PanSamochodzik.net.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj

roleta rzymska|viajes a europa
Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: Szara Sowa
2017-06-09, 07:53
Arkady Paweł Fiedler - wywiad
Autor Wiadomość
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 39 razy
Wiek: 50
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 29813
Skąd: Poznań
Wysłany: 2017-06-09, 07:53:04   Arkady Paweł Fiedler - wywiad

Wywiad z Arkadym Pawłem Fiedlerem, podróżnikiem, wnukiem Arkadego Fiedlera, autorem książki „Maluchem przez Afrykę".


Pierwszy nocleg w Egipcie na pustyni po wyjechaniu z portu Damietta


Droga z Asuanu do Abu Simbel w Egipcie, blisko granicy z Sudanem

1. Forum Miłośników Pana Samochodzika: Słysząc imię i nazwisko: Arkady Fiedler skojarzenia są jednoznaczne. Czy bycie wnukiem słynnego pisarza i podróżnika, pomaga w kultywowaniu pasji zwiedzania świata?

Arkady Paweł Fiedler: Bardzo! Będąc dzieckiem bardzo wpływał na mnie dom, w którym się wychowywałem. Przez niego świat daleki był mi bardzo bliski i przez postać dziadka i przez muzeum, które funkcjonuje w tym domu. Eksponaty w muzeum, zwiezione z różnych zakątków, były w praktyce światem moich zabaw. Także wychowanie w otwartości na świat, wśród różnych opowieści oraz dziadek patrzący ze zdjęć powodowało, że było mi blisko do tych egzotycznych krain i nie miałem obaw aby ruszyć w świat.

Przez wiele lat robiłem zupełnie coś innego, kroczyłem swoimi ścieżkami, a podróżowałem tylko wakacyjnie w czasie urlopu. Dopiero od niedawna traktuję podróże jako pasję i realizację własnych marzeń, łącząc to z pracą. Myślę, że w moim wypadku było to łatwiejsze do zrealizowania, z tego względu, że mój dziadek też taką drogą podążał i nakreślił ścieżkę podróżnika i pisarza traktowaną jako zawód.




2. Czytając Pana książkę „Maluchem przez Afrykę” dowiadujemy się, że z własnej inicjatywy wycofał się Pan z intratnej posady w Wielkiej Brytanii, na rzecz zupełnie innej formy samorealizacji. Skąd tak decyzja?

Świat zawsze mnie wabił. Pracując zawodowo mogłem pozwolić sobie tylko na podróżowanie w niewielkim zakresie i było mi tego strasznie mało. Chciałem poświęcić temu znacznie więcej czasu, a pracując w firmie nie mógłbym tego zrobić. I stąd ta decyzja. Oczywiście były też inne powody - czułem się trochę wypalony. Mimo że praca była rzeczywiście dobrze płatna i pozwalała na utrzymanie moje i mojej rodziny, to jednak zaczęło mi czegoś bardzo brakować: dalekich krain, długich podróży, po prostu wypraw. Doszedłem do wniosku, że jeszcze mam czas, że warto spróbować, a jeżeli mi nie wyjdzie, to zawsze będę mógł wrócić. A tak czy inaczej będę miał satysfakcję, że spróbowałem. Wolę spróbować i się rozczarować, niż nie spróbować i żyć z myślą: co by było gdybym jednak ruszył w świat. Aczkolwiek ja nie opuściłem pracy nagle, to nie była decyzja podjęta z dnia na dzień. Nie było to jakieś romantyczne tchnienie, że ruszam w świat zapominając o wszystkim. To było zaplanowane, myślałem o tym bardzo długo. Ważyłem tę decyzję.



3. W Pana przypadku poważne podróżowanie zaczęło się od?

Właściwie od podróży do Afryki. Choć po części też od podróży maluchem wzdłuż granic Polski. Ale było to jeszcze w ramach urlopu. Sama podróż była tak zaprojektowana, że chciałem sprawdzić, czy uda się nakręcić film, który można by wyświetlić w telewizji w tzw. „jakości emisyjnej”. Był to swego rodzaju test. Sprawdzenie, czy łączenie pracy i podróżowania ma w ogóle sens. I to się udało, świetnie wyszło i zmotywowało do dalszego planowania. Dalsze działania zabrały mi sporo czasu, bo podróż po Polsce odbyłem w 2009 r., ale dowiedziałem się co chcę robić i co najważniejsze jak to robić. Postanowiłem wrócić do Polski i zająć się podróżami można rzec – zawodowo. Potem nastąpił czas wyjazdu do Afryki w 2014 r. i praktycznie od powrotu z tej wyprawy zajmuję się wyłącznie tym, co jest związane jest z podróżami.




Źródło: http://www.national-geogr...cie-te-historie

4. Skąd pomysł aby skorzystać z tak nietypowego pojazdu, jakim na pewno na dłuższych trasach jest poczciwy Fiat 126p - maluch? Sympatycy Pana Samochodzika w ogromnej większości także mają sentyment do nietypowych pojazdów.

(Śmiech) Przede wszystkim maluch to jest samochód, który darzę sentymentem, ponieważ wychowałem się w świecie związanym z podróżami, ale też w świecie z maluchem. Był obecny w moim życiu właściwie od urodzenia. Było ich klika w mojej rodzinie. Jako 17-to latek miałem już własnego malucha, którym zaraz po zrobieniu prawa jazdy ruszyłem w Polskę, a nawet pojechałem za granicę. Pierwszy mój samodzielny wyjazd za granicę był właśnie maluchem - do Pragi. Więc przede wszystkim sentyment. Maluch jednak oczywiście odszedł ode mnie na jakiś chwilę i wrócił dopiero, kiedy zacząłem realizować projekt „Po drodze”. Głównie dlatego że owa podróż po Polsce była podróżą sentymentalną, ponieważ mieszkając za granicą, było mi tęskno za Polską i chciałem nasz kraj jakby znowu poznać, odkryć, zobaczyć co się w niej zmieniło, docierając także do miejsc, do których jeździłem na wakacje, również maluchem z moimi rodzicami. I skoro miała to być podróż sentymentalna to doszedłem do wniosku, że maluch świetnie by się do realizacji takiej trasy nadawał. I maluch stał się ogromnym odkryciem, do tego stopnia, że postanowiłem zabrać go dalej – do Afryki, którą zawsze chciałem przejechać samochodem. Aczkolwiek myśląc o tej podróży wcześniej, planowałem wykorzystanie dużego samochodu terenowego, najlepiej z napędem na 4 koła, który bez żadnej awarii zagwarantuje mi pokonanie tego kontynentu. Jednak w Polsce maluch zachwycił mnie i to w kilku aspektach. Po pierwsze organizując tę podróż i jeszcze pracując, byłem w wirze niesamowitych przygotowań, pracy którą musiałem wykonać przed wakacjami, a przy planowanym wyjeździe na klika tygodni, było jej wyjątkowo dużo. Byłem więc wtedy w wielkim pędzie, dużo też musiałem jeździć współczesnym, hermetycznie zamkniętym samochodem. Liczył się tylko cel i szybkość dojazdu. Więc jak wróciłem do Polski i wsiadłem w malucha, to nagle siłą rzeczy zwolniłem, bo maluch jest rzecz jasna pojazdem niespecjalnie szybkim. Ale zwolniłem także psychicznie, bo nagle ten świat, który wcześniej tylko przemierzałem, a ważny był tylko cel, stał się ważny, wyrazisty, zaczął do mnie bardzo mocno docierać: zapachy, kurz, temperatura. Nieraz oczywiście jazda była sporym wyzwaniem, ale bardzo mi się to spodobało. Poza tym bardzo zaskoczyło mnie to, jak na malucha reagują ludzie. Nawet w Polsce, np. na stacjach benzynowych, za każdym razem ktoś do mnie podchodził, rozmawiał, tylko z powodu malucha, który sprawiał, że nie byłem anonimowy. Przyszło mi do głowy, że ten samochód mógłby się przydać także jadąc gdzieś dalej, że może warto tę ikonę polskiej motoryzacji reaktywować, pobudzić do takiej podróży.



5. Ostatnio w telewizji można było zobaczyć serial z Pana wyprawy do Afryki, a w księgarniach znajduje się książka „Maluchem przez Afrykę” opisująca tę wyprawę. W serialu bardzo duże wrażenie robią zmagania malucha na rozmytych, śliskich polnych drogach oraz Pana skok na bungee w bardzo ekstremalnym miejscu. A co dla Pana było najtrudniejsze a co najciekawsze podczas tej wyprawy?

Najtrudniejsza była jednak praca, którą musiałem wykonać, okazało się, że znacznie trudniej jest zrobić serię telewizyjną w Afryce niż po prostu przejechać kontynent samochodem. Sama podróże to wielka przygoda coś niesamowitego, coś co teraz, z perspektywy czasu wspominam wspaniale i zostanie to we mnie do końca życia. Był to jednak pewien kompromis między radością z podróży i pracą, którą podczas niej trzeba było wykonać. Jechała ze mną ekipa (3 osoby – dop. red.), z którą musiałem współpracować i za którą byłem odpowiedzialny. Byli to ludzie już wcześniej mi bardzo bliscy i bardzo zaangażowani w ten projekt. Bez nich seria telewizyjna na pewno by nie powstała. Organizacyjne dopięcie wszystkich szczegółów było chyba najtrudniejsze, bo zabrałem się za coś, czego nigdy wcześniej nie robiłem, i dopiero się tego uczyłem. Jadąc przez świat (cały kontynent) oczywiście ma się też przed sobą niesamowite wyzwania. Były dni, że narzekałem na ból pleców, czy kolan a nawet miałem wszystkiego serdecznie dosyć. Ale szybko mi to mijało, bo jednak świat przemierzany samochodem cały czas się zmienia, jest bardzo dynamiczny. Cały czas docieramy do nowych miejsc, oszałamiających widoków, co wzbudza niekiedy ogromne emocje.


Bezkresna Namibia

6. Które zwierzęta afrykańskie zrobiły na Panu największe wrażenie?

Myśląc o całej trasie, liczącej 16 tysięcy kilometrów, to aż tak liczne te spotkania nie były. Częściej się podróżowało przez miasta i wioski, częściej spotykałem więc ludzi. Ale faktycznie były miejsca gdzie zwierzęta były obecne, np. w Tanzanii miałem niesamowite spotkanie na postoju przy rzece, w której były setki hipopotamów. Cała rzeka była zawalona wielkimi cielskami. Nigdy czegoś takiego nie widziałem, nawet się nie spodziewałem, że w jednym miejscu może być tyle tych stworów. Były też inne spotkania, np. strusie, które biegły przed maluchem przez kilka minut i nie uciekały na bok. Były żyrafy w buszu. Były też goryle górskie, ale aby je spotkać musiałem, specjalnie zboczyć z głównej drogi i odwiedzić ich rezerwat. Nie było to więc spotkanie spontaniczne, a zaplanowane. Goryle są oczywiście fascynujące.


Hipopotamy w Parku Narodowym Katavi w Tanzanii



Zdjęcia pochodzą ze zbiorów Arkadego Pawła Fiedlera

DYSKUSJA DOTYCZĄCA WYWIADU!

c.d.n.
_________________
Ostatnio zmieniony przez Szara Sowa 2017-06-09, 11:18, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 39 razy
Wiek: 50
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 29813
Skąd: Poznań
Wysłany: 2017-06-16, 08:34:24   

Cz. II

7. Forum Miłośników Pana Samochodzika: Imponująca jest liczba patronów i sponsorów Pana wypraw. Jednym z nich jest np. National Geographic. Czy trudno jest zdobyć zainteresowanie, szczególnie tych bardziej renomowanych firm?

Arkady Paweł Fiedler: National Geographic Traveler Polska był akurat patronem medialnym, gdyż polska redakcja jest otwarta na tego rodzaju przedsięwzięcia i nie było to trudne. Szukanie partnerów to jest ważny element mojej pracy, bo nie dałbym rady sfinalizować produkcji telewizyjnej bez ich wsparcia, bo to właśnie wydatki związane z nagrywaniem filmu są największym kosztem przedsięwzięcia. Wyprawę po Polsce sfinansowałem w 100% z własnych źródeł, podróż afrykańską w ponad 70% z własnych pieniędzy, nawet je pożyczając i wykorzystując do końca moją kartę kredytową. Tak że ta podróż była jakby na kredyt, co było trochę ryzykowne, ale ja jednak wierzyłem w swój cel i w to, że nakłady się zwrócą. Podczas podróży przez Azję, mój wkład wynosił ok. 50% kosztów, także wliczając pożyczki. Bardzo liczę jednak na szerszą pomoc organizacji i firm. Mam na szczęście okazję spotkać na swojej drodze ludzi wyjątkowych, otwartych. Wydaje mi się, że problemem jest jednak brak takich ludzi wśród menedżerów, którzy w większości nie widzą korzyści dla siebie z tego typu przedsięwzięć. I często obawa, że projekt nie wypali jest u nich na pierwszym miejscu. Z takim barkiem wiary i obawami, w przypadku mojego projektu stykałem się bardzo często. Na szczęście, tak jak wspomniałem, poznałem też świetnych ludzi, np. z firmy PROCAN, dzięki którym mój serial z Azji będzie mógł powstać w o wiele lepszej jakości, niż ten z Afryki, bo mogłem mieć o wiele lepszego operatora, profesjonalistę, rozumiejącego o co mi w tym przedsięwzięciu chodzi. Także firma FCA mocno mnie wsparła użyczając fiata freemonta, który służył ekipie filmowej, był niesamowicie użyteczny, gdyż mógł np. służyć jednocześnie jako ruchomy statyw, z którego filmowało się malucha na drodze. Można było szybko z niego wyskoczyć z kamerą i szybko uwieczniać co się akurat dzieje na drodze. Do tego wsparcie sprzętowe od Olympusa i ogromna pomoc firmy Motul, Glycine, Eco-Cars i wielu innych dzięki którym mogę zabrać ze sobą ekipę.


Przylądek Dobrej Nadziei - koniec trasy po 16.000 km!

8. Aktualnie jest Pan po swojej kolejnej wyprawie, tym razem maluch przedzierał się przez Azję. Czym różniła się wyprawa azjatycka od afrykańskiej?

Podczas wyprawy azjatyckiej już lepiej wiedziałem jak mam to zorganizować, co chcę osiągnąć. Była ona co prawda bardziej wymagająca, bo znacznie dłuższa, a czas na przejechanie taki sam, więc trzeba było jeździć więcej. Azja przez którą jechałem jest też krainą bardziej jednostajną, monotonną, np. step w Kazachstanie. Afryka jest bardziej barwna, na mojej trasie było znacznie więcej bodźców. Było więcej ludzi a krajobraz cały czas się zmieniał.



9. Kiedy i gdzie będzie można zobaczyć film z tej wyprawy? Czy w planach jest także książka?

Książkę aktualnie piszę i chciałbym ją ukończyć jeszcze w tym roku, ale to uzależnione będzie od pisarskiej weny. Pracuję też nad postprodukcją serialu. Praca jest już finalizowana i mam nadzieję że jesienią serial trafi na ekrany telewizorów, że będę kontynuował współpracę z telewizją METRO, z którą bardzo dobrze, partnersko mi się współpracowało podczas serialu afrykańskiego, mimo że oferowałem im coś, co jest zupełnie nowe, inne, niespotykane do tej pory w polskich produkcjach. Mam więc nadzieję że także nowy serial będzie emitowany w tej stacji.


Bezrdoża Azji

10. Czy w najbliższym czasie możemy spodziewać się kolejnej wyprawy?

Maluch jest aktualnie wystawiony w muzeum w Puszczykowie. Wiele osób robi sobie z nim zdjęcia (śmiech). Jest jeszcze przed remontem. Czasu ma sporo, gdyż z maluchem chciałbym wrócić na trasy światowe w 2019 r. i przemierzyć nim obydwie Ameryki. W przyszłym roku ruszam znowu do Afryki, tym razem chciałbym przejechać przez Afrykę Zachodnią z Kapsztadu do Europy, ale samochodem elektrycznym, bez silnika spalinowego.


Bezrdoża Azji

11. Jak wspomina Pan swojego słynnego dziadka? Czy to geny odziedziczone po ojcu i dziadku powodują nakaz ciągłego odkrywania nowych lądów?

Geny pewnie nie, bo nie wiem, czy w genach można coś takiego przenosić (śmiech), ale na pewno dom i otoczenie, w którym się wychowałem miały na to wpływ. Wychowywanie wśród opowieści, eksponatów, zdjęć na pewno wpłynęło na mój rozwój bardzo mocno. Dziadka nie pamiętam dobrze, pamiętam go tak trochę za mgłą, kilka epizodów z nim związanych. Nie pamiętam rozmów, bo za mały trochę byłem. Pamiętam go jako postać, która była silnie obecna w naszej rodzinie.



12. Jakie widzi Pan wspólne cechy swoich wypraw i wypraw Pana dziadka? A czym się różnicie?

Jest jedna różnica fundamentalna, polegająca na tym, że ja przemierzam świat samochodem, a dziadek nie miał nawet prawa jazdy. Mi ta forma podróżowania bardzo odpowiada. Oczywiście jest wiele miejsc, w których chciałbym, się zatrzymać na dłużej i je głębiej poznać, ale na razie realizuję swoje pasje do motoryzacji i podróży jednocześnie.

Wspólną cechą jest np. ogromna chęć dzielenia się tym, co się zobaczy. To mój dziadek zapoczątkował drogę pisarza podróżnika. Jeździł w świat w celu poznawczym, odkrywania świata dla siebie, ale też po to aby tym światem się podzielić. I ja obrałem taką drogę, z tym, że skupiam się na produkcjach telewizyjnych. Ale piszę też książki i jeżdżę na liczne spotkania z ludźmi w całym kraju, podczas których opowiadam o moich przygodach.



Bezrdoża Azji

13. Które książki Pana dziadka ceni Pan najbardziej?

Do dziadka książek teraz wracam. Jedną z ulubionych serii dziadka, którą na pewno sobie odświeżę przed wyjazdem do Ameryk, jest cykl, który zresztą mi i mojej siostrze, jak byliśmy dziećmi czytał przed zaśnięciem mój ojciec, czyli „Wyspa Robinsona”, „Orinoko” i „Biały jaguar”, fascynująca historia o człowieku o polskich korzeniach, który żył wśród Indian. Bardzo też lubię książkę „Ryby śpiewają w Ukajali”, która jest fascynująca i cały czas aktualna, mimo że była napisana ponad 80 lat temu.


Bezrdoża Azji

14. Czy znane są Panu książki Zbigniewa Nienackiego, w szczególności z serii o Panu Samochodziku?

Kojarzę te książki z czasów młodzieńczych. W latach starszych nie wracałem już jednak do tych powieści, aczkolwiek myślę, że po naszej rozmowie, chętnie sobie przypomnę tę serię (śmiech).

Gorąco do tego namawiamy!


Arkady Paweł Fiedler wraz z ojcem (Arkadym Radosławem Fiedlerem) i synem (Arkadym Antonim Fiedlerem)

15. Jakie inne powieści czytywał Pan w dzieciństwie i w latach młodzieńczych?

Czytałem sporo książek Szklarskiego o Tomku podróżniku. Interesowałem się też książkami Karola Maya i postacią Winnetou.

Bardzo dziękujemy za wywad i życzymy wielu udanych wypraw!


Baobab na pustyni Kalahari w okolicach osady Tsumkwe w Namibii



Zdjęcia pochodzą ze zbiorów Arkadego Pawła Fiedlera

Profil autora na FB:
https://www.facebook.com/ArkadyFiedler/

DYSKUSJA DOTYCZĄCA WYWIADU!
_________________
 
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 39 razy
Wiek: 50
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 29813
Skąd: Poznań
Wysłany: 2017-07-07, 07:54:52   

Odpowiedzi na pytania forumowiczów:


Arkady Paweł Fiedler z prezentami (w tym z nalepkami) od naszego forum

16. W Afryce ekipa bardzo często spędzała noce na odludziu, gdzieś przy drodze, śpiąc pod namiotami. Czytając o tym, zastanawiałem się, czy nie baliście się że nagle jakiś drapieżnik zacznie się do Was dobierać (albo taki dwunożny...). Dla laika, takie postępowanie wydawało się być dość niebezpiecznym. Ale może to tylko nasze wyobrażenie Afryki pełnej dzikich drapieżników i band opryszków?

Arkady Paweł Fiedler: Zwierzęta zazwyczaj unikają kontaktu z człowiekiem i nie stanowią większego zagrożenia. Zwierzę może stać się niebezpieczne gdy człowiek mu zagrozi np zagradzając drogę ucieczki. Podróżując przez Afrykę lub Azję w znacznej mierze jechałem przez tereny zaludnione gdzie dzikie zwierzęta nie widuje się.
W znacznej większości ludzie spotkani po drodze byli przyjaźnie nastawieni do podróżujących, często bardzo pomocni jednak zawsze należy świadomie podróżować i unikać zagrożeń. Działa to tak samo jak w Polsce. W Poznaniu przecież też nie będziemy pchali się w dziwne miejsca po zmroku.
Największym zagrożeniem w Afryce są komary w ich przypadku trzeba najbardziej uważać.



Spitfire w skali 1:1


Santa Maria - replika w skali 1:1

17. Czy w rodzinie Fiedlerów była jakaś kobieta podróżniczka?

Zawodową podróżniczkę nie.




Może na następnej wyprawie na maluchu pojawi się także nalepka naszego forum? :)

18. Byłbym ciekaw, czy pan Arkady Paweł pisząc teraz własne książki wzoruje się jakoś na dziełach dziadka i do jakiego stopnia? A może ignoruje je, szukając własnego stylu i podejście do tematu?

Wzoruje się sposobem na życie - łącząc podróże z pracą. Wybrałem jednak zupełnie inny styl podróżowania, mianowicie jeżdżę w świat samochodem. Mój dziadek nie miał prawa jazdy.





19. Czy trudniej było przekraczać granice a Afryce czy w Azji?

Trudniej było zdobyć wizy do niektórych azjatyckich krajów, jednak największy problem sprawiło mi wyjechanie samochodem z kontenera i wjechanie do Egiptu.

Jeszcze raz bardzo dziękujemy i życzymy powodzenia na kolejnych wyprawach!





DYSKUSJA DOTYCZĄCA WYWIADU!
_________________
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Reklama:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo

Strona wygenerowana w 0,34 sekundy. Zapytań do SQL: 11