PanSamochodzik.net.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
Normandia i Dolina Loary, wiosna 2017
Autor Wiadomość
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 28 razy
Wiek: 55
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 7096
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-05-13, 21:02:58   

John Dee napisał/a:
Nigdy bym w to nie uwierzył, ale wygląda na to, że tylko jedna trzecia turystów odwiedzających Wzgórze Świętego Michała zwiedza również budynki opactwa. Jedna trzecia! A reszta? Spaceruje po wsi, podziwia widoki z murów - zachwycające, trzeba przyznać -, robi zdjęcia, kupuje jakieś pamiątki i odjeżdża, nie obejrzawszy klasztoru. Zachowanie trudne do zrozumienia, ale statystyki nie kłamią… :zdziw:


:D Już przed laty zauważyłem to samo w Zakopanem. Jak mało osób spośród tych co tam przybyli wybrało się choćby na Kalatówki... :/
A potem czytałem bodajże w "Wierchach" statystyki na ten temat jeszcze z lat 70'. Przyznaję, że byłem zaskoczony...
_________________
Z 24
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 62 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 7956
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2017-06-03, 20:37:28   

Auvers-sur-Oise - śladami Vincenta van Gogha




Pojechałem do Auvers-sur-Oise, bo przyszedł po prostu czas na długo planowaną i cięgle odkładaną pielgrzymkę do grobu wielkiego Vincenta van Gogha. Przy okazji chciałem również zwiedzić małe muzeum w gospodzie Auberge Ravoux, gdzie Vincent mieszkał i zmarł, i tamtejsze muzeum absyntu. Jeszcze w domu, informując się o Auvers w internecie, zauważyłem, że mimo iż od chwili śmierci malarza upłynęło już 127 lat, w mieście nadal można rozpoznać niektóre z miejsc, które Vincent uwiecznił na obrazach swoim pędzlem. Od razu pomyślałem, że odnalezienie niektórych z nich może być fajną zabawą i postanowiłem spróbować w niej swojego szczęścia. Zadanie nie wydawało się zbyt trudne, więc na cały pobyt zaplanowałem maksymalnie 4 godziny.

Oise - wymawia się oła:z - to ważny dopływ Sekwany, z którą łączy się kilkadziesiąt kilometrów za Paryżem.



Nad jej brzegami leżąca mieścina była ostatnią stacją życiową van Gogha. Mimo że krótko tu tylko przebywał - od 20 maja do 29 lipca 1890 roku -, zdążył namalować 80 obrazów i stworzyć 60 rysunków. Wiele dzieł tej właśnie periody należy do jego najświetniejszych i najbardziej rozpoznawalnych.




Okazało się jednak, że kiepsko planowałem mój wypad do Auvers. Muzeum w gospodzie w tym dniu było nieczynne…



podobnie jak i Musée de l'Absinthe.





Zielona wróżka, fée verte, nadal widać płata swoje figle… :D



No to będzie więcej czasu na szukanie tych motywów, pomyślałem, i ruszyłem pełen zapału w drogę. Miasteczko jest nie bez uroku...



wąskie, strome ulice, gęsto zabudowane, senny nieco nastrój. Nic szczególnego wprawdzie, ale mimo wszystko jesteśmy we Francji, prawda? To i spacer po takich na pierwszy rzut oka niepozornych uliczkach może być pouczający i pozwalający uważnemu człowiekowi zaobserwować, jak żyją i radzą sobie przeciętni Francuzi.



Dobry nastrój szybko jednak prysnął. Po godzinie błądzenia i gapienia się to na swój tablet, to na sporządzoną mapkę, to znowu na otaczające mnie okolice nie udało mi się odnaleźć dosłownie ani jednego z poszukiwanych przeze mnie motywów! Niby otoczenie przypominało landszafty z obrazów Vincenta, ale jeśli chodzi o jakieś konkrety - zero! Bliski rozpaczy musiałem nolens volens pogodzić się z faktem, że przygotowana przeze mnie mapka jest do kitu! Zmęczony powróciłem do centrum mieściny, wyjąłem z auta nawigację samochodową i udałem się do kawiarni. Po drugiej kawie i po upartym porównywaniu mojego szkicu z samochodową mapą miasta na wyświetlaczu tomtoma, powolutku uczucie rozpaczy zaczęło robić miejsce nadziei, przede wszystkim jednak przekorze. Nie ma szans, że tak stąd odjadę, postanowiłem, nie zobaczywszy nic poza ogólnym obrazem miasta i cmentarzem, z którym nie oczekiwałem mieć żadnych problemów.

W poleconym mi w kawiarni hoteliku znalazłem nie tylko nocleg, ale i cenne wskazówki, gdzie szukać śladów Vincenta w Auvers-sur-Oise w roku 2017. Okazało się, że w lecie wielu odwiedzających Auvers również tym się interesuje i że miasto na to się nastawiło, rozstawiając tu i tam tablice informacyjne itp. Niestety, mieszkańcy wkurzeni na turystów te tablice widać często demontują. Dowiedziałem się również, że nie tylko Vincent tu malował, ale i Camille Pissarro, który przez kilka lat mieszkał w sąsiedzkim Pontoise, jak również i Paul Cézanne! Pissarro, Cézanne! Na co ja właściwie jeszcze czekam?! Do dzieła!
Poczułem, że karta zaczyna się odwracać. Ponownie ruszyłem w drogę, tym razem w przeciwnym kierunku - i voilà, poszukiwane miejsca zaczęły wyskakiwać przede mną jak grzyby po deszczu.

Dalej niech przemawiają zdjęcia, które wstawiam w podwójnych zestawach…

Vincent van Gogh – Marronniers en fleurs roses, maj 1890







Vincent van Gogh – La Mairie d´Auvers, lipiec 1890







Vincent van Gogh – L'Oise, 1890







Vincent van Gogh – Masque de une momie égyptienne, 1890









Paul Cézanne, La maison du docteur Gachet à Auvers, ok. 1873







Paul Cézanne, Route de village d'Auvers, ok. 1873







Paul Cézanne, Carrefour de la rue Rémy à Auvers, ok. 1872





Piękny to był spacerek, w trakcie którego odwiedziłem również późnym popołudniem cmentarz - ale o tym pod koniec relacji. ;-)



Następnego dnia już o świcie byłem na nogach, penetrując drugi kraniec miasta, na granicy z Pontoise, gdzie głównie malował Pissarro, ale nie tylko. Poszukiwania szły mi jak po maśle, widać nabrałem już wprawy. :)

Camille Pissarro, Jour gris - Bords de l'oise, 1878







Camille Pissarro, Rue des roches au Valhermeil à Auvers-sur-Oise, chaumières et vache, 1880



Nie do wiary, że ten niski murek z bramą nadal tam stoi… :579:




Camille Pissarro, Coteaux à Auvers, 1879


Tu to samo...




Camille Pissarro, Paysage au Valhermeil, 1878


Paul Cézanne, La Route tournante au Valhermeil, Auvers-sur-Oise, ok. 1881

Widać obaj malarze wybrali sobie ten sam motyw.




Camille Pissarro, Paysage au Valhermeil, Auvers-sur-Oise, 1880







Vincent van Gogh – Le Jardin de Daubigny, 1890







Vincent van Gogh – Plaine à coté d'Auvers, 1890


W tym wypadku trzeba było wyjechać autem kilka kilometrów poza miasto, by zrobić to zdjęcie. Vincent szedł zapewne na skróty, przez pola.




Vincent van Gogh – Maisons à Auvers-sur-Oise, 1890







Vincent van Gogh – Les Chaumes du Gré à Chaponval, 1890


Wygląda inaczej, bo te walące się chałupy już nie istnieją, niemniej to na pewno tu - uliczka nadal nazywa się Rue du Gré.




Vincent van Gogh – Maisons à Auvers, 1890







Vincent van Gogh – La Ferme du père Eloi, 1890







Vincent van Gogh – La Maison du Père Pilon, 1890


Proszę zwrócić uwagę na kształt okna i murek w budynku po lewej stronie.




Vincent van Gogh – Ferme avec deux paysans, 1890


Vincent van Gogh – La Ferme de Jorgus, 1890








Vincent van Gogh – L'escalier à Auvers – La Sansonne, 1890










Pokoik w gospodzie Auberge Ravoux, który wynajmował Vincent, znajduje się na pierwszym piętrze i jest mikroskopijny. Nie wolno robić tam zdjęć, ale tu go można sobie obejrzeć.


https://patandlewtravel.files.wordpress.com/2010/08/dscn2261-2nd-floor-at-lauberge-ravoux.jpg
http://www.atlasobscura.com/places/auberge-ravoux

Tak, w tak skromniutkiej izbeczce zmarł Vincent van Gogh… :(




Droga na cmentarz prowadzi obok światowej sławy kościółka.

Vincent van Gogh – Vue d´Auvers Avec L´Église, 1890






Vincent van Gogh – L'Eglise d'Auvers-sur-Oise, 1890

















Pole po prawej stronie drogi, tuż przed cmentarzem, Vincent malował w deszczu kilka dni przed swoją śmiercią. Domki, których dachy widoczne są na obrazie, stoją tam i dzisiaj. Nic się wielce nie zmieniło…

Vincent van Gogh – Paysage à Auvers sous la pluie, 1890





Nie wiem, czy to efekt tej smutnej scenerii, czy też ogólny nastój, w jaki wprowadził mnie długi spacer śladami ukochanego artysty, w każdym bądź razie w chwili, gdy dotarłem do bramy cmentarza zupełnie się rozkleiłem. Nigdy nic podobnego mi się jeszcze nie przydarzyło, a odwiedziłem w swoim życiu wiele grobów wielkich, podziwianych przeze mnie ludzi. Nie byłem zupełnie na to przygotowany: docieram do bramy, zupełnie spokojny, stoicki niemal, nic złego nie oczekując, wkraczam na cmentarz - i zaczynam się mazać… Pół godziny tam byłem i nie mogłem się opanować - całe szczęście, że byłem sam i nie miałem świadków swego babskiego roztkliwienia... :oops:











Jednak popołudnie wielkich emocji jeszcze nie dobiegło końca. Po opuszczeniu cmentarza udałem się kilkadziesiąt metrów ścieżką przez pola, gdzie, jak wiedziałem, znajdę miejsce, w którym Vincent stworzył jedno ze swoich najsłynniejszych dzieł: “Pole pszenicy z krukami

Vincent van Gogh – Champ de blé aux corbeaux, lipiec 1890





Tym razem ogarnęło mnie naprawdę nierealne uczucie: więc to miejsce naprawdę istnieje??? Ile razy patrzyłem na ten obraz, te kruki, czując ciarki przechodzące mi po plecach na widok tej niesamowitej czerni nieba, jak gdyby zimny, bezlitosny kosmos wdzierał się w nasz słoneczny, kolorowy świat… A teraz stoję tu, widząc, że ścieżka w lewym dolnym rogu rzeczywiście istnieje, prowadzi prosto do kościoła...



a artysta arcydzieła leży pochowany na cmentarzu odległym zaledwie o kilkadziesiąt metrów…

Mój wypad do Auvers miał być krótki i rutynowy, a przyniósł tyle nieoczekiwanych emocji… :)



https://www.youtube.com/watch?v=oxHnRfhDmrk
Ostatnio zmieniony przez John Dee 2017-06-03, 20:51, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 28 razy
Wiek: 55
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 7096
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-06-04, 01:33:02   

Genialne!
:564: :564: :564:
Ta podróż szlakiem plenerów po prostu powala!
Co można dodać? Może tylko to, że teraz łatwiej nam sobie wyobrazić galerię barona de Saint-Gatien :) .
_________________
Z 24
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 53 razy
Wiek: 51
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 32829
Skąd: Poznań
Wysłany: 2017-06-04, 13:04:31   

Co za olbrzymia relacja! :564:

John Dee napisał/a:
Okazało się jednak, że kiepsko planowałem mój wypad do Auvers. Muzeum w gospodzie w tym dniu było nieczynne…


Oj, coś takiego potrafi zaboleć...

Jak widać wiele miejsc zmieniło się już bezpowrotnie. Zauważyłem że wiele budynków na obrazach posiada strzechy a teraz już dachówki. U nas chyba coś takiego się nie spotykało. Domy były albo drewniane ze strzechą albo murowane od razu z dachówkami?

John Dee napisał/a:
Nie wiem, czy to efekt tej smutnej scenerii, czy też ogólny nastój, w jaki wprowadził mnie długi spacer śladami ukochanego artysty, w każdym bądź razie w chwili, gdy dotarłem do bramy cmentarza zupełnie się rozkleiłem. Nigdy nic podobnego mi się jeszcze nie przydarzyło, a odwiedziłem w swoim życiu wiele grobów wielkich, podziwianych przeze mnie ludzi. Nie byłem zupełnie na to przygotowany: docieram do bramy, zupełnie spokojny, stoicki niemal, nic złego nie oczekując, wkraczam na cmentarz - i zaczynam się mazać… Pół godziny tam byłem i nie mogłem się opanować - całe szczęście, że byłem sam i nie miałem świadków swego babskiego roztkliwienia... :oops:


No cóż, latka lecą, to i postrzeganie świata się zmienia...
_________________
 
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 62 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 7956
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2017-06-04, 17:43:23   

Z24 napisał/a:
teraz łatwiej nam sobie wyobrazić galerię barona de Saint-Gatien :) .

Tak jest, wszyscy trzej są często wspominani w książce. Pissarro najrzadziej, za to Nienacki o mało nie zapożyczył sobie jego imienia dla jednej z głównych postaci powieści. Której, zdradzę, gdy będziemy omawiać maszynopis PSiF. ;-)

Szara Sowa napisał/a:
Jak widać wiele miejsc zmieniło się już bezpowrotnie. Zauważyłem że wiele budynków na obrazach posiada strzechy a teraz już dachówki.
Strzechy wyszły z mody, gdy dachówki potaniały, sądzę. Mnie, Szara Sowo, zaskoczyło najbardziej to, że większość budynków widniejących na obrazach nadal stoi, Auvers zachowało więc swój stary charakter. Jestem pewien, że ci artyści z orientacją w dzisiejszym mieście nie mieliby żadnych problemów. Ciekawe jednak, czy malowanie naszych współczesnych widoków, ulic byłoby im godne wysiłku, ze samochodami stojącymi przy domach zamiast krów?
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 28 razy
Wiek: 55
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 7096
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-06-04, 19:05:57   

Szara Sowa napisał/a:
Domy były albo drewniane ze strzechą albo murowane od razu z dachówkami?


Niekoniecznie :D . Mój pradziadek był, jak na tamtejsze (gubernia kaliska, powiat sieradzki) stosunki, dość zamożny i w bodajże 1909 r. pobudował dom z cegły - pierwszy i jeszcze długi czas jedyny w naszej wsi. Ale kiedy doszło do dachu, skończyły się pieniądze. Dom został więc pokryty strzechą i tak zostało już na długo... w każdym razie był ostatni i długi czas jedyny w całej wsi ;-) . Już byłem dorosły...
_________________
Z 24
 
 
Berta von S. 
Matka Wspierająca
nienackofanka



Pomogła: 67 razy
Wiek: 46
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 19960
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-06-04, 21:24:24   

Z24 napisał/a:
Genialne!
:564: :564: :564:
Ta podróż szlakiem plenerów po prostu powala!

:564:
Świetne zestawienie.

Sam wyszukiwałeś te miejscówki, czy były jakoś oznaczone?

Ale swoją drogą smutne trochę, bo te widoczki wyraźnie pokazują, że nawet Francja znacznie zbrzydła przez ostatnie 100+ lat. Prawie w każdym ujęciu coś niekorzystnie przebudowano, albo pojawiły się jakieś karjobrazopsuje. :027:
_________________
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 62 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 7956
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2017-06-05, 08:58:47   

Berta von S. napisał/a:
Sam wyszukiwałeś te miejscówki, czy były jakoś oznaczone?

Internet był rzecz jasna moim głównym źródłem, kilka tablic również tam stoi, ale nie za dużo. Pomocna okazała się mapa miasta, którą otrzymałem w hotelu wraz z przydatnymi wskazówkami. Żałuję jednak, że nie włożyłem więcej czasu w risercz w domu, na pewno udałoby mi się wtedy zidentyfikować znacznie więcej tych miejsc. Z innej strony mam świetny pretekst, by tam powrócić i porządnie zakończyć robotę. Zdaje się, że odkryłem nowe hobby. ;-)

Obecnie szukam przewodników z ostatniego stulecia, które tego rodzaju spacery śladami słynnych malarzy oferują, nie tylko po Auvers zresztą. Internet jest do tego celu dobry, ale nie idealny, książka to zawsze książka, no i stare fotografie też mają swój urok.


Berta von S. napisał/a:
Ale swoją drogą smutne trochę, bo te widoczki wyraźnie pokazują, że nawet Francja znacznie zbrzydła przez ostatnie 100+ lat. Prawie w każdym ujęciu coś niekorzystnie przebudowano, albo pojawiły się jakieś karjobrazopsuje. :027:

Mogło być też jednak znacznie gorzej. Rzekłbym, że miasto zachowało swój dawny charakter, ale straciło sporo wdzięku. No cóż, nie możemy oczekiwać od jego mieszkańców, by się nadal gnieździli w domach pokrytych strzechą, bo te emitują przyjemniejsze dla oka i duszy sygnały. Idylla ma również swoją cenę. Przewodniczka w muzeum, nawiązując do śmierci Vincenta, rzekła np., że samobójstwa w tamtym czasie zdarzały się bardzo bardzo często, ludzie pod tymi strzechami mieli widać diabelnie ciężkie życie…
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 28 razy
Wiek: 55
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 7096
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-06-05, 12:12:37   

John Dee napisał/a:
4 napisał/a:
teraz łatwiej nam sobie wyobrazić galerię barona de Saint-Gatien :) .

Tak jest, wszyscy trzej są często wspominani w książce. Pissarro najrzadziej, za to Nienacki o mało nie zapożyczył sobie jego imienia dla jednej z głównych postaci powieści. Której, zdradzę, gdy będziemy omawiać maszynopis PSiF. ;-)


Nie drażnij mnie, już jestem dostatecznie napalony... :D
Takie imię może nosić również kobieta. Zwracam uwagę tak mimochodem, bo właśnie jestem po lekturze książki znakomitego angielskiego pisarza Evelyna Waugha... ;-)
_________________
Z 24
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 62 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 7956
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2017-06-05, 17:03:38   

Z24 napisał/a:
Takie imię może nosić również kobieta.

Tak jest, jak słynna Camille Claudel przykładowo. Też już się zastanawiałem, czy nie z tego powodu ostatecznie porzucił ten pomysł. :027:
 
 
Kynokephalos 
Moderator



Pomógł: 26 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 4402
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2017-06-09, 07:17:20   

Berta von S. napisał/a:
te widoczki wyraźnie pokazują, że nawet Francja znacznie zbrzydła przez ostatnie 100+ lat

Przypuszczam, że chyba na pewno.
Ale porównując i oceniając trzeba wziąć pod uwagę, że impresjoniści nie byli dokumentalistami, a ich celem - w większości wypadków - było zapewne skupienie się na pięknie z odsunięciem na dalszy plan myślowy elementów krajobrazu niepasujących bądź nieestetycznych. Albo takie ich przetrawienie przy użyciu swojej sztuki, by stały się frapujące i wartościowe. Całość zaś widzimy nie taką jaka była wtedy w oku przeciętnego zjadacza chleba, lecz jaką widział wielki, wrażliwy artysta. Bo użył on swojego talentu w tym celu, by ich - a później także nas - "w anioły przerobić", byśmy mogli zobaczyć rzeczy i zestawienia na co dzień niedostrzegane, a tym bardziej niewyobrażane. I taką przewagę ma malarstwo nad reporterską fotografią.

A co do miejsc w których artyści stawiali swoje sztalugi - identyfikacja niektórych nie pozostawia wątpliwości, ale myślę że inna część jest tylko prawdopodobna.

Na koniec nie mogę powstrzymać się przed ponownym (wybaczcie) przytoczeniem fragmentu który kiedyś już na forum cytowałem, przy innej okazji, a który uparcie krążył mi po głowie przy czytaniu tego reportażu - mimo, że dotyczy wcześniejszych lat i odległego miejsca. A zdecydowałem się w końcu nim podzielić po przeczytaniu wynurzenia Johna o swojej wizycie na cmentarzu.

Zbigniew Herbert, "Barbarzyńca w ogrodzie":
Cytat:
— Interesuje pana Van Gogh?
— Bardzo.
— Dlaczego?
— To był wielki malarz.
— Tak mówią. Ja nie widziałem żadnego jego obrazu.
Stuka kościanym palcem w pustą szklankę, którą napełniam posłusznie.
— No i tak. Van Gogh. Umarł już.
— Ale pan go znał.
— Kto go tam znał. Żył sam jak pies. Ludzie go się bali.
— Dlaczego?
— Latał po polach z takimi wielkimi płótnami. Chłopcy ciskali w niego kamieniami. Ja nie rzucałem. Byłem wtedy za mały. Miałem trzy albo cztery lata.
— Więc nie lubiliście go?
— Był bardzo śmieszny. Włosy miał jak marchewka.
I staruszek niespodziewanie zaczyna śmiać się długo, serdecznie i z satysfakcją.
— To był bardzo śmieszny człowiek. Etait dróle. Miał włosy jak marchewka. Przypominam to sobie dokładnie, bo widać było te włosy z daleka.

Na tym właściwie kończą się wspomnienia człowieczka o proroku.

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...

 
 
Berta von S. 
Matka Wspierająca
nienackofanka



Pomogła: 67 razy
Wiek: 46
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 19960
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-06-09, 16:33:00   

Kynokephalos napisał/a:

Ale porównując i oceniając trzeba wziąć pod uwagę, że impresjoniści nie byli dokumentalistami, a ich celem - w większości wypadków - było zapewne skupienie się na pięknie z odsunięciem na dalszy plan myślowy elementów krajobrazu niepasujących bądź nieestetycznych. Albo takie ich przetrawienie przy użyciu swojej sztuki, by stały się frapujące i wartościowe.

Jasne, brałam na to poprawkę i nie oczekiwałam, że znajdę w zdjęciach klimat obrazów.
Zakładałam jednak, że artysta nie usuwał malując (w myśli) obiektów na pierwszym planie. A jedynie przepuszczał przez artystyczny filtr te istniejące i porównywałam tylko zabudowę. Prawie wszędzie się pozagęszczało/unowocześniło i to co przybyło jest na niekorzyść.
_________________
 
 
Kynokephalos 
Moderator



Pomógł: 26 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 4402
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2017-06-10, 10:16:08   

Berta von S. napisał/a:
Prawie wszędzie się pozagęszczało/unowocześniło i to co przybyło jest na niekorzyść.

Z tym trudno dyskutować, można to przyjąc niemal za pewnik. Ale też trudno byłoby takie zmiany, wynikające ze wzrostu liczby mieszkańców i liczby urządzeń ułatwiających im życie, kontestować.

Cóż, wtedy pewnie też nie było tak, że gdziekolwiek się spojrzało rozciągały się się piękne widoki. I odwrotnie - nawet dziś nie wszędzie widać brzydotę.
Malarz, jeśli napotkał w pejzażu coś co psuło mu urok miejsca, mógł to coś pominąć na swoim obrazie. A jeśli założymy że tak nie robił - prawdopodobnie zmieniłby kierunek patrzenia albo przesunąłby się z warsztatem o kilkadziesiąt - kilkaset metrów w bok.
Zgodnie z zastrzeżeniem uczynionym na początku nie próbuję wykazać, że krajobrazy mamy dziś tak samo piękne jak sto lat temu. Zapewne nie mamy. Z nudów podważam tylko, z metodologicznego punktu widzenia, sposób porównania w którym panoramy dowolnie wybierane przez ówczesnych artystów są konfrontowane z dzisiejszymi panoramami co do których nie mamy swobody wyboru.

A dodatkowo może też być i tak, że niejedna rozpadająca się już wtedy bieda-rudera przybrała na obrazie (dzięki twórczej umiejęstności impresjonisty i przez to, że zwykliśmy tradycyjne wiejskie budownictwo widzieć bukolizującym okiem) postać przytulnej chatki. Patrząc obiektywnie, czy to z punktu widzenia ówczesnego wieśniaka czy nawet z naszego, ta hipotetyczna rudera niekoniecznie jest ładniejsza od sztampowego (ale wygodnego) murowanego domu który stanął obok lub na jej miejscu. Tylko że ona została uszlachetniona sztuką geniusza a domek na współczesnym zdjęciu nie. Gdyby postawić tam van Gogha dzisiaj - kto wie co by uczynił? Może rzuciłby na budynek fioletowe i amarantowe kolory zachodzącego słońca? Trochę podkreśliłby okna, urok komina... Zaraz te jałowe tynkowane klocki zamieniłyby się w coś niezwykłego i zharmonizowałyby się pięknie z krazobrazem. A brzydkie słupy elektryczne malarz powyginałby może jak na "Gwiaździstej nocy", obsadził ptakami albo uczynił z nich olbrzymy pełne złowieszczej energii. Kto wie?

Wierzę w to co piszesz, że jesteś w stanie wziąć odpowiednią poprawkę i przepuścić widoki przez artystyczny filtr. Ówczesne widoki w tę stronę, a współczesne w przeciwną. I do tego właśnie zachęcam wszystkich, którzy to przeczytają, taki jest mój główny motyw w tym wątku, i sam chcę tak czynić, w granicach swoich możliwości. Nie wiem czy to jest optymistyczny wniosek czy rozczarowujący, ale moim zdaniem temat rozpoczęty zamieszczonymi przez Johna zdjęciami jest głębszy niż "na górze ładnie, na dole nieciekawie". Którego to spłycania Tobie ani nikomu nie zarzucam, rozwijam jedynie swój wcześniejszy komentarz.

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...

 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 62 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 7956
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2017-06-10, 10:51:33   

Kynokephalos napisał/a:
Zbigniew Herbert, "Barbarzyńca w ogrodzie”… — Latał po polach z takimi wielkimi płótnami. Chłopcy ciskali w niego kamieniami.
Vincent był małomówny i choć władał dobrze francuskim, miał jednak akcent. Do tego czerwone włosy. Na takie bodźce małpa w nas reaguje często odruchowo i kategorycznie - do dzisiaj… :/

Kynokephalos napisał/a:
trzeba wziąć pod uwagę, że impresjoniści nie byli dokumentalistami, a ich celem - w większości wypadków - było zapewne skupienie się na pięknie z odsunięciem na dalszy plan myślowy elementów krajobrazu niepasujących bądź nieestetycznych. Albo takie ich przetrawienie przy użyciu swojej sztuki, by stały się frapujące i wartościowe. Całość zaś widzimy nie taką jaka była wtedy w oku przeciętnego zjadacza chleba, lecz jaką widział wielki, wrażliwy artysta. Bo użył on swojego talentu w tym celu, by ich - a później także nas - "w anioły przerobić", byśmy mogli zobaczyć rzeczy i zestawienia na co dzień niedostrzegane, a tym bardziej niewyobrażane. I taką przewagę ma malarstwo nad reporterską fotografią.
:564:
Adeline Ravoux, którą van Gogh malował w Auvers, opowiadała, że była rozczarowana swoim portretem, bo wydawała się być na nim niepodobna do samej siebie. Gdy jednak kilkadziesiąt lat później jacyś miłośnicy Vincenta odwiedzili Auvers, rozpoznali ją natychmiast. W trakcie wspólnej rozmowy stwierdzili, że artysta, zamiast stworzyć podobiznę trzynastolatki, uchwycił raczej jej bezczasowe JA.


Kynokephalos napisał/a:
Berta von S. napisał/a:
te widoczki wyraźnie pokazują, że nawet Francja znacznie zbrzydła przez ostatnie 100+ lat

Przypuszczam, że chyba na pewno.

Berta von S. napisał/a:
porównywałam tylko zabudowę. Prawie wszędzie się pozagęszczało/unowocześniło i to co przybyło jest na niekorzyść.

Przybyło dużo i intensywność zabudowy wzrosła zapewne znacznie, ale czy miasto przez to naprawdę zbrzydło? Czy zmiany poszły wyłącznie na gorsze? Temu muszę stanowczo zaprzeczyć. Nie jest aż tak źle, a właściwie wręcz przeciwnie. Miasto zrobiło na mnie bowiem jak najbardziej pozytywne wrażenie i choć domy straciły dziś swoje słomiane strzechy, a na drogach nie ma już kałuż, błota i krowich placków, to nadal jest tam dużo atmosfery, którą w wielu miejscach można by nawet nazwać idyllą. W pamięci pozostały mi szczególnie kamienne mury Auvers, stare jak i nowe, które niemal bez końca ciągną się wzdłuż często rozgałęziających we wszystkich kierunkach, wąskich i stromych uliczek, nadając mieścinie jej urok i typowy charakter.



















Jestem pewien, że van Gogh, Cézanne i Pissarro i dzisiaj znaleźliby tu liczne motywy godne uwiecznienia. :)
 
 
Berta von S. 
Matka Wspierająca
nienackofanka



Pomogła: 67 razy
Wiek: 46
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 19960
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-06-10, 15:25:30   

Kynokephalos napisał/a:
Nie wiem czy to jest optymistyczny wniosek czy rozczarowujący, ale moim zdaniem temat rozpoczęty zamieszczonymi przez Johna zdjęciami jest głębszy niż "na górze ładnie, na dole nieciekawie". Którego to spłycania Tobie ani nikomu nie zarzucam, rozwijam jedynie swój wcześniejszy komentarz.

Jasne, że głębszy. Napisałam przecież, że idea zestawień mi się bardzo podoba i ciekawie jest widzieć pierwowzory miejsc z obrazów. Ale od estetycznych ocen krajobrazu nie jestem w stanie się powstrzymać.
John Dee napisał/a:

Przybyło dużo i intensywność zabudowy wzrosła zapewne znacznie, ale czy miasto przez to naprawdę zbrzydło? Czy zmiany poszły wyłącznie na gorsze? Temu muszę stanowczo zaprzeczyć. Nie jest aż tak źle...

Te mury rzeczywiście lepiej oddają dawny klimat.
Wiem, że trzeba przebudowywać. Ale nad tym boleję, bo nie lubię, jak się cokolwiek przebudowuje i unowocześnia. Zazdroszczę Anglikom, którzy mają wiele miejscowości w naprawdę prawie idealnie zahibernowanej postaci. :)
_________________
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 62 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 7956
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2017-06-15, 22:56:33   

W 1892 roku Arthur Gustave Ravoux, patron Auberge Ravoux, przeprowadził się wraz z rodziną do pobliskiego Meulan. Nadal był w posiadaniu dwóch obrazów mistrza, które podarował mu Theo - La Mairie d´Auvers...



oraz portretu jego córki Adeline.



15 lat po śmierci Vincenta jacyś Amerykanie - jeden z nich nazywał się Harry Harronson - przekonali go, że farba na obrazach poczyna się łuszczyć, przez co niedługo staną się bezwartościowe. Ravoux w to uwierzył i sprzedał im je za 40 franków. Dzisiejsza ich cena leży gdzieś w okolicy 150 milionów dolarów. :|
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 62 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 7956
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2017-06-27, 10:39:52   

Kynokephalos napisał/a:
Malarz, jeśli napotkał w pejzażu coś co psuło mu urok miejsca, mógł to coś pominąć na swoim obrazie.

Tak czynili i nadal czynią artyści naszych czasów, jak operatorzy filmowi. Porównanie malarza z operatorem filmowym może wydać się niektórym niestosowne, ale w moich oczach operatorzy jak Vittorio Storaro, Carlo Di Palma, Henri Alekan lub Witold Sobocinski to wielcy artyści, często bardziej znaczący niż niejeden znany pędzel. Poprzez wybór odpowiedniej perspektywy, oświetlenia, pory dnia a nawet roku, o CGI nawet już nie wspominając, potrafią odnaleźć i podkreślić piękno w czymś pospolitym i nieciekawym.

Nasza dyskusja przypomniała mi bowiem takie zdarzenie. Będąc kiedyś w Londynie postanowiłem odnaleźć kilka plenerów z filmu “Match Point” Woody Allena, mi. kino Curzon, które w tym filmie, przy sztucznym oświetleniu, wydawało mi się być szczególnie urokliwym zakątkiem. Rzeczywistość nie mogłaby być bardziej odmienna, wygląda tam bowiem tak:



Zupełnie nie ta atmosfera, nudny, szary budynek, który właśnie tylko dzięki umiejętności operatora filmowego w filmie prezentuje się tak przytulnie.


Sądzę, że nie inaczej było z naszymi impresjonistami i ich motywami. :027:
 
 
Kynokephalos 
Moderator



Pomógł: 26 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 4402
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2017-06-30, 08:34:44   

John Dee napisał/a:
Sądzę, że nie inaczej było z naszymi impresjonistami i ich motywami.

O motywach nie wiem. Zakładam, że w przypadku wielkich malarzy o których mówimy chodziło przede wszystkim o chęć (przymus?) opowiadania innym swoich wizji. Niespokojny rój kruków nad polem, zstępująca z góry głęboka czerń, czy (dajmy na to) niezwykłe smugi gwiaździstej nocy - nie każdy umiałby zobaczyć. Teraz, dzięki van Goghowi, może każdy.

Niestety nie znam realiów pracy współczesnych operatorów filmowych. Istotnie, różnica między obydwoma zdjęciami z Londynu jest tego rzędu, co różnica między impresjonistycznymi obrazami "wtedy" a fotografiami "dzisiaj" francuskich krajobrazów. Natomiast czy przypisywać zasługę operatorowi, scenografowi, oświetleniowcowi, czy w końcu reżyserowi który (dawniej bardziej swobodnie, dziś może nieco mniej?) realizuje swoją wizję i kieruje pracą innych - nie mogę się wypowiadać. Zapewne bywa różnie, zależnie od stylu pracy i osobistego autorytetu poszczególnych specjalistów. W każdym razie malarstwo jest sztuką indywidualną a film zespołową.

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...

 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 62 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 7956
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2017-07-11, 18:29:54   

Kynokephalos napisał/a:
Niestety nie znam realiów pracy współczesnych operatorów filmowych (…) Natomiast czy przypisywać zasługę operatorowi, scenografowi, oświetleniowcowi, czy w końcu reżyserowi który (dawniej bardziej swobodnie, dziś może nieco mniej?) realizuje swoją wizję i kieruje pracą innych - nie mogę się wypowiadać. Zapewne bywa różnie
Bywa różnie. Piotr Sobocinski, nie żyjący już operator, skarżył się nam kiedyś, że gdy po wielkim sukcesie filmu “Trzy kolory: Czerwony” został zaangażowany przez Hollywood, by nadzorować zdjęcia w filmie “Marvin's Room”, był zaszokowany musząc odkryć, że w produkcji nie było miejsca na jakiekolwiek eksperymenty np. światłem, że wszystko, czego reżyser i producenci od niego oczekiwali była nudna błyskawicznie dostarczana przeciętność. Z wielkim rozgoryczeniem wspominał chwilę, gdy pojawił się u jego boku asystent producenta ze stoperem w ręku, mierząc czas, który Piotrek potrzebował na przygotowanie ujęć. Nie muszę chyba wyjaśniać, że jego współpraca z Kieślowskim wyglądała zupełnie inaczej. Ale i pieniądze w obu wypadkach były innej kategorii…

Tak obcesowo producenci słynnych operatorów jak tych przeze mnie wymienionych traktować jednak nie mogą. Kontrakt tychże mistrzów kamery i oświetlenia może np. zawierać klauzulę, że dla dobra filmu mogą wziąć sobie tyle czasu, ile im potrzeba. Słynnych operatorów jak Dariusa Khondji samymi pieniędzmi do współpracy nad filmem nie zwabisz.

Pomijając jednak piekło hollywoodzkie, na estetykę zdjęć w filmach “artystycznych” mają oczywiście wpływ również reżyser i operator światła.

Kynokephalos napisał/a:
Istotnie, różnica między obydwoma zdjęciami z Londynu jest tego rzędu, co różnica między impresjonistycznymi obrazami "wtedy" a fotografiami "dzisiaj"
… i może między ich obrazami a ich motywami, równie niewyrazistymi jak londyński gmach? Kto wie… ;-)

Berta von S. napisał/a:
Wiem, że trzeba przebudowywać. Ale nad tym boleję, bo nie lubię, jak się cokolwiek przebudowuje i unowocześnia. Zazdroszczę Anglikom, którzy mają wiele miejscowości w naprawdę prawie idealnie zahibernowanej postaci.
Miejscowości jak Bath? Właśnie odkryliśmy wspólnie z Athenais, że mieszka rzut beretem od willi, w której w 1940 roku znalazł schronienie Stefan Zweig, wcielenie Zeusa na Olimpie moich idoli życiowych. Znasz więc te okolice. Nie wiem jak Tobie, ale mi przypominają one bardzo właśnie - Auvers… :)

Auvers-sur-Oise


Bath
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 28 razy
Wiek: 55
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 7096
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-07-12, 18:31:22   

John Dee napisał/a:
willi, w której w 1940 roku znalazł schronienie Stefan Zweig, wcielenie Zeusa na Olimpie moich idoli życiowych.


:564: :564: :564:

Wspaniale, że ktoś pamięta o takich pisarzach!
_________________
Z 24
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Reklama:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo

Strona wygenerowana w 0,33 sekundy. Zapytań do SQL: 10