PanSamochodzik.net.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
Skarb Atanaryka - maszynopis
Autor Wiadomość
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 65 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8289
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2017-03-04, 09:01:42   Skarb Atanaryka - maszynopis

Skarb Atanaryka: “wtajemniczenie” i pierwszy rozdział powieści jako maszynopis



Skarb Atanaryka - maszynopis pdf (naciśnij tu)
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 65 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8289
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2017-03-04, 09:03:52   

Pozwoliłem sobie poprawki z maszynopisu wintegrować w pierwotny tekst powieści, wyróżniając je kolorem niebieskim, by unaocznić, jakich zmian autor dokonał. Ujawniają one ciekawe aspekty życia rodzinnego pisarza, szczególnie jego stosunku do młodszego brata Andrzeja. Maszynopis dowodzi też ostatecznie, że to on był pierwowzorem Pawła.





Wtajemniczenie

W 214 roku cesarz rzymski Marek Aureliusz Antonin zwany “Karakallą” (“z powodu swego mściwego i okrutnego postępowania” - skreślone) - zetknął się nad Morzem Czarnym u ujścia Dunaju z watahami germańskiego plemienia Gotów. “Gdy on ciągnął na wschód, w naprędce rozegranych bitwach Gotów zwyciężał” - zapisano w “Scriptores Historii Augusta”.
Ojczyzną Gotów była południowa Skandynawia. Jakże się to stało, że niespodziewanie znaleźli się oni nad Morzem Czarnym? Wkrótce założyli tutaj potężne… W III w.n.e. założyli potężne państwo Ostrogotów i Wizygotów w południowo-wschodniej Europie. Od ciosów ich mieczy padły dwa wielkie miasta: Olbia, położona u ujścia Bohu i Dniepru, oraz Tyras, u ujścia Dniestru. Pod wodzą Teodoryka Wielkiego opanowali Italię, a potem stali się panami Hiszpanii. Pod wodzą Alaryka złupili Ateny, Korynt, Rzym. Na początku V wieku stali się panami Hiszpanii, a potem pod wodzą Teodoryka Wielkiego opanowali Italię.
Dotąd prawie nikomu nie znane północne plemię germańskie szczękiem swego oręża napełniło całą Europę, od stepów nadczarnomorskich aż po daleką Hiszpanię (jak meteor zabłysnęło nad ówczesnym światem w jednym z najburzliwszych okresów ówczesnych dziejów - skreślone).
Jak się to stało, że w III wieku znaleźli się Goci nad Morzem Czarnym?
Napisano o Gotach setki (tysiące) rozpraw naukowych i (całe biblioteki) powieści. Urzekała pisarzy historia pięknej gockiej królowej Amalasunty i jej zdegenerowanego syna Atalaryka (że wspomnę książkę Hanny Malewskiej “Tak mija postać świata”), zachwycała (autorów) postać wielkiego króla Gotów Teodoryka i jego mądrego ministra, Rzymianina Kassjodora. Ale choć poświęcono Gotom tyle książek (że zapewne wszystkie one nie pomieściły by się w jednym ogromnym pokoju), przecież nie odpowiedziano w żadnej z nich w sposób zdecydowany i wyczerpujący: którędy i kiedy wywędrowali Goci ze swej północnej ojczyzny (na podbój antycznego świata?).
Minister króla Teodoryka, mądry Kassjodor, w latach 526—533 napisał na rozkaz swego władcy „Historię Gotów". Do naszych czasów dochowała się ona tylko w złym streszczeniu (nędznym/słabym wyciągu), sporządzonym w 551 roku przez Jordanesa, mnicha, Gota z pochodzenia, który — gdy Ostrogoci zeszli już z areny politycznej świata — zapragnął pamięć o nich ocalić na kartkach książki noszącej tytuł: „De origine actibusque Getarum" (“De origine actibusque Gotarum”).
(W swojej “Historii Gotów”) Opowiadał Jordanes, że pod wodzą króla Bericha odbili Goci od brzegów Skandynawii i na trzech jesionowych okrętach przepłynęli przez morze do miejsca, które przez nich nazwane zostało „Gothiscandza" (“Gothizcandza”). A było to (ni mniej ni więcej tylko) nasze wybrzeże Bałtyku, bowiem Jordanes opisując dalej wędrówkę gockiego szczepu Gepidów. którzy opuścili kraj w kilkadziesiąt lat później w ślad za Gotami, mówi (że gocki szczep Gepidów, pozazdrościwszy sukcesów swoim poprzednikom/współbratymcom popłynęli również w tę stronę): ..Ci wiec Gepidzi. tknięci zawiścią, przebywali w kraju Spesis (przybywali w kraj Spesis) na wyspie otoczonej wodami Wisły, którą w mowie ojczystej nazywali Gepedojos", Tylko kilka zdań w księdze Jordanesa a ileż sporów naukowych (ogromnych kłótni) i polemik! Gdyby pozwolić równocześnie przemówić wszystkim kłócącym się w tej sprawie (naukowcom), powstałaby wrzawa (krzyk) tak wielka, że zagłuszyłaby hałas wzlatującego w niebo odrzutowca. Ale krzyk ten ginie tłumiony stronicami grubych foliałów, szemrze cicho jak strumyk w murach pracowni historyków i archeologów. My, niefachowcy, musimy dobrze nadstawić ucha, aby choć cokolwiek usłyszeć...
Wywędrowali Goci ze swej ojczyzny prawdopodobnie na krótko przed początkiem lub na początku naszej ery. Czy można więc ufać Jordanesowi, który dopiero w sześć wieków później opowiada o tej wędrówce? — zastanawiają się historycy. I śmieją się z owych „trzech jesionowych okrętów" (a raczej chyba zwykłych łodzi). Bo czyż możliwe, aby plemię, które podbiło potem prawie cały świat antyczny, wyruszyło w bój tylko na trzech łódkach? I dochodzą do wniosku, że Jordanes przekazuje nam prastarą gocką legendę. Trzy jesionowe okręty mają symbolizować późniejszy podział Gotów na Ostrogotów. Wizygotów i Gepidów. (Tu skreślenie trudne do odszyfrowania, zapewne: http://pansamochodzik.net...p=297145#297145 ) Zastanawiają się uczeni: ..A może legenda jest także historia pobytu Gotów u ujścia Wisły? Bo czy nie bliżej i łatwiej było im przemaszerować po Półwyspie Jutlandzkim, a potem wędrując wzdłuż Łaby i Dunaju zjawić się nad Morzem Czarnym?"
I wielu historyków powiada: „Nie. nie było nigdy Gotów na polskim Pomorzu".
Jeśli zaś przyjąć, że wędrówka Gotów odbyła się tak, jak ją opisuje Jordanes, znowu zagrodzi drogę mur pytań. Kogo spotkali Goci na Pomorzu (na naszym Pomorzu)? Czy natknęli się tu na plemię germańskich Burgundów—jak twierdzą niektórzy niemieccy naukowcy? A może wypadło im walczyć 7 plemionami Prasłowian pomorskich? Odnieśli nad nimi zwycięstwo czy też zostali pokonani? Jak długo przebywali na Pomorzu i kiedy stad poszli na dalszą wędrówkę, która przyniosła im tyle sławy?
W spór historyków wmieszali się archeologowie. Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta — wydawało się, że archeologowie w sposób najbardziej zdecydowany rozwiążą zagadkę tak zwanej „sprawy gockiej”. Jeśli bowiem Goci rzeczywiście byli na Pomorzu, to przecież musieli pozostawić jakieś ślady.
...Są ślady. Wiele śladów. Zawiłych, krętych, splątanych ze sobą jak tropy zwierząt w dzikiej puszczy leśnej. Który z nich jest tym poszukiwanym, tym najwłaściwszym, tym, co zawiedzie do celu? Archeologowie — „tropiciele historii" kluczą pośród rozrzuconych na Pomorzu starych cmentarzysk (grobów, grodzisk i kurhanów), odnajdują gliniane naczynia, metalowe ozdoby, poznają materialna kulturę ludzi, co tu żyli przed wiekami, l jak w puszczy leśnej, gdy goniącemu po splątanych śladach nagle otwiera się przed oczami wypełniona słońcem przestrzeń wolna od drzew i wydaje mu się, że oto dobrnął do kresu lasów, taki archeologom zdawało się nieraz, że już rozwikłali gocką zagadkę.
Potem okazywało się, że była to tylko niewielka polana. A za nią jest znowu las gęsty, pełen zawiłych tropów.



l
PAWEŁ CHCE ZAPUŚCIĆ BRÓDKĘ — W POSZUKIWANIU MAGICZNYCH KRĘGÓW —SPOTKANIE Z TEMATEM — ALFRED Z DOLINY — STRASZNA HISTORIA DZIADA RZYNDY — ZŁOTY SKARB — SMUTNY PRZEPADEK ŁOWCY RAKÓW — DZIWNE ŚWIATEŁKO — „PAWLE, CZEMU MNIE PRZEŚLADUJESZ?"
Najpierw zjawia się TEMAT. (Dla innych autorów bardziej łaskawy, rozbłyskuje w nich jak meteor wśród ciemnej nocy i wypełnia wyobraźnię. Wystarczy wtedy tylko usiąść i pisać; opisywane zdarzenia toczą się jakby same, lekko i swobodnie jak gumowe piłeczki. Do mnie TEMAT przychodzi objuczony stertą książek. Z każdą jego wizytą przybywają coraz nowe książki/filiały…)
W ślad za nim przybywają coraz to nowe foliały, zapełniają stół,urastają w wysoką piramidę — aż zbliża się chwila, gdy (gubię się wśród nich) błąkam się wśród nich, jak ćma wokół lampy. Wówczas porzucam książki, czekam nadejścia lata. Z naczelnym redaktorem (gazety, w której pracuję) wykłócam się o urlop, w domowej graciarni czynię przegląd spakowanego w worki namiotu, składanego kajaka, kuchenki spirytusowej, gumowego materaca. Rozpoczyna się PRZYGODA. Jest to już pora, w której TEMAT tak się u mnie zadomowił, że często sam nie wiem, gdzie kończy się rzeczywistość, a zaczyna fikcja literacka, czyli „lipa" —jak mówi mój młodszy brat Paweł (Jędrzej!!! - zwany “Karakallą”), człek bardzo jeszcze młody, lecz zgorzkniały i niechętny światu. (I jak ów cesarz rzymski zwany “Karakallą” - podstępny, okrutny, mściwy i podejrzliwy)
— Pawle — powiedziałem — masz dopiero siedemnaście lat. Ale świat w twoich oczach wygląda jak stara i brudna ścierka. Czy naprawdę nie ma sprawy, która mogłaby cię szczerze zainteresować? Czy nic nie jest w stanie cię zachwycić, przerazić, wstrząsnąć, porwać?... W tym roku uzyskałeś maturę. Zdałeś ją z wynikiem przeciętnym. W ogóle wszystko w tobie jest przeciętne, letnie, nijakie (nieciekawe). Próbowałeś zdać na uniwersytet i nie przyjęto cię. Okazało się, że nie masz żadnych szczególnych zainteresowań. Z równym niepowodzeniem mógłbyś studiować chemią fizykę, matematykę, etnografię, medycynę czy archeologie. (Palisz papierosy ale nigdy nie wypalisz więcej niż pięć sztuk dziennie, uważasz bowiem, że nikotyna szkodzi zdrowiu. Nie jesteś “absytnentem”, zdarza ci się czasem zajrzeć do kieliszka z winem, ale nie próbujesz nigdy więcej niż dwa kieliszki.) Rodzicom i mnie, bratu twemu, nie sprawiłeś nigdy żadnego kłopotu. Nie przysporzyłeś jednak i chwili dumy czy radości.
Zaczynasz ziewać po piętnastu minutach czytania najciekawszej książki; ja ziewam po pięciu minutach twojego towarzystwa. Powiedz mi: co z ciebie wyrośnie? Wieje od ciebie szarością, pleśnią i stęchlizną jak od pustej beczki po kapuście. Błagam cię: (zrób jakąś awanturę, zeklnij, zbij kogoś, narozrabiaj…) zainteresuj się czymś i zacznij być człowiekiem, a nie próżnym śpiworem bez serca i bez duszy, nieciekawą powłoką kryjąca tylko kształt człowieka. I powiedz mi: co zamierzasz z sobą czynić, skoro jednak nie przyjęto cię na studia?
Paweł (Jędrzej) ziewnął.
— (Zrobię tak, jak mi doradzą rodzice) Tymczasem wyjadę z kumplami na wakacje nad morze. Wiesz, co postanowiłem? - ożywił się. - Zapuszczę sobie bródkę. Taką szwedzka bródkę, bo nie mam jeszcze zbyt gęstego zarostu.
Wyobraziłem sobie twarz Pawła (Jędrzeja) okoloną (niechlujnymi) kępkami młodzieńczego zarostu, rude, brzydkie wąsiki i nad nimi ogromny nos (nochal), świecący czerwono. Patrzyłem na wykrzywione nudą usta, małe śpiące oczka i ogarniało mnie uczucie ogromnego niesmaku, jakby w tym pokoju wraz z jego obecnością rozchodził się znienawidzony zapach gotowanych kalafiorów.
— Jesteś śmieszny — wyrzekłem.
Wzruszył ramionami. Mówił jakby od niechcenia, jak człowiek, który przeżył już wszystko i wszystko pozostało poza nim.
— Jeśli ja wydaję ci się śmieszny, cóż mogą powiedzieć ci, którzy patrzą na ciebie? Czym się teraz zajmujesz? Alchemią? Truciznami? Rolnictwem? A może zamierzasz hodować bawełnę (winogrona) albo szykujesz wyprawę po złote runo? (Jeśli tak, to proszę cię, pisz do mnie “na Berdyczów”. Mój Boże, jakże szczodry/łaskawy jest Pan Bóg dla wariatów. Ludziom rozsądnym odmawia gotówki, gdy takim jak ty pcha w ręce pieniądze, z którymi nie wiesz co zrobić, marnujesz je na dziesiątki zupełnie niezrozumiałych wydatków. Spójrz, twój wielki i piękny pokój jest zupełnie nieumeblowany, pusta i wielka stodoła. Nigdy chyba nie zrozumiem, co ludzi ciekawi w twoich artykułach, przeczytałem tylko jeden i mam ich dosyć na długie lata.)

Mówił długo (ładnie) i zawile jak wszyscy w naszej rodzinie. Żałosny, smutny człowiek. Jakże wiele bym dał, aby uwolnić go od nudy i szarości jego własnej osoby, tchnąć ducha w tę glinianą figurę o dużym, czerwonym nosie i o policzkach, które obrosnąć miały niechlujną szwedzką bródką...
Zdjąłem ze stołu książki, rozłożyłem mapę Pomorza Wschodniego.
Zazieleniła się duża plama Puszczy Tucholskiej, wąskie, długie jeziora Wyżyny (Szwajcarii) Kaszubskiej spojrzały na nas jak szparki wielu niebieskich, przymrużonych oczu.
— Popatrz, Pawle (Jędrzeju) — zaostrzonym końcem ołówka dotknąłem czerwonej niteczki drogi, wijącej się wśród jezior. — Dwa lata temu, (jesienią) wędrowałem tędy od Kartuz z (pewnym młodym) archeologiem, doktorem Andrzejem K. Pomagałem mu szukać kamiennych ,.kręgów magicznych." (Sprawa istnienia tych kręgów na naszym Pomorzu od dawna budziła dyskusje w kołach naukowych. Kilka takich kręgów zbadano jeszcze przed wojną, ale wynik tych badań wciąż jeszcze nie przesądzał sprawy. Andrzej K. miał własną hipotezę związaną z obecnością tych kręgów, szukał ich na Pomorzu z myślą o zorganizowaniu ekspedycji archeologicznej, która zajęłaby się ich zbadaniem/przekopaniem.)
Spod sterty książek wyciągnąłem teczkę z fotografiami i naprędce robionymi szkicami. (Tu masz rysunek takiego “kręgu magicznego”. Na obwodzie koła o średnicy 14-20 metrów ustawione są w odstępach 2-3 metrowych głazy kamienne wysokie na metr albo półtora nad ziemią, o kształcie podłużnym zwężającym się ku górze.)
- - Nie wyobrażasz sobie, jakie potężne wrażenie czyni widok kamiennego kręgu. Wchodzisz do lasu albo na wrzosowisko nad jeziorem i oto nagle natykasz się na kilka ogromnych kół utworzonych z podługowatych głazów. Pośrodku koła stoją zazwyczaj po trzy głazy, z których środkowy bywa wyższy od dwóch pozostałych. Te trzy głazy nazywają archeologowie „trylitami", zaś te podługowate „stelami". Z obecnością kręgów
związana jest trudna do rozwiązania zagadka. Prawdopodobnie historia... (W gruncie rzeczy bowiem nie wiadomo jeszcze na pewno jaki lud zbudował te kręgi, kiedy to się stało i jakim celom one kiedyś służyły… Prawdopodobnie twórcami ich byli Goci…)
Błagam cię, nie rób mi wykładu — jęknął Paweł (Jędrzej).
— Czy lubisz kryminalne powieści?
— Oczywiście. Byle nie polskich autorów.
— Niestety, to będzie „kryminał" polskiego autora.
Nigdy nie można być pewnym, kiedy nastąpi spotkanie z TEMATEM. Czasami przydarza się ono w najbardziej nieoczekiwanych okolicznościach. Pamiętam, był właśnie początek września, wieczór, brnęliśmy z Andrzejem drogą od Kartuz. Przemaszerowaliśmy (przewędrowaliśmy) chyba z piętnaście kilometrów na piechotę. Bolały mnie nogi, byłem głodny i zmęczony, ciążył mi plecak i połowa namiotu. Mijał ostatni dzień lata i ostatni dzień tegorocznej swobody, nazajutrz mieliśmy wsiąść w autobus i jechać do Gdańska. a stamtąd koleją do domu, do zwykłych zajęć. Andrzej na uniwersytet (gdzie zajmował stanowisko adiunkta), a ja do redakcji (do nielubianej redaktorskiej pracy, prania cudzych “brudów”, poprawiania cudzych rękopisów).
Wędrowałem z Andrzejem już przeszło tydzień. (Nie była to specjalnie owocna wędrówka.) Odnaleźliśmy jedno wczesnośredniowieczne grodzisko, które (nieco później) okazało się już kiedyś przez kogoś odkryte i wymienione w pracy naukowej, natrafiliśmy na kilka mogił „skrzynkowców" (stanowisk - groby).
W napotkanej po drodze wsi Gąsiory postanowiliśmy zanocować.
Czuliśmy się tak strudzeni (wypompowani), że nie chciało się nam rozbijać namiotu, ale (u pierwszego z brzegu gospodarza) wprosiliśmy się na nocleg do stodoły. Gospodarz, Kaszub, przyjął nas bardzo życzliwie i gościnnie (jak wszyscy Kaszubi, przyjął nas bardzo życzliwie, gościnnie, poczęstował kolacją). Opowiedzieliśmy mu, skąd i po co wędrujemy.
— Koła z kamieni? Mogiły usypane z kamienia z głazem na szczycie? Są, są u nas. Pięć kilometrów od wsi. Nad jeziorem. (Chyba ze cztery takie kamienne koła były u nas przed laty. Ale potem ludzie trochę tych wielkich kamieni wywieźli na budowę szosy. Teraz zostały tylko dwa koliska…)
Podziękowaliśmy za nocleg i choć noc się zbliżała, poszliśmy we wskazanym kierunku. Andrzej był niestrudzony, gdy tylko mały krok dzielił go od celu.
Weszliśmy w pustą, bezludną okolicę. Na jałowych kamienistych wzgórzach rósł wrzos i malutkie karłowate sosenki, piaszczysta (gliniasta) droga prowadziła głębokim wąwozem pośród stromych zboczy. Na horyzoncie majaczyły lasy — skraj rozległej Puszczy Tucholskiej. Piękna malownicza okolica, teraz jednak kryjąca swoje piękno pod szarą zasłoną (twarzą) zmierzchu.
Nad jeziorem znajdowało się spore wzgórze i niewielki, rzadki las, schodzący po stromym stoku pagórka aż do jeziora i do malutkiego zamulonego strumyka. To tu, na wzgórzu i nad brzegiem strumyka, drzemało od wieków stare cmentarzysko (kurhany kamienne, wysokie nieraz na dwa metry, przykryte u szczytu podłużnym głazem - “stelą”). Pośród pni drzew (i kurhanów) wyrastały z ziemi podłużne (podługowate) głazy, jedne, jakby rozrzucone w chaosie bez ładu i składu inne — ułożone w wielkie symetryczne koła otaczające trylity.
Noc uniemożliwiała dokładniejsze obejrzenie cmentarzyska. Rozbiliśmy namiot u ujścia rzeczki, nad brzegiem jeziora. Rozpaliliśmy ognisko, w sąsiedztwie wody odczuwało się bowiem chłód bliskiej jesieni.
Pamiętam dobrze tę chwilę. Oto przecież (po raz pierwszy) zbliżał się do mnie TEMAT.
Tajemniczy, niejasny jak księżyc wiszący nad jeziorem, nakryty krągłą czapą żółtawej mgły. Dookoła nas trwała noc i zupełna cisza. Trzask palących się w ognisku sosnowych gałązek wydawał się bardzo głośny. O kilka kroków od nas spały kurhany i kręgi magiczne, smuga blasku ognia bezszelestnie płynęła po jeziorze gdzieś ku drugiemu brzegowi, ledwie rysującemu się w mroku. (Leżeliśmy na kocu grzejąc się przy ogniu.) Widziałem twarz Andrzeja — szczupłą, pociągłą twarz, która w blasku ognia była prawie czerwona, czerwono mieniły się także jego jasne włosy. Pomyślałem, że jest zupełnie podobny do owych Gotów, którzy przed niespełna dwoma tysiącami lat siedzieli być może tu, w tym samym miejscu, u ogniska, i których ślady — te kręgi magiczne i kurhany — tak cierpliwie tropił. „Wszyscy mają białą cerę, jasne włosy i przyjemne oczy, a wysokiego są wzrostu" — pisał o Gotach Prokop z Cezarei. (Czy nie tak samo wyglądał Andrzej? A gdy w czasie deszczu szliśmy okryci krótkimi pelerynami z namiotowych płócien zarzuconych luźno na ramiona i spiętych pod szyją zapinką, czy nie byliśmy podobni do Gotów nawet ze swojego stroju? Historyk rzymski Tacyt mówił o Gotach w swojej “Germanii”, że u nich “powszechnym okryciem jest bardzo krótki płaszcz spięty zapinką”…
— Och, gdyby chcieli wstać z tych kurhanów i powiedzieć nam, kto ma rację, ja czy profesor Wisztort - mruknął Andrzej.
Nie uśmiechnąłem się. Tu wszystko wydawało się możliwe i realne - cisza, noc, ognisko, jezioro i nasza samotność nad wodą pośród bezludnych wzgórz pokrytych wrzosowiskami gotowe były przenieść nas w dowolny czas, w każdą epokę.
)

Nagle struga blasku na jeziorze zadrgała, załamała się. Dopiero potem usłyszałem cichy plusk i zamajaczył kształt łodzi rybackiej.
W milczeniu i bez ruchu oczekiwaliśmy przyjazdu gościa. Wyłuskał go z nocy blask naszego ogniska —jak chyba nikt inny pasował do kolorytu tej okolicy. Stary siedemdziesięcioletni rybak kaszubski, Alfred (Franciszek) Rzynda, zwany wśród swoich Alfredem z Doliny. Miał piękną starczą twarz — takie twarze spotkać można w albumach fotografików. Każdy rok życia, każdy trud zostawił na niej swoją bruzdę i zmarszczkę. (… lepiej, prawdziwej niż z linii dłoni można z niej czytać przeszłość.)
To w osobie Alfreda z Doliny pojawił się przede mną TEMAT tej książki. ***

Teraz, rozmawiając z Pawłem, wyobraziłem sobie, że jestem jednym z kapłanów gockich. Siedział przede mną młody, ale zupełnie znudzony człowiek, którego nic nie interesowało poza własną nieciekawą osobą.
Jak obudzić w nim życie i rozdmuchać (iskierkę romantyzmu,) pragnienie przygody (wzniecić ciekawość do świata)?
Dla osiągnięcia tego celu wszystkie chwyty zostały mi dozwolone, mogłem zastosować wszelkie zabiegi magiczne.

(Przypomniałem sobie znaleziony pod Kowlem grot gockiej włóczni z runicznym napisem TILARIDS i kilkoma magicznymi znakami, które właściciela włóczni, owego Tilarisa ochraniać miały w walce i przenieść zwycięstwo. Wyrysowałem te znaki na kartce i podsunąłem Pawłowi (tu po raz pierwszy: PAWŁOWI).
— Patrz, Karakallo. Te dziwacznie ułożone kreski, kółka i esy floresy, to tajemnicze germańskie pismo runiczne. Jeśli zdołam “odczać” treść tych znaków, doprowadzą mnie one do bezcennego skarbu. Będziemy bardzo bogaci. Ja zbuduję dla siebie piękny domek, a tobie kupię mieszkanie i telewizor. Zrealizuję twój najszczytniejszy ideał życiowy - dodałem nie potrafiąc wstrzymać się od odrobiny ironii.
Paweł gapił się na mnie z życzliwym współczuciem.
— Mój Boże, Tomaszu, czemu ty się nie leczysz?

Mówiłem szeptem. Tajemnica (której zdołałem uchylić zaledwie mały rąbek) sznurowała mi usta:
— Jezioro, przy którym odnaleźliśmy z Andrzejem stare cmentarzysko i kręgi kamienne, nazywa się Długie: Ale Alfred z Doliny, czyli Rzynda, powiedział mi, że niekiedy zowią je Złotym. Przez wiele lat wśród Kaszubów zamieszkujących wieś Gąsiory krążyła legenda przekazywana z pokolenia w pokolenie (z ust do ust), że kamienne kurhany nad jeziorem kryją złote skarby. Byli nawet tacy, co przysięgali, że w noc Sobótki (w noc świętego Jana) widzieli ognie płonące w kurhanach. Tak w legendach pali się złoto zakopane w ziemi. Opowiadał Alfred z Doliny, że jego dziad, rybak na jeziorze Długie, postanowił wydostać skarby z kurhanów. W noc św. Jana, w tajemnicy przed własną żoną i synami, zakradł się na cmentarzysko i wypatrzył, z którego kurhanu wydobywa się blask złota (bo nie w każdym takim kurhanie jest ukryty skarb). Miał ze sobą łopatę i kurhan rozkopał. Znalazł w nim bogate naczynia z litego złota, klejnoty najszlachetniejsze. Pierwszy kur piał, gdy dziad Rzyndy przeniósł skarby do łodzi, żeby przewieźć je do swego domu. (trzeba ci bowiem wiedzieć, że Rzyndowie mieszkają po drugiej stronie jeziora tuż przy przesmyku wiążącym to jezioro z następnym zwanym Ostrowickie.) Ludzie mówią, że skarbami ukrytymi w kurhanach opiekują się siły nieczyste. Dziad Rzyndy przewrócił się z łodzią na jeziorze, skarby wpadły w głęboka toń. Rzynda próbował ratować wielką złota misę,
ale była tak ciężka, że jak kamień młyński pociągnęła go za sobą na dno jeziora. Skąpstwo nie pozwoliło Rzyndzie rozstać się z ciężką misą, nie wypuścił jej z ręki i wraz z nią zatonął (ale była tak ciężka, że pociągnęła go za sobą jak kamień młyński na dno jeziora. Chytrość, skąpstwo nie pozwoliło Rzyndzie rozstać się z ciężką misą, nie wypuścił jej z ręki i wraz z nią zatonął. Po pradziadzie Rzyndzie wszelki słuch zaginął, na zawsze przepadł w wodach jeziora).
Odtąd nigdy już w żadną noc świętojańska nie pali się złoto na cmentarzysku. Nie ma już skarbów w kurhanach, wykradł je Rzynda i wraz z nimi spoczął głęboko pod wodą.
Paweł niespokojnie poruszył się na krześle. Na ustach miał sceptyczny uśmieszek, ale słowa jego biegły zbyt nerwowo i pośpiesznie. Nie potrafił zamaskować ciekawości.
— To oczywiście tylko legenda? Lipa? Prawda?
— Nie wiem…
Westchnął.
Czyżby mu żal było, że historię dziada Rzyndy należy włożyć między bajki (ludowe)?
Wyciągnąłem spośród książek fotografię uchatego kubka. Na odwrocie fotografii widniała metryczka: ZBIORY MUZEUM ARCHEOLOGICZNEGO: ZŁOTY KUBEK, JEZIORO DŁUGIE NA POMORZU WSCHODNIM
— Odnaleziono (wyłowiono) ten kubek jeszcze przed wojną. Znalazca (zdaje się jakiś turysta, sądził, że kubek jest z brązu i dla tego) przekazał go do muzeum. Proszę cię, Pawle, zachowaj tę sprawę w ścisłej tajemnicy. (Gdyby ludzie dowiedzieli się, co można wyłowić z jeziora Długi, mielibyśmy tam natychmiast inwazję turystów.) Ludzie roznieśliby kurhany w poszukiwaniu skarbów, uniemożliwiłoby (utrudniliby) to pracę naukowcom.
— I... i... — Paweł aż jąkał się z wrażenia — i (nikt już więcej) nie znalazł żadnego innego złotego przedmiotu?
(Wzruszyłem ramionami. — A kto to może wiedzieć? Sądzisz, że znalazca przyzna się do tego?)
— Opowiadał mi stary Rzynda, że zaraz po wojnie pewien młody chłopak ze wsi przez całe lato łowił w jeziorze raki, które potem sprzedawał w mieście. Pewnego dnia okazało się, że chłopak ten, syn ubogiego rolnika, posiada bardzo dużo pieniędzy; kupił działkę ziemi nad jeziorem i duży dom tam stawia. Może dorobił się na połowie raków? Dom wymurował duży, ceglany. Ale rozpił się i umarł. Dom pozostał pusty i niszczy się, nikt ze wsi nie chce w nim zamieszkać.
Tłumaczą, że nie wykończony, za bardzo na uboczu, z daleka od drogi i od wsi. Andrzej, który od trzech tygodni (półtora tygodnia) kieruje ekspedycja wykopaliskową na cmentarzysku w Gąsiorach, pisał mi w liście, że gdy nocą przechodził obok tego domu, w oknach zauważył światło. Wszedł do wnętrza, ale napotkał tylko pustkę i ciemność. Światło zgasło albo było tylko złudzeniem...
— Hm... — chrząknął Paweł (jakby przygnieciony brzemieniem tej niezwykłej tajemnicy).
— Postanowiłem spróbować wyjaśnić zagadkę „złotego jeziora". Jadę do ekspedycji Andrzeja. Jeśli chcesz, jedź razem ze mną (możesz spróbować szczęścia razem ze mną. Zabawimy się w detektywów). Zrezygnuj z brody, z kumpli, z morza... Andrzej przyjmie cię jako robotnika. Otrzymasz dniówkę za pracę przy wykopach. Popołudnia będziesz miał wolne, pomyszkujemy po okolicy.
— Phi, i tak mają wyglądać wakacje? Harówka na wykopach. Nie możesz mnie jakoś inaczej urządzić?
Rozgniewany pośpiesznie składałem wielką mapę Pomorza. Mój młodszy brat okazał się, jak na mój gust, człowiekiem zbyt wygodnym i pozbawionym wyobraźni. Było mi już wszystko jedno, czy zdecyduje się pojechać ze mną, czy też wybierze morze, kumpli i zapuszczenie bródki. Żałowałem tylko naszej matki, która tak mnie przecież prosiła: „Zabierz go ze sobą, oderwij od tych kolegów, zainteresuj, go czymś, niech przestanie być taki wiecznie skrzywiony i znudzony, pamiętaj, że i ty, jako starszy brat, ponosisz za niego odpowiedzialność..."
— No co? Jedziesz ze mną? — zapytałem po raz ostatni.
Rozejrzał się po moim pokoju, jakby u kogoś niewidzialnego szukał pomocy czy ratunku. — Jadę — burknął ponuro tonem człowieka wyświadczającego ogromną łaskę.

Wieczorem zobaczyłem Pawła w małej zadymionej kawiarni. Siedział w gromadzie podobnych do niego chłopców i dziewcząt, okupujących aż trzy stoliki. Chłopcy nosili małe, niechlujne bródki, a jeden bezwąsy palił ogromną fajkę. Czym prędzej ukryłem w kieszeni swoją ulubioną fajeczkę — nie chciałem, aby ktoś myślał, że należę do ich towarzystwa. Dziewczęta miały twarze aniołów, hałasowały jednak jak przekupki. Wszyscy oni najpierw bardzo długo i niemądrze mówili o samochodach, językiem, który wydawał mi się podobny do mojej ojczystej mowy, ale był chyba jakąś jej dziwną odmianą. Potem nudzili się indywidualnie i zespołowo, a wreszcie poczęli przy stoliku bawić się w dziwną grę. Podrzucali do góry pudełeczko zapałek, z niezwykłym napięciem oczekując, na którą stronę upadnie. Trwało to bardzo długo. Tak długo, że opuścił mnie spokój i czmychnąłem z kawiarni.
Na ulicy dogonił mnie Paweł i jakiś młody wysoki człowiek w spodniach nabijanych gwoździami jak żołnierskie buty.
— Mój przyjaciel Kurza Rączka — przedstawił go Paweł.
— Pojutrze nasz wyjazd... — przypomniałem Pawłowi.
Kurza Rączka konfidencjonalnie uścisnął mą prawicę (klepnął mnie po łopatkach).
— Ach, to pan jesteś ten nadziany facet, co nam Pawła zabiera? Ma baciar fajnego braciachę. Poderwiemy go panu, koniec świata.
Spojrzałem surowo na swego brata (Karakallę). „Rzekł Pan: Pawle, Pawle, czemu mnie prześladujesz?"
Ostatnio zmieniony przez John Dee 2017-03-05, 17:50, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 29 razy
Wiek: 55
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 7334
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-03-04, 15:37:07   

Johnie Dee, kawał roboty, tylko czy potrzebny? Szkoda trudu :/
Przecież wiadomo, że - przynajmniej tak było we wszystkich innych przypadkach - tekst maszynopisu, nawet po uwzględnieniu wszystkich skreśleń, dopisków itd. nie jest identyczny z ostatecznym tekstem w książce.
Poza tym - wybacz - wkradły się Tobie błędy. Skąd się wzięła jakaś "Olfiorza" (???), bo w maszynopisie jej nie widzę, a w książce jej nie ma. To jest w tej linijce gdzie jest mowa o Burgundach, tuż przed wyniebieszczonymi słowami "na naszym Pomorzu", które w tekście książki są.
_________________
Z 24
Ostatnio zmieniony przez Z24 2017-03-04, 15:38, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Kynokephalos 
Moderator
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 30 razy
Dołączył: 07 Cze 2011
Posty: 4675
Skąd: z dużego miasta.
Wysłany: 2017-03-04, 17:42:32   

John Dee napisał/a:
podział Gotów na Ostrogotów. Wizygotów i Gepidów. (Tu skreślenie trudne do odszyfrowania) Zastanawiają się uczeni: ..A może legendą jest także historia pobytu Gotów u ujścia Wisły? Bo czy nie bliżej i łatwiej (...)

Początkowo był tam taki tekst:
Jeśli zaś Jordanes przekazuje nam legendę, czy można się na niej [przeróbki: ->nim ->jego słowach] opierać jak na prawdzie historycznej i wierzyć mu bezwzględnie że Goci [dopisane: rzeczywiście] przepłynęli morze aby osiąść u ujścia Wisły, skoro bliżej i łatwiej (...)

A zanim skreślono wszystko, dokonano chyba jeszcze przeróbki, zmieniającej formę gramatyczną ale nie sens. Coś w rodzaju:
Jeśli zaś stara legenda [przekazuje? przywołuje?] tę prawdę (...) wierzyć, że Goci rzeczywiście przepłynęli morze aby osiąść u ujścia Wisły, skoro bliżej i łatwiej (...)

Pozdrawiam,
Kynokephalos
_________________
Wonderful things...

 
 
Berta von S. 
Matka Wspierająca
nienackofanka



Pomogła: 79 razy
Wiek: 46
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 21529
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-03-04, 18:19:23   

John Dee napisał/a:
Ujawniają one ciekawe aspekty życia rodzinnego pisarza, szczególnie jego stosunku do młodszego brata Andrzeja. Maszynopis dowodzi też ostatecznie, że to on był pierwowzorem Pawła.

Zawsze tak zakładaliśmy, ale dobrze postawić kropkę nad "i", czyli mieć 100% potwierdzenie. :)
A swoją drogą - IMO Jędrzej posłużył też za pierwowzór Bigosa. Dla mnie te postaci są mocno podobne.
_________________
Ostatnio zmieniony przez Berta von S. 2017-03-04, 18:20, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 65 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8289
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2017-03-04, 20:20:19   

Z24 napisał/a:
Poza tym - wybacz - wkradły się Tobie błędy. Skąd się wzięła jakaś "Olfiorza"

Podpórka: “Pomorze”, zniekształcone w wersji nie papierowej, z której korzystałem? (Zapewne klątwa Nienackiego - zauważ, jaki tytuł podaje wspominając Hannę Malewską: “Tak mija postać świata”. Poprawny tytuł jednak brzmi: “Przemija postać świata”.)

Kynokephalos napisał/a:
Początkowo był tam taki tekst…

Dzięki, Sokole Oko ;-) , dodałem do tekstu. :564:

Berta von S. napisał/a:
Zawsze tak zakładaliśmy, ale dobrze postawić kropkę nad "i", czyli mieć 100% potwierdzenie. :)
A swoją drogą - IMO Jędrzej posłużył też za pierwowzór Bigosa. Dla mnie te postaci są mocno podobne.

Tak jest. Zgadzam się z obydwoma wypowiedziami. :)

Dla porządku przypomnę jeszcze, iż według śp. pani Danuty K-N. najmłodszego z trzech braci Nowickich w domu wołano Jędrek, który podobnie jak Paweł oblał egzaminy wstępne na uniwersytet. Nienacki sportretował więc w postaci Pawła bardzo wyraźnie własnego brata, ale czy naprawdę aż tak negatywnie go oceniał, porównując go z “podstępnym, okrutnym, mściwym i podejrzliwym” Karakallą? Myślę, że tu raczej się zagalopował próbując użyć w relacji do brata określeń, którymi posłużył się już na początku manuskryptu pisząc o cesarzu rzymskim. Może w ostatniej chwili zauważył, że przesadza i porzucił ten cały nieszczęsny pomysł z Karakallą. Doprawdy, gdyby mój brat takie rzeczy o mnie wygadywał, nigdy więcej bym z nim nie rozmawiał…

W innym miejscu próbując go krytykować SCHLEBIA mu mimo woli: “Palisz papierosy ale nigdy nie wypalisz więcej niż pięć sztuk dziennie, uważasz bowiem, że nikotyna szkodzi zdrowiu. Nie jesteś “absytnentem”, zdarza ci się czasem zajrzeć do kieliszka z winem, ale nie próbujesz nigdy więcej niż dwa kieliszki”. :D

W sumie portret brata mało jest pochlebny i dlatego pytam się, czy to z tego powodu z Jędrzeja w końcu stał się Paweł? A może dlatego, bo autor miał już tego Andrzeja, z którym wędrował w poszukiwaniu kręgów kamiennych? Kim on właściwie jest? Mamy jakiegoś kandydata na Andrzeja-archeologa? Zdaje się, że “Skarb Atanaryka” nosi dedykację “Mgr. Jerzemu Kmiecińskiemu kierownikowi ekspedycji archeologicznej w Węsiorach”? Ale to zapewne nie on.
  
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 29 razy
Wiek: 55
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 7334
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-03-04, 21:17:21   

John Dee napisał/a:
zauważ, jaki tytuł podaje wspominając Hannę Malewską: “Tak mija postać świata”. Poprawny tytuł jednak brzmi: “Przemija postać świata”


:564:

Tak jest. Zapewne mu się porąbało z łacińską sentencją sic transit gloria mundi, czyli tak przemija chwała świata.
Także tytuł drugiej pozycji jest porąbany to znaczy napisany połowicznie po łacinie, połowicznie po polsku. Poprawnie tytuł brzmi Scriptores historiae augustae
czyli Pisarze historii cesarskiej .
Jest to zbiór relacji rzekomo sześciu historyków rzymskich. Trwają od lat zacięte spory o autorstwo poszczególnych relacji i ich wiarygodność. Świetny szkic o tej książeczce zamieścił Aleksander Krawczuk w swej "Ostatniej olimpiadzie".
_________________
Z 24
Ostatnio zmieniony przez Milady 2017-03-05, 21:37, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
Berta von S. 
Matka Wspierająca
nienackofanka



Pomogła: 79 razy
Wiek: 46
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 21529
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-03-04, 21:25:28   

John Dee napisał/a:
Kim on właściwie jest? Mamy jakiegoś kandydata na Andrzeja-archeologa? Zdaje się, że “Skarb Atanaryka” nosi dedykację “Mgr. Jerzemu Kmiecińskiemu kierownikowi ekspedycji archeologicznej w Węsiorach”? Ale to zapewne nie on.

No właśnie nie jestem pewna. Słyszałam wersję, że pierwowzorem był Andrzej Nowakowski Tak przynajmniej sądził jego syn, kiedy rozmawialiśmy. Mówił, że Nienacki sportretował ojca w Atanaryku i chyba chodziło o postać Andrzeja. W każdym razie na pewno zarówno Andrzej Nowakowski jak i Nienacki w tej wyprawie uczestniczyli, a niektóre opisane sytuacje miały ponoć faktycznie miejsce.

Ale z informacji o katedrze archeologii na UŁ wynika, że te badania prowadził Kmieciński, więc albo Nienacki zamienił osoby, albo Andrzejem jest Kmieciński, a Andrzej Nowakowski którymś z młodych archeologów.

Poniżej wklejam najważniejsze fragmenty tekstu, bo jest tu sporo interesujących informacji - np. postać kucharza. ;-)

W roku 1955 rozpoczyna badania na cmentarzysku kurhanowym z okresu
rzymskiego w Węsiorach Jerzy Kmieciński, ówczesny inspektor-rzeczoznawca
zabytków archeologicznych dla woj. gdańskiego, a od 1956 r. adiunkt
w Katedrze Archeologii UŁ. Prace te przerywają dominację wczesnośredniowiecznej
problematyki w badaniach łódzkiego ośrodka archeologicznego
i na wiele następnych lat ukierunkowują programy naukowe Katedry na
zainteresowanie okresem rzymskim.
(...)
Badaniom w Węsiorach od początku towarzyszyła niepowtarzalna aura
romantycznej przygody i autentycznego kontaktu z historią. W pracach
Ekspedycji obok archeologów brali udział reprezentanci środowisk twórczych:
artysta plastyk mgr Roman Płonka i początkujący wtedy pisarz
Zbigniew Nienacki, studenci z KUL oraz historii UŁ. W ramach współpracy
z UJ uczestniczyli w nich również studenci archeologii śródziemnomorskiej
z Krakowa.

To właśnie w Węsiorach powstała powieść Zbigniewa
Nienackiego Skarb Atanaryka9, poprzedzająca znany cykl książek
tego autora o Panu Samochodziku, związanych fabułą z archeologią i historią.
W węsiorskich wykopaliskach uczestniczyli też goście zagraniczni:
w 1957 r. mgr E. Skjelsvik z Uniwersytetu w Oslo, a w 1958 r. dr
J. Kucharenko z Instytutu Archeologii Akademii Nauk w Moskwie10.
Człowiekiem, który dodawał specyficznego kolorytu Ekspedycji był Antoni
Wilk - kucharz, laborant i niezastąpiony uczestnik badań zarówno w Węsiorach,
jak i później w Odrach. Powszechnie stosowaną w Ekspedycji
normą był współudział wszystkich jej członków w eksploracji i opracowywaniu
materiałów. Zasadę tę najlepiej obrazuje publikacja wyników badań
w Węsiorach.

źródło:Folia Archaeologica 19 1995 58-70.pdf - Repozytorium UŁ
_________________
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 29 razy
Wiek: 55
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 7334
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-03-04, 22:09:29   

Pierwowzorem Andrzeja, szefa ekspedycji, był bezwzględnie Jerzy Kmieciński. On był bowiem realnym szefem ekspedycji, autorem książki o problemie gockim oraz autorem koncepcji, które wypowiada Andrzej na stronach SA. Ponadto w 1958 r. na łamach "Odgłosów" zabierał jako ekspert głos w dyskusji o przesłodzonym w naszej dawnej literaturze obrazie naszych przodków. ZN w tej dyskusji oczywiście zwalczał mity wytworzone przez dawną literaturę. Jak już gdzieś tu wspominałem, odzwierciedlenie tej wymiany poglądów na łamach znalazło się w powieści.

O, znalazłszy:

http://pansamochodzik.net...p=250037#250037

PS. No i nawet pierwsza literę nazwiska mają tę samą :) .
_________________
Z 24
Ostatnio zmieniony przez Z24 2017-03-04, 22:15, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
Berta von S. 
Matka Wspierająca
nienackofanka



Pomogła: 79 razy
Wiek: 46
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 21529
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-03-05, 00:13:00   

Z24 napisał/a:
Pierwowzorem Andrzeja, szefa ekspedycji, był bezwzględnie Jerzy Kmieciński. On był bowiem realnym szefem ekspedycji, autorem książki o problemie gockim oraz autorem koncepcji, które wypowiada Andrzej na stronach SA. Ponadto w 1958 r. na łamach "Odgłosów" zabierał jako ekspert głos w dyskusji o przesłodzonym w naszej dawnej literaturze obrazie naszych przodków. ZN w tej dyskusji oczywiście zwalczał mity wytworzone przez dawną literaturę.

No właśnie Kmieciński bardziej pasuje do opisu, bo kierował ekspedycją, Goci byli jego konikiem, prowadził podobne dyskusje naukowe. No i podobnie do Andrzeja troszczył się o człowieka, który był pierwowzorem powieściowego kucharza. Tu jeszcze jeden ciekawy cytat:
Wśrod osob nieformalnie związanych z Katedrą pamiętać musimy o Antonim
Wilku (zmarłym 13 kwietnia 1980 r.). W okresie powojennym pracował on
w Muzeum Archeologicznym i Etnograficznym w Łodzi. Po przejściu na
emeryturę przygarnięty został przez J. Kmiecińskiego, ktory otoczył go serdeczną
opieką, troszczył się o jego byt materialny i zdrowie.
Antoni Wilk
odwzajemniał się wykonując rożne prace - zimą w Katedrze w Łodzi, latem
w ekspedycjach wykopaliskowych. Był niezastąpionym laborantem w pracowni
ceramicznej i cennym pracownikiem w terenie. Pilnował obozu, budował
i permanentnie rozbudowywał pomieszczenia kuchenne ekspedycji. Zawsze
pilnował, by w kuchni palił się ogień i była gorąca woda „na herbaciunię” ,
pamiętał o głodnych i budził dyżurnych oraz pozostałych członkow ekspedycji.
W razie potrzeby stawał się szewcem, krawcem i zaopatrzeniowcem.

źródło: Folia Archaeologica 19 1995 7-43.pdf - cejsh

No i ta dedykacja też może być argumentem za. :)

Nowakowski prawdopodobnie też jest tam opisany (skoro opowiadał o tym synowi), ale jego kandydatura bardziej pasuje na jednego ze studentów (edit: sprawdziłam, że faktycznie był jeszcze studentem, magisterkę zrobił dopiero dwa lata później). Podobno tamtych badaniach uczestniczyli wówczas wszyscy pracownicy katedry).
_________________
Ostatnio zmieniony przez Berta von S. 2017-03-05, 11:08, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 65 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8289
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2017-03-05, 10:36:00   

Z24 napisał/a:
Pierwowzorem Andrzeja, szefa ekspedycji, był bezwzględnie Jerzy Kmieciński. On był bowiem realnym szefem ekspedycji, autorem książki o problemie gockim oraz autorem koncepcji, które wypowiada Andrzej na stronach SA.
No właśnie.


Berta von S. napisał/a:
Ale z informacji o katedrze archeologii na UŁ wynika, że te badania prowadził Kmieciński… od 1956 r. adiunkt
w Katedrze Archeologii UŁ.

Uwaga Nienackiego w manuskrypcie że “Andrzej na uniwersytet (gdzie zajmował stanowisko adiunkta)” też dodatkowo to potwierdza.

Co jeszcze? Może opis Andrzeja K.?
Widziałem twarz Andrzeja — szczupłą, pociągłą twarz, która w blasku ognia była prawie czerwona, czerwono mieniły się także jego jasne włosy. Pomyślałem, że jest zupełnie podobny do owych Gotów, którzy przed niespełna dwoma tysiącami lat siedzieli być może tu, w tym samym miejscu, u ogniska, i których ślady — te kręgi magiczne i kurhany — tak cierpliwie tropił. „Wszyscy mają białą cerę, jasne włosy i przyjemne oczy, a wysokiego są wzrostu" — pisał o Gotach Prokop z Cezarei. Czy nie tak samo wyglądał Andrzej?”

Nie znalazłem żadnych zdjęć pana Kmiecińskiego z tego okresu czasu, ale widząc dzisiejsze mógłbym sobie wyobrazić, że opisana osoba to on.





Zresztą można by go o to (i o kucharza Wilka ;-) ) zapytać, żyje przecież jeszcze i wydaje się być w dobrej formie.


https://www.youtube.com/watch?v=btGh-0uP-5M
 
 
Berta von S. 
Matka Wspierająca
nienackofanka



Pomogła: 79 razy
Wiek: 46
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 21529
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-03-05, 11:15:38   

John Dee napisał/a:

Nie znalazłem żadnych zdjęć pana Kmiecińskiego z tego okresu czasu, ale widząc dzisiejsze mógłbym sobie wyobrazić, że opisana osoba to on.

W ksiązce jest jeszcze informacja o niebieskich głeboko osadzonych oczach, które przewiercają słuchacza. Trudno mi tu ocenić kolor.

W ogóle strasznie trudno sobie coś stwierdzić o wyglądzie młodego człowieka na podstawie fotografii starszej osoby. Próbowałam szukać jakichś dawnych zdjęć, ale też na nic nie trafiłam. Jest tylko ta bardzo niewyraźna grupówka, którą już u nas pokazywano. A swoją drogą - -czytałeś relację z tego spotkania?
http://pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?t=1651

John Dee napisał/a:

Zresztą można by go o to (i o kucharza Wilka ;-) ) zapytać, żyje przecież jeszcze i wydaje się być w dobrej formie.

O Wilka koniecznie, bo mnie postać kucharza intryguje nawet bardziej od Andrzeja (ciekawe czemu zrobił z niego złodzieja?). Oraz o to, jaką rolę gra w książce Nowakowski.
Jestem za i chętnie się przejadę do Łodzi porozmawiać. Tylko ja się słabo nadaję do nagabywania o spotkania, więc ktoś inny musiałby nawiązać kontakt. :)
_________________
Ostatnio zmieniony przez Berta von S. 2017-03-05, 11:17, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 65 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8289
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2017-03-05, 17:55:48   

Z24 napisał/a:
Także tytuł drugiej pozycji jest porąbany to znacy napisany połowicznie po łacinie, połowicznie po polsku. Poprawnie tytuł brzmi Scriptores historiae augustae czyli Pisarze historii cesarskiej .

Tak, też mi to podpadło. Podobnych błędów jest jeszcze więcej, ale to naprawdę drobnostki:

Gothizcanza” zamiast Gothiscandza lub, w polskiej wersji, Gothiskandza,

tytuł kroniki Jordanesa brzmy w maszynopisie “De origine actibusque Gotarum”, powinno być “Getarum”,


Należy również odnotować, że Alfred z Doliny początkowo na imię miał Franciszek. Nienacki zmienił to szybko, widać nie chciał mieć dwóch Franciszków w swojej powieści.


Berta von S. napisał/a:
Próbowałam szukać jakichś dawnych zdjęć, ale też na nic nie trafiłam. Jest tylko ta bardzo niewyraźna grupówka, którą już u nas pokazywano. A swoją drogą - -czytałeś relację z tego spotkania? http://pansamochodzik.net.pl/viewtopic.php?t=1651
Ależ oczywiście! Wielki sukces, Milady´s finest :564: . Pięknie właśnie byłoby go powtórzyć… Więcej na ten temat tu:
http://pansamochodzik.net...p=297215#297215
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 29 razy
Wiek: 55
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 7334
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-03-05, 18:01:10   

Berta von S. napisał/a:
Oraz o to, jaką rolę gra w książce Nowakowski.


Spośród archeologów płci męskiej, to przychodzi mi tylko na myśl Roman, który z razem z Pawłem N.N. rozkopywali kurhan i którego Andrzej K. sztorcuje za to, że nie rozkopali do calca. Jeśli mnie pamięć nie myli, to inny archeolog rodzaju męskiego chyba się tam nie pojawia. Oprócz oczywiście doktora Oskara Stroema ze Szwecji.
A właśnie dowiedzieliśmy się, że gościem wykopalisk w Węsiorach był mgr E. Skjelsvik z Uniwersytetu w Oslo - czyli zapewne Norweg. Być może on posłużył ZN jako półfabrykat do postaci dr Oskara Stroema :)
_________________
Z 24
 
 
Berta von S. 
Matka Wspierająca
nienackofanka



Pomogła: 79 razy
Wiek: 46
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 21529
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-03-05, 18:16:38   

Z24 napisał/a:

A właśnie dowiedzieliśmy się, że gościem wykopalisk w Węsiorach był mgr E. Skjelsvik z Uniwersytetu w Oslo - czyli zapewne Norweg. Być może on posłużył ZN jako półfabrykat do postaci dr Oskara Stroema :)

O ile pamiętam, to była kobieta. Ale tak czy tak zapewne posłużyła za półfabrykat. ;-)

Z24 napisał/a:

Spośród archeologów płci męskiej, to przychodzi mi tylko na myśl Roman, który z razem z Pawłem N.N. rozkopywali kurhan i którego Andrzej K. sztorcuje za to, że nie rozkopali do calca. Jeśli mnie pamięć nie myli, to inny archeolog rodzaju męskiego chyba się tam nie pojawia. Oprócz oczywiście doktora Oskara Stroema ze Szwecji.

Są jeszcze dwie opcje:
1. Nienacki wymieszał w postaci Andrzeja K dwie osoby - biorąc od obydwu jakieś cechy, a potem od pierwszego imię, a od drugiego pierwszą literę nazwiska.
2. Nienacki sportretował AN jako któregoś z wędkarzy. To wcale nie jest wykluczone, bo syn AN wspominał, że Nienacki tam niektórych młodych uczestników ekspedycji nieco drażnił i faktycznie mu robili jakieś kawały. Może więc zemścił się na robiąc z nich negatywnych bohaterów? ;-)
_________________
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 65 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8289
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2017-03-05, 18:24:08   

Z24 napisał/a:
inny archeolog rodzaju męskiego chyba się tam nie pojawia. Oprócz oczywiście doktora Oskara Stroema ze Szwecji. A właśnie dowiedzieliśmy się, że gościem wykopalisk w Węsiorach był mgr E. Skjelsvik z Uniwersytetu w Oslo - czyli zapewne Norweg. Być może on posłużył ZN jako półfabrykat do postaci dr Oskara Stroema :)

Wątpliwe, skoro to kobieta - Elizabeth Skjelsvik. Może ćwierćfabrykat? :D



Berta von S. napisał/a:
Nienacki sportretował AN jako któregoś z wędkarzy. To wcale nie jest wykluczone, bo syn AN wspominał, że Nienacki tam niektórych młodych uczestników ekspedycji nieco drażnił i faktycznie mu robili jakieś kawały. Może więc zemścił się na robiąc z nich negatywnych bohaterów?

Może właśnie profesor Kmieciński potrafi wyjaśnić tę kwestię? ;-)
 
 
Z24 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 29 razy
Wiek: 55
Dołączył: 01 Gru 2012
Posty: 7334
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-03-05, 19:26:09   

Berta von S. napisał/a:
Z24 napisał/a:

A właśnie dowiedzieliśmy się, że gościem wykopalisk w Węsiorach był mgr E. Skjelsvik z Uniwersytetu w Oslo - czyli zapewne Norweg. Być może on posłużył ZN jako półfabrykat do postaci dr Oskara Stroema :)

O ile pamiętam, to była kobieta. Ale tak czy tak zapewne posłużyła za półfabrykat. ;-)


:oops: :oops: :oops: Przepraszam panią Elżbietę, że potraktowałem ją jako faceta. To sugestia spowodowane sympatyczną przecież postacią doktora Stroema. Bo z zacytowanego przez Bertę fragmentu nie da się odczytać płci jednoznacznie.
Myśleliście, że uda się Wam, jak doktor Niegłowicz Porwaszowi, wmówić mi, że nie odróżniam... :027:
_________________
Z 24
Ostatnio zmieniony przez Z24 2017-03-05, 19:26, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Berta von S. 
Matka Wspierająca
nienackofanka



Pomogła: 79 razy
Wiek: 46
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 21529
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-03-05, 21:31:48   

Z24 napisał/a:
[
Myśleliście, że uda się Wam, jak doktor Niegłowicz Porwaszowi, wmówić mi, że nie odróżniam... :027:

Zawsze można próbować. ;-)

John Dee napisał/a:
Z24 napisał/a:
]Być może on posłużył ZN jako półfabrykat do postaci dr Oskara Stroema :)

Wątpliwe, skoro to kobieta - Elizabeth Skjelsvik. Może ćwierćfabrykat? :D

Można z Polaka zrobić Szwedkę. To co to dla Nienackiego Norweżkę przerobić na Szweda? ;-)


A na serio - to raczej nie przypadek, że w tej ekspedycji uczestniczył naukowiec ze Skandynawii. Podejrzewam, że w tamtym okresie raczej rzadko się to zdarzało (w każdym razie w materiałach o katedrze podkreślano to jako coś szczególnego). Płeć i kraj pochodzenia można zmienić. Ale sama idea obecności na wykopaliskach naukowca ze Skandynawii wzięła się IMO od obecności pani E.S. A bardzo prawdopodobne, że i głos w naukowej dyskusji jest od niej zapożyczony, bo przecież Nienacki gdzieś te argumenty usłyszał. Tak więc jednak bym była za półfabrykatem. :)
_________________
 
 
John Dee 
Moderator
Uwielbia Samochodzika



Pomógł: 65 razy
Dołączył: 06 Wrz 2014
Posty: 8289
Skąd: Niemcy
Wysłany: 2017-03-08, 07:33:02   

Na teczce z manuskryptem widnieje nazwisko “Kopczyński”. Edward Kopczyński? Łodzianin, medyk, pisał książki o tematyce łowieckiej (“Kłusownik chodzi nocą”). Może Nienacki przechowywał w tej teczce uprzednio jakieś materiały związane z nim i tą właśnie tematyką? Jeśli tak, to należy zapytać, dla jakich dzieł były mu potrzebne - “Winnetou”, “Wielki las”?
 
 
Berta von S. 
Matka Wspierająca
nienackofanka



Pomogła: 79 razy
Wiek: 46
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 21529
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-03-08, 17:48:15   

John Dee napisał/a:
Może Nienacki przechowywał w tej teczce uprzednio jakieś materiały związane z nim i tą właśnie tematyką? Jeśli tak, to należy zapytać, dla jakich dzieł były mu potrzebne - “Winnetou”, “Wielki las”?

Kogo zapytać?

Patrzyłam, czy jest coś w sieci na temat naszej Elizabeth (trudno coś sensownego znaleźć, bo to wszystko po norwesku jest… :diabelek: ). Jedyna interesująca rzecz, która wpadła mi w oko to informacja, że w 1951 miała jakieś odkrycia dotyczące kręgów kamiennych na wyspie Hvaler.

Poczyniła je razem z gościem, który się nazywał Jens Lauritz Storm Munch. W notatce w wikipedii nazywają go dalej skrótowo Storm Munch, więc albo używał trzeciego imienia, albo Storm to pierwszy człon nazwiska.

Możnaby więc rozważyć hipotezę, że o tych wspólnych odkryciach gadała wieczorami przy węsiorskich ogniskach, a ZN zmieniając jej płeć pożyczył sobie imię/nazwisko jej kolegi + dla bardziej szwedzkiego brzmienia nieco je przerobił dodając do „o” umlauty i mu wyszedł Stroem. ;-)

Tylko to już chyba mocno naciągane. :)
_________________
Ostatnio zmieniony przez Berta von S. 2017-03-08, 18:27, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Reklama:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo

Strona wygenerowana w 0,54 sekundy. Zapytań do SQL: 14