze pracę z myślą o jej publikacji np. coś o jakiejś książce, to wypada tę książkę wcześniej przeczytać ;-) .

PS. " Do góry nogami" to naprawdę świetny film.
_________________
Z 24
Ostatnio zmieniony przez Z24 2015-01-22, 18:25, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 57 razy
Wiek: 51
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 34088
Skąd: Poznań
Wysłany: 2015-01-22, 19:03:34   

Nietajenko napisał/a:
Z wywiadu da się wyłowić nieustający żal reżysera za porażkę w Cannes.


Prawdę mówiąc tych żalów jest więcej. Jeszcze o tym będzie w wywiadzie.
_________________
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Reklama:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo

Strona wygenerowana w 0,4 sekundy. Zapytań do SQL: 11