PanSamochodzik.net.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
Prawdziwa historia Sat-Okha
Autor Wiadomość
Protoavis 
Ojciec Wspomagający
Archeolog książkowy



Pomógł: 14 razy
Wiek: 41
Dołączył: 13 Sty 2013
Posty: 4784
Skąd: PRL
Wysłany: 2017-10-05, 20:41:57   Prawdziwa historia Sat-Okha

Stanisław Supłatowicz, znany jako Sat-Okh - syn wodza indiańskiego, Wysokiego Orła i Polki, uciekinierki z carskiego zesłania, która z Syberii przedostała się do Kanady. Po paru latach życia u Indian, matka z synem wrócili do Polski. Sat-Okh, były żołnierz AK, po wojnie stał się postacią medialną, autorem bestsellerowych powieści o Indianach. Taki do tej pory był powszechnie uznany życiorys jedynego polskiego Indianina. 14 lat po śmierci Stanisława Supłatowicza, Dariusz Rosiak* w książce „Biało-czerwony. Tajemnica Sat-Okha” odkrywa zupełnie inne fakty dotyczące jego życia.

Więcej na:
./redir/facet.onet.pl/czy-po-latach-wylonila-sie-prawdziwa-historia-sat-okha-jedynego-polskiego-indianina/v7vj79


_________________
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 39 razy
Wiek: 50
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 29813
Skąd: Poznań
Wysłany: 2017-10-06, 07:43:40   

Może warto przytoczyć najważniejsze ustalenia autora:

- Stanisław Supłatowicz, czyli Sat-Okh, nie był synem indiańskiego wodza Wysokiego Orła. Jego matka, Stanisława Supłatowicz nigdy nie dotarła do Kanady
- Stanisława Supłatowicz nie była rewolucjonistką, skazaną przez carat na zesłanie. Na Syberię pojechała dobrowolnie za mężem, Leonem Supłatowiczem, który został zesłany za działalność przeciwko caratowi. Istnieje możliwość, że nie byli to jednak biologiczni rodzice Sat-Okha
- Stanisław Supłatowicz w latach 1932-1939 chodził do szkoły podstawowej w Radomiu, a nie – jak utrzymywał – spędzał dzieciństwo z Indianami w Kanadzie
- Wydając swoje najsłynniejsze książki o Indianach, Sat-Okh miał współautorów, którzy w dużej mierze przyczynili się do jego sukcesów literackich. Swojej pierwszej powieści, bestsellerowej „Ziemi Słonych Skał” na pewno nie napisał sam

Wygląda na to, że nie tylko znany z filmu angielski Szara Sowa trochę pokombinował przy swoim życiorysie...
_________________
 
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Vice Przewod. Kapituły Samochodzikowa Książka Roku



Pomógł: 24 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 3752
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2017-10-06, 09:25:14   

Rozumiem, że to tylko artykuł reklamujący książkę. Ufam, że to w niej znajdują się szczegóły odkryć Dariusza Rosiaka. Zanim uznam powyższe ustalenia za bezsporne chciałbym się upewnić, że przybycie do Polski w 1928 roku z Rosji, oraz edukacja w Radomiu od 1932 roku są potwierdzone dokumentami. Domyślam się, że właśnie je autor odnalazł w radomskim archiwum, na które często się powołuje, jednak nie pisze do jakich dotarł konkretnych dowodów.

Opinia o cudzym autorstwie najlepszych książek Supłatowicza jest oparta na ocenie stylu służbowych życiorysów (dla mnie - słaby argument) oraz na świadectwie Leszka Michalika oraz małżonki nieżyjącego już Yacta-Oyi (Sławomira Brala). Oboje twierdzą, że Supłatowicz był zaledwie konsultantem i czytelnikiem tekstów pisanych przez sprawniejszych od niego autorów. Może. Warto jednak zauważyć, że Rosiak mówi: "Na okładkach kolejnych książek Sa-Okha pojawiają się już nazwiska współautorów." (i dalej o Michaliku i Bralu). Wynikałoby z tego, że jeśli książka powstawała we współpracy to lojalnie podawano nazwisko drugiego autora.
Natomiast podejrzenie, że Supłatowicz "nie mógł" napisać swojej pierwszej książki, wydanej pod jego tylko nazwiskiem "Ziemi Słonych Skał", to moim zdaniem spekulacja. Rosiak pisze: "Trudno jest oszacować, ile jest Broszkiewicza w »Ziemi Słonych Skał«, a ile Supłatowicza.". No właśnie, trudno, a tak zawieszona w powietrzu aluzja (powtórzę: poparta tylko tym, jakoby Supłatowicz "miał trudności ze sformułowaniem prostego zdania" w swoich życiorysach pisanych dla kadrowców) to niski chwyt.

Zresztą cytowane wypowiedzi Leszka Michalika w pewnym stopniu przeczą same sobie. Najpierw czytamy: "Leszek Michalik utrzymuje, że to on napisał »Głos prerii«, dawał jedynie rozdziały do czytania Supłatowiczowi." a kilka zdań niżej "Z rozmów z Leszkiem Michalikiem wiem, że [Supłatowicz] był upartym redaktorem. Kiedy coś postanowił, nie pozwalał zmieniać, nawet wbrew faktom. Nie przyjmował uwag o błędach rzeczowych."

Dariusz Rosiak w innych miejscach też lubi puszczać wodze fantazji i formułować ryzykowne tezy. Na przykład nie wiem, czemu uparcie obstaje przy tym, że niepewne jest czy Stanisława Supłatowicz była biologiczną matką Sat-Okha. W artykule nie widzę niczego na poparcie tej tezy, oprócz faktu, że w roku urodzenia syna matka miałaby ponad 40 lat (prawdopodobnie 45).

Jedni mówią, że Supłatowicz wychowywał się wśród Indian, inni że nie. Na razie nie wierzę ani jednym ani drugim.

Bardzo jestem ciekaw, czy znał jakiś indiański język. To byłby mocny argument za lub przeciw. W artykule jest taki fragment: "Pewności dodało mu potwierdzenie jego indiańskości, kiedy pracując na statku »Batory«, dotarł do rezerwatu Indian Kahnawake pod Montrealem, gdzie spotkał się z Mohawkami, a potem z kilkoma utrzymywał kontakt. Zapewne Indianie zorientowali się, że nie jest jednym z nich, ale co z tego. Duchowo nim był. Indianie mu w tym nie przeszkadzali, bo po co mieliby to robić." Może. Ciekawe, jak to spotkanie wyglądało - czy istotnie przybył do Indian jako Indianin, jak go przyjęto, z kim, o czym i w jakim języku rozmawiał.

Ciekawe też, na ile szczegóły podawane przez Supłatowicza w opowiadaniach i wspomnieniach podczas spotkań z czytelnikami i wielbicielami indiańskiego folkloru wytrzymują porównanie z obiektywną wiedzą o życiu i zwyczajach Szaunisów.

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 21 razy
Wiek: 54
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 6178
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-10-06, 11:08:20   

Widziałem we wtorek tę książkę w odwiedzonej w czasie oczekiwania na autobus księgarni, ale po przeczytaniu tekstów na okładkach odpuściłem sobie. Wyczułem rozpowszechniony dzisiaj sensacyjno-donosicielski klimacik, od którego trzewia się wywracają na lewą stronę. Omówienie dokonane przez Kyna, raczej mnie w tym przekonaniu utwierdziło.
Pamiętam jak najbardziej Sath-Oka z TV, gdzie miał swój kącik i gdzie zrobił kawał dobrej roboty propagując kulturę Indian oraz bawiąc i oddziałując na wyobraźnię dzieciaków.
Jego kawałki drukowano w wydawnictwa etnograficznych.
Człowiek naczytał się i nasłuchał wielu życiorysów polskich i nie całkiem polskich z tamtych epok, że ten Stanisława Supłatowicza nie wydaje się aż tak super oryginalny i żebym miał w niego a priori nie wierzyć. A jeśli nawet se non e vero, e bene trovato.
_________________
Z 24
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Vice Przewod. Kapituły Samochodzikowa Książka Roku



Pomógł: 24 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 3752
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2017-10-06, 17:46:04   

Kynokephalos napisał/a:
nie wiem, czemu uparcie obstaje przy tym, że niepewne jest czy Stanisława Supłatowicz była biologiczną matką Sat-Okha.

Pomyślałem, że może Rosiak chciał zasugerować odpowiedź tym czytelnikom, którzy będą się zastanawiać nad rysami twarzy Stanisława Supłatowicza, przypominającymi indiańskie. Według forsowanej przez niego hipotezy, Sat-Okh miałby być pochodzącą z Syberii sierotą.

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
 
 
Berta von S. 
Matka Wspierająca
nienackofanka



Pomogła: 51 razy
Wiek: 45
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 15463
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-10-07, 09:51:09   

Była trzy dni temu audycja w Trójce o tej książce z udziałem autora. Ale zajęta byłam pracę, więc tylko jednym uchem słuchałam. Zostały mi w głowie takie wątki.

Zdaniem Rosiaka Sat-Okh miał trudną sytuację w szkole, bo sierota, z dalekiego wschodu, czyli inny, gorszy i.t.p., więc wymyślił sposób poradzenia sobie z tą sytuacją stwarzając legendę Indianina. Co mu się chwali, bo mógł skorzystać z innych mniej chwalebnych opcji poprawiania sobie statusu w grupie.

Rosiak twierdził też, że S-O i jego matka wzajemnie sobie pomogli (mówił, że może być matką, ale równie dobrze jedynie kobietą, która na wschodzie zaopiekowała się dzieckiem, nie pamiętam konkretnych argumentów, dlaczego to nie jest pewne). Ona podtrzymywała legendę o indiańskich korzeniach, on jej stworzył legendę walki powstańczej, podczas gdy w rzeczywistości ponoć nie walczyła, a jedynie była żoną powstańca.

Ponadto Rosiak stwierdził, że Sat-Okh kłamał, ale on jest w stanie te kłamstwa zrozumieć biorąc pod uwagę ciężką sytuację chłopca. Zdaniem R te kłamstwa nie były dla chęci zysku (choć potem oczywiście jakieś profity z tego wynikały) i nie czyniły nikomu krzywdy. Wręcz przeciwnie, zaspokajały silną w PRL-u potrzebę wiary w świat wolności, honoru i pozytywnych bohaterów.

Więcej nie pamiętam, może mi się przypomni. :)

P.S. Jedna rzecz jeszcze ciekawa tam była. Indianie, z którymi rozmawiał R byli ponoć negatywnie nastawieni do pomysłu takiej książki. Pytali - po co to robi? I stwierdzali, że dla nich niezależnie od wszelkich ustaleń, Sath-okh zawsze będzie Indianinem, bo miał duszę Indianina.

(co ponoć nie jest oczywiste, bo Indianie przeważnie wyśmiewają uzurpatorów twierdzących, że są czerwonoskórymi - wspomniano nawet jakieś obraźliwe określenie w stosunku do takich osób, ale nie pamiętam, coś w stylu "chciałbybyćindianin")
_________________
 
 
Nietajenko 
Moderator



Pomógł: 18 razy
Wiek: 39
Dołączył: 25 Lip 2011
Posty: 10388
Skąd: Olsztyn
Wysłany: 2017-10-09, 06:49:04   

Odnoszę podobne wrażenie jak Zet. Obrzydliwość i donosicielsko-konfidencyjna grafomanka. Kolejny Cenckiewicz. Ufam, ze książka znajdzie godne jej miejsce na... składzie makulatury.
_________________
Grunt się nie przejmować i mieć wygodne buty

 
 
bans 
Stały bywalec forum


Dołączył: 18 Lut 2009
Posty: 211
Wysłany: 2017-10-09, 14:25:19   

"Kilka lat po ślubie wyprowadza się do innej kobiety, zostawiając w domu żonę i dwójkę małych dzieci: syna i córkę. Z nową partnerką wychowuje jej dziecko, traktując je lepiej niż własne, z którymi do końca życia utrzymywał znikomy kontakt. Być może w postawie Supłatowicza wobec własnych dzieci należy szukać odbicia jego własnej historii. Sat-Okh nigdy nie miał ojca, był wychowany jedynie przez matkę, jeżeli Stanisława Supłatowicz faktycznie była jego biologiczną matką. Nie wykluczam, że mógł być sierotą, którą Stanisława zabrała ze sobą, wracając z Syberii po śmierci męża i wychowywała jak własne dziecko. Pytanie, czy Supłatowicz nie powtarza tutaj pewnego mechanizmu: będąc dzieckiem adoptowanym, przyjmuje cudze dziecko, nie wychowując swoich. Nie chcę wchodzić w tanie psychologizowanie, ale akurat ten schemat bardzo silnie się narzuca."

Mi się narzuca tylko jedno - że autor książki nieźle fantazjuje nie mając nie tyle nic wspólnego z psychologią co z logiką. Nie chce "wchodzić w tanie psychologizowanie", a jednak to robi...
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Vice Przewod. Kapituły Samochodzikowa Książka Roku



Pomógł: 24 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 3752
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2017-10-10, 05:31:38   

Tak, to w wywiadzie wypływa na pierwszy plan. Dariusz Rosiak na podstawie odkrytych przez siebie faktów(?) snuje opowieść o człowieku, jego motywacjach i marzeniach. O ambicjach od wczesnego dzieciństwa przez młodość, rodzinę, pracę zawodową i pisarską. Znajduje odpowiedź na wszystkie pytania, nawet na wszystkie sprzeczności na które natknął się podczas zbierania dokumentów i świadectw. Najczęściej, niestety, są to odpowiedzi płytkie i mocno spekulowane. "Łączyła ich więź z partyzantki, razem ryzykowali życie". "Matka budowała legendę synowi a syn matce". "Odszedł od rodziny, bo sam był sierotą". W wielu miejscach wywiadu czuje się, że "psychologiczne diagnozy" są przykrojone na doraźną potrzebę, że gdyby życie Supłatowicza potoczyło się inaczej, Rosiak z tych samych przesłanek wyciągnąłby przeciwne wnioski.

Proszę pamiętać, że to jest książka, opowieść, a nie praca historyczna. Odnalezione dokumenty często nie wystarczą, aby ustalić motywacje bohatera, określić, co kryło się za wyborami, których dokonywał. Z drugiej strony, właśnie te motywacje są dla nas najciekawsze, dotykają istoty człowieka. Prawda jest bardzo ciekawa, ale jeszcze ciekawsze jest to, co z prawdą robimy. Jak obchodzimy się z faktami, jak je wyginamy, wartościujemy, wymyślamy na nowo, chowamy przed światem lub pamiętamy inaczej.
Tu jest clou problemu tej książki. Wytknąłbym temu wyznaniu tylko jedno: Dariusz Rosiak przyjmuje postawę obserwatora obiektywnie badającego motywacje innych - a tymczasem sam podlega zjawisku o którym mówi. Też różnie obchodzi się z faktami, wygina, wartościuje, wymyśla na nowo. Wie że trudno ustalić motywacje, ale kiedy go poniesie to pisze o nich jak o pewnikach.

Tak jak Supłatowicz (według wersji w "Biało-czerwonym") fantazjuje w dobrej intencji, tak Rosiak fantazjuje o fantazjowaniu. Zdaje sobie sprawę że nie napisał pracy historycznej, ale nazywa ją "biografią". Może lepiej byłoby jakoś złagodzić to określenie? Może "biografia literacka", "doku-drama", albo coś w tym sensie?
Weźmy następujący fragment wywiadu:
"U Supłatowicza próba uwolnienia się od własnej tożsamości zaczęła się jeszcze przed wojną, kiedy wrócił z matką z Syberii i trafił do robotniczego Radomia, do dzielnicy Zamłynie, gdzie prawidłowością było, że dzieci pochodziły z wielodzietnych rodzin, a ich matki rodziły pierwsze dziecko w wieku kilkunastu lat. Stanisław był jedynakiem, a Stanisława Supłatowicz musiała mieć 45 lat, kiedy go urodziła. Jeśli rzeczywiście to ona go urodziła. Gdy matka i syn wrócili z Syberii do Radomia w 1928 roku, Stanisława miała 48 lat i była w wieku babć dzieci, z którymi jej syn chodził do szkoły. Wyróżniał się więc, był odmieńcem. A wiemy, jak dzieci traktują odmieńców. Zaczęli go przezywać „Bolszewikiem”, dokuczać mu. Zbudował więc sobie świat, w którym mógł znieść obelgi i wykluczenie, a fundamentem tego świata była indiańskość."
Tu na podstawie strzępka informacji Rosiak buduje cały niepotwierdzony niczym scenariusz. "Była wi wieku babć" - może, i niektórych matek i cioć pewnie też. "Wyróżniał się, był odmieńcem" - skąd to wiadomo? Z wyobraźni. "Zaczęły go przezywać »Bolszewikiem«" - acha, ktoś o tym Rosiakowi opowiedzał? Wątpię. "Zbudował więc sobie świat" - tak samo jak autor jego biografii. Rozprawia się z legendą chłopca wychowanego przez Indian, ale w zamian tworzy inną: chłopca, który tak bardzo chciał być Indianinem że naprawdę nim się stał.

--

Niemniej Rosiak przecież wykonał jakąś pracę, jeździł tu i tam, badał archiwa. Zebrał informacje na pewno ciekawe dla sympatyków Supłatowicza. Sam chętnie przeczytałbym te życiorysy pisane dla Linii Oceanicznych i marynarki. Dowiedziałbym się, co dokładnie i w którym roku zgłosiła administracji powracająca z zagranicy Stanisława Supłatowicz. Czy są radomskie meldunki i z których lat. Skąd wiadomo, że jej Stanisław chodził tam do szkoły, z których lat zachowały się zapisy i jakie.

Ciekawe, ile tego typu dokumentów udało się Rosiakowi odnaleźć i czy przytacza je dosłownie.

W sferze faktów dwa wydają mi się najistotniejsze.

1. Supłatowicz nie był Indianinem
Na poparcie tej tezy są zdaje się te radomskie archiwalia, i to jest dość mocny argument. Chciałbym dowiedzieć się co dokładnie mówią, ponieważ widzę kilka możliwości pośrednich. Jeśli przyjazd do Polski w 1928 roku jest udokumentowany, to i tak niekoniecznie przeczy Szauniskiemu pochodzeniu. Przeczy prawdziwości większości opowieści o indiańskim dzieciństwie, ale nie musi oznaczać, że nie Sak-Okh nie miał w Kanadzie rodzeństwa. Mógł je mieć, mógł spędzić tam wczesne lata i nawet trochę poznać język. Mógł wiele dowiedzieć się ze wspomnień matki a potem opisać przygody jako własne. Może? Może. A z kolei jeśli pewna jest dopiero nauka w szkole od 1930-któregoś roku, własnych wspomnień z dzieciństwa mogło być więcej. I tak dalej. Szczegóły są istotne w ocenie wagi dowodów.

2. Supłatowicz nie napisał większości swoich kisążek, w szczególności "Ziemi Słonych Skał".
Spodziewałbym się, że (analogicznie do punktu pierwszego) Rosiak i tu w wywiadzie wytoczy swoje najcięższe działa. Jeśli są nimi świadectwa Michalika i Bralowej oraz styl urzędowych papierów to wygląda ta argumentacja zadziwiająco ubogo.
Hipoteza niesamodzielnego autorstwa albo wręcz przedstawienia (chociaż za zezwoleniem) czyjejś pracy jako własnej to ciężki zarzut w stosunku do pisarza. Nie z prawnego punktu widzenia ale z moralnego (w stosunku do czytelników) i ambicjonalnego. Byłby bardzo bolesny dla Supłatowicza, może być bolesny dla jego bliskich.

Więc jeśli mówicie, że książka to niegodna i donosicielska, z tego względu skłonny bybym się z Wami zgodzić - jednak nie przed jej przeczytaniem.

--

Napisałem wyżej, że Rosiak snuje wymyśloną (w wielu punktach) opowieść o wymyślającym swoje opowieści Supłatowiczu. Ktoś może mi zarzucić, że z kolei ja za mocno polegam na swojej wyobraźni; że wymyślam opowieść o książce Rosiaka, skoro piszę nie na podstawie jej samej a tylko fragmentarycznego wywiadu. To prawda, i żeby nadrobić braki chętnie bym ją przerzucił i zorientował się w skali i rodzaju materiału dokumentalnego do jakiego autorowi udało się dotrzeć. Na początek przerzuciłbym, nie przeczytał, i nie chcę płacić wydawcy pieniędzy zanim nie uznam że zasłużył.

Ale nakłaniałbym do niewysyłania na makulaturę książki na podstawie publikacji prasowej.

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
 
 
Tytus Atomicus 
Czytał Samochodzika


Pomógł: 2 razy
Dołączył: 11 Wrz 2017
Posty: 53
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-11-13, 04:53:52   

Nietajenko napisał/a:
Odnoszę podobne wrażenie jak Zet. Obrzydliwość i donosicielsko-konfidencyjna grafomanka. Kolejny Cenckiewicz. Ufam, ze książka znajdzie godne jej miejsce na... składzie makulatury.


Ładnie to tak wypowiadać się na temat książki ktorej się nawet nie czytało?
Odbrązawianiem legend zajmował się już Boy-Żelenski.
Ostatnie głośne sprawy to Kapuściński czy Tony Halik. No cóż, może pada kolejna taka legenda. Ale imho czytelnicy mają prawo wiedzieć. A Dariusz Rosiak to soldny dziennikarz.
Ostatnio zmieniony przez Tytus Atomicus 2017-11-13, 05:05, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 21 razy
Wiek: 54
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 6178
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-11-13, 23:26:05   

Tytus Atomicus napisał/a:
Nietajenko napisał/a:
Odnoszę podobne wrażenie jak Zet. Obrzydliwość i donosicielsko-konfidencyjna grafomanka. Kolejny Cenckiewicz. Ufam, ze książka znajdzie godne jej miejsce na... składzie makulatury.


Ładnie to tak wypowiadać się na temat książki ktorej się nawet nie czytało?


Może i nieładnie, ale gdybym wydawał pieniądze na zakup czegoś w tym stylu i jeszcze tracił cenne godziny z reszty życia, która mi została na czytanie, to czy mógłbym liczyć na zwrot pieniędzy i czasu od PT autorów?
A poza tym przecież napisałem że przeczytałem zachętę na okładce. Następnie dokonałem indukcji: skoro x=g to z dużym prawdopodobieństwem X=G.

Tytus Atomicus napisał/a:
A Dariusz Rosiak to soldny dziennikarz.


Wybacz, ale doświadczenie usiłuje mnie przekonać, że to coś tak często spotykanego jak koszerny wieprz. I dlatego jedną z moich ulubionych postaci historycznych jest pani Henrietta Caillaux.
_________________
Z 24
Ostatnio zmieniony przez Z24 2017-11-13, 23:34, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
Tytus Atomicus 
Czytał Samochodzika


Pomógł: 2 razy
Dołączył: 11 Wrz 2017
Posty: 53
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-11-14, 19:55:56   

Z24 napisał/a:
Tytus Atomicus napisał/a:
Nietajenko napisał/a:
Odnoszę podobne wrażenie jak Zet. Obrzydliwość i donosicielsko-konfidencyjna grafomanka. Kolejny Cenckiewicz. Ufam, ze książka znajdzie godne jej miejsce na... składzie makulatury.


Ładnie to tak wypowiadać się na temat książki ktorej się nawet nie czytało?


Może i nieładnie, ale gdybym wydawał pieniądze na zakup czegoś w tym stylu i jeszcze tracił cenne godziny z reszty życia, która mi została na czytanie, to czy mógłbym liczyć na zwrot pieniędzy i czasu od PT autorów?

Wydaje mi się że nie ma takiego zwyczaju. Kupując książkę czy np. idąc do kina musisz liczyć się z tym, że nie będziesz usatysfakcjonowany. Konsumpcja jednak nastąpiła.

Cytat:

A poza tym przecież napisałem że przeczytałem zachętę na okładce. Następnie dokonałem indukcji: skoro x=g to z dużym prawdopodobieństwem X=G.


Po pierwsze takie 'zachęty' są pisane z reguły przez jakiegoś marketingowca w wydawnictwie.
Myślałem że o tym wiesz?
A po drugie - spróbuj wziąć pod uwagę że możesz się mylić.
Z24 napisał/a:
Tytus Atomicus napisał/a:
A Dariusz Rosiak to solidny dziennikarz.

Wybacz, ale doświadczenie usiłuje mnie przekonać, że to coś tak często spotykanego jak koszerny wieprz. I dlatego jedną z moich ulubionych postaci historycznych jest pani Henrietta Caillaux.


Odbieram twoje zachowanie jako agresywne i pełne pomówień, niegodnych gentlemana.
Z mojej strony EOT
Ostatnio zmieniony przez Tytus Atomicus 2017-11-15, 22:45, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Reklama:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo

Strona wygenerowana w 0,24 sekundy. Zapytań do SQL: 13