PanSamochodzik.net.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: Szara Sowa
2015-11-30, 15:14
Grażyna Marzec - wywiad
Autor Wiadomość
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 39 razy
Wiek: 50
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 29809
Skąd: Poznań
Wysłany: 2015-11-30, 15:09:49   Grażyna Marzec - wywiad

Wywiad z Grażyną Marzec, Iwoną z serialu "Samochodzik i templariusze" dla Forum Miłośników Pana Samochodzika


Źródło: fototeka.fn.org.pl

Cz. I.


1. Forum Miłośników Pana Samochodzika: Czy przed zagraniem w serialu spotkała się Pani w jakiś sposób ze Stanisławem Mikulskim?

Grażyna Marzec: Nie, aczkolwiek wiedziałam, że jest osobą niezwykle popularną. Wspaniały aktor, przystojny mężczyzna, podobający się niezliczonym rzeszom osób. Pierwsze moje zetknięcie miało miejsce rzeczywiście dopiero na planie „Pana Samochodzika.”

2. Możliwość zagrania wspólnie ze Stanisławem Mikulskim, którego śmierć tak niedawno, tak bardzo nas zaskoczyła, była z pewnością nie lada wyzwaniem dla młodej aktorki? Jak wspomina Pani Stanisława Mikulskiego?

Rzeczywiście, ja byłam wtedy młodą aktorką, niespecjalnie mocno zaprzyjaźnioną z kamerą. To były moje pierwsze kroki w filmie i byłam bardzo zestresowana. Z Panem Mikulskim mam związane jak najlepsze wspomnienia. Sympatyczny, uroczy, pogodny, spokojny pan. To był wtedy dla mnie pan, ja byłam trochę młodsza, więc różnica wieku powodowała to, że z całą taką uwagą, atencją trzeba się było do niego odnosić. I przede wszystkim świadomość jego niezwykłej popularności w tamtym okresie. Bożyszcze tłumów. Czterdzieści parę lat temu to miało zupełnie inne znaczenie i w tamtej rzeczywistości to było wydarzenie, że on gdziekolwiek się pojawił, towarzyszyła mu jakaś procesja kobiet. One stały w pewnej odległości od planu. One stały i wyczekiwały czegoś, jakiegoś objawienia. A on do tego miał bardzo prosty, zwykły, naturalny stosunek. Nie obnosił się z tym uwielbieniem, które go dotykało bez przerwy od świtu do nocy. Bo także w nocy pod hotelem owe kobiety wystawały. Pamiętam, że towarzyszyła mu wtedy żona i ona była takim troszkę murem oddzielającym ten plan filmowy od tego tłumu kobiet, które czasami z absolutnym nabożeństwem, ale też czasami z taką jakąś lekkomyślnością się zachowywały. Jak nastolatki piszczały, wrzeszczały, krzyczały i wzdychały. Nie dziwię się, bo to był pan, który mógł wywoływać naprawdę jakieś niezwykłe tęsknoty kobiet w wieku dojrzałym. To były młode kobiety i kobiety dojrzałe i miały potrzebę adorowania takiego pięknego mężczyzny, który potrafił być kimś bardzo ważnym, kimś bardzo pięknym, a równocześnie bardzo ciepłym, naturalnym. On był bardzo wyrozumiały w stosunku do młodych aktorów, do tych chłopców, do tej młodzieży, która z nim razem w tym serialu występowała. Wszystkie te jego cechy powodowały, że ta praca była naprawdę wspaniała i człowiek mógł być troszkę rozluźniony. No, ale to wciąż dla mnie jako młodej aktorki, to była całkowicie niezgłębiona tajemnica tego sukcesu i bycia kimś. A on niewątpliwie w tym czasie był kimś.

3. Jak wyglądała organizacja pracy na planie serialu?

Człowiek był dowożony, najczęściej na duże odległości, bo sceny kręcono w rejonie Grudziądza czy Wąbrzeźna, a podróże odbywały się nocami, bo ja wtedy bardzo dużo grałam w teatrze w Łodzi i musiałam to wszystko godzić. No cóż, muszę przyznać, że było to bardzo męczące. Nie miałam więc wtedy za bardzo czasu na udzielanie się towarzysko. Mimo to oprócz Pana Stanisława poznałam tam także Danusię Szaflarską, Lecha Ordona i parę innych osób, którzy byli fantastyczni.

4. Z którym aktorem/aktorką współpraca na planie oraz poza planem układała się Pani najlepiej?

Pamiętam, że towarzysko szalenie udzielali się Danuta Szaflarska z Lechem Ordonem. Oni tam taki duet stanowili i oni emanowali takim życiem. Oni mają to do tej pory. To jest takie pokolenie aktorów, którzy potrafili pięknie opowiadać. Danusia na przykład pierwsza zaproponowała mi wtedy przejście na „ty”, na co ja prawie umarłam. Bardzo długo nie przechodziło mi to przez gardło, ale po latach to ona przypomniała mi, jak ja wróciłam do „pani” - ona mówi: „Jaka pani? Przecież my się znamy od dawna i byłyśmy na „ty”… Po prostu fantastyczne osoby. Pan Stanisław też się zaliczał do tej generacji takich świetnych, życzliwych ludzi, którzy jeszcze mają takie poczucie, że młodego aktora trzeba trochę wprowadzić i pomóc mu. Nie było żadnej demonstracji ze strony ani tej pary aktorów starszych mocno przecież ode mnie i pana Stanisława, że oni w sobie noszą jakiś wielki ciężar uwielbienia tłumów, czy poczucia znakomitości jaką się jest. Kompletnie nie. To byli prości, sympatyczni, szczerzy ludzie, z którymi naprawdę było fajnie te 10, 15 minut czasem pobyć. I to dawało taką też radość, może jeszcze większą niż wszystko inne.

5. Czy zdarzyła się sytuacja, aby w jakiś sposób wpłynęła Pani na zmiany w scenariuszu czy w dialogach?

Nie. To było bardzo dobrze wszystko przygotowane. Tam pracował cały sztab ludzi, którzy byli odpowiedzialni za to. Nie mówiąc już o autorze książki. Nie wiem na ile on mógłby sobie pozwolić żeby były jakieś ingerencje. Być może główne postacie miały jakieś możliwości wpływania, natomiast ja sobie nie przypominam, żebym ja w ogóle miała taką bezczelność w sobie, żeby podważać jakiś tekst napisany przez osoby do tego uprawnione.

6. W internecie można znaleźć dwa fotosy, które najprawdopodobniej zostały pokolorowane kilka lat po realizacji serialu i zwracają uwagę kolorystyką kostiumów. Czy rzeczywiście kostiumy do tego serialu miały taką ciekawą kolorystykę, mimo że serial był czarno-biały?

Na pewno dla osób grających postacie z zachodu były inne ciuchy. Trzeba było ich jakoś wyróżnić. Proszę pamiętać, że to było czterdzieści parę lat temu. Więc troszkę inny ciuch, jakby odbiegający od naszej szaroburej rzeczywistości. Po prostu nic nie było wtedy takiego, kupowało się w komisach, gdzie ubrania były zawsze inne, miały także inny kolor. Chyba Ewa Szykulska miała tego typu kostiumy. One były trochę lepsze. Było to celowe, gdyż wiadomo było, że ludzie zza tamtej granicy mają trochę lepiej.
_________________
  
 
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 39 razy
Wiek: 50
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 29809
Skąd: Poznań
Wysłany: 2015-11-30, 15:10:33   

Wywiad z Grażyną Marzec, Iwoną z serialu "Samochodzik i templariusze" dla Forum Miłośników Pana Samochodzika


Źródło: fototeka.fn.org.pl

Cz. II.


7. Czy pamięta Pani ile samochodów-amfibii grało wehikuł Pana Samochodzika w serialu i czy zatopiony w jeziorze samochód został wydobyty? Fani serialu nie są w tej sprawie zgodni do dzisiaj.

Tego nie wiem, ale raczej podejrzewałabym, że musiały być chyba dwa. Nie wierzę w to, żeby ten jeden dał radę sprostać tej ilości ujęć na lądzie i w wodzie. Po prostu nie wydaje mi się to możliwe technicznie.

8. Jaki był najśmieszniejszy moment na planie który Pani zapamiętała?

Byłam skupiona na tym co ja gram i z kim się spotykam, z kim mam w danym momencie sceny. Pan Mikulski był niezwykle skupiony na swojej pracy, jakby nie odbiegał od założonego planu. Więc nie mogło się specjalnie nic zdarzyć. Natomiast wiem, że były jakieś ogromne kłopoty przy wskakiwaniu, zdaje się do żaglówki. Ponieważ ja nie umiałam tą żaglówką pływać, ani specjalnie nie byłam odważna żeby się rzucać w jakieś tonie, więc to były skomplikowane sytuacje, ale śmieszne, pogodne. Ponieważ ogólnie atmosfera na planie była niezwykle sympatyczna, niezwykle miła i taka życzliwa dla każdego kto znalazł się w jakichś kłopotliwych sytuacjach. Równocześnie dużo grałam w teatrze i to pamiętam, że ciągle prześladowała mnie myśl, czy ja zdążę na przedstawienie, czy ja zdążę na próbę, czy ja zdążę dojechać. W związku z czym cała moja energia była bardzo zaktywizowana na tym, że w tym momencie ja robię coś i muszę to zrobić najlepiej. Ja nie bardzo dokładnie pamiętam, na czym polegał ten mój czarny charakter w tym serialu. Ogólnie mogłabym powiedzieć, że ja tam byłam jakimś takim czarnym kotem, co gdzieś łaził swoimi ścieżkami i coś nabroił. Ale dokładnie o co szło, to ja naprawdę nie pamiętam. Nie pamiętam, proszę wybaczyć. To jest ponad 40 lat, nie oglądałam przez ostatnie lata tego serialu, więc nie przypominam sobie.

9. Czy podczas kręcenia scen korzystała Pani z dublerki?

Była jakaś taka sytuacja ucieczki. Miałam na głowie coś czarnego, trzeba było szybko zbiegać, było dosyć niebezpiecznie i chyba wtedy wykorzystano dublera. I to chyba nie była kobieta, tylko jakiś drobny mężczyzna. To było bardzo rozsądne, związane z tym, żeby się nie połamać. Żeby nie było nieprzyjemnych konsekwencji dla serialu. A ja być może nie sprostałabym temu zadaniu. Na marginesie dodam, że niedawno zastanawiałam się nad tym, dlaczego przyszło mi tutaj zagrać czarny charakter. Nigdy ani w szkole teatralnej ani w teatrze nie zetknęłam się z postacią negatywną (byłam już chyba drugi rok po studiach). W teatrze byłam amantką liryczną i może nawet czasami charakterystyczną. Ale nigdy nie mieściłam się w kanonie czarnych charakterów. Zastanawiam się więc, dlaczego zostałam tak obsadzona. Może dlatego, że miałam takie mocno ciemne włosy?

To czujemy się w obowiązku dodać, że postać grana przez Panią nie była tak do końca negatywna, gdyż ostatecznie stara się naprawić swoje błędy, a jedyną tak naprawdę negatywną postać grał pan Michał Szewczyk.

No to całe szczęście! To trochę odbiegając od pytania zdradzę, że jakieś 5 lat temu wybrałam się na wycieczkę do Morskiego Oka. W połowie drogi zrobiłam sobie przystanek, gdzieś tam przysiadłam na jakiejś ławce przy stole. Dosiadły się jakieś panie, w moim wieku pewnie albo może troszkę starsze i tak żeśmy się przyglądały sobie. Pomyślałam wtedy, że pewnie mnie sobie z „Plebanią” utożsamiają. A pani mi mówi nagle: „A to pani grała w Samochodziku”! Może dlatego że tylko widziała twarz, spokój wtedy taki panował, że mogła mnie skojarzyć właśnie z „Samochodzikiem”. Było mi bardzo, bardzo przyjemnie z tego powodu.

10. Czy przypomina Pani sobie, czy na planie filmowym serialu „Samochodzik i templariusze” pojawiał się Zbigniew Nienacki?

Niestety nie pamiętam.

11. Zagranie jakiej postaci (poza serialem „Samochodzik i templariusze”) przyniosło Pani największą satysfakcję pod względem zawodowym?

Największą satysfakcję chyba mi przyniosło zagranie postaci ciotki Wandy w „M jak miłość.” To był tak negatywna postać od początku i tak niedobra, że ja się przeraziłam jak dostałam scenariusz i sobie pomyślałam, że to jest chyba jakaś diabelska zemsta tylko nie wiem za co, żeby dać mi taki tekst. On był świetnie napisany. I pomyślałam sobie, że nie będę tej postaci absolutnie bronić, tylko postaram się ją zagrać tak jaka ona jest wyciągając jeszcze wszystkie brzydkie cechy. A ponieważ już trochę żyję na tym świecie, więc mniej więcej wiem jak to może być. Jakby uczepiłam się tego niemiłego, niesympatycznego kierunku, co spowodowało, że po emisji pierwszego, drugiego odcinka ja się bałam wyjść na ulicę. Tak mnie nienawidzono. I wtedy się przeraziłam, że tak strasznie ludzie się utożsamiają ze mną, ale na szczęście zaczęto potem troszeczkę ugładzać tę postać i uzasadniać dlaczego taka była, w pewnym sensie usprawiedliwiać. I ja miałam przyjemność z grania tego. Że nie jest to słodki jakiś cukiereczek, urokliwy, piękny, sympatyczny, bo ze starszymi paniami jest tak w naszych serialach, że one na ogół są tak słodkie, jakby nie miały już żadnego swojego życia, tylko były takie oblane lukrem od góry do dołu. I takie chcą być. Natomiast ja tutaj całkowicie wyszłam od takiego, nawet powiedziałabym brzydkiego wnętrza osoby. I to mi się udało. I to była moja wielka przyjemność z grania tej roli ze skutkiem początkowym tragicznym, okropnym. To się potem pięknie wyprowadziło. Już przecież w tym serialu nie gram tyle lat, a to postać jest, którą się pamięta. Potem w „Plebanii” (może to nie była główna postać, ale dosyć istotna) też nie chciałam jej wypudrować, tylko troszkę wyobraźnią zadziałać. Teksty były bardzo różne, ale zamieniłam się w osobę, którą bardzo się często myliło. Mówiono mi „Szczęść Boże” na ulicy, albo mnie wiązano z katechetką a ostatnio jak stałam w kolejce jakiś Pan podszedł cały w skowronkach i mówi: „Niech mi pani powie, skąd my się znamy?” A ja już po prostu byłam tak wściekła, mówię „Nie wiem skąd my się znamy.” A on mówi „Już wiem! Z pielgrzymek!” (śmiech).

Dziękujemy za rozmowę.

KLIKNUJ ABY ZOBACZYĆ DYSKUSJĘ DOTYCZĄCĄ TEGO WYWIADU!
_________________
  
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Reklama:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo

Strona wygenerowana w 0,17 sekundy. Zapytań do SQL: 12