PanSamochodzik.net.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
Dan Brown
Autor Wiadomość
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 58 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 7692
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2017-10-12, 10:46:29   

Dan Brown - “Inferno”



Przedostatnia książka Browna, “Zaginiony Symbol” nie za bardzo mu wyszła, do tego stopnia, że Ron Howard jeszcze nawet nie zrobił filmu na jej podstawie. Waszyngton, mimo że miasto ciekawe i również posiadające swoje historyczne tajemnice (House of the Temple - siedziba Rady Najwyższej Wolnomularzy, Kapitol z jego interesującymi podziemiami, i przede wszystkim Instytut Smithsona, “największy na świecie kompleks muzeów i ośrodków edukacyjno-badawczych”) nie okazał się widać twórcy “Kodu Da Vinci” wystarczająco silną inspiracją.

Nic więc dziwnego, że w “Inferno” odnajdujemy Robeta Langdona ponownie w Europie, tym razem we Florencji (głównie). Dan Brown, mam wrażenie, starał się za wszelką cenę uniknąć kolejnego potknięcia i stworzyć książkę na poziomie “Kodu” i “Aniołów i Demonów”, gdyż kopiuje wiele elementów ich sprawdzonej dramaturgii, tym samym powtarzając się i niestety trochę nudząc. (Wkradanie się do miasta poprzez korytarz vasariego w każdym znawcy “Aniołów i Demonów” wywołać musi natychmiast silne uczucie deja vu…)
Oczywiście u boku Langdona jest ponownie piękna kobieta, oczywiście jest przeciwnik tak szalony jak genialny, i oczywiście są dalsi adwersatorzy stanowiący różny stopień zagrożenia dla głównych bohaterów.

A zatem książka jest nieudana? Bynajmniej! Jest świetna! Dan Brown poszerzył bowiem formułę której użył tworząc swoje wspomniany już klasyki o nowe, bardzo udane pomysły. Robert Langdon budząc się w szpitalu ma AMNEZIĘ, nie przypomina sobie dlaczego jest we Florencji i jak długo, nie rozumie również dlaczego w chwilę po uzyskaniu przytomności ktoś do niego strzela, trafiając i zabijając jednak jedynie stojącego u jego boku lekarza. I co to za tajemniczy przedmiot ukryty w podszewce jego marynarki noszący symbol zagrożenia biologicznego? A co to za bezsensowne słowa kołatające się w jego umyśle, jedyne zachowane fragmenty jego poza tym całkowicie wymazanej pamięci krótkotrwałej? (Pomysł z utratą pamięci prowadzi do jednej z najlepszych scen, gdy Langdonowi pokazane zostaje wideo z przeszłej nocy na którym przywłaszcza sobie bezcenny artefakt będący na wystawie w Pałacu Vecchio. Słynny profesor Langdon, specjalista światowej sławy w dziedzinie ikonografii zwykłym złodziejem?!)

Uciekając przed swoimi wrogami, Langdon i Sienna przemierzają co ciekawsze miejsca Florencji: ogród Boboli, korytarz vasariego, Pałac Vecchio z wszystkimi jego tajemniczymi zaułkami, kościół Santa Margherita de' Cerchi, gdzie Dante zakochał się w swojej Beatrice i gdzie ona leży pochowana, itd.

Dante i jego Boska Komedia to oczywiście temat przewodni przewijający się przez całą książkę. Nigdy nie czytałem Boskiej Komedii, a Florencji jakoś też nie udało mi się jeszcze odwiedzić, tak więc z wielką przyjemnością wchłonąłem wszystkie te informacje o nich, które amerykański autor zgromadził i ciekawie zaprezentował - w stylu nie tak bardzo różniącym się do Nienackiego. Książka pełna jest takich interesujących szczegółów, jeden z tajników dobrej lektury, prawda? Przykład: pochodzenie słowa “kwarantanna” (nawet polska Wikipedia go nie podaje). Słowo wywodzi się od “ quaranta giorni”, 40 dni, tak długo bowiem Wenecjanie kazali kapitanom statków czekać na redzie, nim mogli wpłynąć do portu w Dubrowniku.
Dżuma oczywiście była powodem takiego rozporządzenia - i dżuma jest również, jako realne zagrożenie, jednym z głównych tematów książki. Tu Dan Brown jednak wodzi czytelnika zręcznie za nos wymyślając jeden z najlepszych zwrotów akcji ze wszystkich użytych w swoich książkach.

“Inferno” oferuje więc dużo starych rozwiązań, sporo nowych, dość przeciętną, jednak nie nudną akcję, zero humoru i bardzo bardzo dużo ciekawych informacji. I naprawdę zaskakujące zakończenie. Polecam.


Jednej rzeczy nie chcę jednak przemilczeć - styl autora pozostawia naprawdę do życzenia. Wszystko jest w porządku póki opisuje wydarzenia lub fakty historyczne. Z dialogami jest już krytycznie. Jednak niemal nie do zniesienia są chwile, w których autor oddaje myśli swoich postaci. Tu bowiem stara się być dowcipny, tworząc “żartobliwe powiedzonka”, one-linery w dennym hollywoodzkim stylu, podlizując się w ten sposób zapewne europejską historią nie tak bardzo zainteresowanym amerykańskim czytelnikom… Za to muszę odjąć mu pół stopnia…
Ostatnio zmieniony przez Szara Sowa 2017-10-12, 10:49, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 58 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 7692
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2017-10-12, 13:41:35   

Dan Brown - Początek (Origin)



Robert Langdon, wraz z setką innych prominentów ze świata kultury i nauki, przybywa do Hiszpanii na zaproszenie swojego przyjaciela i byłego studenta Edmonda Kirscha. Edmond jest tytanem branży komputerowej, wynalazcą, futurologiem, miliarderem i zatwardziałym ateistą. Dokonał, jak ogłasza, swojego największego odkrycia, które wstrząśnie fundamentami kościoła i “wszystko zmieni”: posiada dowód, że w kreacji życia na ziemi Bóg nie odegrał żadnej roli. Biskup Valdespino, doradca hiszpańskiego króla, zapoznawczy się w przededniu prezentacji Kirscha ze szczegółami jego odkrycia, jest skrajnie zaniepokojony. Widząc interesy kościoła poważnie zagrożone, zaczyna sondować możliwości powstrzymania wpływowego ateisty przed ujawnieniem światu kłopotliwej prawdy. Genialny nerd ma także jeszcze innych wrogów jak księcia Juliana, przyszłego króla Hiszpanii, który, jeśli wierzyć gazetom, jest zazdrosny z powodu jego serdecznego stosunku do narzeczonej księcia Ambry Vidal. Ambra jest bowiem kierowniczką muzeum Guggenheim w baskijskim Bilbao i pomaga Edmondowi w przygotowaniu jego prezentacji, która właśnie tam będzie miała miejsce. Julian prosi ją, by na liście gości umieściła także imię jego przyjaciela admirała Luisa Ávila. Czego nikt nie przeczuwa, admirał jest człowiekiem głęboko wierzącym i pojawia się na przyjęciu uzbrojony.

O tym wszystkim Robert nie ma wiedzy, gdy czekając na efektowny występ swojego przyjaciela oprowadzany jest po muzeum przez swojego niesamowicie erudycyjnego asystenta, którego przydzielił mu do towarzystwa Edmond. Winston, bo tak ten się nazywa, pozostanie z nim do ostatniej strony książki i jest najciekawszą występującą w niej postacią. Co nie znaczy, że tym razem przy boku profesora Langdona zabraknie pięknej kobiety: nie trwa oczywiście długo, a on i Ambra Vidal ścigani są przez hordy gotowych na wszystko przeciwników.

Danowi Brownowi udała się ponownie sztuczka stworzenia książki według swojej sprawdzonej receptury zawierającej jednocześnie nowe, bardzo ciekawe wariacje. “Początek” jest jego najbardziej dojrzałą książką, mniej w niej pościgów i cielesnych starć niż zazwyczaj, więcej subtelnej intrygi i bezkrwawych mocowań. Miejsce zwariowanego zamachowca zajął tajemniczy whistleblower informujący precyzyjnie platformy internetowe o zajściach w muzeum i pałacu królewskim; obrońcy wiary zaś nie działają z zaślepienia religijnego, lecz… - ale nie zdradzajmy zbyt wiele. ;-) Intryga jest więc na medal, podobnie jak i informacje z zakresu kultury i historii, głównie Hiszpanii oczywiście, ale nie tylko. Dziwne, ale to te właśnie wykłady, których w pierwszej trzeciej części książki jest szczególnie dużo (co oznacza, że akcji jest odpowiednio mniej) tym razem mi się najbardziej spodobały, bo są same w sobie ciekawe, poruszają częściowo mało znane mi tematy i są do tego zręczne wbudowane w akcję książki. Z tych powodów przechadzka Langdon w towarzystwie Winstona po muzeum Guggenheim pozostanie mi w pamięci jako najmilszy fragment całej książki.
Autor dostrzegalnie tym razem dokonał też bardzo starannego riserczu, o czym świadczy również długa lista fachowców i instytucji wymienionych w podziękowaniach. Zbędne wspomnieć, że osobiście odwiedził wszystkie opisane w książce miejsca. Obyłoby się jednak bez jego referencji do fenomenów amerykańskiej kultury masowej; porównanie mechanizmów ewolucyjnych z kreskówką Disneya naprawdę nadwyrężyło moją cierpliwość. Pomijając jednak takie potknięcia, jak i tendencję autora do zbyt obszernego objaśniania łatwo zrozumiałych problemów (przypuszczam, że potrzebne są czytelnikowi amerykańskiemu :D ), wszystko inne jest na poziomie. Tyczy się to również, a nawet szczególnie odkrycia, którego dokonał Edmond Kirsch. Niewybaczalnym błędem byłaby próba zbycia w tym miejscu czytelnika byle czym. Tego błędu Brown nie popełnił: naprawdę wysilił swoją mózgownicę wymyślając coś, co powinna zadowolić nawet bardziej krytycznego czytelnika. ;-)

Co się tyczy rankingu, rzekłbym, że “Początek” jest nieco lepszy niż “Inferno”, ale na pewno nie dorównuje “Aniołom i Demonom” lub “Kodowi”.
 
 
Yvonne 
Maniak Samochodzika
Witaj Przygodo!



Pomogła: 6 razy
Wiek: 40
Dołączyła: 28 Wrz 2012
Posty: 5390
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2018-06-07, 21:34:13   

Wczoraj zaczęłam czytać "Inferno" i jestem znudzona.
To chyba najgorsza książka Browna, jaką czytałam.
Widzę, że John Dee napisał coś o niej wyżej. Zaraz przeczytam.

Na razie utknęłam i jakoś nie mam chęci dalej czytać.
Dodam, że poprzednie jego książki podobały mi się.
_________________
Zapraszam na mój blog:

www.odbiblioteczkidoszafy.blogspot.com


Ostatnio zmieniony przez Yvonne 2018-06-07, 21:34, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Nietajenko 
Moderator



Pomógł: 24 razy
Wiek: 40
Dołączył: 25 Lip 2011
Posty: 11600
Skąd: Olsztyn
Wysłany: 2018-06-07, 21:37:59   

I tak najgorszy jest "Lost symbol". To książka, którą można by z powodzeniem skrócić do stustronicowego opowiadania.
_________________
Grunt się nie przejmować i mieć wygodne buty

 
 
Yvonne 
Maniak Samochodzika
Witaj Przygodo!



Pomogła: 6 razy
Wiek: 40
Dołączyła: 28 Wrz 2012
Posty: 5390
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2018-06-13, 07:35:02   

Nietajenko, to chyba nie czytałeś"Inferno".
Męczę ją już ponad tydzień.
Jest tak nudna i infantylna, że aż brak słów.
Nie rzuciłam jej w kąt tylko dlatego, że miałam nadzieję, że wreszcie ujrzę w niej jakąś logikę i ciekawą akcję. Teraz, 150 stron przed końcem, już tej nadziei nie mam.
Ta powieść jest okropna. Zdecydowanie nie polecam.
_________________
Zapraszam na mój blog:

www.odbiblioteczkidoszafy.blogspot.com


 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 58 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 7692
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2018-06-13, 09:59:54   

Yvonne napisał/a:
Nietajenko, to chyba nie czytałeś"Inferno". Zdecydowanie nie polecam.
Zdecydowanie się nie zgadzam. Książa już z tego powodu godna jest polecenia, bo jest świetnym przewodnikiem po Florencji, a częściowo również Wenecji i Istambule. Tysiące fanów Dana Browna zwiedziło to miasto podążając śladami Roberta i Sienny, o czym łatwo można się przekonać odwiedzając ich blogi w internecie. Owszem, “Inferno” ma swoje słabości, na które wskazałem w mej pierwotnej recenzji, ale zdecydowanie również swoje mocne strony, a te w moich oczach kategorycznie przeważają. Początek jest jeden z najlepszych, jakie Brown wymyślił: Langdon budzi się ciężko ranny gdzieś w obcym mieście (w przepięknej Florencji, jak się wnet okazuje), nie pamiętając, jak do diabła tam dotarł. Co gorsza, niemal natychmiast atakowany jest przez kogoś, kto koniecznie chce go jak najszybciej wysłać na inny, lepszy świat. Jakież mocne preludium!
Zgoda, ta cała bieganina po zakamarkach pięknych miast to jakby powtórka tego, co już znamy z wcześniejszych przygód Langdona, ale ponownie, co są to za zakamarki! No i autor jest niegłupi, wytężył mózgownicę i znalazł nowe rozwiązania, zręcznie wywodząc swojego rzekomo wszystkiego domyślającego się czytelnika co chwila w pole. Szczególnie tyczy się to rozwiązania głównej zagadki - jak już początek zasługuje na najwyższą notę.

Yvonne, Twój komentarz jest strasznie ogólnikowy, nie sądzisz? Nieźle byłoby przytoczyć parę argumentów popierających te mocne opinie. Chyba że uwagę “aż brak słów” należy wziąć dosłownie…

Nietajenko: nie daj się za bardzo zbić z tropu, “Inferno” to niezły kawałek literatury rozrywkowej, książka jest znacznie lepsza niż “Lost Symbol” i nawet jeśli jej akcja nie przypadnie Ci do gustu, dowiesz się z niej wiele ciekawych rzeczy o jednym z najpiękniejszych miast tego świata. :)
 
 
Nietajenko 
Moderator



Pomógł: 24 razy
Wiek: 40
Dołączył: 25 Lip 2011
Posty: 11600
Skąd: Olsztyn
Wysłany: 2018-06-13, 10:08:07   

John Dee napisał/a:
Nietajenko: nie daj się za bardzo zbić z tropu, “Inferno” to niezły kawałek literatury rozrywkowej

Ależ z pewnością się nie dam. Czytałem obie i Inferno jest o niebo lepsze. :)
_________________
Grunt się nie przejmować i mieć wygodne buty

 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 58 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 7692
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2018-06-13, 10:34:25   

O niebo. :564:
 
 
Yvonne 
Maniak Samochodzika
Witaj Przygodo!



Pomogła: 6 razy
Wiek: 40
Dołączyła: 28 Wrz 2012
Posty: 5390
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2018-06-13, 11:15:12   

Oczywiście, że na razie moja opinia jest ogólnikowa, ponieważ jeszcze nie skończyłam czytać.
Jak skończę (a właściwie jeśli skończę) to napiszę więcej.

Ale z Waszymi opiniami się nie zgadzam. To najgorsza książka Browna, jaką czytałam. I naprawdę sądzisz, że można się z niej wiele dowiedzieć o Florencji??? Lub o Wenecji? Ja powiedziałabym, że są to informacje szczątkowe i bardzo, bardzo chaotyczne.
A poza tym powieść napisana jest bardzo słabym stylem.
Według mnie dużo gorszym niż Symbol.
_________________
Zapraszam na mój blog:

www.odbiblioteczkidoszafy.blogspot.com


Ostatnio zmieniony przez Yvonne 2018-06-13, 11:16, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Yvonne 
Maniak Samochodzika
Witaj Przygodo!



Pomogła: 6 razy
Wiek: 40
Dołączyła: 28 Wrz 2012
Posty: 5390
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2018-06-13, 11:22:41   

Zatem zanim skończę, pozwól, Johnie, że wkleję jedną z opinii, którą znalazłam i która w zupełności pokrywa się z moją.
Jest napisana tak, jakby wyszła spod mojej klawiatury. Zgadzam się z każdym słowem.
Co więcej, jest w niej interesujący dla nas akcent ;-) :

"Porzućcie nadzieję na sensację, wszyscy Ci którzy wzięli do ręki tą lekturę….
O tej książce pisano już tyle, że ta opinia nie powinna już powstać, ale nie mogłam się oprzeć - wybaczcie… Pozycje autorstwa Dana Browna zawsze czytałam z przyjemnością, stanowiły dla mnie wytchnienie po trudach dnia codziennego. Tymczasem najnowsza Jego książka wprawiła mnie w osłupienie. Początek - dobry, zapowiadający długo wyczekiwany relaks… gdy nagle …zaczynam biec..i tak już jest do końca. Biegałam jak oszalała, z obłędem w oczach za prof. Langdomem po całych Włoszech, dostając jak zwykle zadyszki i przeklinając ilość wypalonych papierosów. 20 stron przed metą pomyślałam, że cóż - starość nie radość… trzeba się przerzucić na którąś z książek serii o Panu Samochodziku, bo inaczej skończy się to reanimacją.
Kolejnym pomysłem było czytanie tej pozycji z pewną uroczą stroną internetową, na której nie dość, że są mapy z całego świata, to można również zrobić sobie wirtualny spacer po uliczkach… niestety, Dan Brown pobił wszelkie rekordy szybkości na wszystkich dystansach. Piękne ,włoskie zabytki migały mi przed oczami jakbym widziała je z okien pędzącego pociągu.
Komu więc mogę polecić tą lekturę? Na pewno:
1. osobom przygotowującym się do udziału w maratonach – dobrze poprawia kondycję,
2. tym fanom zorganizowanych wycieczek , którzy uwielbiają biegając z obłędem w oczach za przewodnikiem zwiedzać jedno miasto w jeden dzień,
3. szczęściarzom, którzy mają forsy jak lodu i przypadkowo nie wiedzą jak zainwestować 40 zł.
Pozostali czytają na własną odpowiedzialność…."


Opinię cytowaną wyżej znalazłam na portalu Lubimy Czytać, a jej autorką jest niejaka szaramysz.
_________________
Zapraszam na mój blog:

www.odbiblioteczkidoszafy.blogspot.com


Ostatnio zmieniony przez Yvonne 2018-06-13, 11:23, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Kustosz 
Maniak Samochodzika



Pomógł: 10 razy
Dołączył: 22 Lut 2010
Posty: 6678
Wysłany: 2018-06-13, 12:39:55   

John Dee napisał/a:
Książa już z tego powodu godna jest polecenia, bo jest świetnym przewodnikiem po Florencji, a częściowo również Wenecji i Istambule.

Pytanie tylko czy waga tego argumentu nie traci na znaczeniu w przypadku osób, które nie znają ani Florencji ani Wenceji? Pytanie natury ogólnej, bo książki nie czytałem.
_________________
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 58 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 7692
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2018-06-13, 19:46:26   

Kustosz napisał/a:
Pytanie tylko czy waga tego argumentu nie traci na znaczeniu w przypadku osób, które nie znają ani Florencji ani Wenceji?
Ale czy nie właśnie dla nich pisze się przewodniki? ;-)
 
 
omszały głaz 
Czytał Samochodzika


Dołączył: 02 Kwi 2014
Posty: 92
Skąd: Kraków
Wysłany: 2018-06-13, 20:03:12   

Yvonne napisał/a:
I naprawdę sądzisz, że można się z niej wiele dowiedzieć o Florencji??? Lub o Wenecji?

Ta książka to gotowy przewodnik. Nigdy nie byłem we Florencji, ani w Wenecji, ale jak czytałem Inferno to na bieżąco śledziłem trasę Langdona na googlobusie. Wystarczy odpalić tryb 3D i pasek ze zdjęciami, można z bliska i w szczegółach zobaczyć każdy element tej trasy. To zresztą dotyczy prawie wszystkich książek Browna, i nie tylko jego.
 
 
Yvonne 
Maniak Samochodzika
Witaj Przygodo!



Pomogła: 6 razy
Wiek: 40
Dołączyła: 28 Wrz 2012
Posty: 5390
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2018-06-13, 20:09:42   

A ja miesiąc temu byłam po raz pierwszy zarówno we Florencji, jak i Wenecji.
Dlatego napisałam, że informacje w książce są bardzo powierzchowne.
W dodatku podane w bardzo suchy, nie powieściowy sposób.
_________________
Zapraszam na mój blog:

www.odbiblioteczkidoszafy.blogspot.com


 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Reklama:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo

Strona wygenerowana w 0,16 sekundy. Zapytań do SQL: 14