To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
PanSamochodzik.net.pl
Forum poświęcone twórczości Zbigniewa Nienackiego

Pan Samochodzik i złota rękawica - Pan Samochodzik i Złota rękawica - maszynopis

John Dee - 2018-05-01, 09:42

Lolek napisał/a:
John Dee napisał/a:
Przejdź do innego tematu i spróbój tam. Tu widać już dano. ;-)


Już to rozwiązałem. :okulary:
:564:
Hebius - 2018-05-03, 14:24

Garamon napisał/a:
Nigdy nie raził mnie ten fragment, po prostu założyłam, że blondynka proponuje panu Tomaszowi, żeby oni - dorośli - napili się po koniaczku na rozgrzewkę. On, nie mając na to ochoty, wykorzystuje obecność Piotrusia jako pretekst do odmowy. Trochę na zasadzie "sam bym się może napił, ale muszę dawać dobry przykład młodzieży" :D Dlatego też przy Dianie jego abstynencja zanika.


Zapominasz, że to lata 70. zeszłego wieku. Obecność dziecka jako wymówka by nie pić była wtedy wymówką bardzo dziwną, może nawet wręcz niezrozumiałą. Tzn może jeszcze matka, która karmiła piersią mogłaby coś takiego rzucić, ale nie facet.

Z24 - 2018-05-03, 23:32

Zgrywał się. Snuł jakieś projekty względem Pani Księżyc - a pamiętamy, że mając to na względzie znosił wiele; zwłaszcza jej panoszenie się na łodzi - i bał się, że Piotruś zakapuje mamie, że pan Tomasz lubi sobie golnąć.
John Dee - 2018-05-04, 07:25

Jeszcze jedna teoria, i wszystkie niezłe. Jednak ta Kynokephalosa wydaje mi się najbardziej prawdopodobna ( http://pansamochodzik.net...p=355395#355395 ), tym bardziej, że nie wyklucza innych. Teoretycznie autor mógł dostrzec, że zmieniając sytuację wyjściową zdanie zabrzmiało nagle dziwnie, jednak je zostawć, bo pomyślał o którymś z zaproponowanych tu alternatywnych uzasadnień.


Z24 napisał/a:
Snuł jakieś projekty względem Pani Księżyc

Też mi to ostatnio podpadło. “… Lekcja z panią Joanną, która wolała pana Lejwodę, ponieważ mógł jej zapewnić spokój i stabilizację, a ja byłem dla niej jedynie dorosłym chłopcem uwielbiającym przygody”, takie słowa nie pasują przecież do człowieka, który zabiera zgorzkniałą nieco, samotnie wychowującą dziecko kobietę w ten swój wielki rejs z pobudek czysto altruistycznych, dodatkowo do roli oczywiście, którą odgrywa w poszukiwaniu domu wieszcza, lecz zdradzają, że jego intencje wobec niej nie były aż tak wielkoduszne i całkowicie bezinteresowne.

Jak już wspomniałem, w obu maszynopisach wiele rozdziałów przepisane są kompletnie lub niemal kompletnie na czysto, nie wiemy więc, kto i co oprócz Winnetou jeszcze zostało usunięte.

Kynokephalos - 2018-05-04, 09:58

John Dee napisał/a:
jego intencje wobec niej nie były aż tak wielkoduszne i całkowicie bezinteresowne.

Te intencje mają chyba swoją dynamikę. Widzę zmianę w stosunku Pana Samochodzika do Joanny, do Lejwody i do Piotrusia po tym jak stało się jasne że zapałali do siebie sympatią. Mam wrażenie, że oznaki zazdrości, które u siebie zauważył i o których szczerze nam opowiedział, były zaskoczeniem dla samego Tomasza.

Zresztą nawet wtedy nie wiedział właściwie czego chce. Z jednej strony zrobiło mu się żal tego, co "mógł mieć, ale wziął to sobie ktoś inny". A może żal mu było tylko czegoś innego: komfortowej sytuacji (tego który może, ale nie musi...) w jakiej znajdował się przed wejściem na scenę Lejwody? Bo z drugiej strony przecież nie był pewny czy ma ochotę plątać się w stały układ z Joanną i Piotrusiem.

Dlatego mówiąc o intencjach Pana Samochodzika wobec Joanny zapytałbym najpierw: w którym momencie, a potem: czy chodzi o uświadomione czy te podświadome. Myślę że przynajmniej początkowo, i na świadomym poziomie, te intencje były bezinteresowne.

Pozdrawiam,
Kynokephalos

Teresa van Hagen - 2018-05-04, 15:46

Zawsze odbierałam odmowę napicia się "koniaczku" jako wynikającą z niechęci do częstujących. Koniaczek to takie spoufalenie, a para z jachtu zdecydowanie odrzucała pana Tomasza... Liczba mnoga, to taki dla mnie tylko formalizm: "nie pijemy (my, ci lepsi) i zamknijmy temat" :D
Garamon - 2018-05-04, 16:33

John Dee napisał/a:


Z24 napisał/a:
Snuł jakieś projekty względem Pani Księżyc

Też mi to ostatnio podpadło. “… Lekcja z panią Joanną, która wolała pana Lejwodę, ponieważ mógł jej zapewnić spokój i stabilizację, a ja byłem dla niej jedynie dorosłym chłopcem uwielbiającym przygody”, takie słowa nie pasują przecież do człowieka, który zabiera zgorzkniałą nieco, samotnie wychowującą dziecko kobietę w ten swój wielki rejs z pobudek czysto altruistycznych, dodatkowo do roli oczywiście, którą odgrywa w poszukiwaniu domu wieszcza, lecz zdradzają, że jego intencje wobec niej nie były aż tak wielkoduszne i całkowicie bezinteresowne.


Co do intencji osobistych, to mogło być różnie. Jednak w tej scenie, gdy Tomasz rozmyśla: "(...) chyba nigdy nie będę miał swojej dziewczyny, zawsze pozostanę samotny. Niczego nie nauczyła mnie lekcja z panią Joanną, która wolała pana Lejwodę, ponieważ mógł jej zapewnić spokój i stabilizację, a ja byłem dla niej jedynie dorosłym chłopcem uwielbiającym przygody. Ta sama historia powtórzyła się z Bajeczką. Odeszła, ponieważ nie chciałem zrezygnować z nowej przygody. Czy spotkam kiedyś dziewczynę, która będzie dzielić ze mną moje zainteresowania i zaakceptuje mój tryb życia?" widzę nie tylko lekki zawód, że Pani Księżyc wybrała innego, ale przede wszystkim rozczarowanie prozą życia. Pan Tomasz miał wrażenie, że skłaniając samotną, zamkniętą w sobie i sztywną panią Joannę do wakacyjnej wyprawy odmieni jej ponurą egzystencję, przywróci młodzieńczą chęć życia i radość z przygody. Czyli - że pomoże jej to, co pomaga jemu :D . Zapewne liczył, że kobieta doceni przygodę jako przeciwwagę dla codziennej szarości. Tymczasem okazało się, że "lekarstwem" na smutki Pani Księżyc jest to, co Tomasz uważał za część problemu i czego sam nie ma: spokój i stabilizacja. W ten sposób Pan Samochodzik uświadomił sobie, że jako mężczyzna nie jest dla kobiet materiałem na partnera na dłuższą metę. Przelotna znajomość, wakacyjna przygoda, owszem. Ale nie zwyczajne, wspólne życie. Pani Joanna stała się swego rodzaju symbolem jego pozycji na polu relacji damsko-męskich.

John Dee - 2018-05-06, 07:28

Kynokephalos napisał/a:
Dlatego mówiąc o intencjach Pana Samochodzika wobec Joanny zapytałbym najpierw: w którym momencie, a potem: czy chodzi o uświadomione czy te podświadome. Myślę że przynajmniej początkowo, i na świadomym poziomie, te intencje były bezinteresowne.

Należało by się zastanowić nie tylko nad intencjami Pana Samochodzika, ale i autora, czy jego plany dotyczące Joanny również nie uległy zmianie w trakcie procesu twórczego, tak jak to było w wypadku Winnetou? Podczas ostatniej lektury uświadomiłem sobie, jak krótko tylko trwa ten wspólny rejs biorąc pod uwagę, jak długo i starannie wszyscy się do niego przygotowywali. Jako inspiracja Kika i Psycholog, głównie jednak chyba Pani Księżyc wysłużyli w oka mgnieniu. Odniosłem wrażenie jak gdyby Nienacki nagle stracił zainteresowanie tymi konfliktami, których potencjał dramaturgiczny moim zdaniem długo jeszcze nie wyczerpał, i usunął ich, by zrobić miejsce na pokładzie Krasuli dla - Bajeczki. ;-)


Garamon napisał/a:
Pani Joanna stała się swego rodzaju symbolem jego pozycji na polu relacji damsko-męskich.

To ciekawa teoria, Garamon, mimo to sądzę, że Joanna była więcej niż tylko “symbolem”, była kandydatką na ową dziewczynę, która położyłaby kres jego samotności. Lepszej interpretacji słów “wolała pana Lejwodę” nie widzę. Biedak nie miał jednak u niej chyba nigdy najmniejszych szans, bo jedyną oznaką zainteresowania z jej strony było wyrażenie zgody na rejs, a że ten zaczął się fatalną kompromitacją z Bajeczką, tak że Tomasz swoje nadzieje na jakiś bliższy stosunek z Joanną tak właściwie mógł pogrzebać już w Iławie.

Inaczej z Bajeczką. Mimo że jej poglądy życiowe są bardzo podobne do Pani Księżyc, zasadniczą różnicą między nimi jest to, że ona od początku odczuwa sympatię do Tomasza. W jej przypadku była to dla niego bitwa z górki, w pierwszym pod górkę.


Ogólnie odniosłem wrażenie, że zainteresowanie autora damsko-męskimi konfliktami w tej książce było większe niż przygodą, o czym należy pamiętać patrząc na Złotą rękawicę jako nieoficjalne zakończenie serii o Panu Samochodziki. Nie zapominajmy również, że następne lata nasz autor spędził tworząc “Raz w roku w Skiroławkach”.

Kpt Petersen - 2018-07-29, 16:30

Kiedy John Dee opublikował maszynopis „Złotej Rękawicy” i przeczytałem skreślone zakończenie:

John Dee napisał/a:

KONIEC

Maszynopis jednak tu się jeszcze nie kończy. … dość szybko minęliśmy Szałkowo, a wkrótce, mimo zapadającej nocy, ujrzeliśmy przesmyk na jezioro Widłąg, gdzie nie tak dawno schronili się, ścigani przez nas “piraci” z “Rogerem”. W małej zatoczce, gdzie chciałem zarzucić kotwicę i pozostać na noc, zakotwiczony był zabawny domek kempingowy na pływakach. (Na werandzie starszy pan z ogromną siwiejącą brodą pali fajkę.) Gdy noc już niemal zapadła, on zawołał w naszą stronę - co, tego zapewne nigdy się nie dowiemy, gdyż tu naprawdę kończy się tekst maszynopisu.


od razu wiedziałem że przy okazji najbliższego rejsu po Jezioraku muszę zobaczyć zatokę (czy też jezioro jak pisał Nienacki) Widłąg. Udało się w tym roku i faktycznie jest to bardzo fajne, dzikie miejsce.
A najciekawsze zobaczyłem „w małej zatoczce, gdzie chciałem zarzucić kotwicę i pozostać na noc, zakotwiczony był zabawny domek kempingowy na pływakach.”. :)

Szara Sowa - 2018-07-29, 16:37

Niebywałe! Nigdy czegoś takiego nie widziałem! :)
Hebius - 2018-07-29, 17:38

Ale te domki werandy nie mają.
John Dee - 2018-07-29, 18:19

Kpt Petersen napisał/a:
A najciekawsze zobaczyłem „w małej zatoczce, gdzie chciałem zarzucić kotwicę i pozostać na noc, zakotwiczony był zabawny domek kempingowy na pływakach.”. :)
Niesłychane. Dokładnie jak opisane w książce. Ale farta miałeś!

Myśmy w Szwecji widzieli taką przyczepę na wyspie i też zastanawialiśmy się, ilekroć żeśmy obok niej przepływali, jak ją tam przetransportowano. Dopiero po kilku dniach doznaliśmy olśnienia: zimą oczywiście, po lodzie! Widać przyczepy od czasów wozu Drzemały nawet w takich miejscach się toleruje. A to rozwiązanie jest szczególnie genialne. Co za pomysłowy gość! :)

Kpt Petersen - 2018-07-29, 20:43

John Dee napisał/a:
Niesłychane. Dokładnie jak opisane w książce. Ale farta miałeś!

Myśmy w Szwecji widzieli taką przyczepę na wyspie i też zastanawialiśmy się, ilekroć żeśmy obok niej przepływali, jak ją tam przetransportowano. Dopiero po kilku dniach doznaliśmy olśnienia: zimą oczywiście, po lodzie! Widać przyczepy od czasów wozu Drzemały nawet w takich miejscach się toleruje. A to rozwiązanie jest szczególnie genialne. Co za pomysłowy gość! :)



Wydaje mi się że to jest tratwa do której można doczepić silnik, na której stoi przyczepa. Na zdjęciach z tyłu widać koło sterowe.

Kpt Petersen - 2018-07-29, 20:49

Hebius napisał/a:
Ale te domki werandy nie mają.


Weranda nie jest w analizie na niebiesko tylko na czarno wyboldowana. A co to dokładnie znaczy to tylko John Dee wie. Z niebieskim się zgadza. :) To i tak cud że dokładnie taki obiekt na Widłągu 40 lat później się znalazł.

John Dee - 2018-07-29, 21:09

Kpt Petersen napisał/a:
Weranda nie jest w analizie na niebiesko tylko na czarno wyboldowana. A co to dokładnie znaczy to tylko John Dee wie.
To znaczy, kapitanie, że w tym miejscu nie przepisałem tekstu słowo w słowo, tylko oddałem ogólny jego sens. Była weranda, a na werandzie gość z siwą brodą i fajką.

Kpt Petersen napisał/a:
To i tak cud że dokładnie taki obiekt na Widłągu 40 lat później się znalazł.

Czary jakieś. :)

Z24 - 2018-07-29, 23:14

ZN prawie prorokiem... ;-)

Niezwykle sympatyczna przygoda.

Berta von S. - 2018-07-30, 13:26

Z24 napisał/a:
ZN prawie prorokiem... ;-)

Może to jakaś rodzinna tradycja i w tym samym miejscu, tym samym (podobnym) sprzętem cumuje kolejna generacja nawodnych campingowców. Albo jakiś fan samochodzika, który natchnienie czerpał z powieści. :)

Próbowałeś, Petersenie, zagadać z właścicielem?

Wowax - 2018-07-30, 18:32

John Dee napisał/a:
wozu Drzemały

Czyjego wozu? :galy:
Berta von S. napisał/a:
Albo jakiś fan samochodzika, który natchnienie czerpał z powieści.

Bardzo prawdopodobne
Berta von S. napisał/a:
Próbowałeś, Petersenie, zagadać z właścicielem?

No właśnie?

Kpt Petersen - 2018-07-30, 19:53

Berta von S. napisał/a:

Próbowałeś, Petersenie, zagadać z właścicielem?


Nie próbowałem. Jeszcze powiedziałby że cumuje od tego roku i zepsułby mi całe wrażenie. :|

A tak możemy snuć domysły na Forum :)

Kozak - 2018-07-30, 20:12

Fajna historia :)
John Dee napisał/a:
Co za pomysłowy gość! :)

Na jeziorach można napotkać taką formę "pływającego domku" .....
./redir/forum.mazury.info.pl/files/pjjacht_809_142.jpg
....czyli "Zrób to sam" na podstawie pomysłu Adama Słodowego :053: :053: :053:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group