PanSamochodzik.net.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
Książki naukowe i nie tylko na temat Templariuszy
Autor Wiadomość
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 28 razy
Wiek: 55
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 7189
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2018-01-14, 00:00:52   

Wielkie dzięki, chkaplanie, za informacje o tej książce, aczkolwiek przedstawiona w niej hipoteza niespecjalnie przypada mi do smaku.
Co do miejsca mordu, nie można mieć całkowitej pewności, czy dokonano go w Złotej Bramie, czy u wejścia do kościoła św. Bartłomieja na Zamku Średnim. Jestem za Złotą Bramą, gdyż w jednej relacji jest wzmianka, że po dokonaniu mordu zabójca ukrył się w krużgankach, co wskazuje raczej na Zamek Wysoki, ergo, na kościół NMP z jego Złotą Bramą :) .
Wzmiankowany przez Ciebie list biskupów pruskich mam skserowany swego czasu hmmm... pio meno clandestino modo ;-) z Preussisches Urkundenbuch.
W świetnej powieści Karola Bunscha "Przełom" wyjaśniono na czym polegał incydent z końmi. Mianowicie zgodnie ze statutami zakonnymi konie były dostarczano braciom przez zwierzchników. Hans von Nendorf (takiej formy nazwiska rycerza użył Karol Bunsch) był wykluczony od udziału w wyprawie na Litwę i nie przydzielono mu koni. Wobec czego - chcąc się udać na wyprawę - sam się postarał o nie, za co został ukarany przez Wielkiego Mistrza - o ile dobrze pamiętam. Karol Bunsch sam był prawnikiem i - co raczej rzadkie :D - świetnie czuł klimat dawnego prawa. Tamże występuje Fryderyk von Wildenberg oraz znany nam z PSiT Henryk von Plotzke. Ten ostatni, kiedy przed dowodzoną przez niego wyprawą przeciwko Żmudzi zarysowała się katastrofa, a jego ludzie są na najlepszej drodze do załamania i rozpaczy, wypowiada znakomitą maksymę: "Kto walczy, jeszcze nie przegrał" :) .
_________________
Z 24
Ostatnio zmieniony przez Z24 2018-01-14, 20:47, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 28 razy
Wiek: 55
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 7189
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2018-01-15, 12:40:05   

Skończyłem dziś książkę Martina Bauera "Templariusze. Mity i rzeczywistość." Już po dokonaniu poprzedniego wpisu o tej książce zauważyłem, że wcześniej ją rekomendował Protoavis zamieszczając jej okładkę. Ja mam ją w innym wydaniu.
Co prawda drażnią mnie tam nieco ślady tzw. hiperkrytycyzmu w nauce historii, który był hmm... nowoczesny a przede wszystkim modny - szczególnie chyba w Niemczech, ale nie tylko - na przełomie XIX i XX wieków oraz towarzyszącego mu neokantyzmu. Są tam kwestie dyskusyjne, jak np. zagadnienia motywów, którymi kierowali się Rycerze Świątyni w ich polityce i nieco drobniejszych kiksów. Tak czy owak jest to książka znakomita i w najwyższym stopniu godna polecenia czytelnikom zarówno orientującym się już w problematyce templariuszowskiej jak i dla początkujących. Książka nie jest przeładowana erudycją. Dla dobrego odbioru wystarcza zupełnie podstawowa orientacja w dziejach średniowiecza. Szczególnie - przynajmniej dla mnie - interesująca jest metoda wykładu przy pomocy stawiania pytań. Dzięki temu - choć nie tylko dzięki temu - sporo zagadnień uzyskało co najmniej zadowalające wyjaśnienie i ukazało mi się we właściwym świetle. A przecież należę do czytelników dość zblazowanych jeśli chodzi o tę problematykę i trudno mnie zadowolić ;-) . Gorąco zachęcam do przeczytania.
_________________
Z 24
Ostatnio zmieniony przez Z24 2018-01-15, 12:42, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 65 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8071
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2018-01-15, 12:52:53   

Ach, Zecie, kto tam ma czas na czytanie tego wszystkiego? Skoro Ty ją już przeczytałeś, to nie zachęcaj, tylko pozwól nam z tego profitować i dawaj streszczenie. Są jakieś rewelacje?
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 28 razy
Wiek: 55
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 7189
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2018-01-15, 13:21:11   

John Dee napisał/a:
Skoro Ty ją już przeczytałeś, to nie zachęcaj, tylko pozwól nam z tego profitować i dawaj streszczenie.


Bardzo mi miło, ale chyba chcesz mnie wkręcić w napisanie jakiegoś dłuższego kawałka ;-) :D .

John Dee napisał/a:
Są jakieś rewelacje?


Super specjalnych nie ma. Co do zagadnień poruszonych w naszej ulubionej powieści, to w autor podkreśla, że rzeczywiście nie znaleziono nigdzie dokumentów finansowych ani pieniędzy (choć w innym miejscu twierdzi, że w paryskim Temple znaleziono nieco złota) ani też jakichś świętości zakonnych (relikwie, paramenty liturgiczne itp.). Komandorie były dokładnie wyczyszczone z gotówki. Wspomina także o dwunastu templariuszach, którzy uniknęli aresztowania. Wśród nich był tylko jeden, jakbyśmy dziś powiedzieli, funkcyjny, Gerard de Villiers, bodajże preceptor Francji. Sugeruje - wręcz uważa to za pewne - że władze zakonu zauważyły sygnały zagęszczającej się wokół Świątyni atmosfery i montowanego przez Filipa Pięknego spisku. Opisuje też całą aferę Lhomoya; trudno ki w tej chwili powiedzieć, czy tak samo, jak źródło, z którego Ty korzystałeś.
_________________
Z 24
Ostatnio zmieniony przez Z24 2018-01-15, 13:25, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 65 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8071
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2018-01-15, 19:42:54   

A jak autor wyjaśnia fakt, że egzekucja Jakuba de Molaya była równoznaczna z rozwiązaniem zakonu? Paryż nie był przecież stolicą Templariuszy, takich wież jak Le Temple posiadali wiele w całej Europie, skąd więc ta władza Filipa nad Templariuszami? Dziwi mnie, że żaden władca Europy nie przeciwstawił się intrydze francuskiego króla, domagając się przykładowo od papieża oficjalnego i jednoznacznego potępienia zakonu. A jak wiemy z pergaminu z Chinon, sąd papieski Templariuszy od zarzutu herezji przecież i tak uniewinnił. :okulary2:
Ostatnio zmieniony przez John Dee 2018-01-15, 20:27, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 28 razy
Wiek: 55
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 7189
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2018-01-15, 20:59:49   

John Dee napisał/a:
A jak autor wyjaśnia fakt, że egzekucja Jakuba de Molaya była równoznaczna z rozwiązaniem zakonu? Paryż nie był przecież stolicą Templariuszy, takich wież jak Le Temple posiadali wiele w całej Europie, skąd więc ta władza Filipa nad Templariuszami? Dziwi mnie, że żaden władca Europy nie przeciwstawił się intrydze francuskiego króla, domagając się przykładowo od papieża oficjalnego i jednoznacznego potępienia zakonu. A jak wiemy z pergaminu z Chinon, sąd papieski Templariuszy od zarzutu herezji przecież i tak uniewinnił. :okulary2:


Filip po prostu miał odpowiednią siłę polityczną oraz militarną, żeby osiągnąć to, co chciał. Kilka lat wcześniej przecież jego ludzie aresztowali papieża Bonifacego VIII i poniewierali nim paskudnie. Nie znam dokładnie treści pergaminu z Chinon, ale zakon został rozwiązany przez sobór w Vienne oraz - niezależnie - przez papieża Klemensa V. Choć ten ostatni ociągał się, ale z bólem serca rozwiązał zakon; Filip się już niecierpliwił i gromadził wojska, żeby pociągnąć na Vienne.
Zakon został rozwiązany, ale nie potępiony.
Oprócz kwestii ogólnych zakonu była przecież sprawa poszczególnych templariuszy. Gdy niektórzy z nich, w liczbie pięćdziesięciu czterech, odrzekli się przyznania do zarzutów złożonych pod groźbą tortur, zostali bez ceregieli spaleni jako niepoprawni heretycy, którzy popadli z powrotem w swoje błędy. Pozostali otrzymali więc sygnał, że niebezpiecznie jest upierać przy swojej i zakonu niewinności.
Jakub de Molay i inni dostojnicy zakonu zostali skazani na dożywocie (co w praktyce mogło różnie wyglądać; od ponurej piwnicy do luksusowego klasztoru bliżej Cote 'dAzur ;-) )
Wydawało się, że Filip już osiągnął prawie wszystko co chciał, a Mistrz Jakub i Goeffroi de Charny zepsuli mu świąteczną kolację na zakończenia sprawy, okazując - wreszcie - odwagę, pryncypialność i siłę charakteru. No i jako niereformowalni zostali przez króla brevi manu skazani na stos. Filipowi to odrzeczenie się swoich poprzednich zeznań przez Jakuba de Molay i Godfryda mogło narobić niebezpiecznych komplikacji i wolał załatwić sprawę od ręki.
Filip przecież ukartował całą sprawę od samego początku i nie robił najazdu na templariuszy i ich majątek w piątek 13-go po to, by później przegrać w sądach. Miał wielu popleczników wśród wyższego duchowieństwa Francji, którzy chętnie wzięli udział w montowaniu całej "ustawki".
_________________
Z 24
Ostatnio zmieniony przez Z24 2018-01-15, 21:10, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 65 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8071
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2018-01-15, 23:19:38   

Z24 napisał/a:
zakon został rozwiązany przez sobór w Vienne… Filip się już niecierpliwił i gromadził wojska, żeby pociągnąć na Vienne.
Tak, to wyjaśnia wszystko. Dziękuję, Zecie, za przypomnienie tego ważnego faktu. Krótko mówiąc Templariusze byli bez szans, bo król francuski papieża miał w swojej dłoni.

Zahaczę o Vienne, gdy tylko będę miał okazję, w tej części Francji koncentruje się ostatnio wszystko, co mnie aktualnie interesuje, miasta jak Clermont-Ferrand, Le Puy, Le Monastier (Stevenson), Chavaniac (Lafayette), no a teraz jeszcze Vienne. ;-)
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 28 razy
Wiek: 55
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 7189
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2018-01-16, 23:16:42   

John Dee napisał/a:
Z24 napisał/a:
zakon został rozwiązany przez sobór w Vienne… Filip się już niecierpliwił i gromadził wojska, żeby pociągnąć na Vienne.
Tak, to wyjaśnia wszystko. Dziękuję, Zecie, za przypomnienie tego ważnego faktu. Krótko mówiąc Templariusze byli bez szans, bo król francuski papieża miał w swojej dłoni.


:564:

To już był początek epoki awiniońskiej.

Właśnie w Clermont-Ferrand odwiedź koniecznie to miejsce, gdzie Urban II ogłosił wyprawę krzyżową - tę pierwszą. Od tego przecież wszystko się zaczęło :) .
Zazdroszczę tych Sewennów, nawet bez osła ;-) . Znakomity pomysł na wyprawę!
_________________
Z 24
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 65 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8071
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2018-01-17, 10:34:21   

Z24 napisał/a:
Właśnie w Clermont-Ferrand odwiedź koniecznie to miejsce, gdzie Urban II ogłosił wyprawę krzyżową - tę pierwszą!
Dzięki za przypomnienie i tego faktu. Ja myślałem, że uczynił to w Awinionie.

Wędrówkę z osłem nie da się chyba jednak połączyć z taką wyprawą polegającą na wielodniowym objeżdżaniu tych miast, bo to trwałoby zbyt długo. Najpierw trzeba będzie zrobić to jedno, a szlak Stevensona innym razem.
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 28 razy
Wiek: 55
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 7189
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2018-01-17, 22:50:26   

John Dee napisał/a:
Z24 napisał/a:
Właśnie w Clermont-Ferrand odwiedź koniecznie to miejsce, gdzie Urban II ogłosił wyprawę krzyżową - tę pierwszą!
Dzięki za przypomnienie i tego faktu. Ja myślałem, że uczynił to w Awinionie.


Ściśle rzecz biorąc podczas synodu w Clermont, 27 listopada 1095 r. :) .
_________________
Z 24
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 28 razy
Wiek: 55
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 7189
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2018-01-20, 22:10:31   

Johnie Dee, w książce Regine Pernaud "Templariusze" wspomniano też miejscowość Domme w Perigord, gdzie w wieży, gdzie pod strażą trzymano templariuszy, zachowały się ich więzienne grafitti, ponoć napisy "Klemens - burzyciel Świątyni", krzyże i apokaliptyczne anioły. W Wiki jest nawet wzmianka i zdjęcie:

./redir/en.wikipedia.org/wiki/Domme,_Dordogne

PS. Wkrótce będę miał dla Ciebie coś na priva.
_________________
Z 24
Ostatnio zmieniony przez Z24 2018-01-20, 22:12, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 65 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8071
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2018-01-21, 16:52:30   

Z24 napisał/a:
miejscowość Domme w Perigord, gdzie w wieży, gdzie pod strażą trzymano templariuszy, zachowały się ich więzienne grafitti

Nigdy o tej mieścinie jeszcze nie słyszałem, Zecie, ale z tego co widzę, jest rzeczywiście warta zwiedzenia. Jedyny problem dopatruję się w tym, że leży dość daleko na zachód, przez co do planowanej wyprawy może już nie pasuje. W pobliżu znajduje się np. Tulle, gdzie również muszę obowiązkowo zajrzeć, ale z tych samych powodów się waham. W Tulle mały miejsce wydarzenia, o których opowiada nakręcony jeszcze podczas wojny (1943) film Henri-Georgesa Clouzota “Kruk”. Przede wszystkim jednak jest miejscem urodzenia Erica Rohmera, najbardziej ze wszystkich przeze mnie podziwianych reżyserów Nowej Falli. Czytam właśnie jego biografię i odpowiednio Tulle i Clermont-Ferrand, gdzie Eric ze swoim młodszym bratem (później jednym z najsłynniejszych filozofów Francji) mieszkali przy ulicy rue Rameau, strasznie mnie interesują. To właśnie wczesny film Rohmera “Moja noc u Maud” zwrócił po raz pierwszy moją uwagę na Clermont-Ferrand, Blaise’a Pascala itd.


http://pics.imcdb.org/0is231/paysageag.1018.jpg

I właśnie w chwili, gdy pod wpływem tegoż filmu byłem już bardzo zaintrygowany tą okolicą, do mieszkania mojej narzeczonej wprowadziła się na kilka tygodni młoda studentka - zgadnij skąd, typowa, urocza Francuzka, z niemniej uroczym imieniem Ghislaine. :579: Rozmowy, zdjęcia - więzy do Clermont-Ferrand więc jeszcze bardziej się pogłębiły.

Dodam, że Volvic, moja ulubiona woda w butelkach

którą piją już od zawsze, też pochodzi stamtąd, z departamentu Puy-de-Dôme, więc wulkany otaczające Clermont-Ferrand mam dosłownie codziennie przed oczyma.


http://pansamochodzik.net...8249f0975d5.jpg

Wędrówka pomiędzy nimi zajmie co najmniej jeden dzień, ale stosunkowo niedaleko jest również inna, dla mnie jeszcze ważniejsza atrakcja krajobrazowa, którą muszę koniecznie zaliczyć, odkąd przeczytałem “Pachnidło” Patricka Süskinda. Znasz może tę książkę, Zecie? Główny jej bohater, Jan Baptysta Grenouille uciekając przed smrodem ludzkim, dociera właśnie w te okolice.

Ludzie bowiem istnieli także nocą. Ludzie istnieli nawet w najbardziej odległych miejscach. Chowali się tylko jak szczury w swoich kryjówkach i spali. Nadal brukali ziemię, bo nawet we śnie wydawali zapach, który przez otwarte okna i szczeliny ich domostw przenikał na dwór i zatruwał tę pozornie pozostawioną samej sobie przyrodę. Im bardziej Grenouille przywykał do czystszej atmosfery, tym bardziej wyczulony był na ludzki zapach, który pojawiał się nagle, nie wiadomo skąd, wśród nocy, obrzydliwy jak smród gnojowiska i zdradzał obecność jakiegoś szałasu pasterskiego, chatki węglarzy albo jaskini zbójców. I Grenouille uciekał dalej, coraz wrażliwiej reagując na coraz rzadszy zapach ludzkich istot. I tak nos prowadził go ku coraz odleglejszym okolicom, oddalał go od ludzi i gnał coraz pośpieszniej ku magnetycznemu biegunowi skrajnej samotności. Biegun ten, mianowicie najbardziej odludny punkt całego królestwa, znajdował się w Masywie Centralnym Owernii, jakieś pięć dni drogi na południe od Clermont, na wysokości dwóch tysięcy metrów, u szczytu wulkanu o nazwie Plomb du Cantal.

Upłynęło sporo czasu, nim Grenouille upewnił się, że nic nie czuje. Nie był przygotowany na takie szczęście. jego podejrzliwość broniła się długo przed uznaniem oczywistości…

Rozpierała go przemożna radość. Jak rozbitek, który błąkał się przez wiele tygodni po morzu, wita w uniesieniu pierwszą zamieszkałą przez ludzi wyspę, Grenouille świętował przybycie na górę samotności. Krzyczał ze szczęścia. Plecak, derkę i kij cisnął na ziemię i podeptał, wyrzucał ramiona w górę, tańczył w koło, wywrzaskiwał na cztery strony świata własne imię, zaciśniętymi pięściami wygrażał z triumfem krainie leżącej u jego stóp oraz zachodzącemu słońcu, z triumfem, jak gdyby to on sam przepędził je z nieboskłonu. Zachowywał się jak obłąkany, aż do późna w noc.



http://camping-des-blats....0/IMG_37211.jpg

Plomb du Cantal… Po tej książce zawsze wiedziałem, że pewnego dnia i ja postawię swoją stopę na szczycie tejże góry, no i jest szansa, że ten moment jest już niedaleko.

Ale jak widzisz, przy takim programie Domme a zapewne i Tulle trzeba będzie odłożyć na później. Chyba że da się odpowiednio przedłużyć wyprawę. :)
Ostatnio zmieniony przez John Dee 2018-01-21, 17:19, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 28 razy
Wiek: 55
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 7189
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2018-01-21, 17:16:36   

John Dee napisał/a:
Czytam właśnie jego biografię i odpowiednio Tulle i Clermont-Ferrand, gdzie Eric ze swoim młodszym bratem (później jednym z najsłynniejszych filozofów Francji) mieszkali przy ulicy rue Rameau, strasznie mnie interesują. To właśnie wczesny film Rohmera “Moja noc u Maud” zwrócił po raz pierwszy moją uwagę na Clermont-Ferrand, Blaise’a Pascala itd.


Jak tylko przeczytałem ten tytuł filmu, i że akcja dzieje się w Clermont-Ferrand to powziąłem silne podejrzenia, że jest to jeden z moich ulubionych filmów z Jean-Louis Trintignanem i w ogóle francuskich filmów :D . Widziałem go co najmniej dwukrotnie w TV, ale już bardzo dawno temu. I - nie przysięgnę - ale u nas szedł pod tytułem "Kolacja u Madeleine".
O bracie Erica, filozofie - nie mam bladego pojęcia.
Oczywiście, cały Masyw Centralny z przyległościami jest jakością samą w sobie i mamy tu klasyczny embarras de richesse jeśli chodzi o miejsca, które trzeba bezwzględnie koniecznie zobaczyć.
"Pachnidła" Patricka Sueskinda nie czytałem.
Fantastyczne są te zdjęcia dawnych wulkanów Owerni.

:564: :564: :564:
_________________
Z 24
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 65 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8071
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2018-01-21, 23:42:10   

Z24 napisał/a:
O bracie Erica, filozofie - nie mam bladego pojęcia.
To René Schérer, żyje i idzie na setkę. Eric Rohmer tak naprawdę nazywał się bowiem Jean Marie Maurice Schérer. Jego biografia jest niezwykle porywająca. Trzy razy zdawał do École normale supérieure, największej z wielkich francuskich szkół wyższych, i trzy razy oblał. Całe szczęście, dla nas, kinomanów. Gdyby miał mocniejsze nerwy, tak jak jego brat, który tę właśnie uczelnię ukończył, gdyby nie gadał tak szybko tak skrzekliwym głosem (oblał oczywiście w ustnym), nie powstałyby być może filmy jak “Moja noc u Maud”, “Żona lotnika” lub “Noce pełni księżyca”. :)
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 28 razy
Wiek: 55
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 7189
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2018-01-22, 17:22:09   

John Dee napisał/a:
To René Schérer, żyje i idzie na setkę. Eric Rohmer tak naprawdę nazywał się bowiem Jean Marie Maurice Schérer.


To też nic mi nie mówi...
_________________
Z 24
 
 
Protoavis 
Ojciec Wspomagający
Archeolog książkowy



Pomógł: 27 razy
Wiek: 42
Dołączył: 13 Sty 2013
Posty: 5611
Skąd: PRL
Wysłany: 2018-05-23, 19:57:13   

A Demurger "Templariusze. Proces 1307–1314"



Winni czy niewinni? Heretycy czy dobrzy katolicy? Rycerze walczący w obronie wiary czy zwykli rozpustnicy? Kozły ofiarne czy aktywni uczestnicy postępowania?

Mimo że od aresztowania i procesu templariuszy minęło już ponad 700 lat, brzmienie samej nazwy zakonu wciąż rozpala wyobraźnię i wywołuje żywe emocje. Zarówno burzliwe dzieje zakonu, jak i jego reguła oraz praktyki są przedmiotem wnikliwych badań i publikacji wielu wybitnych historyków, którzy wiodą ze sobą zaciekłe spory. Sprawa templariuszy przypomina grząski grunt, który nie został do końca spenetrowany. Zachowane do naszych czasów materiały źródłowe nie udzielają odpowiedzi na wszystkie pytania dotyczące procesu i nie wskazują prostej drogi do prawdy historycznej. Przez kilkaset lat dzieje zakonu zdążyły też obrosnąć legendą, którą skwapliwie żywi się kultura masowa, mnożąc przy okazji rozmaite spekulacje i wątpliwości. Jak oddzielić prawdę od fałszu, legendę od rzeczywistości? A przede wszystkim, gdzie tej prawdy szukać?

Na te i inne pytania Alain Demurger próbuje odpowiedzieć w książce poświęconej sprawie templariuszy. Stanowi ona swoistą kronikę procesu spisaną na podstawie protokołów z przesłuchań, relacji naocznych świadków, listów, pokwitowań, zapisów w księgach rachunkowych i innych dokumentów źródłowych, przechowywanych m.in. we francuskim archiwum państwowym, w Bibliotece Narodowej Francji i archiwach Watykanu. Zdaniem autora prawdy o przebiegu procesu i odpowiedzi na pytanie, czy templariusze są winni zarzucanych im czynów, należy szukać umiejętnie: W owych protokołach jest z pewnością wiele prawdy, ale nie ma jej tam, gdzie się zwykle szuka. Nie ma jej w «przyznaniach się do winy». Jest bowiem ukryta w niezliczonej liczbie informacji zawartych w pojedynczych zdaniach, krótszych lub dłuższych akapitach opisujących codzienne realia procesu, w owej chmarze nazwisk templariuszy, skrupulatnie (choć czasem niedokładnie) odnotowanych przez komisyjnych notariuszy. Autor sam przyznaje, że jesteśmy ofiarami skąpych źródeł, jakimi dysponujemy.

Alain Demurger podejmuje próbę rekonstrukcji przebiegu wydarzeń, do jakich doszło w okresie od 1307 roku, czyli od aresztowania templariuszy, aż do zniesienia zakonu w 1312 roku decyzją soboru w Vienne. Z przeanalizowanych przez niego dokumentów wyłania się dojmujący obraz machiny procesowej wprawionej w ruch przez aparat królewski i zakleszczonych w jej trybach templariuszy, usiłujących bronić dobrego imienia zakonu. Autor kreśli również obraz codzienności więźniów, którzy w większości zostali pozbawieni sakramentów, byli torturowani, trzymani w łańcuchach w ciasnych i ciemnych celach, o chlebie i wodzie.

Opierając się na najnowszych badaniach i niezwykle wnikliwej analizie tekstów źródłowych, autor nie wahał się w omawianej pozycji skorygować niektórych swoich wcześniejszych ustaleń i tez. Książka Alaina Demurgera stanowi ważny krok w wyjaśnianiu skomplikowanej historii procesu templariuszy i wskazuje na konieczność dalszych badań i analiz. Część pytań pozostaje bez odpowiedzi, ale ziarna prawdy wyłuskane przez Alaina Demurgera z zachowanych dokumentów rzucają nowe światło na przebieg procesu.
(opis wydawcy)
_________________
Ostatnio zmieniony przez Protoavis 2018-05-23, 19:57, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 65 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8071
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2018-05-23, 23:03:11   

Też mam wrażenie, że może to być bardzo ciekawa dla nas książka, bo jest aktualna, z 2015 roku (tzn. oryginał, “La persécution des Templiers: Journal (1307-1314)”), więc sprawa pergaminu z Chinon została w niej na pewno już uwzględniona, a jego odkrycie to przecież takie przełomowe wydarzenie w badaniach losu zakonu. No i Alain Demurger to nie byle kto, a główny zapewne dzisiejszy specjalista od Templariuszy, wspomniany na naszym forum zresztą już tu: http://pansamochodzik.net...p=298223#298223 ; poza tym i Francuz, co też jest dobrze, bo większość dokumentów dotyczących procesu będzie znajdować się we francuskich archiwach.
Zdaje się, że tę dzieło Demurgera trzeba będzie rzeczywiście przeczytać, i to szybko. :)
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 28 razy
Wiek: 55
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 7189
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2018-05-27, 01:21:29   

John Dee napisał/a:
sprawa pergaminu z Chinon została w niej na pewno już uwzględniona, a jego odkrycie to przecież takie przełomowe wydarzenie w badaniach losu zakonu.


Wszyscy o tym pergaminie piszą, że ach i och, a nikt cholera nie napisze na czym ta rzekoma"przełomowość" miałaby wyglądać.
_________________
Z 24
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 65 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8071
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2018-05-27, 08:33:22   

Uniewinnienie Molaya i jego podkomendnych przez papieża? Udzielenie im absolucji?

Mam już tę książkę, zobaczymy, co Demurger ma do powiedzenia. ;-)
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 28 razy
Wiek: 55
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 7189
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2018-05-27, 12:31:00   

John Dee napisał/a:
Uniewinnienie Molaya i jego podkomendnych przez papieża? Udzielenie im absolucji?


Wtedy? Król miał ich w swoich rękach i praktycznie miał w swoich rękach papieży, więc wynik procesu był łatwy do przewidzenia. Oczywiście nawet Klemensowi V nie do końca był w smak ten wielki skok Filipa IV na lichwiarską kasę, bo w końcu zakon był instytucją firmowaną przez Kościół i jego głowę, ale kupienie sobie poparcia potężnego i sąsiedzkiego królestwa też było warte nie tylko mszy. I tak zakon nie został potępiony tylko rozwiązany, a część majątku - to, co pozostało po "tymczasowym zarządzie" królewskim - trafiła w ręce siostrzanej instytucji - szpitalników. Nie mówię już o innych korzyściach, jakie odniosło papiestwo, typu "zaprowadzenie porządku w szeregach", tj chwycenie za pysk zbyt już samodzielnych poszczególnych instytucji. Nie dziwie się, że Zygfryd von Feuchtwangen wolał ulotnić się z Wenecji ad terminis civilitatis, gdzie nikt mu nie mógł za bardzo zaglądać w gary.
A teraz? Hmmm.... templariusze stali się modni od pewnego czasu, więc gest w stronę nieistniejącego od setek lat instytutu kościelnego nic nie kosztuje, a - przeciwnie - przynosi nieco popularności. Jako zawodowiec pozwolę sobie złośliwie zauważyć, że "rehabilitację" przeprowadzono brevi manu, bez porządnego procesu i wnikania w istotę sprawy...
_________________
Z 24
Ostatnio zmieniony przez Z24 2018-05-27, 12:46, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Reklama:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo

Strona wygenerowana w 0,16 sekundy. Zapytań do SQL: 16