To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
PanSamochodzik.net.pl
Forum poświęcone twórczości Zbigniewa Nienackiego

Nowe przygody Pana Samochodzika - Nowe Przygody - wrażenia

CPN - 2016-11-03, 10:20

Następna rzecz, która umknęła mi podczas pisania wczorajszego postu dotyczy rzeczywistości PRL.
Autor moralizuje ustami Tomasza, że tylko pracą moze do czegoś dojść.
Ale czy uczciwy rybak moze sobie pozwolić na jacht?
Nie. Na to stać jedynie przekupkę bazarową.

Wybaczcie, ale nie mogę się powstrzymać przed wstawieniem tego obrazka:


Ad_Absurdum - 2016-11-03, 15:03

Bo to była prywaciara i kasę kosiła równo na tym bazarku. Nie to co państwowi, uczciwi kupcy :D
Moralizatorstwo faktycznie jest, ale mnie ono np. bawi, a nie wkurza. Może dlatego, że nie pamiętam PRLu i takie smaczki to już trochę egzotyka (to praworządne ORMO w postaci Tomasza mnie szczególnie ujęło :) ).

Even - 2016-11-03, 16:13

Cytat:
Ale czy uczciwy rybak moze sobie pozwolić na jacht?
Nie. Na to stać jedynie przekupkę bazarową.

PRL znam nie tylko z książek, ale i z autopsji.
W latach sześćdziesiątych jachty bardzo różniły się od obecnie pływających po jeziorach, miały dużo uboższe wyposażenie.
Uczciwego rybaka stać było na jacht, ale nie był mu on do niczego potrzebny, bo pływanie było jego zawodem, a nie hobby. Stać go było jednak na ślizgacz dla córki. :p
Co do matki Wacka, to nie była ona zwykłą przekupką, tylko właścicielką ekskluzywnego (na tamte czasy) sklepu z krawatami. W tamtych latach właśnie prywatny handel, ogrodnictwo czy mechanika pojazdowa uchodziły za najbardziej intratne wśród legalnych zajęć.

Z24 - 2016-11-03, 18:14

Even napisał/a:
Uczciwego rybaka stać było na jacht, ale nie był mu on do niczego potrzebny, bo pływanie było jego zawodem, a nie hobby.


:564:

Przypomina mi się to, co mówił Zenek Laskowik: listonoszowi po godzinach nie proponuje się wyjścia na spacer ;-) .

Even napisał/a:
Co do matki Wacka, to nie była ona zwykłą przekupką, tylko właścicielką ekskluzywnego (na tamte czasy) sklepu z krawatami. W tamtych latach właśnie prywatny handel, ogrodnictwo czy mechanika pojazdowa uchodziły za najbardziej intratne wśród legalnych zajęć.


Tak jest. Szczególnie badylarze uchodzili za krezusów.

CPN - 2016-11-04, 20:15

Cytat:
Uczciwego rybaka stać było na jacht, ale nie był mu on do niczego potrzebny, bo pływanie było jego zawodem, a nie hobby


Polemizowałbym.
Znam wielu ludzi morza, którzy bardzo lubią pożeglować hobbystycznie. Z tym, że nie obracam się wśród rybaków tylko w przemyśle morsko-naftowo-wydobywczym. Po latach tkwienia na statku w tym samym punkcie nad dnem (a statki typu drilling skip czy FPSO tak mają) człowiek lubi pożeglować.

Podobnie jest wśród lotników, po godzinach spędzonych przy sterach liniowca gdzie pilot jest sprowadzony do roli "urzędnika od latania" wielu z nich z radością siada za stery szybowców aby oddać się swojej pasji.

Z24 - 2016-11-04, 20:50

CPN napisał/a:
Cytat:
Uczciwego rybaka stać było na jacht, ale nie był mu on do niczego potrzebny, bo pływanie było jego zawodem, a nie hobby


Polemizowałbym.
Znam wielu ludzi morza, którzy bardzo lubią pożeglować hobbystycznie. Z tym, że nie obracam się wśród rybaków tylko w przemyśle morsko-naftowo-wydobywczym. Po latach tkwienia na statku w tym samym punkcie nad dnem (a statki typu drilling skip czy FPSO tak mają) człowiek lubi pożeglować.

Podobnie jest wśród lotników, po godzinach spędzonych przy sterach liniowca gdzie pilot jest sprowadzony do roli "urzędnika od latania" wielu z nich z radością siada za stery szybowców aby oddać się swojej pasji.


:D Zdarza się. Sam taki poniekąd jestem. Jak miałem jeżdżącą robotę, to urlop też lubiłem spedzać na trasie...

Even - 2016-11-04, 20:59

CPN napisał/a:

Polemizowałbym.

Masz prawo :)
Praca o której piszesz nie ma nic wspólnego z żeglarstwem. Praca rybaka to zupełnie inna bajka. Tu dodatkowo piszemy o rybaku śródlądowym, który ma bezpośredni, codzienny kontakt z wodą, a nie, jak sam piszesz, tkwi w tym samym punkcie nad dnem ;-)

Marcink - 2017-01-07, 13:20

Dzieje się dużo, acz szkoda że główna archeologiczna zagwostka jest zepchnięta na dalszy plan. Trochę to przypomina późniejszego Winetou ale w bardziej komiksowej stylistyce, bo jak inaczej nazwać tajemniczego kapitana walczącego żyłką wędkarską* czy tajniaka (nasz Bond normalnie).

*Z tym mi się skojarzyło
https://www.youtube.com/watch?v=XEY4ijaEb9Q :D

StrasznyMruk - 2017-01-07, 13:44

Rybactwo to jest praca fizyczna. Nie kojarzę, by w okresie socjalizmu działały prywatne zespoły rybackie. Robotnicy rybaccy pracowali w ramach Państwowych Gospodarstw Rybackich - PGRyb.
Ojciec Marty zapewne był jakimś brygadzistą; takie odniosłem wrażenie po książce.
Oczywiście wielu z tych ludzi świetnie znało swoje akweny i rybactwo było dla nich czymś więcej, niż pracą na etacie. Świetnie to opisał Paukszta w powieści "Srebrna ławica".
Rybak miał dostęp do deficytowego towaru, więc okazje do dorobienia sobie były. Nie trzeba było kombinować, by zostać "spekulantem".
Zapewne ścigacz Marty zbudowano za premie z odłowów, za lewą kasę i siłami własnymi rodziny i zaprzyjaźnionego bosmana :-)

Even - 2017-01-08, 12:44

StrasznyMruk napisał/a:
Nie kojarzę, by w okresie socjalizmu działały prywatne zespoły rybackie. Robotnicy rybaccy pracowali w ramach Państwowych Gospodarstw Rybackich - PGRyb.

Na pewno oprócz PGRów na jeziorach mogli działać prywatni rybacy. Być może w pewnym okresie zmuszono ich do zrzeszenia się w spółdzielnie.
Zaraz po II Wojnie Światowej było sporo prywatnych rybaków łowiących na wodach przybrzeżnych Bałtyku. Było to tzw. rybołówstwo łodziowe, szczątkowo przetrwało ono do końca PRLu, by później mocno się rozwinąć w rybactwo kutrowe. Były też spółdzielnie rybackie, czasem posiadające tylko kilka kutrów. Nie wiem, czy można te spółdzielnie zaliczyć do firm prywatnych, czy państwowych. Wielcy państwowi armatorzy (Gryf, Odra) zajmowali się połowami dalekomorskimi od Morza Północnego przez Zatokę Gwinejską po Falklandy i Vancouver.

Z24 - 2017-10-08, 12:22

Nie pamiętam czy ten problem był już poruszany, ale co tam.
NPPS w porównaniu z innymi powieściami dziejącymi się nad Jeziorakiem (PSiZR i PSiN - częściowo) ma charakterystyczną optykę. Tu jezioro jest w centrum wydarzeń, wszystkie akcje dzieją się na jeziorze lub w jego pobliżu. Wśród miejscowości nadbrzeżnych jakąś rolę w powieści odgrywają tylko Iława (komenda MO, restauracja i stacja benzynowa), Siemiany (obóz harcerski) i Jerzwałd (pościg przez podwórko ZN). Akcja dzieje się wśród turystów - przybyszów. Okolicznych mieszkańców reprezentują milicjanci, sołtys z Siemian i oczywiście Marta, która jest jakby zwornikiem tych dwóch światów: świata turystów na jeziorze i świata okolicznych mieszkańców, rolników, rybaków itd. Jej postać odgrywa więc jeszcze bardziej znaczącą rolę niż tylko w konstruowaniu akcji.
W pozostałych wspomnianych powieściach Jeziorak, że tak powiem, ma już wybrzeża i okolice zamieszkałe przez interesujących ludzi, są tam ciekawe zabytki itd.
Jakże inaczej wygląda np. Przylądek Sandacza i jego otoczenie w obu powieściach.
W jakiś sposób odzwierciedla to proces wrastania Mistrza w tamtejszy krajobraz...

Z24 - 2018-01-17, 17:19

W tej powieści pojawia się motyw, którego nie ma w żadnej innej z ...hmmm... protokanonicznych i deuterokanonicznych ;-) . Mianowicie PS po mniej więcej dwudziestu latach chwyta drugi koniec pewnej historii, nad którą już kiedyś pracował. To podjęcie po latach zerwanej niegdyś nici samo w sobie jest ekscytujące. ZN poświęcił temu właściwie tylko pięć zdań w rozdziale II: U mnie (wyd II, Pojezierze, Olsztyn 1976) to jest strona 28:

"Po dwudziestu latach z prawdziwym wzruszeniem wziąłem do ręki zżółkłą teczkę i otworzywszy ją, na nowo odczytałem zrobione przeze mnie kiedyś zapiski."

i str. 29:

"Na tym stwierdzeniu zakończyłem wtedy swoje badania. ale teraz byłem mądrzejszy niż przed laty. Mądrzejszy o jedną informację. Ciężarówka nie odjechała do Niemiec, utonęła w jakimś jeziorze."

Wyprawa opowiedziana w NPPS, to właściwie dwie wyprawy. Bez tej pierwszej - o której wiemy niewiele - nie byłoby tej drugiej. Kaznodzieja vel Ornitolog alias Fałszywy Ornitolog oddaje przecież w "Zakończeniu" (str. 288) należną część chwały studentowi Tomaszowi, wtedy jeszcze wcale nie PS-owi, bo bez tej pierwszej wyprawy, nie byłaby możliwa również jego operacja.

Nieraz mi się zdarzało w różnych sprawach podejmować zagubione przez laty wątki...

Nawet tu, w naszych badaniach na forum, tych pour la plaisir :)

Ta pierwsza wyprawa musiała być o wiele bardziej ekscytująca, niebezpieczna i pracowita.

Berta von S. - 2018-01-17, 17:43

Z24 napisał/a:
W tej powieści pojawia się motyw, którego nie ma w żadnej innej z ...hmmm... protokanonicznych i deuterokanonicznych ;-) . Mianowicie PS po mniej więcej dwudziestu latach chwyta drugi koniec pewnej historii, nad którą już kiedyś pracował. To podjęcie po latach zerwanej niegdyś nici samo w sobie jest ekscytujące. ZN poświęcił temu właściwie tylko pięć zdań w rozdziale II...

Ta pierwsza wyprawa musiała być o wiele bardziej ekscytująca, niebezpieczna i pracowita.

Nie wiem, czy bardziej ekscytująca, ale na pewno zupełnie inna. Chętnie bym o niej przeczytała. :)

Z24 - 2018-01-17, 17:49

Berta von S. napisał/a:
Z24 napisał/a:
W tej powieści pojawia się motyw, którego nie ma w żadnej innej z ...hmmm... protokanonicznych i deuterokanonicznych ;-) . Mianowicie PS po mniej więcej dwudziestu latach chwyta drugi koniec pewnej historii, nad którą już kiedyś pracował. To podjęcie po latach zerwanej niegdyś nici samo w sobie jest ekscytujące. ZN poświęcił temu właściwie tylko pięć zdań w rozdziale II...

Ta pierwsza wyprawa musiała być o wiele bardziej ekscytująca, niebezpieczna i pracowita.

Nie wiem, czy bardziej ekscytująca, ale na pewno zupełnie inna. Chętnie bym o niej przeczytała. :)


Ja też. Uważasz, że Mistrz mógłby ją podyktować prosto na komputer za pomocą talerzyka? Czy może się znaleźć opis tej wyprawy gdzieś w szpargałach z MWiM? ;-)



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group