PanSamochodzik.net.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
Język francuski
Autor Wiadomość
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 65 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8345
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2018-09-03, 07:37:38   

Pierwszy słynny pełnometrażowy film Francoisa Truffaut nosi tytuł “Les quatre cents coups”.



Polski tytuł brzmi “Czterysta batów” (angielski: “The 400 Blows”), co wydaje się być poprawnym tłumaczeniem, tym bardziej, że młody bohater w filmie karany jest za różne wybryki. Karany tak, ale na pewno nie czterysta razy, i dlatego tytuł zawsze mnie jakoś irytował; czułem, że nie do końca zrozumiałem jego znaczenie.

Wczoraj oglądając sobie po raz nie wiem już który klasyczne dzieło Erica Rohmera “Moja noc u Maud" usłyszałem nagle tę frazę ponownie: Maud pyta Jean-Louisa, czy zamierza się kiedyś ożenić. Odpowiada, że mu się nie śpieszy. “Pour faire les 400 coups?” pyta na to Maud.

To nie mógł być przypadek! Zgłębiłem więc sprawę i okazuje się, że “faire les quatre cents coups” to we Francji znane powiedzonko, które dosłownie oznacza “odpalić 400 salw”, bo tyle gwarantował kiedyś producent armat; ponadto kanonierzy strzelali już na własne ryzyko. I z tego faktu właśnie wyrosło powiedzonko, które zachowało się do dzisiaj: “faire les quatre cents coups” znaczy przenośnie wyszaleć się, wyszumieć do końca, nie ma jednak nic do czynienia z karaniem dziecka czterystoma ciosami lub batami. A dokładnie to sugerują przecież kiepsko przetłumaczony tytuły tego wspaniałego filmu. (W niemieckim np. zwie się “Całowali go i bili”).

“Les Quatre cents coups” - “Czterysta batów”: coś bardzo ważnego zostało zagubione w przekładzie, rzekłbym. :p
Ostatnio zmieniony przez John Dee 2018-09-03, 12:17, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 57 razy
Wiek: 51
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 34357
Skąd: Poznań
Wysłany: 2018-09-03, 08:06:52   

A widziałeś ten film? (400 batów). Bo tak się składa że kilka dni temu próbowałem go obejrzeć (leciał niedawno u nas w tv i sobie nagrałem), ale po 15 min. mnie znudził i usunąłem...
Swoją drogą francuska szkoła podstawowa chyba z lat 50-tych to był zupełnie inny świat: same białe dzieci, wielka dyscyplina, szacunek dla nauczyciela...
_________________
 
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 65 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8345
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2018-09-03, 12:12:00   

Szara Sowa napisał/a:
A widziałeś ten film? (400 batów). Bo tak się składa że kilka dni temu próbowałem go obejrzeć (leciał niedawno u nas w tv i sobie nagrałem), ale po 15 min. mnie znudził i usunąłem...

Film, przyznaję, jest trudny, ale i piękny, trzeba jednak być w odpowiednim nastroju i mieć cierpliwość, by go całkowicie docenić. Poza tym jest bardzo ważny, bo jest to jeden z pierwszych filmów Nowej Fali i w Cannes wyróżniony nagrodą za reżyserię.

Szara Sowa napisał/a:
Swoją drogą francuska szkoła podstawowa chyba z lat 50-tych to był zupełnie inny świat: same białe dzieci, wielka dyscyplina, szacunek dla nauczyciela..

Na to wygląda, ale możliwe, że tylko Truffaut tak to odebrał, bo inni reżyserzy jak np. Louis Malle w “Szmerach w sercu” swoje lata szkolne opisał zupełnie inaczej: w jego budzie panował klimat przyjaźni, zaufania i szacunku pomiędzy nauczycielami a uczniami i dość spora swoboda.
Ale ogólnie było w tamtych czasach chyba jednak tak, i to nie tylko we Francji, ale wszędzie na świecie, w USA, Polsce, że sadystycznie usposobieni “pedagodzy” mogli sobie pozwolić na znacznie więcej niż dzisiaj. Sam byłem świadkiem bardzo ohydnych scen… :diabelek:
 
 
Yvonne 
Maniak Samochodzika
Witaj Przygodo!



Pomogła: 7 razy
Wiek: 40
Dołączyła: 28 Wrz 2012
Posty: 6428
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2018-09-03, 12:19:56   

John Dee napisał/a:
Zgłębiłem więc sprawę i okazuje się, że “faire les quatre cents coups” to we Francji znane powiedzonko, które dosłownie oznacza “odpalić 400 salw”, bo tyle gwarantował kiedyś producent armat; ponadto kanonierzy strzelali już na własne ryzyko. I z tego faktu właśnie wyrosło powiedzonko, które zachowało się do dzisiaj: “faire les quatre cents coups” znaczy przenośnie wyszaleć się, wyszumieć do końca, nie ma jednak nic do czynienia z karaniem dzieca czterystoma ciosami lub batami.


Bardzo ciekawa sprawa, Johnie! :)
Nie znałam tego wyrażenia, a bardzo lubię upodobanie Francuzów do używania nawet tych najdziwniejszych w mowie potocznej!
Spotkałam kilku Francuzów, którzy używają ich naprawdę często. Bardzo mnie to bawi i intryguje. A mają tych powiedzonek mnóstwo! Na każdą okazję. Nawet mam plan zgłębić ten temat, jak będę miała więcej czasu.

Zerknęłam pobieżnie w internet i znalazłam trochę inne wytłumaczenie tego wyrażenia, Johnie.
Zerknij proszę:

"Signification:
Vivre sans respecter la morale et les convenances.

Origine:
Lors de la guerre menée par Louis XIII contre le protestantisme, la ville de Montauban fut attaquée en 1621 par 400 coups de canon, sensés faire plier les habitants qui étaient en majorité protestants. Mais ils ne se rendirent pas. L’expression est restée et on dit d’une personne qu’elle "fait les 400 coups" lorsqu’elle mène une vie désordonnée, sans respect des us et coutumes."


Jakiś związek z szaleństwem może to ma ;-) , ale jednak znaczenie jest inne.
Tyle sprawdziłam na szybko. Nie wiem na ile wiarygodne jest to źródło.
Po powrocie z pracy zapytam mojego przyjaciela Patricka.
_________________
Zapraszam na mój blog:

www.odbiblioteczkidoszafy.blogspot.com


Ostatnio zmieniony przez Yvonne 2018-09-03, 12:25, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający



Pomógł: 57 razy
Wiek: 51
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 34357
Skąd: Poznań
Wysłany: 2018-09-03, 12:24:19   

John Dee napisał/a:
Film, przyznaję, jest trudny, ale i piękny, trzeba jednak być w odpowiednim nastroju i mieć cierpliwość, by go całkowicie docenić.


Zgadza się, może nie byłem w nastroju ale poza tym wydał mi się jakiś sztuczny, tendencyjny.
_________________
 
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 65 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8345
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2018-09-03, 17:41:04   

Szara Sowa napisał/a:
wydał mi się jakiś sztuczny, tendencyjny.
Zgadzam się. To był debiut Truffaut, i jako taki pozostawia sporo do życzenia.


Yvonne napisał/a:
bardzo lubię upodobanie Francuzów do używania nawet tych najdziwniejszych w mowie potocznej!

Ja również. Przytoczę dwa, które ostatnio sobie zanotowałem: “se dérouiller les muscles” i “perdre le nord”. :D


Yvonne napisał/a:
Zerknęłam pobieżnie w internet i znalazłam trochę inne wytłumaczenie tego wyrażenia, Johnie. Zerknij proszę: "Signification: Vivre sans respecter la morale et les convenances.
Trochę inaczej, ale w sumie podobnie. Definicji jest dużo, większość idzie w tym kierunku: enchaîner les bêtises, faire des bêtises, faire un maximum de bêtises. “To sow one's wild oats” (definicja angielska).

Zgodzisz się jednak, że “400 batów” to tytuł mocno mylny? “Wybryki”, “Szaleństwa” byłby bardziej wierny oryginałowi, ale nie brzmi tak dobrze jak te baty. ;-)
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 65 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8345
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2018-10-30, 11:01:04   

Francuzi mają czasownik opisujący opieranie się łokciem o coś: s'accouder (coude: łokieć). Czyżby dlatego, bo spędzają tak dużo czasu w tych swoich brasseriach oparci o bufet że trzeba było wymyślić odpowiednie słowo? :okulary2:


./redir/enelinterior.com/wp-content/uploads/2014/03/chica-en-el-bar-14951.jpg
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 65 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8345
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2018-11-08, 12:18:34   

W “Zamku mojej matki” Marcela Pagnola, należącym do cyklu jego wspomnień z dzieciństwa, natknąłem się na takie zdanie:

— C’est un ancien adjudant.
— Ils n'ont pas toujours bon caractère.
— Celui-là est comme les autres. Mais il est toujours saoul comme la Pologne, et il a une jambe raide.

"Jest zawsze pijany jak Polska..."

O utartym francuskim powiedzonku “pijany jak Polak” (“soûl/ivre comme un Polonais”) dyskutowaliśmy już gdzieś w związku z Napoleonem i Saragossą zdaje się, ale że ktoś jest “pijany jak Polska”, to pierwsze słyszę. :D
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 65 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8345
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2018-11-30, 18:52:17   

Po inwazji Normanów na Anglię w 1066 roku język francuski zaczął dominować na dworze królewskim i w pałacach szlachty, ale prosta ludność nadal posługiwała się językiem anglosaskim, używając starych określeń na przykład wobec zwierząt. Świnię nadal nazywano pig, póki, jako pieczeń, nie znalazła się na stole normańskiego szlachcica, który spożywał ją jako porc - dzisiejszy pork. Cow - beouf - beef, sheep - mouton -mutton, calf - veau - veal, itd.

Zabawne, że tak pozostało do dzisiaj, dwa słowa określające niby to samo, a jednak nie, bo nikt nie je “cow”, je się “beef”.

Wspominam o tym, bo właśnie natknąłem się na kolejne zangielszczone słowo francuskie oznaczające “tchórza. Po francusku “lâche”, ale również “couard”. No i już mamy dzisiejsze określenie coward. :)

Za nim stoi jeszcze łacińskie słowo “cauda”, ale to już inna historia.
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 29 razy
Wiek: 55
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 7363
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2018-12-01, 02:00:02   

Ten francuski "mouton" przeniknął nawet do łaciny średniowiecznej. W klasycznej nie funkcjonował.
_________________
Z 24
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 65 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8345
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2018-12-01, 13:17:13   

Co by oznaczało, że językiem martwym w średniowieczu jeszcze nie był… ;-)
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 65 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8345
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2018-12-06, 16:53:05   

Zajęcie popularne nie tylko wśród Francuzek: oglądanie wystaw. We Francji mówi się na to lèche-vitrines, "lizanie witryn". :D


./redir/www.helenemoreau....echevitrine.jpg
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 29 razy
Wiek: 55
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 7363
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2018-12-06, 23:55:33   

John Dee napisał/a:
Zajęcie popularne nie tylko wśród Francuzek: oglądanie wystaw. We Francji mówi się na to lèche-vitrines, "lizanie witryn". :D


:564:

:D Bardzo dobrze oddaje to istotę sprawy.
_________________
Z 24
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 65 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8345
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2018-12-07, 12:57:34   

Prawda? Każdy język ma taką swoją specyfikę. W polskim na przykład cenię to, że szyk zdania jest bardzo elastyczny, można poprzestawiać jego części i zdanie nadal ma sens. W niemieckim to już nie funkcjonuje, reguły (Satzbau) i struktury są bardzo sztywne. Za to można połączać kilka rzeczowników budując nowy: Donaudampfschifffahrtskapitänsmütze. :D

No a francuski oferuje między innymi tego rodzaju zabawne skojarzenia. :)
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 29 razy
Wiek: 55
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 7363
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2018-12-07, 19:57:43   

John Dee napisał/a:
Donaudampfschifffahrtskapitänsmütze


Czapka kapitańska Dunajskiej Żeglugi Parowej? (ze słownika musiałem skorzystać tylko w przypadku"pary") :D

Melchior Wańkowicz w "Na tropach Smętka" podaje takie jedno słowo oznaczające "zastępcę naczelnika urzędu pocztowego d/s ekspedycji gazetowej". Nie ma mowy, żebym zapamiętał oryginał.

John Dee napisał/a:
W polskim na przykład cenię to, że szyk zdania jest bardzo elastyczny, można poprzestawiać jego części i zdanie nadal ma sens


Ta maniera rozpleniła się makabrycznie i obecnie trudno znaleźć jakąś mniej więcej publiczną wypowiedź, żeby ten szyk był jako tako strawny. A już w postaci pisemnej wygląda to koszmarnie :diabelek: .
_________________
Z 24
Ostatnio zmieniony przez Z24 2018-12-07, 19:58, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 65 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8345
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2018-12-07, 22:14:42   

Z24 napisał/a:
Czapka kapitańska Dunajskiej Żeglugi Parowej? (ze słownika musiałem skorzystać tylko w przypadku"pary")
Bardzo dobrze. :galy: :564:

Z24 napisał/a:
Melchior Wańkowicz w "Na tropach Smętka" podaje takie jedno słowo oznaczające "zastępcę naczelnika urzędu pocztowego d/s ekspedycji gazetowej". Nie ma mowy, żebym zapamiętał oryginał.

Reichspostamtszeitungsexpeditionssekretärstellvertreter :D
 
 
muzygog 
Uwielbia Samochodzika


Pomógł: 1 raz
Wiek: 55
Dołączył: 04 Lis 2017
Posty: 622
Skąd: Płock
Wysłany: 2018-12-08, 07:59:11   

... w poniemieckim uwielbiam liczebniki, pasjami...
_________________
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 65 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8345
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2018-12-11, 10:11:20   

Violon d'Ingres

Pasja, hobby, na to mówimy często “konik”, prawda? Niemcy używają słowa podobnego: “Steckenpferd" = "konik na kiju”.

A Francuzi? “Violon d'Ingres”. Za Ingresem kryje się rzeczywiście słynny malarz Jean-Auguste-Dominique Ingres, autor znanych portretów jak

Hrabina d'Haussonville

./redir/upload.wikimedia.org/

czy Wielka odaliska


./redir/upload.wikimedia.org/

Ingres bez dwóch zdań malarzem był wyśmienitym, ale posiadał również jeszcze inny talent, muzyczny - był bardzo dobrym skrzypkiem. Tak dobrym nawet, że w młodych latach grywał drugie skrzypce w orkiestrze w Toulouse. Z biegiem czasu jakoś on i jego skrzypce stały się potocznym określeniem drugiej pasji artystycznej, hobby, konika.

Skrzypce, tak często wspominane przez Francuzów, nawiasem mówiąc zachowały się i są przechowywane w muzeum w Montauban, skąd Ingres pochodzi.


./redir/vanessafrance.files.wordpress.com/
Ostatnio zmieniony przez John Dee 2018-12-11, 10:45, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Berta von S. 
Administratorka Wspomagająca
nienackofanka



Pomogła: 80 razy
Wiek: 46
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 21580
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2018-12-11, 10:58:53   

John Dee napisał/a:
Violon d'Ingres

Pasja, hobby, na to mówimy często “konik”, prawda? Niemcy używają słowa podobnego: “Steckenpferd" = "konik na kiju”.

A Francuzi? “Violon d'Ingres”. Za Ingresem kryje się rzeczywiście słynny malarz Jean-Auguste-Dominique Ingres, autor znanych portretów jak

Ciekawe. To się nazywa zostać nieśmiertelnym! :)

A skąd się wziął polsko-niemiecki konik?
_________________
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 65 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8345
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2018-12-11, 15:42:03   



Berta von S. napisał/a:
A skąd się wziął polsko-niemiecki konik?
Steckenpferd pojawił się wraz z niemieckim przekładem słynnego dzieła Laurence’a Sterne’a “The Life and Opinions of Tristram Shandy, Gentleman”, krótko “Tristram Shandy”. Tam Sterne posługuje się określeniem “hobby horse”, które w Anglii jest w użytku co najmniej od XIII wieku. Hobby jest zdrobnieniem Robina. Widzimy więc, że oba słowa zostały zaadaptowane, zarówno hobby jaki i horse. Kto, kiedy i dlaczego dodał kij (Stecken), tego się nie dowiedziałem. :)
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Reklama:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo

Strona wygenerowana w 0,25 sekundy. Zapytań do SQL: 12