PanSamochodzik.net.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
Dan Brown
Autor Wiadomość
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 39 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 6506
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2017-10-12, 10:46:29   

Dan Brown - “Inferno”



Przedostatnia książka Browna, “Zaginiony Symbol” nie za bardzo mu wyszła, do tego stopnia, że Ron Howard jeszcze nawet nie zrobił filmu na jej podstawie. Waszyngton, mimo że miasto ciekawe i również posiadające swoje historyczne tajemnice (House of the Temple - siedziba Rady Najwyższej Wolnomularzy, Kapitol z jego interesującymi podziemiami, i przede wszystkim Instytut Smithsona, “największy na świecie kompleks muzeów i ośrodków edukacyjno-badawczych”) nie okazał się widać twórcy “Kodu Da Vinci” wystarczająco silną inspiracją.

Nic więc dziwnego, że w “Inferno” odnajdujemy Robeta Langdona ponownie w Europie, tym razem we Florencji (głównie). Dan Brown, mam wrażenie, starał się za wszelką cenę uniknąć kolejnego potknięcia i stworzyć książkę na poziomie “Kodu” i “Aniołów i Demonów”, gdyż kopiuje wiele elementów ich sprawdzonej dramaturgii, tym samym powtarzając się i niestety trochę nudząc. (Wkradanie się do miasta poprzez korytarz vasariego w każdym znawcy “Aniołów i Demonów” wywołać musi natychmiast silne uczucie deja vu…)
Oczywiście u boku Langdona jest ponownie piękna kobieta, oczywiście jest przeciwnik tak szalony jak genialny, i oczywiście są dalsi adwersatorzy stanowiący różny stopień zagrożenia dla głównych bohaterów.

A zatem książka jest nieudana? Bynajmniej! Jest świetna! Dan Brown poszerzył bowiem formułę której użył tworząc swoje wspomniany już klasyki o nowe, bardzo udane pomysły. Robert Langdon budząc się w szpitalu ma AMNEZIĘ, nie przypomina sobie dlaczego jest we Florencji i jak długo, nie rozumie również dlaczego w chwilę po uzyskaniu przytomności ktoś do niego strzela, trafiając i zabijając jednak jedynie stojącego u jego boku lekarza. I co to za tajemniczy przedmiot ukryty w podszewce jego marynarki noszący symbol zagrożenia biologicznego? A co to za bezsensowne słowa kołatające się w jego umyśle, jedyne zachowane fragmenty jego poza tym całkowicie wymazanej pamięci krótkotrwałej? (Pomysł z utratą pamięci prowadzi do jednej z najlepszych scen, gdy Langdonowi pokazane zostaje wideo z przeszłej nocy na którym przywłaszcza sobie bezcenny artefakt będący na wystawie w Pałacu Vecchio. Słynny profesor Langdon, specjalista światowej sławy w dziedzinie ikonografii zwykłym złodziejem?!)

Uciekając przed swoimi wrogami, Langdon i Sienna przemierzają co ciekawsze miejsca Florencji: ogród Boboli, korytarz vasariego, Pałac Vecchio z wszystkimi jego tajemniczymi zaułkami, kościół Santa Margherita de' Cerchi, gdzie Dante zakochał się w swojej Beatrice i gdzie ona leży pochowana, itd.

Dante i jego Boska Komedia to oczywiście temat przewodni przewijający się przez całą książkę. Nigdy nie czytałem Boskiej Komedii, a Florencji jakoś też nie udało mi się jeszcze odwiedzić, tak więc z wielką przyjemnością wchłonąłem wszystkie te informacje o nich, które amerykański autor zgromadził i ciekawie zaprezentował - w stylu nie tak bardzo różniącym się do Nienackiego. Książka pełna jest takich interesujących szczegółów, jeden z tajników dobrej lektury, prawda? Przykład: pochodzenie słowa “kwarantanna” (nawet polska Wikipedia go nie podaje). Słowo wywodzi się od “ quaranta giorni”, 40 dni, tak długo bowiem Wenecjanie kazali kapitanom statków czekać na redzie, nim mogli wpłynąć do portu w Dubrowniku.
Dżuma oczywiście była powodem takiego rozporządzenia - i dżuma jest również, jako realne zagrożenie, jednym z głównych tematów książki. Tu Dan Brown jednak wodzi czytelnika zręcznie za nos wymyślając jeden z najlepszych zwrotów akcji ze wszystkich użytych w swoich książkach.

“Inferno” oferuje więc dużo starych rozwiązań, sporo nowych, dość przeciętną, jednak nie nudną akcję, zero humoru i bardzo bardzo dużo ciekawych informacji. I naprawdę zaskakujące zakończenie. Polecam.


Jednej rzeczy nie chcę jednak przemilczeć - styl autora pozostawia naprawdę do życzenia. Wszystko jest w porządku póki opisuje wydarzenia lub fakty historyczne. Z dialogami jest już krytycznie. Jednak niemal nie do zniesienia są chwile, w których autor oddaje myśli swoich postaci. Tu bowiem stara się być dowcipny, tworząc “żartobliwe powiedzonka”, one-linery w dennym hollywoodzkim stylu, podlizując się w ten sposób zapewne europejską historią nie tak bardzo zainteresowanym amerykańskim czytelnikom… Za to muszę odjąć mu pół stopnia…
Ostatnio zmieniony przez Szara Sowa 2017-10-12, 10:49, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 39 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 6506
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2017-10-12, 13:41:35   

Dan Brown - Początek (Origin)



Robert Langdon, wraz z setką innych prominentów ze świata kultury i nauki, przybywa do Hiszpanii na zaproszenie swojego przyjaciela i byłego studenta Edmonda Kirscha. Edmond jest tytanem branży komputerowej, wynalazcą, futurologiem, miliarderem i zatwardziałym ateistą. Dokonał, jak ogłasza, swojego największego odkrycia, które wstrząśnie fundamentami kościoła i “wszystko zmieni”: posiada dowód, że w kreacji życia na ziemi Bóg nie odegrał żadnej roli. Biskup Valdespino, doradca hiszpańskiego króla, zapoznawczy się w przededniu prezentacji Kirscha ze szczegółami jego odkrycia, jest skrajnie zaniepokojony. Widząc interesy kościoła poważnie zagrożone, zaczyna sondować możliwości powstrzymania wpływowego ateisty przed ujawnieniem światu kłopotliwej prawdy. Genialny nerd ma także jeszcze innych wrogów jak księcia Juliana, przyszłego króla Hiszpanii, który, jeśli wierzyć gazetom, jest zazdrosny z powodu jego serdecznego stosunku do narzeczonej księcia Ambry Vidal. Ambra jest bowiem kierowniczką muzeum Guggenheim w baskijskim Bilbao i pomaga Edmondowi w przygotowaniu jego prezentacji, która właśnie tam będzie miała miejsce. Julian prosi ją, by na liście gości umieściła także imię jego przyjaciela admirała Luisa Ávila. Czego nikt nie przeczuwa, admirał jest człowiekiem głęboko wierzącym i pojawia się na przyjęciu uzbrojony.

O tym wszystkim Robert nie ma wiedzy, gdy czekając na efektowny występ swojego przyjaciela oprowadzany jest po muzeum przez swojego niesamowicie erudycyjnego asystenta, którego przydzielił mu do towarzystwa Edmond. Winston, bo tak ten się nazywa, pozostanie z nim do ostatniej strony książki i jest najciekawszą występującą w niej postacią. Co nie znaczy, że tym razem przy boku profesora Langdona zabraknie pięknej kobiety: nie trwa oczywiście długo, a on i Ambra Vidal ścigani są przez hordy gotowych na wszystko przeciwników.

Danowi Brownowi udała się ponownie sztuczka stworzenia książki według swojej sprawdzonej receptury zawierającej jednocześnie nowe, bardzo ciekawe wariacje. “Początek” jest jego najbardziej dojrzałą książką, mniej w niej pościgów i cielesnych starć niż zazwyczaj, więcej subtelnej intrygi i bezkrwawych mocowań. Miejsce zwariowanego zamachowca zajął tajemniczy whistleblower informujący precyzyjnie platformy internetowe o zajściach w muzeum i pałacu królewskim; obrońcy wiary zaś nie działają z zaślepienia religijnego, lecz… - ale nie zdradzajmy zbyt wiele. ;-) Intryga jest więc na medal, podobnie jak i informacje z zakresu kultury i historii, głównie Hiszpanii oczywiście, ale nie tylko. Dziwne, ale to te właśnie wykłady, których w pierwszej trzeciej części książki jest szczególnie dużo (co oznacza, że akcji jest odpowiednio mniej) tym razem mi się najbardziej spodobały, bo są same w sobie ciekawe, poruszają częściowo mało znane mi tematy i są do tego zręczne wbudowane w akcję książki. Z tych powodów przechadzka Langdon w towarzystwie Winstona po muzeum Guggenheim pozostanie mi w pamięci jako najmilszy fragment całej książki.
Autor dostrzegalnie tym razem dokonał też bardzo starannego riserczu, o czym świadczy również długa lista fachowców i instytucji wymienionych w podziękowaniach. Zbędne wspomnieć, że osobiście odwiedził wszystkie opisane w książce miejsca. Obyłoby się jednak bez jego referencji do fenomenów amerykańskiej kultury masowej; porównanie mechanizmów ewolucyjnych z kreskówką Disneya naprawdę nadwyrężyło moją cierpliwość. Pomijając jednak takie potknięcia, jak i tendencję autora do zbyt obszernego objaśniania łatwo zrozumiałych problemów (przypuszczam, że potrzebne są czytelnikowi amerykańskiemu :D ), wszystko inne jest na poziomie. Tyczy się to również, a nawet szczególnie odkrycia, którego dokonał Edmond Kirsch. Niewybaczalnym błędem byłaby próba zbycia w tym miejscu czytelnika byle czym. Tego błędu Brown nie popełnił: naprawdę wysilił swoją mózgownicę wymyślając coś, co powinna zadowolić nawet bardziej krytycznego czytelnika. ;-)

Co się tyczy rankingu, rzekłbym, że “Początek” jest nieco lepszy niż “Inferno”, ale na pewno nie dorównuje “Aniołom i Demonom” lub “Kodowi”.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Reklama:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo

Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 12