PanSamochodzik.net.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
Stanisław Lem
Autor Wiadomość
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 31 razy
Wiek: 56
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 7573
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-08-09, 17:24:59   

bans napisał/a:
No i mam dylemat - chętne poczytałbym tę biografię, ale bardzo niechętnie dam zarobić Orlińskiemu, który już temu dał się poznać w usenecie jako niebywały ignorant i troll.


:564:

:D Ja - już nie pamiętam za co - też go cholernie nie lubię.

John Dee napisał/a:
Pamiętam “Niezwyciężonego” jako bardzo porywającą lekturę - zdaje się, że mam ją jeszcze gdzieś, wydanie wraz ze “Solaris” w jednej książce. :)


Tak, ja pierwszy raz też czytałem "Niezwyciężonego" w tym tomie. To było wydanie Wydawnictwa Literackiego Kraków. Wszystkie "lemy" miały obwoluty w tej samej szacie graficznej, tylko kolory się zmieniały.
_________________
Z 24
 
 
irycki 
Fanatyk Samochodzika
Pan Motocyklik



Pomógł: 9 razy
Wiek: 52
Dołączył: 13 Paź 2015
Posty: 3181
Skąd: Legionowo
Wysłany: 2017-08-09, 18:52:22   

Szara Sowa napisał/a:
[i]\Lem osadza pojazd w ten sposób, że każe mu opadać na ogniu dysz hamujących, póki dźwigary statku nie dotkną powierzchni planety. Jest to, oględnie mówiąc, dobry sposób na spowodowanie katastrofy zaraz na wstępie, gdyż tak pomyślane opuszczenie dwudziestopiętrowej wieży o masie spoczynkowej 18 tysięcy ton stanowi utopię techniczną. Lądowanie jest operacją dynamiczną, podczas której działają ogromne siły i którą zakłócają wibracje statku, wiatry i fluktuacje atmosfery.


Pan Oramus ma może wykształcenie techniczne (jak podaje wikipedia) ale chyba trochę zapomniał podstaw fizyki. Z fizycznego punktu widzenia hamowanie rakiety "na ogniu dysz hamujących" nie różni się niczym od rozpędzania tejże na ogniu tych samych dysz. Przy braku punktu odniesienia nie bylibyśmy w stanie stwierdzić, czy rakieta "hamuje", czy się "rozpędza".

Skoro rakieta wystartowała i zachowała stateczność, to tak samo zachowa przy zwalnianiu.
_________________


Nie chcę pani schlebiać, ale jest pani uosobieniem przygody. Gdy patrzę na panią łowiącą ryby, pływającą po jeziorze, nie wyobrażam sobie, aby istniała bardziej romantyczna dziewczyna.
samozwańczy prezes Klubu Martologicznego
 
 
MarcinB 
Stały bywalec forum
www.facebook.com/28cali



Pomógł: 6 razy
Wiek: 39
Dołączył: 07 Wrz 2016
Posty: 314
Skąd: Trzcianka
Wysłany: 2017-08-09, 19:08:25   

Świetnie się czyta "Świat na krawędzi". Muszę wrócić do tej książki po latach..
_________________


Rowerem po okolicy: www.facebook.com/28cali
 
 
CPN 
Sympatyk Samochodzika


Dołączył: 13 Mar 2015
Posty: 189
Skąd: Szkocja
Wysłany: 2017-08-09, 23:28:22   

Pierwszą pozycją Lema był "Test" opublikowany w tomiku "Fantastyczna siódemka".
Jest pierwszym opowiadaniem z tomu "Opowieści o pilocie Pirxie". Wspaniałe!

Bardzo ciekawą książką jest "Katar".
Z kolei "Kongres futurologiczny" jest świetny jako audiobook czytany przez pana Ferencego. Prawdziwy majstersztyk!

A co sądziecie o ekranizacjach Lema?
 
 
von Dobeneck1
[Usunięty]

Wysłany: 2017-08-10, 05:17:28   

Kiedyś, obok Solaris/Niezwyciężony, bardzo mi się podobał Pamiętnik znaleziony w wannie. Pamiętam, że była to bardzo mroczna książka.
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 32 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 4799
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2017-08-10, 06:41:32   

bans napisał/a:
Trochę tych mniejszych, większych i fatalnych pomyłek zebrał Marek Oramus tutaj:

Powiedziałbym, że Oramus się czepia i na siłę wydłuża swoją listę. Wyłapanie w niemałej twórczości Lema kilku lapsusów w rodzaju "atmosfery na centymetr kwadratowy" albo użycia słowa "cyfra" w znaczeniu "liczba" - nadaje się raczej do działu "ciekawostki" niż do wyciągania wniosków o kwalifikacjach pisarza. Sam Oramus robi podobny skrót myślowy tłumacząc nam, że "Cyfr jest dziesięć, liczb - nieskończenie wiele."

Dla mnie zastanawiająca jest tylko dwukrotna pomyłka w przekładaniu przez Lema liczb na system dwójkowy. Trzeba by przejrzeć pod tym kątem więcej jego twórczości by móc zorientować się lepiej. Jeśli w innych miejscach pisarz robi to dobrze, dwa błędy można by położyć na karb pomyłki drukarskiej albo, powiedzmy, zapomnienia podczas redakcji tekstu. Jeśli zaś kłopoty się powtarzają... zastanawiające.

Kalkulacja czasu potrzebnego na dotarcie do poszczególnych części galaktyki - nie wiem, czy to nie mija się z celem. Mówimy wszak o literaturze fantastycznonaukowej, z przysługującą jej licencją. Na przykład we wspomnianym przez Oramusa "Powrocie z gwiazd" samotny geniusz opracował sposób na wykorzystanie "grawitacyjnego antypola" do osiągania niewyobrażalnych przyspieszeń bez odczuwania ujemnych efektów inercji przez pasażerów. "Prostota konstrukcji była równie oszałamiająca, jak zawiłość teorii, która je zrodziła". W zestawieniu z tak fantastycznymi i mało realymi pomysłami długie wyliczenia Oramusa ile środków finansowych mogło zmieścić się w kalsterze brzmią naiwnie.

"W całej twórczości Lema prawie nie ma innych pojazdów kosmicznych niż o kształcę cygar (wyjątki bardzo nieliczne); lecz na cóż opływowa forma w próżni, gdzie brak oporu?" - pisze Oramus. Cóż, o proporcjach trudno mi mówić, ale pamiętam przynajmniej dwa kontrprzykłady. A jeśli rzeczywiście "prawie wszystkie" pojazdy mają podłużny kształt - nie widzę w tym nic złego. Lem chyba niejednokrotnie dał dowody na to, że zdaje sobie sprawę z istnienia i znaczenia kosmicznej próżni, ale także z rozmaitych zjawisk towarzyszących wejściu lub zahaczeniu o atmosferę.

Szara Sowa napisał/a:
A ten niby wielki błąd zweryfikowało już samo życie. :D

Dokładnie. I wydaje mi się, że Lem pojmował zarówno wielką trudność, jak - z drugiej strony - wykonalność takiego manewru. Oramus kilkakrotnie powołuje się na opowiadanie "Ananke" - nie rozumiejąc chyba, że katastrofa tego statku wynikała z "paranoi" komputera sterującego nim podczas lądowania, który to manewr, gdyby nie błędne zaprogramowanie maszyny, przebiegłby pomyślnie.

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...

 
 
bans 
Stały bywalec forum


Dołączył: 18 Lut 2009
Posty: 386
Wysłany: 2017-08-10, 07:33:37   

irycki napisał/a:

Pan Oramus ma może wykształcenie techniczne (jak podaje wikipedia) ale chyba trochę zapomniał podstaw fizyki. Z fizycznego punktu widzenia hamowanie rakiety "na ogniu dysz hamujących" nie różni się niczym od rozpędzania tejże na ogniu tych samych dysz. Przy braku punktu odniesienia nie bylibyśmy w stanie stwierdzić, czy rakieta "hamuje", czy się "rozpędza".



Zupełnie się z tym nie zgadzam, sytuacja jest zupełnie inna. To jak my to widzimy nie am to nic do rzeczy, ważne jest żeby tym złomem bezpiecznie wylądować :)

Startując zaczynasz od stabilnej pozycji i masz przed sobą całe niebo, masz tylko przyspieszać, jak się rakieta majtnie trochę w lewo czy prawo to się nic nie stanie, a lądując - musisz zwalniać w dokładnie określony sposób, żeby trafić w wybrane miejsce z wyliczoną prędkością.

Łatwiej jest po pijaku wyjąć klucz z zamka niż go tam włożyć, nieprawdaż? ;)
Ostatnio zmieniony przez bans 2017-08-10, 07:34, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 60 razy
Wiek: 52
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 34812
Skąd: Poznań
Wysłany: 2017-08-10, 07:43:58   

CPN napisał/a:
A co sądziecie o ekranizacjach Lema?


Test pilota Pirxa jak widziałem pierwszy i jedyny chyba raz wydał mi sie całkiem udany (jak na ówczesne możliwości). Nie wiem czemu ten film nie jest pokazywany. Podobnie jak stara wersja Solaris made in USSR. Najnowsza wersja Solaris to już klasa światowa.
Ponoć Lem chwalił tylko "Przekładaniec", który nakręcił Wajda w latach 60-tych. Nie wiem czy widziałem ten film kiedykolwiek w całości...
W sumie adaptacji jest bardzo mało.
_________________
Ostatnio zmieniony przez Szara Sowa 2017-08-10, 08:00, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 66 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8714
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2017-08-10, 09:27:11   

Szara Sowa napisał/a:
Podobnie jak stara wersja Solaris made in USSR. Najnowsza wersja Solaris to już klasa światowa.
Stanowczy sprzeciw! Stara wersja, czyli ta Andrieja Tarkowskiego z roku 1972 to po prostu - jak wszystkie jego filmy zresztą - sztuka filmowa światowej właśnie rangi, dzieło, które absolutnie zachowało tajemniczą atmosferę oryginału, stopień dezorientacji bohatera jest środkami filmowymi doskonale uwyraźniony. Film Soderbergha, który masz na myśli, reżysera, którego też bardzo cenię, jest o wiele bardziej konwencjonalny, logiczny i prosty. Nikt go specjalnie nie lubił, nawet sam reżyser. Kolejny niepotrzebny remake.
To, że wielki Tarkowski użył jego powieść dla jednego ze swoich nielicznych filmów było dla Lema zaszczytem nie lada.

Za absolutne arcydzieło Tarkowskiego uważam jednak film Stalker. :)
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 66 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8714
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2017-08-10, 16:04:44   

Znalazłem wspomniane wydanie…

 
 
irycki 
Fanatyk Samochodzika
Pan Motocyklik



Pomógł: 9 razy
Wiek: 52
Dołączył: 13 Paź 2015
Posty: 3181
Skąd: Legionowo
Wysłany: 2017-08-10, 17:56:51   

bans napisał/a:

Zupełnie się z tym nie zgadzam, sytuacja jest zupełnie inna. To jak my to widzimy nie am to nic do rzeczy, ważne jest żeby tym złomem bezpiecznie wylądować :)


Jeszcze raz: z punktu widzenia utrzymania stateczności rakiety nie ma absolutnie żadnego znaczenia czy rakieta zwalnia od jakiejś prędkości do zera, czy też rozpędza się od zera do tejże prędkości. A o tym pisał Oramus.

Trafienie w punkt to nieco inna para kaloszy, ale pan Musk i jego ekipa potwierdzili doświadczalne wykonalność takiego manewru. Jak widać nie wiedzieli od Oramusa, że się nie da. :/

Lem przy wszystkich swoich lapsusach miał nieprawdopodobnego "nosa" technologicznego. To, czy mylił się w szczegółąch czy nie, nie ma znaczenia. Ważne, że znakomicie łapał sedno i potrafił je trafnie ekstrapolować.

Tak BTW:

bans napisał/a:
Startując zaczynasz od stabilnej pozycji i masz przed sobą całe niebo

Nie, nie masz przed sobą "całego nieba", masz konkretną orbitę na którą musisz wejść z dość dużą dokładnością.
_________________


Nie chcę pani schlebiać, ale jest pani uosobieniem przygody. Gdy patrzę na panią łowiącą ryby, pływającą po jeziorze, nie wyobrażam sobie, aby istniała bardziej romantyczna dziewczyna.
samozwańczy prezes Klubu Martologicznego
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 31 razy
Wiek: 56
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 7573
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-08-10, 18:21:48   

Johnie, to jednak nie było to samo wydanie co moje. Chodziło mi o taką okładkę jak to powiększone "Sledztwo".

./redir/www.google.pl/sea...i2i3u8wHmiZr8M:

Historie z lądowaniem "Ariela" z opowiadania "Ananke" oraz z przedwcześnie odpaloną sondą z opowiadania rozprawa (film "Test pilota Pirxa") przypomniały mi się kilka miesięcy temu, gdy dr Lasek i prof. Artymowicz omawiali szczegółowo powszechnie znaną katastrofę w ruchu powietrznym ;-) .
_________________
Z 24
Ostatnio zmieniony przez Z24 2017-08-10, 18:23, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 32 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 4799
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2017-08-21, 05:26:25   

John Dee napisał/a:
Stara wersja, czyli ta Andrieja Tarkowskiego z roku 1972 to po prostu - jak wszystkie jego filmy zresztą - sztuka filmowa światowej właśnie rangi

Z wywiadu Arkadiusza Gruszczyńskiego z Wojciechem Orlińskim:
(./redir/weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,22244895,wojciech-orlinski-zyjemy-w-czasach-ktore-sa-spelnieniem-marzen.html)

- Drażliwym tematem są filmy na podstawie powieści Stanisława Lema. Czy z któregoś był zadowolony?
- Na pewno z "Przekładańca" w reżyserii Andrzeja Wajdy. To komedia, co w ogóle sporo mówi o podejściu Lema do jego własnej literatury. Najbardziej był rozczarowany "Solaris" Tarkowskiego, którego nigdy porządnie od początku do końca nie obejrzał.


Nie wiem, co o tym myśleć. Dwaj wielcy artyści. Autor na pewno inaczej niż my, konsumenci, odbiera rozmaite przeróbki. Głównie ze względu na osobisty stosunek do utworu wypracowanego przez siebie w takiej właśnie formie w jakiej zaprezentował go czytelnikom - zaś w ekranizacji zawsze coś (może jego zdaniem: bardzo ważnego) jest pominięte, coś inaczej zinterpretowane, coś (może jego zdaniem: nadmiernie) uproszczone, coś (nie daj Boże) dodane.

Możliwe, że Lem zobaczył w fimie Tarkowskiego nie-swoje albo za-mało-swoje dzieło. Możliwe, że to dlatego - jeśli możemy ufać Orlińskiemu - "nigdy filmu porządnie nie obejrzał". Pewnie go nie lubił. Ale to że nie lubił - nie znaczy, że oceniał nisko z artystycznego punktu widzenia. A że był rozczarowany - nie znaczy że my nie znajdziemy w filmie wartościowego przeżycia. Nas (może z wyjątkiem emocjonalnych wielbicieli twórczości Lema) omijają negatywne odczucia związane z odciśnięciem się osobowości reżysera i aktorów, obok wkładu pisarza, na ostateczniej formie. My mamy przed sobą dwa utwory wysokiej klasy, nawet jeśli odmienne, a dostrzeganie różnic to dla nas raczej zabawa umysłowa niż rozczarowanie.

Z oboma zetknąłem się bardzo dawno, nigdy ich bezpośrednio nie porównywałem, a teraz pamiętam o wiele za mało by próbować zgadywać o co Lem mógł mieć zastrzeżenia. Może warto to uczynić, ale na razie poruszam temat, skoro się o tym zgadało a akurat w gazecie pojawił się wywiad z tą zaskakującą dla mnie uwagą.

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...

 
 
Kynokephalos 
Moderator
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 32 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 4799
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2017-08-21, 06:02:26   

irycki napisał/a:
z punktu widzenia utrzymania stateczności rakiety nie ma absolutnie żadnego znaczenia czy rakieta zwalnia od jakiejś prędkości do zera, czy też rozpędza się od zera do tejże prędkości

W przypadku modelowym pewnie masz rację. W rzeczywistości - jak sądzę - system musi na bieżąco reagować na sytuację, ponieważ niepomijalny wpływ na lot mają czynniki niemożliwe do przewidzenia. Przychodzą mi do głowy zjawiska atmosferyczne oraz opóźnienia czy niedokładności w pracy poszczególnych silników. I chodzi o to, że te reakcje systemu na odchylenia muszą być precyzyjniejsze i szybsze wtedy, gdy statek w kontrolowany sposób zbliża się do twardej przeszkody niż wtedy gdy się od niej oddala.

irycki napisał/a:
Nie, nie masz przed sobą "całego nieba", masz konkretną orbitę na którą musisz wejść z dość dużą dokładnością.

Nigdy nie leciałem rakietą, ale wyobrażam sobie, że możliwe jest dokonanie w czasie lotu poprawek jeżeli rzeczywista trajektoria startu była inna niż teoretyczna. Mam na myśli ponowne przeliczenie przyszłego toru rakiety, dostosowanie modułów sterujących do nowych parametrów, i w efekcie wejście z dużą dokładnością na konkretną orbitę nawet wtedy, gdy w początkowej fazie lotu, w atmosferze, ta dokładność okazała się mniejsza niż zakładana. Na poprawki podczas lądowania jest mniej czasu i miejsca.

Moim zdaniem Oramus poprawnie wyczuwa dużą trudność manewru lądowania, choć niesłusznie (powiedziałbym to nawet przed lądowaniem Falcona) zakłada jego niewykonalność, obecnie i kiedykolwiek w przyszłości.

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...

 
 
irycki 
Fanatyk Samochodzika
Pan Motocyklik



Pomógł: 9 razy
Wiek: 52
Dołączył: 13 Paź 2015
Posty: 3181
Skąd: Legionowo
Wysłany: 2017-08-21, 07:19:31   

Kynokephalos napisał/a:

Moim zdaniem Oramus poprawnie wyczuwa dużą trudność manewru lądowania, choć niesłusznie (powiedziałbym to nawet przed lądowaniem Falcona) zakłada jego niewykonalność, obecnie i kiedykolwiek w przyszłości.
Kynokephalos


Z pewnością manewr ten nie jest banalny, ale nie przeceniałbym jego trudności. Już w latach 60-tych lądowniki księżycowe lądowały "na ciągu" silników. Owszem, tam jest łatwiej, bo nie ma atmosfery. Ale wszystkie inne składowe trudności (typu konieczność równomierności ciągu silników) tam występowały.

Z ocenianiem trudności manewru technicznego "na oko" przez laika jest ten problem, że laik nie zdaje sobie sprawę z rozmaitych uwarunkowań. W gruncie rzeczy stosując oramusową logikę, można uznać, że lądowanie dużego odrzutowca jest w zasadzie niewykonalne. Trafić kilkudziesięciotonową maszyną, o rozpiętości kilkudziesięciu metrów w każdą stroną, rozpędzoną do prawie 300km/h w pas betonu o szerokości kilkudziesięciu metrów i długości koło 2 km - i to trafić nie w dowolnym miescu, a w takim, żeby jeszcze maszynę zdążyć zatrzymać, nie zjeżdżając przy tym z pasa; i trafić z taką prędkością pionową, żeby maszyny nie rozwalić, - a to wszystko w niespokojnej (czasem bardzo) atmosferze, gdzie w każdej chwili może zdarzyć się destabilizujący podmuch wiatru... No, my wiemy, że się da, ale jakby ktoś nie wiedział, to co by powiedział po powyższym opisie?

Moim zdaniem, jeśli ktoś trafnie przewidywał, to właśnie Lem. Oczywiście, przy ówczesnym stanie techniki lądowanie w opisany sposób rakietą wielkości "Niezwyciężonego" byłoby zapewne niemożliwe - ale zacznijmy od tego, że przy ówczesnym stanie techniki niemożliwe było w ogóle skonstruowanie statku tej wielkości (już pomijając kwestię lotów międzygwiezdnych). Jednak Lem nie pisał reportaży, tylko SF.
_________________


Nie chcę pani schlebiać, ale jest pani uosobieniem przygody. Gdy patrzę na panią łowiącą ryby, pływającą po jeziorze, nie wyobrażam sobie, aby istniała bardziej romantyczna dziewczyna.
samozwańczy prezes Klubu Martologicznego
Ostatnio zmieniony przez irycki 2017-08-21, 07:28, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 60 razy
Wiek: 52
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 34812
Skąd: Poznań
Wysłany: 2017-08-21, 10:24:54   

Kynokephalos napisał/a:
Z oboma zetknąłem się bardzo dawno, nigdy ich bezpośrednio nie porównywałem, a teraz pamiętam o wiele za mało by próbować zgadywać o co Lem mógł mieć zastrzeżenia.


No właśnie mam tak samo. Wersję Tarkowskiego widziałem w latach 70-tych, więc trudno ją mi teraz oceniać.
_________________
 
 
 
Mysikrólik 
Maniak Samochodzika



Pomógł: 6 razy
Wiek: 42
Dołączył: 15 Lut 2010
Posty: 5162
Skąd: Opalenica
Wysłany: 2017-08-21, 14:14:39   

irycki napisał/a:
Jednak Lem nie pisał reportaży, tylko SF.


Otóż to. Nie musi nawet moim zdaniem sztywno trzymać się znanych nam praw fizyki. Któż zagwarantuje, że w przyszłości nie będziemy umieli ich naginać.

Nie widziałem w całości filmu Tarkowskiego. Widziałem tylko urywki na YT, ale sądzę że by mi się spodobał. Widziałem natomiast 2-3 razy wersję z Clooneyem i muszę powiedzieć że ... też mi się podobał.

Oczywiście różnice są widoczne i bardziej jest to film luźno oparty na prozie Lema, ale wg mnie ma bardzo dobry klimat. Role są dobrze zagrane. Film kładzie nacisk na stronę psychologiczną, a kompletnie nie zważa na poprawność pod kątem fizyki i innych "twardych" nauk.
_________________
Ostatnio zmieniony przez Mysikrólik 2017-08-21, 14:16, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 32 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 4799
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2017-08-22, 05:18:24   

irycki napisał/a:
Z ocenianiem trudności manewru technicznego "na oko" przez laika jest ten problem, że laik nie zdaje sobie sprawę z rozmaitych uwarunkowań.

W ocenie zarzutów Oramusa wobec Lema od początku się zgadzamy. W poście, który cytujesz odnosiłem się głównie do tezy, że trudność startu i trudność lądowania w omawiany sposób są sobie równe, co wynika z praw fizyki. Moja laicka intuicja podpowiada mi na oko, że w wyidealizowanym modelu są równe, ale w praktyce nie są - a różnicę stanowi czasowy i przestrzenny margines dopuszczalnego błędu.

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...

 
 
Piratka 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomogła: 13 razy
Dołączyła: 23 Sty 2013
Posty: 2693
Skąd: Wyspa Skarbów
Wysłany: 2019-02-10, 21:17:18   

Robinoux napisał/a:
Co do wczesnych powieści (Obłok, Astronauci) to straszne ramoty komunistyczne, które ledwo da się czytać. Lem podobno sam się ich wstydził, stąd tak mało wznowień w późniejszych latach.
Cyberiada genialna - moje najulubieńsze dzieło - wydanie razem z bajkami robotów z ilustracjami Mroza jest jedyne w swoim rodzaju. Co ciekawe wiersze Elektrybałta i wiele innych tekstów pamiętam do dzisiaj, choć nikt nie kazał mi się ich uczyć i czytałem dawno, czego nie mogę powiedzieć o wielu zakuwanych w szkole "na mus". Jak widać na mus idą tylko jabłka do ciasta. :p
Wiersze Elektrybałta też potrafię cytować, choć nikt nie kazał mi się ich uczyć :) Potrafię też przytaczać z pamięci dłuższe kawałki prozą z "Cyberiady", zwłaszcza Frenezjusza Paciora, Bulfona Struncla, twórcę szkoły strunclistów, Turbuleona Kratafalka, Sferycego Logara, jak również samego Lemuela Łysego. Do dziś zdumiewa mnie jak GUKPIW przepuszczał te wszystkie: "Ultymatywnym Benefaktorem" (w skrócie UB), planetę Wielowców (co wyglądała na ZSRR albo/oraz Chiny), karę "swobodnego rzeźbienia" na planecie Pinty (jakby Kanał Białomorski), "lepniaków zakusom wrażym kres położym" czy wiele innych temuż podobnież. A jak złość mnie ogarnia, powtarzam sobie "i grób go przed sprawiedliwym gniewem naszym nie uchroni" ...
Podobnie od razu zaciekawiło mnie, iż "Dwa Potwory" ścigają roboty "w całym Kosmosie, przemierzając go od wschodniej ku zachodniej ścianie galaktyk". Kosmos nie ma kierunków wyróżnionych, zatem Lemuel nie napisał tego przypadkiem. Podobnie jak "Czerwień, którąście znaleźli, zwiastunem jest zagłady!"
Zaś ta scena
od razu przypomniała mi "Próżnia, rozepchnięta promieniami twardszymi od skał, zbiegła się potem w jedną drgającą iskrę, która sczezła. Fale udarowe dotarły po siedmiu dniach do miejsca, gdzie czarne, jak noc, czekały próżniopławy.
- Stało się! - rzekł czuwający twórca potworów do swych towarzyszy - Państwo Srebrzystych przestało istnieć. Można ruszać dalej.
Ciemność u rufy ich statków zakwitła ogniem i pomknęły w drogę zemsty. Kosmos jest nieskończony i nie ma granic, ale nie ma też granic ich nienawiść, a przeto każdego dnia, każdej godziny może dosięgnąć i nas.
"
Ci "towarzysze" zawsze mi się jednoznacznie kojarzyli.
"Astronauci" są jacy są (początek z Meteorem Tunguskim tematycznie jakby związany z PS i UFO), zaś "Obłok Magellana", jeśli wziąć w nawias kilka propagandowych wciórności, ma coś w sobie. Czytając "Obłok" nie wpadła bym sama, że Lemuel Łysy pisał go w latach 50-tych. Wynalazki w trochę późniejszym "Edenie" (który cenię znacznie wyżej, o ile można porównywać) są jakby mniej zaawansowane.
Mysikrólik napisał/a:
Te tzw. błędy, kompletnie mi nie przeszkadzają i nie mają wpływu na mój odbiór książek Lema.
Ani mnie.
Kynokephalos napisał/a:
Powiedziałbym, że Oramus się czepia i na siłę wydłuża swoją listę.
Łagodnie mówiąc. Poucza Lema z taką wyższością, jak Łopuszański Zbigniewa Nienackiego. Przeskakuje z tematu na temat, z powieści na powieść. Ani chronologicznie, ani zrozumiale. W "Powrocie z gwiazd" według niego "panuje swego rodzaju komunizm" - poważnie? Tak mogło być w "Obłoku" i też nie do końca. "Płaci się z kalstera, produkując trójkąciki z napisem 1 czy 2 (siła nabywcza ita jest zaiste zatrważająca) i o tyle też zmniejsza się liczba w okienku." Czy on w ogóle czytał tę powieść? Nazywa ją ulubioną! Tymczasem w książce trochę dalej jest "Podałem mu kalster. Okazało się, o czym nie wiedziałem, że tylko ja mogę go uruchomić, ale on naturalnie i tą moją niewiedzą wcale się nie zdziwił. Zaczynałem coraz bardziej lubić roboty. Pokazał mi, jak mam to zrobić, aby ze środka wypadł tylko jeden szton z wybitą na nim właściwą cyfrą."
Cóż jeszcze?
"Kłopoty z przeliczaniem z systemu dwójkowego na dziesiętny i odwrotnie zdarzają się nawet tak łebskiemu osobnikowi jak Pirx. W opowiadaniu "Odruch warunkowy" Pirx odbywa praktykę na stacji księżycowej. Nagabywany o wiek, informuje że ma 111 lat, po czym dodaje: W układzie dwójkowym. Wyznanie to z grubsza można traktować jako dowcip, gdyż 111 w systemie dwójkowym odpowiada liczbie 7 w systemie dziesiątkowym. Pirx jest młodzieńcem dwudziestodwuletnim (Nie takie rzeczy robi się mając dwadzieścia dwa lata), mógłby mieć zatem 10110 lat w systemie dwójkowym. Ale siedem? Jeśli jest to dowcip, to wątpliwy - czy na pytanie o wiek odpowiadamy, że jesteśmy dziećmi?"
Błąd - źle, dowcip, też - źle ...
"przecież odpalać rakiety umieli już starożytni Chińczycy, umieli prekursorzy astronautyki z Rosji, Europy i Ameryki; w połowie XX wieku, kiedy powstawali "Astronauci", wiedza na ten temat była ogólnie dostępna." Ogólnie dostępna wiedza jest taka, że rakiety wynaleziono w Chinach około XIII wieku. Widocznie dla Oramusa to starożytność.
W zakończeniu "Niezwyciężonego" Rohan "musi zdjąć maskę tlenową; następnie odrzuca aparat tlenowy zupełnie, gdyż właśnie skończyły mu się zapasy tlenu. Oddycha się jednak całkiem przyjemnie - w powietrzu planety jest 16 procent tlenu - i właściwie nie wiadomo, dlaczego przez cały czas astronauci męczyli się z tymi maskami."
To, że 4 procent stanowi metan, Oramus pomija. Astrogator zapytuje "Czy tutejsza atmosfera nadaje się do oddychania?
Lekarze poszeptali między sobą.
– W zasadzie tak – powiedział wreszcie Stormont, ale jak gdyby bez większego przekonania.
– Co to znaczy „w zasadzie”? Można czy nie można oddychać?
– Taka ilość metanu nie jest obojętna. Po pewnym czasie nastąpi wysycenie krwi i może to dać pewne lekkie objawy mózgowe. Oszołomienia… ale dopiero po godzinie, może po kilku godzinach.
– A czy nie wystarczy jakiś pochłaniacz metanu?
– Nie, astrogatorze. To znaczy nie opłaci się produkować pochłaniaczy, bo trzeba by je często zmieniać, a poza tym procent tlenu jest jednak dosyć niski. Osobiście jestem za aparatami tlenowymi.
– Mhm. Inni panowie też?
Witte i Eldjarn skinęli głowami."

Szczerze mówiąc, nie wiem czy metan tak działa, jednak wystarczy, że "procent tlenu jest jednak dosyć niski".
Co dalej?
"Rzecz w tym, że już sama atmosfera jest jednostką ciśnienia"
"rzecz w tym" jest rusycyzmem.
"Nie jest zamierzeniem niniejszego szkicu dyskredytowanie osiągnięć Stanisława Lema ani podważenie autorytetu, jaki sobie wypracował przez sześć dekad zmagań na niewdzięcznym poletku SF" aha.
Można wymienić poważniejsze sprawy, niż te co je Oramus odkrywa. W "Odruchu warunkowym" Pirx wychodzi na powierzchnię Księżyca "zatrzasnął drzwi hermetyczne, otworzył klapę, wylazł na wierzch, ale jej nie zamknął — właśnie, żeby szybciej wrócić. Langner i tak nie wybiera się na zewnątrz, więc w takim postępowaniu nie było nic złego." Po powrocie "Klapa była otwarta. Więc Langner siedział w środku." To oczywiste. Po wejściu "skoczył do radiostacji. Była również pusta. Nie wiadomo skąd, wezbrała w nim pewność, że nie ma co szukać w obserwatorium, że Langnera nie ma na Stacji. Więc to jednak były rakiety, te błyski? Langner strzelał? Wyszedł? Czemu? Szedł w stronę przepaści!" Jak wyszedł, skoro klapa zewnętrzna była otwarta, zatem drzwi wewnętrzne zamknięte? Może klapę można było zamknąć zdalnie, choć brak o tym wzmianki. W bazie "było dwu ludzi, Langner i on. Aparatura mówiła, że jest ich trzech. Nie mogło być trzech. Więc kłamała. (...) „Agonalny rytm oddechowy” powstawał wskutek przebicia małego kondensatorka; dawało ono znać o sobie tylko wówczas, kiedy otwarta była klapa wyjściowa. Napięcie przeskakiwało wtedy z jednego obwodu w drugi i na siatce „oka magicznego” powstawało „dudnienie”. Tylko na pierwszy rzut oka przypominało „agonalny oddech”, gdyż przyjrzawszy się lepiej, można było bez trudu dostrzec nienaturalne drżenie seledynowych skrzydełek." Pirx wracając musiał ową klapę zamknąć, w śluzie otwierają się na przemian. Skąd zatem widział błędne wskazanie aparatury, skoro klapa była zamknięta? Musiałby ją znów otworzyć (zdalnie? lecz po co?), o czym znów brak wzmianki. To nie miało być zarzutem, to przejaw mego podziwu, opisał to Lem tak przekonująco, iż ... nie wiem jak zakończyć zdanie.
Ze Wstępu do "Dzienników Gwiazdowych":
LEM jest to skrót nazwy LUNAR EXCURSION MODULE, czyli eskploracyjnego pojemnika księżycowego, który był budowany w USA w ramach "Projektu Apollo" (pierwszego lądowania na Księżycu). LEM był wprawdzie zaopatrzony w mały móżdżek (elektronowy), urządzenie to służyło jednak wąskim celom nawigacyjnym i nie mogłoby napisać ani jednego sensownego zdania. O żadnym innym LEMie nic nie wiadomo.
Czy Oramus napisałby o sobie coś takiego?
_________________


- A czy nie ma dobrych piratów?
- Nie. Bo to się mija z samym założeniem piractwa.
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 31 razy
Wiek: 56
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 7573
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2019-02-10, 21:41:46   

Piratka napisał/a:
Ze Wstępu do "Dzienników Gwiazdowych":
LEM jest to skrót nazwy LUNAR EXCURSION MODULE, czyli eskploracyjnego pojemnika księżycowego, który był budowany w USA w ramach "Projektu Apollo" (pierwszego lądowania na Księżycu). LEM był wprawdzie zaopatrzony w mały móżdżek (elektronowy), urządzenie to służyło jednak wąskim celom nawigacyjnym i nie mogłoby napisać ani jednego sensownego zdania. O żadnym innym LEMie nic nie wiadomo.


Ze wstępu do II wydania chyba, tego z lat 60-tych :D .

Piratka napisał/a:
Oramus


Pamiętam jak w latach 70-tych wymieniano go wśród młodych, ambitnych "nadziei" polskiej fantastyki.

PS. Aha, byłbym zapomniał: gdy dzwonię domofonem do pewnego kumpla na Ochocie to zawsze mówię jedno tylko słowo: Refernazor. on niezmiennie odpowiada: Brentakurdwium i mnie wpuszcza ;-) .
_________________
Z 24
Ostatnio zmieniony przez Z24 2019-02-10, 21:45, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Reklama:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo

Strona wygenerowana w 0,44 sekundy. Zapytań do SQL: 15